Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Adrian_P
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: czw 18 kwie 2019, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kętrzyn
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: Adrian_P » śr 08 maja 2019, 20:45

Fragmenty opowieści o miłości, z motywem drogi w tle.

###

Okolica była nad wyraz senna. Słabo słyszalny, podmiejski szum, oddalał swe zapędy w miejsca, które są do tego dogodne. Wieczorne powietrze o pustynno-kwiecistych aromatach, rozlewało wkoło swą interpretację zapachu, a czysta atmosfera korespondowała z dopiero co ukazującymi się, migocącymi gwiazdami na niebie.


Stał chwilę przed drzwiami, po czym wszedł zachowawczo do restauracji. Ciepła barwa światła uspokajała otoczenie. W tle przyjemnie wybrzmiewały gitarowe nuty wespół z delikatnym, kobiecym głosem. Nie wiedział co go czeka. W myślach analizował tę sytuację dziesiątki razy. Na próżno. Lekko zdenerwowany rozejrzał się wkoło. Napotkał jej wzrok. Poczuł ulgę i jednocześnie uczucie, które towarzyszyło mu ilekroć ją widywał. Ubrana elegancko, siedziała przy stoliku. Lubił ten skromny styl w postaci ciemnych rajstop, szarej spódnicy i białej koszuli podkreślającej kobiecą urodę. Na nadgarstku wypatrzył srebrną bransoletkę z małą przywieszką w kształcie czterolistnej koniczynki. Wszystko to nadawało swoistego uroku. Promienny uśmiech nie schodził z jej delikatnego lica. Miał w sobie coś szczególnego, na wzór pór roku. Zimową świeżość, wiosenną nadzieję, letnią beztroskę i jesienną dojrzałość, a spływające po policzkach, pofalowane kosmyki dopełniały piękna oblicza. Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem podszedł do niej i przywitał w tradycyjnym stylu, unosząc i całując delikatnie dłoń. Zawstydziła się nieco, co on z kolei bardzo lubił. Uważał, że to nadaje jej kobiecości, z którą tak uwielbiał obcować. Roztaczała wokół siebie energię, na wzór bańki mydlanej, pełnej tęczowych kolorów. Wnikając w nią, odkrywał pewną swobodę. Swobodę zachowania, swobodę wyrażania myśli, czy w końcu azyl odcięty od zewnętrznego świata. Spoczął naprzeciw. Podczas rozmowy pragnął patrzeć w oczy, szczególnie, że były czyste, radosne i przyjemne w odbiorze. Dawno takich nie widział. Twierdził, iż są odzwierciedleniem duszy. A jakie wnętrze w nich dostrzegał? Przyjazne i ciepłe, pełne harmonii, ale też pewne siebie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niezmącone niezrozumiałym pogmatwaniem, które potrafi prowadzić do sytuacji przykrych, nierzadko wręcz absurdalnych, z jakimi miał niejednokrotnie do czynienia. Odwdzięczała się tym samym. Czasem tylko kierowała wzrok gdzieś obok, by złapać myśl i dać mu odpocząć.



###

W całym tym zafrapowaniu sobą nie dostrzegali otoczenia, odpływając gdzieś w zatokę chwil spędzonych razem. Gitarowe akordy wybrzmiewały jakby dźwięczniej, a głos wokalistki powlekał się aksamitem. W zakamarkach linii melodycznej co rusz ujawniało swe oblicze pianino, czarując tonem przestrzeń. Robiło to nad wyraz subtelnie. Nie zanudzało, a tylko akcentowało delikatnie próby zauroczenia tych, którzy odkryli w jego dźwiękach dyskrecję. Mark darzył je niebywałą estymą.


Wstał, nieśpiesznie okrążył stół i wyciągnął dłoń w stronę Emily, aby klarownym gestem zaprosić do rozmowy bez słów, jak zwykł nazywać taniec. Zachęta, odwzajemniona lekkim onieśmieleniem i zalotnym spojrzeniem została przyjęta. Wokół panował spokój. Półmrok w pomieszczeniu obok zapraszał do wspólnego przeżywania tańca. Bez wątpienia traktował tę magiczną czynność jako coś wyjątkowego. Harmonię i zażyłość pomiędzy muzyką, duszą i ciałem. Nieprzerwane nici utkane w kompozycję ruchów, gestów, uczuć i emocji. Zbliżyli się do siebie, obejmując wzajemnie. Woń perfum wdarła mu się przez nozdrza, penetrując łagodnie receptory. Uwielbiał owy zapach o wyrazistej i egzotycznej nucie. Spleciona sylwetka gładko falowała w intymnej przestrzeni, gdzie próżno było szukać innej interesującej materii. W milczeniu, wpatrzeni w siebie, oddali swe dusze zmysłowości. Na skórze Emily, niczym mozaika malował się dreszcz gdy sunął palcami wzdłuż ramienia, kreśląc wyszukane wzory. Odwzajemniała subtelny dotyk przez delikatne przeplatanie dłoni w czułym uścisku, a usta muskały policzek, który nabierał rumieńców od ciepła warg i przyspieszonego tętna.



###

Noc była zimna, lecz ciepła pościel nie pozwoliła mu zmarznąć. Otworzył drzwi. Świeży powiew chłodnego powietrza wtargnął do kabiny, tworząc specyficzną woń prowincji. Rzut oka w górę nie pozostawiał złudzeń. Gęsto zaścielone niebo sprawiało wrażenie ciężkiego i przytłaczającego. Postanowiło obrazić się na panującą aurę i zasnuło chmurami różnego pochodzenia, jakby chciało rzec, że to ono dziś ma więcej do powiedzenia, a przy tym dać upust swoim artystycznym zmysłom. Na tle warstw w różnych odcieniach szarości i stalowej barwy, majestatycznie szybowały jasne sylwetki smoków utkane z obłoków. Raz po raz rozpościerały wachlarzowate skrzydła, wyciągały szyje, czy zionęły płomieniami, by w ostateczności wkroczyć w przestwór oceanu stalowoszarych tumanów. Wokół ciężarówki wiatr urządzał wyścigi, goniąc drobiny kurzu. Gdzieniegdzie przeleciał z niemałą prędkością wyschnięty, ażurowy, kulisty krzak podróżujący pustkowiami rozległych, suchych terenów Nevady. Ten dzień sprawiał wrażenie specyficznego. Markowi nie pasowała otaczająca go enigmatyczna atmosfera, a na domiar złego czuł niezrozumiałe emocje. W głowie kołatały myśli, które próżno było sensownie wytłumaczyć.


Do domu zostało raptem trzysta mil co w normalnych warunkach, wydawać by się mogło dość znaczną odległością, jednak na tutejsze realia nie jest to nie lada wyczyn, gdzie wszechobecne autostrady i sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek pozwalają pokonać ten dystans dostatecznie sprawnie. Trasę planował zazwyczaj w wersji papierowej. Przyzwyczajenie zostało mu jeszcze z czasów młodzieńczych, kiedy potrafił godzinami wertować mapy, analizując układ dróg czy torów wodnych. Nawigacji drogowej używał tylko gdy musiał znaleźć interesujący adres w dużym mieście. Zresztą znał te tereny wystarczająco dobrze. Z rozkładanego stolika sięgnął nieduży bloczek z tabelkami ułożonymi w przemyślany sposób, położył na atlasie i starannie kreślił linie wzdłuż pól.
– Sen, inna praca … – powtarzał po cichu w skupieniu, a wypływający ze stalówki atrament wypełniał równą linią strukturę papieru.
Mała książeczka to nic innego jak dziennik pokładowy ciężarówki, zwany log bookiem, gdzie rejestrowane są wszelkie aktywności kierowcy.
Śniadanie w postaci dobrze opieczonych kanapek z serem reagującym jakby czytał w myślach, czekało niecierpliwie na konsumpcję. Łyk gorącej herbaty z cytryną zwieńczył czas odpoczynku i jasno dał do zrozumienia, że czeka ich podróż terenami znanymi i jakże przez nich lubianymi.


Jedynka, lekki zgrzyt, syknięcie i masa stali na osiemnastu kołach wyjechała, wzniecając tumany kurzu, na jezdnię o spękanym asfalcie, z fragmentami czarnych pajęczyn utkanych różnicą temperatur. Po drodze mijał miejsce, w którym stosował osobliwy nawyk. Sprawnie, lecz z pewną, ledwo słyszalną dozą wysiłku, wjeżdżał na wzniesienie. Warkot silnika ustał na rzecz melodyjnego, miarowego taktu tłoków i korbowodów. Przed nim stromy, acz długi zjazd. Lubił go. Był swoistym odpoczynkiem, rekompensatą po trudach wcześniejszej wspinaczki. Zwalniał do sobie tylko znanej prędkości, załączał hamulec silnikowy, by, przy akompaniamencie dudniących gazów wydechowych, toczyć melancholijnie ku podnóżu wzniesienia. Co rusz też usiłował okiełznać narowisty charakter zwalniacza oraz kontrolować wskazówkę obrotomierza ochoczo pływającego po fali cyferblatu. W połowie zjazdu, kątem oka, dostrzegł na poboczu znajomego osobnika, wypatrującego przejeżdżające automobile. Odkąd pamięta zawsze tu tkwił, niczym stróż, dobrodziej co pilnuje obejścia swoich właścicieli. Nieduży, o umaszczeniu czarnym i rasie z tych, które nie mają rodowodu, ale są bardzo inteligentne. Wpatrzony w niego śledził uważnie ruch pojazdu, by po kilku zajmujących chwilach przejść do prozy codziennego, psiego życia.


Zahipnotyzowany nastrój zmąciło przenikliwe pikanie dochodzące z małego, niebieskiego urządzenia przy przedniej szybie. Sygnalizowało to konieczność zjazdu na ważenie. Czerwona, pulsująca dioda, trwała na straży federalnego prawa chroniącego sieć dróg i mostów przed przeciążeniem. Zjeżdżając z wagi, kątem oka dostrzegł miękkie rysy twarzy przywołujące wspomnienia z dzieciństwa, w których widział piękne oblicze z kruczoczarnymi, niedługimi włosami, częściowo skrywającymi pogodny uśmiech, a nad nim ciepłe, niczym niezmącone, klarowne oczy. Oblicze mamy przedwcześnie zabranej z tego świata.


Sunąc jednostajnie w niezwyczajnej atmosferze zjawisk i myśli, spostrzegł w oddali nienaturalnie stojący pojazd z włączonymi światłami ostrzegawczymi. Podjechał bliżej. Przed oczyma rozpościerał się widok przejmujący, przeszywający na wskroś ciało i duszę. Na sąsiednim pasie, skierowany ku poboczu, stał mały hatchback z roztrzaskanym przodem i rozbitą przednią szybą. Na środku jezdni, w pewnej odległości leżały, w nienormalnych pozach, dwa ciała zwrócone twarzą do asfaltu. Poboczem, nerwowo dreptał mężczyzna z telefonem w ręku i papierosem w ustach, a obok, zupełnie sama, tkwiła, zalana łzami dziewczyna. Pośród nieruchomo spoczywających sylwetek, zupełnie bez ładu chodzili świadkowie zdarzenia, jakby chcieli sprawić aby wszystko wróciło do normy, jednak w bezradności nie mogli poczynić nic. Wkoło panowała cisza. Kompletna pustka dźwiękowa, otaczająca skutki zajścia sprzed kilku chwil. Widząc zamęt postanowił sprawdzić czy ofiary mają jakąkolwiek szansę na wyjście z tego cało. Strużka krwi nieregularnie wciśnięta w chropowaty asfalt i znacznie zdeformowane twarze nie dawały cienia nadziei, że wszystko skończy się pomyślnie. Brak oznak życiowych dopełniał nieszczęścia. Pomoc przybyła szybko. W całym tym chaosie pamiętał tylko wycinki obrazów z niedawnych wydarzeń. Wracał wyłączony, odsunięty myślami wgłąb zakamarków umysłu. Wieczorna pora uwydatniała poczucie bezsilności, w której próbował odszukać choćby źdźbło zwiastujące przychylnie nadchodzący czas.




Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 1897
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: brat_ruina » czw 09 maja 2019, 02:13

Dwie pierwsze ominę, tylko do części trzeciej.


Adrian_P pisze: Noc była zimna, lecz ciepła pościel nie pozwoliła mu zmarznąć.
Bo webasto szlaken trafen

Adrian_P pisze:Otworzył drzwi. Świeży powiew chłodnego powietrza wtargnął do kabiny, tworząc specyficzną woń prowincji.
Wtargnął i stworzył specyficzną woń, bo to wsiowy powiew był:)

Adrian_P pisze: Rzut oka w górę nie pozostawiał złudzeń. Gęsto zaścielone niebo sprawiało wrażenie ciężkiego i przytłaczającego. Postanowiło obrazić się na panującą aurę i zasnuło chmurami różnego pochodzenia, jakby chciało rzec, że to ono dziś ma więcej do powiedzenia, a przy tym dać upust swoim artystycznym zmysłom.
To musiałem powoli na dwa razy brać, bo to niebo daje upust swoim artystycznym zmysłom, tak?

Adrian_P pisze: Na tle warstw w różnych odcieniach szarości i stalowej barwy, majestatycznie szybowały jasne sylwetki smoków utkane z obłoków. Raz po raz rozpościerały wachlarzowate skrzydła, wyciągały szyje, czy zionęły płomieniami, by w ostateczności wkroczyć w przestwór oceanu stalowoszarych tumanów.
Mark podróżuje przez Nevadę, to nie jest daleko od Teksasu, czy Nowego Meksyku, gdzie rosną pejotle. Widzi mi się schrupanie kaktuska.

Adrian_P pisze: Wokół ciężarówki wiatr urządzał wyścigi, goniąc drobiny kurzu. Gdzieniegdzie przeleciał z niemałą prędkością wyschnięty, ażurowy, kulisty krzak podróżujący pustkowiami rozległych, suchych terenów Nevady.
Ten co przeleciał z niemałą prędkością ma swoją nazwę. Ale ok, niech będzie.

Adrian_P pisze:Ten dzień sprawiał wrażenie specyficznego.
To przez ten powiew co wyżej tworzył specyficzne wonie.

Adrian_P pisze: Markowi nie pasowała otaczająca go enigmatyczna atmosfera, a na domiar złego czuł niezrozumiałe emocje. W głowie kołatały myśli, które próżno było sensownie wytłumaczyć.
Pomóż autorze, pomóż narratorze, pomóż ktokolwieku

Adrian_P pisze: Do domu zostało raptem trzysta mil co w normalnych warunkach, wydawać by się mogło dość znaczną odległością, jednak na tutejsze realia nie jest to nie lada wyczyn, gdzie wszechobecne autostrady
Jest ok

Adrian_P pisze: i sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek pozwalają pokonać ten dystans dostatecznie sprawnie.
Nie wiem co to są sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek na autostradach. Zdaje się, że tam, w tych wielkich amerykach też ciężarówki mają fabryczne ograniczniki prędkości.

Adrian_P pisze: Trasę planował zazwyczaj w wersji papierowej. Przyzwyczajenie zostało mu jeszcze z czasów młodzieńczych, kiedy potrafił godzinami wertować mapy, analizując układ dróg czy torów wodnych.
Jest ok

Adrian_P pisze: Nawigacji drogowej używał tylko gdy musiał znaleźć interesujący adres w dużym mieście.
Interesujący adres nie jest ok

Adrian_P pisze: Zresztą znał te tereny wystarczająco dobrze. Z rozkładanego stolika sięgnął nieduży bloczek z tabelkami ułożonymi w przemyślany sposób, położył na atlasie i starannie kreślił linie wzdłuż pól.
– Sen, inna praca … – powtarzał po cichu w skupieniu, a wypływający ze stalówki atrament wypełniał równą linią strukturę papieru.
Mała książeczka to nic innego jak dziennik pokładowy ciężarówki, zwany log bookiem, gdzie rejestrowane są wszelkie aktywności kierowcy.
Skoro bawi się nawigacją to muszą być czasy tachografów jak i pominietego webasta. To tak od lat sześćdziesiątych jakoś...
Z tego kawałka bym w ogóle zrezygnował. Oboje też wiemy na czym polega i czym jest wszelaka aktywność kierowcy, ale czy miliony wielbicielek po wydaniu tej powieści będą wiedziały? Na jakąś aktywność kierowcy pewnie będą liczyć.

Tabelki ułożone w przemyślany sposób pominę.

Adrian_P pisze: Śniadanie w postaci dobrze opieczonych kanapek z serem reagującym jakby czytał w myślach, czekało niecierpliwie na konsumpcję.
Ser reagujący jakby czytał w myślach. Ten pejotl dalej może trzymać Marka.

Adrian_P pisze: Łyk gorącej herbaty z cytryną zwieńczył czas odpoczynku i jasno dał do zrozumienia, że czeka ich podróż terenami znanymi i jakże przez nich lubianymi.
Pominę też i łyka dającego do zrozumienia, jak i ich/nich. Dopiero stąd dowiadujemy się że Mark nie jest sam.

Adrian_P pisze:Jedynka, lekki zgrzyt, syknięcie i masa stali na osiemnastu kołach wyjechała, wzniecając tumany kurzu
A co to za ciężarówki co z jedynki startują? To nie osobowki czy busy. Jak ma osiemnaście kół to nie może być solówka, więc przełożenie w skrzyni musi mieć takie, że ta jedynka jest, bo jest, ale używana od święta w wyjątkowych sytuacjach.


Dotąd. Sorry Winnetou, dalej już Ci nie rozłożę tekstu, tego wypadku też dotykać nie będę. Może ktoś coś...
Rzadko kiedy się odzywam w tuwrzuciowni, to nie moje progi.

Na koniec rzuć jeszcze na to okiem

Adrian_P pisze: Rzut oka w górę nie pozostawiał złudzeń.
Adrian_P pisze: W połowie zjazdu, kątem oka, dostrzegł na poboczu
Adrian_P pisze: kątem oka dostrzegł miękkie rysy twarzy



Howgh


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
Adrian_P
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: czw 18 kwie 2019, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kętrzyn
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: Adrian_P » pn 13 maja 2019, 20:00

No i kierowca wypunktował kierowcę, z tym że temu drugiemu wcale nie do śmiechu ;)
Dość dobrze orientuję się w specyfice transportu za oceanem, dlatego umieściłem opowiadanie właśnie tam i muszę odnieść się do kilku uwag.

Adrian_P pisze: Noc była zimna, lecz ciepła pościel nie pozwoliła mu zmarznąć.
Bo webasto szlaken trafen

Ano nie trafił. Sam często tak robiłem, gdy w dzień było ciepło, a w nocy temperatura na krótko spadała w okolice zera. Szczególnie w marcu i w kwietniu, jeżdżąc do portów z płodami rolnymi. Nie włączałem webasta i wystarczył sam śpiwór. Nie było na tyle zimno, żeby zmarznąć. Na pustynnych terenach podobnie.

Adrian_P pisze: Wokół ciężarówki wiatr urządzał wyścigi, goniąc drobiny kurzu. Gdzieniegdzie przeleciał z niemałą prędkością wyschnięty, ażurowy, kulisty krzak podróżujący pustkowiami rozległych, suchych terenów Nevady.
Ten co przeleciał z niemałą prędkością ma swoją nazwę. Ale ok, niech będzie.

Wiem. Tumbleweed, rosyjski oset, albo biegacz. Uznałem, że lepiej go opisać, niż dawać niezrozumiałą nazwę.

Adrian_P pisze: Markowi nie pasowała otaczająca go enigmatyczna atmosfera, a na domiar złego czuł niezrozumiałe emocje. W głowie kołatały myśli, które próżno było sensownie wytłumaczyć.
Pomóż autorze, pomóż narratorze, pomóż ktokolwieku

Śpieszę z pomocą. Toż to najnormalniejsze w świecie, ludzkie uczucie. Nigdy tak nie miałeś? Ja kilka razy. Są dni kiedy faktycznie, przysłowiowo, "coś wisi w powietrzu", a człowiekowi jakoś tak inaczej na duszy.

Adrian_P pisze: i sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek pozwalają pokonać ten dystans dostatecznie sprawnie.
Nie wiem co to są sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek na autostradach. Zdaje się, że tam, w tych wielkich amerykach też ciężarówki mają fabryczne ograniczniki prędkości.

To takie, które występują w niektórych stanach, szczególnie na zachodnim wybrzeżu.
Za oceanem nie ma obowiązku montowania ograniczników, aczkolwiek spotyka się "kagańce" w ciężarówkach dużych firm transportowych. Tak zwany "owner operator" nie zakłada tego ustrojstwa. W 2017 r. administracja Trumpa zarzuciła prace nad wprowadzeniem przepisu o wspomnianych ograniczeniach.
To jak i gdzie jeździ Mark wynika z wcześniejszych, nieopublikowanych fragmentów.
Przykładowo w takiej Nevadzie auta ciężarowe mogą mknąć po autostradach w terenach niezurbanizowanych 80 mil/h, co jest najwyższą wartością w USA.

Adrian_P pisze: Zresztą znał te tereny wystarczająco dobrze. Z rozkładanego stolika sięgnął nieduży bloczek z tabelkami ułożonymi w przemyślany sposób, położył na atlasie i starannie kreślił linie wzdłuż pól.
– Sen, inna praca … – powtarzał po cichu w skupieniu, a wypływający ze stalówki atrament wypełniał równą linią strukturę papieru.
Mała książeczka to nic innego jak dziennik pokładowy ciężarówki, zwany log bookiem, gdzie rejestrowane są wszelkie aktywności kierowcy.
Skoro bawi się nawigacją to muszą być czasy tachografów jak i pominietego webasta. To tak od lat sześćdziesiątych jakoś...
Z tego kawałka bym w ogóle zrezygnował. Oboje też wiemy na czym polega i czym jest wszelaka aktywność kierowcy, ale czy miliony wielbicielek po wydaniu tej powieści będą wiedziały? Na jakąś aktywność kierowcy pewnie będą liczyć.
Tabelki ułożone w przemyślany sposób pominę.

Tachografy w USA, zwane ELD, są obowiązkowe od grudnia 2017 roku. Wcześniej tylko "log book". Wstawiłem ten fragment jako smaczek z ichniego rynku transportowego. Dla europejskich kierowców niektóre rozwiązania wydają się naturalne. W USA, z uporem maniaka, dalej stosują stare, sprawdzone metody, niekiedy wręcz przestarzałe, jak przykładowo brak poduszek powietrznych w tylnej osi. Żeby podpiąć naczepę trzeba trochę zachodu, nie wspominając o twardo zawieszonych kabinach. Dopiero teraz powoli się to zmienia gdy Volvo wchodzi mocniej na rynek i przeszczepiają rozwiązania z Europy, a i przybywa kierowców ze starego kontynentu, ceniących komfort.

Adrian_P pisze: Śniadanie w postaci dobrze opieczonych kanapek z serem reagującym jakby czytał w myślach, czekało niecierpliwie na konsumpcję.
Ser reagujący jakby czytał w myślach. Ten pejotl dalej może trzymać Marka.

To taki wypływający z wnętrza kanapki opiekanej. Zachowuje się jakby czytał w myślach ;)

Adrian_P pisze: Łyk gorącej herbaty z cytryną zwieńczył czas odpoczynku i jasno dał do zrozumienia, że czeka ich podróż terenami znanymi i jakże przez nich lubianymi.
Pominę też i łyka dającego do zrozumienia, jak i ich/nich. Dopiero stąd dowiadujemy się że Mark nie jest sam.

To, że jest ich dwóch, Mark i pies, wynika z wcześniejszych, niepublikowanych fragmentów.

Adrian_P pisze:Jedynka, lekki zgrzyt, syknięcie i masa stali na osiemnastu kołach wyjechała, wzniecając tumany kurzu
A co to za ciężarówki co z jedynki startują? To nie osobowki czy busy. Jak ma osiemnaście kół to nie może być solówka, więc przełożenie w skrzyni musi mieć takie, że ta jedynka jest, bo jest, ale używana od święta w wyjątkowych sytuacjach.

W USA najpopularniejszą skrzynią jest 13-biegowy Eaton Fuller, gdzie dolna skrzynia ma cztery długie biegi, plus tzw. "żółwia", a górna cztery przełożenia, plus nadbiegi. Załadowanym zestawem rusza się z jedynki. Nawet na naszym podwórku, przy 12-biegowej skrzyni w Scanii, warto ruszać z pierwszego, bo startując z wyższych komputer zgłasza przeciążenie sprzęgła, ale faktycznie w takich ZFach 16-biegowych nie rusza się z jedynki.

Adrian_P pisze: Rzut oka w górę nie pozostawiał złudzeń.
Adrian_P pisze: W połowie zjazdu, kątem oka, dostrzegł na poboczu
Adrian_P pisze: kątem oka dostrzegł miękkie rysy twarzy

Tak, te kąty oka faktycznie kłują ... w oczy ;)

Odnośnie opisu niektórych zjawisk atmosferycznych to tak je widzę, po prostu. Może trochę na okrętkę, mniej dosłownie. W trzecim fragmencie zmyślona jest tylko waga i krzaczek "biegający" po pustyni. Reszta to opisy sytuacji, zdarzeń i towarzyszących im uczuć, które sam doświadczyłem.

W każdym bądź razie dziękuję za ocenę. :auto-swerve:



Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 1897
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: brat_ruina » wt 14 maja 2019, 05:04

Adrian_P pisze:No i kierowca wypunktował kierowcę, z tym że temu drugiemu wcale nie do śmiechu ;)
Do śmiechu nie będzie jak dostaniesz weryfkę:) ja to tylko liznąłem dla obecności.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 752
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: Leszek Pipka » wt 14 maja 2019, 10:42

Chłopie, czegoś Ty się naczytał?! Lorda Byrona? Księdza Chmielowskiego? Przedwojennych groszowych romansów?
Ty sobie popatrz na własne wypowiedzi skierowane do brata_ruiny. Napisałeś je normalnym, potocznym językiem. I dają się czytać bez bólu, nawet z zainteresowaniem. Czyli masz pojęcie o tym, co chciałbyś powiedzieć, tylko droga od pojęcia do opowieści najwyraźniej przechodzi przez jakiś wiktoriański teatr, gdzie wygłaszane kwestie obwieszone zostają niewiarygodnymi ozdobnikami, pasującymi do treści jak pięść do nosa.

Krótko, bo masz dostać diagnozę i środki zaradcze.

1. Nieomal każdy rzeczownik ozdabiasz przymiotnikiem. To nie zwiększa siły wyrazu, tylko zamula tekst. Zaznacz sobie kolorem wszystkie takie pary. Wyrzuć przymiotniki. Wszystkie. Zobacz, co się stanie z tekstem. Ubogi? Dodaj tu i ówdzie przymiotnik. Tu i ówdzie.

2. Przyjrzyj się zdaniom. Ich strukturze, nie treści. Zwróć uwagę na konstrukcję i długość zdań. Wystukaj na blacie biurka rytm. Jeśli nie zauważysz monotonii, to będzie znaczyło, że masz również problemy ze słuchem. Nieliczne równoważniki to za mało.
Żeby nie uśpić czytelnika musisz zmieniać rytm, przeplatać zdania krótkie zdaniami dłuższymi.

3. Chcesz pokazać wrażliwość Marka? Zrób to, zespalając narratora z bohaterem, ale tylko tam, gdzie Mark coś widzi albo co czuje. Cała reszta ma być wyważona, spokojna, bez emocji. Na pewno zaś bez egzaltacji, jaka ścieka z Twojego tekstu niczym polewa z kawałka tortu, zostawionego na parapecie w słoneczny dzień.

4. A propos egzaltacji – język i styl przypisałbym pamiętniczkowi niespecjalnie rozgarniętej, a mającej pretensje do poetyczności gimnazjalistce. Na pewno nie ma nic wspólnego z powieścią drogi, z natury męskiej, surowej, ledwo ociosanej. Inna byłaby zresztą niewiarygodna. W przyrodzie, to jest w języku, nie występują związki frazeologiczne typu: „wszedł zachowawczo” (uff, pomińmy oczywiste konotacje) „roztaczała energię” czy „enigmatyczna atmosfera”. Zarzynasz nawet przyzwoite pomysły przez totalny brak kompetencji językowej. Na przykład tu:
Adrian_P pisze:Source of the post Na skórze Emily, niczym mozaika malował się dreszcz gdy sunął palcami wzdłuż ramienia, kreśląc wyszukane wzory.

Dreszcz się nie maluje, dreszcz jest skurczem mięśni, skutkującym często tak zwaną „gęsią skórką” i ona dopiero możliwa jest do nazwania „mozaiką”. Fizjologiczna triada (dotyk, dreszcz, gęsia skóra) nie pozwala na dowolność, choć pozwala na włączenie trybu „poetyka”. „Dreszcz oczekiwania (podniecenia, rozkoszy?) malował na skórze Emily mozaikę, gdy Mark sunął palcami wzdłuż jej ramienia.” Zwróć uwagę, że „malowanie mozaiki” i „kreślenie wzoru” to przysłowiowe dwa grzyby w barszczu. Z jednego trzeba zrezygnować.
Ze wspomnianej egzaltacji wychodzą Ci kompletne głupoty, jak ta ze specyficzną wonią prowincji, wyłapana przez brata_ruinę. Podobnych jest znacznie więcej.

5. Nie panujesz nad stroną czynną i bierną, a także nad imiesłowami, przez co niepotrzebnie komplikujesz przekaz. Patrz:
Adrian_P pisze:Source of the post Zahipnotyzowany nastrój zmąciło przenikliwe pikanie dochodzące z małego, niebieskiego urządzenia przy przedniej szybie. Sygnalizowało to konieczność zjazdu na ważenie. Czerwona, pulsująca dioda, trwała na straży federalnego prawa chroniącego sieć dróg i mostów przed przeciążeniem.

Wiesz co napisałeś?
„Zapikał rejestrator (czy jakkolwiek nazywa się urządzenie). Czerwona dioda była sygnałem do wjechania na wagę.” Albo jeszcze bardziej syntetycznie: „Musiał wjechać na wagę”. I już. I koniec. Zero udziwnień.

6. Nie chcę się natrząsać. Ale zacznij może od abecadła. Weź usiądź przy oknie i napisz 300 słów o tym, co widzisz. Co widzisz, nie co myślisz, ani z czym Ci się kojarzy to, co widzisz. Bo na książkę, ba, dłuższe opowiadanie, jest jeszcze grubo za wcześnie, biorąc pod uwagę Twoje umiejętności.

7. Coś jednak znalazłem.
Adrian_P pisze:Source of the post Wokół ciężarówki wiatr urządzał wyścigi, goniąc drobiny kurzu.

Adrian_P pisze:Source of the post Jedynka, lekki zgrzyt, syknięcie i masa stali na osiemnastu kołach wyjechała, wzniecając tumany kurzu, na jezdnię o spękanym asfalcie, z fragmentami czarnych pajęczyn utkanych różnicą temperatur.

Na takich zdaniach można coś zbudować. Pamiętając o tym, że wystarczy JEDNO, może DWA na akapit.

Mniej znaczy więcej. Zazwyczaj. A na pewno na początku drogi. Zanim wrzucisz jedynkę.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4280
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: Rubia » wt 14 maja 2019, 12:19

Adrian_P pisze:Source of the post Słabo słyszalny, podmiejski szum, oddalał swe zapędy w miejsca, które są do tego dogodne.

Jakie szum ma zapędy? I jakie miejsca są dogodne, żeby te zapędy oddalać?
Adrian_P pisze:Source of the post Wieczorne powietrze o pustynno-kwiecistych aromatach, rozlewało wkoło swą interpretację zapachu, a czysta atmosfera korespondowała z dopiero co ukazującymi się, migocącymi gwiazdami na niebie.

Interpretacja zapachu to, najogólniej rzecz biorąc, jego ocena, na skali od "cudowny aromat" po "odrażający smród" plus wpływ tego rozpoznania na odbiorcę: "rześki", "pobudzający", "przytłaczający", itp. Jak powietrze, pozbawione świadomości, może dokonywać interpretacji, a potem jeszcze ją rozlewać?
Czysta atmosfera raczej harmonizuje z gwiazdami na niebie, niż z nimi koresponduje.
Adrian_P pisze:Source of the post Stał chwilę przed drzwiami, po czym wszedł zachowawczo do restauracji.

Jak można wejść zachowawczo do restauracji? Ostrożnie, z wahaniem, pomału, ale nie zachowawczo!
I KTO stał przed drzwiami? Zauważyłam, że Twoi bohaterowie mają jednak imiona, które pojawiają się w dalszej części, właściwie dość przypadkowo. Więc skoro tak, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby napisać: Mark stał chwilę przed drzwiami. I dalej podobnie:
Adrian_P pisze:Source of the post Napotkał jej wzrok

Napotkał wzrok Emily. Nie ma żadnego powodu, żeby ukrywać imiona bohaterów, skoro oni są znajomymi i nie muszą się sobie przedstawiać.
Adrian_P pisze:Source of the post Ciepła barwa światła uspokajała otoczenie. W tle przyjemnie wybrzmiewały gitarowe nuty wespół z delikatnym, kobiecym głosem.

Uspokajać można kogoś albo coś (np. sytuację), co wcale spokojne nie jest. Tu raczej ciepłe światło lamp tworzyło miły nastrój. Nuty są graficznym zapisem dźwięków, więc nie mogą wybrzmiewać. Po prostu - dźwięki wybrzmiewały.
Adrian_P pisze:Source of the post Poczuł ulgę i jednocześnie uczucie, które towarzyszyło mu ilekroć ją widywał.

Ulga to też uczucie. Więc to drugie czym było? Przypływem radości? Ożywieniem?
Adrian_P pisze:Source of the post białej koszuli podkreślającej kobiecą urodę.

Podkreślającej urodę dziewczyny (albo kobiety). "Kobieca uroda", to określenie ogólne, nie do wszystkich jej typów pasuje biała koszula.
Adrian_P pisze:Source of the post Wszystko to nadawało swoistego uroku.

"Swoisty urok" to sformułowanie puste.
Adrian_P pisze:Source of the post Promienny uśmiech nie schodził z jej delikatnego lica. Miał w sobie coś szczególnego, na wzór pór roku. Zimową świeżość, wiosenną nadzieję, letnią beztroskę i jesienną dojrzałość, a spływające po policzkach, pofalowane kosmyki dopełniały piękna oblicza.

"Lico" jako synonim twarzy jest określeniem archaicznym, kompletnie tu niepasującym. "Oblicze" z kolei ma charakter pompatyczny, przesadny. Emily miała po prostu delikatne rysy, piękną twarz. I uśmiechnęła się promiennie na widok Marka, a jej uśmiech... Natomiast te kosmyki, które dopełniają piękna zupełnie nie pasują do zdania o uśmiechu. Pomijam już fakt, że nazwanie kobiecych włosów kosmykami jest mało pochlebne. O wiele lepiej sprawdziłyby się tu pasma.
Adrian_P pisze:Source of the post Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem podszedł do niej i przywitał w tradycyjnym stylu, unosząc i całując delikatnie dłoń. Zawstydziła się nieco, co on z kolei bardzo lubił

Nie opisuj tak drobiazgowo wszystkich działań i gestów Marka, skoro sytuacja jest całkowicie zwyczajna. Wystarczyłoby: Na powitanie ucałował dłoń Emily. Podobał mu się taki tradycyjny styl (sposób bycia). Dziewczyna zawstydziła się nieco...
Adrian_P pisze:Source of the post Uważał, że to nadaje jej kobiecości, z którą tak uwielbiał obcować. Roztaczała wokół siebie energię, na wzór bańki mydlanej, pełnej tęczowych kolorów. Wnikając w nią, odkrywał pewną swobodę.

Wnikając w bańkę mydlaną? Przecież ona natychmiast by się rozprysnęła. I w ogóle, istnieje tylko przez chwilę.
Tworzenie metafor i porównań to w gruncie rzeczy dość skomplikowane działanie o niejednoznacznych wynikach. Jeżeli kobieta emanuje kobiecością i energią i jest to jej stała cecha (a chyba tak właśnie Twój bohater odbiera Emily), wtedy porównanie z bańką mydlaną jest o tyle nietrafne, że bańka jest zjawiskiem ulotnym. Nie na darmo kojarzy się z szybkim przemijaniem. Tworzenie skojarzeń opartych na sprzecznościach dobre jest w poezji, natomiast w prozie realistycznej wywołuje zgrzyt. Tych zgrzytów jest zresztą znacznie więcej w Twoim tekście. Jak tu:
Adrian_P pisze:Source of the post Łyk gorącej herbaty z cytryną zwieńczył czas odpoczynku i jasno dał do zrozumienia, że czeka ich podróż terenami znanymi i jakże przez nich lubianymi.

Naprawdę nie kupuję pomysłu, że łyk herbaty lubi podróż terenami znanymi i lubianymi,do tego w towarzystwie czasu odpoczynku.

Zdarza się, że wprowadzasz niezrozumiały punkt widzenia, tłumacząc sprawy, które kierowcy powinny być doskonale znane.
Adrian_P pisze:Source of the post Do domu zostało raptem trzysta mil co w normalnych warunkach, wydawać by się mogło dość znaczną odległością, jednak na tutejsze realia nie jest to nie lada wyczyn, gdzie wszechobecne autostrady i sprzyjające ograniczenia prędkości dla ciężarówek pozwalają pokonać ten dystans dostatecznie sprawnie.

Co to są "normalne warunki" i dla kogo? Mark jest zawodowcem, który wielokrotnie przejeżdżał tą trasą, więc nie musi jej sobie objaśniać jak początkujący, niewprawny żółtodziób. Wystarczyłoby jakieś krótkie: Do domu zostało raptem trzysta mil. W zasadzie sporo, ale nie tutaj, na gęstej sieci autostrad albo podobnie. Czytelnik zrozumie, nie trzeba mu łopatologicznie tłumaczyć, że sprzyjające ograniczenia prędkości ułatwiają sprawne pokonywanie dystansu.

Ufff... Właściwie każdy akapit wymagałby takiego rozłożenia na poszczególne zdania. Jeżeli miałabym coś zaproponować, to: pisz prościej. Bez rozbudowanych, skomplikowanych porównań i metafor, za to zwracając uwagę na znaczenie słów. Ogranicz ich nadmiar, zwłaszcza przymiotników. Prostota wypowiedzi naprawdę nie jest złym rozwiązaniem; tak zwany "styl przejrzysty" bardzo ułatwia przyswajanie tekstu. Wyjaśnienia dla brata ruiny napisałeś całkiem sprawnie :)
Zaletą jest to, że dużo dostrzegasz: kolory, zapachy, rozmaite detale otoczenia. To dobry punkt wyjścia, ale odnotowanie tych wszystkich wrażeń wymaga jednak odpowiedniej formy językowej. W Twoim przypadku - zapanowania nad nadmiarem.
I jeszcze jedno: pomiędzy dwiema częściami Twojego opowiadania - tą z Emily i tą w drodze - nie ma żadnego związku. Właściwie, mogłyby to być dwa odrębne teksty. Przydałby się jakiś krótki, nawet jednozdaniowy łącznik między nimi.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 1897
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: brat_ruina » wt 14 maja 2019, 14:53

A nie mówiłem aniemówiłem :mrgreen:

Adrian, daj następną historię jak drajwer drajwerowi na parkingu. Nie patrz na grono literatów, jesteśmy tylko my. Kręcimy pauzy jedenastki. Otwieram po piwku.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 388
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: MargotNoir » śr 15 maja 2019, 23:05

Pozwolę sobie zająć się tylko początkiem, bo chodzi o to, żeby coś Ci pokazać. Na koniec ogólny komenarz.

Adrian_P pisze:Source of the post Okolica była nad wyraz senna.


Jakie skojarzenia budzi słowo "senny" (w odniesieniu do miejsca, nie człowieka)? Spokojny, szary, nijaki, bezbarwny, taki sobie, bez życia, meh. Czy coś może być nad wyraz takie sobie?


Adrian_P pisze:Source of the post

Słabo słyszalny, podmiejski szum, oddalał swe zapędy w miejsca, które są do tego dogodne.


Tu już zdaje się Adrianna interweniowała. Faktycznie... szum oddala zapędy od miejsca dogodnego do oddalania zapędów.
Adrian_P pisze:Source of the post
Wieczorne powietrze o pustynno-kwiecistych aromatach, rozlewało wkoło swą interpretację zapachu, a czysta atmosfera korespondowała z dopiero co ukazującymi się, migocącymi gwiazdami na niebie.

Warto sprawdzić, czy "interpretacja" i "korespondowała" to na pewno wyrazy, o które Ci chodziło.

Adrian_P pisze:Source of the post

Stał chwilę przed drzwiami, po czym wszedł zachowawczo do restauracji.

Jak też i "zachowawczo".

Adrian_P pisze:Source of the post
Poczuł ulgę i jednocześnie uczucie, które towarzyszyło mu ilekroć ją widywał.


Raz: Poczuł uczucie.
Dwa: spokojnie możesz nazwać postać, wszak bohater wie, co to za jedna. Teraz wychodzi, że bohater poczuł ulgę i uczucie, które towarzyszyło mu, ilekroć widywał ulgę.

Adrian_P pisze:Source of the post

Ubrana elegancko, siedziała przy stoliku. Lubił ten skromny styl w postaci ciemnych rajstop, szarej spódnicy i białej koszuli podkreślającej kobiecą urodę. Na nadgarstku wypatrzył srebrną bransoletkę z małą przywieszką w kształcie czterolistnej koniczynki. Wszystko to nadawało swoistego uroku.

"Swoisty" w takim tekście brzmi strasznie. Swoista to jest reakcja odpornościowa. Do przeżycia w tekście technicznym lub mowie potocznej, ale nie w literackim opisie.
Poza tym roztkliwiasz się nad każdą chmurką, kombinujesz jak koń pod górę a tu, gdzie faktycznie można by pofolgować poetyckim zapędom i ciekawie opisać kobietę, piszesz "miała białą bluzkę, szarą spódnicę, czarne rajtki, bransoletkę z koniczynką i w ogóle była ładna".

Adrian_P pisze:Source of the post
Promienny uśmiech nie schodził z jej delikatnego lica.

Co tu robi lico?

Adrian_P pisze:Source of the post
Miał w sobie coś szczególnego, na wzór pór roku.

Co mają w sobie szczególnego pory roku? Rozumiem dalsze porównania, ale tym zdaniem stwierdzasz, że uśmiech miał tę samą cechę, którą mają wszystkie pory roku razem wzięte. Jedyną cechą wspólną wszystkim porom roku jest chyba to, że w naszej strefie klimatycznej trwają z grubsza po trzy miesiące.

Adrian_P pisze:Source of the post

Zimową świeżość, wiosenną nadzieję, letnią beztroskę i jesienną dojrzałość, a spływające po policzkach, pofalowane kosmyki dopełniały piękna oblicza.

Precz z licami i obliczami. Poza tym bez powodu wplotłeś włosy do zdania poświęconego wyliczaniu porównań uśmiechu do poszczególnych pór roku.

Adrian_P pisze:Source of the post
Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem podszedł do niej i przywitał w tradycyjnym stylu, unosząc i całując delikatnie dłoń.

Mnie tam mama uczyła, że takie coś kobietę obraża. Abstrahując od komizmu tego zwyczaju w ogóle, jeśli już facet chce być szarmancki, schyla się do dłoni. Unoszenie dłoni do ust to gest mocno burdelowy.

Adrian_P pisze:Source of the post
Zawstydziła się nieco, co on z kolei bardzo lubił. Uważał, że to nadaje jej kobiecości, z którą tak uwielbiał obcować.

Ogólnie mam wrażenie, że opisujesz zaloty dzieci. Zastanawiam się tylko, czy taki był zamiar.

Adrian_P pisze:Source of the post

Roztaczała wokół siebie energię, na wzór bańki mydlanej, pełnej tęczowych kolorów.


Co to są tęczowe kolory? Tęczowy = w kilku kolorach na raz, a konkretniej w kolorach tęczy (czyli w kolorach prostych, wywoływanych odbieraniem przez siatkówkę światła o jednej długości fali). Żaden kolor nie jest tęczowy.

Adrian_P pisze:Source of the post
Wnikając w nią,

No proszę. Do tej pory "ona" odnosiło się zawsze to anonimowej babeczki przy stoliku, nie zaś do ulgi, kobiecości czy czego tam jeszcze. Idąc za ciosem nie można tego zdania zrozumieć inaczej, niż tak, że facet wnika w babeczkę. Nie w bańkę, bo już nas nauczyłeś, że "ona" to zawsze "ona".

Adrian_P pisze:Source of the post
odkrywał pewną swobodę. Swobodę zachowania, swobodę wyrażania myśli, czy w końcu azyl odcięty od zewnętrznego świata.

Ale kto się cechował tą swobodą? Facet po wniknięciu w babeczkę / bańkę zauważał, że babeczka wypowiada się swobodnie, czy sam nabywał zdolności swobodnego wyrażania myśli? Jeśli tak, to dlaczego?
O co chodzi z azylem? Czyj azyl? Jeśli babeczki, to siłą rzeczy facet nie mógł w nic wnikać, bo facet należy do świata zewnętrznego w stosunku do babeczki, a azyl jest od świata odcięty. Jeśli azyl faceta, to co w ogóle przez to rozumiesz? Facet musiał wniknąć w babeczkę, żeby mógł być sam?

Adrian_P pisze:Source of the post

Spoczął naprzeciw.

Naprzeciw azylu?

Adrian_P pisze:Source of the post

Podczas rozmowy pragnął patrzeć w oczy, szczególnie, że były czyste, radosne i przyjemne w odbiorze.

Przepraszam, przy odbiorze oczu śmiechłam.

Adrian_P pisze:Source of the post
Dawno takich nie widział.

Facet literalnie przed chwilą wszedł do baru i rozmawia z babeczką. Widział te oczy sekundę wcześniej.

Adrian_P pisze:Source of the post
Twierdził, iż są odzwierciedleniem duszy.

No, nie tylko on.

Adrian_P pisze:Source of the post

A jakie wnętrze w nich dostrzegał?

Wewnątrz oczu zazwyczaj jest ciałko szkliste. Skoro oczy są odzwierciedleniem duszy, to może facet dostrzegał jakieś wnętrze przez nie lub dzięki nim?

Adrian_P pisze:Source of the post
Przyjazne i ciepłe, pełne harmonii, ale też pewne siebie,

Osoba może być pewna siebie. Wnętrze (osoby) - nie.

Adrian_P pisze:Source of the post

w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niezmącone niezrozumiałym pogmatwaniem, które potrafi prowadzić do sytuacji przykrych, nierzadko wręcz absurdalnych, z jakimi miał niejednokrotnie do czynienia.

Zgrzyta styl. Było lico, teraz za to pozytywne tego słowa znaczenie i przykre sytuacje. Jakbyś nie umiał zdecydować się na rejestr.

Adrian_P pisze:Source of the post

Odwdzięczała się tym samym.

Czym samym?
Też dostrzegała pewne siebie wnętrze oczu faceta, czy też może zachwycała się jego białą bluzką i szarą spódniczką?

Adrian_P pisze:Source of the post
Czasem tylko kierowała wzrok gdzieś obok, by złapać myśl i dać mu odpocząć.



Komu? Facetowi, czy wzrokowi?
Adrian_P pisze:Source of the post
W całym tym zafrapowaniu sobą nie dostrzegali otoczenia, odpływając gdzieś w zatokę chwil spędzonych razem.


"całym tym" potoczne, z kolei "zafrapowanie" to faktycznie wiktoriański teatr.
Adrian_P pisze:Source of the post
Gitarowe akordy wybrzmiewały jakby dźwięczniej, a głos wokalistki powlekał się aksamitem. W zakamarkach linii melodycznej co rusz ujawniało swe oblicze pianino,

Sprawdź sobie, co to jest linia melodyczna. Podpowiedź: linia melodyczna to naprawdę nie jedyny element utworu. Jakkolwiek by nie rozumieć pojęcia jej zakamarków (powiedzmy, że mam wrażenie, że nawet jakoś instynktownie wiem, o co może chodzić) inny instrument robiący "brzdęk" w danym momencie nie ma nic wspólnego z linią melodyczną.

Adrian_P pisze:Source of the post
czarując tonem przestrzeń. Robiło to nad wyraz subtelnie. Nie zanudzało, a tylko akcentowało delikatnie próby zauroczenia tych, którzy odkryli w jego dźwiękach dyskrecję.

Pianino akcentowało próby czegośtam. Zatem te próby musiały się odbywać poza pianinem. Jakiś inny instrument wskazywał słuchaczom, że mają się zauroczyć pianinem, a pianino tylko to podkreślało.

Adrian_P pisze:Source of the post

Mark darzył je niebywałą estymą.

Ale to konkretne pianino?
Adrian_P pisze:Source of the post
Wstał, nieśpiesznie okrążył stół i wyciągnął dłoń w stronę Emily, aby klarownym gestem zaprosić do rozmowy bez słów, jak zwykł nazywać taniec.


Straszny tandeciarz z tego Marka.
Adrian_P pisze:Source of the post


Zachęta, odwzajemniona lekkim onieśmieleniem

Odwzajemnić = zrobić to samo, co ktoś zrobił. Mark zaprosił Emily do tańca, ona to odwzajemniła, zatem ona zaprosiła jego. Patowa sytuacja.

Adrian_P pisze:Source of the post


i zalotnym spojrzeniem została przyjęta. Wokół panował spokój. Półmrok w pomieszczeniu obok zapraszał do wspólnego przeżywania tańca. Bez wątpienia traktował tę magiczną czynność jako coś wyjątkowego.

Półmrok traktował.
Adrian_P pisze:Source of the post

Harmonię i zażyłość pomiędzy muzyką, duszą i ciałem. Nieprzerwane nici utkane w kompozycję ruchów, gestów, uczuć i emocji. Zbliżyli się do siebie, obejmując wzajemnie.

obejmując po prostu.
Adrian_P pisze:Source of the post
Woń perfum wdarła mu się przez nozdrza, penetrując łagodnie receptory.

Czyli od babeczki jechało na kilometr Panią Walewską. Przepraszam, ale jeśli woń się wdziera, to znaczy, że ktoś po prostu śmierdzi.

Wdarła się (...) łagodnie?

Penetrując receptory? Wiesz, jak działają receptory węchowe? To białka błonowe, nic tam niczego nie penetruje.

Adrian_P pisze:Source of the post
Uwielbiał owy zapach o wyrazistej i egzotycznej nucie.


Ów, a jeszcze lepiej "ten" albo po prostu zapach.
Adrian_P pisze:Source of the post

Spleciona sylwetka

Czyli babka miała wadę postawy i była po strasznym wypadku?
Adrian_P pisze:Source of the post

gładko falowała w intymnej przestrzeni, gdzie próżno było szukać innej interesującej materii.


W jakim sensie materii?

Adrian_P pisze:Source of the post

W milczeniu, wpatrzeni w siebie, oddali swe dusze zmysłowości. Na skórze Emily, niczym mozaika malował się dreszcz gdy sunął palcami wzdłuż ramienia, kreśląc wyszukane wzory.


Dreszcz ma palce.

I jak dreszcz ma się malować na skórze?

Adrian_P pisze:Source of the post

Odwzajemniała subtelny dotyk przez delikatne przeplatanie dłoni w czułym uścisku,



Przeplatanie dłoni z czym?


Adrian_P pisze:Source of the post

a usta muskały policzek, który nabierał rumieńców od ciepła warg i przyspieszonego tętna.



Jaki facet się rumieni, gdy zostanie pocałowany w policzek?



Ogólnie...

Zgadzam się z sugestią, że dużo lepiej poszłoby Ci napisanie tekstu męskiego, żywego, prawdziwego, mięsnego. Nie chciałabym jednak, żebyś pomoc ze strony wery odrzucił na zasadzie "nie o to mi chodzi, oni nie zrozumieli, co chciałem zrobić". To znaczy oczywiście jeśli skorzystasz z rad przedmówców to świetnie, ale rozumiem też, że mogłeś uprzeć się akurat na taki styl i już.

Twój post z odpowiedziami na zarzuty faktycznie sugeruje, że prosto i TIRowo potrafisz pisać.
Próbujesz natomiast pisać tak, jak nie umiesz i ja to rozumiem. Spróbuję zatem pomóc na wypadek, gdybyś chciał iść w tę stronę.

- Nienazywanie postaci nie nadaje tajemniczości. Niewiele daje poza komplikowaniem tekstu i podnoszeniem ryzyka wygenerowania zdań które nie oznaczają tego, co chciałbyś, żeby oznaczały.
- Nawet poetyckie porównania czy opisy muszą mieć sens. Wyrażenie "tęczowe kolory" brzmi świetnie, ale nic nie znaczy, podobnie jak brak interesującej materii w intymnej przestrzeni. Gorzej, gdy to co napiszesz coś znaczy, acz nie to, co byś chciał.
- Uważaj na wyrazy czy wyrażenia bliskoznaczne. Czasami można je stosować wymiennie, czasami nie. Człowiek może być ciepły z charakteru i można dostrzegać ciepłe wnętrze człowieka. Człowiek może być pewny siebie, wnętrze już nie.
- Musisz być pewien, że wiesz, co oznaczają stosowane przez Ciebie wyrazy.
- Uważaj na podmioty. Im bardziej komplikujesz składnię, tym łatwiej się pogubić.
- Naprawdę czasami warto spasować z ozdobnikami i wodotryskami.



Awatar użytkownika
Adrian_P
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: czw 18 kwie 2019, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kętrzyn
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Tytuł roboczy: "Oczami po horyzont" [społeczno-obyczajowe] [fragmenty opowiadania]

Postautor: Adrian_P » śr 22 maja 2019, 22:46

Dziękuję wszystkim za poświęcony czas i przyjrzenie się mojemu tekstowi i wątpliwej jakości talentowi pisarskiemu. Głupio się czuję, bo Wy przecież robicie to w wolnej chwili, a ja tu takie potworki językowe podsyłam.
To ciekawe, bo około dziesięć lat temu napisałem krótkie opowiadanie, zafascynowany grą komputerową o transporcie za oceanem. Robiłem zrzuty ekranu z gry i dopisywałem do nich historie. Wtedy jeszcze nie jeździłem zawodowo, ale od tamtego czasu zacząłem pasjonować się ciężarówkami. Do czego zmierzam? Tamto opowiadanie było napisane prostym językiem, bez udziwnień. Siadając do obecnego, wziąłem tekst z przeszłości i zacząłem przerabiać, bo ... nie podobał mi się styl pierwowzoru. I przekombinowałem, ale wiem dlaczego. Większość fragmentów napisałem zapewne w złym dla siebie czasie. Notowałem to co czułem, bez głębszego zastanowienia, a to nie był chyba dobry pomysł. Jakaś klapka mi się w głowie przestawiła. Wniosek z tego taki, żeby nie podążać tą drogą. W każdym bądź razie tekst pójdzie do kosza, bo w wielu miejscach ma taki pokręcony styl. A może po prostu nie potrafię pisać i trzeba zająć się rzeczami, które umiem robić? Spróbuję jeszcze raz, ale teraz uzbrojony w Wasze sugestie. Co by jednak nie mówić, przyjemność z pisania i zabawy słowami pozostała.

Leszek Pipka pisze:Chłopie, czegoś Ty się naczytał?! Lorda Byrona? Księdza Chmielowskiego? Przedwojennych groszowych romansów?

Nie znam i nie czytałem, ale to chyba dobrze, bo łatwiej będzie ze mnie wygonić ten wiktoriański teatr ;)

MargotNoir pisze:Ogólnie mam wrażenie, że opisujesz zaloty dzieci. Zastanawiam się tylko, czy taki był zamiar.

Nie. Chciałem opisać zwykłe zafascynowanie drugą osobą i przyjemność obcowania z nią. Znaczy, jak mój bohater widzi tę kobietę i co w niej dostrzega, a że wyszło pokracznie to już wiem.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości