[WW]Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[WW]Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 14:19

Witam!

Potrzebuję opinii, odnośnie mojego tekstu, który się tworzy. Wstawiam pierwszy rozdział po n-tych poprawkach.
Chętnie poczytam co o nim sądzicie, za wszystkie uwagi (komplementy też mile widziane :)) będę wdzięczna.
Mam nadzieję, że wszystko wgrało się jak trzeba.


TAJEMNICA PUSTEJ KSIĄŻKI (?)

1

Popatrz tam!
- Gdzie?
- W górę, widzisz to okno?
- Tak.
- To Twój nowy pokój.
Hania spojrzała tam, gdzie wskazywał tata i uśmiechnęła się niepewnie.
- Córeczko, nie smuć się tyle, na pewno poznasz tu nowe koleżanki. – Pocieszała ją mama.
Dziewczynka rozejrzała się dookoła. Ulicą dreptała jakaś staruszka, mamrocząc coś do siebie. Nieco przygarbiona, wyglądała trochę upiornie, do tego była bardzo chuda i niska.
- „Ona ma chyba ze sto lat i te jej białe włosy, brr”.- Pomyślała dziewczynka, lekko się wzdrygając.
- Dzień dobry! – Krzyknęli rodzice w kierunku idącej staruszki, która mimo pozdrowienia, nawet nie podniosła głowy. Weszła po schodkach do swojego domu i zniknęła za drzwiami. W domu obok Tosia zauważyła dziewczynkę w prostokątnych okularach, krótkich, jasnych, blond włosach. Siedziała ona na tarasie i czytała książkę. Obok wylegiwał się czarny kot. „Nudziara” – skwitowała w myślach Hania. - „Raczej nie zapowiada się na ciekawe znajomości”- pomyślała smętnie.
Z zamyślenia wyrwał ją trzask bagażnika. Tata właśnie wyjął część ich bagaży. Reszta miała dojechać ciężarówką po południu. Hania podeszła po swoje walizki i ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Dom z zewnątrz wyglądał na przytulny. Wyglądał trochę jak chatki w górach, ponieważ cały był z drewna i miał spiczasty, wysoki dach. Kamienne schodki prowadziły na werandę, gdzie stała huśtawka. Na pierwszym piętrze było tylko jedno okno, gdzie jak już dowiedziała się Hania znajdywał się jej pokój. Rozciągał się z niego widok na sąsiednie dwa domki i całą okolice, którą otaczały łąki i las.
- Czekajcie, czekajcie! – Zatrzymał ich tata, – oto uroczyście otwieram przed wami, wrota naszych włości! - Zażartował i razem z mamą zaczęli chichotać.
- Ba, ba, ba! - Gaworzył Ignaś- jej młodszy brat. Po chwili, wszyscy weszli do środka. Dom był o wiele większy od ich poprzedniego. Ciepłe kolory i światło wpadające przez dużą ilość okien, dodatkowo powiększały pomieszczenia. Na dole znajdowała się kuchnia z jadalnią oraz salon. Sypialnia rodziców wraz z toaletą, były po prawej stornie, a tuż obok był pokój Ignasia. Na pierwszym piętrze, oprócz pokoju Hani była jeszcze garderoba i dodatkowa łazienka. Dom należało jedynie nieco uprzątnąć. Zamieść podłogę wytrzeć kurze, umyć okna.
- Leć zobaczyć swój pokój, - zachęciła mama – zamówiliśmy jedzenie, pewnie zaraz je przywiozą.
Hania wbiegła po wąskich, drewnianych schodach, pełna niepewności, co ujrzy. Pomieszczenie było ładne i duże. - „ Tu stanie biurko, tu łóżko…”- planowała w myślach. Podeszła do okna. Dziewczynka nadal siedziała na tarasie w tej samej pozycji zatopiona w lekturze, a kot właśnie przeciągał się leniwie. „Nudziara”- skwitowała raz jeszcze. Hania nie lubiła czytać, uważała to za stratę czasu. Rodzice musieli ją pilnować, żeby czytała chociaż obowiązkowe lektury w szkole, co i tak szło jej opornie.
Dom gdzie mieszkała staruszka, sprawiał wrażenie opuszczonego. Zbudowany był z czerwonych cegieł, które były nieco poniszczone, a dachówki wyglądały jakby miały zaraz odpaść. Mały ogródek przed domem był zaniedbany. W oknie na dole dostrzegła ruch za firanką. Hania zorientowała się, że staruszka patrzy prosto w jej stronę! Dziewczynka cofnęła się przestraszona.
- O super! Ale Ci się kolekcja trafiła- usłyszała za plecami głos taty. Hania aż podskoczyła. Nie słyszała, żeby ktoś wchodził po schodach. – Poukładasz wszystkie i może znajdziesz coś dla siebie. Przywieźli jedzenie, zejdź na dół - powiedział i poszedł.
Hania nie od razu zrozumiała, o co chodzi. Dopiero po chwili zorientowała się, że w drugim końcu pokoju stoi biblioteczka, na której panował bałagan. Przewróciła oczami niezadowolona:
- Te ksiązki mnie prześladują - mruknęła i zeszła po schodach
Nie wiedziała jednak, że biblioteczka skrywa pewną tajemnicę…
DRRRRYYYYŃŃŃŃ…. DRRRRYYYYYŃŃŃŃ - natrętny dźwięk budzika wyrwał dziewczynkę ze snu. Machnęła ręką, żeby go wyłączyć i obróciła się na drugi bok.
- Haaaniuuu, Haaaniuu- usłyszała po chwili głos mamy, jednak oczy dalej miała zamknięte, próbując spać dalej.
- Hanka wstawaj!- Krzyknęła mama i zapukała do jej drzwi.
-Idę, już idę- wymamrotała dziewczynka. Wygramoliła się z łóżka, wsunęła stopy w kapcie i w piżamie ruszyła do kuchni. Po drodze przejrzała się w lustrze i stwierdziła, że wygląda jak rażona piorunem. Jej kręcone, włosy w kolorze czekolady, sterczały na wszystkie strony. Hania zawsze miała na nadgarstku dwie gumki do włosów jedną czerwoną, drugą niebieską. Nosiła je zamiast bransoletek. Tym razem wybrała tą niebieską i związała włosy w kucyk. Lubiła swoje loczki, bo jej mama miała takie same i podobało jej się to, że przypominają sprężynki. Były jednak tak niesforne, że czasami jej przeszkadzały i musiała je związywać.
Nie rozumiała, dlaczego ma się tak wcześnie zrywać, przecież przez kilka ostatnich dni ciągle sprzątali i układali cos na półkach, więc prawie wszystko było już posprzątane i rozpakowane, a do tego, właśnie zaczęły się wakacje. Dziewczynka weszła do kuchni, przywitała się ze swoim młodszym bratem, mierzwiąc mu włosy i usiadła na swoim miejscu. Odkąd pamiętała, mama zawsze nalegała, żeby śniadania jadali razem. Uważała je za najważniejszy posiłek dnia i że, nic tak nie jednoczy rodziny, jak jedzenie przy wspólnym stole. Z powodu pracy taty, który wracał do domu późnym wieczorem, obiady i kolacje jadały we dwie i jej młodszym bratem.
- Ba, ba, ba – odezwał się właśnie Ignaś, o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem.
- Haniu jedz, obiecałaś dzisiaj pomóc tacie - ponaglała ją mama.
Dziewczynka od razu przypomniała sobie, czemu ma tak wcześnie wstać. Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą „powyrzucać te nie potrzebne kartony, bo się można o nie potknąć”. Faktycznie stały one wszędzie i piętrzyły się już prawie do sufitu. Hani przypadło też zadanie posegregowanie książek w biblioteczce, która na nieszczęście stała w jej pokoju. Rodzice stwierdzili, że to dobrze się składa, bo może w końcu córka zachęci się do czytania.
Dziewczynka kończyła jeść śniadanie, gdy do kuchni wszedł tata:
- Cześć rodzinko! Wyspani?- Zawołał wesoło. Ucałował mamę w policzek i zabrał się za swoja porcję jajecznicy. Cały był zakurzony a na włosach wisiała mu pajęczyna. Hania popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Byłem na strychu, niezły tam bałagan - wyjaśnił, widząc minę dziewczynki.
- Mhm- mruknęła, bojąc się, że rodzice każą jej i tam sprzątać, szybko odwróciła więc wzrok do okna.
Mieszkającą naprzeciwko dziewczynka, mimo wczesnej pory, już siedziała na tarasie przed domem i czytała. Jej czarny kot leżał u jej nóg z podniesiona głową i wyglądał trochę jak strażnik dziewczynki, bo bacznie rozglądał się na boki. Hania nie rozumiała, jak można całe dnie przesiadywać z nosem w książce, ona wolałaby w tym czasie leżeć i nic nie robić. Wynikało to trochę z faktu, że nadal była smutna z powodu tej przeprowadzki. Zostawiła wszystkie swoje koleżanki, a do tego czekało ja jeszcze pójście do nowej klasy, a nikogo tam nie znała. „Wszyscy się będą na mnie gapić jak na małpę w ZOO. No i… co jeśli nikt mnie tam nie polubi?” – Rozmyślała coraz częściej. W starej szkole wszyscy lubili Hanię. Zapraszano ją na każde przyjęcie urodzinowe i trzy razy z rzędu została wybrana na gospodarza klasy.
Po chwili w domku obok, zauważyła ruch w oknie na dole. To znowu Pani Widmo - tak ją w myślach nazwała Hania. Starsza pani prawie nigdy nie wychodziła z domu, chowała się za to za firanką w dolnym oknie swojego domu i najczęściej patrzyła w ich stronę. „Przy okazji naszej przeprowadzki musi mieć niezłe widowisko” - pomyślała. Z zamyślenia wyrwał ją głos taty:
- Haniu skończyłaś? – Zapytał – chodź, bierzemy się za te pudła.- Dziewczynka wstała z ociąganiem, ale wiedziała, że nie uniknie sprzątania.
We dwoje zajęło im to dużo mniej czasu niż sądziła, właśnie wynosili ostatnie kartony do śmietnika przed domem, gdy usłyszeli:
- Dzień Dobry! – Zawołał jakiś wysoki Pan. Obok niego stała dziewczynka mieszkającą naprzeciwko. Hania zauważyła, że maja takie same, zadarte nosy i niebieskie oczy. - To pewnie tata tego mola książkowego - wywnioskowała.
- Dzień dobry sąsiedzi! - Odpowiedział tata – O! Widzę, że Hania będzie miała koleżankę.
- To Aurelia, moja córka – wyjaśnił i objął lekko dziewczynkę, zachęcając do przywitania się.
- Eee…. Dzień dobry! Jestem Aurelia - bąknęła cichutko, wyciągając rękę na przywitanie.
- Tosia - przedstawiła się ta druga odwzajemniając uścisk. Zauważyła, że nawet teraz ma przy sobie książkę. Jej tata też to spostrzegł:
- O! Widzę, że lubisz czytać. Hania stała się właścicielką biblioteczki po poprzednich mieszkańcach, pokaźny zbiór, może będziesz chciała nas odwiedzić i pooglądać, co tam ma ciekawego?
- Eee... - Wybąkała okularnica.
- Czemu nie! – Podchwycił pomysł tata Aurelii i panowie zgodnie przyznali sobie racje, że dobrze będzie jak dziewczynki się poznają, bo tak się składa, że przenieśli córkę do tej samej szkoły i od nowego roku szkolnego, będą z Hanią chodzić do jednej klasy.
Obie stały w milczeniu, Hania spojrzała na sąsiadkę, ale ta wzrok miała wlepiony w ziemię. –„Chyba jest nieśmiała” – pomyślała. Wizyta sąsiadki została zapowiedziana na popołudnie. Akurat Hania była w połowie porządkowania książek, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Haniu do Ciebie! - Dobiegł ją z dołu głos mamy.
Dziewczynka zbiegła po schodach. Nowa znajoma przyprowadziła ze sobą swojego kota:
- To Leopold – wyjaśniła, - czy może wejść ze mną? – Zapytała – próbowałam zamknąć go w pokoju, ale wymknął się oknem. Wszędzie za mną chodzi.
- Oczywiście! – Zgodziła się mama Hani – lećcie na górę.
- Oooo! – Zawołała Aurelia, gdy znalazły się w pokoju - naprawdę dużo tu tego jest.
- Niestety tak… - mruknęła niezadowolona – muszę to wszystko poukładać, a jestem dopiero w połowie. Leopold obszedł dziewczynkę dookoła, obwąchując ją z każdej strony. – „Zachowuje się jak pies” – pomyślała, głaszcząc go po grzbiecie, na co kot zamruczał z zadowoleniem.
- Mogę Ci pomóc, jak chcesz - zaproponowała tamta nieśmiało.
- Eee, Okej - zgodziła się Hania. W myślach szybko stwierdziła, że w sumie przyda się jej pomoc. Ucieszyła się, też z obecności kota. Zawsze chciała mieć zwierzątko, ale rodzice nigdy się na to nie zgodzili, bo uważali, że nie jest na tyle odpowiedzialna, aby się nim zajmować.
Nowa znajoma ochoczo zabrała się do pracy, oglądając z zaciekawieniem okładki. Leopold rozłożył się na łóżku i obserwował ich poczynania.
- Będziemy chodzić do jednej klasy – zagadnęła Hania, chcąc jakoś przerwać milczenie.
- Tak, ciekawa jestem, kto będzie naszym wychowawcom – odpowiedziała – też się denerwujesz? Bo ja tak.
- Trochę… – przyznała.
– Zastanawiam się, czy nauczyciel od matematyki będzie zadawał dużo prac domowych. Nie cierpię matematyki.
- Ja też! – Ucieszyła się Hania, że nie tylko ona nie lubi tego przedmiotu.
DODAC DIALOG
Dziewczynki uśmiechnęły się do siebie.
- AUĆ!- Krzyknęła nagle Hania, bo wielka książka w twardej, czerwonej oprawie spadła jej na stopę. Aurelia podeszła i podniosła opasły tom, otworzyła go, przerzuciła kilka kartek i zrobiła wielkie oczy ze zdumienia:
- Dziwne…- szepnęła, nie wiadomo czy bardziej do siebie czy do Hani. Znowu przerzuciła kilka kartek, nawet zbliżyła książkę do oczu, aż okulary zsunęły się jej na koniec nosa. Przypatrywała się chwilę kartkom, marszcząc przy tym brwi - Dziwne… - powtórzyła.
- Co jest takie dziwne? - Zapytała ją, masując przy tym bolące miejsce.
- Ta książka jest pusta – wyjaśniła.
- Jak to?
- Spójrz, wszystkie kartki są czyste, żadnego zdania ani wyrazu, a najlepszy jest tytuł. Podsunęła jej książkę, żeby sama zobaczyła.
- „Tajemnica pustej książki” - przeczytała, wzięła ją do ręki i też przerzuciła parę kartek. Leopold zeskoczył z łóżka, czując, że dzieję się coś ciekawego. - Patrz tu coś jest! - Wskazała Hania. Faktycznie na ostatniej stronie dało się wyczuć pod palcami jakieś litery.
- Daj czystą kartkę i ołówek! - Poleciła Hania, następnie przyłożyła papier do ostatniej strony w książce, pomazała ją ołówkiem i już po chwili pojawiły się wyrazy.
- Skąd znasz takie sztuczki? - Zapytała Hania ze zdumieniem. Nie powiedziała tego na głos, ale była pod wrażeniem.
- Czytałam kiedyś książkę, główny bohater też tak zrobił, tylko on znalazł mapę – wyjaśniła.
Obie pochyliły się nad tomem i przeczytały:

Dziateczki drogie, które tu zaglądacie
Przed sobą wielka zagadkę macie
Wskazówki Skarbu wielkiego chronią
Odnajdziesz go z czyjąś pomocną dłonią
Pierwsza jest schowana w książce zielonej
O roślinach w niej przeczytasz w ławce szkolnej


- Dziateczki?- Zdziwiła się Hania - co to są dziateczki?
- Tak kiedyś mówili na dzieci - wyjaśniła Aurelia – Chyba o to chodzi.
- Skąd… - Zaczęła, ale widziała, że nowa koleżanka wiedziała to z książki. Zamiast tego zapytała: - Kto mógł to napisać?
- To dziecięce pismo, więc chyba jakieś dzieci. Wiesz, kto mieszkał tu wcześniej? – Zapytała, na co Hania pokręciła przecząco głową.
Dziewczynki obie spojrzały na biblioteczkę.
- Myślisz, że ta ksiązka tu jest? - Zapytała Hania.
- Nie zaszkodzi sprawdzić. – Obie podniosły się z miejsca i wzrokiem przebiegły po półkach. Leopold zaczął krążyć między ich nogami, z głową zadartą do góry, chcąc im pomóc w poszukiwaniach.
Po chwili Aurelia krzyknęła:
- Jest!



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz domowy
Posty: 81
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: MargotNoir » śr 11 lip 2018, 16:56

Historia zapowiada się ciekawie.

Jest kilka językowych potknięć, ale o tym może napiszę później. Na początek mam jedno ważne pytanie: w jakim wieku ma być odbiorca? Widzę, że tekst jest dla dzieci, ale jakich? Zaczynasz historię, która może zainteresować dziesiecio- czy dwunastolatkę, a język jest jak dla kilkuletniego maluszka. To moim zdaniem w tym momencie najważniejsza kwestia do przemyślenia.



Awatar użytkownika
lubięczytać
Kmiotek
Posty: 1
Rejestracja: wt 10 lip 2018, 15:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: lubięczytać » śr 11 lip 2018, 17:02

mrs.durst1 pisze:Source of the post To Aurelia, moja córka – wyjaśnił i objął lekko dziewczynkę, zachęcając do przywitania się.
- Eee…. Dzień dobry! Jestem Aurelia - bąknęła cichutko, wyciągając rękę na przywitanie.
- Tosia - przedstawiła się ta druga odwzajemniając uścisk. Zauważyła, że nawet teraz ma przy sobie książkę. Jej tata też to spostrzegł:
- O! Widzę, że lubisz czytać. Hania stała się właścicielką biblioteczki po poprzednich mieszkańcach, pokaźny zbiór, może będziesz chciała nas odwiedzić i pooglądać, co tam ma ciekawego?


Dziewczynka ma na imię Aurelia czy Tosia?

mrs.durst1 pisze:Source of the post - Ba, ba, ba – odezwał się właśnie Ignaś, o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem.

Wydaje mi się że odezwanie, to nie koniecznie mówienie. Jeżeli byłoby "powiedział Ignaś, o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem." Bardziej pasuje albo już bez "o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem."
Ogólnie podoba mi się, łatwo, prosto i przyjemnie :) a nawet interesująco ;)



Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 17:19

Główna bohaterka pierwotnie miała na imię Tosia ( teraz jest Hania), umknęło mi to miejsce przy przerabianiu. Dzięki.

Faktycznie co do drugiej kwestii chyba masz rację, poprawię to :)

Added in 6 minutes 19 seconds:
MargotNoir pisze:Source of the post Historia zapowiada się ciekawie.

Jest kilka językowych potknięć, ale o tym może napiszę później. Na początek mam jedno ważne pytanie: w jakim wieku ma być odbiorca? Widzę, że tekst jest dla dzieci, ale jakich? Zaczynasz historię, która może zainteresować dziesiecio- czy dwunastolatkę, a język jest jak dla kilkuletniego maluszka. To moim zdaniem w tym momencie najważniejsza kwestia do przemyślenia.



Fajnie by było, jakbyś napisała o tych potknięciach w wolnej chwili.
Zakładałam odbiorców 7-10 lat, ale za niski pułap ( zdałam sobie sprawę, że siedmiolatki doskonałą czytanie w tym wieku) więc tak jak mówisz 10-12.
Co do języka, to po przebywaniu w gronie dziesięciolatków wzięło się takie pisanie (nie wiem czy jakiś wpływ ma na to, że były z małej miejscowości).

Added in 8 minutes 40 seconds:
mrs.durst1 pisze:Source of the post Główna bohaterka pierwotnie miała na imię Tosia ( teraz jest Hania), umknęło mi to miejsce przy przerabianiu. Dzięki.

Faktycznie co do drugiej kwestii chyba masz rację, poprawię to :)

Added in 6 minutes 19 seconds:
MargotNoir pisze:Source of the post Historia zapowiada się ciekawie.

Jest kilka językowych potknięć, ale o tym może napiszę później. Na początek mam jedno ważne pytanie: w jakim wieku ma być odbiorca? Widzę, że tekst jest dla dzieci, ale jakich? Zaczynasz historię, która może zainteresować dziesiecio- czy dwunastolatkę, a język jest jak dla kilkuletniego maluszka. To moim zdaniem w tym momencie najważniejsza kwestia do przemyślenia.



Margot, tak chciałam żebyś oceniła i doczekałam się :D Fajnie by było, jakbyś napisała o tych potknięciach w wolnej chwili.
Zakładałam odbiorców 7-10 lat, ale za niski pułap ( zdałam sobie sprawę, że siedmiolatki doskonałą czytanie w tym wieku) więc tak jak mówisz 10-12.
Co do języka, to po przebywaniu w gronie dziesięciolatków wzięło się takie pisanie (nie wiem czy jakiś wpływ ma na to, że były z małej miejscowości).


Added in 14 minutes 18 seconds:
Oj coś mi się podwoiły komentarze.

Dodam jeszcze, że język wynika też z tego, że poczytałam trochę książek dla dzieci i zrobiłam rozeznanie wśród rodziców co czytują ich dzieci teraz.
Dla jednych i tak niektóre zwroty są za trudne ( opasły tom - mój ulubieniec). Zależało mi aby właśnie było lekko, ale teraz się zastanawiam czy nie za lekko. Poczekam na resztę opinii.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3936
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: Romecki » śr 11 lip 2018, 17:58

Króciutko, bo mnie dziś diabeł goni.
1, Interpunkcja leży i kwiczy. Wpadki w rodzaju "wychowawcom", cóż...
2. Język narracji - dla mnie to język małych dzieci, takich 8/9 lat, dla starszych, a już nie daj Bóg jakichś 12-latków, będzie makabrą. Z drugiej strony brakuje konsekwencji, bo w ramach takiego języka np. "włości" są zbyt trudne.
3. Jednak językowe problemy to jedno, a atrakcyjność czytelnicza - drugie. Dla mnie dużo większym problemem jest to, iż za bardzo (bardzo za bardzo :D) przegadujesz, i opisy, i dialogi, przez co w sumie niewiele się dzieje, a zobacz, ile znaków nabiłaś.
Osobną sprawą jest wierszyk. Nie wiem, czy oryginalny, zgaduję, w każdym razie słaby i współczesne dzieci odrzuci jak Konopnicka :P
Duużo pracy przed Tobą, zanim ten tekst będzie mógł iść do wydawcy - wybacz szczerość.


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 18:38

Romku- wybaczam i doceniam :)
Te „ wychowawcom” to już z 10 razy poprawiałam, nie potrzebnie klikałam autokorektę, zanim tu wstawiałam tekst.
Wierszyk mojego autorstwa - miał brzmieć na stary ;)
Nad „włości” też się zastanawiałam, lepiej chyba będzie jak zamienię na „posiadłości”.
Co do opisów to usłyszałam zarzut od „oceniacza, że jest ich za mało.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3817
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Proste? Łatwe? Czy przyjemne? dla dzieci

Postautor: Rubia » śr 11 lip 2018, 19:45

Dla mnie ten tekst również jest przegadany, niestety. I to nie jest sprawa ilości opisów, lecz sposobu, w jaki opisujesz.
mrs.durst1 pisze:Source of the post Nie rozumiała, dlaczego ma się tak wcześnie zrywać, przecież przez kilka ostatnich dni ciągle sprzątali i układali cos na półkach, 1. więc prawie wszystko było już posprzątane i rozpakowane, a do tego, właśnie zaczęły się wakacje. Dziewczynka weszła do kuchni, przywitała się ze swoim młodszym bratem, mierzwiąc mu włosy i usiadła na swoim miejscu. 3. Odkąd pamiętała, mama zawsze nalegała, żeby śniadania jadali razem. 4. Uważała je za najważniejszy posiłek dnia i że, nic tak nie jednoczy rodziny, jak jedzenie przy wspólnym stole.5. Z powodu pracy taty, który wracał do domu późnym wieczorem, obiady i kolacje 6. jadały we dwie i jej młodszym bratem.
- Ba, ba, ba – odezwał się właśnie Ignaś, 7. o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem.
- Haniu jedz, obiecałaś dzisiaj pomóc tacie - ponaglała ją mama.
2. Dziewczynka od razu przypomniała sobie, czemu ma tak wcześnie wstać. Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą „powyrzucać te nie potrzebne kartony, bo się można o nie potknąć”. Faktycznie stały one wszędzie i piętrzyły się już prawie do sufitu. Hani przypadło też zadanie posegregowanie książek w biblioteczce, która na nieszczęście stała w jej pokoju. Rodzice stwierdzili, że to dobrze się składa, bo może w końcu córka zachęci się do czytania.

1 i 2. Jak to jest z tym sprzątaniem? Niepotrzebnie komplikujesz, wystarczyłoby jedno proste zdanie, że Hania musiała wstać rano, żeby pomóc w dokończeniu porządków (czy w wyniesieniu kartonów). "Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą" - to jest poprawne gramatycznie i logicznie, ale czy potrzebne? Mam poważne wątpliwości, gdyż do treści nie wnosi nic nowego, a związki pomiędzy "wczoraj" i "nazajutrz" w tym kontekście są dla dzieci zbyteczne. Do tego - ortograf: niepotrzebne kartony!
3. Odkąd pamiętała, mama zawsze nalegała - niezamierzony rym, do tego zbędne dublowanie treści. Mama zawsze uważała, że śniadania cała rodzina powinna jadać razem. Przecież dla dziecka "odkąd pamiętała" = "zawsze".
4. To jest zdanie dobre w czasopiśmie dla kobiet, niekoniecznie w książce dla dzieci, dla których "jednoczenie rodziny przy wspólnym stole" może brzmieć cokolwiek egzotycznie. Plus koślawa konstrukcja gramatyczna.
5. Nie "z powodu pracy taty" (skomplikowany system okolicznik + dopełnienie + przydawka, a wszystko w postaci trzech rzeczowników), tylko: Tata pracował długo, wracał do domu póżnym wieczorem, więc obiady i kolacje...
6. A to w ogóle jest koślawe. Poza tym, czytelnik nie zdążył zapomnieć, że Ignaś jest młodszym bratem Hani, więc powtórzenie jest zbędne.
7. Całkowicie niepotrzebne.
I tak na zakończenie - czy ktoś w ogóle sprawdził, jaka jest zawartość biblioteczki i czy tam w ogóle znajdują się książki dla dzieci? W księgozbiorze poprzednich lokatorów różnych lektur można się spodziewać, więc nie wiem, skąd ta nadzieja rodziców, że córka zachęci się do czytania...
Potem Hania jest już w połowie porządkowania księgozbioru, a Ty nawet słowem nie wspomnisz, jakie właściwie ksiązki układa.

Jedynie krótki fragment tu wrzuciłam, a sporo korekt byłoby w nim potrzebnych. I wcześniej, i później jest podobnie. Cały Twój tekst wymagałby starannego przeredagowania, uproszczenia wielu zdań i przede wszystkim - zlikwidowania powtórzeń. Podawane informacje są dość proste, nawet dziecko bez trudu zapamięta, że Hania i Aurelia będą chodzić do jednej klasy. A tak przy okazji - do której?


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 21:58

Rubia pisze:Source of the post Dla mnie ten tekst również jest przegadany, niestety. I to nie jest sprawa ilości opisów, lecz sposobu, w jaki opisujesz.
mrs.durst1 pisze:Source of the post Nie rozumiała, dlaczego ma się tak wcześnie zrywać, przecież przez kilka ostatnich dni ciągle sprzątali i układali cos na półkach, 1. więc prawie wszystko było już posprzątane i rozpakowane, a do tego, właśnie zaczęły się wakacje. Dziewczynka weszła do kuchni, przywitała się ze swoim młodszym bratem, mierzwiąc mu włosy i usiadła na swoim miejscu. 3. Odkąd pamiętała, mama zawsze nalegała, żeby śniadania jadali razem. 4. Uważała je za najważniejszy posiłek dnia i że, nic tak nie jednoczy rodziny, jak jedzenie przy wspólnym stole.5. Z powodu pracy taty, który wracał do domu późnym wieczorem, obiady i kolacje 6. jadały we dwie i jej młodszym bratem.
- Ba, ba, ba – odezwał się właśnie Ignaś, 7. o ile te jego „ba ba ba” można było nazwać mówieniem.
- Haniu jedz, obiecałaś dzisiaj pomóc tacie - ponaglała ją mama.
2. Dziewczynka od razu przypomniała sobie, czemu ma tak wcześnie wstać. Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą „powyrzucać te nie potrzebne kartony, bo się można o nie potknąć”. Faktycznie stały one wszędzie i piętrzyły się już prawie do sufitu. Hani przypadło też zadanie posegregowanie książek w biblioteczce, która na nieszczęście stała w jej pokoju. Rodzice stwierdzili, że to dobrze się składa, bo może w końcu córka zachęci się do czytania.

1 i 2. Jak to jest z tym sprzątaniem? Niepotrzebnie komplikujesz, wystarczyłoby jedno proste zdanie, że Hania musiała wstać rano, żeby pomóc w dokończeniu porządków (czy w wyniesieniu kartonów). "Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą" - to jest poprawne gramatycznie i logicznie, ale czy potrzebne? Mam poważne wątpliwości, gdyż do treści nie wnosi nic nowego, a związki pomiędzy "wczoraj" i "nazajutrz" w tym kontekście są dla dzieci zbyteczne. Do tego - ortograf: niepotrzebne kartony!
3. Odkąd pamiętała, mama zawsze nalegała - niezamierzony rym, do tego zbędne dublowanie treści. Mama zawsze uważała, że śniadania cała rodzina powinna jadać razem. Przecież dla dziecka "odkąd pamiętała" = "zawsze".
4. To jest zdanie dobre w czasopiśmie dla kobiet, niekoniecznie w książce dla dzieci, dla których "jednoczenie rodziny przy wspólnym stole" może brzmieć cokolwiek egzotycznie. Plus koślawa konstrukcja gramatyczna.
5. Nie "z powodu pracy taty" (skomplikowany system okolicznik + dopełnienie + przydawka, a wszystko w postaci trzech rzeczowników), tylko: Tata pracował długo, wracał do domu póżnym wieczorem, więc obiady i kolacje...
6. A to w ogóle jest koślawe. Poza tym, czytelnik nie zdążył zapomnieć, że Ignaś jest młodszym bratem Hani, więc powtórzenie jest zbędne.
7. Całkowicie niepotrzebne.
I tak na zakończenie - czy ktoś w ogóle sprawdził, jaka jest zawartość biblioteczki i czy tam w ogóle znajdują się książki dla dzieci? W księgozbiorze poprzednich lokatorów różnych lektur można się spodziewać, więc nie wiem, skąd ta nadzieja rodziców, że córka zachęci się do czytania...
Potem Hania jest już w połowie porządkowania księgozbioru, a Ty nawet słowem nie wspomnisz, jakie właściwie ksiązki układa.

Jedynie krótki fragment tu wrzuciłam, a sporo korekt byłoby w nim potrzebnych. I wcześniej, i później jest podobnie. Cały Twój tekst wymagałby starannego przeredagowania, uproszczenia wielu zdań i przede wszystkim - zlikwidowania powtórzeń. Podawane informacje są dość proste, nawet dziecko bez trudu zapamięta, że Hania i Aurelia będą chodzić do jednej klasy. A tak przy okazji - do której?



Dziękuje za cenne uwagi. Może faktycznie trochę naokoło, ale dobrze wiedzieć co jest źle.

A co do pytania, do której klasy będą chodzić, to celowo nie zamieszczałam takiej informacji, ale teraz się zastanawiam czy nie dopisać



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3817
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: Rubia » śr 11 lip 2018, 22:10

mrs.durst1 pisze:Source of the post A co do pytania, do której klasy będą chodzić, to celowo nie zamieszczałam takiej informacji, ale teraz się zastanawiam czy nie dopisać

Ja bym dopisała. Zwłaszcza że dla dzieci jest kolosalna różnica między klasą np. trzecią, a piątą :) Nawet jeśli bohaterki okażą się trochę starsze niż potencjalni czytelnicy, to wcale nie szkodzi.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 22:15

Rubia pisze:Source of the post
mrs.durst1 pisze:Source of the post A co do pytania, do której klasy będą chodzić, to celowo nie zamieszczałam takiej informacji, ale teraz się zastanawiam czy nie dopisać

Ja bym dopisała. Zwłaszcza że dla dzieci jest kolosalna różnica między klasą np. trzecią, a piątą :) Nawet jeśli bohaterki okażą się trochę starsze niż potencjalni czytelnicy, to wcale nie szkodzi.

W sumie racja. Także dopiszę to.

A jakies pozytywne strony dostregasz? :D



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3817
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: Rubia » śr 11 lip 2018, 22:38

Kot Leopold jest dużym plusem :) A tak poważnie, o fabule trudno na razie wiele powiedzieć, chociaż punkt wyjścia jest całkiem sensowny: nowy dom, nieznane otoczenie, obcy ludzie wokoło - w takim środowisku dużo może się dziać. Widzę zresztą, że szykujesz grunt pod przyszłe wydarzenia, wprowadzając postać tajemniczej sąsiadki zza firanki. Podoba mi się róznicowanie bohaterek: nieśmiała okularnica lubiąca książki wydaje się dobrze dobraną towarzyszką dla mało oczytanej, lecz chyba bardziej przedsiębiorczej i energicznej Hani. Taką parę, różniącą się temperamentem i poziomem wiedzy, można dobrze wykorzystać przy prowadzeniu akcji pełnej napięcia :)


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: mrs.durst1 » śr 11 lip 2018, 22:45

Rubia pisze:Source of the post Kot Leopold jest dużym plusem :) A tak poważnie, o fabule trudno na razie wiele powiedzieć, chociaż punkt wyjścia jest całkiem sensowny: nowy dom, nieznane otoczenie, obcy ludzie wokoło - w takim środowisku dużo może się dziać. Widzę zresztą, że szykujesz grunt pod przyszłe wydarzenia, wprowadzając postać tajemniczej sąsiadki zza firanki. Podoba mi się róznicowanie bohaterek: nieśmiała okularnica lubiąca książki wydaje się dobrze dobraną towarzyszką dla mało oczytanej, lecz chyba bardziej przedsiębiorczej i energicznej Hani. Taką parę, różniącą się temperamentem i poziomem wiedzy, można dobrze wykorzystać przy prowadzeniu akcji pełnej napięcia :)


Super, że tak odebrałaś bohaterki, bo o to właśnie mi chodziło :)
A co do kota - podobno najlepsze pomysły przychodzą przed snem, tak było i z Leopoldem :)
No i faktycznie, pierwszy rozdział miał przyszykować grunt, stąd tyle tych opisów itp.
Także biorę się za robotę.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz domowy
Posty: 81
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: MargotNoir » śr 11 lip 2018, 22:50

To, jak wypowiadają się dziesięciolatki niekoniecznie musi odpowiadać poziomowi tekstu, który są w stanie przyswoić. Zazwyczaj jest tak, że rozumiemy trochę więcej, niż jesteśmy w stanie powiedzieć.
Może niekoniecznie potrzebny jest od razu przeskok w jakieś dużo bogatsze słownictwo, ale spokojnie można sobie pozwolić na dłuższe zdania, mniejszą dosłowność, jakieś żarty, porównania.

Teraz o języku (interpunkcję pomijam, są tu na pewno bieglejsi ode mnie w tej sztuce):

mrs.durst1 pisze:Popatrz tam!
- Gdzie?
- W górę, widzisz to okno?
- Tak.
- To Twój nowy pokój.
Hania spojrzała tam, gdzie wskazywał tata i uśmiechnęła się niepewnie.


Tutaj właśnie zapaliła mi się czerwona lampka. Fragment jest OK, ale tutaj od razu dobrze widać to, o czym mówię. Język prosty, jak dla maluszka, którego trzymamy na kolanach, czytamy książeczkę i przy okazji pokazujemy obrazki, upewniając się, czy dziecko wszystko rozumie. Jednocześnie mamy zabieg, polegający na tym, że opisywana sytuacja nie jest oczywista. Historia nie zaczyna się od "Hania z rodzicami przeprowadziła się do nowego domu", wnioskujemy to z dialogu, a coś takiego to już nie jest poziom dziecka trzymanego na kolanach.
mrs.durst1 pisze:Dziewczynka rozejrzała się dookoła. Ulicą dreptała jakaś staruszka, mamrocząc coś do siebie.

W takim tekście to jeszcze ujdzie, ale niezbyt dobrze wyglądają takie słowa jak "jakiś", "coś", "jakoś". Dreptała niepozorna/dziwaczna/podejrzanie wyglądająca/drobna/... staruszka, mamrocząc do siebie.

mrs.durst1 pisze:- „Ona ma chyba ze sto lat i te jej białe włosy, brr”.- Pomyślała dziewczynka, lekko się wzdrygając.

Jeśli myśli zaznaczamy cudzysłowiem/kursywą, to już bez półpauz.
mrs.durst1 pisze:krótkich, jasnych, blond włosach.
Blond włosy są jasne.

mrs.durst1 pisze:Siedziała ona na tarasie i czytała książkę.
Siedzącą na tarasie i czytającą książkę. Skoro przedłużamy zdania, spokojnie można zastosować imiesłów i będzie można dzięki temu uniknąć "siedziała ona", a nie będzie wątpliwości, kto jest podmiotem.
mrs.durst1 pisze:Obok wylegiwał się czarny kot. „Nudziara” – skwitowała w myślach Hania. - „Raczej nie zapowiada się na ciekawe znajomości”- pomyślała smętnie.
Z zamyślenia wyrwał ją trzask bagażnika.

Pomyślała - zamyślenia. Warto traktować jako powtórzenia także wyrazy o tym samym temacie.

mrs.durst1 pisze:Tata właśnie wyjął część ich bagaży. Reszta miała dojechać ciężarówką po południu.

Przy przeprowadzce ciężarówką dowozimy meble, dobytek. Bagaże bierzemy raczej na wycieczkę.



mrs.durst1 pisze:Zażartował i razem z mamą zaczęli chichotać.
- Ba, ba, ba! - Gaworzył Ignaś- jej młodszy brat.
Wygląda, że Ignaś jest bratem mamy.
mrs.durst1 pisze:Po chwili, wszyscy weszli do środka. Dom był o wiele większy od ich poprzedniego. Ciepłe kolory i światło wpadające przez dużą ilość okien, dodatkowo powiększały pomieszczenia. Na dole znajdowała się kuchnia z jadalnią oraz salon. Sypialnia rodziców wraz z toaletą, były po prawej stornie, a tuż obok był pokój Ignasia. Na pierwszym piętrze, oprócz pokoju Hani była jeszcze garderoba i dodatkowa łazienka. Dom należało jedynie nieco uprzątnąć. Zamieść podłogę wytrzeć kurze, umyć okna.
Troszkę drętwy ten opis. W tekście dla starszych dzieci spokojnie można go rozbudować i skorzystać z mniej dosłownego opisu, odwołać się do wyobraźni.



mrs.durst1 pisze:Dom gdzie mieszkała staruszka, sprawiał wrażenie opuszczonego. Zbudowany był z czerwonych cegieł, które były nieco poniszczone, a dachówki wyglądały jakby miały zaraz odpaść.
Tu już lepiej z opisem.
mrs.durst1 pisze:Mały ogródek przed domem był zaniedbany. W oknie na dole ? dostrzegła ruch za firanką.
Zgubił się podmiot.


mrs.durst1 pisze:Hania zorientowała się, że staruszka patrzy prosto w jej stronę! Dziewczynka cofnęła się przestraszona.
- O super! Ale Ci się kolekcja trafiła- usłyszała za plecami głos taty. Hania aż podskoczyła. Nie słyszała, żeby ktoś wchodził po schodach. – Poukładasz wszystkie i może znajdziesz coś dla siebie. Przywieźli jedzenie, zejdź na dół - powiedział i poszedł.

W dialogu nie ma potrzeby zapisywania z dużej litery zwrotów do adresata wypowiedzi.
Można też pomyśleć jakoś nad wydłużaniem wypowiedzi i indywidualizacją języka.
Kwestia dowozu jedzenia też jest trochę dziwna, z tekstu wynika, że rodzina jest w domu od pięciu minut.


mrs.durst1 pisze:DRRRRYYYYŃŃŃŃ…. DRRRRYYYYYŃŃŃŃ - natrętny dźwięk budzika wyrwał dziewczynkę ze snu. Machnęła ręką, żeby go wyłączyć i obróciła się na drugi bok.

Tu brakuje jakiegoś graficznego elementu, który wskazywałby, że przechodzimy do kolejnej sceny.
mrs.durst1 pisze:Tym razem wybrała tę niebieską i związała włosy w kucyk.

mrs.durst1 pisze:Lubiła swoje loczki, bo jej mama miała takie same i podobało jej się to, że przypominają sprężynki.
To było urocze.

mrs.durst1 pisze:Dziewczynka od razu przypomniała sobie, czemu ma tak wcześnie wstać. Wczoraj rodzice mówili, że nazajutrz muszą „powyrzucać te nie potrzebne kartony, bo się można o nie potknąć”.

Poprzedniego dnia, nie wczoraj.


mrs.durst1 pisze:To znowu Pani Widmo - tak ją w myślach nazwała Hania. Starsza pani prawie nigdy nie wychodziła z domu, chowała się za to za firanką w dolnym oknie swojego domu i najczęściej patrzyła w ich stronę.
Z tekstu wynika, że rodzina dopiero co zamieszkała w domu. Skąd Hania ma wiedzieć, jakie są zwyczaje Pani Widmo? Do tej pory narrator, choć trzecioosobowy, siedział w głowie Hani, a teraz wchodzi nam narrator wszechwiedzący.


mrs.durst1 pisze:„Przy okazji naszej przeprowadzki musi mieć niezłe widowisko” - pomyślała. Z zamyślenia wyrwał ją głos taty:
- Haniu skończyłaś? – Zapytał

Głos taty zapytał. Teoretycznie można to uznać za jakiś środek stylistyczny, ale zakładam, że po prostu znów zgubił się podmiot.

mrs.durst1 pisze:- Eee…. Dzień dobry! Jestem Aurelia - bąknęła cichutko, wyciągając rękę na przywitanie.
- Tosia - przedstawiła się ta druga odwzajemniając uścisk. Zauważyła, że nawet teraz ma przy sobie książkę. Jej tata też to spostrzegł:
Tu już mamy dwie "one". Wprawdzie z dialogu da się wywnioskować, kto ma przy sobie książkę i czyj tata to spostrzega, ale przydałoby się jednak nazwanie podmiotu.

mrs.durst1 pisze:- O! Widzę, że lubisz czytać. Hania stała się właścicielką biblioteczki po poprzednich mieszkańcach, pokaźny zbiór, może będziesz chciała nas odwiedzić i pooglądać, co tam ma ciekawego?
Znów pomyślałabym nad rozbudowaniem i indywidualnymi cechami wypowiedzi.


mrs.durst1 pisze:- Oooo! – Zawołała Aurelia, gdy znalazły się w pokoju - naprawdę dużo tu tego jest.
- Niestety tak… - mruknęła niezadowolona

Zgubiony podmiot.


mrs.durst1 pisze:- Będziemy chodzić do jednej klasy – zagadnęła Hania, chcąc jakoś przerwać milczenie.
- Tak, ciekawa jestem, kto będzie naszym wychowawcą – odpowiedziała – też się denerwujesz? Bo ja tak.
- Trochę… – przyznała.

Zgubiony podmiot.
mrs.durst1 pisze:– Zastanawiam się, czy nauczyciel od matematyki będzie zadawał dużo prac domowych. Nie cierpię matematyki.
- Ja też! – Ucieszyła się Hania, że nie tylko ona nie lubi tego przedmiotu.
Jeśli już, to Hania ucieszyła się (bez inwersji). Ta wstawka w ogóle jest trochę niepotrzebna, ewentualnie można ją przeformułować tak, by nie stanowiła niemal dosłownego powtórzenia tego, co już zostało powiedziane w dialogu.
mrs.durst1 pisze:
DODAC DIALOG
aj waj...


mrs.durst1 pisze:- Spójrz, wszystkie kartki są czyste, żadnego zdania ani wyrazu, a najlepszy jest tytuł. - Podsunęła jej książkę, żeby sama zobaczyła.
- „Tajemnica pustej książki” - przeczytała, wzięła ją do ręki i też przerzuciła parę kartek.

I znów dwie "one". Tym razem już naprawdę ciężko się domyślić, kto co mówi.

mrs.durst1 pisze:- Skąd znasz takie sztuczki? - Zapytała Hania ze zdumieniem. Nie powiedziała tego na głos, ale była pod wrażeniem.
- Czytałam kiedyś książkę, główny bohater też tak zrobił, tylko on znalazł mapę – wyjaśniła.

Znów zgubiony podmiot.

mrs.durst1 pisze:- Dziateczki?- Zdziwiła się Hania - co to są dziateczki?
- Tak kiedyś mówili na dzieci - wyjaśniła Aurelia – Chyba o to chodzi.
Fajny początek charakteryzowania postaci poprzez ich zachowanie. Oczytana Aurelia zna więcej słówek - nie zawsze narrator musi wszystko mówić wprost. Plus za to.
mrs.durst1 pisze:- To dziecięce pismo, więc chyba jakieś dzieci.
Nie wiem, czy dzieci mają przemyślenia na temat tego, jakie pismo jest dziecięce.


Teraz wrażenia: wydaje mi się, że fragment może sprawiać wrażenie mało porywającego właśnie przez ten do bólu prosty, dosłowny język, krótkie zdania i monotonny rytm. Same opisane wydarzenia są sympatyczne i ciekawe. Dzieje się całkiem dużo: od razu mamy wprowadzoną upiorną Panią Widmo, zawiązuje się akcja, poznajemy całkiem nieźle - jak na początek - scharakteryzowane bohaterki, mamy kontrast osobowości i przyzwyczajeń - może trochę stereotypowy, ale w tekście dla dzieci takie schematy spokojnie można wykorzystać. Sporo już wiemy o Hani, o jej charakterze, postawie. Jest trochę rodzinnego klimatu przy śniadaniu, jest zagadka, są problemy z adaptacją i akceptacją w nowym otoczeniu (a to też przemawia do nastolatek).
Teraz dobrze byłoby popracować nad urozmaiceniem języka narracji oraz nadaniem indywidualnych cech wypowiedziom dorosłych. Jest spora szansa, że same wydarzenia ujęte w tej samej objętości tekstu (lub nawet nieco większej) i opisane nieco zabawniej czy bardziej plastycznie dadzą naprawdę wciągający, budzący ciekawość tekst.

Zatwierdzam jako weryfikację. R.



Awatar użytkownika
mrs.durst1
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: śr 20 cze 2018, 19:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[WW]Tajemnica pustej książki, rozdział pierwszy (powieść dla dzieci)

Postautor: mrs.durst1 » czw 12 lip 2018, 09:09

Dziękuje wszyskim za opinię. Zastosuję rady jakie od was dostałam i poprawię tekst. Przyznaję, że interpunkcja to mój słaby punkt, ale wszytsko popoprawiam :)
Jakby ktoś miał jakąś uwagę jeszcze, to chętnie poczytam :)




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości