Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Zwycięska praca BMW "Konkwista" - 2010

Prace, które zwyciężyły w konkursie

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Zwycięska praca BMW "Konkwista" - 2010

Postautor: Weber » czw 25 lut 2010, 22:37

[center]Konkwista [/center]

Kiedy „Magellan” osiągnął przestrzeń o wyraźnym gradiencie pola grawitacyjnego, główny komputer włączył dopływ substancji napędowych i przed dziobem statku zapałał jasnością snop odrzutu. W sterowni włączyły się przekaźniki, a stanowiska załogi pobrały zasilanie, przygotowując się na przyjęcie gospodarzy. Cztery kokony hibernacyjne zamrugały kontrolkami odbioru poleceń. Rozpoczął się proces rozbudzania członków ekspedycji. Przez ponad dwadzieścia cztery godziny aparaty medyczne pompowały w ludzi wszystko to, co było im niezbędne, aby zaczęli samodzielnie funkcjonować.
Sven Lindman  dowódca lotu  dźwignął się z legowiska. Osłabione mięśnie tego niemal dwumetrowego mezomorfa drżały, ale przemagając słabość mężczyzna nałożył na siebie szlafrok z mnóstwem bioczujników i powlókł się do sterowni. Tam stanął przed ekranem, by przyjrzeć się obszarowi kosmosu, którego jeszcze nikt na własne oczy nie widział.
Kontemplację przerwał szmer rozsuwanych drzwi. Nadira Hasla, astrobiolog i lekarz pokładowy, wkroczyła do pomieszczenia sprężystym krokiem. Sven spojrzał na nią kątem oka, zaskoczony, że równie szybko potrafiła dojść do pełni sił.
Nadira, także ubrana jedynie w biały szlafrok, wyglądała kusząco. Rozsunięte poły materiału odsłaniały płaski brzuch, szczupłe uda i pełne piersi. Ciało w kolorze hebanu błyszczało od potu uwalnianego po seansie termicznym. Wystarczyła chwila, by Lindman poczuł, że całkowicie zwalczył już objawy pohibernacyjnej otępiałości.
– Czy Alfa Centauri jest naprawdę tak piękna, jak na symulacjach? – spytała Nadira stając obok Svena. Ujęła go pod ramię. Wyraźny sygnał chęci zacieśnienia znajomości rozpoczętej podczas treningu w podpekińskim ośrodku przygotowawczym. Nie było to oczywiście żadne głębsze uczucie, ale nieokiełznana potrzeba dobrego seksu. Oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że spełnią ją prędzej czy później.
Na razie jednak spoglądali na panoramę obcego terytorium. Optyczne systemy zbliżeniowe działały doskonale. Widzieli, wypełniający boczną część ekranu, żółty krążek tarczy Alfy Centauri A. Konkurował z nim mniejszy, pomarańczowy składnik B. W górnym lewym rogu ekranu jarzyło się natomiast czerwone oko Proximy Centauri. To był widok zza rufy statku.
Podróż dobiegała końca. Wkrótce ten świat stanie się własnością ludzi z Ziemi.
– Jak pierwsze wrażenie? – spytał Sven poprawiając kołnierz szlafroka. Uwierały go przylegające do ciała czujniki, a chęć dotknięcia kobiecych piersi dekoncentrowała.
– Bez rewelacji. Ostatecznie, może być – odparła matowym głosem Nadira. – Musi być – dodała gniewnie i nagle cofnęła dłoń.  W końcu przez trzy lata będziemy tu uwięzieni jak w klatce. Czy nie uważasz, że należy się nam premia? Zróbmy z tej wyprawy przedsięwzięcie prywatne. Jestem pewna, że Alfa ma dużo do zaoferowania.
– Bogactwa naturalne systemu planetarnego. Tak? I ładunek złota poza ewidencją, kiedy wrócimy na Ziemię.
– Odbierzemy to, co nasze. Umowa stoi?
Lindman nie zdążył odpowiedzieć, bo w sterowni zjawili się: Robert Nowaks i Shan Tang. Chinka, o chłopięcej figurze, stanęła naprzeciw ekranu, wnikliwie wpatrując się w obraz przekazywany przez kamery. Nowaks, młody planetolog, rzekł kpiąco:
– Tylko oszczędź nam swoich wizji, prorokini.
 Byłoby to karygodne marnowanie czasu  odparła Shan Tang.  Może gdybyś...
 Wyświetl wstępne dane  polecił Sven komputerowi, likwidując zarzewie konfliktu.
Na ekranie zmieniły się obrazy i panoramę przestrzeni zastąpił ciąg wolno przesuwających się liczb.
– Jeszcze nie jestem gotowa do pracy – jęknęła z odrazą Murzynka. Odsunęła się od Lindmana, ale tak jak wszyscy, spojrzała na kolumny posegregowanych znaków.
Komputer informował o analizie spektralnej gwiazd, rejestrował zmiany w chromosferach, przeglądał widmo fal elektromagnetycznych. W absolutnej ciszy odsłaniał tajemnice nowego świata.
Nagle Robert poruszył się niespokojnie, wyminął Shan Tang i, z rozgorączkowaną twarzą, niemal przywarł do ekranu. Dziwne zachowanie zazwyczaj flegmatycznego planetologa, wzbudziło niepokój Lindmana.
– Tego nie powinno tu być – rzekł Nowaks marszcząc czoło. – To niemożliwe. Nie w tym świecie.
– Czego t u nie powinno być? – spytał Sven.
– Sygnał – wyjaśnił mimochodem planetolog. – Odbieramy sygnał z systemu gwiezdnego.
– Muzyka gwiazd – podpowiedziała Shan Tang. – Analizujesz promieniowanie Alfy.
– To sygnał wąskopasmowy. Wygenerowany przez sztuczny nadajnik, nie naturalny. Częstotliwość tysiąc pięćset megaherców. Nie mogą zagłuszyć go wolne elektrony krążące w polach magnetycznych, ani emisje przemian jądrowych w gwiazdach. – Nowaks przełączył kilka funkcji analizatora, pokręcił głową z niedowierzaniem i odwrócił się do reszty.  To – wskazał rząd cyfr zatrzymanych na ekranie – trzecia transmisja, jaką odebraliśmy. Przesłana na falach małej częstotliwości. Więc obliczona na krótki dystans. Gdybyś choć trochę rozumiała zasady łączności – spojrzał na Chinkę – powiedziałabyś, że jest przeznaczona dla nas!
– Dla nas? – wtrąciła Nadira. – Zmierzamy w stronę pustego świata.
Na ustach Shan Tang pojawił się z grymas, który wszyscy wzięli za diaboliczny uśmiech.
***
System identyfikacji personelu zlokalizował Lindmana w centrum relaksacyjnym. Dla Shan Tang była to niefortunna wiadomość. Każdy, kto przebywał w tym swoistym azylu, przekazywał jednoznaczny sygnał współtowarzyszom: nie zawracać mi dupy. Jednakże, po krótkiej walce wewnętrznej, ulegając niecierpliwemu charakterowi, Chinka postanowiła złamać obowiązujące zasady. Sprawy, które chciała poruszyć, nie powinny czekać.
Shan Tang wkroczyła do pomieszczenia, gdzie basowo dudniły bębny. Z sufitu dobiegał dźwięk gongu, a pomiędzy ścianami oscylowały metaliczne dźwięki, układając się psychodeliczną melodię.
Dowódca leżał w fotelu, otoczonym smugami holograficznej projekcji. Chinka zbliżyła się doń ostrożnie.
– Lepiej żeby to było naprawdę coś ważnego – powiedział Lindman, nie otwierając oczu. Jednocześnie przyciszył muzykę do poziomu umożliwiającego normalną rozmowę.
 Archaiczny utwór  stwierdziła Shan Tang.  Nie pasuje do ciebie.
Sven zmienił pozycję na siedzącą. Zerknął złowrogo na nieproszonego gościa, ale
odpowiedział łagodnie:
– Klasyka muzyki rockowej dwudziestego wieku. Pink Floyd. Właśnie przerwałaś mi przyjemność wysłuchania najlepszej części „Set the Control to the Heart of the Sun”.
– Inspiracja przed misją?
– O co chodzi, Shan?
– Nie chciałam rozwijać tematu przy Nowaksie. Uważa mnie przecież... za wariatkę. Ale gdyby tak było, nie dostałabym się na „Magellana”, prawda?
– Do rzeczy!
– Boję się, Sven. Ten sygnał...
– To tylko sygnał. Nic poza tym.
– Nie  zaprotestowała stanowczo Chinka.  Wiem, że jest niebezpieczny. Nie w sensie bezpośrednim, ale... nie żądaj ode mnie wyjaśnień. Przyrzeknij, że nie podejmiesz żadnego zbędnego ryzyka.
– Zrobię to, co będę musiał. Taka jest rola dowódcy.
 A więc i ty mi nie wierzysz.
 Podważasz swoją wiarygodność, tak szybko zmieniając zdanie. W sterowni byłaś bardziej... odważna.
– Wiesz, dlaczego. Nowaks. Ale już wkrótce i on zrozumie, że poza wzorami opisującymi świat, jest jeszcze coś, co wymyka się kontroli liczb.
– Zakładasz niemożliwe. Nie zrozumie.
– To nic. Ważne, abyś ty wierzył. Ty musisz wierzyć!
– Wierzę. Wierzę, że gdzieś tam – Sven odruchowo wskazał głową nad siebie  jest coś potężnego. Ale niekoniecznie muszę od razu padać przed tym na kolana.
 Ostrożność – powiedziała Shan Tang i delikatnie dotknęła dłoni Lindmana. 
Pokora. W nich nasza nadzieja. Pamiętaj.
Chwilę później Chinka odeszła, kryjąc się za płomieniami jasności, które wiły się w takt cichego fragmentu „Set the Control to the Heart of the Sun”.
Sven pozostał sam na sam z myślami, a konkluzja z nich wyciągnięta nie była tak jednoznaczna, jak zazwyczaj. Shan Tang miała skłonności do konfabulacji, ale dziś potrafiła sprzedać je wiarygodnie.
I jeśli miała rację...
***
Załączany pulsacyjnie wsteczny ciąg coraz wyraźniej wyhamowywał pęd „Magellana”. Procedura lotu przebiegała planowo, więc dla załogi nastał czas relatywnej bezczynności. Wykorzystując sposobność, Sven i Nadira wprowadzili w czyn swoje pragnienia. Shan Tang znalazła odosobnione miejsce i jak ognia unikała spotkań z resztą towarzyszy. Jedynie Nowaks narzucił sobie reżim pracy. Stricte naukowe wartości stanowiły jednakże w tym przypadku sprawę drugorzędną. Robert zamierzał udowodnić, że za transmisją z układu Alfy nie kryły się żadne nadprzyrodzone siły, a wyniki spodziewanego odkrycia postanowił wymierzyć przeciwko Shan Tang. Chinka co prawda nie wypowiedziała otwarcie swojego zdania, ale i bez tego można było z wielkim prawdopodobieństwem sukcesu zakładać jej absolutne przekonanie o mistycznym charakterze sygnału.
Dlatego też, pomimo faktu, że efekty prac były mizerne, Nowaks potrafił zachować cierpliwość. Wyobrażenie głębokiego rozczarowania na obliczu Chinki, w chwili poznania prawdy, stanowiło dla planetologa najlepszą inspirację.
Wyczekiwanie zostało nagrodzone. Komputer po raz nie wiadomo który sprawdzał jedną z harmonicznych sygnału, gdy t o nadeszło. Natychmiast zamigotały wskaźniki analizatorów, ożyły ekrany śledzenia. Sterownię przebiegło, zaprogramowane uprzednio na taką ewentualność, alarmowe wezwanie.
Robert drgnął. Skupienie uwagi na kolumnach cyfr uleciało w okamgnieniu.
Polecił komputerowi foniczne odtworzenie zapisu.
W odbieranym paśmie, pełnym chaotycznych impulsów, usłyszał uporządkowanie. Krótki sygnał, wyraźnie oddzielający się od reszty. I sygnał ten zabrzmiał naprawdę niepokojąco. W wyobraźni planetologa fala elektromagnetyczna przemówiła ostrzegawczym krzykiem. Jakby stanowiła potajemnie wysłany znak, któremu udało się przedrzeć przez zagłuszający go wszechobecny szum.
Nowaks zbeształ się za takie myślenie i powrócił do pracy. Określił charakterystykę wezwania. Bez wątpienia transmisja była wygenerowana przez nadajnik.
Nadajnik w świecie, który ludzie odwiedzali po raz pierwszy? Znów zadziałała wyobraźnia, podsuwając Robertowi kilka fantastycznych rozwiązań. Ale szybko stłumił je dwoma słowami. Shan Tang.
– Nawiedzona dziwka – warknął gniewnie.
***
System planetarny Alfy Centauri krył w sobie więcej tajemnic, niż przewidywały to najśmielsze przedstartowe prognozy naukowców.
„Magellan” wisiał na wysokiej orbicie ponad księżycem trzeciej planety. Na tej samej orbicie, w odległości niecałego kilometra od statku, znajdował się obiekt, który niepodzielnie skupił na sobie uwagę ludzi. Po raz pierwszy od wielu dni pokładowych, w sterowni zgromadziła się cała załoga.
Optyczne układy zbliżeniowe wyłuskiwały z mroku konstrukcję przypominającą dwa ścięte ostrosłupy złączone podstawami. W połowie wysokości każdej z brył umieszczono ażurowe pierścienie zorientowane prostopadle do pionowej osi budowli. Pierścienie z kolei łączyły się ze sobą na wewnętrznych i zewnętrznych krawędziach poprzez smukłe kolumny, wykonane z połyskliwego metalu. Obiekt mierzył w najszerszym miejscu czterdzieści metrów i był wysoki na sto pięćdziesiąt, co stanowiło niemal jedną trzecią wielkości „Magellana”.
Strażnik obcego świata? Kosmiczne działo wycelowane przeciwko wrogowi? Relikt wydarzeń z zamierzchłej przeszłości?
Stacja, bo tak postanowili nazywać konstrukcję, wyglądała na opuszczoną i nieczynną od wielu lat. Skanery statku nie wykryły w jej wnętrzu żadnej aktywności energetycznej.
Z obliczem wyrażającym wahanie Lindman przyglądał się tej bryle ciemnej materii, pozornie martwej, ale mimo to doskonale pobudzającej wyobraźnię.
– To stąd dostaliśmy sygnał? – spytała Nadira.
– Wiem tyle, co ty – odburknął zirytowany Sven. Od pewnego czasu nie mógł pozbyć się
idee fix, której podmiotem była wizja przyszłości, tak mgliście nakreślona przez Shan Tang. Czy należało odczuwać obawę przed odkrytym obiektem?
– Podlećmy bliżej – zaproponował Nowaks.
– Nie – odparł natychmiast Lindman.  Zachowamy dystans.
– W takim razie zbadajmy to zdalnie.
– I tak będziemy musieli wejść na pokład – zasugerowała Nadira. – Prędzej czy później.
– Wiem – rzekł dowódca. – Na razie jednak poślemy tam sondy.
Zwiadowcy spędzili w przestrzeni kilka godzin, lecz każda próba nawiązania łączności z hipotetyczną aparaturą elektroniczną znajdującą się wewnątrz obiektu nie przyniosła rezultatu. Oględziny stacji wykazały jedynie, że nie chronią jej pola siłowe, ani laserowe wyrzutnie. Budowla była zamknięta na głucho i wszystko wskazywało na to, że wejście do środka wymagać będzie ingerencji siłowej.
– Od razu powinienem tam polecieć – stwierdził Nowaks.  Już dawno spacerowalibyśmy
po pokładzie.
– Nie znamy reakcji stacji na żywą materię  przypomniał Sven.
 Przypisujesz martwej konstrukcji nadprzyrodzone zdolności. To chyba zaraźliwe. –
Robert spojrzał znacząco na Shan Tang, ale Chinka nie zareagowała i nie zareagował też Lindman.  Trochę rozsądku, ludzie.  Nowaks z dezaprobatą pokręcił głową i poszedł do śluzy, aby przygotować się do lotu.
Wkrótce wnętrze „Magellana” wypluło z siebie niewielką jednostkę manewrową  Modułowy Plecak Odrzutowy. Kierujący nim planetolog bez zbędnych ceregieli obrał kurs na stację orbitalną. Jako punkt zbliżenia wybrał miejsce nieopodal śluzy wejściowej.
Przycumował dokładnie. Uaktywnił i wysunął manipulatory MPO, których zręczność przewyższała zręczność ludzkich palców. Nic to nie dało, gdyż mechanizm blokujący drzwi okazał się zaporą nie do przejścia. Na poszyciu obiektu nie było żadnego panelu sterującego pracą zewnętrznych drzwi. Aby dostać się do wnętrza stacji, należało otrzymać aprobatę z jej sterowni, co było poza zasięgiem ziemskiej elektroniki.
Jednostka manewrowa Roberta zawisła bezczynnie przed śluzą.
W sterowni „Magellana” odezwała się Shan Tang:
– To nie jest konstrukcja wykonana przez obcych inżynierów.
– Odpowiedź znajdziemy w środku – rzucił nagle z nową energią Nowaks i włączył palnik mikrolasera. Zabierał się właśnie do sforsowania drzwi, gdy usłyszał głos Lindmana:
– Wracaj na statek. Tracimy tu tylko czas.
– Skąd ta pewność?
– Odebraliśmy kolejny sygnał. Jego źródło znajduje się na planecie. Szukamy nie tam, gdzie trzeba.
***
W przeważającej części planeta stanowiła konglomerat pustyń i obszarów skalnych, nadających obliczu tego świata wyraz głębokiej ponurości. Glob był mniejszy od Ziemi, ale grawitacja na jego powierzchni tylko w nieznacznym stopniu odbiegała od ziemskiej. Atmosfera składała się głównie z dwutlenku węgla i azotu cząsteczkowego, co dobrze prorokowało na przyszłość, gdyż dzięki katalizatorom można było osiągnąć tu, za jakieś kilkadziesiąt lat, powłokę gazową zapewniającą ludziom odpowiednie warunki do życia. Aktywność sejsmiczna była marginalnie godna uwagi. Teren wydawał się bezpieczny, ale badania trwały nieprzerwanie od trzech godzin. „Magellan” wysłał sześć sond, które oblatywały planetę po orbitach gwarantujących najszybszy zysk danych. Mimo tego dowódca nie podjął jeszcze decyzji o lądowaniu.
W swojej kabinie Nadira przytuliła się do boku Svena i spytała:
– Dlaczego jesteś taki ostrożny? Badamy planetę, jakby była zarażona czymś gorszym od L.I.N.G.
– Odpowiadam za was. – Lindman przesunął dłonią po plecach Murzynki, kierując się w stronę pośladków. – Ciekawość należy trzymać na wodzy. Gdy wchodzisz do ciemnego pokoju, czyż nie zapalasz światła?
– Rozmawiałeś z Shan Tang.
– Istotnie, była u mnie. Ale nie dlatego zachowuję ostrożność.
– Więc kiedy lądujemy?
– Dziś sondy zakończą rekonesans. Dzięki temu będziemy mieli wstępną geologię. Wieczorem zadecyduję, co dalej. – Palce Lindmana dotarły do celu. – Ale pamiętaj, złotem dzielimy się po połowie – zastrzegł nagle, nawiązując do minionej rozmowy w sterowni.
– Do wieczora jest jeszcze kilka godzin – powiedziała zalotnie Nadira. Sprytnym ruchem odwróciła się na plecy, unieruchamiając pod sobą rękę Svena. Mocniej natarła nań pośladkami i zamruczała lubieżnie. Murzynka nie była boginią seksu i, jak się okazało, jej zdolności w łóżku pozostawiały wiele do życzenia, ale Lindman wolał to, niż trzyletnią ascezę lub fizyczny kontakt z chłopięcą Shan Tang
– Dlatego musimy je dobrze wykorzystać – odparł, przygarniając ku sobie hebanowe ciało.
***
Sondy wykryły miejsce skąd prawdopodobnie nadawano sygnał. Na półkuli północnej, nieco powyżej zwrotnika, znajdował się kompleks budynków, którego wielkość nie preferowała do nazwania go miastem, lecz raczej rozległą bazą. Kamery satelitarne przekazywały obraz, na którym ludzie mogli dokładnie obejrzeć szczegóły konstrukcji. Trzynaście matowych kopuł w kolorze chamois ułożono w dwóch współśrodkowych okręgach. Każda kopuła liczyła sobie przynajmniej sześćdziesiąt metrów średnicy. Pomiędzy sferami sterczały cztery wieże, zwieńczone pierścieniami z półprzezroczystego materiału, w kolorze soczystego lazuru. Dwie inne wieże, noszące ślady dewastacji, a może tylko po prostu nie dokończone, chyliły się ku ziemi już poza obrębem bazy. I to właśnie dzięki nim budowla nabierała tragicznego charakteru. Jakby jakaś nieznana, potężna siła dotarła do obrzeży konstrukcji i nagle wycofała się z niewiadomego powodu.
Sam fakt istnienia miasta, Shan Tang uparła się przy tej nazwie, nie był tak zaskakujący, jak jego rozmiary. Dzięki sondowaniu okazało się, że część naziemna nie stanowiła nawet jednej czwartej objętości kompleksu. Prawdziwie przepastne tereny, labirynty korytarzy kryły się pod ziemią. Katakumby sięgały trzystu metrów w głąb podłoża. Główny ekran sterowni „Magellana” pokrył się siatką linii, wyznaczając pomieszczenia i trakty komunikacyjne.
Budowla nie była skomplikowana. Sprawiała wrażenie prymitywnej. Jednakże wśród tej prostoty rozwiązań konstrukcyjnych skrywało się nieznane. Coś, co destabilizowało pracę przebywających w pobliżu maszyn zwiadowczych, dając jednoznacznie do zrozumienia, że jeśli ludzie chcą zbadać miasto, muszą się tam udać osobiście. Przełamując opory, Lindman podjął to wyzwanie.
Przygotowali mały, szybki lądownik. W skład załogi weszli: Nowaks i Shan Tang.
Lot odbył się bezproblemowo. Przebili się przez atmosferę i podeszli do lądowania blisko miasta. Było wczesne lokalne przedpołudnie, kiedy człowiek po raz pierwszy stanął na powierzchni świata obcego słońca.
Nie umilkły jeszcze trzaski stygnących dysz, gdy Nowaks wyprowadził pojazd samobieżny. Łazik zjechał z łagodnej wydmy na kilkunastometrowej szerokości betonowy pas okalający miasto. Maszynę poprzedzały dwie latające sondy. Ich czujniki penetrowały otoczenie, ale zarówno Robert, jak i Shan Tang nie czuli się przez to bezpieczniej. Bariery stworzone ludzką ręką wydawały się nic nie znaczyć, gdy kopuły i srogie wieże zaczęły rosnąć na przednim ekranie pojazdu.
Sondy dotarły do granicy miasta. Kontrolki sprzężenia z komputerem łazika zamrugały ostrzegawczo. Robert przyhamował bieg maszyny. Shan Tang rzekła:
– Na razie mamy czyste pole podejścia.
Opuścili pojazd, nie czekając na zakłócenie systemów łazika. Towarzyszył im głos Lindmana. Dowódca za pośrednictwem satelity śledził każdy krok ekipy zwiadowczej.
– Dziesięć metrów w lewo od was jest znak na kopule.
Znak okazał się niewielką szczeliną, płytkim wyżłobieniem w sferycznej powierzchni.
 Ukryte wejście?  Chinka wyciągnęła dłoń i rękawicą dotknęła kopuły. Urządzenia sensoryczne skafandra przekazały wrażenie kontaktu z materiałem pokrytym czymś na podobieństwo drobnych granulek.  Jeśli tak, będziemy potrzebować klucza.
Nagle w ścianie pojawiła się linia seledynowego światła. Pogrubiała i podzieliła się. Chwilę później dwa odcinki odsunęły się od siebie, ukazując oczom ludzi niewielkie pomieszczenie. Miasto zbudowane przez obcych inżynierów otworzyło swoje podwoje.
W sterowni „Magellana” Lindman położył dłoń na udzie Nadiry.
 Nie sądzisz, że poszło im zbyt łatwo?
 Wolałbyś, aby przebijali się przez ściany?
Już bez słowa powrócili do śledzenia transmisji, przesyłanej z kamer wbudowanych w kaski zwiadowców.
Za następnymi drzwiami był tunel, pałający mlecznobiałym światłem. Idealnie gładkie powierzchnie ścian zbiegały się w fasetowanych narożnikach z idealnie gładkim sufitem. Nowaks i Shan Tang usłyszeli dźwięczne echo własnych kroków.
Echo!
Robert spojrzał na naręczny monitor danych. Wewnątrz korytarza było powietrze, którym mogli swobodnie oddychać. Planetolog wywołał Svena. Łączność nie była idealna, ale słyszeli się i rozumieli bez kłopotu.
– Żadnych bohaterskich prób – rozkazał Lindman, uprzedzając tym samym sugestię Nowaksa o rozhermetyzowaniu skafandra.
Shan Tang spojrzała na planetologa i wskazała ręką w głąb korytarza.
– Zapraszam na przechadzkę.
Nie uszli nawet dziesięciu kroków, gdy na ścianie dostrzegli niewielkich rozmiarów prostokąt. Chinka dotknęła go delikatnie. Zadziałały ukryte mechanizmy i kolejne wejście stanęło otworem. Shan Tang przekroczyła próg. Po pustym, sterylnie czystym korytarzu, spodziewała się podobnego widoku. Ale niewielkie, może dwudziestometrowe pomieszczenie, nie było takie. Po środku stała czarna konstrukcja, w kształcie litery „U”. Jedna z jej krawędzi nosiła ślady uszkodzeń. W wyrwie Shan Tang dostrzegła popalone kable i stopione układy elektroniczne. Technologia urządzenia sprawiała wrażenie bardziej zaawansowanej od tej na „Magellanie”, lecz analogia z konsoletą nasuwała się jednoznacznie. Na części stanowiącej pulpit, pod półprzezroczystą powierzchnią, widać było coś na podobieństwo czytników.
Chinka stanęła wewnątrz litery „U”
Robert, który także znalazł się w pomieszczeniu, powoli okrążył konstrukcję. Spojrzał nagle w kierunku ściany, podszedł do niej i czegoś dotknął. Rozsunęły się następne drzwi. Nowaks zrobił energiczny krok naprzód, ale zatrzymał się jak wmurowany. Shan Tang zobaczyła jego reakcję.
– Co tam jest?
– Nie podchodź! – rzekł ostro Nowaks.
Zanim jednak zdążył się wycofać, umożliwiając mechanizmowi zamknięcie drzwi, Shan Tang już była obok niego. Zaborczo przesunęła planetologa i odważnie spojrzała przed siebie.
Niemal krzyknęła z wrażenia.
Na podłodze, w pozycji embrionalnej, z rękami przytulonymi do głowy, leżał szkielet. Szkielet człowieka.
Ale szok wywołany tym niespodziewanym odkryciem znikł u Shan Tang tak szybko, jak się pojawił. Coś, co spowodowało śmierć osobnika, zapewne im już nie zagrażało. Chinka zastanowiła się natomiast nad innym spostrzeżeniem. Dlaczego uznała, że ten człowiek zginął śmiercią tragiczną? Nie było przecież żadnej przesłanki potwierdzającej takie domysły.
Przez następne trzy godziny wędrowali po kompleksie, otwierając każde drzwi, badając każde odkryte pomieszczenie. I wszędzie były te same czarne konsolety ze szklistym nalotem, pod którym znajdowały się skomplikowane mechanizmy.
Znaleźli jeszcze osiem szkieletów.
W końcu Lindman uznał, że czas pierwszego zwiadu dobiegł końca.
Miasto wypuściło Nowaksa i Shan Tang bez żadnych przeszkód. Zabrali ze sobą jeden ze szkieletów, wsiedli do rakietki i wystartowali jeszcze przed nastaniem nocy.
***
Badania wykazały, że wiek znalezionych kości zawierał się w przedziale trzystu, czterystu lat. Wynik szokujący, ale o pomyłce nie mogło być mowy. Istota zbita zawierała odpowiednio dużo fosforanu wapnia, który przez lata nie uległ wytrąceniu. Kości nie nosiły w sobie śladów jakichkolwiek trucizn, ani pozostałości promieniotwórczej. Rekonstrukcja ciał opartych na strukturze kostnej bezsprzecznie potwierdziła fakt, że mają do czynienia z ludźmi.
– Jak to możliwe, że oni już tu byli, gdy w naszym układzie powstawały dopiero pierwsze kolonie na Marsie? – rzucił Nowaks, ale nikt z załogi nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Aby choć w części rozwiać mroki swojej niewiedzy, postanowili niezwłocznie wysłać kolejną ekspedycję. Tym razem zespół eksploracyjny liczył troje uczestników. Lindmanowi ponownie przypadła w udziale obserwacja działań z pokładu „Magellana”.
Zmierzchało, kiedy ciężki transportowiec wylądował nieopodal miasta. Po czterech godzinach bezustannej pracy ludzie dysponowali prowizorycznym barakiem mieszkalnym. Dopiero wtedy pozwolili sobie na chwilę relaksu pod rozgwieżdżonym obcym niebem.
Słońce, niczym brylant, lśniło w konstelacji Kasjopei. Po przeciwległej stronie firmamentu, uciekała poza widnokrąg Alfa Centauri B, świecąc jaśniej niż ziemski Księżyc w pełni. Natomiast Proxima jarzyła się, jak czerwony świetlik. Nad ponurą powierzchnią planety rozciągnęły się upiorne cienie. Była już późna noc, gdy ludzie poszli spać.
Rankiem wkroczyli do kompleksu. Na prośbę Nadiry, niepewnej swojej reakcji na widok szkieletów, początkowo poruszali się w grupie. Potem troje zwiadowców rozdzieliło się i każde podjęło eksplorację na własną rękę.
W sumie dość szybko miasto przestało wzbudzać w nich obawy czy niepokój. Widok pustych pomieszczeń i zalegających ludzkich resztek spowszedniał.
Wszystkie kości były doskonale zachowane. Ludzie z Alfa Centauri byli wyżsi nawet od Lindmana. Żaden ze znalezionych szkieletów nie liczył sobie mniej niż sto dziewięćdziesiąt centymetrów. Wśród nich trzy należały do kobiet. Zaskakiwał też fakt braku ubrań, czy nawet skrawka materiałów. Żadnych protez, najmniejszych implantów.
I wtedy Svenowi przyszło do głowy, że przecież mogło się tak zdarzyć, iż przyczyna śmierci tych ludzi, wycofała się gdzieś w czeluście podziemnego labiryntu i tam, utajona, czekała na swój czas. Ta myśl przeraziła dowódcę, siedzącego bezpiecznie w sterowni statku, lecz Lindman nie wypowiedział jej głośno. Nie było to całkowicie uczciwe wobec reszty załogi, ale przynajmniej nie zasiało niepotrzebnego niepokoju.
***
Shan Tang wkroczyła do kolejnego pomieszczenia. Ilość zgromadzonych tu czarnych pulpitów, sześcianów i niby-konsolet, przytłaczała. Na ścianie, do wysokości może trzech metrów, biegł fosforyzujący pas zieleni. Powyżej zawieszono galeryjkę, a nad nią następną, i jeszcze jedną, aż do sufitu.
Prawie w każdej zbadanej dziś sali, Chinka natrafiała na szkielety. Tutaj ich nie było. Fakt, który powinien uspokoić, paradoksalnie spowodował, że Shan Tang poczuła się niepewnie.
Poddana temu przebłyskowi, nagle zapragnęła odetchnąć powietrzem miasta. Potrzebowała tego, aby pozbyć się napięcia. Sięgnęła ku kryzie i rozhermetyzowała złącze.
– Co robisz?!  krzyknął natychmiast Lindman.  Teren nie jest zabezpieczony!
– Jest – odparła z uporem i, już zupełnie opanowana, ściągnęła hełm.
Powietrze było chłodne, jakby do wnętrza kopuły napływał wiatr rześkiego poranka. Temperatura komfortowa. Shan Tang zaczęła przechadzać się pomiędzy pulpitami. I wtedy, gdzieś po środku sali, dostrzegła czerwonawy blask nad jednym z urządzeń. Jeszcze przed chwilą, a miała co do tego absolutną pewność, konsoleta wyglądała na martwą.
Chinka ostrożnie zmieniła kierunek marszu. Z dystansu niecałych dwóch metrów, spojrzała na półokrągły pulpit, który świecił teraz pulsującymi polami. Układ światełek zmienił się nagle i zamarł w bezruchu. Jakby maszyna zastanawiała się nad decyzją, by chwilę później eksplodować ciepłym spektrum barw, które obudziło drzemiące w sąsiedztwie konsolety. Ponad czarnymi sześcianami wykwitły hologramy skomplikowanych paneli sterujących. Shan Tang skierowała kamerę w ich stronę i rzekła do Lindmana :
– Wygląda na to, że jestem w sercu miasta.
***
Korytarz kompleksu łączył się z tunelem wydrążonym w skale. Jasna przestrzeń miasta ustąpiła przed półmrokiem dziewiczego terenu planety. Nadira zapaliła reflektory skafandra i na kamiennych powierzchniach zatańczyły rozedrgane cienie.
Murzynka przystanęła. A jednak nie zdołała całkowicie pozbyć się obaw. W grupie łatwiej było przejść przez pomieszczenia, omijać kości, ignorować wyciągnięte dłonie szkieletów. Toteż od chwili rozpoczęcia samotnej wędrówki przełączyła wzmacniacz nasłuchu na maksymalną czułość. Teraz z przesadną skrupulatnością sprawdziła wskazania aparatu. Dookoła panowała cisza. Tylko cisza. Katakumby sprawiały wrażenie zupełnie pustych.
Ale kiedyś kroczyli tędy ludzie, a drogę oświetlały im podsufitowe lampy, dziś już nieczynne z powodu wyczerpania baterii zasilających. Tym dziwniejszym wydawał się fakt, że w tunelu nie panowała absolutna ciemność. Trudno było dostrzec gdzie, lecz przez ściany przenikała szczątkowa jasność.
Nadira ruszyła naprzód. Nie musiała martwić się o zapamiętywanie trasy powrotnej. To była jedna z funkcji zaprogramowanych w komputerze skafandra.
Monotonny rytm marszu, sporadycznie przerywany wymianą zdań z Lindmanem, sprowokował Murzynkę do snucia spekulacji związanych z tym, co kryło się podziemiach. Mimo że miała przed sobą wiele kilometrów tuneli i potrzebowała czegoś więcej niż szczęścia, aby trafić we właściwe miejsce, ani przez chwilę nie zwątpiła w swój sukces.
Wiara została wynagrodzona. W czwartej godzinie wędrówki Nadira skręciła w kolejny korytarz i jej puls gwałtownie przyspieszył.
Oto znalazła się u progu wejścia do groty, a grota nie była pusta. W jej centrum stała konstrukcja, kształtem przypominająca ołtarz. Płyty, wyciosane z różowego, połyskliwego kamienia, przykrywał strzęp tkaniny. Materiał zdobiły skomplikowane wzory złożone w głównej mierze z trójkątów. Na ołtarzu, na misternie wykonanym granitowym cokole, spoczywała kryształowa piramida. W jej wnętrzu leniwie krążyły iskry niebieskiego światła. Piramidy strzegły, usytuowane po lewej i prawej stronie, dwa złote minipylony. Ponad ołtarzem rozkładał się ażurowy parasol  kopuła wykonana z metalowych prętów. Te zdawały się wibrować z niską częstotliwością
Ołtarz ustawiono na rysunku przedstawiającym trzy trójkąty wpisane w wyżłobiony w posadzce okrąg. Białe linie konturów figur ostro kontrastowały z czernią podłogi. Przy ścianach, w głębi groty, wznosiły się szafy o masywnych, drewnianych drzwiach, intarsjowanych szkarłatnymi ornamentami. Jedna połówka drzwi była uchylona, ale Nadira nie mogła dostrzec, co kryło się w schowku. Do szaf tuliły się dwie skrzynie z szufladami, których lica zdobiły uchwyty w kształcie łez.
Murzynka zbliżyła się do konstrukcji. Dopiero wtedy dostrzegła coś jeszcze. Za kryształową piramidą skrywała się czaszka. Czaszka obcej istoty. Nawet z tej odległości można było dostrzec wyraźne różnice. Kość czołowa bardziej płaska niż u ludzi, oczodoły większe i nie tak okrągłe.
Kobieta poczuła się odrobinę nieswojo. Pomimo że „Magellan” odbierał transmisję, to jednak Sven nie komentował przekazu. Dlaczego?
Łączność.
Nadira sprawdziła nadajnik. Test wypadł pomyślnie, więc natychmiast wysłała wezwanie. Odpowiedź jednak nie nadeszła. Czyżby grota ekranowała promieniowanie elektromagnetyczne? Akurat tu i akurat teraz! Bzdura. Już raczej szczeniacki żart ze strony Svena.
Murzynka zbeształa się za tak łatwo wzbudzony niepokój. Skierowała spojrzenie na precjoza spoczywające na ołtarzu. To było najlepsze antidotum na początki paniki. Odważniej weszła do środka, ale kroczyła przez grotę, starając się nie wzbudzać hałasu. Odchyliła szerzej drzwi jednej z szaf i zajrzała do wnętrza. Puste półki.
Zwróciła się w stronę ołtarza. W odpowiedzi na jej ruch, ażurowy parasol zadźwięczał odrobinę intensywniej. Instynkt nakazał Murzynce, jak najszybciej opuścić salę. Ale kiedy raptownie ruszyła przed siebie, znalazła się wewnątrz tajemniczego kręgu.
I wtedy w grocie zaległa nieprzenikniona ciemność.
***
Szczegółowy aż do przesady stereotyp badań potwierdził brak zagrożeń dla ludzi znajdujących się w kompleksie. W efekcie czego Lindman zniósł znaczną część obostrzeń procedur bezpieczeństwa. Przyjemnie było więc pracować bez ergonomicznych skafandrów.
Nowaks zamknął oczy i głęboko zaciągnął się powietrzem centralnej kopuły miasta. Mieszanka tlenowo-azotowa skutecznie pobudzała do efektywniejszego wysiłku. Delektował się nią w chwilach relaksu. A bezwzględnie zasłużył na odpoczynek.
Przed półgodziną uzyskał kompatybilność systemu komputerowego kompleksu z systemem „Magellana”. Zupełnie nieźle, jak na planetologa. Piramida urządzeń odczytujących i dekodujących gromadziła niemal lawinowo napływające dane. Robert przeglądał je pobieżnie, cierpliwie oczekując na pełny obraz zdarzeń z historii miasta. Ale już teraz posiadał wiedzę, która była w stanie zaszokować współtowarzyszy. Cieszył się, że po odkryciach dokonanych przez San Tang i Nadirę, jemu także udało się dokonać czegoś znaczącego.
Obie kobiety przeszukiwały katakumby. Angażowały się w zbędny trud, bo wkrótce to on  Nowaks  będzie potrafił odpowiedzieć na gros pytań. Na razie jednak  zadecydował jednoznacznie  niech każdy robi, co do niego należy.
Chwilę samozadowolenia przerwało Robertowi wezwanie z „Magellana”.
– Jak postępują prace?  spytał bez ogródek Sven.  Masz coś ciekawego?
 Zdobyłem kilka informacji – odparł lakonicznie Nowaks.
– W takim razie, mów, zanim zanudzę się tu na śmierć.
 Zdaje się, że popadliśmy w zbytni zachwyt, odkrywając ten kompleks. To budowla
zaprojektowana i stworzona przez inżynierów z Ziemi.
– Z jakiej Ziemi?
Odruchowe pytanie Lindmana wywołało na twarzy Nowaksa grymas pobłażania.
– O ile się orientuję, znamy tylko jedną Ziemię. Pamiętasz Układ Słoneczny, trzecia planeta nazywa się...
 Przestań się zgrywać.
 Dobrze. Więc słuchaj uważnie. Co powiesz mi o dacie: dwa tysiące trzysta czterdzieści cztery?
 To... za sto dziesięć lat. Oczywiście licząc według pokładowego czasu „Magellana”.
 Błąd. Ale rozumiem jego podstawy. Prawidłowa odpowiedź brzmi: początek budowy osiedla.
– Bzdura. Sugerujesz, że co... przenieśliśmy się w czasie? Że jesteśmy w innym wymiarze?
– Niestety, tak prymitywne rozwiązanie nie wchodzi w rachubę – rzekł uszczypliwie Robert. – Przejrzałem rejestry tutejszego kompa. Są w nich wzmianki o lądowaniu na Księżycu i na Marsie. I o pierwszym locie do gwiazd.
– O nas?!
– Tak.
– No i?
– Odnotowano tylko datę startu „Magellana”. Żadnych danych o kontynuacji misji. Znalazłem też kilka epizodów z historii kosmonautyki, ale dotyczą innych wydarzeń..
– Czyli po prostu o nas zapomnieli. Dlaczego?
– Sprawdź zapis lotu – odparł Nowaks. – Mam wrażenie, że to jest klucz do rozwiązania. Podejrzewam, że nasza podróż trwała trochę dłużej niż czterdzieści lat.
 I komputer nas nie obudził? O niczym nie poinformował?
 No to już masz co robić.
 Jak długo lecieliśmy? – Sven wrócił do sedna sprawy.
– Ostatnie polecenie człowieka wydane komputerowi miasta miało miejsce w roku dwa
tysiące dziewięćset trzydziestym czwartym.
– Niemożliwe! Lecieliśmy tu siedemset lat?!
 Nawet dłużej – poprawił Robert. – Zważywszy, że szkielety leżą tu od około trzystu lat, daje to nawet tysiąc.
– Tysiącletni sen – powiedział w zadumie Lindman, ale szybko odzyskał werwę. – Co zabiło tych ludzi? Masz jakieś podejrzenia? Co z czaszką odkrytą przez Nadirę?
– Nie dotarłem jeszcze do wszystkich rejestrów.
– A sygnał?
– Wysłany przez główny komputer kompleksu. Skanery wykryły „Magellana” i maszyna podjęła funkcje transpondera. Pewnie myślała...
 „Myślała”, tak?
Nowaks odchrząknął i zmienił temat.
 Mam coś jeszcze. To, co spotkaliśmy na orbicie, jest stacją transferową. – W głosie planetologa zabrzmiała nuta podziwu.  Teraz tak się podróżuje pomiędzy gwiazdami. Poprzez teleport. Jesteśmy w stosunku do tych ludzi nieco... zacofani.
 Wolę być żywym neandertalczykiem, niż martwym laureatem Nobla.
 Nie sposób odmówić ci racji.
 A jak wy się trzymacie? Żadnych kryzysów psychicznych?
 Na razie wszystko jest w porządku.  Robert zawahał się przez chwilę.  No, może Nadira jest w trochę gorszym stanie. Nie, nie, to nic poważnego. Po prostu potrzebuje rozładować energię we właściwy sposób. Przygotuj się więc, że wkrótce będziesz miał gościa.
***
Zachowanie Nadiry dogłębnie zaskoczyło Svena. Kilkudniowa asceza w kontaktach intymnych zmieniła Murzynkę w prawdziwą bestię, obsesyjnie rządną seksu. Czy było to spowodowane rozłąką, Lindman nie wiedział, ale wolał tak myśleć. Ostatni, czwarty tej nocy stosunek, znów przyszło mu odbyć pośród dzikich jęków i szokująco sprośnych propozycji ze strony partnerki. I choć była w zachowaniu Nadiry autentyczna pasja, to gdzieś w jej tle pobrzmiewało echo agresji. Kwalifikując rzecz jako trywialną, Sven bezkrytycznie przyjął wszystko, co mu zaoferowano. Sprawy ważne wróciły jednak niebawem.
Już zupełnie odprężony Lindman przytulił kobietę i powiedział:
– Komputer nie obudził nas, mimo że lecieliśmy tu tysiąc lat. Dziwne, prawda?
– Wcale nie dziwne  odparła Nadira.  Realizował misję, a nam nic nie zagrażało.
– Niełatwo cię czymś zaskoczyć. A wyobrażasz sobie, jak zmieniła się Ziemia? Jaki intelekt tkwi w głowach ludzi.
Murzynka pogładziła policzek Svena, ale nie było w tym geście zbytniej czułości.
– Musimy wypracować kompromis – szepnęła jednak słodko – bo inaczej tęsknota za tobą doprowadzi mnie do obłędu.
 Przesadny sentymentalizm...
 Nie. Połączenie przyjemnego z pożytecznym. Mam wrażenie, że sekret zagłady ludzi z Alfy tkwi w grocie. Zbadajmy ją razem.
 To wbrew procedurze. „Magellan” nie może zostać bez nadzoru. W razie zagrożenia...
– Nie przesadzaj. Jakiego zagrożenia?  Nadira przesunęła dłoń w kierunku podbrzusza Lindmana.  Mam się sama paprać z tą robotą? Nowaks...
– ...Dostał ważne zadanie. Niedługo będziemy wiedzieli wszystko o tym świecie.
Na twarzy Murzynki pojawił się cień niepokoju, ale zamaskowała go wybuchem złości.
– Jeżeli Nowaks jest niezastąpiony, daj mi do pomocy Shan Tang. Może w końcu przestanie zaglądać dziesięć razy w to samo miejsce. Kręci się bezproduktywnie w kółko.
– Myślałem, że jej nie znosisz? Że wolisz pracować sama.
– To, co mamy zrobić, jest ważniejsze od moich osobistych uczuć. – Murzynka ugryzła Svena w płatek ucha i zachichotała filuternie. – Twoje obawy są bezpodstawne. Nikt nam nie podprowadzi „Magellana”. A ty masz prawo do inspekcji załogi.
– Na pewno z niego skorzystam, ale jeszcze nie teraz.
– A jak ci powiem, że odkryłam coś naprawdę ważnego?
– Jak ważnego?– spytał ostro Sven.
– Leć ze mną. Wszystkiego dowiesz się na dole.
***
Kolacja trwała w najlepsze. Załoga zgromadzona w mesie obozu, od półgodziny raczyła się specjałami z magazynów „Magellana”. Delikatne potrawy mięsne przepijano aromatycznym winem. Szczególnym wzięciem cieszyły się potrawy z owoców morza. Zdawało się, że upływ lat uszlachetnił ich smak.
Odkładając na bok sztućce Nowaks powiedział:
– Znalazłem system blokady stacji orbitalnej. – Uśmiechnął się z zadowoleniem. – Trochę pokombinowałem i drzwi na Ziemię stoją przed nami otworem. Możemy teraz podróżować jak cywilizowani ludzie.
– Powinniśmy więc lada chwila spodziewać się „cywilizowanych” gości? – wtrąciła Nadira.
 No, nie tak zaraz. Jeżeli nadajnik zasygnalizował gotowość urządzenia, na Ziemi odbiorą wiadomość za cztery lata.
 Według założenia zgodnego ze stanem naszej wiedzy.
– Stacja została zamknięta celowo  stwierdziła kategorycznie Shan Tang.
 Masz na to jakieś dowody?  zareagował natychmiast Robert.
– Wiesz przecież, że nie. Ale pomyśl: ktoś, prawdopodobnie jeden z ostatnich żyjących, postanowił zapobiec rozprzestrzenianiu się przyczyny zagłady i odizolował kolonię. Proste. A my radośnie do niej wkroczyliśmy.
 Co jeszcze wyciągnąłeś z maszyny?  wtrącił Lindman, spoglądając na Nowaksa.
Planetolog zastanawiał się przez chwilę, komu odpowiedzieć. Wybrał dowódcę.
– Zdawkowy zapis dotyczący groty. Sala odkryta przez Nadirę jest czymś w rodzaju „occultum”. Koloniści praktykowali w niej ezoteryczne rytuały. Próby dotyczyły pozbycia się powłoki cielesnej i przejścia w energetyczny stan istnienia. Czysta energia, nie ulegająca rozproszeniu, praktycznie wieczna.
 A czaszka na ołtarzu?  kontynuował Sven.
 Należy do istoty, której gatunek w przeszłości zamieszkiwał podziemia.
 Dlaczego więc nie ma innych szczątków tych istot  spytała Shan Tang.
 Pomyśl  wypalił złośliwie Nowaks.  Być może dlatego, że obcym się udało.
 Naciąganie faktów. Ale na siłę nic nie złożysz.
 Czy nie wydaje się wam dziwne  znów odezwał się Lindman  że obcy, zbudowali dość skromny dom. Labirynt, owszem, dla nas jest relatywnie duży, ale w odniesieniu do populacji gatunku jest zwykłą klitką.
– Wiem, do czego zmierzasz. – Chinka zwróciła się w stronę dowódcy. – Gdyby faktycznie byli rezydentami tego świata, założyliby więcej osiedli. A więc podważasz koncepcję, że te istoty to autochtoni. Już raczej rozbitkowie, którzy musieli tu lądować awaryjnie. Brzmi rozsądnie. I nie razi prymitywną nachalnością.
– Nie ma wzmianek o tym, że ludzie z Alfy odnaleźli wrak obcego statku – wtrącił natychmiast Nowaks.
– Albo do nich jeszcze nie dotarłeś.
 Spokojnie. I tak wiemy już naprawdę bardzo dużo – powiedział Lindman.
– Ale nie wiecie wszystko o grocie – wtrąciła Nadira, wyczekująco spoglądając na Svena.
– Wszystko w swoim czasie. Najpierw chciałbym obejrzeć stację – zadecydował dowódca.
***
Nowaks roztoczył pełny nadzór nad aparaturą zasilającą obiekt. Kamery z wnętrza teleportu przekazywały do centrum kompleksu obraz znakomitej jakości. Dowódca spojrzał z uznaniem na planetologa.
– Łatwo poszło – powiedział.  A pokaż mi jeszcze...
– No, koniec tego dobrego. – Frustracja buchała z Nadiry niczym żywy ogień.  Grzeczni chłopcy dostali nową zabawkę, tak? Może jednak znajdziecie trochę czasu na poważniejsze sprawy.
 Skoro tak ładnie prosisz  odparł z sarkazmem Robert.
– A może zdradzisz nam choć część tej swojej wielkiej tajemnicy – zaproponowała Shan
Tang. Uwagi Svena nie uszedł fakt, że Chinka była wyraźnie zaniepokojona.
– Zobaczycie na miejscu.  Nadira ruszyła w stronę drzwi.
W milczeniu poprowadziła ich korytarzami miasta, a potem tunelami katakumb. Dzięki imponującemu tempu wędrówki, wkrótce dotarli do groty.
Wrażenie obcości otoczenia było niemal namacalne, ale Nadira odważnie wkroczyła do sali. Obeszła ołtarz, trzymając się na zewnątrz granicy białego kręgu.
 To niesamowita konstrukcja – powiedziała natchnionym głosem. Rozłożyła szeroko
ręce i okręciła się dookoła własnej osi. – Czujecie, jak emanuje mocą. Jak onieśmiela. A to, co chciałam wam pokazać, znajduje się tutaj – wskazała punkt na posadzce, poza zasięgiem ich wzroku. – Podejdźcie bliżej.
Pierwszy poruszył się Robert, zaraz za nim Sven, a na końcu Shan Tang. Nowaks wybrał najkrótszą drogę i przeszedł ponad linią rysunku wyrytego w podłodze. Chinka przeraźliwie krzyknęła:
– Nie! Wróć!
Ale było już za późno, bo nagle znaleźli się w absolutnej ciemności, która zacisnęła na ich ciałach zimne macki. Sven miał wrażenie, że krępuje go nieskończenie długi wąż. Odrażający dotyk wędrował nieubłaganie wciąż wyżej i wyżej. A kiedy dotrze do głowy...
Lindman rzucił się do tyłu, lecz w tej samej chwili coś uderzyło go w plecy. Szarpnął się, mocarnym uściskiem unieruchomił napastnika i energicznie odepchnął na środek groty. Chwilę później zrozumiał swój błąd. Nikt go nie atakował. W przerażeniu po prostu zapomniał, że za nim znajdowała się Shan Tang. Chinka chciała przyjść mu z pomocą i odciągnąć w bezpieczne miejsce.
A teraz sama była stracona. W ciemności rozległ się jęk bólu, zakończony krótkim westchnieniem ulgi, że jest już po wszystkim. Cokolwiek jednak to oznaczało, Lindman zrozumiał, że musiał się teraz martwić jedynie o siebie.
Dotyk lodowatego węża dotarł do gardła Svena. Powoli, z premedytacją zaciskała się pętla śmierci. Lindmanowi zrobiło się słabo. Dusił się. Znalazł jednak w sobie resztkę sił, aby zawalczyć o ocalenie. Szarpnął niematerialne okowy, palcami zdarł skórę na szyi, w końcu osunął się na kolana i padł na ziemię. Pęta zimna niespodziewanie zsunęły się z niego i wycofały we wszechobecny mrok.
Był wolny. Tylko to się liczyło.
W tej samej chwili usłyszał głosy towarzyszy. Ciche, spazmatyczne szepty. Odruchowo chciał im pomóc, ale ustąpił przed gorzką refleksją. To pułapka. Więc żadnych głupich, bohaterskich numerów.
Lindman tyłem, na czworaka, wycofał się z groty. Ciężko oddychał, a strach jeżył mu włosy na głowie. Usłyszał jak ciemność zawyła tryumfalnie i żałośnie zarazem, a potem zaległa dookoła głęboka cisza.
Pomimo że Sven znajdował się w tunelu, pozornie bezpieczny, miał wrażenie, że zaraz sięgnie po niego jakaś karykaturalnie długa macka nocy. Czym prędzej podniósł się i zaczął uciekać. Byle dalej od tego miejsca. Byle dalej.
Co powinien teraz zrobić? Nie wiedział. Jedno tylko było pewne.
Został sam przeciw wszystkim.
***
Biegł wciąż naprzód i naprzód. Szybko. Jeszcze szybciej. Mimo to korytarze kompleksu zdawały się nie mieć końca.
Świadomość przewagi fizycznej, jaką do tej pory dysponował Lindman nad całą trójką, ustąpiła przed przekonaniem o niewyobrażalnych możliwościach przeciwnika. Przekonaniu brak było podstaw empirycznych, ale Sven nie silił się na wynajdywanie kontrargumentów, podbudowujących mizerne morale.
Teraz wszystko stało się proste do zrozumienia. Obca forma życia nie mogła samodzielnie wydostać się poza grotę. Była długowieczna, może nawet nieśmiertelna, ale mimo wszystko uzależniona od nosicieli. I znów, po latach bezczynności, umożliwiono jej kolejną ekspansję.
Nadira. Nowaks. Shan Tang.
Miasto wkrótce znajdzie się pod ich kontrolą. Miasto  tak, ale na orbicie czekał
„Magellan”. Tam będę bezpieczny, pomyślał Sven. Tam nie będą mieli wstępu.
W komunikatorze treningowego skafandra usłyszał wezwanie. Zezwolił na łączność.
– Wracaj.  To był głos Shan Tang.  Ucieczka jest bezcelowa.
 Przyłącz się do nas.  Głos Nowaksa.  Idziemy po ciebie.
 Nie masz żadnych szans.  Głos Nadiry.
– Zobaczymy – mruknął Sven i przyspieszył kroku.
***
Lindman raz za razem uderzał palcami w sensor łączności, ale rozpaczliwe próby nie przynosiły spodziewanych efektów. Śluza „Magellana” ignorowała wszelkie wezwania wysyłane z lądownika, który wisiał teraz bezczynnie przy burcie statku. Blokada systemów mechanicznych zdawała się być nie do pokonania.
Sven wiedział, kto odpowiadał za taki stan rzeczy. Nowaks. Dowódca wyobraził sobie pełne satysfakcji oblicze planetologa. Ów, nonszalancko rozparty w fotelu, od niechcenia wydawał polecenia komputerowi miasta. Maszyna, sprzężona z analogiczną jednostką na pokładzie „Magellana”, trzymała ją w mocarnych ryzach. Tym z góry przesądzonym zmaganiom, przyglądały się Shan Tang i Nadira.
Lindman był bardzo bliski prawdy. Mylił się tylko w jednym. Nawet najmniejsze oznaki zadowolenia nie odzwierciedlały się w zachowaniu ludzi. Nowaks miał wzrok obojętny. Po raz pierwszy w życiu nie mógł zdradzić się jakimkolwiek uczuciem. Był jedynie bezwolną kukłą. Jego ciało systematycznie traciło witalność, łakomie spijaną przez obcą siłę.
– Lądownik nie ma aparatury produkującej powietrze – powiedział Robert.  Sven wkrótce będzie musiał wrócić na planetę.
– A jeśli wybierze inny sposób?  spytała Shan Tang.
– Nie zrobi tego.  Głos Nadiry zabrzmiał z absolutną pewnością. – W gruncie rzeczy nie ma natury wojownika.
Ale założenie było błędne.
Sven połączył się z Nowaksem, przedstawiając ultimatum.
– Otwórz „Magellana”, to lądownik nie spadnie na wasze głowy.
– Nie dosięgniesz nas – odparł spokojnie Robert.  Miasto oprze się nawet eksplozji nuklearnej. A ty zginiesz na próżno.
– Przekonajmy się.
Sven oczywiście blefował. Zapowiedź odegrania roli kamikaze miała jedynie odwrócić uwagę od prawdziwego zamiaru  wejścia na stację orbitalną. Należało jednak znaleźć się na jej pokładzie, zanim ten, na podobieństwo „Magellana”, zostanie zablokowany przez Nowaksa.
Lindman wiedział, że to nie będzie proste.
***
Lądownik okrążał statek, pozorując desperację i bezsilność kierującego nim człowieka. Lindman w pośpiechu programował dane dla nowej trajektorii. Za jakiś czas maszyna miała zejść z orbity i sprawiać wrażenie pocisku, którego zadaniem było ugodzenie w miasto. W ostatniej fazie lotu auto-pilot powinien wykonać kolejny manewr i wylądować w pobliżu kompleksu. Sven zakładał, że zyska w ten sposób przynajmniej pół godziny na swobodne działanie. Niewiele, ale musiało wystarczyć.
Lindman wyszedł w otwartą przestrzeń, wyposażony w Modułowy Plecak Odrzutowy. Wykorzystując osłonę, jaką dawał mu „Magellan”, dowódca niecierpliwie odliczał czas potrzebny lądownikowi na zmianę kursu i zbliżenie się do planety. Było więcej niż pewne, że Nowaks śledził wszystkie jego posunięcia. Rozsądek nakazywał Svenowi pozostanie jak najdłużej w ukryciu, charakter  rozpoczęcie akcji. W końcu Lindman odpalił silniki manewrowe plecaka, jednocześnie modląc się, aby szósty zmysł planetologa nie skłonił go do przeskanowania przestrzeni w pobliżu statku.
Szczęście sprzyjało Svenowi. Dotarł do stacji, a ta wpuściła go do środka. W śluzie pozbył się modułu odrzutowego. Gotowy do kolejnego, znacznie trudniejszego zadania, ruszył dziarsko przed siebie.
Lindman nie był błyskotliwym programistą, ale praca nad danymi z kompleksu wzmocniła w nim wiarę, że poradzi sobie z uruchomieniem maszynerii teleportu. Najpierw jednak musiał poczynić pewne zabezpieczenia.
Po kwadransie zablokował kontrolę teleportu z poziomu miasta, przerwał łączność. Przy okazji wprowadził kilka nieplanowanych zmian w systemie, ale najważniejsze, że pierwszy punkt krytyczny został osiągnięty i zneutralizowany. Sven mógł przejść do następnej fazy operacji.
Zajął się nauką obsługi dezintegratora molekularnego. Szło mu opornie, metoda prób i błędów była niesłychanie żmudna, ale w końcu aktywował panel sterowniczy urządzenia. Otoczony ekranami, na których pojawiło się mrowie danych, zupełnie dla niego niezrozumiałych, Lindman przyjrzał się kabinie transferowej.
Było to obszerne pomieszczenie, ogrodzone z trzech stron srebrzystymi ścianami. Otwierało się na przestrzeń kosmiczną taflą szkła, w którą wkomponowano wyrzutnię, podobną do krótkolufowego działa. Zaskakiwała prostota rozwiązań technicznych.
Zdecydowanie bardziej skomplikowane okazało się uzyskanie sprzężenia stanowisk sterowania z promieniem kierunkowym teleportu. Ale z tym też Sven dał sobie radę. Otworzył kanał transferowy i na jednym z ekranów pojawił się wykres przedstawiający Ziemię i Alfę Centauri. Pomiędzy planetami zamrugały cztery czerwone punkty. Zorientował się, że to stacje monitorujące wiązkę, aby ta nie uległa rozproszeniu.
Był już naprawdę bliski pełnego sukcesu.
Na chwilę powrócił niepokój związany z poczynaniami przeciwników. Jaki szatański plan powstawał teraz w głowie Nowaksa? Co wymyślił, aby przerwać procedurę startową na stacji? W swojej wyobraźni Sven posunął się nawet do tego, że przeniósł planetologa na pokład teleportu. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w drzwi, zmobilizowany do fizycznego starcia. W końcu zrozumiał, że w ten sposób traci drogocenny czas.
Siła imaginacji był duża, ale nie ugiął się przed nią, choć przyszło mu pracować pod jeszcze większą presją.
Po trzech godzinach wytężonej pracy Lindman mógł wreszcie poczuć całkowitą satysfakcję. Wszystkie urządzenia niezbędne do przeprowadzenia transferu zostały aktywowane i skalibrowane. Cały geniusz Nowaksa, jedyna przeszkoda w osiągnięciu celu, przestał mieć teraz jakiekolwiek znaczenie. Ale nawet w chwili tryumfu Sven zachował wzmożoną ostrożność. W pierwszej kolejności teleportowal część oderwaną z jakiegoś pulpitu. Kawałek nieożywionej materii znikł w towarzystwie oślepiającej jasności i cichego szumu urządzeń. Czy naprawdę miał dotrzeć na Ziemię? Lindman wolał tak myśleć.
Czas było zaryzykować próbę na sobie.
Zajął miejsce w kabinie transferowej. Fala jasności wybuchła mu przed oczami i przestał czuć i widzieć cokolwiek.
***
Grawitacja zwiększyła swoją wartość. Atomy ciała, którego jeszcze nie miał, zostały ściągnięte w dół. A potem pośród bezkresnej nocy, z otchłani niebytu i nieświadomości wyłoniła się plama światła i powoli odzyskał ostrość widzenia. Znów był w pomieszczeniu o lustrzanych ścianach, więc przez moment uległ wrażeniu, że wcale nie wystartował, transfer nie doszedł do skutku, a on pozostał na Alfa Centauri. Gdy rozejrzał się, dostrzegł jednak wyraźną różnicę pomiędzy pomieszczeniem teleportu ziemskiego a centauryjskiego. Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak wielki skok technologiczny dokonała ludzkość podczas jego tysiącletniej hibernacji. Przebył odległość czterech lat świetlnych w formie energii, a dzięki jakiemuś cudownemu urządzeniu znów składał się z atomów.
Poprzez szklaną ścianę zobaczył Ziemię, przykrytą strzępami chmur. Ten banalny widok ucieszył Lindmana, jak nic innego dotychczas. Nie było jednak czasu na zachwyt. Teraz Sven musiał przekonać ludzi, aby linia transferowa z Alfa Centauri została zabezpieczona. Jeżeli on dotarł, tym bardziej dostaną się tutaj Nowaks, Shan Tang i Nadira. A wtedy, żegnaj piękny świecie.
Sven opuścił kabinę. Z rozpędu wpadł na wózek, stojący tuż za drzwiami. Pchnął go energicznie w bok. Sprzęt potoczył się o kilka centymetrów i zatrzymał. Coś nieprzyjemnie zachrzęściło. Lindman spojrzał na podłogę. Oniemiał.
Na podłodze leżał szkielet człowieka.
Sven przebiegł przez pokój i wpadł do następnego. Krzyknął na całe gardło. Nikt mu nie odpowiedział. Znalazł się na korytarzu o przezroczystych ścianach. W dole, pod swoimi stopami, zobaczył zarys wschodniego wybrzeża Australii. Przyspieszył tempo biegu. Droga, łagodnym łukiem, prowadziła po szerokiej galerii.
I wtedy perspektywa przed Svenem rozmyła się. Świat oglądany zza ociekającej wodą szyby. Trwało to tylko chwilę, bo zaraz widok rozpadł się na tysiące kryształowych kawałków.
***
Lindman obudził się.
Dostrzegł ponad sobą pokrywę hibernatora. Półprzezroczysta płyta uniosła się powoli. Sufit jarzył się przyjemnie przyciemnionym światłem.
Sven znał to pomieszczenie. Pamiętał je sprzed wielu lat, kiedy układano go do snu na pokładzie „Magellana”. Przez chwilę próbował odróżnić rzeczywistość od złudnych wspomnień.
To tylko sen, pomyślał.
Odetchnął.
Przypomniał sobie, że program misji zakładał projekcje snów, aby mózg podczas długiej bezczynności nie uległ atrofii. Tylko dlaczego zaprogramowano tak drastyczną wersję wydarzeń? Terapia szokowa dla neuronów? Nieważne. Teraz znajdował się biliony kilometrów od domu i przed sobą miał świat do zdobycia.
Konkwista in spe.
Posłuszny poleceniom komputera przeleżał odpowiednio długo, aby w jego organizmie zbilansowały się wszystkie niezbędne substancje. Gdy maszyna pozwoliła mu wstać, chwiejnie powlókł się naprzód. Szedł przez dobrze znane mu korytarze i napawał się ich widokiem. Koszmar minął.
Wkrótce znalazł się w sterowni. Na ekranie jaśniała Alfa Centauri A. Pięknie i majestatycznie.
Nagle coś go tknęło. Wspomnienie snu obudziło w Lindmania chęć sprawdzenia zapisu lotu. Ale nie zdążył tego zrobić, bo do kabiny ktoś wszedł. Sven usłyszał ciche stąpanie i matowy głos, który ukłuł go tysiącem rozpalonych do białości igieł.
– Czy Alfa Centauri jest naprawdę tak piękna, jak na symulacjach? – spytała Nadira Hasla.
***
Ostatnio zmieniony sob 27 lut 2010, 23:33 przez Weber, łącznie zmieniany 1 raz.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Wróć do „Podium”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość