[W] Kocie piekło

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Protimus
Zarodek pisarza
Posty: 16
Rejestracja: pn 08 sty 2018, 23:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Kocie piekło

Postautor: Protimus » pn 07 maja 2018, 17:21

UWAGA! Parę wulgaryzmów mi się napisało!

Koty to dziwne i pokręcone stworzenia – pomyślał Theo, patrząc na leżącego w sąsiednim fotelu Tytana. Zwierzak zachowywał się jak pan i władca, nawet podskakując wraz z podrygami arktycznego łazika. Przez całą podróż gapił się jedynie w biel zawieruchy za oknem, rzucając od czasu do czasu nonszalanckim spojrzeniem na kierowcę. Wydawać by się mogło, że siedzi przy kominku w drewnianej chatce i wygrzewa swoje okazałe cielsko.


– Nie mam zielonego pojęcia dlaczego dałem się namówić na tę wyprawę – szepnął do siebie Theo. Spróbował od środka przetrzeć szybę, na daremno. W tak niskich temperaturach w powietrzu nie ma praktycznie wilgoci, a ta wydobywająca się z wnętrza jego ciała, ulatywała przez szczeliny rozklekotanego pojazdu.


Tytan spojrzał z politowaniem na swojego towarzysza, otworzył pysk jakby chciał coś powiedzieć i po chwili się rozmyślił. Jego uwagę znów przyciągnął gwałtowny ruch wycieraczek, które zgrzytały o pancerne szkło, wyciskając co się da ze swych elektrycznych silniczków.


– Bardziej byś mi się przydał, gdybyś posiadał parę rąk i nie był tak leniwy.


Kot nie zaszczycił go nawet prychnięciem, więc Theo z nudów zaczął nucić starą piosenkę o śniegu, mrozie i o tym, jak wiele frajdy się z tym wiąże. W obliczu epoki lodowcowej brzmiała, jak strasznie kiepski dowcip.


Mężczyzna sprawdził ich pozycję na ekranie nawigacji. Byli niedaleko, jeszcze parę chwil i zacznie się harówka. Nieświadomie poprawił zamek elektrycznie ogrzewanej kurtki.


– Nie odpowiedziałeś mi, gdy spytałem co chcesz osiągnąć tym przedsięwzięciem. – W głosie Theo wybrzmiała nuta żalu.


Tytan obrócił się na grzbiet i odpowiedział:


– Nie muszę się tłumaczyć. Zgodził się pan wyruszyć i zrobił to bez chwili wahania. Lepszym pytaniem jest: dlaczego pan chce otworzyć wrota piekieł? – Theo już otwierał usta, lecz kot go wyprzedził. – Nie. Mnie to nie interesuje, naprawdę. Po prostu upewnij się, że znasz odpowiedź i rób co ci każę. Nie jesteś pierwszym, którego zabrałem ze sobą, ale masz szansę być ostatnim. Nie schrzań tego.


Kierowca zacisnął wargi w wąską szparę. Całe życie spędził nie znając ciepła, a myśląc „ciepło”, chodziło mu o jego wersję absolutną, taką przenikającą człowieka do kości. Maszyny, owszem, były w stanie ogrzać, utrzymać optymalną ciepłotę ciała, ale było to sztuczne. Działało tak długo jak było się blisko źródła, a gdy tylko na chwilę odsunął się od generatorów, wracał mróz. Zakończenie ery wiecznego zimna było w jego umyśle całkiem szlachetnym celem, a taki cel powinien uświęcać środki.


Tak naprawdę nie był pewny, czy postępuje właściwie. Chciał zmiany o sto osiemdziesiąt stopni, a przeciwieństwem lodu zawsze był ogień. Jakoś to będzie – pocieszał się w myślach – świat w końcu dąży do równowagi za wszelką cenę.


Dalekie, jeszcze przed dwiema godzinami, góry urosły do imponujących rozmiarów. Kierowali się w stronę potężnej groty, choć bez nawigacji nie byliby stanie odnaleźć jej w popękanym krajobrazie. Wróć! Kot, kot był do tego zdolny. To on poprowadził tam dziesiątki wypraw, a każda z nich kończyła się fiaskiem. Theo niepokoiła wizja swoich pokrytych lodem zwłok, pozostawionych na pastwę losu przez Tytana, który znudził się swoją kolejną ludzką marionetką. A co jeśli go zwodzi? Zwierz był prawie na pewno istotą nadprzyrodzoną, kto wie, może nawet sługą samego diabła? Jeśli tak, powinien wiedzieć jak przedostać się do swojej sfery. Jeśli nie… Cóż, nie będzie tęsknił za tym padołem zamarzniętych łez, i przyjmie śmierć z lekkim zawodem.


– Pytałem też, jeśli dobrze pamiętam, co stało się z ludźmi, którzy pojechali tam wcześniej. – Wiedział, że kot zbędzie jego pytanie i nie odpowie wprost, lecz długie godziny ciszy grały mu na nerwach. Jeśli jest to jedyny sposób, na nawiązanie komunikacji z towarzyszem, to będzie go dręczył dalej.


– Pytałeś – potwierdził Tytan.


– I nie dowiedziałem się niczego.


– Tak daleko bym się nie posuwał. Powiedziałem panu, że nie żyją, i że zobaczy pan wszystko na własne oczy.


Kot zszedł z fotela i oddalił się na tył pojazdu, było tam najcieplej, gdyż zaraz za kabiną znajdował się potężny silnik.


"Szemrany zwierzak. No dobra, wiedziałem, że tak będzie, inaczej by ze mną nie gadał, ale mógłby chociaż traktować mnie lepiej. Koniec końców, jestem mu bardziej potrzebny niż on mnie. Swoją drogą, w którym momencie oszalałem na tyle by uznać, że gadający kot to nic wielkiego?". Mało brakowało, a Theo zacząłby rozmawiać sam ze sobą. Do tej chwili uważał, że towarzystwo nie jest mu potrzebne, ale wcześniej przynajmniej jakieś miał. Co prawda składało się tylko z jego współpracowników i ograniczało do relacji czysto zawodowych, lecz zaspokajało jego potrzeby socjalne.


– Panie Seuss?


– Słucham.


– Jest pan pewien, że pana komputer podoła zadaniu? – Po raz pierwszy, od ich spotkania, w głosie Tytana dało się wychwycić niepewność. Zawsze był taki władczy, zachowywał się jakby wszystko wiedział, a tu proszę – Kot zaczynał dostawać kota, gdy cel był coraz bliżej.


– Jest to najmocniejszy sprzęt jakim obecnie dysponujemy, jeśli on nie da rady, wybacz, żaden nie da. Musiałbyś czekać na kolejny przełom w technologii, na miarę przenośnego komputera kwantowego przynajmniej.


– Długo już czekam, mogę poczekać chwilę dłużej. – Zwierzak uspokoił się. Znów był tym samym aroganckim i pewnym siebie stworzeniem.


– Nie jestem pewny, czy będzie to taka chwila. – Theo pokusił się na małą złośliwość.


– Proszę mi wierzyć, dla mnie będzie to jedynie chwila. W obecnych czasach ludzkość rozwija się technologicznie w zatrważającym tempie. Nie to co kiedyś. – Tytan westchnął do własnych myśli.


– Dlaczego więc nie poczekasz na pewniejsze rozwiązanie?


– Nie mam czasu do stracenia. Jeśli jest nadzieja, że jakimś cudem uda się szybciej otworzyć wrota, muszę spróbować.


– Jest sens pytać dlaczego?


– A potrafi pan wyciągać wnioski z naszych konwersacji?


Mężczyzna ponownie zacisnął usta. Jeśli coś było w stanie wywołać w nim chęć do przemocy, to było to właśnie odpowiadanie pytaniem na pytanie. Skupił swoją uwagę z powrotem na nawigacji. Na mapie pojawił się kontur dużego zbiornika wodnego.


– Przed nami jezioro.


– Mhm.


– Lód utrzyma nasz ciężar?


– Panie Seuss, jest blisko siedemdziesiąt stopni mrozu, jak pan uważa?


Znów odpowiedział pytaniem. Kot skutecznie utrzymywał ciśnienie Theo na wysokim poziomie. Przynajmniej było mu dużo cieplej, niż przed rozmową. Rozejrzał się wokół. Drobniutki pył zwietrzałego śniegu rozbijał się o przednią szybę ograniczając widok z tej strony, w oknach drzwi ujrzał białą pustynię sięgającą za horyzont. Nic na czym można by zawiesić oko. Westchnął cicho do siebie. Z reguły wszystko robił cicho, nawet hałasował w sposób, który jego sąsiedzi uznawali po prostu za oznaki jego istnienia.


Chcąc nie chcąc, mężczyzna powoli wjechał na taflę lodu, pokrywającą jezioro. Gąsienice transportera zachrzęściły, a pojazd zaczął gładko płynąć naprzód. Śnieg ślizgał się po powierzchni, lecz nie na tyle by ich unieruchomić – właśnie do takich wypraw łazik był stworzony. Teraz czekała na nich co najmniej kilkukilometrowa przeprawa po gładkiej i idealnie poziomej powierzchni.


Theo czuł się niekomfortowo, nie potrafił pływać, a myśl o lodowatej kąpieli, ba, o śmierci w lodowatych odmętach, sprawiała, że trząsł się jak osika. Mało nie zmoczył kombinezonu, gdy usłyszał głuche łupnięcie pod nimi.


Zaciekawiony Tytan wrócił na swój fotel obok kierowcy. Wlepił wzrok w krajobraz.


– Panie Seuss, ile waży pański pojazd?


Niewinne pytanie, zmroziło mężczyźnie krew w żyłach. Dlaczego go o to pytał?


– Będzie ponad piętnaście ton samej maszyny, a ciągniemy za sobą kontener ze sprzętem. Nagle interesują cię dane techniczne pojazdu?


Dopiero po chwili namysłu, Tytan zdecydował się na krótką odpowiedź:


– Nie.


– To na cholerę pytasz?


Kolejne łupnięcie poniosło się echem w przestrzeni.


– Po prostu jedź.


Gdzieś w połowie jeziora odezwał się ponownie:


– Jak szybko pana pojazd jest w stanie się poruszać?


Jeszcze parę pytań i Theo przeniósłby się na tamten świat. Czyżby ręka zaczynała mu drętwieć?


– Może pięćdziesiątkę wycisnę. Człowieku! Tfu! Kocie! Cholera… Po co te pytania? – Mężczyzna potrząsnął bolącą już ręką. W czaszce rozgościły mu się myśli o zawale.


– Nie denerwuj się. Po prostu jedź – uspokajał Tytan – tylko szybciej.


Theo wcisnął gaz do przysłowiowej deski, pojazd szarpnął i przyspieszył wraz ze znajomym łupnięciem. Mężczyzna zaczął poganiać pod nosem sam siebie. Niepotrzebnie szarpał kierownicą na boki, kontrował przez to co rusz, starając się jechać prosto. Brzeg był tuż tuż, jednak Seussowi wydawało się, że nie zbliża się wcale.


– Mówiłem, żebyś się nie denerwował. Jeszcze nas wywrócisz – rzekł kot z naganą.


– Jakbyś nic nie mówił, to nie byłoby problemu. – Grube krople potu spływały kierowcy z czoła. Serce łomotało mu panicznie. Od dawna nie czuł takiego gorąca, czyżby skoczyła mu temperatura? Czyli jednak zdechnie na jeziorze, jego sztywne zwłoki będą punktem orientacyjnym dla następnych ekspedycji. Słyszał w myślach jak kot naśmiewa się z niego przy okazji kolejnych wypraw – „Spójrz na niego, ten to nawet nie dotarł. Może to i lepiej?”.


– Do niedawna narzekałeś na moją małomówność – przekomarzał się Tytan. Spostrzegł, że z towarzyszem dzieje się coś niedobrego. Zaczął wiercić się na fotelu, przebierał łapami w miejscu jakby w zdenerwowaniu. Chciał prawdopodobnie użyć jeszcze paru zgryźliwych słów, ale kierowany jakąś formą kultury osobistej zamilkł. Z niezadowoloną miną wskoczył w końcu mężczyźnie na kolana. Ważył dość sporo, nawet biorąc pod uwagę swoje ponadprzeciętne rozmiary.


– Oprzyj na mnie jedną rękę – rzucił komendą.


– To chyba zły czas na głaskanie – zirytował się kierowca.


– To bardzo dobry czas na głaskanie, panie Seuss – nie zgodził się kot – proszę zrobić co każę, inaczej może pan nie doczekać zmroku.


Theo posłusznie położył dłoń obolałego ramienia na grzbiecie Tytana i zatopił palce w jego długiej sierści, gdy zorientował się, że wciąż ma na niej rękawicę, ściągnął ją prędko. Sama sierść nie była zbyt miękka, można powiedzieć, że wręcz nieprzyjemna w dotyku, promieniowała dziwną energią.


– A teraz, już bez gadania, chwyć porządnie kierownicę i jedź spokojnie.


Po paru głębszych wdechach i wydechach mężczyzna zaczął się rozluźniać, puścił kocie fałdy, które wcześniej ściskał w pięści. Rzeczywiście, sierść Tytana musiała mieć jakieś specjalne właściwości, czuł się teraz dużo lepiej i pewniej. Zwolnił nieznacznie, pomimo coraz częstszych trzasków lodu. Niech pęka – pomyślał – nie wiem dlaczego się obawiałem, skoro mam tę dziwną istotę u boku. Zapewne nie z takich tarapatów potrafiłby nas wyciągnąć.


Postanowił, że następnym razem okaże trochę więcej zaufania.


Na drugi brzeg dotarli bez szwanku w ciągu kwadransa, nie napotykając żadnych niespodzianek. Głośne, tym razem, westchnięcie wydarło się z płuc Theo. Wrzucił bieg jałowy i zaciągnął hamulec.


– Co robisz? – Zaniepokoił się kot. W jego idealnym planie nie było miejsca na zbyt dużą ilość ludzkiej samowoli.


– Idę się odlać na to pierdolone jezioro. – Mężczyzna otworzył drzwi i zabrał się do wysiadania.


– Pamiętasz, oczywiście, o temperaturze na zewnątrz? – Tytan zadał pytanie retoryczne.


– No tak, ale mam już dość szczania do worków. Muszę się odwdzięczyć za ten strach, co się go najadłem – odpowiedział, ale przymknął na chwilę drzwi jakby w końcu zastanowił się nad swoim pomysłem.


– W sumie nie moja sprawa, ale wiesz co się dzieje tam z odsłoniętą skórą. – W głosie zwierzęcia wybrzmiała nuta rozbawienia.


Theo trzasnął drzwiami ze złością. Chwilę siedział w ciszy i sapał z niezadowoleniem. W końcu chwycił worek, rozpiął kombinezon, załatwił sprawę tak jak robił to dotychczas.


I wysiadł.


Tytan przeskoczył z fotela na fotel i wyjrzał przez okno zdziwiony. Mężczyzna podszedł na sam skraj tafli jeziora i biorąc potężny zamach rzucił workiem. Dźwięk przypominający szarpanie stalowej liny zasygnalizował moment, w którym twardy już pojemnik uderzył o lód.


– Rozumiem, że było to niezbędne? – zapytał kot, gdy mężczyzna wrócił do kokpitu. Ten wzruszył zaledwie ramionami i rozparł się w siedzeniu z wyrazem satysfakcji na twarzy. Nie odezwał się więcej dopóki nie dotarli na miejsce.


*

– O mój boże! Ile tutaj kości! – Kolana zaczęły mu klekotać o siebie. Jak wzrokiem daleko sięgał, tak wszędzie walały się trupy, zamarznięte mumie oraz oczyszczone z mięsa kości – w końcu nie zawsze panował tutaj mróz. Niejeden antropolog mógłby tutaj zostać autorytetem naukowego świata – najstarsze wyposażenie, jakie dostrzegł Theo, pochodziło bodajże z epoki brązu. Ściany pokreślone były literami rozmaitych alfabetów i obrazami, jakby każda kultura chciała przedstawić własną instrukcję otwierania wrót. Na tle malunków wyróżniały się, głęboko wykute w skale, tajemnicze znaki runiczne.


– Przecież tutaj zginęły setki ludzi! – Theo znów dostał napadu paniki. Był świadomy ryzyka, jakie podejmował zjawiając się tutaj, ale nigdy wcześniej nie doświadczył śmierci tak blisko, a już na pewno nie na taką skalę.


– Różnica zdań, niestety.


– Jak to? – Mężczyzna spojrzał na kota roztrzęsionym wzrokiem. Czyżby wszyscy ci tutaj sprzeciwili się, w którymś momencie, Tytanowi? Jego towarzysz naprawdę był do tego zdolny? Nie miał wątpliwości, co do jego braku skrupułów, ale gdyby był skłonny do uśmiercenia takiej ilości istot, znaczyłoby to, że posiada o wiele większą moc, niż pierwotnie zakładał.


– Mam nadzieję, że nie wątpisz we mnie. Przecież obiecałem, będę robił co tylko rozkażesz. – Z jakiegoś powodu Theo zaczął się usprawiedliwiać, mamrotać pod nosem o swojej lojalności i oddaniu sprawie.


– Nie maczałem w tym pazurów, panie Seuss – odrzekł kot z niesmakiem.


– Może trudno w to uwierzyć, ale są to ofiary mojego dobrego zdania o ludzkości. Myślałem, że ludzie są bardziej trwali w swoich postanowieniach. Wiem, przemawia przeze mnie naiwność, ale darzę wasz gatunek niejaką słabością.


– Nie rozumiem chyba zbyt dobrze… – zająknął się mężczyzna.


– Każda wyprawa kończy się tak samo. Gdy już wszystko zbliża się ku końcowi, kulminacji całego wysiłku, ludzie nagle wątpią. Zaczynają się dzielić, kłócić. Te zbielałe kości są jedynie pomnikiem ludzkiej niestałości.


– Dlatego ja, przyjechałem sam? – zapytał niepewnie Theo.


– Poniekąd – odpowiedział zwierzak. – Gdybym wiedział, że nie poradzi sobie pan w pojedynkę, zmuszony byłbym zabrać większą ekipę. Jednak, jak pan widzi, wszystko już jest gotowe i na miejscu. Potrzebuję tylko pana komputerów.


Mężczyzna zaczął okrążać starożytne rusztowania i metalowe szafy – jakimś cudem wszystko łączyło się w pewien uniwersalny sposób. Kamienne naczynia wypluwały z siebie ogumowane przewody, drewniane podesty, przypominające szafoty, utrzymywały aluminiowe kokpity. Kwintesencja szaleństwa.


– A jaką mam gwarancję, że wyjdę z tego cało?


– Panie Seuss, otworzy pan wrota samych piekieł! Jaką gwarancję dać mogę? – Kot zaczął się denerwować. Sierść zjeżyła się na jego grzbiecie i prawie natychmiast opadła. – Z mojej łapy nie grozi panu nic.


Po tych słowach, Theo nie poczuł się ani trochę lepiej. Zabrakło mu wyobraźni, gdy zdecydował się wyruszyć. Rzeczywiście, nawet jeśli uda mu się dopiąć swego i ogrzać ten świat, jaką szansę na życie w nim, ma on sam? A może będzie jeszcze gorzej i żył będzie wiecznie, ale będzie to żywot pełen mąk i cierpienia. Ciekawe czy w Prometeuszu też było tyle wątpliwości?


Tytan zauważył jego niepewność, opuścił łeb i stanowczym krokiem podszedł. Stanął na dwóch łapach i spojrzał mu w oczy swoimi wielkimi, hipnotyzującymi ślepiami.


Mężczyzna nie potrafił się ruszyć, w jego głowie pojawiła się myśl, że kot próbuje nim manipulować, chwilę później był przekonany, że zmanipulowany został już wcześniej.


– Zrobisz to po co przyjechałeś? – zapytał z groźbą w głosie Tytan.


– Tak! – Skwapliwie potrząsnął głową. Wydawało mu się, że i tak nie byłby w stanie się sprzeciwić. Uczucie spętania nie malało, zwierz cały czas taksował go ze skupieniem myśliwego. W końcu rozluźnił się i opadł na wszystkie łapy.


– To dobrze. Nie uradowałaby mnie myśl, że marznąłem taki szmat czasu na daremno. Proszę wjechać swoim pojazdem głębiej do jaskini, a następnie zacząć podłączać komputery do tej aparatury tuż pod samym drzewem.


Theo rozejrzał się dookoła nie będąc pewnym co właściwie usłyszał. Drzewo, tutaj? W ich otoczeniu nie ma nic poza skałami i ludzkimi szczątkami, na pewno nie ma nawet najdrobniejszej rośliny. Założył, że się przesłyszał.


– Do której aparatury mam się podłączyć?


– Do tej, pod drzewem, na samym środku sali. – Tytan obrócił się i podreptał w kierunku ogromnego stalagnatu, który znajdował się właśnie w opisanym przez niego miejscu. Choć starał się jak mógł, nie potrafił dostrzec w tej formacji kształtu, który pasowałby do słowa „drzewo”.


– Chodzi ci o tę skałę? – krzyknął za nim.


Kot spojrzał na niego z niesmakiem i wywrócił oczyma.


– Ta „skała” jak to pan określił, jest właśnie drzewem, filarem, który utrzymuje bramę i nie pozwala jej się otworzyć.


– Dlaczego tak ją nazywasz, przecież widzę, że to nie roślina? – Założył ręce w oczekiwaniu na odpowiedź. Zapomniał o strachu, który przed chwilą nim trząsł, teraz był zdenerwowany, gdyż Tytan ewidentnie z nim pogrywał.


– Symbolizm, panie Seuss. Choć pewne cechy roślinne posiada. Proszę sobie wyobrazić, iż filar ten ma korzenie, a korzenie te wrastają właśnie w nasze wrota, nie pozwalając im na otwarcie się. Każde uszkodzenie, czy uszczerbek zarasta natychmiastowo. Poza tym faktycznie zachowuje się jak kamień.


– Teraz dla odmiany powiedziałeś, że to filar. Jak w końcu mam na to mówić?


– Mów jak chcesz, każda cywilizacja nazywa go inaczej: drzewo życia, drzewo poznania, Yggdrasill, filary ziemi. Nazw jest tyle ile ludzie w swej kreatywności wymyślili.


– Czyli twierdzisz, że wszystkie te mityczne wydarzenia miały tutaj miejsce? – Cała ta rozmowa zaczynała trącić szaleństwem i to takim konkretnym, jak na haju.


– Bynajmniej.


– Ale sam obiekt istnieje, jak więc to wszystko może być kłamstwem?


– To nie kłamstwo, to już religia. – Tytan wybuchnął nagłym śmiechem. Śmiał się niemal do rozpuku, aż łezki ukazały się w jego martwych oczach. Jak długo się znali, nigdy nawet nie parsknął z rozbawienia, a tutaj proszę. Widać czuł się bardzo swojsko. Echo niosło dźwięki w dal, nadając im niepokojące brzmienie.


Tego był już za wiele jak na słabe nerwy Theo. Mało tego, zaczął się rozglądać, czy na którymś z głazów nieopodal nie znajdzie Absolema, ćmiącego fajkę wodną. Nie znalazł nic poza cierpliwymi zwłokami. Zastanowił się, czy istnieją szanse na to, iż trupy te odżyją wraz z otwarciem. Tak wynikałoby z ogólnego wizerunku piekła, w końcu to kraina umarłych.


Kurwa, jestem zgubiony! Nawet łazik nie wytrzyma takiego naporu zlodowaciałych zwłok, pomimo jego wojskowego żywota. Był zwyczajnie zbyt stary i zdezelowany.


– Rób co masz robić – odkrzyknął Tytan, zza jednej ze skrzyń, a echo poniosło jego głos w dal. Wyrwał tym samym swego towarzysza z rozmyślań.


Theo musiał stać w stuporze całkiem chwilkę, bo ciało zaczęło mu drętwieć z zimna. Ruszył z powrotem do łazika i zgodnie z poleceniem, zabrał się za przyciąganie kontenera pod sam stalagmit. Wzdrygał się za każdym razem, gdy najeżdżał na jedno z ciał. Głuche trzaski pękających kości z całą pewnością będą śniły mu się po nocach. Dobrze, że mróz oszczędził mu smrodu. Nie musiał wcześniej mieć do czynienia ze zwłokami, by wiedzieć, że cuchną okrutnie. Z drugiej strony, gdyby jego obawy związane z powstaniem ze zmarłych, okazały się niebezpodstawne, im więcej ich rozjedzie, tym lepiej.


Większymi niż to konieczne zakosami, dojechał wreszcie pod sam filar, kontenerem zbliżając się do aparatury, złożonej ze skrzyń sterowniczych i masy kabli wwierconych w kamień drzewa. Jego zadanie polegało na podłączeniu komputerów do stacji i uruchomienie przywiezionych ze sobą agregatów. O ile się orientował, wszelkie oprogramowanie niezbędne do uruchomienia wrót, zostało zapisane w kilku kopiach na dyskach zewnętrznych, a jego podstawowe zdolności programowania wystarczą, by wszystko działało tak jak powinno. Co prawda wiedział, że zajmie mu to długie godziny, lecz czas leci bardzo szybko, gdy pracuje się wewnątrz własnej strefy komfortu. Ciarki podniecenia przeszły go na samą myśl, że zaraz ujrzy jak wspólny wysiłek uczonych różnych epok, wiedziony ponadczasowym zrozumieniem zaowocuje wydarzeniem, które przekroczy granice wyobraźni.


Pracował godzinami, możliwe że nawet dzień czy dwa – trudno powiedzieć gdy robi się ledwie przerwy na posiłek i inne potrzeby ciała. Tytan w tym czasie zapadł się pod ziemię, nie przeszkadzał nawet słowem, ba, nie dawał znać o swojej obecności chociażby szmerem. Możliwe, że przygotowywał się na własny sposób, dopinał na ostatni guzik jakieś mistyczne sprawy, sprawdzał czy wszystko jest we właściwym porządku. Wokół panował zabarwiony skupieniem spokój, stukały klawisze, terkotał agregat i buczały procesory. Temperatura w grocie podniosła się znacznie, teraz była o jakieś czterdzieści stopni wyższa niż na zewnątrz, wciąż trudno mówić o cieple, lecz była to znaczna poprawa. Theo Seuss wyłączył elektryczne ogrzewanie ubioru, siedział na tyle blisko nagrzanej elektroniki, że przy większej aktywności fizycznej zacząłby się pocić.


– Jakieś postępy, panie Seuss? – Kot zjawił się niespostrzeżenie, wychynął zza ogromnego monitora, przy którym pracował mężczyzna.
Theo wzdrygnął się, gdy jego twórczy trans został przerwany. Spojrzał na towarzysza nierozumiejącym wzrokiem, który dopiero po chwili nabrał ostrości.


– Właściwie to wszystko przebiega szybciej niż zakładałem. Czuję się jakbym układał puzzle, które ktoś wcześniej posegregował kolorami i kształtem. Co prawda wciąż jeszcze pozostało mnóstwo elementów do złożenia, ale widać już więcej niż zarys całego obrazu.


– Gdy pan pracuje, rodzi się w panu poeta – zakpił Tytan. Zdobył się jednak na pomruk zadowolenia. Przeciągnął się i wszedł na klawiaturę.


– No hej! Co to ma być? – Zirytował się mężczyzna. – Za długo był spokój? Czerpiesz radość gdy mam dźwignięte ciśnienie?


– Bynajmniej. Postanowiłem, że powinien pan odejść na chwilę, odłączyć się. Odpocznij i zregeneruj siły.


– Czyli mam uwierzyć, że nagle się o mnie troszczysz? – W jego głosie zabrzmiało niedowierzanie.


– Panie Seuss, cały czas się o pana troszczę, nie zauważył pan? Nie muszą się panu podobać moje metody, ale nie umniejsza to moim intencjom. – Zwierz spojrzał na niego z wyższością. Nie wiadomo czy poczuł się urażony, trudno było wyczuć w jakim jest obecnie nastroju. Swój badawczy wzrok utkwił w twarzy Theo, trwało to więcej niż chwilę, pomimo tego nie mrugnął ani razu.


– Co jest po drugiej stronie? – komputerowiec zapytał po cichu.


– Piekło panie Seuss. – Przez oczy kota przemknął łobuzerski błysk.


Liczył choć raz na konkretną i wyczerpującą odpowiedź, lecz wiedział, że świadczy to o jego naiwności. Wyprostował się w fotelu, dając odpocząć na chwilę wygiętemu wcześniej w pałąk kręgosłupowi. Tym razem się nie dał, tym razem to on wwiercił swój wzrok w Tytana i czekał, aż poczuje się niezręcznie. „Dlaczego zawsze ja mam być traktowany jak krętacz?”


Jeśli spojrzenie wywarło na kocie jakiekolwiek wrażenie, nie dał po sobie tego znać. Podjął wyzwanie i z lekkim znudzeniem zaczął się gapić na towarzysza, jak zwykle ani razu nie mrugając. Minęło dobrych parę minut, a zwycięzca wciąż się nie wyłaniał, pewnie siedzieliby tak jeszcze dłużej, gdyby Tytan w końcu nie zapytał:


– Może napilibyśmy się czegoś na rozluźnienie, panie Seuss?


Trochę zbiło go to z tropu. Miał wrażenie, że kot nie proponował herbaty lub innego ziołowego naparu. Czy zwierzęta mogą pić alkohol? Skinął niechętnie głową, nie przepadał za trunkami, ale w tych okolicznościach mogłoby mu to pomóc zachować zdrowe zmysły. Nie przypominał sobie by brali w podróż jakiekolwiek zbędne zapasy, ale przy tej ilości gratów dookoła, nie zdziwiłoby go gdyby znalazła się cała beczka antycznego wina.


– Picie alkoholu na mrozie nie jest dobrym pomysłem, łatwo wychłodzić organizm. – Ciekawostka, o którą nikt nie prosił, wyrwała się mężczyźnie z zaschniętego gardła. Dopiero po pytaniu kota, przypomniał sobie, że od bardzo dawna nie pił i nie chodziło tylko o alkohol.


– Możemy podjąć to ryzyko, biorąc pod uwagę jak blisko piekła jesteśmy. Whisky? Wódka? Mam prawdopodobnie każdy trunek, o jaki poprosisz.


Theo nie kłopotał się kolejnymi pytaniami. Zauważył, że jest mu wszystko jedno skąd Tytan wytrzaśnie butelki. Nawet cel wyprawy nie był już tak kuszącym, jak wcześniej, gdy dzieliło go od niego setki, może nawet tysiące kilometrów. Wystarczy, że wpisze jeszcze parę linijek kodu i zmieni świat na zawsze, może nie na lepsze, ale czy da się jeszcze gorzej trafić?


– Jak tam jest? Za tą bramą? – Zapytał. Zbyt krótko przebywał z Tytanem, by oduczyć się zadawać pytania.


– Czyli wódka. – Kot wykrzywił pysk w grymasie. – Pozwoli pan, że odpowiem gdy osuszymy parę kieliszków.


Na twarzy Theo Seussa wykwitło zdumienie, nieświadomie otworzył usta, jak półinteligentny przedstawiciel homo sapiens. Tytan oddalił się na chwilę i wrócił z litrową butelką doskonale zmrożonej rosyjskiej wódki. Szczęka opadła mu jeszcze mocniej gdy patrzył jak kot całkiem ludzką manierą drepcze na tylnych łapach, w przednich trzymając flaszkę i kieliszki. Przecież on nie ma kciuków!


– Skoro potrafisz chodzić na dwóch łapach, dlaczego nie robisz tego na co dzień?


Zwierzak obrzucił go lekceważącym spojrzeniem i odparł:


– Panie Seuss, po co mam obciążać dwie łapy swoim ciężarem skoro stworzone są do tego cztery? Zresztą, kto brałby mnie wtedy na poważnie?


– Myślę, że każdy, kto usłyszy jak przemawiasz ludzkim głosem.


– Nie przemawiam ludzkim głosem, wypraszam sobie – ofuknął się – Mówię głosem tylko i wyłącznie swoim, kocim. Robię to po prostu w waszym języku.


– Nie zajmujmy się semantyką. Dobrze wiesz co miałem na myśli. – Tym razem Theo grał urażonego. Z ciekawością przyglądał się jak kot odkręca nakrętkę butelki i wlewa zawartość do pokaźnych kieliszków.


– To że wiem, co masz na myśli nie zwalnia cię od poprawnego i precyzyjnego wysławiania się. Zresztą uważam, że to całkiem niezły temat do rozmowy przy alkoholu. – Ujął jeden z kieliszków w łapę i kiwnięciem zachęcił mężczyznę, by zrobił to samo.


Wahał się ledwie chwilę. Stuknął swoim kieliszkiem o kieliszek Tytana i jednym haustem osuszył. Lodowaty trunek najpierw schłodził mu gardło, by chwilę później ogrzać je, wprawić w rozluźnienie. Odchylając głowę do tyłu nie zauważył czy kot zrobił to samo, jego naczynie było jednak puste.


– To powiesz mi wreszcie jak tam jest? – zapytał, po czym zapobiegawczo dodał – Za wrotami, w piekle.


Kot przekrzywił głowę jakby walcząc ze sobą. Westchnął w końcu.


– Jest pan gotowy, żeby usłyszeć odpowiedź? – Polał jeszcze po jednym. Oboje chwycili kieliszki i unieśli je jednocześnie do ust i pyska.


– Teraz chyba już tak. – Theo rozsiadł się wygodnie w obrotowym fotelu. Prąd rozchodził się już po kończynach, napływał do opuszek palców. Siedzenie blisko źródła ciepła robiło swoje.


– Nie mam pojęcia, panie Seuss – Spuścił głowę, unikając wzroku towarzysza.


– O czym nie masz pojęcia? – Nie od razu dotarł do niego sens słów. Wódka szybko uderzyła mu do głowy, prawie nigdy nie pił mocnych napojów. Święcącymi, zmrużonymi oczyma wpatrywał się w kota.


– Nie mam pojęcia, jak wygląda piekło. – Pysk zastygł mu w bezruchu, nie drgnął pojedynczy wąs.


Mężczyzna uniósł brwi i chuchnął nie dowierzając. Cały czas myślał o Tytanie jak o istocie nadprzyrodzonej. Kurwa jego mać, nawet kazał na siebie mówić Tytan! Jeśli gadający kot nie jest stworzeniem nie z tego świata to jakim cudem w ogóle istnieje?


– Zaraz, zaraz! Czyli mówisz, że nigdy tam nie byłeś?


– Tego nie powiedziałem. Panie Seuss, proszę słuchać uważnie – burknął pod nosem, wciąż nie odwracając się do towarzysza. Wprawne oko mogło dostrzec jak lekko jeży mu się sierść. Zsunął tylne łapy z krawędzi biurka i usiadł niemal po ludzku.


– Cały czas wydawało mi się, że właśnie stamtąd pochodzisz! – Theo niemal wykrzyczał załamującym się głosem. Myśli wirowały mu w głowie, lecz nie potrafił uchwycić żadnej konkretnej, na pewno nie takiej, która pomogłaby zrozumieć. Bestia dobrze to rozegrała, teraz nie cofnie tego co dla niego zrobił. Możliwe, że jest w stanie uruchomić portal już samemu. Zimny pot wystąpił mu na czoło.


– Jest to całkiem logiczne. Sam tak uważam, przez długie lata mojego życia, nie spotkałem nikogo takiego jak ja.


– Nie wiesz nawet skąd się wziąłeś? – Oczy niemal wyskoczyły mężczyźnie z oczodołów. Nie do wiary! Dawno nie czuł się tak niestabilnie, niemal czuł jak grunt zapada się pod jego stopami.


– Panie Seuss, a więc pamięta pan swoje niemowlęce lata? – Zrobił pauzę czekając na odpowiedź. Kontynuował gdy odpowiedziało mu milczenie:


– Otóż to! Może pan mówić o szczęściu, miał kto opiekować się panem, uczyć, bronić! Jedyne co miałem ja, to własna inteligencja i masa pojawiających się z biegiem czasu pytań. I dziś mam zamiar na nie odpowiedzieć.


Zamilkli oboje. Tytan chwycił butelkę i uzupełnił braki w kieliszkach. Wyglądał jakby zrzucił z siebie kilogramy napięcia i stresu. Nie unikał już spojrzeń, na jego pysku zawitał z powrotem wyraz wyższości. Theo chwycił naczynie i zaczął zataczać nim koła, tak by wprawić wódkę w ruch wirowy. Nie wiedział jak się zachować, co odpowiedzieć. Nigdy nie uważał kota za ofiarę, wciąż nie potrafił go za ofiarę uznać. Jeśli tylko mówił prawdę, mógł liczyć na odrobinę współczucia z jego strony, choć pewnie kotu na nim nie zależało.


– To co? Walniemy jeszcze po jednym i zabieramy się do roboty? – zaproponował mężczyzna. W myślach przeklinał sam siebie, że dał się zbyt łatwo i szybko urobić. Cóż zrobić, już taki był, niezbyt asertywny i łatwy w obsłudze.


– Może tym razem wypijmy za coś, nie godzi się nie wznieść żadnego toastu.


Theo kiwnął głową.


– Za powodzenie?


– Myślę, że to trochę banalne – nie zgodził się kot – Wypiłbym za zamknięcie kolejnego rozdziału naszej historii i rozpoczęcie nowego.


– Pretensjonalne, ale co tam – Stuknął swoim szkłem, o szkło Tytana i wychylił duszkiem. Kot postanowił podelektować się napojem, wlewając w siebie powoli cienką strużkę. Uderzył kieliszkiem o biurko, gdy skończył.


– Chyba możemy przejść do ostatniej fazy.


*

Wwiercone w drzewo przewody rzucały się, jak węże, we wszystkie strony. Theo biegał w tę i we w tę, niczym doktor Frankenstein, przekręcał masę potencjometrów, ciągnął za dźwignie. Nie nad wszystkim czuwał napisany niedawno algorytm, starsza część instalacji musiała być obsługiwana ręcznie. Wiertła zagłębiały się w pień, robiąc coraz większe ubytki w skale, która nie zarastała tak, jak w opowiadaniach kota – specjalnie przygotowane roztwory skutecznie na to nie pozwalały. Dziura u podstawy filaru wypełniona była po brzegi zieloną mazią.


Tytan dreptał wokół podekscytowany i zniecierpliwiony. Zdarzyło mu się miauknąć raz, czy dwa, ale za to bardzo głośno. Wystraszył w ten sposób towarzysza, którego serce ledwo wytrzymywało napięcie, boleśnie łopotało przy każdym głośniejszym dźwięku.


– Seuss! Ile jeszcze będzie to trwać? – Zwierzak niemal krzyczał w złości. Naprawdę był niespokojny, do tej pory nie było momentu, by tak wyraźnie nad sobą nie panował.


– Chcę wyjść! Chcę wreszcie wyjść! – Wrzasnął, a następnie zamiauczał przeraźliwie.


Ciarki przeszły Theo Seussa. Na jego oczach Tytan z nonszalanckiego kota zamieniał się w furiata. Bał się, że lada moment na jego pysku ujrzy pianę, spowodowaną wścieklizną.


Drzewo z minuty na minutę stawało się coraz cieńsze, a dół tuż pod nim coraz głębszy. Widać było kamienne korzenie, rozbłyski światła wprawiały cienie w upiorny taniec.


Kot podbiegł do samego brzegu leja z zielonym, luminescencyjnym płynem i zamarł w oczekiwaniu. Jego tłusta sylwetka napięła się nienaturalnie, jakby ktoś wykuł posąg na jego podobieństwo.


Nagle, na stalagnacie pojawiło się poprzeczne pęknięcie. Górna część ułamała się i wpadła z chlupotem do nienaturalnego stawu. Wiertła zawyły, nie czując już więcej oporu, a komputery stopniowo zaczęły cichnąć. W ciągu paru chwil, zapanowała pozorna cisza. Zielone odblaski pływały niespokojnie po ścianach i sklepieniu.


– Widzisz coś? – zapytał Theo, wyglądając zza jednego z pulpitów. Założył, że program wykonał się do końca, a sama operacja przebiegła pomyślnie. Z tyłu głowy zakwitła mu myśl, że wszystko odbyło się zbyt spokojnie. Takie operacje nie powinny być tak łatwe i bezproblemowe.


– Widzę pieczęć. – Po chwili wahania, Tytan postanowił odpowiedzieć. Kiwał energicznie łbem na boki, jakby podążał za upiorną rybą, pływającą w zbiorniku.


– Co robimy dalej? Z tego co się dowiedziałem, maszyny były ustawione i zaprogramowane tylko na tyle, ile już zrobiły. – Odwrócił się przezornie i przeszukał wzrokiem stosy trupów, szukając oznak „życia”. Zwłoki były tak samo skore do spaceru, jak w momencie, w którym tutaj zajechali.


– Teraz pora na mnie. Choć raz wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. – W głosie kota słychać było zdecydowanie, walczące o dominację z ekscytacją.


– Dasz sobie radę? – Mężczyzna zapytał dla pewności. Znał odpowiedź, ale cisza strasznie go niepokoiła. Chciał podejść i zobaczyć na co patrzy Tytan, jednak zdecydował, że ciekawość jest, dla niego, zbyt szybką drogą do piekła.


– Całe wieki na to czekałem, nie jest to aż tak skomplikowane, bym teraz to spartaczył. – Obrócił pysk, a jego oczy błyszczały niezdrowo kolorem mazi z zagłębienia.


– Wystarczy prosta inkantacja. Prawdę mówiąc, o wiele trudniej było ją odnaleźć i odcyfrować niż zapamiętać i wypowiedzieć.


Nie od razu zabrał się za swoje zadanie, targały nim wątpliwości – było to tak oczywiste, praktycznie całą swoją postawą dawał o tym znać.


Zabawne, jak niedawno ubolewał nad ludzką niestałością – popadł w zadumę Theo. Wiedział, że koniec końców, kot z determinacją dokończy swoje przedsięwzięcie, lecz nie spodziewał się, że tyle emocji będzie zwierzakiem targać.


Tytan rozcapierzył wreszcie łapy. Zaczął recytować z pochylonym łbem, by następnie kręcić nim we wszystkie strony jak opętany. Gardłowe dźwięki mieszały się z miauczeniem, raz cichły, raz prawie raniły uszy.


Mężczyzna zacisnął dłonie na poręczach fotela, aż zbielały mu kostki. Nie wstałby teraz, choćby przyszło mu uciekać. Drżał na całym ciele, ciarki przeszły go tak silnie, że niemal boleśnie. Ale, pomimo tego, serce pozostawało spokojne. Patrzył zahipnotyzowany na wygięte ciało kota, na jego ruchy. Nie potrafił przestać. Coś cholernie mocno przyciągało jego wzrok, nie pozwalało zamknąć powiek. Oczy zachodziły mu łzami, piekły, błagając o zwilżenie.


Szmaragdowy staw pojaśniał, odbicia były coraz mocniejsze, jakby zamiast rozpraszać światło, płyn emanował własnym. Kamienie podskakiwały nieznacznie, te większe stukotały jak olbrzymi grzechotnik. Łomot stawał się nieznośny, przenosił się na czaszkę mężczyzny, wprawiając ją w okropne drgania.


Potem rozbłysnęło światło, słupem uderzyło w sklepienie i oślepiło Theo Seussa. Następnie zapadła ciemność.


Słuch go zawodził, jednocześnie słyszał hałas i ciszę, wzrok jednak zdawał się wracać do normy. Rozpoznawał powoli sylwetkę Tytana, nie poruszał się, co trochę go zaniepokoiło, lecz nie było już tego upiornego światła. Dopiero teraz puścił podłokietniki, które odbiły mu się chropowatymi wzorami na dłoniach. Podźwignął się powoli, by nie upaść, gdyby jego zdrętwiałe od długiego siedzenia nogi, nie podołały wysiłkowi.


Nie było jednak tak źle, poza mrowieniem obyło się bez nieprzyjemności. Sprawnie rozruszał zastałe stawy i pewniejszymi ruchami podreptał w stronę kota.


Tytan wyglądał na skonsternowanego, przechylił łeb w prawo, patrząc po dziwnym kątem w podłogę i machając na boki ogonem.


– Udało się, panie Seuss – Powiedział i na tym skończyła się jego aktywność. Normalna osoba, po osiągnięciu swojego celu, cieszy się, napawa sukcesem. Ale nie on.


Theo stanął obok niego. Zatrzymał wzrok na tym samym, co kot – idealnie gładkiej skale. Nie sprawiała jednak wrażenia solidności – tego, co sprawiało, że człowiek bez namysłu stawał na niej całym ciężarem. Mężczyzna był pewny, że gdyby dotknął jej powierzchni, zachowałaby się niczym płyn.


– To już? – zapytał nieśmiało. Wrota nie wyglądały zbyt okazale. – Już można przejść?


– Tak, panie Seuss. Wystarczy stanąć na środku i pozwolić wrotom się pochłonąć.


– Pochłonąć? – Nie zabrzmiało to zbyt zachęcająco. Theo, na sam dźwięk tych słów otrząsnął się z odrazą.


– W takim razie… Dlaczego nie przechodzisz? – Jeszcze do niedawna, kot gotów był niemal zabić, byle tylko przedostać się na drugą stronę – teraz stał niepewnie, mając je tuż pod nosem.


– Już nie chcę.


Te słowa zagotowały Theo w środku. Nawet nie był pewny czy dobrze usłyszał, nie spytał jednak ponownie. Lepszym rozwiązaniem w tej chwili, wydawało mu się wywrzeszczenie całej swojej frustracji:


– Ty zasrany futrzaku! Wiesz ile nerwów kosztowała mnie ta wyprawa? Ile czasu poświęciłem, żeby tylko podołać, żeby zrealizować twój cel?


Tyrada nie zrobiła na kocie większego wrażenia. Spojrzał jedynie na towarzysza i odparł:


– Wiem, ile czasu kosztowało to mnie. Proszę mi wierzyć, pański wysiłek to ledwie ułamek tego co musiałem zrobić ja. Zresztą, miał pan w tym cel tak samo, jak ja.


Mężczyzna załamał ręce, ukrył twarz w dłoniach.


– Więc dlaczego nie przejdziesz?


– Bo już nie chcę.


Czuł, że ta rozmowa będzie prowadzić donikąd, lecz uparł się, że tym razem przyciśnie Tytana, wymusi na nim odpowiedzi, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobi.


– To po jaką cholerę chciałeś otworzyć te wrota?


– Bo były zamknięte, panie Seuss. A ja chciałem przez nie przejść.


– Przecież masz możliwość! Wreszcie, nareszcie! Po tylu wiekach! Tak się nagadałeś, o poświęceniu i innych bzdetach, a teraz nawet nie chcesz z tego skorzystać?


– Tego nie powiedziałem. Przejdę przez wrota, kiedy będę chciał. Skoro teraz są otwarte, będę mógł to zrobić w każdym momencie, ale nie zrobię tego z gorącą głową i bez przemyślenia sytuacji. Pragnę jednak zauważyć, że pan wciąż może zrobić to, po co przyszedł.


Sens słów powoli docierał do świadomości Theo Seussa. Mogę wejść do piekła – pomyślał wreszcie – Mogę ogrzać kości, zasmakować ciepła. A potem, gdy już się tym ponapawam, dowiem się, jak przekazać tę możliwość innym.


– I zrobię to, po co tu przyszedłem – powiedział to ze stanowczością człowieka, który zawsze pełen wiary we własne siły, popiera swoje słowa czynami. – A ty sobie siedź i patrz, bo to ja będę pierwszym!


Podparł boki pięściami, nabrał powietrza pełną piersią i z wyrazem pogardy na twarzy, zstąpił we wrota piekieł.


Jego stopy zostały unieruchomione, uwięzione w dziwnej skale portalu, która zaczęła go oplatać zimnymi mackami. Poczuł, jak traci grunt pod nogami, jak zapada się w podłogę. Mimo to nie pisnął ani słowa, nie krzyknął. Patrzył tylko gniewnym wzrokiem na kota, tak długo, aż pochłonęła go ciemność.


Nie wiedział ile trwała podróż, jego umysł nie był w stanie określić czasu. Na dobrą sprawę, nie wiedział nawet, o jakim porze wyruszył. Gdy tylko zdołał się poruszyć, domyślił się, że jest na miejscu. Z początku nie czuł i nie widział nic. Nie było to zbyt zaskakujące, dopiero co był w podobnej sytuacji, tyle że spowodowanej nagłym rozbłyskiem.


Pierwszy wrócił mu wzrok.


To co zobaczył przerosło jego największe koszmary. Najczarniejsze wizje nie przygotowałyby go na taki wstrząs. Padł na kolana i rzewnie zapłakał. Płakał bardzo długo, jak człowiek, który już nigdy nie zazna szczęścia, jak człowiek, który zastawił swoje całe życie w zakładzie i przegrał je bezpowrotnie. W końcu, jego biedne, zmęczone serce postanowiło się poddać. Załomotało ostatnie parę razy i zatrzymało się raz i na zawsze.


Padł trupem u samego progu piekła, a jego ciało stoczyło się po ogromnych lodowatych schodach.


Ponieważ w piekle padał śnieg.




Tags:

Awatar użytkownika
Skylord
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: śr 22 cze 2016, 11:27
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szkocja
Płeć: Mężczyzna

Kocie piekło

Postautor: Skylord » wt 08 maja 2018, 11:59

Zaciekawiło na tyle, że bez problemów przeczytałem do końca. Na błędach się nie znam, ale czytało się lekko, i szybko i z zaciekawieniem co będzie dalej, więc raczej nie ma za wiele do poprawiania :). Powodzenia dalej.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 728
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Kocie piekło

Postautor: Misieq79 » śr 16 maja 2018, 11:04

Dobra. Tradycyjnie najpierw błędy.
Protimus pisze:Source of the post Spróbował od środka przetrzeć szybę, na daremno. W tak niskich temperaturach w powietrzu nie ma praktycznie wilgoci, a ta wydobywająca się z wnętrza jego ciała, ulatywała przez szczeliny rozklekotanego pojazdu.

Nie do końca rozumiem ten fragment. Chyba że w kabinie jest poniżej zera, nawiew nie działa i ychu-dychu robi warstewkę lodu na szybie. Tylko sierściuch by się nie czuł komfortowo.

Protimus pisze:Source of the post W obliczu epoki lodowcowej brzmiała, jak strasznie kiepski dowcip.
przecinek won

Protimus pisze:Source of the post a gdy tylko na chwilę odsunął się od generatorów, wracał mróz. Zakończenie ery wiecznego zimna było w jego umyśle całkiem szlachetnym celem,

Zgubiłeś podmiot. Wychodzi że umysł mrozu.

Protimus pisze:Source of the post Kierowali się w stronę potężnej groty, choć bez nawigacji nie byliby stanie odnaleźć jej w popękanym krajobrazie. Wróć! Kot, kot był do tego zdolny. To on poprowadził tam dziesiątki wypraw (...)
W tym akapicie brakuje mi "podobno", "rzekomo". Narrator jest na Theo, a ten nigdy tam nie był, wszystko co wie pochodzi od Tytana.

Protimus pisze:Source of the post W obecnych czasach ludzkość rozwija się technologicznie w zatrważającym tempie.

Hmmm mam wrażenie że w obliczu mrozapokalipsy rozwój powinien wyhamować do zera.

Protimus pisze:Source of the post Czyli jednak zdechnie na jeziorze, jego sztywne zwłoki będą punktem orientacyjnym dla następnych ekspedycji.

No raczej nie, ewentualny wyłom zamarznie błyskawicznie :P

Protimus pisze:Source of the post podreptał w kierunku ogromnego stalagnatu, (...) zabrał się za przyciąganie kontenera pod sam stalagmit
albo - albo

Protimus pisze:Source of the post Dobrze, że mróz oszczędził mu smrodu. Nie musiał wcześniej mieć do czynienia ze zwłokami, by wiedzieć, że cuchną okrutnie.
Te dwa przeczą sobie wzajem. Skoro mróz to nie cuchną.

Protimus pisze:Source of the post Mężczyzna załamał ręce, ukrył twarz w dłoniach.
– Więc dlaczego nie przejdziesz?
– Bo już nie chcę.

A to jest kurde piękne :D

Podsumowawszy - fajne, podobało się. Behemot Tytan kradnie show. Nie lubię kotów ale dla tego zrobię wyjątek.
Tylko zmienił bym tytuł, bo obecny nadaje trzeci wymiar pojęciu "spoiler". I łagodzi tąpnięcie puenty.
Jest dobrze.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.

Awatar użytkownika
Kruger
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[W] Kocie piekło

Postautor: Kruger » wt 22 maja 2018, 10:06

Protimusie, przeczytałem z zainteresowaniem.
To jest niewątpliwie opowiadanie. Jest historia, cel, zaskoczenie i wyraiste, interesujące postaci. No, właściwie postać, bo przy Tytanie Seuss jest nieco bezbarwny.
Mój osobisty problem polega na tym, że zaskoczenie było mało zaskakujące. Jako odbiorca fantastyki oczekuję i antycypuję zaskoczenia, to było dość oczywiste dla mnie, że na końcu będzie... zimno. Być może lepszym zaskoczeniem byłoby w ogóle wyjście poza ciepło-zimno i zrobienie zaskoczenia w inny sposób? Może. Nie będę się kłócił.
Nie bardzo mi tu gra tytuł. Jeśli go rozumieć prosto, piekło jako miejsce z którego pochodzi Tytan i jego obecną postać, to pasuje. Jeśli głębiej, czyli miejsce będące piekłem dla kota, to już mniej. Jakbym miał sobie wyobrazić takie miejsce, to bym raczej nie pomyślał o zimnie (mróz i śnieg to w tym opowiadaniu piekło Seussa), tylko o wodzie, koty to znane hydrofoby.
Nie jestem pewny, czy to dobrze, że nie wiemy dlaczego kot tak nagle zrezygnował. Jeśli prze ku temu od wieków, czemu nagle zmienia zdanie? Trochę to łagodzi tłumacząc, że mu się odechciało, ze nie chce tam złazić bez przygotowania, bla bla bla. To nielogiczne, jeśli się przygotowywał od wieków, to jest przygotowany, przemyślany i w ogóle. Więc jeśli chciał, to niech złazi, a jeśli mu się odwidziało, to co tu w ogóle robi?

I jeszcze taka konstrukcyjna drobna uwaga. Wiele tekstów, zwłaszcza w fantastyce ale i nie tylko, kończy się zaskoczeniem. Często bywa, że lepiej byłoby to pociągnąć. Jak wysłałem swoje opowiadanie do redaktorki, właśnie kończące się zaskoczeniem, powiedziała mi - spaliłeś to. Ale co jeszcze, przecież kończy się z grubej rury? Podaj cenę, Krugerze. Fabuły są różne, ale zawsze jest jakaś cena.
Lekkie pociągnięcie opowiadania dalej i zakończenie jeszcze jednym, jakimś niby drobnym zaskoczeniem, mogłoby podkreślić należycie tę fabułę.

Ale w ogóle nieźle.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości