Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"." /> Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy - Weryfikatorium.pl

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

1

Marcin już nie bardzo wierzył, że zostanie prawnikiem. Nie wierzył, bo był biedny, a gołodupcy jak on, co najwyżej mogli tylko zbierać resztki z pańskiego stołu.

Zamknął podręcznik „Logiki” i westchnął bezsilnie. Czytanie tego, kiedy służy wyłącznie połechtaniu własnych zachcianek, było jak kupowanie prawdziwej benzyny do Lamborghini z firmowego katalogu.

Spojrzał na zdjęcie matki w drewnianej ramce, stojące na nocnej szafce obok niezapłaconego rachunku za prąd.

Nie żyła od roku, pokonana przez białaczkę, a on i dziesięcioletnia siostra zostali od tamtego dnia sami na świecie. Było im ciężko i choć pracował, to pensja sprzedawcy w popularnej sieci handlowej nie pokrywała wszystkich wydatków. Każdego dnia dorosłe życie pokazywało mu, jaka z niego mało zaradna głowa rodziny.

Niespodziewana wycieczka u Magdy w klasie, obcięte godziny w pracy albo potrzebne na teraz spodnie dla dziewczynki, bo ze starych już wyrosła. Wszystkie te niespodzianki, jak to niespodzianki zawsze go zaskakiwały, więc biegał po sąsiadach pożyczać złotówki, a później z pensji je oddawał, by po kilku dniach znów pożyczać. Kochał te chudą jak szczapa księżniczkę, ale coraz bardziej docierało do jego świadomości, że ich królestwo to farsa i bardziej był mu pisany los żebraka niż księcia w wypasionym zamku.

Starczy tego narzekania - mruknął i zaraz uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze. Życie było ciężkie, ale nie widział powodu, by wciąż biadolić. Włączył You Tube, a następnie śpiewającego ku czci Amy W. „Valerie” Bruno Marsa. Po kilku sekundach chęć do życia wróciła i zapomniał o troskach.

Poszedł do kuchni, zastanawiając się, czy z tego kawałka mielonego w lodówce uda mu się zrobić choć kilka małych kotletów. Pod oknem, w szafce leżało kilka ziemniaków, a w lodówce pół kalafiora. Wołowiny naprawdę było naprawdę mało, a dziewczynka nie zjadłaby obiadu bez mięsa.

Przygotował jedzenie, patrząc na gotujące się kartofle. Pstryknął palcami i cmoknął rozczarowany, kiedy wizja jarskiego obiadu stała się dla niego faktem. Uśmiechnął się, kiedy słowa jego dziewczyny rozbrzmiały mu w głowie... mądry Homo sapiens nie truje się odpadami ze świni, a warzywka są przecież cool.
Dzwon bijący w wieży kościoła uzmysłowił mu, że jest już spóźniony do szkoły, skąd musiał odebrać siostrę. Zrzucił z siebie bluzę z logo UFC i wybiegł z mieszkania.

Podstawówka nie była daleko, ale i tak nie przestawał biec, zastanawiając się, ile pensji musiałby odłożyć, żeby starczyło na studia prawnicze. Przebiegł przez ulice, uskakując w ostatniej chwili przez rozpędzonym fordem i zaklął pod nosem. Nie był pewny czy wyłączył palnik pod gotującymi się ziemniakami. Obrócił głowę w stronę domu, ale szedł dalej, aż poczuł jak na kogoś wpada.

- Uważaj, zjebie jak chodzisz!

Facet był duży, naprawdę wielki. Ze złotym łańcuchem grubości dwóch kciuków i amerykańskim t -shircie z napisem "California" wyglądał jak zagorzały fan disco polo na sterydowej diecie. Patrzył zaczepnie na twarz chłopaka, drapiąc się po policzku.

Marcin zrobił krok do tyłu i czekał, co tamten zrobi.

Miał wielką ochotę wytrzeć tym przerośniętym troglodytą brudny chodnik, ale uznał, że to strata czasu, a poza tym przepychanki z workiem mięśni na ulicy nie były zbyt legalne według prawa. Miał też tego wieczoru spotkać się z szefem swojej dziewczyny. Ten facet miał dobre znajomości, znał odpowiednich ludzi, a list polecający mógł pomóc do uzyskania stypendium. Siniak pod okiem mógł zepsuć dobrą opinię, którą miał u tego gościa.

- Przepraszam.

Uśmiechnął się służalczo i chciał ominąć draba, ale ten położył mu dłoń na ramieniu.
- Nie tak szybko małolat! Jest wina, musi być i kara - zaśmiał się do swoich dwóch stojących obok kumpli.
Chłopak podbił mu rękę i wskazał ruchem głowy na budynek szkoły.
- Spierdalaj facet! Śpieszę się po siostrę...

Płynnym ruchem ominął bandziora i pobiegł ile sił w nogach. Do jego uszu dolatywały steki bluzgów i pogróżek, ale żaden z nich się nie ruszył, by go dopaść. Kiedy wchodził przez bramę szkolną, to dopiero do niego dotarło, że te oprychy, to przecież miejscowe zabijaki od gangusa „Krzema”, który trząsł całym miastem.
Magda siedziała na schodach i powitała brata kpiącym uśmieszkiem. Otarł pot z czoła i uszczypnął dziewczynkę delikatnie w przedramię.

- Dobra, dobra... chylę głowę, bo nawaliłem. - Odwrócił się, chcąc sprawdzić, czy faktycznie nikt za nim nie pobiegł. Bójka na ulicy to jedno, ale w obecności małej siostry. To nie miało prawa się zdarzyć.

Wracali do domu inną drogą, a pytania dziewczynki czemu to robią, zbywał milczeniem. Doszli pod blok, a chłopak wciąż żałował, że nie skarcił tamtego na chodniku. Spojrzał w okno od kuchni znów kląc w duchu na swoje gapiostwo. Taki garnek z gotującymi się ziemniakami mógł przecież całkiem już skomplikować i tak trudne życie.

Wchodzili właśnie do budynku, kiedy czarna bmw z serii 7 zatrzymało się z piskiem opon. Ze środka wygramolił się ten sam napakowany koleś i wesoło gwiżdżąc, szedł w jego stronę.

- Małe miasto cholera, co? Trudno się kurwa schować... no i zawsze jest w pobliżu jakiś konfident, co powie kim jesteś.

Marcin zamknął na chwilę oczy i otworzył, patrząc na siostrę, a następnie na wysiadających z samochodu gangsterów. Pokręcił głową, wzdychając bezsilnie.
- Czy ty do chuja jesteś jakiś opóźniony? - Podrapał się w tył głowy i wskazał na dziewczynkę. - Widzisz, że jestem z dzieckiem, a ty mi tu wyjeżdżasz z jakąś pustą bajerą.

Bandzior na chwilę zbaraniał, ale śmiechy kumpli szybko pchnęły go do działania.
- Pyskaty jesteś, pizdusiu! Patrzcie na tego gnojka... syn psa i też tak samo szczeka. - mówił żartobliwie, aż zbliżył się do Marcina.
Cios wyprowadzony był szybko, ale nie na tyle, by zaskoczyć chłopaka. Lekko uchylił głowę i zrobił dwa kroki do tyłu.

- Nie chcę się bić... nie przy siostrze! - krzyknął, wystawiając przed siebie ręce z otwartymi dłońmi.
Podszedł do nich jeden z kumpli dryblasa i ku zaskoczeniu Marcina podał mu rękę, uśmiechając się przy tym całkiem przyjaźnie.

- Cześć, młody jestem Zenek! - ryknął śmiechem. - Nie, no pewnie, że nie jestem Zenek... tak, tylko palnąłem.
W ułamku sekundy twarz gangstera przestała być przyjazna i ponownie odezwał się już całkiem poważnym głosem.

- Widzę, że nie jesteś zdecydowany, więc dam ci trochę motywacji... za darmo. - Wskazał ręką na dziewczynkę. - Jak nie uniesiesz piąstek do napierdalanki, to połamię kolanka twojej siostrze... a to dopiero będzie początek romantycznej historii.

Marcin patrzył na wystraszoną Magdę. O siebie się nie bał, bo powybijane zęby i siniaki na twarzy to tylko zmiana charakteryzacji. Nowe można wstawić, sińce zejdą, a poobijane żebra też w końcu przestaną boleć. Uniósł głowę i spojrzał na okna sąsiadów. Byli tu dopiero od dwóch minut, a już w kilku z nich ludzie wisieli na parapetach.

- Mam się bić z wami trzema? - spytał bez przekonania.

- Nieee... no co ty! - Bandzior rozłożył bezradnie ramiona i udawał obrażonego. - Tylko solówka... z moim kumplem... jak za starych dobrych lat. No wiesz jak dwóch sportowców... medale, olimpida. Jak wygrasz, to fajnie i wrócisz z małą do domu, a jak nie... cóż... wpierdol, to wpierdol i będzie bardzo bolało.

Gangster spojrzał w górę i cmoknął niezadowolony.
- Tu to raczej nie, bo widownia za duża, a pay - per - view nieopłacone - podnisł rękę do góry i pogroził gapiom pięścią. - Wszyscy niedługo będziecie nam płacić!.
Wdał się w pyskówkę ze staruszką z drugiego piętra, ale po wymianie nieuprzejmości zaraz się znudził. Klasnął w dłonie i wskazał na bmw.
- To, co młody! Zapraszamy do auta.

Trzeci z gangusów oraz ten w koszulce z Kalifornią złapali go pod łokcie i przy akompaniamencie wrzeszczącej siostry wrzucili do bagażnika niemieckiego auta.

***

Jego przeciwnik miał ksywę " Pitt” i wcale nie chodziło o sławnego aktora. Postarach nocnych klubów i właścicieli niedużych sklepów i restauracji. Był wielki, zły, a uczucia litości oduczył go ojciec, kiedy ten skończył pięć lat.
Stał oparty o samochód i pogardliwie patrząc na Marcina, rozgrzewał dłonie. W końcu się ruszył i powoli zdjął koszulkę.

Chłopak stał bezradnie, obserwując płaczącą Magdę. Nerwowo kołysał ciałem, zamykając i otwierając oczy. Nie mógł normalnie oddychać.
Dziewczynka co kilka sekund próbowała się wyrwać z rąk gangstera, na którego kumple wołali " Mały F". Facet nie lubił zbyt dużo gadać i mówiono o nim, że uwielbia dzieci. Nikt go nigdy nie nakrył na dewiacjach, a że ten potrafił zarabiać dużą kasę dla szefa, więc był nietykalny.

Marcin nie wierzył, że to będzie uczciwa bójka, bo ci skurwiele już z samej definicji nie byli uczciwi. Pozbawieni zasad i uczuć robili w mieście, co tylko im się podobało. Policja pozostawała głucha na przestępstwa, a mówiono nawet, że sam komendant był na liście płac gangsterów. Pomimo, że szpitala co kilka dni przywożono jakiegoś pobitego nieszczęśnika, to sala sądowa wciąż świeciła pustkami.

„Pitt” splunął dwa razy i ruszył bez pośpiechu w stronę chłopaka. Był pewny siebie, a nawet lekko zniecierpliwiony, że musi zawracać sobie głowę taką błahostką.
Marcin miał charakter i umiejętności, ale podcięte skrzydła przez terroryzowaną siostrę zmiękczyły mu kolona. Obserwował na przemian tych trzech złych ludzi i nie wiedział co robić. Kij bejsbolowy w ręku " Zenka”, nóż za paskiem " Pitta". Już widział siebie w sosnowym pudle lub przysypanym ziemią w pobliskim lesie. Swój los miał gdzieś, bo jak mówił jego trener Masz być twardzielem albo zdychaj.

Ale, co zawiniła jego siostra? Miała tylko dziesięć lat i nie poznała jeszcze nawet smaku pocałunku chłopca, a w jej biednym życiu nie znalazła zbyt wielu róż. Te myśli nie pozwalały mu przygotować się do walki, tak jak zwykle to miało miejsce.

Dryblas ostro naparł, próbując dosięgnąć pięścią twarzy Marcina. Co rusz wyprowadzał, mocne proste uderzenia, ale zbyt wolne, by zaskoczyć chłopaka. Przejęty dziewczynką i ciągłym odwracaniem wzroku w jej stronę dał się w końcu trafić. Zamarkowany lewy hak w wątrobę, a później prosty w podbródek powalił chłopaka na ziemię. Gangster chciał szybko skończyć walkę, uderzając leżącego w głowę, ale krzyk " Małego F” powstrzymał kopnięcie.

- Zrób trochę show, koleś! Najlepiej, kurwa... zdeptać mu łeb i sprawa załatwiona! - darł się bez litości, z nieukrywaną żądzą, głaszcząc dziewczynkę po włosach.
Marcin trzasnął się kilka razy w głowę, próbując oprzytomnieć. Z trudem podniósł się z kolan i zaatakował. W końcu do niego dotarło, że musi, choć na chwilę o niej zapomnieć i skupić się na walce. Był o dobre dwadzieścia kilo cięższy, więc Marcin założył, że będzie wolny, a wcale tak nie było. Musiał przyszpilić go przy ścianie, pozbawić ruchu i wtedy będzie łatwiej. Tylko że tu nie było ściany.

Marcin ruszył ostro do przodu, zasypując rywala gradem uderzeń. Co kilka sekund kopał w kolana i w uda. Uchylał się od ciosów i znów atakował, cały czas spychając go w stronę bmw. Zauważył, że w jego oczach zdziwienie zastąpiło pogardę. Dryblas oddychał coraz ciężej i ciosy nie miały już takiego impetu.

Chłopak wyczekał odpowiedni moment i rzucił mu się na kolana. Gangster stracił równowagę i runął na ziemię. Cios młotkowy to silna broń. Chłopak siedział na nim okrakiem i walił z całych sił. Uderzał w głowę, a kiedy tamten zasłaniał się, to rozbijał mięśnie brzucha lub walił w wątrobę.

W końcu "Pitt” zdołał się wyrwać i zaczął powoli wstawać, więc Marcin przymulił go kopnięciem w twarz i pchnął na samochód. Cios w twarz, a kiedy "Pitt" ją zasłaniał pięściami, bezlitosne uderzenia dosięgały splotu słonecznego. Po kilku takich kombinacjach, w oczach gangstera pojawił się strach. Już się nie odzywał, przestał kląć i z wielkim trudem oddychał.

Walka trwała od pięciu minut i to dało przewagę chłopakowi. Był młody i wytrenowany, a "Pitta” ulubionym żarciem był koks. Ociężały i nie schodząc codziennie poniżej butelki wypitej wódki, w końcu opadł z sił. Wykończenie go sprawiło Marcinowi wielką przyjemność. Dwa uderzenia łokciem w twarz i na koniec filmowe kopnięcie w jądra. Dryblas padł na ziemię, nie wydając z siebie nawet jednego odgłosu.

Pochylił się nad nieprzytomnym i chciał chwycić za jego nóż, ale zrezygnował. Wstał i zaczął iść w stronę "Małego F”
- Puść dziecko! - krzyknął.
Bandzior zaśmiał się dość sztucznie i na chwilę poluźnił dłonie przygniatające barki dziewczynki.

Magda ugryzła go w kciuk i uciekła w stronę brata.
Chłopak patrzył na bejsbol trzymany przez "Zenka”, a potem na twarz "Małego F". Był pewny, że załatwiłby tych dwóch bez problemu, ale później byłoby już gorzej. To przecież cały gang z koneksjami w sądzie i na komisariatach. Pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Liczył tylko na to, że nie było tu postronnych osób, więc ośmieszeni gangsterzy zostawią go w spokoju. Bardzo na to liczył, choć zdawał sobie sprawę, że może być różnie. Westchnął bezsilnie w swój ulubiony sposób. Chwycił dziewczynkę za rękę i poszli do domu, a on marzył w duchu, żeby podzieliła się kotletami.

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

2
Warto wielokrotnie czytać swój tekst, poprawiać, dać mu poleżeć. Łatwo w ten sposób pozbyć się "zgrzytów" wszelakich. Ten fragment:
tomek3000xxl pisze: Wołowiny naprawdę było naprawdę mało...
zdradza, że cały rytuał został zaniedbany :P

O treści dużo wspominać nie będę. Powiem tylko, że cała historia wydała mi się mocno naciągana (nie żebym się znał na podobnych wypadkach...). Odnośnie "lewych" zapisów i sformułowań: znalazłem kilka moich ulubieńców.
tomek3000xxl pisze: Był wielki, zły, a uczucia litości oduczył go ojciec, kiedy ten skończył pięć lat.
Tutaj na przykład wystarczy chwila nieuwagi i można to zrozumieć bardzo opacznie - pięcioletni chłopiec wchodzi w interakcję ze swoim synem, który ma dopiero przyjść na świat za X lat? W trosce o mniej uważnych (to ja :D) unikałbym takich zapisów :P
tomek3000xxl pisze: tym przerośniętym troglodytą
Jak to mawiają:
Nino pisze:Warto wielokrotnie czytać swój tekst...
tomek3000xxl pisze: bo powybijane zęby i siniaki na twarzy to tylko zmiana charakteryzacji
A tutaj natomiast się uśmiechnąłem :mrgreen:

Kończę już ten krótki komentarz. Jeśli chodzi o wrażenia po przeczytaniu, to cały tekst przypomina mi raczej streszczenie. Momentami wygląda to bardzo groteskowo :(
Z sympatii radzę stosować się czasem do rady z początku komentarza!
Tołstoj pisze:W tym jest i ratunek, i nieszczęście człowieka, że kiedy żyje niewłaściwie to może siebie otumanić, by nie widzieć nędzy swego położenia.

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

4
tomek3000xxl pisze: Jaki tu jest problem?
Oj przepraszam. Teraz widzę dokładniej - źle zrozumiałem zdanie :roll: Mea culpa :P
(Skutki jednorazowego przeczytania :mrgreen: )
Tołstoj pisze:W tym jest i ratunek, i nieszczęście człowieka, że kiedy żyje niewłaściwie to może siebie otumanić, by nie widzieć nędzy swego położenia.

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

5
Luzik, choć rację masz, bo czytam ten tekst i czytam i czytam... i zawsze coś wyłazi :) Pociesza fakt, że dużo lepsi ode mnie robią ich więcej i jeszcze gorsze
Nino pisze: Był wielki, zły, a uczucia litości oduczył go ojciec, kiedy ten skończył pięć lat.
Nad tym, to nawet długo myslałem i zmieniałem... zawsze wychodziło, że można to przeczytać w zły sposób.
Był wielki, zły, a uczucia litości oduczył go ojciec, kiedy jako chłopiec skończył pięć lat.
Może tak?

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

6
Najprościej to chyba poprzestawiać wyrazy: ... a kiedy skończył pięć lat, uczucia litości oduczył go ojciec.

Ale to powiedziałem ja :D
Tołstoj pisze:W tym jest i ratunek, i nieszczęście człowieka, że kiedy żyje niewłaściwie to może siebie otumanić, by nie widzieć nędzy swego położenia.

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

7
Skopiuj ten tekst do Notatnika, a następnie skopiuj tekst z Notatnika i wklej tutaj: http://al1.azurewebsites.net/
Potem przejdź do zakładki "Analiza" i przyjrzyj się, co ci pozaznaczało. Podpowiadam:
- masz kupę zaimków osobowych, które można zastąpić czym innym,
- jest trochę "się" do wycięcia,
- trafiły się co najmniej dwie literówki (wyróżnione na czerwono).

Walcz! ;)
Dark side of the Force

Komnata szaleństwaKiedy rozum śpi, budzą się potworyW stronę źródła wszystkich strachówPani Czterdziestu ŻywiołówWieczny buntownik

Prawo i porządek... na ulicy- wulgaryzmy

9
Ty to byś chciał tak wszystko od razu, drogi tomku, ale to tak nie ma. Jak kochasz ( pisać) to musisz cierpieć. Swoje przejść, bo niema nic na skróty. Nawet jak oddasz jej wszystko to możesz być pewien, że w pewnym momencie, kiedy przestaniesz się starać powie ci pie***l się. Taka to miłość. Jak każda inna musisz i nią dbać.
A tekst bardzo mi się podobał i nie mam się do czego przyczepić.
„Ludzie myślą, że ból zależy od siły kopniaka. Ale sekret nie w tym, jak mocno kopniesz, lecz gdzie”. - Neil Gaiman - Nigdziebądź


„Szczęknęły zdejmowane sztaby.
- Mógłbyś je trochę popchnąć? - odezwał się głos. - Wrota Wie¬dzy, Przez Które Nie Mogą Przejść Nie Znający Prawdy, strasznie się zacinają od wilgoci”.
Straż! Straż! - Terry Pratchet
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

cron