Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Zwycięska praca Zorcka pt. W służbie króla szczurów - 2012

Prace, które zwyciężyły w konkursie

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2889
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Zwycięska praca Zorcka pt. W służbie króla szczurów - 2012

Postautor: Lan » sob 25 lut 2012, 13:40

W służbie króla szczurów

88888Natychmiast po przekroczeniu progu królewskiej komnaty, należało bezwzględnie opaść na cztery łapy. Nikt, absolutnie nikt, nie odważyłby się na wertykalną postawę w obliczu monarchy. A już na pewno nie ja. Przypadłem więc do zimnej piwnicznej podłogi a ogon podwinąłem pod siebie (leżący pokotem wzdłuż ścian strażnicy mieli paskudny zwyczaj podgryzania petentów). Trąc podbrzuszem po szorstkim betonie pełzłem mniej więcej w kierunku tronu. Głowy podnieść nie miałem śmiałości, więc jedynie strzelałem oczami na boki, napotykając złośliwe spojrzenia czekających na mój błąd gwardzistów.
– Szkodniku, unieś głowę – usłyszałem łaskawe przyzwolenie, więc natychmiast spojrzałem w twarz króla szczurów.
88888Nie należę do najmniejszych w swoim gatunku. Powiedzmy, że jestem jego przeciętnym przedstawicielem: średnio dużym, średnio umięśnionym. Natomiast o monarsze można powiedzieć wszystko, ale nie to że jest przeciętny. Jego potężne, tłuste cielsko spoczywało na drewnianym tronie, fałdy skóry wylewały się poza poręcze a dłonie – w tym jedna ściskająca złote berło – ledwo były widoczne w gęstwie puszystego futra. Skurwiel (i mam nadzieję, że nie był w tym momencie zajęty skanowaniem zbiorowej jaźni) był cztery razy większy od największego ze swoich gwardzistów. Tłusty, utuczony, ale najniebezpieczniejszy ze wszystkich, co podkreślała dobitnie złota korona, spoczywająca na siwiejących skroniach. Nie czyni się królem byle kogo.
– Mój królu – wydałem z siebie ledwie tchnienie, ponownie waląc pyszczkiem o podłogę.
– Za swe zasługi Szkodniku, powstań.
88888Czy wspominałem już, że w otoczeniu króla nikt nie śmiał przyjąć pozycji na dwóch łapach? Aż się zachłysnąłem, a po wszechumyśle poniósł się pomruk oburzenia obecnej w sali tronowej szlachty. Wstrząśniętej i wciąż – oczywiście – rozpłaszczonej na piwnicznej podłodze. Z poczuciem triumfu uniosłem się więc, ale nie zdecydowałem na pozycję wyprostowaną. Zgiąłem kręgosłup w ukłonie tak, że oglądałem teraz swoje tylne łapy i wcale przystojny, podwinięty ogon. Czekałem, ale czułem ich myśli: oto szpieg jego królewskiej mości, konfident, kapuś, szperacz; podpierdolił wreszcie kogoś wystarczająco wysoko postawionego. Aparat kontroli ponad aparatem partyjnym. Ha!
88888Królowi musiała spodobać się moja postawa. Wielki Pożeracz Emocji pozwolił mi przez moment poczuć swe łaskawe, leniwe zadowolenie, zanim znów raczył przemówić.
– Szkodniku, czy jesteś gotów wyświadczyć swojemu królowi przysługę?
88888Szczury niewiele odczuwają emocji. Dysponują jedynie tym, czego w swej łaskawości użyczy im Wielki Pożeracz a są to z reguły myśli drapieżne, służące do potęgowania konkurencji i wielkiego wyścigu. Jednak w tamtej chwili byłem naprawdę bliski poczucia wdzięczności i rzucenia się mojemu królowi do łap. Czy byłem gotów?
– Na twój każdy rozkaz, panie – wymamrotałem, dalej w głębokim ukłonie.
– Doskonale! Wybierzesz sobie pięćdziesięciu ochotników i wyruszysz – dziś jeszcze – z delegacją do wielkiego nekromanty!
88888No i masz. Czyli jednak popadłem w niełaskę.
*
88888Zimno rozlało się po moim krwiobiegu i nie puściło nawet kilka godzin po audiencji. Delegacja do człowieka? Na wielkiego szczura! Czymże podpadłem i komu aż tak bardzo? Starałem się myśleć – mimo wszystko – racjonalnie, więc na ochotników wybrałem moich najzagorzalszych wrogów. Lepiej trzymać ich blisko, poza tym otrzymałem od monarchy zdolność jarzma. Musieli mnie słuchać, czy to szlachcic, czy żołnierz. Przynajmniej zabiorę ich w otchłań ze sobą.
88888Wyruszyliśmy w kilka godzin po audiencji. W głowie – oczywiście oprócz nienawiści moich kompanów – wciąż obijały mi się słowa króla szczurów: "Pamiętaj, że szczególnie zależy mi na dobrych relacjach z nekromantami. Ten konkretny ma na zbyciu dużo emocji, którymi możemy wyżywić całe królestwo. Wynegocjuj je i w zamian zrób wszystko, czego będzie chciał, albo okradnij i na koniec się go pozbądź, ale tak, żeby nie było na nas".
88888I oto jestem: nie wiem czy ofiara swej reputacji, czy wcześniejszej niekompetencji, bo ze szczurzym królem nigdy nic nie wiadomo. Czy doświadczam łaski, czy kary? Jedno było tylko pewne: jeśli zdobędę zawartość spichrza tego nekromanty, to już na pewno zostanę szefem wywiadu wojskowego, czy wcześniej popadłem w niełaskę czy nie. W dodatku każda samica (niejedna z wyższych sfer) będzie chciała mieć ze mną swój własny miot, wiedząc, że potrafię ów miot wyposażyć w odpowiednie emocje. A dla mnie każdy krwiożerczy szczur w klanie, to silniejsza pozycja. Ergo: witajcie arystokratyczne progi.
88888To dlatego moja determinacja była najsilniejsza i mocno trzymała moc jarzma nad małym oddziałem.
88888Korzystaliśmy głównie z zalanych, niewykorzystywanych przez nikogo piwnic. Jeszcze mi tylko było trzeba trafić na łowców skór albo wierzchowców. Przeklętym krasnoludkom – żyjącym w piwnicach, bliżej ludzi – zawsze było za jedno: mięso, skóra, czy wierzchowiec, szczur to szczur.
Przeklęci barbarzyńcy.
*
88888Na miejsce, czyli do starych lochów wybudowanych pod jakimś domostwem w świecie bez sufitu, dotarliśmy starą kanalizacją, wynurzając się przez dziurę w podłodze akurat w chwili, gdy stary nekromanta okradał z życia jedną ze swych ofiar.
88888Zauważył nas, co poznałem po uśmiechu na owrzodzonym pysku. Niemniej dokończył swe ponure inkantacje, pozwalając nam – głodnym i zmęczonym – przyglądać się, jak smakowite resztki emocji spływają barwnymi cieczami do różnorodnych menzurek. Czego tam nie było: strach, histeria, rozpacz, nienawiść (mniam!), nadzieja, ból, determinacja (widać ofiara opierała się długo) i wiele, wiele innych. Jedna smaczniejsza i potężniejsza od poprzedniej. A osobną, dodatkowo zabezpieczoną rurką spływała ciecz najistotniejsza dla nekromanty: śmierć skradziona ofierze. Nigdy nie próbujcie, bo to gorsze od warfaryny.
88888Gdy tylko chudy człowiek o pergaminowej (poza wspomnianymi wrzodami) skórze skończył swoją magię, odwrócił się w naszą stronę. Wyszedłem nieco przed grupę, żeby jasnym było kto nawiązuje z nim kontakt w imieniu wszechjaźni.
– Ach, przybyła delegacja od mojego przyjaciela, króla szczurów, władcy bezdennej otchłani! – zwrócił się do mnie, zacierając kościste dłonie, uzbrojone w długie żółte szpony.
88888Przyjaciela, dobre sobie. Szczurzy król nie ma przyjaciół, szczurzy król ma poddanych. Żeby podkreślić dysproporcję między naszymi (jego i moim) statusami, uniosłem się na tylnych łapach i spojrzałem mu hardo w oczy, przełamując strach. Stałem tam sam, oddzielony od – niezbyt mi zresztą sprzyjającej – grupy ziomków, na otwartej przestrzeni. Tylko brakowało, żeby stary kościej był miłośnikiem kotów.
– Mów czego oczekujesz człowiecze! – nadałem. Pozwoliłem, aby wyczuł moją niechęć, ale już nie strach.
– Ach i prosto do rzeczy! Doskonale! – znów zatarł dłonie. – Znać profesjonalistów. W porządku, do rzeczy. Potrzebuję miłości.
88888Wspominałem już zapewne, że jako szczur mam spory problem z emocjami, a raczej ich rozumieniem. Te zbędne, nasze pragmatyczne społeczeństwo odrzuciło już dawno.
– Gdzie ją zgubiłeś i gdzie najlepiej zacząć szukać? – nadałem pytanie. Regułą było, że różni mieszkańcy piwnic, lochów i kanałów wynajmowali członków naszego społeczeństwa do prac zwiadowczych. Nie dziwota, ostatecznie kto zrobi to lepiej od szczura? Poczułem też ulgę (emocja nieautoryzowana, ale tolerowana) że chodzi tylko o zwiady. Tym gorsze było po chwili moje rozgoryczenie.
– Nie rozumiesz... khm... szczurze. Ja jej nie zgubiłem. Ale potrzebuję znaleźć. Pilnie.
88888Komplikacje. Pięknie.
– Więc czego od nas oczekujesz? Niezbyt nadaję się do roli swatki – w głowie odbił mi się pełny uznania rechot współtowarzyszy. Mogliśmy nie rozumieć miłości, ale doskonale wiedzieliśmy o jej istnieniu i działaniu na przedstawicieli humanoidów.
– Szkopuł tkwi głębiej, gryzoniu – nie mogłem nie zauważyć irytacji na jego twarzy i w głosie. – Jest taka przepowiednia która głosi, że miłość wszystko może odmienić. Próbowałem więc wydestylować ją z moich ofiar, zakochanych czy nie, ale spotkało mnie fiasko. W związku z czym muszę spróbować podejścia bardziej... hmm... bezpośredniego.
– Co ci to da? – zapytałem, strzygąc wąsiskami. Naprawdę zgubiłem się w tych jego tłumaczeniach.
– Przestanę być tym, kim jestem! Mój los się odmieni! I ma to uczynić prawdziwa miłość!
88888Na mój gust to bzdura była. Jak jakakolwiek emocja – której nie można przecież było zjeść, albo chociaż cisnąć we wroga – mogła odmienić czyjś los? Niemniej rozkaz był rozkaz.
– Masz kogoś konkretnego na myśli? – zapytałem więc tylko.
– Tak.
*
88888Nie obyło się jednak bez krasnoludków w całej tej popapranej sprawie. Cholera! Mówiłem już na pewno, że ich nie lubiłem. Krasnoludki, przy całej tej ich szumnej cywilizacji, miasteczkach, targowiskach, trasach handlowych, były zadziwiająco brutalne. Szczur zabijał jak był głodny, krasnal zabijał również dla futer, kłów i trofeów. Szczur nie męczył bez wyraźnego celu – to znaczy jeśli nie chciał wycisnąć z ofiary konkretnych emocji – krasnal potrafił krzywdzić dla przyjemności. Naprawdę! Były gorsze nawet od ludzi, bo ludzie przynajmniej nie polowali na nas w celu uczynienia swoimi wierzchowcami.
88888A przede wszystkim krasnale handlowały emocjami. Wyobrażacie sobie? Zamiast żywić swoje plemię, zamiast oddać swemu monarsze, te parszywe pokurcze zbierały zupełnie im niepotrzebne emocje i wymieniały na targowiskach, podobnie jak nasze skóry. Nie wiem co mnie bardziej bulwersowało.
88888Wiecie już, dlaczego ich nienawidziłem i bałem się jak ognia. A teraz nie było wyboru, trzeba było wejść z nimi w bliższą interakcję, bo parszywy nekromanta ubzdurał sobie że miłość wydobędzie z młodej ludzkiej samicy, która uciekła z domu i zgubiła się w podziemiach. Szczury były zwiadowcami, krasnale rościły sobie prawo do tytułu przewodników. Oczywiście za opłatą, o czym głupia dziewczyna pewnie już się przekonała.
*
88888Przewodnikom za przeprowadzenie przez tunele płaci się z góry, więc nic jej nie przyszło z tego, że wymordowaliśmy całą tą czeredę – która udzielała jej schronienia – podczas snu. Emocje, które oddała przepadły wraz z przegryzionymi gardłami i ostatnimi tchnieniami wydawanymi wprost w czerwone od posoki ryjki moich podwładnych. Nie braliśmy jeńców, za duże ryzyko.
88888Dziewczyna, gdy – w migotliwym świetle zapałek które miała przy sobie – ujrzała urządzoną przez nas jatkę, zawyła, jakby to ją kąsały nasze zębiska. A potem stała się rzecz niebywała.
88888Zanim przejdziemy dalej, wyjaśnię tym, co nie wiedzą: emocjami można obdarować, ale emocjami można też walczyć, skrzywdzić, niejako wmusić we wroga. Przynajmniej tak działa to tutaj, w świecie piwnic.
88888No więc dziewczyna, jakkolwiek przerażona (na czym nam oczywiście zależało), musiała być już co nieco nauczona. Bała się i odruchowo próbowała strach ten wykorzystać w walce. Pozbyć się go. Nie było to może nazbyt błyskotliwe, bo strach w wielu przypadkach może zastąpić rozsądek, którego nie kupi się nawet na targowisku krasnali, jednakże dość zaskakujące jak na nowo przybyłą do naszego świata. I być może nawet by się udało – przy całym tym zaskoczeniu z naszej strony i zajadłym impecie z jej strony – gdyby nie jeden szkopuł. No bo jakże to: spróbujcie obdarować szczura panicznym strachem przed nim samym... Ot, pomyłka początkującego.
88888Strach, odbity przez nasze niewzruszenie, wrócił więc do właściciela spotęgowany i gorszy niż kiedykolwiek, aż miło było popatrzeć. Jednak nie dla spektaklu znaleźliśmy się w tych przeklętych piwnicach.
– Oddział atak z lewej flanki – nadałem komendę. – Szperacz! Ty samotnie z prawej!
88888Nie sztuką jest przycisnąć wroga do ściany. Jednak nie od dziś wiadomo, że szczur bez drogi ucieczki staje się dużo bardziej niebezpieczny. To dlatego popełniłem ten – zdawałoby się – błąd taktyczny. Zależało mi na tym, żeby dziewczyna uciekła, a dla niepoznaki, żeby nie wydawało się to za łatwe, postawiłem na najbardziej oczywistej drodze Szperacza. Miłym dodatkiem do sprawy byłoby, gdyby nasza księżniczka stratowała parszywca jednego. Ostatecznie jednak ogarnięta paniką dziewczyna nie doceniła mojego kunsztu. Czmychnęła wolnym korytarzem, nawet się nie oglądając. Pobiegliśmy za nią a ja znów nadając rozkaz poprzez jarzmo zakomenderowałem:
– Oddział! Piszczymy i skrzeczymy! Ale trzymamy się na dystans! Pilnujemy planu!
88888Trzeba było teraz strach naszej panienki podsycać umiejętnie, ale nie pozwolić jej w nim spłonąć. Zależało nam jedynie, aby biegła w odpowiednim kierunku. Dlatego moje szczury piszczały z różnych stron, wybiegając z zaułków w które nasze ofiara chciała – wbrew naszej woli – skręcić. Hałasowaliśmy i co jakiś czas pojawialiśmy się w promieniu światła rzucanym przez jej zapałki, ale generalnie szybko pozwoliliśmy jej zwolnić do niespokojnego 88888W pewnym momencie zgubiła pantofelek, pod którym tak pięknie trzasnął kark Szperacza, a mnie wpadł do głowy ciekawy pomysł. Szybko więc wskoczyłem na biały bucik i wyszczerzyłem zębiska, żeby dziewczyna nie odważyła się po niego sięgnąć. Miło było patrzeć, jak narastała w niej pyszna fobia podlana sosem paranoi...
– Pchlarz! Dżumak! Jesteście odpowiedzialni za tego buta! Macie go dostarczyć na miejsce. A jak mi który nadgryzie... – Nie musiałem kończyć.
88888Zresztą lochy pod zamkiem nekromanty były już na odległość szczurzego skoku.
*
88888Mężczyzna czekał. Dziewczyna wbiegła przez ogromne wrota do wielkich, oświetlonych pochodniami lochów. Była jeszcze młoda. Jej brzydki ryjek wykrzywiało bezbrzeżne przerażenie a po chwili również zaskoczenie, gdy nagle z cienia, wynurzając się teatralnie, wkroczył na scenę nekromanta. Miałem nadzieję, że stary kościej będzie trzymał się planu, bo jeśliby pokazał samicy pysk paskudniejszy nawet od Dżumaka... Słabo znam się na ludziach, ale nie wróżyłem mu wtedy kariery w miłości.
88888Wciąż nurzając się w cieniu wyciągnął dłoń i spopielił wysłanych przodem żołnierzy, którzy umarli spektakularnie, z piszczącą skargą na pyszczkach, a nam gwałtownym gestem zatrzasnął wrota przed nosem. Doskonale. Miałem nadzieję, że teraz szybko zniknie w mroku i da mi działać. Przygotowaną wcześniej szparą dostaliśmy się do lochów, aby móc odpowiednio zająć się dziewczyną.
*
– Nie możesz ot tak się jej pokazać, głupie bydlę! – nadawałem wściekle poprzez przestrzeń, wprost do głowy nekromanty. – Czy ty w ogóle znasz pojęcie subtelności?
– Ona ma w sobie miłość! Czuję to! Ona na pewno wszystko odmieni!
– Tak, ale nie miłość do ciebie!
– Co z tego? Wydestyluję...
88888Chwilami czułem się bardziej ludzki od tej karykatury a uwierzcie, żaden to komplement.
– Co ci przyszło z wcześniejszych destylatów? Posłuchasz mnie wreszcie? – Ucichł, więc mogłem spokojniej kontynuować. – Po to zwróciłeś się do króla szczurów, prawda? Żeby pomóc ci odnaleźć prawdziwą miłość? Sprowadzenie dziewczyny to pierwszy krok, teraz trzeba wydobyć jej uczucie i ukierunkować.
– Skąd wiesz, że to zadziała? – jego skrzeczący głos drżał od skrywanej rządzy.
– Tym się zajmuję w moim społeczeństwie. Szkodzę. Zaszkodzę i jej, ale... – tu przechodziliśmy gładko do mojego prawdziwego zadania – to będzie kosztowne. Muszę mieć dostęp do twoich zapasów.
88888Łypnął na mnie podejrzliwie kaprawymi oczkami i sapnął.
– Nie ma mowy! Moje rozwiązanie jest dużo tańsze!
– Jasne, ale będzie dużo droższe. Jeśli dziś odejdę, ale po jakimś czasie będę musiał wrócić, to z czystej złośliwości podyktuję ci cenę dziesięć razy wyższą.
88888Tym ostatnim wreszcie złamałem tego starego, skąpego sukinsyna.
*
88888Mój gospodarz zadbał, aby dziewczyna najkrótszą drogą z piwnic trafiła wprost do sali kominkowej, w której dzięki trzaskającym w ogniu polanom już zbierało się przytulne ciepło. Muszę jednak zaznaczyć, że stary skąpiec nawet drew do kominka żałował! Nie mówiąc już o lamentacjach, w rytm których przetrząsałem jego spiżarnię w poszukiwaniu potrzebnych mi emocji.
88888Zajęliśmy się dziewczyną należycie. Gdy zmęczona dotarła wreszcie do miejsca przeznaczenia, co chwila nawołując i wypatrując swojego wybawcy, posiłek już na nią czekał. Gorący i obfity. Aż żal było patrzeć na to, jak pyszna paranoja i strach zmieniają się w zupełnie niestrawne ciepłe jak jej posiłek emocje. Patrzenie na nią, jedzącą, czyniło mnie samego głodnym. Niemniej spiżarnia starego kościeja była tak dobrze zaopatrzona, że zdecydowałem się dziewczynę zostawić pożądającemu jej miłości mężczyźnie.
– Pchlarz!
88888Po chwili grupa wywołała mojego sierżanta. Razem z Dżumakiem tachali zagubiony pantofelek, z trudem balansując na tylnych łapkach. Nie nadgryźli buta, muszę im oddać.
– Doskonale – zawołałem. – Teraz pobawicie się dranie w pucybutów.
88888Poprzez więź wyczułem mordercze emocje, które zostały zamaskowane niezbyt umiejętnie. Najwspanialsze było to, że mogli się wściekać, miotać wewnątrz swoich pustych umysłów, ale jarzmo było w moich rękach. Musieli słuchać.
– Nie martwcie się – dodałem, a przy każdym słowie moje wąsiska drgały w tikach spowodowanych radością – reszta zajmie się czyszczeniem odzieży. Nie pozwolę wam próżniaczyć!
88888Karmiłem się złymi, gwałtownymi emocjami i dochodziłem powoli do wniosku, że szczurzy król obdarzył mnie wielką łaską.
*
88888Nekromanta zdecydowanie nie miał gustu muzycznego, jednakże w przepastnych piwnicach jego zamku instrumentów walało się co nie miara. Wpadłem na nie podczas patrolu (zagoniłem głupi do roboty wszystkich, więc to mnie pozostało zapewnienie bezpieczeństwa oddziału) i od razu w mojej głowie narodził się pomysł.
88888Najpierw rozmówiłem się ze starym kościejem. Potem zagoniłem kilku niższych pozycją żołnierzy i kazałem im dźwigać. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak silne potrafią być wkurwione szczury, zwłaszcza te poszczute jarzmem. Jednak wyniesienie z piwnicy fortepianu w stanie nietkniętym było wyzwaniem naprawdę nie lada. Łatwiej poszło z wiolonczelą. Gdy wszystko było gotowe, odgrzebałem jeszcze w bibliotece zestaw nut. Cieszyłem się, że niegdyś jedna z moich misji w interesach szczurzego króla miała miejsce w odległej filharmonii. Okazało się wtedy, że mam talent muzyczny. Razem z jarzmem i bandą szczurów efekt mógł być naprawdę ciekawy.
88888Gdy przyszła pora i dziewczyna skończyła swój łapczywie konsumowany posiłek, byłem gotowy. Wyszedłem ostrożnie na środek komnaty, modląc się w duchu do rogatego szczura i wyczuwając przez więź złe życzenia towarzyszy. Pod szyją miałem zawiązaną fantazyjnie muchę, sporządzoną z kawałka obrusu. Prezentowałem się naprawdę olśniewająco, co zapewne sprawiło że dziewczyna pisnęła nie tyle ze strachu, co z zaskoczenia, wskakując jednak profilaktycznie na stołek. Nekromanta trzymał się scenariusza.
– Nie bój się dziewczę – wyszeptał, ledwie wychylając się z mroku, gustownie ubrany w czarny smoking (raczej trumienną marynarkę, ale staraliśmy się, jak mogliśmy) a na twarz przywdziewając białą, porcelanową maseczkę – pragnę ci udowodnić, że szczury krzywdy nie mogą ci uczynić, jak długo będziesz pod moją opieką.
88888Po czym pstryknął palcami, na co oczywiście zareagowałem, jak na rozkaz. Pisnąłem głośno, unosząc ściskaną w dłoni drzazgę, która przy odrobinie dobrej woli robić mogła w oczach profana za batutę, a – siłą rzeczy – moje podrygiwania, za dyrygowanie. Opadła czerwona kotara, do tej pory zasłaniająca lwią część komnaty, za którą, wytężając swój cały spryt i siłę, mój parszywy oddział bezszelestnie stworzył małą salę koncertową. Czyli – mówiąc prosto – przytachał fortepian, wiolonczelę, dwie pary skrzypek, oraz trąbkę.
88888Na kolejny mój sygnał, szczute poprzez jarzmo szczury zbiegły po ścianach i zajęły przypisane im wcześniej miejsca. Uśmiechnąłem się szeroko, słysząc za plecami ciche piski dziewczyny i wskazałem podwładnym batutą, że mają zaczynać.
88888Cóż to był za koncert!
88888Najpierw Dżumak, który gracji miał mniej niż mysz z przetrąconym karkiem, zaczął skakać po klawiszach fortepianu wygrywając prostą melodię. Za plecami usłyszałem radosne klaśnięcia w dłonie i śmiech. Dałem znak, i na klawisze zeskoczyły kolejne szczury. Po sali kominkowej niemal natychmiast poniosły się potężne dźwięki etiudy rewolucyjnej, czarujące ową chwilę i przeszywające ciszę tak namacalną, że gdybym chciał, mógłbym się o nią oprzeć. Szczury skakały jak szalone. Oczywiście nic z tego nie było zasługą ich, ani tym bardziej czarów cudacznie odzianego człowieka. Wszystkim sterowałem sam, wykorzystując swój talent i doświadczenie.
88888Koncert na dziesięć szczurów powoli dobiegał końca. Z wywalonymi językami moje gryzonie przeskakiwały z miejsca na miejsce, dając z siebie wszystko i wypluwając resztki oddechu. Zgodnie z planem padały pokotem, bez sił, wraz z wygasaniem ostatnich dźwięków i umierały cichutko. Ostatni padł mój sierżant, patrząc na mnie oskarżycielsko.
88888Jeszcze ostatnie dźwięki fortepianu nie wybrzmiały, gdy usłyszeliśmy wszyscy trąbkę. Zrazu nieśmiałą, bo Parchaty musiał przystosować swoje płuca do ilości powietrza, które kazałem mu zaczerpywać. Jednocześnie trzy kolejne szczury zajęły się odpowiednim manipulowaniem tłokami.
88888W tym czasie nekromanta siedział już przy stole z dziewczyną i czarował ją rozmową. Dobierał tematy wcześniej dokładnie przeze mnie wyselekcjonowane. Na tym też się znałem, wystarczająco dużo czasu spędziłem niegdyś szpiegując zwyczaje ludzi w kinie.
Oboje popijali wino, ona patrząc niepewnie znad kieliszka a spod półprzymkniętych powiek, on nonszalancko odchyliwszy się do tyłu i wlewając napój wprost w otwór maski. Oczywiście temat samej maski musiał wypłynąć, ale nekromanta, choć czułem z jakim trudem zaczęła przychodzić mu rozmowa, umiejętnie stosował uniki i odwołania do różnych utworów literackich i muzycznych w kulturze ludzi. Naraz dziewczyna klasnęła w dłonie i wykrzyknęła radośnie:
– Już wiem! Jesteś pod tą maską potwornie brzydki, prawdopodobnie zaklęty i uwięziony w tym zamczysku za karę, albo ku przestrodze, a teraz opiekujesz się biednymi podróżnymi, którzy zgubili się w podziemiach, zgadłam?
88888Imponowała mi radosna beztroska i wręcz debilizm dziewczyny, która dała oczarować się naszym zabiegom i przyjęła bezkrytycznie podsuwane jej wzorce. Upiór o dobrym sercu, też mi.
88888Nekromancie na wspomnienie jego parszywej mordy pięści zacisnęły się kurczowo pod stołem i bałem się, że zaraz rzuci się dziewczynie do szyi aby przemocą, wprost z gardła, wycisnąć z niej wyznanie miłości. Dlatego też natychmiast zawezwałem skrzypków i wiolonczelistów aby, przyłączywszy się do trąbki, nieznośną kakofonią zakłócili intymność chwili i tamtego pytania. Udało się. Nekromanta rozluźnił dłonie, skłonił się dwornie i powiedział tylko:
– Jestem na twe każde skinienie o pani.
88888Dziewczyna spłonęła rumieńcem i wyszeptała z pasją.
– Czy jest coś... Czy mogę ci jakoś pomóc szlachetny gospodarzu, zanim odejdę?
– Odejdziesz?
Nawet ja ciekawie nadstawiłem ucha, aby zrozumieć co znowu ubzdurała sobie w swojej ślicznej (ponoć) główce dziewczyna. Zwolniłem tempo i kazałem grać ciszej, aby ponownie wytworzył się nastrój. Szczury skwapliwie skorzystały z chwili oddechu.
– Oczywiście – odpowiedziała ona – mój przewodnik na pewno po mnie wróci. Obiecał, zostawiając mnie w tamtych podziemiach, a ponoć u nich umowa to rzecz święta. W końcu to krasnoludek, choć odziany cały na czarno. Brr... – otrząsnęła się i nie zauważyła mowy ciała rozmówcy. Nekromanta był przerażony i naprawdę bliski wybuchu. Musiałem działać, nie miałem wyboru.
88888Z bólem i świadomością przyszłych problemów podzieliłem jarzmo na mniejsze części i narzuciłem jedną z nich na dziewczynę, drugi koniec podsuwając kościejowi pod nos. Złapał, patrząc na mnie beznamiętnym wzrokiem spod maski.
88888A ja straciłem część kontroli nad rozwścieczonym i rządnym krwi oddziałem. Musiałem więc działać szybko, póki szczury jeszcze tego nie wyczuły. Kazałem grać rock and rolla i zamęczyć się na śmierć, jednocześnie kontrolując, jak moja magia zadziałała na dziewczynę.
88888Jarzmo musiało być kierowane precyzyjnie i z gracją, jeśli miało coś w tym wypadku przynieść. Musiało współgrać z wywoływaną przez nas nutą miłości, która miała zostać właściwie nakierowana na naszego "szlachetnego upiora". Szczęście, że trafiło nie tylko na idiotkę ale w dodatku podatną na te romantyczne bzdury. Jarzmo zaczęło niewolić ofiarę i wyciskać z miłości esencję, której to nekromanta o mały włos nie zaczął spijać wprost z dziewczyny. Trzeba było kończyć party, za wcześnie jeszcze na te oślizgłe zbliżenia, nekromanta był zbyt brzydki, żeby dziewczyna i jej delikatna emocja już to wytrzymały.
88888Muzykanci dogorywali. Jednym sprytnym posunięciem zbudowałem zaczątek emocji w dziewczynie, oraz wykończyłem połowę oddziału, który – przypominam – składał się w całości z najzagorzalszych wrogów. Mistrz strategii to ja. Pozwoliłem teraz dograć ostatnie tony i osobiście przegryzłem gardło Pchlarzowi, który był naprawdę silnym skurczybykiem.
88888Był to jasny sygnał dla kościeja, który ledwo nad sobą panował. Pstryknął palcami i naraz wszystkie świece w pomieszczeni zgasły. Zgasł też płomień w kominku i otuliła nas wszystkich ciemność, pod której osłoną a do rytmu pisków i pokrzykiwań zaskoczonej dziewczyny zaczęliśmy zwijać nasz bałagan. Uporaliśmy się ze wszystkim w kilka minut, zbierając ciała, instrumenty (wyniesienie fortepianu niemal bezszelestnie, to istny majstersztyk i naprawdę trzeba było nas wtedy widzieć), stół z zastawą oraz inne elementy dekoracji. Zniknął i nekromanta, który po opuszczeniu przez nas sceny działań przywrócił płomienie i oświetlił znów przepysznie przestraszoną dziewczynę. Spotkałem się z nim w pokoju obserwacyjnym.
– Słyszałeś? – syknął jak tylko się pojawiłem. – Przewodnik! Idzie po nią!
88888Nekromanci i przewodnicy nie lubili się. Prawdopodobnie miało to związek z tym, że pierwsi drugim przetrzebiali klientelę, a drudzy pierwszym (wyprowadzając zagubionych w piwnicach na powierzchnię) zapasy materiału.
88888Stanąłem na tylnych łapach i wzruszyłem ramionami w ludzkim geście nonszalancji.
– I czym się martwisz? – zapytałem. – Poślę mu naprzeciw z dziesiątkę swoich, może przy okazji którego podziurawi, a mnie mniejszej grupie łatwiej będzie narzucić wolę. Nie zmarnuj mojego prezentu, za który swoją drogą oczekuję rewanżu!
88888Na choćby wzmiankę o jego zapasach, nekromanta reagował nerwowo i zmieniał temat. Doszedłem do wniosku, że niedługo doprowadzę go do nerwicy. Teraz stary kościej odsłonił magiczne zwierciadło i pokazał mi obraz z pokoju, w którym została zagubiona księżniczka.
– Już czas – powiedział. – Twój plan działa, ale nie możemy ryzykować.
– Jaki czas! Spójrz na nią. Urobiliśmy materiał, ale teraz trzeba w nim wyrzeźbić satysfakcjonujący nas kształt! Jak zaczniesz za wcześnie, guzik ugramy! Potrzebuję dostępu do spiżarni, musimy jej emocje podkręcić do maksimum.
– Żadnego dostępu! Ona jest gotowa a ty jedynie chcesz wyłudzić moje zasoby, podły szczurze!
88888Miał rację, ale nie miał tej pewności w głosie. Strzelał na ślepo, ale nie bez kozery zaszedłem w służbach specjalnych tak daleko.
– Jak sobie chcesz – powiedziałem więc tylko. – Ale zanim zaczniesz, spójrz z łaski swojej jeszcze raz w zwierciadło.
88888Obraz – na którym znudzona dziewczyna skubiąc kiść winogron, usadowiła się na jednym z wygodnych krzeseł przy stole – zamazał się i nagle nekromanta zobaczył w odbiciu swój parszywy pysk. Zrozumiał co miałem na myśli. Wziął głęboki oddech, poczerwieniał na twarzy, a następnie z całej siły uderzył w zwierciadło. To posypało się natychmiast miriadami odłamków i świetlistych odprysków, malowniczo dekorując podłogę.
– Idź do spiżarni – wysapał wściekły. – Bierz ile potrzebujesz.
88888Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać.
*
88888Zamęczyłem obu moich sierżantów, a zarazem szczury odpowiedzialne za pantofelek, więc wyznaczyć musiałem nowych. Nie miało to być łatwe z jednego powodu: jarzmo trzymało dużo gorzej. Obładowany emocjami, pękając niemal w szwach (w szwach to niemal nie pękł durny stary kościej gdy zobaczył, co zostało z jego zapasów), wtoczyłem się do niewielkiej piwniczki – centrum operacyjnego mojego oddziału – i od razu poczułem złe spojrzenia, usłyszałem szepty i wyczułem nerwowe podrygi wąsów. Rebelia dojrzewała, ale wciąż jeszcze to ja miałem ostatnie słowo.
88888Potoczyłem wzrokiem po zebranych. Mniej niż połowa wcześniejszego stanu osobowego.
– Hrabio – zawołałem do ostatniego z arystokratów w naszym uroczym towarzystwie, zarazem przywódcy potencjalnego buntu. – Mianuję cię, jak obiecałem, nowym sierżantem.
88888Poniósł się szmer zaskoczenia. To "jak obiecałem" zmyśliłem na miejscu, ale słowa wprowadziły pożądany zamęt. Dziel i rządź. Mistrz strategii to ja, jak już wspominałem. Żeby dobić towarzystwo, zaciągnąłem nieco – delikatnie, żeby nie poczuli – smycz jarzma, po czym zawołałem:
– Łysy! Ty będziesz drugim sierżantem. – Łysy był największym podpierdalaczem jakiego znałem. Ba, jakiego historia znała! Niech się zastanawiają na kogo i jakich dostarczył mi haków.
88888Podziałało, bo zaczęli mnie uważniej słuchać, wciąż miałem autorytet. Poza tym byli głodni, a ja zacząłem wydzielać zapasy.
– Hrabio, wybierzesz dziesięciu twardzieli i wyruszysz w kanały – powiedziałem, wykrawając co smakowitsze kąski soczystej paranoi i silnego cierpienia. – Naszym śladem podąża samotny przewodnik, którego można i należy wypatroszyć. Łupy są wasze, możecie go męczyć, ale ma w efekcie paść trupem. Pytania?
88888Nie było, więc po chwili zniknęli, unosząc prowiant. Popatrzyłem po pozostałej grupie i znów – na ręce sierżanta – wydzieliłem racje żywnościowe. Nie podzieli ich sprawiedliwie, tego byłem pewny, ale też gówno mnie to obchodziło. To była broszka Łysego kogo karmi a kogo głodzi. Jak długo podwładni bardziej nienawidzili jego niż mnie, byłem względnie bezpieczny.
– A wy się weźmiecie za sprzątanie – powiedziałem. – Trzeba olśnić pewną samicę.
*
88888Nie wiem jakie wrażenie mógłby zrobić na potencjalnym ludzkim obserwatorze (poza zwyrodniałym nekromantą) następujący obrazek: leży dziewczyna na szerokim krześle, ululana do snu ciepłym posiłkiem i odpowiednią ilością wina. Po niej – systematycznie odsłaniając jej coraz bardziej nagie ciało – biega w tę i we w tę dziesięć szczurów. Rozbierają ją, zabierają ciuchy (nieuszkodzone, poza kilkoma przegryzieniami, które zaraz się zaszyje) i okrywają ciężkim, nieznośnie śmierdzącym świeżością kocem. Gdybym zobaczył obrazek analogiczny – to znaczy dziesiątkę ludzi golących szczurzycę – prawdopodobnie dostałbym dreszczy z obrzydzenia.
88888Dwóch najsprawniejszych spośród nas zajęło się cerowaniem dziur, przegryzień i obtarć. Pozostali zabrali się za wodę i mydło, czyszcząc odzież. Dostarczyliśmy zagubiony pantofelek, wyczyściliśmy drugi i wszystko to potem – poskładane w kostkę – złożyliśmy na stole. Teraz miała przyjść część najtrudniejsza.
88888Najdelikatniej, jak tylko mogliśmy, zrzuciliśmy samicę na prześcieradło, a następnie przetransportowaliśmy do ustawionego wcześniej w rogu wielkiego łoża z baldachimem. Dziewczyna ważyła więcej niż wyglądała, ostatecznie jednak spoczęła na miękkich puchowych poduchach a Parchaty nucił jej do ucha kołysankę. Nawet nie posądzałem go o takie talenty. Postawiliśmy jeszcze na stół paterę świeżych owoców i pozostało czekać, aż nasza śpiąca królewna się obudzi i olśnią ją nasze przygotowania.
*
88888Pomimo, że od samego rana rozpromieniona dziewczyna biegała po komnatach, podziwiając efekt naszych prac, nie odstępował mnie zły humor. Każdy miewa gorsze dni, ale to było coś więcej i nie zorientowałem się co, dopóki nie stanęli przede mną Łysy i reszta oddziału.
– Nasi umierają – oznajmili, a do mnie przez więź wreszcie dotarła agonia, jedna po drugiej, w nierównych odstępach.
– Ilu? – zapytałem.
88888W tym momencie do wszystkich dotarło cierpienie Hrabiego i jego złorzeczenia.
– Jedenastu.
88888Czyli krasnal załatwił wszystkich. Jedenaście wielkich, wkurwionych szczurów! Czułem jak władza wymyka mi się z rąk a jarzmo napina pod naporem woli podwładnych. Musiałem działać natychmiast.
88888Bez najmniejszego wahania rzuciłem się do gardła Łysemu i – zaskakując go z opuszczoną gardą – przegryzłem mu gardło. Chlusnęło gorącą czerwienią a ja – działając nadal tak błyskawicznie, że do oddziału wciąż jeszcze nie dotarło co właśnie zrobiłem, rzuciłem się na najbliższego mi Parchatego, przygważdżając go do ściany. Czas było wykorzystać stary, niezawodny terror.
– Parchaty – wydyszałem mu nienawistnie do ucha, ale tak, żeby wszyscy słyszeli. – Od teraz ty dowodzisz oddziałem i skończysz jak ta padlina, jeśli chociaż wyczuję twoje wahanie, zrozumiano?
88888Miło było spijać ich strach pomieszany z zaskoczeniem. Nie miałem jednak czasu na degustacje, mój autorytet się sypał, a jarzmo słabło. Docisnąłem gardło ofiary i dopiero wtedy pokiwał głową na znak zgody. Puściłem więc, ale ostrożnie, po czym potoczyłem wzrokiem po reszcie zbieraniny. Wyplułem z siebie pokaźnych rozmiarów paczkę najgorszych emocji jakie zwinąłem ze spiżarni kościeja, po czym wydałem ostatni rozkaz.
– Możecie to zeżreć, możecie użyć jako broni. Bólu i depresji jest tu tyle, że można by rozwałkować pół krasnalowego królestwa. Róbcie co chcecie, ale krasnal ma być martwy, zrozumiano? Nie ma prawa przejść przez wrota zamku! Wynocha!
88888A potem, nie czekając na ich reakcję zwiałem stamtąd z podkulonym ogonem, unosząc ze sobą słabnące jarzmo. Było mi potrzebne, co do ostatniego włókna, a już wiedziałem że cały mój oddział był martwy. Jeśli tamten przewodnik wykończył wielkiego Hrabiego i wybranych przez niego zabijaków, to ta marna resztka pod wodzą śpiewającego dyszkantem Parchatego nie miała szans. Ważne jednak, że to ja zorientowałem się pierwszy, nie oni. Czas mi się kończył i trzeba było zrezygnować z subtelności.
88888Wpadłem do komnaty kościeja, który przez dziurę w ścianie obserwował rozradowaną dziewczynę.
– Masz! – zawołałem zziajany, wręczając mu resztki jarzma. – Zarzuć jej ten powróz na szyję jak najszybciej i wyduś co potrzebujesz! Musimy się śpieszyć!
88888W zasadzie mógłbym teraz uciec, zostawiając cały ten absurd za sobą, ale szczurzy król wydał wyraźny rozkaz. Albo dobre relacje, albo trup. Nie mogłem odejść nie upewniwszy się, że wykonałem polecenie, wywiadowca mylił się tylko raz. Poza tym w spiżarni wciąż pozostawały zapasy.
– Otwórz spichlerz – zawołałem. – On tu idzie! Będziemy potrzebowali każdej broni, jakiej będziemy w stanie użyć!
88888Wahał się ledwie sekundę. Gdy rzucał mi klucze, jego twarz rozjaśniał uśmiech.
– Bierz co chcesz! Z chwilą, z którą ona mnie pokocha, wszystko i tak się odmieni! – po czym wybiegł z komnaty a ja zająłem się zbieraniem wszystek emocji, jakich do tej pory nie ukradłem staremu głupcowi. Zastanawiałem się też, czy nie powinienem zniknąć, przeczekać burzy, pozwolić nekromancie albo zmienić swoje życie, albo zginąć z rąk krasnoludka, jednak odepchnąłem tą myśl. Gdyby nekromanta przeżył spotkanie i zrozumiał, że go wystawiłem, to jego relacje ze szczurzym królestwem, na które taki nacisk położył władca, nie ułożyłyby się zbyt dobrze. Musiałem się upewnić, że albo nekromanta padnie (wykonany rozkaz), albo osiągnie swój cel tylko i wyłącznie dzięki mojej ofiarnej pomocy (również wykonany rozkaz). Pobiegłem więc do sali kominkowej, w sam czas na spektakl.
88888Nekromanta stał w masce na środku pomieszczenia a w dłoniach trzymał dłonie dziewczyny. Umiejętnie dociskał jej emocje jarzmem i dobry w tym był, musiałem przyznać.
– Odnalazłeś mój pantofelek – mówiła właśnie drżącym głosem dziewczyna – zadbałeś o moje ubrania, o mój dobry sen. Czuwałeś nade mną... – przerwała na chwilę, żeby westchnąć cicho. – Jesteś taki dobry.
88888Miał ją.
88888Ostrożnym ruchem sięgnęła do maski i położyła na niej dłonie. Potem zdecydowanym gestem odsłoniła twarz kościeja. Patrzyłem na wszystko w pełnym napięcia milczeniu wstrzymując oddech i napinając mięśnie grzbietu. W zależności od reakcji dziewczyny zareagować miałem ja. Albo nie.
88888Dziewczyna przejechała opuszkami palców po twarzy onieśmielonego mężczyzny i już wiedziałem, że wygraliśmy. Coś szepnęła mu do ucha, zbliżając wargi do jego twarzy i zmuszając, by popatrzył jej w oczy. A potem złożyła na jego ustach delikatny pocałunek, który przypieczętował wszystko. Miłość, szarpana za gardło przez moje jarzmo, wypłynęła z niej jasną poświatą.
88888Z równym napięciem patrzyłem teraz na nekromantę, czekałem na tą mityczną przemianę, magię, która miała odmienić jego życie.
88888Zamiast tego, twarz kościeja wykrzywił grymas triumfu i złośliwej satysfakcji, która dopiero teraz nadała jego twarzy prawdziwy wyraz szpetoty. Przez ułamek sekundy niemal zrobiło mi się żal naiwnej dziewczyny. Przecież każdy ludzki poeta i bard w swych pieśniach twierdził, że jeśli miłość, to do grobowej deski.
*
88888Przypatrując się plugawym praktykom nekromanty – i dbając o to, żeby wiedział, że byłem z nim do końca – przysłuchiwałem się niespokojnie odgłosom dobiegającym zza drzwi komnaty. Hałasy szarpaniny, umierania, wyzwiska i przekleństwa – wszystko to szalało w powietrzu i zagęszczało atmosferę.
– Pośpiesz się – warknąłem, wdrapując się na pierś leżącej dziewczyny i spoglądając na pochylonego nad nią mężczyznę. – Bo zaraz będzie za późno.
88888Wraz z przebrzmieniem moich słów wielkie dwuskrzydłowe wrota otworzyły się z trzaskiem, wyważone grzbietem ciśniętego o nie szczura. Zaraz po jego truchle przebiegł Parchaty i jeszcze jeden żołnierz, wycofując się przed wkraczającym do środka przewodnikiem.
88888Obejrzał się i nekromanta, po czym głośno wciągając powietrze wstał z fiolką destylatu w ręku. Zeskoczyłem na ziemię i stanąłem u jego boku, aby przyjrzeć się nowoprzybyłemu.
88888Stary, siwy, ubrany na czarno, ze złamaną szpilką ociekającą krwawą posoką w ręku. Nic ciekawego ani strasznego.
88888Cisnąłem w niego bólem agonalnym, ukradzionym z kościejowego spichlerza. Dołożyłem konfuzję i rozpacz, popierając wszystko paraliżującym strachem. Dobry był. Fechtując ze mną emocjami niczym tą swoją szpilką, odparował ciosy, przeciwstawiając bólowi zaciętość, rozpaczy i strachowi swą żelazną odwagę, a konfuzji poczucie misji. Wszystkie te emocje rozpadły się natychmiast w pył a my staliśmy naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem. Tym razem to on zaatakował pierwszy, wychodząc ze sztychem poczucia winy. Odparowałem poczuciem obowiązku i ripostowałem wściekłością, a zaraz potem zdradliwym samoobwinianiem. Uniknął, skubaniec, wychodząc naprzeciw z wiarą we własne siły. Skontrował – jeszcze poprzez unoszący się pył – za pomocą bólu egzystencji i poczuciem krzywdy trafiając tym drugim wprost w moje rozdmuchane ego. Pomylił się jednak w doborze. Miałem do króla żal za swą niską pozycję w stadzie, owszem, stąd problem ze sparowaniem doskonale wymierzonego ciosu, ale miałem też coś, czego zwykły krasnal nie mógł zrozumieć: poczucie hierarchii. Wściekły na zadaną ranę ruszyłem przed siebie i skierowałem ogromne ilości złości i strachu, jako zasłonę dymną, po czym wyprowadziłem właściwy atak. Niezrozumienie trafiło przewodnika prosto między oczy, potem – już bezbronnego – dobiłem go zaszczuciem i desperacką presją, której tylko najlepsi uczestnicy wyścigu szczurów potrafili dać odpór. Dlatego po chwili agresor klęczał na posadzce, porażony zaserwowanym mu koktajlem.
W jego stronę ruszyły oba tchórzliwe parszywce, które jeszcze chwilę temu podkulały ogony. Fuknąłem na nie głośno.
– Precz! Ja to dokończę!
88888Wtedy też wydarzyło się coś, co odmieniło los nie tylko nekromanty.
Spartaczył on swoją robotę, ogarnięty euforią. Dziewczyna, w której tliło się jeszcze życie niewydrenowane do ostatniej kropli, złapała kościeja za chudą nogę. No i ten idiota się przewrócił, z krzykiem upuszczając fiolkę z miłością prosto na mnie. Rozbiła się na moim żylastym grzbiecie kalecząc, a płyn wsiąkł w ranę i futro, nasączając je mdłym zapachem. Oraz zupełnie odmieniając moje życie.
*
88888Spojrzałem w oczy memu najdroższemu przyjacielowi, klęczącemu tam, na posadzce, udręczonemu i pokonanemu. Ubiegłem dwa parszywe szczury, które niepomne rozkazów pełzły w jego stronę. Rzuciłem się im do gardeł. Umierając, patrzyły na mnie z wyrzutem, a przecież świadome były popełnianej niesubordynacji. Ot, nie nadawały się jednak do wywiadu i tyle.
88888Gdy z nimi skończyłem, a nie śpieszyłem się wybitnie, zbliżyłem się do drżącego na całym ciele przewodnika. Tak pysznie pachniał... Pożarłem więc wszystkie złe emocje, karmiąc się jego bólami i uwalniając go od ich jarzma. Gdy wreszcie stanął na nogi, patrzył na mnie chwilę, niepewnie, zanim wyciągnął swą dłoń. Pozwoliłem poczochrać się za uchem, po czym wskoczyć na swój grzbiet. Nie widziałem już w tym nic zdrożnego, połączyła nas miłość po grobową deskę.
88888Nekromanta leżał tam, przypatrując się nam nienawistnie poprzez łzy rozpaczy, sparaliżowany stratą i porażony rozmiarami swej porażki. Zostawiliśmy go w ciemnościach, ale zanim odeszliśmy, odwróciłem się do niego i nadałem ostatni raz:
– Miałeś rację kościeju. Miłość zdecydowanie odmienia los nią obdarowanego.



Wróć do „Podium”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość