Obrazek




NOWABITWA:Wariacje na temat wybranego autora :text-link:

Co wzrusza/porusza?

Wszystkie pytania o sprawy techniczne dotyczące pisania

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 690
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Chii » śr 08 lip 2020, 13:03

Pytanie jest jedno:

Co Was wzrusza/porusza w tekście?


Wszystkie opinie, wydajemisie, osobiste historie, pytania itd. mile widziane. :)


Dzwoń po posiłki!

Awatar użytkownika
Łabędź
Zarodek pisarza
Posty: 24
Rejestracja: pn 06 lip 2020, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Łabędź » śr 08 lip 2020, 16:48

Teksty o dzieciach, o słabszych. Ogólnie wszędzie gdzie ktoś cierpi. Ludzie ratujący innych.
Jeśli chodzi o wywoływanie emocji to poruszają mnie sceny przemocy i postacie skłonne do przemocy. Nie lubię takich typów, wstrząsają mną.
A, porusza mną też wtrącenie muzyki.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 694
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Co wzrusza/porusza?

Postautor: MargotNoir » śr 08 lip 2020, 17:27

Pamiętam do dziś kłótnię z rodzicami o "Archipelag Gułag", w którym wszystko było przenajboleśniejsze, a przenajwezbrańsze rzeki ludzi w przeutrudzonym marszu szły w przenajbezkreśniejszy bezkres wszechcierpień.

No i nie. Nie rozumiem, jak takie coś może na kogoś działać.


Może mnie wzruszyć wiele, byle by było stonowane i w miarę prosto opisane. W tej kwestii zachowanie umiaru jest szczególnie ważne.

Oprócz tego chyba nie ryzykuję wiele stwierdzając, że większość z nas wzrusza coś, z czym potrafimy się utożsamiać; coś, co po uproszczeniu i obraniu z ozdobników/realiów/okoliczności (bo te mogą być najprzeróżniejsze) sprowadzi się do wspólnego mianownika z naszymi doświadczeniami.



Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 690
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Chii » śr 08 lip 2020, 19:15

To może też pytanie pomocnicze: jak wzruszyć/poruszyć czytelnika?

Tak sobie nad tym dzisiaj myślę i doszłam do takiego wniosku:
potrafię się wzruszyć w sytuacji, gdy mam poczucie bezpieczeństwa, a ktoś je nagle naruszy i zabierze mnie ze sobą, a ja wraz z nim przeniosę się w miejsca, których kompletnie się nie spodziewałam.

I to rodzi mi takie implikacje - czyli co można zrobić, żeby to poruszenie u odbiorcy wywołać:
- potrzebny jest element zaskoczenia
- to nawet nie temat, a struktura, konstrukcja opowieści jest czynnikiem wyzwalającym wzruszenie
- kontrapunkt - potrzebne jest zestawienie mające charakter poniekąd przeciwstawny
- gra bezpieczeństwo/uderzenie - tekst daje czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa, usypia czujność, po czym uderza, może się też wiązać z napięciem między komedią a tragedią
- gwałtowny zwrot
- współodczuwanie - odbiorca powinien przenieść się w swój świat, a właściwie dokonać przeniesienia tematycznego na siebie i to chyba najprościej zrobić uniwersalnością tematu lub grą symbolami

Gdzieś w ramach wywiadu z Phoebe Waller-Bridge, twórczyni m.in. serialu "Fleabag", czytałam o jej technice, jak wywołać wzruszenie, co bardzo mi się spodobało w swojej prostocie i jest to technika: "tickle, tickle, SLAP". Ha, ha, ha, pośmiejmy się z żartu (żarty sprawiają, że człowiek czuje się bezpieczniej), odbiorca czuje się łaskotany, po czym nagle dostaje w twarz tragiczną wiadomością.
But I knew that for the audience to be really taken on a ride, they have to invest in someone; then have their heart broken by someone, rather than have their heart broken by a story that I’m telling them. I wanted to be the character that broke their hearts the moment of the great reveal: ‘We fcking invested in you and now you did that terrible thing.’ I was also trying to fck with the idea of comedy and how powerful comedy can be. If Fleabag’s a joke a fcking second, you’re laughing then suddenly she’s like tickle, tickle, SLAP. Funny, funny, funny, MY SOUL IS DYING.

I tak też sobie myślę o tym nie tylko w kontekście literackim, tylko też innych sztuk - co wzrusza, co porusza?

I analizowałam sobie swoją reakcję kiedyś na balladę Chopina (F-moll, op. 52). Słuchałam sobie, słuchałam, wszystko pięknie, super, zachwycam się zmianami tematów, Chopin wow, no i jest zakończenie. Mocniejsze pam, pam, pam. Już się poruszam w miejscu, że koniec, ale nie... słyszę cichutkie muśnięcia klawiszy. No dobra, czyli jednak inne zakończenie. Wyczekuję aż skończy się ostatnia pauza, aż tu nagle mocne walnięcia w klawisze, szybko, intensywnie. Wsłuchuję się w każdą kolejną nutę, myśląc w napięciu, jak się zakończy, ale się nie kończy, tylko wchodzi wchodzi kolejny fragment, a ja lecę już kompletnie rozhuśtana i nagle się kończy, a ja nie wiem, co się stało. I to była tylko ta ostatnia minuta, która zrobiła ze mną coś dziwnego. To nagłe rozhuśtanie na przeciwstawnych rejestrach.
W ogóle polecam wykonania Krystiana Zimermana.

Kolejna rzecz. Słuchałam sobie ostatnio masterclassu Romea Castellucciego, reżysera teatralnego i operowego, który opowiadał o przestrzeni w swoich spektaklach. Przeważnie jego spektakle składają się z dwóch przestrzeni, zestawionych ze sobą na zasadzie kontrapunktu. Są one kompletnie różne, jak np. w "Czarodziejskim flecie" (jest dostępny na arte.tv teraz), gdzie Akt I to kicz oświeceniowych peruk i pudru, na dodatek zrobiony choreograficznie jako odbicie lustrzane (lewa strona sceny odbija prawą i odwrotnie), a Akt II to niemal dokumentalna opowieść o dwóch grupach: ofiar pożarów (mężczyzn z bliznami na całym ciele) oraz niewidowidzących kobiet (o różnym stopniu niedowidzenia). Dwie różne bajki. I mówił coś takiego, że on dlatego wybiera takie dwie różne przestrzenie, które zestawione są na zasadzie kontrapunktu, żeby widz stworzył sobie w umyśle trzecią przestrzeń, trzeci świat, który linkuje między tymi dwoma. I jest to również środek mający wywołać poruszenie i uruchomić pierwotną siłę teatru.

Czytam też teraz "Lekcje mediolańskie" Kantora. I o przestrzeni pisze coś takiego: "Fascynuje mnie - być może mistyczna czy utopijna - idea i przypuszczenie, że w każdym dziele sztuki istnieje niezależna od artysty jakaś UR-MATERIE, która kształtuje się sama, i w której bytują wszystkie możliwe, nieskończone warianty życia". Czyli że np. w książce, opowiadaniu mamy jakiś byt poprzedzający iluzję, że nie tylko są tam postaci, miejsca, jakaś fabuła, ale "coś więcej". Wysuwam taką hipotezę, że poruszanie się na przestrzeni symbolicznej, czy też podświadomej, tekstu i sprawne nią manipulowanie, może sprawić, że czytelnik zostanie poruszony.

Ostatnio też ktoś mi powiedział, że sztuka powinna rezonować ze współczesnością, ze współczesnymi problemami, że powinna z nimi linkować i to też sprzyja współodczuwaniu odbiorcy, żeby w nim to cokolwiek wywołało, poruszyło.

A jeśli sobie przypomnę literackie wzruszenia, to w skrócie były one wywołane nagłą zmianą, jakimś kontrapunktem, utożsamieniem się, prawdą tu i teraz.

Ciekawa jestem, jakie Wy macie przemyślenia. ;)


Dzwoń po posiłki!

Awatar użytkownika
Feder9
Pisarz osiedlowy
Posty: 260
Rejestracja: pn 23 gru 2019, 16:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Feder9 » śr 08 lip 2020, 19:19

A wszystko, w dobrym tekście, może to być nawet opis trzmiela.


Prawo czy miłosierdzie, mądry wybierze to drugie wypełniając to pierwsze.

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 694
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Co wzrusza/porusza?

Postautor: MargotNoir » śr 08 lip 2020, 19:34

To ja może zwrócę uwagę na efekt podobny, do tickle, tickle, SLAP, aczkolwiek niepolegający dokładnie na tym.

Nazwałabym to tylnym wejściem, ewentualnie szukaniem słabych punktów zbroi.

No bo tak: ktoś ma umrzeć/zaginąć/stracić wzrok/whatever, przeczuwamy to, uzbrajamy się. Informacja "no faktycznie wzioł i umar" nic nam nie zrobi.

A co, jeśli zamiast tej informacji dostaniemy coś małego? Tak małego, że jest w stanie prześlizgnąć się przez szpary w umocnieniach?

Pamiętam, jak w "Śmieciarce" Seenera uwaga o tym, że młodemu będzie zimno znokautowała mnie na ładnych parę godzin. Nie, że umrze, poleci kosmos, nikt go więcej nie zobaczy, wessie go próżnia, zje go smok.
Stary bał się, że młodemu będzie zimno.

Myślę, że to efekt podobny do triggerów/wyzwalaczy. Spodziewane bodźce nie mają takiego efektu jak drobnostka, która podkrada się niepostrzeżenie i chwyta prosto za j*aja.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 4112
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Thana » śr 08 lip 2020, 19:47

No to u mnie pół na pół.

Chii pisze:Source of the post I to rodzi mi takie implikacje - czyli co można zrobić, żeby to poruszenie u odbiorcy wywołać:
- potrzebny jest element zaskoczenia


Nie. Są takie utwory, które mnie wzruszają zawsze tak samo, chociaż oglądam/słucham/czytam setny raz.

Chii pisze:Source of the post- to nawet nie temat, a struktura, konstrukcja opowieści jest czynnikiem wyzwalającym wzruszenie


Tak. Tematy bywają różne, ale zazwyczaj łączy je ta sama emocja.

Chii pisze:Source of the post- kontrapunkt - potrzebne jest zestawienie mające charakter poniekąd przeciwstawny


Niekoniecznie. Chociaż... w pewnym sensie. Wzrusza mnie determinacja, a żeby była determinacja, to musi być przeszkoda/przeciwnik.

Chii pisze:Source of the post- gra bezpieczeństwo/uderzenie - tekst daje czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa, usypia czujność, po czym uderza, może się też wiązać z napięciem między komedią a tragedią


Nie.

Chii pisze:Source of the post- gwałtowny zwrot


Też nie.

Chii pisze:Source of the post- współodczuwanie - odbiorca powinien przenieść się w swój świat, a właściwie dokonać przeniesienia tematycznego na siebie i to chyba najprościej zrobić uniwersalnością tematu lub grą symbolami


Tak. Zdecydowanie. Chociaż ja bardzo lubię też sytuację, kiedy sama muszę wykonać pewną emocjonalno-intelektualną pracę, żeby przenieść się w jakieś wtedy i tam bohatera i zrozumieć, co wtedy i tam oznaczała jego decyzja, jego czyn.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 690
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Co wzrusza/porusza?

Postautor: Chii » śr 08 lip 2020, 21:16

Thana pisze:Source of the post Wzrusza mnie determinacja, a żeby była determinacja, to musi być przeszkoda/przeciwnik.


Co koresponduje z tym, że to ktoś musi nam "złamać serce", a nie opowieść łamie serce.

O czym też mówi MargotNoir:
MargotNoir pisze:Source of the post Pamiętam do dziś kłótnię z rodzicami o "Archipelag Gułag", w którym wszystko było przenajboleśniejsze, a przenajwezbrańsze rzeki ludzi w przeutrudzonym marszu szły w przenajbezkreśniejszy bezkres wszechcierpień.

No i nie. Nie rozumiem, jak takie coś może na kogoś działać.


Czyli że musi być żywy, prawdziwy bohater, który jest trochę jak my, który nie jest wydmuszką, kliszą, opowiastką, po prostu historią. Bez pełnokrwistego człowieka nie ma wzruszenia.

A propos "Archipelagu Gułag"... Czytałam wywiady Mikołaja Grynberga z ludźmi, którzy przeżyli Holocaust albo byli wygnańcami po Marcu '68. I to, co było najbardziej poruszające w tych opowieściach, to szczegóły. One bardzo "urealniają" bohatera.


Dzwoń po posiłki!


Wróć do „Jak pisać?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości