Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Wyspiański i... Cyganki

Chcesz pokazać innym swój punkt widzenia? Tu możesz to zrobić

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
nebbia
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: pt 30 sie 2019, 11:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wyspiański i... Cyganki

Postautor: nebbia » pt 22 lis 2019, 23:56

Glosa na odwrociu pewnej fotografii w sto dwunastą rocznicę śmierci wybitnego poety, dramaturga i malarza sporządzona.

Kiedy powierzono mi pieczę nad kolekcją dziewiętnastowiecznych dagerotypów, fotografii i szklanych klisz, z wielką ciekawością zanurzyłam się w tamten - w kadrze zatrzymany - odległy świat.

Godzinami wpatrywałam się w czarno-białe, szklane klisze; kruche, delikatne, w różnych formatach, od całkiem małych, do wielkich tafli o wymiarach sześćdziesięciu na osiemdziesiąt centymetrów. Te ostatnie wymagały szczególnej troski i umiejętnego obchodzenia się z nimi.

Niewiele czasu upłynęło i na moim nosie pojawiły się okulary. Przejęta, nie chciałam narażać tak światłoczułego materiału na dodatkową ekspozycję na ostre światło i oglądałam cenne archiwalia fotograficzne w neutralnym oświetleniu. Okulary pojawiły się i już zostały, a ja stwierdziłam, że mogą pełnić także dodatkową rolę - choćby ukrycia się za nimi.

Spojrzenie na świat, ludzi, otoczenie oczami twórców tych fotografii było... podróżą w nieznane. Co innego teoria, a co innego taki bliski, namacalny kontakt. Trzymałam w dłoniach oryginalne opakowania zawierające klisze, do których - często - przez kilkadziesiąt lat nikt nie zaglądał. I jak się nie zachwycić i nie dać wciągnąć w tę podróż? Przecież w obiektywie aparatu fotograficznego (kamery obskura) zatrzymany zostaje nie tylko obraz i czas. Niemal wyczuwa się specyficzną atmosferę chwili, w której fotograf decyduje się na naciśnięcie migawki. Dlaczego robi to właśnie w danej chwili, co go zachwyciło? Specyficzny światłocień niepokojącym ażurem rysujący fragment fasady zabytkowej budowli? Ulotny, delikatny, prawie uległy uśmiech pani w krynolinie, czy ręka mężczyzny - władczym gestem zdobywcy - spoczywająca na jej ramieniu... Kilkadziesiąt tysięcy oczekujących na moje spojrzenie „obrazów światłem malowanych”. Czy zdążę je wszystkie poznać i opisać?

Pewnego razu, w kolekcji klisz Józefa Kuczyńskiego*[1], natrafiłam na wyblakły szklany negatyw, nieco już nadgryziony zębem czasu, na którym dojrzałam młodego Stanisława Wyspiańskiego w towarzystwie dwóch, jeszcze młodszych Cyganek. Zaintrygowało mnie to zdjęcie. Nigdy wcześniej (a interesowałam się życiem i twórczością wszechstronnego artysty) w żadnej publikacji nie widziałam tej fotografii. Pomału zaprzątnęła prawie całą moją uwagę. Kiedy i gdzie została zrobiona? Kim są te piękne Cyganeczki? To, że znalazła się wśród fotografii Kuczyńskiego, wcale nie oznaczało, że on był jej autorem. Po dokładnym zbadaniu okazało się, że jest to reprodukcja wcześniejszej fotografii, prawdopodobnie amatorskiej. Czy zachował się oryginał? Jeżeli tak, to gdzie go szukać? Z tymi pytaniami udałam się do Muzeum Młodej Polski im. Stanisława Wyspiańskiego*[2]. I tam, w schedzie po jego rodzinie, znalazłam album fotograficzny, w którym (na trzeciej stronie) znajdowało się interesujące mnie zdjęcie. Niestety, to również nie był oryginał. Duża fotografia (o wymiarach trzynaście na dwadzieścia cztery centymetry) okazała się odbitą z „mojego” negatywu. I podobnie jak on, nie miała żadnych charakterystycznych oznakowań, chociażby daty.

Wróciłam do muzealnego negatywu i „wzięłam go pod lupę”. Kuczyński fotografując oryginalne, podniszczone zdjęcie o nierównych brzegach, przymocował je trzema pineskami do twardego podłoża i zreprodukował na szklanej kliszy o wymiarach trzynastu na osiemnaście centymetrów. Na tej kliszy oryginalna fotografia jest nieco mniejsza, co oczywiście nie musi odpowiadać jej prawdziwym wymiarom. Niestety, sama klisza ma znaczne ubytki emulsji i jest retuszowana, prawdopodobnie przez samego fotografa.

Chcąc zgłębić tajemnicę tego zdjęcia, postanowiłam przypomnieć sobie życiorys Wyspiańskiego. Szczególnie interesował mnie okres czterech lat pomiędzy tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt, a tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt cztery. Niespełna dwudziestojednoletni student Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, wzorem wielu innych, wyruszył w artystyczną podroż po Europie. Podróżował przez Niemcy, Austrię, Szwajcarię i Francję. Zwiedzał wspaniałe katedry, muzea oraz pracownie najznakomitszych artystów tamtych czasów. Ale to Paryż stał się głównym celem, do którego powracał podczas czteroletniej zagranicznej eskapady. Zamieszkał w pracowni Paula Gauguina, z którym dzielił się (artystycznie i dosłownie) wspólną modelką i przyjaciółką - niejaką panną Annah. Do Krakowa powrócił w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym czwartym roku, gdzie tworzył aż do przedwczesnej śmierci - trzynaście lat później.

Z wielkiego, szumnego świata powracał do rodzinnego miasta, które liczyło niespełna czterdzieści tysięcy mieszkańców, do społeczeństwa o mentalności:
[…] gnuśnej, pogodzonej z niewolą, niechętną zmianom. Oni nic nie widzą, niczym się nie interesują. Widzą tylko materialny byt, dochody, pozycje, stanowiska, nie rozumieją żadnych naszych idei...

Tak pisał o mieszkańcach, a o samym mieście?

[…] ładny, półsłoneczny dzień po południu – rysuję a że naraz usłyszałem za szybami, podwójnymi przytłumiony głos Zygmunta*[3], więc rzucam malowanie, roztwieram okno, jedno, drugie rozwieram szeroko i głos dzwonu donośniejszy. Wyraźniejszy […] w pustych zwykle uliczkach... naraz skądś wiele głosów rozmaitych idących, świst kolei... rumor wozów, wrzawą dzwon mosiężnie jęczy, wysoko, brzęczy, huczy... Jakaś trąbka, jakiś sygnał, zegar zamkowy bije, wrony przelatują...

Szczery zachwyt wrażliwego artysty. Noc dziwnego, skoro się mieszka u stóp Wawelu, w domu Jana Długosza*[4].

Wszystko wskazuje na to, że omawiane zdjęcie zostało wykonane w Paryżu, może właśnie w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym czwartym roku, kiedy mieszał z Gauguinem. Jakość i wymiary świadczą, że jest to fotografia amatorska, być może zrobiona u ulicznego fotografa. Widzimy na niej młodego, przystojnego, zadbanego, modnie ubranego panicza, który w prawej dłoni trzyma kapelusz i jasne rękawiczki. Patrzy wprost w obiektyw aparatu. Cała jego postawa mówi o pewności siebie i zadowoleniu. Obok stoją dwie - bardzo młode, ładne i obejmujące się - Cyganki. Obydwie ubrane są w jasne bluzki i długie, szerokie, z pewnością kolorowe, spódnice. Jedna z nich zalotnie oparła rękę na biodrze, a druga, młodsza, patrzy nieśmiało z lekkim półuśmiechem. Te trzy postacie niewątpliwie tworzą niezwykle malowniczą grupę, stojącą na tle przenośnej architektonicznej dekoracji. Owszem, widać tu dbałość o kompozycję i wrażenia artystyczne, co może wskazywać na rękę i oko fotografa znającego swój fach. Jednakże jakość techniczna samej fotografii, jej wymiary, brak passe-partout, czy chociażby podklejenia na kartonik - co było ogólnie przyjętą normą w renomowanych zakładach fotograficznych - a także nie umieszczenie znaku firmowego fotografa, lub jego nazwiska, wyraźnie wskazuje, że nie zostało wykonane w żadnym z profesjonalnym atelier.

Pięć lat po powrocie Wyspiańskiego do Krakowa, w roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym dziewiątym, nastąpił pierwszy atak przywiezionej z Paryża choroby. Atak był gwałtowny, a diagnoza porażająca, choroba weneryczna - syfilis (zwany także francuską chorobą). Jakżeż ogromny cios dla pełnego życia, planów oraz twórczego potencjału młodego mężczyzny! Niestety, jego organizm nie reagował na leki (przecież w owym czasie nikt nawet nie śnił o antybiotykach), a niektóre z ordynowanych ze związkami arsenu wywoływały gwałtowne alergie. Od tego czasu tworzył już z przeczuciem zbliżającej się śmierci. Ogromną, wydajną aktywność twórczą hamowały i przerywały (niestety) coraz częstsze, boleśniejsze nawroty choroby.

Tak pisał w liście do Lucyny Kotarbińskiej:
[…] dziś rano obudziłem się w stanie wielce opłakanym. Złożony najcięższą niemocą i przykuty do łóżka...

Kiedy, w ostatnim o okresie życia, odwiedzili go przyjaciele i znajomi, między innymi Irena Solska, Stefan Żeromski, Leopold Staff i Władysław Reymont, ten ostatni, wstrząśnięty widokiem, napisał:
[…] Leżał w łóżku, obłożony korektami i książkami. Byłem ze Staffem, przyjął nas serdecznie, po przyjacielsku. Usiadł z trudem, wyglądał strasznie, […] miał twarz zapadłą, poczerniałą i wyschłą, prawą rękę w bandażach, a lewą władał tylko częściowo, głos obcy, niewyraźny, a tylko oczy były jeszcze dawne, oczy jasnoniebieskie, władcze i mądre, oczy pełne błyskawic i woli nieugiętej, hetmanie oczy walki. […] Ale ożywił się, zaczął mówić. […] Zapomnieliśmy o jego chorobie, o nędzy jego ciała, o śmierci i o wszystkim, porwał nas swoją żądzą czynu i poniósł w bezkres marzenia...

Zmarł po tygodniowym pobycie w szpitalu*[5] dwudziestego ósmego listopada tysiąc dziewięćset siódmego roku, o godzinie piątej po południu. Za oknem szalała burza, błyskawice dramatycznie przecinały jesienny mrok, deszcz bił w szyby, a wichura z trzaskiem, głośno łamała gałęzie. Nic dziwnego, niebo płakało... odchodził wielki artysta nietuzinkowy, wielowymiarowy.

Kiedy i dlaczego Józef Kuczyński wykonał reprodukcję tej, prawie jestem pewna, paryskiej fotografii? Ponownie spójrzmy na daty.
W tysiąc dziewięćset siódmym roku Kuczyński otwiera pracownię fotograficzną w samym centrum miasta, która prawie natychmiast zyskała sławę w artystycznym środowisku Krakowa. Pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego stał się wydarzeniem ogólnonarodowym, więc każda rzecz z nim związana była bardzo cenna.

Znawcy tematu sugerują, że syfilisem Wyspiańskiego zaraziła wspólna kochanka, panna Annah. Może to i prawda, a może przyczyniły się do tego nieszczęścia dwie urocze Cyganki z tajemniczej fotografii? Kto to wie?

Podziwiając twórczość Wyspiańskiego, bolejąc nad jego losem - zaiste heroicznym, tragicznym zmaganiem potęgi wielkiego ducha z niemocą nieposłusznego ciała - zastanawiam się nad tym... do dzisiaj.

Dwa lata temu, 28 listopada w 2017 roku, w sto dziesiątą rocznicę śmierci artysty, w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie otwarto wspaniałą wystawę "Wyspiański". Uzupełnioną o kolejne jego dzieła jeszcze można zwiedzać. Gorąco polecam.

…....
1. Józef Kuczyński (1877 – 1952). znany i ceniony fotograf krakowski. Jego zainteresowanie tą młodą sztuką nie było przypadkowe. Jesienią 1840 r., niecały rok po wynalezieniu fotografii (przez Louisa Daguerr`a i Josepha Niepce`a), stryj, Stefan Ludwik Kuczyński, wykonał pierwsze w Krakowie dagerotypy. Młody bratanek od najmłodszych lat miał kontakt z fotografią. Jako piętnastolatek poznawał arkana tej profesji w najznakomitszych atelier fotograficznych w mieście. Odbył zagraniczne studia i w 1907 roku powrócił do Krakowa, gdzie wspólnie z J. Gürtlerem otworzył zakład fotograficzny w Pałacu Spiskim przy Rynku Głównym 24. To atelier szybko stało się znanym miejscem spotkań krakowskiej bohemy i... szanownych profesorów z pobliskiego uniwersytetu. Każdy chciał mieć konterfekt zdjęty przez modnego fotografa.

2. Po przeniesieniu, a raczej zlikwidowaniu, Muzeum Młodej Polski im. Stanisława Wyspiańskiego z kamienicy przy ul. Kanoniczej 9 do Pałacu Szołayskich, zbiory po artyście zostały podzielone i znalazły się w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego - w Sali „A to Polska właśnie” oraz na wystawie u Szałayskich „Zawsze młoda Polska sztuka około 1900”.

3. Dzwon Zygmunta - królewski dzwon został odlany w Krakowie w 1520 r. przez przybyłego z Norymbergi ludwisarza Hansa Behema. Był fundacją króla Zygmunta I Starego i miał świadczyć o chwale i potędze Jagiellonów. W czasach niewoli stał się symbolem dumy i niezłomności narodu. Do dzisiaj odzywa się tylko podczas wyjątkowych, podniosłych uroczystości kościelnych i państwowych.

4. Franciszek Wyspiański (rzeźbiarz, niestety niedoceniany, po śmierci żony Marii Rogowskiej, matki Stanisława, stopniowo popadał w nędzę i alkoholizm) miał pracownię w domu, który niegdyś - przed wiekami - należał do kronikarza Jana Długosza (na rogu ul. Kanoniczej, z pięknym widokiem na Wawel). W Muzeum UJ Collegium Maius, w Sali Mikołaja Kopernika znajduje się ładne popiersie naszego największego astronoma, właśnie dłuta Franciszka Wyspiańskiego.

5. 14 listopada 1907 r. doktor Rutkowski, pod którego opieką artysta pozostawał, zlecił przewiezienie chorego do swojej kliniki przy ul. Siemiradzkiego. Podtrzymywany przez wiernego Feldmana, który cucił mdlejącego winem, opuścił artysta Węgrzyce. W klinice ułożono chorego w pojedynczej separatce na pierwszym pietrze, w narożnym pokoju z oknami wychodzącymi na ul. Łobzowską. Przeżył tu tylko dwa tygodnie. (cytat z artykułu prof. Aleksandra Skotnickiego zamieszczonego w „Alma Mater” w 2007 roku, z okazji 100. rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego).



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5068
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wyspiański i... Cyganki

Postautor: Navajero » sob 23 lis 2019, 09:45

Ciekawy tekst. Ja też lubię oglądać stare fotografie, patrzyć na miejsca i ludzi których już nie ma.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
nebbia
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: pt 30 sie 2019, 11:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wyspiański i... Cyganki

Postautor: nebbia » pt 29 lis 2019, 19:17

Navajero, miło że zajrzałeś, przeczytałeś i słowo rzekłeś:
Navajero pisze:Ja też lubię oglądać stare fotografie, patrzyć na miejsca i ludzi których już nie ma.

Tym bardziej serdecznie dziękuję, jako że znajdujemy się w portalowym zakątku raczej rzadko uczęszczanym.

W pewnym okresie do mojej muzealnej roboty należało opracowanie; to jest opisanie i zinwentaryzowanie archiwalnych fotografii. Przeszło ich przez moje ręce około sześćdziesięciu tysięcy. Większość z nich ponad stuletnich. Oj, napatrzyłam się na cudności, napatrzyłam. A co zobaczyłam, to tylko mnie wzbogaciło.

Mam niedyskretne pytanie, jakie nurtuje mnie od dłuższego czasu, a związane jest z Twoim nickiem. Czy wywiodłeś go od hiszpańskiego el navaja – brzytwa? A może scyzoryk? Fajny, prawie tak samo, jak moja włoska mgiełka.

Pozdrawiam
n



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5068
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wyspiański i... Cyganki

Postautor: Navajero » pt 29 lis 2019, 19:51

Tak, navajero to po hiszpańsku "nożownik" :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
nebbia
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: pt 30 sie 2019, 11:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wyspiański i... Cyganki

Postautor: nebbia » pt 29 lis 2019, 20:19

:<3<3:




Wróć do „Dziennikarstwo i publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość