Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

[W] Tajemnica wioski [fantasy] [lekko krwawe]

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Restavi
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: czw 13 kwie 2017, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Tajemnica wioski [fantasy] [lekko krwawe]

Postautor: Restavi » śr 11 wrz 2019, 16:27

Sargal przestąpił nad szkieletem, chciał jak najszybciej minąć tę wioskę, to coś, co zmasakrowało mieszkańców, nie było oddziałem bandytów. Było jakimś potworem, czymś zrodzonym najprawdopodobniej już po Przemianie Magii.
Na drwalską osadę składała się zarośnięta ścieżka i domy stojące po obu jej stronach. Gęste korony drzew przysłaniały niebo, Sargal czuł się, jakby był w zielonym tunelu. Obie bramy od dawna leżały w trawie, a te pale ostrokołu, które też tego nie robiły, były przekrzywione i zarośnięte. Wioska wyglądałaby całkiem normalnie, gdyby nie ciała, a raczej ich szkielety leżące na ziemi. Widać było ślady walki, na kamiennej studni, stojącej przed największym domem, widniały ślady sadzy.
— Ktoś bronił się pochodnią — powiedział Sargal. — Albo coś, co zaatakowało mieszkańców, ziało ogniem.
Młodzieniec niczego nie mógł być pewny. Trzy lata temu, po Przemianie Magii, na świecie działy się takie cuda, że nawet bogowie by w to nie uwierzyli. Sargal ugryzł się w język. Nie było to mądre, śmianie się z bogów. Wprawdzie nie mieli, już oni nad tym światem, takiej władzy jak kiedyś, to wciąż mogli zesłać na człowieka chorobę, czy inne cholerstwo.
— Przepraszam — mruknął Sargal i zaraz po tym się żachnął. Nie potrafił oduczyć się myślenia na głos. Kiedy rzadko widujesz innych ludzi, zaczynasz gadać sam ze sobą.
Mężczyzna odszedł od studni i ruszył dalej, zobaczył ławę, która zastawiała wejście do domu. Pod nią leżały porozrzucane kości i drewniana tarcza, owinięta skórą. Na tarczy tej Sargal zobaczył trzy głębokie wyżłobienia. Pazury, pomyślał, bardzo ostre i długie. Spojrzał na drzwi, na nich widział takie same ślady, tylko że było ich więcej. Zupełnie jakby coś chciało dostać się środka.
Sargal stał przed meblem, blokującym drzwi i walczył z samym sobą. Miał tylko przejść przez ten las i dostarczyć list do Erbeew, nie bawić się w rozwiązywanie zagadek. Teraz gdy osady były od siebie oddzielone przez dzikie odstępy, ludzie pracujący jako kurierzy, byli jednym z nielicznych sposobów komunikacji. Ciekawość wzięła górę i Sargal przeklinając w duchu swoją głupotę, z głośnym stękaniem odsunął ławę, po czym otworzył drzwi. Wnętrze domu było ciemne, gdy tylko mężczyzna wszedł do środka, zwymiotował. Wydalił praktycznie tylko wodę i żółć, od wczoraj nie miał nic w ustach, a powoli zbliżało się południe. Przestępując nad swoimi wymiocinami Sargal próbował zgadnąć, co wydala tak okropny zapach. Odpowiedź leżała przed nim, mówiła wręcz ,,spójrz na mnie". Oparte o ścianę, dokładnie naprzeciwko drzwi, leżały, a właściwie siedziały dwa małe ciała. Były one w głębokim stadium rozkładu.
— Chcieli je chronić, to dlatego zablokowali drzwi. Tylko że kiedy już dorośli zostali zabici, dzieci nie miały siły, żeby otworzyć drzwi. — Sargal wyjaśnił sam sobie całą sytuację. — Zresztą nawet dorosły, silny mężczyzna miałby problemy z wyjściem na zewnątrz. — Kurier przypomniał sobie, że przed chwilą sam ledwo zdołał odsunąć ławę, a nie cierpiał na brak siły. — Prościej byłoby porąbać je na kawałki. Mniej zachodu i szybciej. Tylko drzwi szkoda.
Mężczyzna ocenił zwłoki na dwumiesięczne. Dzieci musiały jeść to, co było w domu, dzięki temu dłużej pożyły. Na początku Sargal zastanawiał się, dlaczego więźniowie własnego domu nie uciekli. Potem zauważył, że budynek nie miał okien.
Podróżnik wyszedł z drewnianego budynku i głośno zaklął, kiedy stwierdził, że wszedł we własne wymiociny. Dokładnie wytarł buty garścią trawy i ruszył w kierunku lasu. Kiedy już niemal przestępował nad zwaloną bramą, mężczyzna spojrzał w prawo i zauważył, że ostatni dom w wiosce, nie miał drzwi. W drewnianej ścianie widniał czarny jak noc otwór. Kurier znów przegrał z wrodzoną ciekawością i ruszył w kierunku podejrzanego budynku.
Im bliżej był drzwi, tym większy odczuwał niepokój, zupełnie jakby w tej ciemności coś było, coś żywego. Sargal uświadomił sobie, że się boi, ale czuł też, że u jego celu jest rozwiązanie zagadki. Cokolwiek tam było, zapewne przyczyniło się do śmierci mieszkańców osady. Po Przemianie Magii ta tajemnicza siła zmieniła niemal cały znany świat. W ciągu tych trzech lat pojawiło się wiele nowych gatunków i przeklętych miejsc, obu wciąż przybywało. Sargal był ciekaw każdej innej rzeczy w tym nowym, okrutnym świecie. Pod tym względem przypominał małe dziecko. W chwili podniecenia spowodowanym, możliwością odkrycia czegoś nowego młody mężczyzna zapominał o ostrożności.
Kurier zdjął długi tobołek, który nosił przewieszony przez plecy i rozwinął tworzące go skóry i więzy, jego oczom ukazało się kilka włóczni, wybrał najkrótszą, długości niecałego metra. W zamkniętej przestrzeni nie mógł pozwolić sobie na dłuższą broń. Wolałby miecz, ale na chwilę obecną takiego nie miał. Tobołek i niewielką sakiewkę zostawił na ziemi. Przecież nikt mi ich nie ukradnie, pomyślał.
Mężczyzna przekroczył próg, niosąc w lewej dłoni włócznię, a w prawej długi czarny nóż półcienia, przypomnienie o czasach sprzed magicznego kataklizmu. Stanął tuż za wejściem i czekał, aż jego oczy przyzwyczają się do ciemności. Napięcie w powietrzu było wręcz namacalne. Kiedy Sargal widział już ciemne wnętrze domu, ostrożnie postawił pierwsze kroki, cały był spięty i gotowy do ataku bądź ucieczki. Wydawało mu się, że wśród wszechobecnej ciemności widział na deskach podłogi ciemniejsze ślady, jakby smugi zaschniętej krwi, ale to mogło być tylko złudzenie. O co chodziło tym wieśniakom, pomyślał, dlaczego w żadnym domu nie ma okien. Sargal szedł po zdewastowanych pokojach i nie widział żadnej istoty. Przez chwilę obawiał się, że być może ma do czynienia z jakimś upiorem, czymś niewidzialnym, ale szybko został wyprowadzony z błędu.
Mężczyzna stwierdził, że dom jest pusty, skierował się więc do wyjścia. Kiedy wszedł do głównego pokoju, zamarł w bezruchu. Między nim a upragnionym wyjściem stał człowiek. Nie, to nie człowiek, pomyślał, już nie. Sargal miał rację, istota, która się w niego wpatrywała, miała czarną połyskującą skórę. Wysoka, bo przewyższająca kuriera o głowę, zgarbiona sylwetka, najeżona była kolcami, które wyrastały ze stawów i niektórych miejsc. Puste oczy, ściągnięta i poorana wyżłobieniami skóra. Przez to wszystko twarz wyglądała niemal jak ludzka, w miejscu, gdzie powinny być włosy, wyrastał kostny grzbiet. Potwór spojrzał na Sargala i zaryczał, krzyk też był niemal ludzki i czuć w nim było wiele bólu. Mężczyzna był niemal pewien, że to człowiek przemieniony przez magię w potwora.

Brenk nie mógł już wytrzymać, jego nowa natura kazała mu zatopić kły w ciele tego nieszczęsnego człowieka. Tylko ta chwila ekstazy, kiedy jadł surowe, ciepłe mięso, pozwalała mu zapomnieć o bólu, o kolcach wbitych głęboko w jego ciało. Krzyknął, najgłośniej jak umiał i skoczył do ataku, szybko skrócił dystans między nim a jedzeniem i zamachnął się długim kościstym ramieniem. Pazury trafiły w pustkę i natychmiast sam musiał robić unik. Człowiek wywijał włócznią z niesamowitą zręcznością, ale to coś, co kiedyś było Brenkiem, mimo zadanych ran, nie czuło bólu. Marzyło tylko o jednym, o jedzeniu. Zaatakował szerokim zamachem, jakby chciał oderwać głowę przeciwnika od reszty ciała. Jego ofiara się schyliła. W tym momencie Brenk uderzył drugą dłonią, cios wyprowadził od dołu. Wyczuł zdziwienie przeciwnika. Atak, który miał rozorać twarz mężczyzny, trafił w postawioną poziomo włócznię. Wróg zastawił się nią jak tarczą. Włócznia pękła na pół, a człowiek odleciał w tył, aż pod ścianę. Brenk skoczył, aby jednym ciosem zakończyć walkę, ale jego przeciwnik już stał na nogach. Kiedy tylko zobaczył zbliżający się cios, skoczył przed siebie, przewrotem znalazł się za plecami Brenka i rzucił się do wyjścia.

Sargal nie miał szans, przeciwnik był za szybki i za silny, w dodatku zdawał się odpornym na ból. Jego jedynym ratunkiem była ucieczka. Sam nie wiedział, dlaczego pobiegł do drzwi, przecież na zewnątrz wróg dopadnie go jeszcze szybciej. Chyba po prostu nie chciał umierać w ciasnym i ciemnym budynku, chciał przed śmiercią zobaczyć słońce i drzewa. Tuż przed progiem, kurier potknął się o coś i przez drzwi, zamiast przebiec, wyleciał. W akompaniamencie jęków bólu zderzył się z ziemią i znieruchomiał. Gdy po jakimś czasie zorientował się, że śmiertelny cios nie padł i wciąż żyje, usiadł na ziemi i spojrzał w kierunku domu, z którego przed chwilą wyleciał jak na skrzydłach. Jego przeciwnik stał w drzwiach, tuż przed linią światła. Z ust kapała ślina, a oczy przybrały szalony wyraz. Zgarbiona postać odwróciła się i lekko kulejąc, weszła w głąb domu. Stopniowo była coraz słabiej widoczna, aż w końcu rozpłynęła się w ciemności.
— Boisz się światła — powiedział Sargal.
Młody mężczyzna wstał, zachwiał się i sprawdził, czy może ruszać wszystkimi kończynami. Na szczęście poza kilkoma stłuczeniami nie był ranny. Coś mu tu jednak nie pasowało, po chwili zrozumiał, co to było. Cienie się wydłużyły, zapadał wieczór.
— Jak to możliwe? — zapytał sam siebie Sargal. — Przecież kiedy wszedłem do budynku, nie było jeszcze południa, spędziłem tam najwyżej kilka minut, a kiedy wyszedłem, okazało się, że jest wieczór? Co tu się dzieje?
Już wiem, pomyślał, to magia. Skoro zmieniła człowieka w potwora, to pewnie czas też nie jest poza zasięgiem jej mocy. Zwłaszcza teraz, kiedy nikt nie sprawuje nad nią kontroli.
Sargal podniósł tobołek i niewielką sakiewkę, które zostawił przed walką na ziemi, sprawdził, czy list jest cały i ruszył w stronę lasu.
— Zagadka rozwiązana — mruknął. — Teraz muszę się stąd jak najszybciej oddalić albo to coś jednak będzie miało kolację.
Człowiek zarzucił tobołek na plecy i ruszył leśną ścieżką. Chciał odkrywać ten nowy, dziki świat, ale żeby móc to zrobić, musiał żyć.



Awatar użytkownika
Savigo
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: ndz 25 sie 2019, 22:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica wioski [fantasy] [lekko krwawe]

Postautor: Savigo » śr 11 wrz 2019, 20:36

Restavi pisze:Source of the post Sargal przestąpił nad szkieletem, chciał jak najszybciej minąć tę wioskę, to coś, co zmasakrowało mieszkańców, nie było oddziałem bandytów.

Masz tutaj właściwie dwa podmioty: "Sargal" i "to coś". Dlatego podzieliłbym to na 2 zdania. I przy okazji zmienił "to coś" na "cokolwiek", brzmi znacznie lepiej.
Restavi pisze:Source of the post Obie bramy od dawna leżały w trawie, a te pale ostrokołu, które też tego nie robiły, były przekrzywione i zarośnięte

Pogrubiłem bardzo niezręczną próbę uniknięcia powtórzenia słowa "leżały". Możesz napisać po prostu, że resztki ostrokołu były przekrzywione. Pomijam fakt, że ostrokół raczej nie zarasta, chyba że jakimś bluszczem.
Restavi pisze:Source of the post Wioska wyglądałaby całkiem normalnie, gdyby nie ciała, a raczej ich szkielety leżące na ziemi

Wyrzuciłbym "ich", wiadomo że szkielety nie należą do innych ciał. Właściwie szkielety wskazywałyby na to, że masakra miała miejsce już dobrych kilka miesięcy temu, chyba że krążyli tam padlinożercy... z pierwszego akapitu wynika raczej, że zdarzenie miało miejsce całkiem niedawno, ale zobaczę co powie mi na ten temat reszta tekstu.
Restavi pisze:Source of the post Widać było ślady walki

To znaczy? Chyba, że masz na myśli sadzę, o której mowa dalej, ale nie nazwałbym tego "śladami walki". Zostając przy tym:
Restavi pisze:Source of the post na kamiennej studni, stojącej przed największym domem, widniały ślady sadzy

Restavi pisze:Source of the post — Ktoś bronił się pochodnią — powiedział Sargal. — Albo coś, co zaatakowało mieszkańców, ziało ogniem

No to albo mamy w tym świecie do czynienia z gigantycznymi pochodniami albo z miniaturowymi "ognioziejcami". Rozumowanie bohatera jest trochę dziwne. Zresztą czemu osoba broniąca się pochodnią miałaby osmalać studnię?
Restavi pisze:Source of the post Wprawdzie nie mieli, już oni nad tym światem, takiej władzy jak kiedyś, to wciąż mogli zesłać na człowieka chorobę, czy inne cholerstwo.

1. Wyrzuć "oni"
2. Wyrzuć pierwsze dwa przecinki
3. Albo zmieniasz pierwsze słowo na "Chociaż" lub jakiś jego synonim, albo modyfikujesz drugą część zdania. Jak nie widzisz dlaczego, przeczytaj zdanie na głos.
Restavi pisze:Source of the post Pod nią leżały porozrzucane kości i drewniana tarcza, owinięta skórą

Masz na myśli "obita skórą", czy "owinięta w skórę"? Więcej sensu ma to pierwsze.
Restavi pisze:Source of the post Teraz gdy osady były od siebie oddzielone przez dzikie odstępy

W tym przypadku "ostępy". Odległość między jednym, a drugim punktem raczej nie może być dzika :)
Restavi pisze:Source of the post z głośnym stękaniem odsunął ławę

Dziwnie to brzmi. Jak człowiek się męczy to raczej dyszy, a nie stęka.
Restavi pisze:Source of the post Wnętrze domu było ciemne, gdy tylko mężczyzna wszedł do środka, zwymiotował.

Podobny problem jak w pierwszym zdaniu tekstu. Podziel to na 2 zdania.
Restavi pisze:Source of the post Sargal próbował zgadnąć, co wydala tak okropny zapach

Trupy raczej nic nie wydalają. A zapachu to już w ogóle nic nie wydala, tylko "wydziela".
Restavi pisze:Source of the post Były one w głębokim stadium rozkładu

"One" do wykreślenia.
Restavi pisze:Source of the post Chcieli je chronić, to dlatego zablokowali drzwi. Tylko że kiedy już dorośli zostali zabici, dzieci nie miały siły, żeby otworzyć drzwi. — Sargal wyjaśnił sam sobie całą sytuację. — Zresztą nawet dorosły, silny mężczyzna miałby problemy z wyjściem na zewnątrz.

Zupełnie irracjonalne rozumowanie. Jasne, mogło być właśnie tak, ale wówczas mieszkańcy wioski byliby idiotami. Nie lepiej:
a) Zaryglować się wewnątrz domu, broniąc dzieci i czekać aż niebezpieczeństwo odejdzie (jeśli miało w zwyczaju odchodzić)?
b) Kazać dzieciom uciekać z wioski, samemu stając do walki? Albo uciekać wraz z nimi?
IMO, zamykanie dzieci w potrzasku wydaje się jednym z najgorszych rozwiązań w takiej sytuacji. Zwłaszcza jeśli wioskę atakowało coś, co ziało ogniem i mogło spalić domy... a chyba wysunąłeś takie przypuszczenie wcześniej.
Restavi pisze:Source of the post Kiedy już niemal przestępował nad zwaloną bramą, mężczyzna spojrzał w prawo i zauważył, że ostatni dom w wiosce, nie miał drzwi. W drewnianej ścianie widniał czarny jak noc otwór. Kurier znów przegrał z wrodzoną ciekawością i ruszył w kierunku podejrzanego budynku.
Im bliżej był drzwi, tym większy odczuwał niepokój

Coś tu się nie zgadza...
Restavi pisze:Source of the post Sargal uświadomił sobie, że się boi

To stwierdzenie nie tylko jest babolem, ale zdanie wcześniej stwierdzasz, że czuł niepokój. Czyli najpierw czuł niepokój, później "uświadomił sobie", że się boi. Zupełnie bez sensu.
Restavi pisze:Source of the post włóczni, wybrał najkrótszą, długości niecałego metra

To się nawet nie kwalifikuje na włócznię. Oszczep? Dziryt? Nie wiem jaką broń miałeś na myśli, ale włócznia to minimum 1,5 metra, a i tutaj chyba zaniżam dolną granicę.
Restavi pisze:Source of the post Wolałby miecz, ale na chwilę obecną takiego nie miał

Czyli jakiego? Chyba po prostu "żadnego".
Restavi pisze:Source of the post O co chodziło tym wieśniakom, pomyślał, dlaczego w żadnym domu nie ma okien.

Znak zapytania na końcu.
Restavi pisze:Source of the post Przez chwilę obawiał się, że być może ma do czynienia z jakimś upiorem, czymś niewidzialnym, ale szybko został wyprowadzony z błędu.
Mężczyzna stwierdził, że dom jest pusty, skierował się więc do wyjścia. Kiedy wszedł do głównego pokoju, zamarł w bezruchu. Między nim a upragnionym wyjściem stał człowiek. Nie, to nie człowiek, pomyślał, już nie.

Wywal zdanie "Mężczyzna stwierdził, że dom jest pusty, skierował się więc do wyjścia", bo burzy całą logikę obu akapitów.
Restavi pisze:Source of the post Wysoka, bo przewyższająca kuriera o głowę, zgarbiona sylwetka, najeżona była kolcami, które wyrastały ze stawów i niektórych miejsc

Z jakich miejsc? No nie możesz tak wyszczególniać, że ze stawów, a potem jeszcze dopisywać "z niektórych miejsc". Z d*py?
Restavi pisze:Source of the post w miejscu, gdzie powinny być włosy, wyrastał kostny grzbiet

Nie wiem co masz na myśli pisząc "kostny grzbiet". Grzebień z kości, kość czaszkową?
Restavi pisze:Source of the post Wyczuł zdziwienie przeciwnika

Wyczuł... zdziwienie? To stwierdzenie nie ma sensu.
Restavi pisze:Source of the post Wróg zastawił się nią jak tarczą. Włócznia pękła na pół, a człowiek odleciał w tył, aż pod ścianę.

Ok. Wyobraź sobie tę scenę. Włócznia pękła - to znaczy przejęła całą siłę uderzenia. Gdyby mężczyzna odleciał pod ścianę, włócznia musiałaby być cała. Chyba, że dłoń potwora przecięła włócznię, potem trafiła człowieka, ale z opisu wynika, że tak nie było. Już pomijam fakt, że włócznie tak łatwo nie pękają. Musiałby ją trzymać oburącz, a nawet wtedy nie byłoby takie proste.
Restavi pisze:Source of the post Sam nie wiedział, dlaczego pobiegł do drzwi

Pomyślmy. Bo wewnątrz było ciemno, a stwór najwidoczniej dobrze czuł się w ciemnościach? Bo nie miał szans w walce?
Restavi pisze:Source of the post na zewnątrz wróg dopadnie go jeszcze szybcie

Ale dlaczego? Nie było mowy o skrzydłach, a to by było chyba jedyne wytłumaczenie.
Restavi pisze:Source of the post Tuż przed progiem, kurier potknął się o coś i przez drzwi, zamiast przebiec, wyleciał.

No dobra, to w końcu były tam drzwi, czy "czarny jak noc otwór" zamiast nich?

Added in 45 minutes 10 seconds:
Nie mogę już edytować posta, ale jeśli miałbym podsumować Twój tekst:
- Podoba mi się atmosfera, w jakiej utrzymana jest "Tajemnica Wioski", ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Streszczę to w kolejnych punktach.
- Czasami opisujesz otoczenie w zupełnie złej kolejności, albo w stylu leksykonu. Przykłady to zdanie, gdzie piszesz z czego to wioska się "składała", lub moment, w którym bohater zorientował się (po dłuższym czasie), że w pomieszczeniu z trupami nie ma okien. Staraj się prowadzić opisy tak, jakbyś patrzył oczami bohatera. Nie pozostawiaj istotnych szczegółów na sam koniec i nie zaczynaj opisów od przedstawienia topografii miejsca ;)
- Puenta jest bardzo słaba. Zwłaszcza biorąc pod uwagę tytuł tego tekstu. Po prostu w pewnym momencie bohater stwierdza "ach, to wszystko magia". No i? Od samym początku jest mowa o magicznym kataklizmie. Wybacz, ale zakończenie wygląda, jakbyś nie chciał się wysilać nad wytłumaczeniem tej całej masakry i dylatacji czasu wewnątrz budynku z potworem i po prostu rzuciłeś pierwsze, co Ci przyszło do głowy. Już lepiej było zostawić tę "tajemnicę" bez rozwiązania.
P.S. Drewniana ława to nie mebel. Zapomniałem o tym wcześniej napisać, a też zwróciło moją uwagę.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 479
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica wioski [fantasy] [lekko krwawe]

Postautor: MargotNoir » śr 11 wrz 2019, 22:51

Restavi,

Sargal przestąpił nad szkieletem, chciał jak najszybciej minąć tę wioskę, to coś, co zmasakrowało mieszkańców, nie było oddziałem bandytów.



Poprzednik zdecydowanie ma rację. To właściwie już są dwa zdania, wystarczy dać właściwą interpunkcję.


Na drwalską osadę składała się zarośnięta ścieżka i domy stojące po obu jej stronach. Gęste korony drzew przysłaniały niebo, Sargal czuł się, jakby był w zielonym tunelu. Obie bramy od dawna leżały w trawie, a te pale ostrokołu,



Sprawa pierwsza: domy, a nad nimi gęste korony. Niby to jest możliwe, ale to musiałby być jakiś specjalny gatunek drzew o bardzo rozłożystych i wysoko zaczynających się koronach tak, żeby pod stykającymi się koronami zmieściły się domy. No i powstaje pytanie, dlaczego drwale mieliby budować domy w takim miejscu (wilgoć, ryzyko zawalenia drzewa na dom, liście spadające na dach, zapychające rynny (jeśli takie są) i przyspieszające gnicie/niszczenie konstrukcji). Jeśli budowanie domów specjalnie pod drzewami nie ma w Twoim świecie szczególnego znaczenia, to lepiej z tego zrezygnować, a jesli ma, to musisz wyjaśnić, dlaczego mieszkańcy Twojego świata robią coś tak dziwnego.

Sprawa druga: Wioska składa się ze ścieżki (czemu zarośniętej? jak szybko w Twoim świecie zarastają ścieżki) i domów. Nie ma bram, studni ani palisady. Potem wspominasz o bramach. Czytelnik, który nie wie jeszcze nic o palisadzie i jest przekonany, że - jak sam twierdziłeś - wioska składa się ze ścieżki i domów widzi bramy stojące bez sensu w szczerym polu. To z czego w końcu składa się ta wioska? Jaki obraz chcesz zbudować?


które też tego nie robiły,



Kalka z angielskiego, ale nieudana. "Robić" po polsku to nie do końca to samo, co "do", które w angielskim pojawia się jako czasownik pomocniczy w przeczeniach. "Robić" to u nas jednak podejmować jakąś akcję. Leżenie w trawie nie jest akcją, a już na pewno nie akcją podejmowaną przez kawałek płotu.


były przekrzywione i zarośnięte. Wioska wyglądałaby całkiem normalnie, gdyby nie ciała, a raczej ich szkielety leżące na ziemi. Widać było ślady walki, na kamiennej studni, stojącej przed największym domem, widniały ślady sadzy.


Bez "ich". Szkielet to szkielet.

— Ktoś bronił się pochodnią — powiedział Sargal. — Albo coś, co zaatakowało mieszkańców, ziało ogniem.


Bronił się pochodnią poprzez trzymanie jej przez dłuższy czas tuż obok cembrowiny. Nie widzę tego.

Młodzieniec niczego nie mógł być pewny. Trzy lata temu, po Przemianie Magii, na świecie działy się takie cuda, że nawet bogowie by w to nie uwierzyli. Sargal ugryzł się w język.


No i tu mam zagwozdkę. Gdyby coś takiego zrobił Pratchett, byłabym pewna, że celowo miesza narratorów i przebija czwartą ścianę każąc postaci słyszeć narrację, ale tutaj nie jestem pewna, czy to celowy zabieg. Na pewno chciałeś, żeby Sargal momentami zlewał się z narratorem trzecioosobowym?

Mężczyzna odszedł od studni i ruszył dalej, zobaczył ławę, która zastawiała wejście do domu. Pod nią leżały porozrzucane kości i drewniana tarcza, owinięta skórą. Na tarczy tej Sargal zobaczył trzy głębokie wyżłobienia. Pazury, pomyślał, bardzo ostre i długie. Spojrzał na drzwi, na nich widział takie same ślady, tylko że było ich więcej. Zupełnie jakby coś chciało dostać się środka.
(...)
— Chcieli je chronić, to dlatego zablokowali drzwi. Tylko że kiedy już dorośli zostali zabici, dzieci nie miały siły, żeby otworzyć drzwi. — Sargal wyjaśnił sam sobie całą sytuację. — Zresztą nawet dorosły, silny mężczyzna miałby problemy z wyjściem na zewnątrz. — Kurier przypomniał sobie, że przed chwilą sam ledwo zdołał odsunąć ławę, a nie cierpiał na brak siły. — Prościej byłoby porąbać je na kawałki. Mniej zachodu i szybciej. Tylko drzwi szkoda.


Sprawa pierwsza: ten fragment tak mnie zastanowił, że aż zaczęłam robić rachunek sumienia, by sprawdzić, ile razy za swojej pamięci spotkałam się z drzwiami wejściowymi do budynku otwierającymi się na zewnątrz. Wyszło mi, że bardzo mało. Drzwi najczęściej otwierają się do wewnątrz, być może z powodu, który właśnie odkryłeś.

Sprawa druga: rzeczywiście zachowanie dorosłych jest dość głupie. Jaki sens ma barykadowanie drzwi od zewnątrz ławą, którą byli w stanie sami przesunąć by obronić dzieci przed czymś, co było w stanie ich zabić? Jeśli było w stanie zabić obrońców to raczej było też w stanie ruszyć ławę, którą pokonani dorośli dali radę przytargać (no chyba, że pluło jadem czy coś tam).

Sprawa trzecia: dlaczego dom nie miał okien?

Sprawa czwarta: dlaczego dzieci umierające z głodu i desperacko usiłujące wydostać się z domu grzecznie umarły pod ścianą?

Sprawa piąta: wydalanie użyte dwa razy (powtórzenie) i to w obu przypadkach nieprawidłowo. Wimiotowanie to zwracanie, nie wydalanie, a zapachu już na pewno się nie wydala.

Podróżnik wyszedł z drewnianego budynku i głośno zaklął, kiedy stwierdził, że wszedł we własne wymiociny. Dokładnie wytarł buty garścią trawy i ruszył w kierunku lasu.


Dlaczego postanowił upaprać sobie rękę wymiocinami zamiast zwyczajnie wytrzeć but o trawę nogą?

Sargal uświadomił sobie, że się boi, ale czuł też, że u jego celu jest rozwiązanie zagadki. Cokolwiek tam było, zapewne przyczyniło się do śmierci mieszkańców osady. Po Przemianie Magii ta tajemnicza siła zmieniła niemal cały znany świat. W ciągu tych trzech lat pojawiło się wiele nowych gatunków i przeklętych miejsc, obu wciąż przybywało. Sargal był ciekaw każdej innej rzeczy w tym nowym, okrutnym świecie. Pod tym względem przypominał małe dziecko. W chwili podniecenia spowodowanym, możliwością odkrycia czegoś nowego młody mężczyzna zapominał o ostrożności.


Rozumiem, co chciałeś przekazać, ale IMHO przesadziłeś. Nawet najbardziej pokarane przez los nadmiarem testosteronu dzieciaki nie są aż tak durne. Znów: czy to konieczne dla historii, że Sargal znalazł się tam przypadkiem? Nie mógł mieć w odnalezieniu potwora jakiegoś interesu, który chociaż trochę uprawdopodobniałby zachowanie postaci?

Kurier zdjął długi tobołek, który nosił przewieszony przez plecy i rozwinął tworzące go skóry i więzy, jego oczom ukazało się kilka włóczni, wybrał najkrótszą, długości niecałego metra.



Te metrowe włócznie to on przewoził jako paczkę będąc kurierem, czy miał zwyczaj noszenia przy sobie ciężkiej, nieporęcznej i niedającej się użyć bez dłuższych przygotowań broni?


W zamkniętej przestrzeni nie mógł pozwolić sobie na dłuższą broń.

Mężczyzna przekroczył próg, niosąc w lewej dłoni włócznię, a w prawej długi czarny nóż półcienia, przypomnienie o czasach sprzed magicznego kataklizmu. Stanął tuż za wejściem i czekał, aż jego oczy przyzwyczają się do ciemności.



Skoro postanowił się zabić w spektakularny sposób, to już mógł sobie darować broń.

Napięcie w powietrzu było wręcz namacalne.


Napięcia nie buduje się stwierdzeniami, że ono jest. To tak, jakbyś opowiedział dowcip a potem dodał, że ten dowcip był śmieszny.

Sargal miał rację, istota, która się w niego wpatrywała, miała czarną połyskującą skórę. Wysoka, bo przewyższająca kuriera o głowę, zgarbiona sylwetka, najeżona była kolcami, które wyrastały ze stawów i niektórych miejsc.


Bo staw nie jest miejscem.

Puste oczy, ściągnięta i poorana wyżłobieniami skóra. Przez to wszystko twarz wyglądała niemal jak ludzka,



Brzmi, jakbyś sugerował, że puste oczy i wyżłobienia są cechami charakterystycznymi ludzkiej twarzy.


Brenk nie mógł już wytrzymać, jego nowa natura kazała mu zatopić kły w ciele tego nieszczęsnego człowieka. Tylko ta chwila ekstazy, kiedy jadł surowe, ciepłe mięso, pozwalała mu zapomnieć o bólu, o kolcach wbitych głęboko w jego ciało. Krzyknął, najgłośniej jak umiał i skoczył do ataku, szybko skrócił dystans między nim a jedzeniem i zamachnął się długim kościstym ramieniem. Pazury trafiły w pustkę i natychmiast sam musiał robić unik. Człowiek wywijał włócznią z niesamowitą zręcznością, ale to coś, co kiedyś było Brenkiem, mimo zadanych ran, nie czuło bólu. Marzyło tylko o jednym, o jedzeniu.


Znowu mieszasz narratorów. Najpierw trzecioosobowy, ale nadający z głowy Brenka, relacjonujący jego odczucia, a więc z nim związany. Zaraz potem nazywa Brenka "czymś". To nie ta sama perspektywa, nie ten sam typ narracji i nie sądzę, że to były celowe zabiegi.

Sargal nie miał szans, przeciwnik był za szybki i za silny, w dodatku zdawał się odpornym na ból. Jego jedynym ratunkiem była ucieczka. Sam nie wiedział, dlaczego pobiegł do drzwi, przecież na zewnątrz wróg dopadnie go jeszcze szybciej. Chyba po prostu nie chciał umierać w ciasnym i ciemnym budynku, chciał przed śmiercią zobaczyć słońce i drzewa.



A tak naprawdę to chciał doprowadzić do przewidzianego przez autora zakończenia. Nie wiem po co to wyjaśnienie, ucieczka w takim przypadku wydaje się naturalnym wyborem.
Wygląda na to, jakbyś przewidział, że czytelnik zobaczy w wybiegnięciu na światło (którego potwór się boi) podejrzany zbieg okoliczności i chciał na zapas zapewnić czytelnika, że wcale nie miałeś takiego zamysłu. Nie wyszło, bo przez tłumaczenie się jeszcze bardziej zwracasz uwagę na podejrzany zbieg okoliczności i dopiero wtedy robi się on monstrualnie podejrzany.


Tuż przed progiem, kurier potknął się o coś i przez drzwi, zamiast przebiec, wyleciał. W akompaniamencie jęków bólu zderzył się z ziemią i znieruchomiał. Gdy po jakimś czasie zorientował się, że śmiertelny cios nie padł i wciąż żyje, usiadł na ziemi i spojrzał w kierunku domu, z którego przed chwilą wyleciał jak na skrzydłach. Jego przeciwnik stał w drzwiach, tuż przed linią światła. Z ust kapała ślina, a oczy przybrały szalony wyraz.



Skrzydła i szalony wyraz to mało udane sformułowania w tym miejscu.
No i cios jeszcze żył.

— Zagadka rozwiązana — mruknął. —

(...)

Już wiem, pomyślał, to magia. .


No to po byku rozwiązał zagadkę.


Ogólnie mam wrażenie, że "filmik", który wyświetliłeś sobie w głowie pisząc ten tekst jest nawet niezły. Jest przygoda, jest napięcie (w filmiku, bo w tekście nie), jest pomysł z magią, nad którą utracono kontrolę... takie trochę high fantasy postapo.
Dużo jednak pracy musisz włożyć w to, by takie filmiki, kreowane przez Twoją wyobraźnię, nauczyć się przelewać na papier. Jest sporo niezgrabności, jest nieprzemyślana narracja, są zgrzyty wynikające z niezastanawiania się jak czytelnik niemający dostępu do Twojej wyobraźni zrozumie pewne pasaże, jest kilka zdarzeń kompletnie bez sensu z punktu widzenia postaci wciśniętych w tekst tylko po to, by pokazać jakąś drastyczną scenę (np. dzieci uwięzione w domu - sam pomysł na dzieci umierające z głodu jest mocny, ale stracił siłę poprzez nonsens wydarzeń, które do tego zdarzenia doprowadziły), wreszcie są błędy językowe, chociaż akurat tych mogłoby być więcej :)

Rzadko tutaj ktokolwiek to robi, ale myślę, że akurat ten tekst warto potraktować jako case study i spróbować go poprawić, zanim weźmiesz się za nowy, bo jest w nim sporo ciekawych aspektów do rozdłubania i potraktowania jako przykład.

Zatwierdzam jako weryfikację.
God



Awatar użytkownika
Restavi
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: czw 13 kwie 2017, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Tajemnica wioski [fantasy] [lekko krwawe]

Postautor: Restavi » czw 12 wrz 2019, 11:20

Dzięki za odpowiedź. Faktycznie muszę popracować nad opisami, czasami chcę jakąś rzecz pokazać później i wychodzą nieścisłości. Muszę też być bardziej konsekwentny, żeby nie było już takich smaczków, jak z tymi drzwiami. Dzięki raz jeszcze.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości