[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: tomek3000xxl » ndz 04 sie 2019, 22:46

Drukarka zamówień zwana przez kucharzy Maszyną Śmierci milczała. Wskazówka sekundnika w wiszącym na ścianie zegarze dogoniła tę minutową i wybiła siódmą po południu. Był ciepły, wrześniowy wieczór. Temperatura na dworze wolno opadała, a gorąc w kuchni dewastował spocone ciała, pracujących tam młodych ludzi.
Szef kuchni zwany przez personel pubu Zwiotczałym Fiutkiem, nie zwracając uwagi na stojacą obok Kate, przegladał w telefonie, zdjęcia nastolatek na stronie randkowej. Wydawał przy tym tak jednoznaczne odgłosy i używając wulgarnych epitetów, powodował u dziewczyny odruch wymiotny.
W końcu nie wytrzymała. Westchnęła kilka razy, starając się sobie wyobrazić, jakie procentowo szanse ma ten obleśny grubas, by poderwać małolatę. Wyszło, że żadnej, więc zaklęła tylko i podeszła do Olka — młodego kucharza serwującego sałatki i desery.
- Sekcja gotowa? - Próbowała ukryć swoje uczucia do młodszego kolegi używając władczego tonu, ale i tak wszyscy wiedzieli jak druga po Bogu w kuchni była napalona na tego przystojnego blondyna.
- Tak. - Burknął na odczepnego kolejny raz dając dziewczynie do zrozumienia, że nie jest zainteresowany romansem z dość mocno otyłą i niezbyt urodziwą kucharką.
W takich chwilach Kate była wściekła na matkę, która wmawiała jej przez całe życie, że wszystko jest możliwe. Życie szybko udowodniło, że cuda się nie zdarzają a o urodziwych chłopcach może tylko pomarzyć.
- To świetnie. - Kate zagryzła niezręcznie usta. Patrzyła jeszcze przez moment na chłopaka, ale kiedy ten mruknął zniecierpliwiony, odeszła bez słowa. Usłyszała dźwięki piosenki Kate Perry płynące z radia na sekcji Marcina.
Chłopak miał trzydzieści lat i kręcił placki do pizzy z szybkością z ktorą nawet szef kuchni nie próbował konkurować.
- Gotowy na śmierć? - Zażartowała, przyglądając się metalowym kontenerom wypełnionymi składnikami do włoskiego wynalazku kulinarnego.
- Zmiażdżymy ich mała jak zawsze. - Uśmiechnął się szczerze i poklepał dziewczynę po ramieniu. - Plany na weekend?
Kate westchnęła, rozkładając bezradnie ręce. Wzięła do ręki ostrą papryczkę i bez namysłu wsunęła do ust
-Tak, bardzo ekscytujące. - Skinęła głową w stronę szefa kuchni, jednocześnie krztusząc się, zaczęła wycierać załzawione oczy. - Sobota i niedziela u boku tego amatora nastolatek. - Wymarotała, wypluwając resztki warzywa. - Siedem lat w kuchni i odpierdalam takie numery. Boże kochany, faktycznie jak ktoś się głupi urodził, to z półki dla intelektualistów nie spadnie.
Spojrzała na kolegę ze skruszoną miną i splunęła siarczyście.
- Dwa dni z tym zbokiem. Mam przechlapane.
Marcin uśmiechnął się ponownie i pogroził dziewczynie palcem.
- Z ciebie też dobre ziółko. Tylko że młody coś oporny na twoje zaloty.
Dziewczyna kolejny raz westchnęła i zamierzała coś powiedzieć, kiedy dźwięk drukowanych zamówień rozległ się w kuchni.
- Zaczynamy ten cyrk. - krzyknęła radośnie, biegnąc do swojej sekcji gorących sosów i grilla.
Marcin został sam. Ściszył radio i zerkając na wyświetlacz telefonu, wsłuchiwał się w krzyki szefa kuchni.
- Oleg! Dwie sałatki z burakami, cztery małe do burgerów, dwa kalmary i sześć, nie siedem chlebów czosnkowych. Dziesięć minut ma być gotowe. Ok?
Oleg burknął, że jasne, a kiedy szef kuchni skończył wyzywać PIEPRZONYCH CZOSNKOŻERCÓW, skierował swój wzrok na Marcina.
- Dwie Margerity i jedną Hawajską poproszę. - Puścił Marcinowi oko nie mogąc zrozumieć od kilku miesięcy jak ten przeciętnie wygladający chłopak dał radę związać się z taką wystrzałową dziewczyną jak Sylwia.
Trzydziestolatek przygotował bez pospiechu trzy placki do pizzy. Zerknął na telefon spodziewając się sms-a od dziewczyny. Nic nie przyszło więc postanowił rozwałkować na zapas kilka więcej.
Znali się z Sylwią od roku, a byli ze sobą od zeszłej zimy. On według kobiecej części personelu pubu był najwyżej Szóstką, a Sylwia mocną Ósemką, więc prawdopodobieństwo, że będą razem było w zasadzie zerowe. Stało się jednak inaczej i po szalonych latach w Londyńskich klubach, ta piękna brunetka postanowiła usiąść na przysłowiowych czterech literach i znaleźć sobie posłusznego pieska, z którym spędzi następne lata.
- Pizza za pięć minut! - wrzask Jamesa vel Zwiotczałego Fiutka wyrwał Polaka z wyprawy po krainie miłości zwaną Sylwią.
Odłożył telefon z otworzonym folderem ze zdjęciami ukochanej i zaczął wsuwać pizze do pieca. Wsłuchiwał się we wrzaski Jamesa, który nie pozostawiał suchej nitki na Olku za jakość Kalmarów z gorącego olejniaka. Chłopak oczywiście nic sobie z tego nie robił i gdy tylko szef kuchni się obracał pokazywał mu co myśli o tej pracy, osobie Jamesa i wogóle, w jakim poważaniu ma cały pub.
- Trzy Margherity, cztery wegetariańskie i dwie Diavolo. - James darł się już bez opamiętania. Nerwowo przesuwał zamówienia i trochę ciszej wrzeszczał na Kate.
- Stek miał był średnio wysmażony, a to jest jakiś zasrany hokejowy krążek!
Sylwia odłożyła kawał wołowiny na bok grilla i położyła nową porcję mięsa.
Przez następną godzinę w kuchni odbywał się festiwal szaleństwa, wulgarności i kompletnego bałaganu. Kilka razy pojawił się główny menadżer. Darł się wtedy na szefa kuchni, a ten z kolei obarczał winą za opóźnione zamówienia cały swój personel. Później krzyczeli już tylko na siebie, aż wściekły boss opuszczał kuchnię kompletnie roztrzęsiony.
Drukarka była bezlitosna. Zamówienia przychodziły falami i choć podobnie było w każdy weekend, to kucharze chwilami mieli ochotę wszystko to zostawić i uciec w cholerę.
Przed dziewiątą trochę się uspokoiło i Marcin znalazł w końcu chwilę, by sprawdzić swój telefon. Znów nic. Sylwia już dawno powinna się odezwać i chłopak powoli zaczynał się martwić. Nie były to już początki ich związku, kiedy dziewczynie zdarzało się znikać na całą noc, a potem wykorzystując szaleńczą miłość Marcina, po prostu okłamywała go.
Kilka miesięcy wcześniej pojawiła się Ania, córka Sylwii, która do tej pory wychowywała w Polsce babcia. Od tej chwili w dziewczynie nastąpiła zmiana i nie było już więcej tajemniczych, nocnych zniknięć.
Dziewczynka miała dopiero dziesięć lat, więc powinna być już w łóżku, a brak wiadomości od Sylwii zaczął naprawdę niepokoić Marcina.
Minęła dziewiąta wieczorem. Ludzie w pubie najedli się do syta i sytuacja w kuchni wróciła do normalnego stanu. Ku zaskoczeniu wszystkich w pomieszczeniu pojawił się menadżer przebrany w kuchenny uniform. Podszedł do Jamesa i cicho zaczął z nim rozmawiać. Obaj spoglądali na Marcina. Serce chłopaka zaczęło bić szybciej.
Menadżer, mężczyzna zwykle władczy i bez emocji na twarzy, tym razem ze spuszczoną głową podszedł do Polaka.
- Posłuchaj. - Odezwał się drżącym głosem. - Sylwia miała wypadek samochodowy. - Położył dłoń na ramieniu Marcina. - Obie z córką są w szpitalu.
Marcinowi świat zawirował w oczach. Nie mógł złapać oddechu i żeby nie upaść musiał przytrzymać się blatu stołu.
- Taksówka już czeka na ulicy. - Menadżer uważnie wpatrywał się w twarz kucharza. Zobaczył przerażenie i bezradność w jego oczach. Rozejrzał się po kuchni i w końcu jego wzrok zatrzymał się na Kate. Zawołał ją ruchem ręki i kiedy podeszła, wyjaśnił, co się stało. Dziewczyna zbladła, lecz po chwili już opanowana chwyciła Polaka za rękę.
- Chodź, przebierzemy się i trzeba tam jechać.



Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2442
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Córka - wersja poprawoina, jest wulgaryzm.

Postautor: ravva » pn 05 sie 2019, 21:22

nosi cie jak zyda po pustym sklepie.

głownym bohaterem jest marcin.
kate, olek, james i sylwia oraz menadżer, to postaci drugiego i trzciego planu - nie potrzebujemy znać ich relacji na samym poczatku, a juz z pewnoscia nie podanych w tak łopatologiczny sposób. jesli kate czuje mięte do olka, opisz ich relacje, jak zachowuja się jedno wobec drugiego, co robią, co jedno mówi o drugim. nie podawaj tego czytelnikowi na tacy w ten sposób:

- Sekcja gotowa? - Próbowała ukryć swoje uczucia do młodszego kolegi używając władczego tonu, ale i tak wszyscy wiedzieli jak druga po Bogu w kuchni była napalona na tego przystojnego blondyna.

napisz coś, co pokaze zachowanie:
    - sekcja gotowa? - kate z zachwytem wpatrywala się w olka.
    marcin z dezaprobatą pokręcił głową. zlowił rozbawione spojrzenie sylwii, bo olek udawał głuchego, nieodmiennie unikając natarczywej wielbicielki.
    - nic z tego nie bedzie... - ironicznie zanucił pod nosem. sylwia pochyliła głowe, z trudem powstrzymując wesołośc. - zanim olek zmięknie, przyjedzie greenpeace i zepchnie kate z plaży.
    - jesteś wredny.
    - jestem ekologiem, wieloryby powinny pływac w morzach, nie urzędowac w restaurcyjnej kuchni.
    - kate nie jest wielorybem. ma tylko lekką nadwagę.
    - no dobrze, kate jest wielorybem z lekką nadwagą - przyznał macin i obludnie uśmiechał sie do kate.
    sylwia nie wytrzymała. parsknęła śmiechem. olek również szczerzył się wesoło znad sałatki. marcin uciekl wzrokiem od pytającego spojrzenia kate, ani mu w głowie tlumaczyć na angielski.
    - Sekcja gotowa, szefowo - zameldował wesoło.


zabaw się, masz sporo bohaterow, dużo się dzieje, to dynamiczna scena. mozesz ja rozbić dialogami, pokolorowac emocjami bohaterów, ale jeżeli marcin jest głownym, siedz mu za plecami, pokaz pub, kuchnię i bohaterów z jego perspektywy. retrospekcję trzeba uspokoić, zastanowic się co chcesz w niej powiedziec, co jest ważne dla sytuacji marcina i sylwii - to, ze balowała, że ma dziecko, że on ja kocha? na co ma wpływ retrospekcja w kontekscie wypadku sylwii - jakie sa uczucia marcina, o kogo się bardziej martwi, kim jest dla niego córka sylwii, etc.

nie rozumiem gdzie znikneła sylwia i czy sylwia to steków to ta sama sylwia od samochodu oraz jakim cudem menadżer dowiedzial sie o wypadku przed marcinem - o ile nie jest czlonkiem rodziny sylwii, rodo itd.

tekst trochę do poprawy, ale to nic nowego na wery. pisz, jak masz pomysł, szkoda, zeby się zmarnowal.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: tomek3000xxl » pn 05 sie 2019, 22:08

Dziękuję za komentarz.
Starałem się urozmaicić scenę, bo książka bedzię o zmieniających sie relacjach pomiędzy Marcinem i córką Sylwii.
Nie za wiele mogę poradzić, nie posiadając kunsztu zawodowego pisarza. Próbuję rozbudować scenę, nadać jej trochę trójwymiarowości pisząc o drobiazgach. Z tą retrospekcją to prawda i będę to chciał bardziej rozłożyć na kolejne rozdziały, choć w pierwszym musiałem trochę napisać o tej Sylwii, bo przecież jest jakiś powód, że tak co chwilę zerka na telefon.
Jeszcze raz dzięki za komentarz. Myślałem, że nikt się nie odezwie. :)

Added in 5 minutes 43 seconds:
Ciągle o tym zapominam, ale już znalazłem cztery pinezki i kartkę papieru, wiszącą teraz na ścianie z napisem.
POKAZUJ NIE OPISUJ!!!

Added in 12 minutes 43 seconds:
Ktoś mi poprawił POPRAWINA na POPRAWOINA i teraz już całkiem nie wiadomo, o co chodzi?

chochlik ;)



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3565
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: Godhand » czw 08 sie 2019, 09:58

Hej,

Pomysł na scenę jest fajny, tylko wykonanie nienajlepsze.

Wskazówka sekundnika w wiszącym na ścianie zegarze dogoniła tę minutową i wybiła siódmą po południu. Był ciepły, wrześniowy wieczór.


Wiem, że "po południu" jest tu polską kalką z angielskiego, ale czytelnik i tak zacznie się zastanawiać "chwila, to mamy popołudnie czy wieczór?".

Temperatura na dworze wolno opadała, a gorąc w kuchni dewastował spocone ciała, pracujących tam młodych ludzi.


Dewastowanie oznacza celowe niszczenie. Trudno posądzić temperaturę o celowe działanie, to raz. Dwa, że pracując na kuchni powinni być już odrobinę uodpornieni. Jasne, może być niekomfortowo, ale od razu "dewastacja"?

Wydawał przy tym tak jednoznaczne odgłosy i używając wulgarnych epitetów, powodował u dziewczyny odruch wymiotny.


Do przebudowy to zdanie bo się sypie.

W końcu nie wytrzymała. Westchnęła kilka razy, starając się sobie wyobrazić, jakie procentowo szanse ma ten obleśny grubas, by poderwać małolatę. Wyszło, że żadnej, więc zaklęła tylko i podeszła do Olka — młodego kucharza serwującego sałatki i desery.


A gdyby wyszło, że gruby ma szansę to wtedy nie zaklęłaby? Bo nie widzę związku. Ze zdania wynika, że przekleństwo wywołał fakt, iż gruby nie ma szans na podryw. A raczej nie o to chodziło, bo czemu ma to złościć naszą bohaterkę?

- Tak. - Burknął na odczepnego kolejny raz dając dziewczynie do zrozumienia, że nie jest zainteresowany romansem z dość mocno otyłą i niezbyt urodziwą kucharką.


A to z kolei brzmi jakby burknął do jednej, a nie był zainteresowany inną.

W takich chwilach Kate była wściekła na matkę, która wmawiała jej przez całe życie, że wszystko jest możliwe. Życie szybko udowodniło, że cuda się nie zdarzają a o urodziwych chłopcach może tylko pomarzyć.


Naprawdę? Oczywiście fakt, że nie jest zadowolona ze swojego wyglądu i uważa go za przeszkodę w nawiązywaniu relacji z przystojniakami, może ją frustrować. Ale dorosła, dojrzała kobieta na matkę? Z powodu "wszystko jest możliwe"? Za nieistnienie Mikołaja też nadal ma żal?

- To świetnie. - Kate zagryzła niezręcznie usta.


Jak się niezręcznie zagryza usta? Albo zręcznie, wszystko jedno.

Patrzyła jeszcze przez moment na chłopaka, ale kiedy ten mruknął zniecierpliwiony, odeszła bez słowa.


Ale czym on się zniecierpliwił? Tym, że na niego patrzyła?

Usłyszała dźwięki piosenki Kate Perry płynące z radia na sekcji Marcina.


Niezręcznie się zrymowało. Do zmiany.

Wyszło, że żadnej, więc zaklęła tylko i podeszła do Olka(...)

- Oleg! Dwie sałatki z burakami(...)


To jak on ma w końcu na imię?

Chłopak miał trzydzieści lat i kręcił placki do pizzy z szybkością z ktorą nawet szef kuchni nie próbował konkurować.

Trzydziestolatek przygotował bez pospiechu trzy placki do pizzy.


To kręci szybko, czy bez pośpiechu?

Stało się jednak inaczej i po szalonych latach w Londyńskich klubach(...)


Małą literą.

Wsłuchiwał się we wrzaski Jamesa, który nie pozostawiał suchej nitki na Olku za jakość Kalmarów z gorącego olejniaka.


A czym kalmary zasłużyły na wielką literę?
I ani ja ani internet nie wiemy czym jest olejniak. Domyślamy się, ale jednak słowo jest nam nieznane.

- Trzy Margherity, cztery wegetariańskie i dwie Diavolo. - James darł się już bez opamiętania.


Jeśli się darł, to raczej wykrzyknik zamiast kropki.

Nerwowo przesuwał zamówienia i trochę ciszej wrzeszczał na Kate.


Jak się wrzeszczy ciszej?

Sylwia odłożyła kawał wołowiny na bok grilla i położyła nową porcję mięsa.


To raczej Kate, sekcja grilla jest jej.

Całość jest strasznie chaotyczna. Przeskakujesz po tej kuchni i czytelnik traci orientację, dodatkowo mieszasz Olka i Olega, a końcowa pomyłka z wstawieniem Sylwii na sekcję grilla dopełnia dzieła chaosu. Najpierw trzymamy się pleców Kate i pokazywanie kuchni przebiega logicznie, ale potem przeskakujemy do Marcina, który niby zostaje sam, ale wspominasz o Olegu, potem wpada James i robi się kocioł.
Masz dużo postaci w tym fragmencie, więc musisz pokazać to w zaplanowany i precyzyjny sposób, żeby czytelnik wszystko wyłapał.
Druga sprawa. Co to za knajpa?
Piszesz, że to pub. Pub to miejsce gdzie głównie pije się alkohol, spotyka towarzysko i korzysta z gier (rzutki, billard etc.). A u Ciebie pub ma sekcję deserów, sałatek, grilla, pizzy, szefa kuchni i menadżera. To na pewno pub? Pomijając, że trochę dziwna jest obecność w jednym menu pizzy i kalmarów, bo trochę jakby się targety mijają.
Trzecia sprawa. Nie mamy miejsca ani czasu, żeby poczuć cokolwiek do Sylwii czy jej córki, wobec czego ich wypadek nie robi na czytelniku emocjonalnego wrażenia.
Sporo kiksów, dużo chaosu i niedoróbek. Ale to może być fajna scena, lubię kuchenne klimaty.

Powodzenia.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: tomek3000xxl » czw 08 sie 2019, 10:52

Dewastowanie oznacza celowe niszczenie. Trudno posądzić temperaturę o celowe działanie, to raz. Dwa, że pracując na kuchni powinni być już odrobinę uodpornieni. Jasne, może być niekomfortowo, ale od razu "dewastacja"?
Cięzko być odpornym, jeżeli temeratura na lini grilla, kuchenki jest 50 stopni. Tak miałem w zeszłym roku.
Taki pub nazywa się gastro pub i jedzenie jest na poziomie dobrej restauracji, więc i desery są przyzwoite

Facet sapiący nad zdjęciami młodych dziewczyn ma nie wkurzać brzydkiej kucharki? Chyba znamy rózne kobiety :)

To kręci szybko, czy bez pośpiechu?
Jak chce lub musi, to kręci szybko, a tu akurat miał czas.
Dziękuję za komentarz. Jak zwykle spora ilość poprawek udowadnia mi, że pisać nie umiem.



Awatar użytkownika
sorkvild
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: czw 08 sie 2019, 18:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: sorkvild » pt 09 sie 2019, 16:55

Bardzo fajnie, że starasz się opisywać drobiazgi, całkiem fajnie ci to jak na razie wychodzi. Scenki rodzajowe są za to chyba troszkę za bardzo przerysowane. Zwiotczały fiutek, czosnkożercy, to trochę słabe przezwiska i prawdę mówiąc takie lekkie wulgaryzmy niezbyt mi pasują w tej scenie. Spróbuj może troszkę mocniejszy język z bardziej powszednimi przekleństwami bo trudno zachować powagę to czytając.



Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: tomek3000xxl » pt 09 sie 2019, 17:50

Cała ta scena jest smieszna, bo niestety z życia wzięta. Wyobraź sobie 50 stopni w kuchni i z stoliki na 6, 8, 14, i 9 osób. Zamówienia przysyłajają ci w jednym czasie, bo kretyni z baru zrobili bookingi na ta samą godzinę. Leje się z pot strumieniami( dosłownie) burdel na kółkach. Krzyki, wrzaski wyzwiska i kiedy żarcie jest w końcu gotowe nikt nie odbiera tego z windy, bo kelnerzy latają za następnymi zamówieniami. Naprawdę miałem takiego Head Chefa, który uwielbiał nazywać różne, źle przyrządzone potrawy... Te profiteroles wygladają jak mój kut*s po wytrysku. Miękki i sflaczały. Dla tego po paru tygodniach zaczeliśmy tak go nazywać. Po zrobieniu czterdziestego chleba czosnkowego... fucking garlic eaters samo wchodzi na język.

GodEdit
Powściągnij język. A jeśli już musisz, bo na przykład cytujesz, to gwiazdkuj jedną literę w wulgaryźmie. To proste.

G.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4308
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: Rubia » ndz 11 sie 2019, 10:44

Ja tylko w jednej sprawie: Twój tekst jest bardzo chaotyczny. To znaczy - może rzeczywiście tak wygląda dzień czy wieczór w restauracyjnej kuchni, ale powieść nie jest prostym zapisem sytuacji "z życia wziętych". Powieść - taka zwyczajna, obyczajowa, nie mam tu na myśli eksperymentów literackich - musi mieć głównego bohatera. Ty natomiast od razu wprowadzasz wiele postaci, nie róznicując ich ważności. A to szef kuchni, oglądający zdjęcia dziewczyn na portalu randkowym, a to brzydka kucharka, bezskutecznie podrywająca Olega, który nie ma na nią ochoty, a to ów Oleg, mający za nic połajanki szefa - dopiero pod sam koniec z biegu zdarzeń wynika, że głównym bohaterem może być Marcin. Skoro tak, to mógłbyś od samego początku poprowadzić narrację z jego punktu widzenia. Stoi chłopak przy swoim stanowisku pracy, zajmuje się tym, co do niego należy, przy okazji trochę obserwuje inne osoby, słyszy, o czym rozmawiają, sam zamienia z kimś parę słów... Umieszczenie narratora tuż za plecami bohatera i oglądanie świata jego oczami pozwoli ogarnąć bałagan narracyjny.
Oczywiście, przyjęcie takiej perspektywy narzuca też pewne ograniczenia - np. Marcin nie będzie wiedział, co Kate myśli o swojej matce, jeśli dziewczyna sama mu tego nie powie, menedżer tez nie będzie mógł oglądać jego przerażonych oczu - lecz jest to lepsze, niż miotanie się pomiędzy postaciami pierwszo-, drugo- i trzecioplanowymi, jakby wszystkie były jednakowo ważne.
Poza tym, podawaj informacje o bohaterach wtedy, kiedy to będzie miało konkretny związek z ich działaniami albo myślami, a nie jak tutaj:
tomek3000xxl pisze:Source of the post Trzydziestolatek przygotował bez pospiechu trzy placki do pizzy.

A jakby miał lat 25 albo 40, to przygotowywałby te placki w pośpiechu? Chcesz przemycić informację o wieku, zrób to w sposób sensowny, choćby tak: Koledzy nie mogli pojąć, w jaki sposób on, nie wyróżniający się niczym trzydziestolatek, zdołał przyciągnąć uwagę takiej kobiety jak Sylwia.
I nie wyprzedzaj fabuły, jak tu:
tomek3000xxl pisze:Source of the post Znali się z Sylwią od roku, a byli ze sobą od zeszłej zimy. On według kobiecej części personelu pubu był najwyżej Szóstką, a Sylwia mocną Ósemką, więc prawdopodobieństwo, że będą razem było w zasadzie zerowe. Stało się jednak inaczej [...] po szalonych latach w Londyńskich klubach, ta piękna brunetka postanowiła usiąść na przysłowiowych czterech literach i znaleźć sobie posłusznego pieska, z którym spędzi następne lata.

Marcin tak ocenia ich związek? Taki zarzut mógłby paść w czasie jakiejś kłótni z Sylwią, bo nie jest to żaden konkret (w odróżnieniu np. od "znali się od roku, a byli ze sobą od zeszłej zimy"), lecz mocno emocjonalna ocena relacji pomiędzy nimi. Podana tutaj właściwie bez żadnej przyczyny. Na takie oceny przyjdzie czas, kiedy akcja się rozkręci, najpierw potrzeba trochęprostych faktów.

I jeszcze jedno: unikaj sformułowań typu "przysłowiowe cztery litery" zamiast tyłek albo "składniki do włoskiego wynalazku kulinarnego" zamiast do pizzy. To jedynie zamula tekst.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: tomek3000xxl » ndz 11 sie 2019, 11:17

Tak się zastanawiam, dlaczego ja nie widzę tych uchybień. Niby piszę już od jakiegos czasu, a wciąż te same szkolne błedy. Niskie IQ? Brak drygu i polotu do pisania? Albo po prostu jestem kretynem, który się tylko nadaje do smażenia burgerów.
Dziękuję za komentarz.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4308
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Córka - wersja poprawiona, jest wulgaryzm.

Postautor: Rubia » ndz 11 sie 2019, 12:11

Nie, to nie są szkolne błędy. W szkole nie uczą, jak przeprowadzić fikcyjnych bohaterów przez pułapki powieściowej akcji i narracji :) To raczej kwestia braku wprawy. Potrenuj na opowiadaniach, nawet z życia tych samych bohaterów. Na przykład, niech się o coś pokłócą w tej kuchni (powodów na pewno nie brakuje), niech pokażą swoje charaktery i stosunek do pracy oraz do kolegów, niech to się zamknie jakimś wyrazistym zakończeniem - ustal sobie limit, powiedzmy, 8 - 10 000 znaków (zawsze ze spacjami) i pokombinuj, jak pisać, żeby wszystko, co chciałeś przekazać, dało się zmieścić w tej objętości. Krótkie formy są dobre, bo czasem trzeba nieźle się nagłówkować, żeby zapanować nad akcją i bohaterami :) Poćwiczysz, wprawa przyjdzie z czasem.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości