Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

RHCP

Co nam w duszy (lub nad uchem) gra.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Szewczyk
Pisarz domowy
Posty: 141
Rejestracja: sob 12 sie 2006, 04:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

RHCP

Postautor: Szewczyk » wt 03 lip 2007, 05:30

No właśnie :D Dziś koncert Red Hot Chili Peppers w Chorzowie!!! Będzie tam ktoś z tego forum? Ja będę :twisted:



Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » śr 04 lip 2007, 12:23

Hm... ja tam wielką fanką Papryczek nie jestem. ;) Onet głosi, że koncert był dla wielu porażką. W jakim stopniu ma rację?


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Szewczyk
Pisarz domowy
Posty: 141
Rejestracja: sob 12 sie 2006, 04:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Szewczyk » śr 04 lip 2007, 16:31

W niewielki stopniu :roll: Dla serwisów internetowych, telewizji i szmatławców wszystko jest a). paranoją b). konliktem c). porażką :D Nie ma się czym przejmować.



A więc tak, Red Hoci grali prawie dwie godziny, co uważam za przeciętny czas. Jednak jak się policzy ile utworów poszło przez te 2h, to jednak się wie, za co się zapłaciło. Na to nie narzekałem. Narzekałem na brak klimatu przy kilku utworach... Ale tylko przy kilku... Genialne By The Way, albo Californicaton było czymś niesamowitym. Naprawdę.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » śr 04 lip 2007, 18:39

Wróciłem dzisiaj.



Było... niesamowicie.

Od pierwszych chwil, kiedy weszli, ten szał dupy, wszyscy w krzyk. Długawe intro i JEB, wspaniały Can't Stop. Od tamtego momentu oszalałem. Tutaj mogę wspomnieć o moim jedynym minusie koncertu. Otóż część publiczności na płycie zachowywała się jakby była w operze, a nie na koncercie rockowym. Akurat miejsce w którym stałem obfitowało w takich 'manekinów' i często byłem jedynym drzącym ryja i skaczącym świrem (wyjątek był przy fenomenalnym By The Way, kiedy nawet manekiny się ożywiły).



Euforią napełniły mnie też takie utwory jak "Don't Forget Me" (taniec Anthonego!), "Throw Away Your Television" (solówka!), "Emit Remmus", głównie dlatego, że na mojej osobistej liście studyjnych faworytów figurują bardzo wysoko.



Wkurza mnie to, że Polacy wiecznie muszą narzekać. Do cholery jasnej, niby że nie było Under The Bridge czy Give It Away to do bani. śmieszne. A Soul to Squeeze? A Power of Equality? (myślałem, że umrę z radości) Nawet lepiej, że zagrali akurat to, zamiast tych klasyków, było ciekawiej. Choćby Havana Affair!



Inni narzekają na brak kontaktu z publicznością. No do jasnej ciasnej, czy te zrzędy myślą, że jak Red Hoci przyjechali pierwszy raz do Polski, to jeszcze nam laski za przeproszeniem powinni robić? Anth się przywitał, żartował o śniadaniu, tańczył, pożegnał się przed bisami, Flea przepraszał, że nie przyjechali wcześniej. Wtf? Większość bawiła się świetnie, wykrzykiwano tekst każdej piosenki, Flea zagrał na trąbce. No i ten końcowy paronastominutowy jam!!! Dobili mnie tym po prostu.



Nagłośnienie było super, setlista wspaniała (jedynie She's Only 18 i Readymade mi nie podszedł, za to bardzo liczyłem na Parallel Universe), niektórzy ludzie płakali na Soulu czy Californication. Mówię, jedyna wada to dla mnie sztywność częśći publiczności. Ja zwymiotowałem z wycieńczenia po koncercie i nie żałowałem niczego.



Jak już mówiłem, było cudownie. Tutaj jest parę próbek:



http://www.tvn24.pl/-1,1512705.1,wiadomosc.html



A na TVNie 20 lipca o 1:05 będzie retransmisja koncertu.



Skoro to jest ogólny temat Red Hotów to kiedyś jeszcze coś dopiszę, ale aktualnie wracam do odpoczynku, bo skutki koncertowego stracenia rozumu dają się we znaki.



Sixty thousand voices alive...


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » śr 18 lip 2007, 20:14

Słowo się rzekło, skoro to ogólny temat Red Hotów to dodam coś od siebie.



Jest wiele powodów dla których ich kocham. O tak, nie będę tutaj przebierał w słowach, bo muzyka to dla mnie coś cholernie ważnego i niewątpliwie może wywoływać takie uczucia.



Kocham ich za niepowtarzalność. Poznałbym ich na końcu wszechświata, wśród 40 000 grup grających alternatywny rock, funk rock, czy inne punki sranki (niepotrzebne skreślić, bla bla bla). Są po prostu inni od innych. Oryginalni. Z własnym, maksymalnie Red Hotowym brzmieniem.



Kocham ich za styl. Jest to jeden z tych zespołów, który nie mówi za siebie tylko muzyką, ale i ludźmi. Szalony, wiecznie uśmiechnięty Flea, mistrzowki Frusciante, energiczny, pocieszny (;)) Chad i zwariowany Anthony.



Kocham ich za wytrwanie. Osobiście bardzo, ale to bardzo lubię stare zespoły, które wciąż trwają i są w dobrej formie. Jest to dla mnie oznaka jakości i tego, że ludzie którzy w tym siedzą, nie są tam tylko dla chajsu, ale dlatego, że to co robią, sprawia im radość. Są przyjaciółmi. Przyjaźń + muzyka to naprawdę wybuchowe połączenie. Aktualny skład zespołu utrzymuje się bodajże od 9 lat i mam nadzieję, że dotrwa do końca. Bo może jestem młodzikiem, smarkaczem, może kiedy Frusciante odszedł pierwszy raz to ja się dopiero rodziłem, ale nie wyobrażam sobie innego składu. Wydaje mi się, że to nie będzie to samo. Mam nadzieję, że oni uważają tak samo. Taki sam stosunek mam do mojej drugiej (lub pierwszej) muzycznej miłości - Metallici.



Kocham ich za muzykę (a to niespodzianka!). Chodzi o to, że tutaj każdy muzyk reprezentuje sobą i swoim instrumentem bardzo wysoką klasę. Chodzi o to, że kiedy czterech tak utalentowanych artystów połączy się w jedno, to powstaje naprawdę coś z jajem.



A ogólnie to jest tak, że ulubione albumy to Blood Sugar Sex Magik, Californication, By the way i One Hot Minute. Naprawdę trudno wybrać mi jeden z nich. Na każdym krążku znaduje się to coś. Mogę tylko stwierdzić, że One Hot Minute jest trochę bardziej z tyłu za pozostałymi. Mimo to szkoda, że takie utwory jak Coffee Shop, Falling In To Grace czy Shallow By The Game zostały właściwie zapomniane. Na jakimkolwiek koncercie się już tego nie usłyszy, chyba że chłopaki zrobią nam niespodziankę.



Ach, i jeszcze pytanie do potencjalnych słuchaczy Red Hotów. Co sądzicie o najaktualniejszym krążku? Stadium Arcadium, rzecz jasna.



To chyba tyle.

Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Zavarzinia
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: śr 19 gru 2007, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Zavarzinia » czw 20 gru 2007, 08:07

Patren pisze: Oryginalni. Z własnym, maksymalnie Red Hotowym brzmieniem.




To prawda, chociaż nie zwróciłabym na nich uwagi gdyby nie teldysk Can't Stop, na który cudem trafiłam (zwykle nie oglądam teledysków).

Ten teledysk mnie zafascynował. Pomyślałam sobie: "Ojej. świry."

Z góry zaznaczam, że "świry" to w moich ustach wielka pochwała.



Od tamtej pory zaczęłam przysłuchiwać się ich piosenkom i zostałam bardzo mile zaskoczona - okazało się, że to dobra kapela. I chociaż może nie jest u mnie nr1 (bo jest jeszcze Metallica, Iron Maiden itd), to z pewnością mieści się w pierwszej dziesiące.


Non satis est unius opinio.

Awatar użytkownika
Testudos
Pisarz pokoleń
Posty: 1183
Rejestracja: czw 25 paź 2007, 16:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Testudos » czw 20 gru 2007, 16:19


To prawda, chociaż nie zwróciłabym na nich uwagi gdyby nie teldysk Can't Stop, na który cudem trafiłam (zwykle nie oglądam teledysków).


Mwahahaha! XD

Boski teledysk. Przyznaję. Rozbrajający ^^



świetni są (chyba powtarzam to w tym dziale piąty czy szósty raz). Ale osobiście wolę trochę cięższe brzmienia. CO jednak nic im nie umniejsza :wink:



(bo jest jeszcze Metallica, Iron Maiden itd)


Niechże ja cię uściskam!


Are you man enough to hold the gun?

Awatar użytkownika
Eitai Coro
Dusza pisarza
Posty: 648
Rejestracja: wt 14 sie 2007, 09:21
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niedaleko zamku.
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Eitai Coro » czw 31 lip 2008, 12:27

Wiem, że to stary temat, ale że moja faza na Red Hotów odżyła i co jakiś czas się przyczaja, by wybuchnąć epicką falą napędzaną "Can't Stop", "Torture Me" i "Give It Away", napiszę.



No, dobra.



Red Hot Chili Peppers to prawie zespół mojego dzieciństwa, śmieję się, że jednym z najwyraźniejszych wspomnień przedszkolnych jest okładka i brzmienie "Californication", chociaż to chyba prawda. Red Hotów poznałam w domu, dzięki mojemu ojcu, który ongiś miał kolekcję ich wszystkich płyt. Pamiętam, że duże wrażenie robił na mnie zawsze teledysk do "Give It Away", gdy zobaczyłam po raz pierwszy (mając lat siedem, bodajże) pomyślałam coś w rodzaju tego, co Zavarzinia, że są świrnięci.



I prawdopodobnie najarani, lecz to już inna bajka.



Cenię ich bardzo za oryginalność, za niepowtarzalność brzmienia, za imaż, który nieodmiennie mnie rozbawia, choć zdaję sobie sprawę, że gdyby teraz zagrali koncert prawie nago, jak przed laty, nie byłoby skandalu. No, jeden zero dla nich.



Lubię bardzo połączenie Fru-Antek w wokalach. Solowa twórczość Frusciante niezbyt do mnie przemawia, zaś barwa A. K., choć bardzo interesująca, czasami nieco nuży. A szalejący A. plus nieco chłodny głos Fru to bajka i ciastko z kremem.



Ogólnie... Ulubione płyty (z trudem wybieram): "BSSM" (chyba najlepsza, wulkan energii, a wrzask "BLAD SZUGAR BEJBE SEKS MEDżIK!!!OSIEMSIEDEMNAśCIE" uważam za ponadczasowy i dobry we wszelkich okolicznościach), "One Hot Minute" ("Pea" powinno zostać hymnem jakiejś poważnej organizacji pozarządowej, która walczy o równouprawnienie, tolerancję i pojednanie rasowe, a poza tym te niecałe dwie minuty to esencja RHCP: porąbane teksty [ja osobiście nie jestem zbyt wielką fanką tekściarstwa Antka, chociaż trzeba mu przyznać, że pozostawia duże pole do interpretacji], interesujący głos oraz obijające się w mózgu melodie) i "Mother's Milk". "Cali" szanuję (to na tej płycie przecie Peppersi "wypłynęli"), choć naprawdę nie uważam "Californication" za najwybitniejszy utwór zespołu, a dla mnie najlepsze numery z krążka to "Around the World", "Road Trippin" oraz "Otherside" (uwielbiam się wydzierać "HELOł, HELOOOł!!!", nic nie poradzę, z takim wykonaniem tego kawałka mam parę wspomnień).



Najnowsza płyta mocno średnia, ale to tylko i wyłącznie moja opinia, wolę te starsze, mniej... zawodzące (np. "Desecration Smile" wzrusza tylko do drugiego razu, za trzecim analizowanie "zbeszczeszczającego uśmieszku" staje się ciutek nużące. Teledysk jednak bardzo, bardzo, bardzo mi się podoba).



Na koncercie, niestety, nie byłam, mój ojciec się pofatygował. Był dość rozczarowany, twierdził, że Red Hoci tak przyjechali i zagrali, bez większej magii oraz kontaktu z publicznością, sprzęt w porządku, ale w porównaniu z ilością tego, co przywiozło U2, wypadli dość nędznie.



I słowo o teledyskach, już, już kończę. Moje top parę: "Give It Away", "Can't Stop" (mazaki i Fru w koszu... ;)), "Aeroplane", "By the Way".



Dobra, tym, którzy doczytali, dziękuję. Jesteście wielcy.



Pozdro.


"Tymczasem zaś trzymajcie się ciepło i bądźcie dla siebie dobrzy".

Przedmowa - list do Czytelnika z "Zielonej mili" Stephena Kinga.



"Zawsze wiedziałem, że jestem cholernie wyjątkowy".

Damon Albarn

Awatar użytkownika
Ollars
Dusza pisarza
Posty: 434
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 12:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Desoto
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ollars » śr 24 sie 2011, 22:53

Już niebawem ukaże się nowa płyta Paprykarzy. Pare nagrań jest już dostępnych sieci. Przynajmniej było; co chwila są usuwane a na ich miejscu pojawiąją się nowe i tak w kółko.

Co myślicie nt. samego singla, teledysku do niego, etc.? Partie solowe gitary Josha różnią się od tych, które prezentował John, ale nie odbiegają znacząco od tego funkowego wizerunku Paprykarzy, na który sobie zapracowali. Dla mnie, Klinghoffer w nowej roli (praktycznie to starej, bo był przecież gitarzystą u nich na koncertach), dla mnie spisał się całkiem nieźle; wkłada wiele emocji w swoją grę. Nie wiem tylko jak to jest na koncertach. John stroił 'porządne' miny, jak jest z tym nowym, to nie wiem. Aaa. No i głos niezły ma. Chórki wyszły im idealnie... ;)

No nic, moze przyjadą do naszego landu. Wtedy zobaczy się ich w akcji. Teraz pozostaje "czekac" na ich nowy album...


wyje za mną ciemny, wielki czas


Wróć do „Muzyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość