Obrazek Weryfikatorium

WIELKI FINAŁ! :text-link:
Czas głosowania minie: wt 31 mar 2020, 11:22

Jeźdźcy Apokalipsy

Chcesz pokazać innym swój punkt widzenia? Tu możesz to zrobić

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2178
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: brat_ruina » czw 26 mar 2020, 06:56

Z dziennika czasów zarazy. A.D. 2020 r. Marzec, czwartek 17.

Do Ystad przyjeżdżam przed czternastą na miękko, bez spiny i bad looka na twarzy. Nie goniłem na odcięciu, bo nie było szans żeby zdążyć na popołudniową przeprawię. W dali na równym blacie morza znika sylwetka Baltivii. Następny prom, Cracovia, odchodzi po dwudziestej drugiej. Jest bezchmurne niebo, na tle błękitu krążą krzykliwe, białe mewy. Dzień jak co dzień, tylko, że wszędzie, we wszystkich stacjach radiowych, u nas i u Skandynawów tematem przewodnim w cogodzinnych serwisach jest koronawirus. Europa zainfekowana, Italia zamknięta, Austriacy, Czesi, Niemcy... Poodwoływane loty, pozamykane galerie handlowe, gastronomia, szkoły, urzędy, ośrodki kultury. Wszędzie informacje o zachowaniu ostrożności, używaniu masek, rękawiczek, bezpiecznych odległościach od innych. Tak się dzieje od paru tygidni, ma pomagać, ale nie pomaga. Statystyki zachorowań nie chcą maleć, epidemia cały czas naciera.

Parkuję tuż przy ulicy, nieopodal budynku odpraw. Z górnego łóżka wyciągam ciepłą kurtkę i czapkę, nie jest bardzo zimno, ale wieje. A ja jestem zakatarzony, trochę pokasłuję i cieknie mi z nosa. Bez paniki, przeważnie tak właśnie mam na wiosnę, mogło mnie też gdzieś przewiać. Tak sobie mówię, uprzedzając oczywiste pytanie: zwykły katar, czy już złapałem to świństwo? Ale gdzie? W kabinie? Przy tankowaniu? Strefie załadunków? Na zakupach? Zabieram dowód osobisty i idę po bilet. Po drodze zaciągam kaptur, cholera, jak wieje. Do budynku mam ze dwieście metrów, szybkim krokiem droga zajmuje mi dwie minuty. Rozsuwają się szklane drzwi, wchodzę do dużego, jasnego holu - poczekalni, gdzie nikogo nie ma. Teraz krótki korytarz i okienka linii Polferries. Zamknięte. Na szybie przyklejona kartka z informacją, że otwierają dopiero o 19.20.
Wypisuję ształówkę z danymi osobowymi, numerami samochodu, rodzajem i wagą towaru. Pukam w okienko i pytam, czy można zarejestrować wuelkę.
- Nie! - Słyszę z drugiej strony kobiecy głos.
- Ale tylko podbić... - wyjaśniam.
- Nie! Co, kartki pan nie widzi? Otwieramy tak, jak na kartce.
Tylko podbicie, przecież zawsze można było... - grzęznę pośrodku zdania, nie ma sensu kontynuować, z drugiej strony jest martwo, żadnej reakcji.
No dobra, myślę sobie, jest pandemia, obowiązują środki bezpieczeństwa, co z tego, że nielogiczne? Przyjdę przed dziewiętnastą, powinienem się załapać w pierwszej grupie. Tych, którzy złożą najwcześniej i wjadą na łajbę.

Wpół do siódmej w korytarzu czeka już ze trzydziestu kierowców. Żaden nie ma rękawiczek, maski, nie ma mowy o zachowaniu dystansu, przecież trzeba pogadać, pożartować, pośmiać się z rozkręconej niepotrzebnie histerii. Przecież latamy na Szwecję, a nie na Włochy... Zresztą przy zachowaniu odstępów część kolejki pewnie stałaby na dworze, a komu chciałoby się wystawiać na porywy zimnego wiatru? No tak.

Okienka otwierają punktualnie. Dwa z pięciu. Żeby było bezpieczniej? Przez grubą szybę prawdopodobnie nie przeszedłby pocisk z AK47, ale ok, grunt to powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Kolejka posuwa się w żółwim tempie, po piętnastu minutach odbieram wreszcie bilet. Rzucam okiem na awers z moimi danymi personalnymi i kodem kreskowym. Numer kabiny - 7009C.
- "C"?! Trzecie łóżko?! To jest jakiś żart? - pytam, bo nie wierzę w to co widzę.
- Tak, "C", jest was za dużo i nie możemy inaczej – kobieta po drugiej stronie jest niewzruszona.
- No to tylko pogratulować komuś, kto wpadł na tak błyskotliwy pomysł – odpowiadam. - Dwóch czynnych okienek też. Do widzenia.
Chowam bilety do kieszeni i wychodzę. Za mną w tym czasie zrobiła się kolejka drajwerów na całą długość korytarza i holu. Nie liczę, ale dobrze ponad stu chłopa stoi, gada, wymienia kwity, poklepuje się po plecach. Tym samym długopisem wszyscy wypełniamy dokumenty. Cudnie.

Wjeżdżam na łajbę, chwilę manewruję, ciężarówki muszą się upchać ciasno. Zabieram mandżur z szoferki i idę schodami na pokład z kajutami. Okazuje się, że w tej przydzielonej ma nas spać nie trzech, a czterech. Setki razy pływałem, ale nigdy w takim ścisku. Oklaski, laury i dyplom dla tego, który tak zaplanował. Rzucam plecak na górną prycz i mówię do reszty chłopaków:
- No, panowie, w ramach profilaktyki antywirusowej, śpimy dzisiaj twarzą do ściany. I rączki na kołderce!
Miało wprowadzić luz, ale w odpowiedzi dostaję tylko ponure uśmiechy. Paniki nie widać, nikt otwarcie nie okazuje strachu, ale ten wisi w powietrzu razem z niewypowiedzianym przekonaniem, że nie powinno być, jak jest. Zresztą powietrze i bez tego jest ciężkie, bo w ciasnym pomieszczeniu przy czterech śpiących facetach wentylacja nie bardzo daje sobie radę z wymianą zużytego na świeże. Wszyscy charczemy, chrapiemy, któryś gada przez sen. A zanim położymy się spać, jemy kolację. Przy jednym stole, łokieć w łokieć, pół metra od talerzy sąsiadów z obu stron.

Wjeżdżam na polską ziemię i słucham w radio zapewnień rządu i Pana Prezydenta. Jesteśmy przygotowani, nie oddamy ani guzika. Mamy respiratory, zaopatrzoną służbę zdrowia, termometry i strefy na lotniskach. Basują ministrowie i rzecznicy, że z wiosennym słońcem wzrośnie odporność, a słońce wybije wirusa. W tym samym czasie setki i tysiące tirów przekraczało granice włoskiego kotła z zarazą w te i nazad bez jakiejkolwiek kontroli.
Pewnie, jesteśmy teraz niezbędni. Zablokowanie ciągłości w przepływie towarów wywoła większą klęskę niż pandemia. Gdy transport klęknie, klęknie wszystko. Tylko nikt nie ogarnia warunków, w których ten ruch się odbywa. Największa ciężarowa armada w Europie wwozi i wywozi choróbsko we wszystkich kierunkach, żadne kontrole, żadne blokady jej nie powstrzymają. Zatrzymać sznur ciągników mógłby tylko szaleniec, ale wirus obnaża bezlitośnie zerowy poziom przygotowania i organizacji do sytuacji awaryjnych.

Rozładunek i załadunek mam w Pilźnie. Tylko dwa przejścia graniczne otwarte, Jakuszyce i Kudowa. Ciągnę lekki ładunek, jadę zatem przez Jakuszyce - Harrachov. Wjazd do Czech przechodzi bezproblemowo, ale w stronę Polski stoi korek z tirami na kilkanaście kilometrów. Mijam kolegów w milczeniu. Wiem, że przy kiepskich wiatrach jutro też tak mogę stać.
Czesi są zdyscyplinowani, wszyscy piesi chodzą w maskach, za ich nieużywanie są dotkliwe mandaty. Na rozładunku i załadunku nie wolno mi wychodzić z kabiny. Gdy wychodzę, żeby otworzyć lub zamknąć naczepę, to tylko w masce. Dokumenty dają pod drzwiami, biura zamknięte, rozmów twarzą w twarz nie przewidziano, można tylko pogadać przez telefon, dzwoniąc na numer z kartki wywieszonej od strony interesantów. Na razie na krzywą zachorowań te środki nie mają wpływu. Ale w dłuższej perspektywie pewnie pomogą ją spłaszczyć. Tak samo jak testy, których w opór Czesi przywieźli sobie z Chin.

Wracam do domu, do Wrocławia. Czuję się kiepsko, myślę o tym, że powinienem się zbadać. Praga zakorkowana, cały dolny Okruch stoi. Czeski film. Malują pasy na wylocie w stronę Hradec Kralove, zwężka do jednego, stąd paraliż. Też sobie wybrali porę. Przynajmniej mam czas i wolne ręce żeby posprawdzać informację i zadzwonić z zapytaniem o testy. Na infolinii automat recytuje listę krajów, gdy się z nich powraca, trzeba skontaktować się z siłami fachowymi, dostępnymi pod takim i takim numerem. Notuję. Oba numery są trefne. Nikt nie odbiera połączenia. Wynajduję jeszcze inny numer, wrocławski. Kobieta mówi, że trzeba dzwonić do szpitala epidemiologicznego na ul Koszarową. Świetnie, dobrze znam ten szpital, leżałem tam pół roku temu na zapalenie wątroby. Wystukuję na klawiaturze Koszarową, odbiera piguła i komunikuje, że nie może pomóc, na wyżyny jej stanowiska nie dotarły żadne instrukcje, ale nie zbywa mnie, podaje następne trzy numery, pod które powinienem zgłosić swoją sytuację. Historia się powtarza, dzwonię w kosmos, mój sygnał do nikogo nie dociera. Rezygnuję z dalszego przedzierania się przez labirynt martwych połączeń. Jest czwartek przed południem. Za kilka godzin będę już w domu, spróbuję na spokojnie, a jak nie, to pojadę do szpitala.

Dzwonię z domu, za którąś próbą udaje mi się, z drugiej strony słyszę pytanie, kiedy wróciłem zza granicy. Odpowiadam, że dzisiaj.
- Skąd?
- Z Czech.
- A był pan jeszcze gdzieś?
- Tak.
Szybko nakreślam jej moje położenie, jestem kierowcą, obsługuję kierunki na północ i na południe, często przekraczam granicę. Z Norwegią, Szwecją, Czechami, Słowacją i Węgrami.
- No tak, to faktycznie, powinien się pan przebadać, proszę przyjechać – zgadza się w ocenie zagrożenia.
- Duża jest kolejka? - pytam.
- Nie, teraz jakieś dziesięć osób. Za ile pan będzie?
- Do pół godziny powinienem dojechać. Jak długo czeka się na wyniki?
- Dwa, trzy dni.
- Ile!?
- Dwa do trzech dni. Mamy dużo próbek do badania.
- Ale ja muszę jutro znowu wyjeżdżać do pracy!
- Nic panu na to nie jestem w stanie poradzć.
- Okej. Do zobaczenia.
Dobrze, myślę sobie, przełożę fracht, poczekam, wyruszę później, ale przynajmniej będę mieć pewność.
Odpalam motocykl i cisnę na Koszarową. Nie oszczędzam na paliwie. Jestem tam po dwudziestu minutach. Cruisera zostawiam pod budynkiem i zasuwam do poczekalni. Wszyscy w kombinezonach, maskach i okularach. Cały korytarz ludzi. Ale pomyliłem wejścia, dla chcących zrobić test na obecność COVID-19 jest obok. Oczekujących - sześć osób. Znowu kartka, tym razem z telefonem do lekarza dyżurnego. Okej, dzwonię.
- Jakie ma pan objawy?
- Jestem przeziębiony. Trochę kaszlę, cieknie mi z nosa. Rozmawiałem niedawno przez telefon z kimś ze szpitala, dostałem informację, żeby przyjechać na badania, bo jestem w grupie wysokiego ryzyka zakażenia.
- Ma pan gorączkę? Słabo się pan czuje?
- Gorączki chyba nie mam, ale czuję się jak przy grypie, trochę mnie łamie w kościach.
- Nie możemy pana przyjąć.
- Ale powiedziano mi żeby przyjechać!
- Ze mną pan na pewno nie rozmawiał.
- No nie.
- Bardzo mi przykro, jak nie ma gorączki, to nie możemy pobrać wymazu. Proszę zostać w domu i się obserwować.
Obracam się na pięcie i odchodzę, ostatkiem woli powstrzymuję się, by nie pociągnąć z buta w kubeł na śmieci tak, żeby wylądował wraz z szybą w dyżurce. Kurwa, to po co ja tu przyjeżdżałem, tu i w ogóle do Wrocławia?

Przynajmniej zobaczyłem swoje miasto w klimacie postapokalipsy: puste, wyludnione, w okolicy rynku i przyległych uliczkach żywej duszy, tylko gdzieś w dali przemykają chyłkiem dwie - trzy sylwetki. Obrazy, które zapadają w pamięć.

W drodze do Goetteborga mam spierzchnięte usta, katar, mrowienie na języku, w gardle drapie, suchy kaszel kaleczy krtań. Wyjeżdżałem bez gorączki. Nie wiem czy teraz się pojawiła, bo przy wjeździe na Tetetkę Peter Pan w Świnoujściu i po wyjechaniu z niej w Trelleborgu nikt niczego nie mierzył. Nie wożę termometru ze sobą, w domu nie miałem, w aptekach też nie ma. Chyba raczej nie powinienem się z nikim spotykać. Na pewno to tylko zwykłe przeziębienie. Na pewno.

Zobojętniałem. Wszystko mi jedno.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2459
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: ravva » czw 26 mar 2020, 07:22

Uwielbiam twoje pisanie. Z dystansem, nieco ironiczne, kolorowe i coraz lepsze.
Tylko dwa ostatnie zdania za bardzo dociskaja i w sumie sa zbędne.

Bardzo na tak, ruin, nawet mimo zweryfikowanej przez Czechów, ponad 80% zawodnosci chinskich testów.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3957
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Godhand » czw 26 mar 2020, 07:58

W stylu dobre jak wszystko Twoje.
Lubię tę narrację i to spojrzenie zza szyby wozu.
Tematycznie nie dla mnie, mam przesyt tematu i już mnie nie rusza. Dokładnie jak w kończącym one-linerze.

Dwa drobiazgi:

Jest bezchmurne niebo


czyli pozostałość decyzji o wersji, i literówka:

paru tygidni


Łapanie oczywiście nie ma sensu w Twoim przypadku, zaznaczam tylko po to, że może będziesz gdzieś jeszcze wrzucał.

Pozdro,

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Seener
Pisarz osiedlowy
Posty: 279
Rejestracja: śr 10 lut 2010, 21:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Seener » czw 26 mar 2020, 08:31

Jeśli to czytać jako tekst, to po prostu dobre.
Jeśli jako opis rzeczywistości to trochę smutne trochę straszne. Chciałbym wierzyć, że to tylko wytwór Twojej wyobraźni, ale domyślam się, że nie. Słyszałem już więcej takich historii :(
Najłatwiej nie robić testów, wtedy krzywa jest prosta.
Dużo zdrowia.


Jako pisarz odpowiadam jedynie za pisanie.
Za czytanie winę ponosi czytelnik.

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2178
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: brat_ruina » czw 26 mar 2020, 08:42

Dzięki ravver

Godhand pisze:
Jest bezchmurne niebo
czyli pozostałość decyzji o wersji
Nie łapię co z tą decyzją o wersji.

bracie_Godhandzie
bracie_Seenerze

Dziękuję.

Seener pisze:Najłatwiej nie robić testów, wtedy krzywa jest prosta.
Świetne:)


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3957
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Godhand » czw 26 mar 2020, 08:59

Chciałeś tak specjalnie?
Bo imho, albo jest bezchmurnie, albo bezchmurne niebo bez "jest", albo niebo jest bezchmurne.
Jest bezchmurne niebo brzmi słabo, ale pamiętaj, że ja się nie znam :)
Myślałem, że być może zmieniałeś wersje zdania i umknęło/pozostało po zmianach.

Pozdro,

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
iris
WModerator
WModerator
Posty: 840
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: Kobieta

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: iris » czw 26 mar 2020, 09:19

brat_ruina, ja chce Twoja książkę. Całą taką - niekoniecznie o wirusie, ale całą napisana Twoim stylem, z Twoim spojrzeniem, dystansem, a jednocześnie zaangażowaniem. To do tekstu.
Co do rzeczywistości, bardzo mocno Cię ściskam i mam nadzieję, że wszystko będzie ok :hug:


„Styl nie może być ozdobą. Za każdym razem, kiedy nachodzi cię ochota na pisanie jakiegoś wyjątkowo skocznego kawałka, zatrzymaj się i obejdź to miejsce szerokim łukiem. Zanim wyślesz to do druku, zamorduj wszystkie swoje kochane zwierzątka.” Arthur Quiller-Couch

„Czasami nie wie się czegoś aż do czasu, kiedy się wie. Nie ma w tym nic złego.” Kubuś

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1559
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Gorgiasz » czw 26 mar 2020, 09:23

Takie opowieści z pierwszej ręki są dziś bezcenne. Przynajmniej wiem bez cienia wątpliwości, że opisujesz to, co jest, a wiadomo, że wszelkie publikatory to mniej lub więcej... no, skoro wiadomo, to po co o tym pisać.
Pisz jak najwięcej, jak najczęściej, o wszystkim. I trzymaj się! Nie pozwól, aby jakieś małe chińskie paskudztwo Cię podgryzało!



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4746
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Romecki » czw 26 mar 2020, 09:35

Kurka, jak ja lubię Twoje pisanie. Gdzie jest książka, się pytam?
A poza tym, straszne, bo strasznie prawdziwe.
(gdzieś tam jest błąd składniowy, ale mi się zapomniał w trakcie lektury)


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2178
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: brat_ruina » czw 26 mar 2020, 09:43

Godhand pisze:Chciałeś tak specjalnie?
Nie
Seener pisze:Jeśli jako opis rzeczywistości
Tak
iris pisze: :hug:
Przez internet jest bezpiecznie:)
Gorgiasz pisze: Pisz jak najwięcej, jak najczęściej, o wszystkim.
Nie jestem w najlepszej kondycji z pisaniem. Kiepsko idzie. Może puści.
Romecki pisze:Kurka
Jest w awatarze:)
Romecki pisze: (gdzieś tam jest błąd składniowy, ale mi się zapomniał w trakcie lektury)
Gdzie?

siostro_irisowo
bracie_Gorgiaszu
ojcze_Romecki

Dzięki.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4746
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Romecki » czw 26 mar 2020, 09:53

"Do budynku mam ze dwieście metrów, szybkim krokiem droga zajmuje mi dwie minuty. " To zdanie jest kulawe :) skrót myślowy, wiadomo, ale...


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 282
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: RebelMac » czw 26 mar 2020, 10:04

Bardzo dobre. Cieszę się, że to zamieściłeś, mąż przyjaciółki też jeździ za granicę - do Niderlandów. Przynajmniej wiem jak to teraz wygląda. Życzę zdrowia i pozdrawiam.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5312
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: ithi » czw 26 mar 2020, 10:47

Ruin, trzymaj się tam. ;*
Bardzo czekam na książkę.


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
Eldil
Umysł pisarza
Posty: 717
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Eldil » czw 26 mar 2020, 14:19

Podsumowując wątki - życie kruche. Wydawaj książkę, póki jest ją komu wysłać, komu przyjąć, i komu czytać.
Świetny tekst, dzięki.


"Zatem zadajmy sobie pytanie: po którym tekście oczy krwawią? To jest właśnie tekst Eldila". Chii, walentynki 2020.

"Eldil to powyżej, to jest naprawdę dobre zagranie. Co więcej, coś takiego mógł zaplanować tylko geniusz zła. [...] Szatańsko przebiegle panie Eldil". P.Yonk, 05.03.2020

Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz domowy
Posty: 185
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Jeźdźcy Apokalipsy

Postautor: Wrotycz » czw 26 mar 2020, 18:57

Pewnie już korona sama spadła, odpornyś, Bracie.
Znakomite świadectwo czasu zarazy. Zawsze twierdzę, że nasza rzeczywistość jest mega ciekawsza od fantasy. Tym tekstem to udowadniasz. Prawda jest bezcenna.
Zagrożenie - rozpad całości: państwa, miejsca pracy, rodziny... chrońmy to, co ciału bliższe.
Do powstania ludzkości z etapu rodów, plemion przyczynili się ludzie Twojego pokroju i... drogi.
Szerokości, i zdrowia.




Wróć do „Dziennikarstwo i publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość