NAJLEPSZAMINIATURAMAJA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY :text-link:

Życie - wersja poprawiona. [W]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Dusza pisarza
Posty: 520
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: tomek3000xxl » pn 18 lut 2019, 08:22

Janina Krabe nie mogła znaleźć pustego skrawka ulicy do zaparkowania samochodu. Spojrzała na zegarek, klnąc po cichu. Umówiła się z niemieckim małżeństwem o siódmej wieczorem i już była spóźniona piętnaście minut.
- Cholerna szwabska punktualność. – rozzłoszczona patrzyła niecierpliwie na wyjeżdżającą Toyotę Camry.
Za chwilę pozbędzie się dzieciaka i w końcu się napije ulubionego ginu.
- Ty musisz cały czas gadać. – burknęła do siedzącej na tylnym siedzeniu czteroletniej Zuzi. – Jak będziesz tyle mówić, to język ci odpadnie i męża nigdy nie znajdziesz. – pogroziła małej palcem.
Dziewczynce wpierw zaczęły się trząść usta, a po chwili zasłoniła zaciśnietymi dłońmi oczy i rozbeczała się na całego.
- Boże mój dodaj mi sił. – odchyliła się z siedzenia wystarczająco mocno by pogłaskać Zuzię po blond włosach – No już kochanie nie płacz. Zaraz poznasz nowego tatusia i mamusię
Po dwóch minutach sytuacja była opanowana. Krabe wzięła dziewczynkę na ręce i prawie wbiegła po schodach na trzecie piętro
- Guten abent. Pamiętasz, że tak masz powiedzieć?
Zuzia skinęła na znak, że pamięta i obejmując Krabe za szyję przytuliła się do jej piersi.
Krabe dreszcz zniecierpliwienia przebiegł po plecach. Nie lubiła dzieci i gdyby za każdą sztukę nie dostawała kilku tysięcy, to najchętniej omijałaby je z daleka.
Nacisnęła dzwonek przy drzwiach i postawiła dziewczynkę na podłodze korytarza.
Otworzył wąsaty mężczyzna po pięćdziesiątce. Spojrzał karcąco na Krabe wskazując na zegarek.
- Dwadzieścia minut spóźnienia. Tak się nie załatwia interesów.
Zza nóg kobiety wychyliła się Zuzia. Niemiec spojrzał na jej blond włosy, niebieskie oczy i śliczną twarz. Znieruchomiał na kilka sekund. Wszedł z powrotem do wnętrza mieszkania i zniknął w pokoju gościnnym.
Wrócił po minucie wciskając Krabe do ręki gruby plik banknotów.
- Ach ta wasza słowiańska uroda. Ta mała jest pierwsza klasa.
Krabe nie bardzo miała ochotę z nim rozmawiać. Wepchnęła Zuzię do mieszkania, a pieniądze schowała do torebki. Wreszcie mogła pójść napić się ginu. Westchnęła z ulgą schodząc do samochodu. W ręku trzymała podpisane przez siebie i Niemca papiery adopcyjne.
*** .
Janina Krabe miała okropny ból głowy. Odłożyła na biurko przegladane akta zastanawiając się co tym razem stanie się z tą dziewczynką. Nie, żeby się tym przejmowała ale trochę się martwiła. Polubiła te mała blondyneczkę i nawet trochę za nią tęskniła. Była taka słodka, a jej niebieskie oczy tak ufnie zawsze spoglądały w twarz Krabe. Kobieta zaczęła chodzić po gabinecie, masując dłońmi skronie. Niewiele to pomogło, więc połknęła dwie tabletki przeciwbólowe.
Krabe wróciła do przeglądania papierów. Otworzyła pierwszą z teczek. Andrzej Mularczyk, lat siedem – uzdolniony muzycznie chłopak. Sierota, którego rodzice zaginęli podczas wycieczki do jednego z azjatyckich krajów. Świetny kandydat dla pary lekarzy z Amsterdamu. Wickensowie zawsze marzyli o dziecku, które będzie ich zabawiać w deszczowe, jesienne wieczory. Uśmiechnęła się, czując zapach pieniędzy, szybko jednak przybrała poważny wyraz twarzy. Postawiła na okładce teczki prawie niewidoczny znak plus i schowała do zamykanej na klucz szuflady. Kolejne dokumenty nie przykuwały jej uwagi. Odrzucała je zniecierpliwiona. Wyjęła z paczki papierosów miętowego vogue’a i stanęła przy otwartym oknie. Na zewnątrz słońce powoli zaczęło dawać się przechodniom we znaki. Krabe spojrzała z zazdrością na matkę idącą chodnikiem z dwójką dzieci. Obserwowała małą dziewczynkę opowiadającą coś z przejęciem matce. Nie słyszała, o czym mówi, ale uśmiech na twarzach całej trójki wystarczyłby jej za złoto całego świata. Kobieta nie mogła zajść w ciąże. Dwie próby In-Vitro nie powiodły się i lekarz odradził kolejne. Zbyt późno zapragnęła macierzyństwa. Mogłaby wziąć jednego z maluchów z domu dziecka ale nie pokochała by niczego, co nie zrodziło się z jej ciała.
Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego i sięgnęła po teczkę na biurku.
Monika Krasna, lat sześć. Spojrzała zazdrośnie na miniaturowe zdjęcie w rogu akt. Śliczna dziewczynka, którą Niemcy ze Stuttgartu na pewno mocno pokochają. Co z tego, że zbyt mocno...
Dziewczynka nie miała predyspozycji do muzyki, sportu czy choćby rysowania, ale była słodka i kochana.
Braunowie z chęcią wydadzą sporą sumę pieniędzy, żeby zamieszkała w ich domu – pomyślała.
Dzieci kupowały bezdzietne rodziny. Zazwyczaj. Zdarzały się także pedofilskie pary, które za dziecko płaciły dużo więcej. Każde sprzedane dziecko powiększało stan jej konta o przynajmniej pięć tysięcy euro. Musiała co prawda dzielić się z Wójcickim, który podpisywał zgody na adopcje z zagranicy, ale trzydzieści procent od każdego dziecka nie było wygórowaną stawką.
Drzwi gabinetu otworzyły się z rozmachem i uderzyły o regał z dokumentami. Do środka wszedł na chwiejących się nogach Marcin Kwis. W ustach trzymał niezapalonego papierosa, a przekrzywiona na bakier bejsbolówka miała sugerować wszystkim wokół, że chłopak jest KIMŚ. Twardzielem, nie lalusiem, którego można bezkarnie zaczepiać na ulicy.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i beztrosko łypnął przekrwionymi oczami na dyrektorkę.
– Siema! – ryknął na całe gardło.
Janina Krabe wyrzuciła niedopałek przez okno i usiadła w fotelu. Popatrzyła z zainteresowaniem na chłopaka. Przez ostatnie kilka miesięcy Marcin Kwis wyraźnie nabrał ciała. Miał ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, a mięśnie karku i bicepsy dodawały chłopcu męskości. Nastolatki nazywały go Marcinkiem z boskim tyłeczkiem, a rówieśnicy schodzili z mu drogi. Chłopak był z natury nerwowy. Nie znosił – podobnie jak Krabe – kontaktów towarzyskich z innymi ludźmi, nie licząc oczywiście seksownych dziewczyn. Dla przystojnego młodzieńca były najlepszym sposobem na zabicie nudy oraz urozmaicenie szarego życia.
– Czego chcesz? – spytał hardo, patrząc w oczy kobiety. W radiu stojącym na półce tuż za plecami kobiety grali piosenkę „I kissed a girl” Katy Perry, a Marcin Kwis wyobraził sobie, jak dyrektorka leży naga w łózku ze swoją sekrtarką.
Nie zapomniał złego traktowania przez Krabe, kiedy był młodszy i wszystkiego się bał. Był bardzo spocony, ciężko dyszał. Miał okropnego kaca, który teraz dawał się we znaki.
Nie miał ochoty rozmawiać z dyrektorką, której najzwyczajniej w świecie nie znosił. Właściwie pogardzał nią.
Nie zwracała uwagi na wulgarność chłopaka. Był młody i piękny, a jego muskularne ciało powodowało drżenie wewnętrznych części jej ud. Nie mogła się nadziwić, jak mazgaj, który jeszcze dwa lata temu tylko płakał, tak szybko dorósł. Błękitne oczy i wciąż powiększająca się muskulatura powodowały u kobiety chęć posiadania go na własność. Jak wytresowanego pieska, którym mogłaby się chwalić przyjaciółkom w salonie odnowy biologicznej. Najchętniej rzuciłaby teraz chłopaka na biurko, sprawdziła, czy potrafi zaspokoić jej czterdziestoletnie ciało. Nie pamiętała, co to miłość.
Odrzuciła szybko myśl o uwiedzeniu nastolatka. Za duże ryzyko. Za mało pożytku z niedoświadczonego ciała. Miała ważniejsze sprawy do załatwienia. Korbielowi spodobał się młodzian, więc chciał, by dołączył do organizacji przestępczej. Miała się tym zająć, kiedy chłopak będzie wystarczająco wyrośnięty.
Wstałą z fotele i powoli ruszyła w strone drzwi wyjściowych z gabinetu. Ból głowy zniknął bezpowrotnie.
- Pani Sławińska! – wydarła się na sekretarkę. – Dwadzieścia minut temu zamawiałam kawę. Za co ja do cholery pani płacę.
Wróciła do swojego biurka i usiadła w fotelu.
– Wiesz, po co cię wezwałam? – Kobieta wstała z fotela i usiadła na skraju biurka, naprzeciw Marcina.
– No tak. W końcu wyrwę się z tej nory.
– Tak, skończyłeś osiemnaście lat i niestety musisz opuścić nasze rodzinne gniazdko – powiedziała nieco ironicznie.
Chce, żebym ją zerżnął. – rozbawiony Kwis spojrzał na jej potężne łydki w czarnych pończochach. Mógłby to zrobić, ale Monika z pokoju obok tak go wczoraj wymęczyła, że nie miał dziś ochoty na seks. Poza tym ból głowy spowodowany ciepłą wódką nie pozwalał myśleć o przyjemnościach.
– Masz plany na przyszłość?
Głos kobiety przywrócił go do rzeczywistości.
– Coś wymyślę. Nie ma problemu.
Według Krabe nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. Marcin Kwis był innego zdania. Czuł się wielki i potężny, a cały świat już wkrótce miał leżeć u jego stóp. Chciał opuścić to miejsce, gdzie dla wychowawców był kolejnym porzuconym dzieciakiem, a dla innych sierot przerośniętym troglodytą.
– Jeśli jednak nie masz planów, to ten człowiek miałby dla ciebie zajęcie. – Podała chłopakowi wizytówkę. To Witold Korbiel, bardzo wpływowy pan, który mógły ci pomóc w życiu.
Marcin Kwis uśmiechnął się nieznacznie i schował kartonik do kieszeni szortów, w których trzymał paczkę Marlboro. Co prawda bardziej się lubił bić niż palić ale papierosy też dawały chłopakowi przyjemność. Miały też inny ukryty cel.
Wyłgany brak ognia stanowił najlepszy pretekst do zaczepiania chłopaków na ulicy. Najlepiej takich dobrze zbudowanych, którzy myśleli, że sztanga na siłowni zrobi z nich Terminatora. Takich lalusiów z centrum miasta, którzy w świeżo wyprasowanych koszulach i przesadnie wypastowanych butach podrywali znudzone panienki. Jeśli zaczepiony chłopak miał zapalniczkę, wtedy Kwis szukał kolejnego pretekstu do wszczęcia awantury. W przypadku gdy odpowiedź brzmiała „nie palę”, Kwis walił delikwenta w gębę.
Początki były trudne i zwykle to on dostawał łomot. Ale, jak do znudzenia przypominał trener Andrzej Kruk, „tylko trening zrobi z ciebie dobrego zawodnika”. Dlatego chłopak trenował zawzięcie, a siniaki na twarzy zniknęły z czasem bezpowrotnie.
Adrenalina zabuzowała w ciele osiemnastolatka. Na zewnątrz był zupełnie inny świat. Były dziesiątki dziewczyn do zdobycia, a nowe, drogie samochody kusiły metalicznym połyskiem lakieru. Wrocław przyciągał ekskluzywnymi sklepami. Co prawda nie mógł kupić wszystkiego na co miał ochotę, ale wszystko było przed nim. Wizytówka wciśnięta mu przez dyrektor miała być biletem wstępu do nowego, dorosłego życia.



Awatar użytkownika
Dawny Don
Pisarz domowy
Posty: 86
Rejestracja: sob 02 lut 2019, 12:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Życie - wersja poprawiona.

Postautor: Dawny Don » pn 18 lut 2019, 13:24

1) "Janina Krabe nie mogła znaleźć pustego skrawka ulicy do zaparkowania samochodu" - Mówimy: "wolne miejsce do zaparkowania". Zwrot w Google "puste miejsce do zaparkowania" - 2 wyniki, zwrot "wolne miejsce do zaparkowania" - 8400 wyników. Polecam wpisywanie całych zwrotów w cudzysłowie w wyszukiwarce Google.
2) "Spojrzała na zegarek, klnąc po cichu." - Patrząc na zegarek nie zaklęła z powodu braku miejsca do parkowania. Ona zaklęła dopiero gdy zobaczyła, że jest spóźniona. Czyli: Spojrzała na zegarek i zaklęła po cichu.
3) "Umówiła się z niemieckim małżeństwem o siódmej wieczorem i już była spóźniona piętnaście minut". Umówiła się z małżeństwem o siódmej wieczorem, ale na którą godzinę umówiła się z nimi? Widzisz to? Czyli, powinno być: umówiła się na siódmą wieczorem.
4) "Za chwilę pozbędzie się dzieciaka i w końcu się napije ulubionego ginu". - Nie wiem, czy wiesz, ale drugiego "się" mogłoby nie być i też byłoby poprawnie.
5) zaciśnietymi - "ę"
6) "odchyliła się z siedzenia wystarczająco mocno by pogłaskać Zuzię po blond włosach" - Rozumiem, że dziewczynka miała blond włosy. Ale kobieta nie odchyliła się po to, by pogłaskać po "blond" włosach - tylko po "włosach". Możesz powiedzieć, że była blondynką przy innej okazji - bardziej temu sprzyjającej.
7) "No już kochanie nie płacz". - Raczej przecinek po "kochanie".
8) "Nacisnęła dzwonek przy drzwiach i postawiła dziewczynkę na podłodze korytarza". - słowo "korytarz" jest, moim zdaniem, całkowicie zbędne.
9) "Niemiec spojrzał na jej blond włosy" - No i są blond włosy, czyli tym bardziej podtrzymuję to, com powiedział w punkcie szóstym :-)
10) "W ręku trzymała podpisane przez siebie i Niemca papiery adopcyjne". - Niemiec wręczył jej gruby plik banknotów, które w drodze powrotnej zmieniły się w papiery adopcyjne? Poza tym, kiedy ona podpisała te papiery, dużo wcześniej?

Przepraszam, ale na tych uwagach muszę zakończyć. Piszesz bardzo ciekawie :-)
Pozdrawiam


DOBRA NOWINA: Niebyt - nie istnieje!

Awatar użytkownika
Huba
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pt 28 gru 2018, 21:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: Huba » pn 18 lut 2019, 15:47

Post piszę naspidowana kawą. Mogłam dać się ponieść skłonności do bełkotania, pobłądzić w rozmyślaniach lub na klawiaturze :D

- Boże mój dodaj mi sił. – odchyliła się z siedzenia wystarczająco mocno by pogłaskać Zuzię po blond włosach – No już kochanie nie płacz. Zaraz poznasz nowego tatusia i mamusię

Tak jak Dawny Don uważam, że w tym momencie kolor włosów dziewczynki jest najmniej ważny, bo - tak sobie rozmyślam - głaskanie po włosach kojarzy mi się z czymś bardziej związanym z delikatnym dotykiem samych włosów, ale nie z nerwowym ruchem, jaki w opisanej sytuacji bardziej mi pasuje do "głaskania po głowie/główce".
Z drugiej strony, skoro główna bohaterka jest wkurzona brakiem wolnego miejsca do zaparkowania, spóźnieniem i na dodatek nie lubi dzieci, po co w ogóle łamałaby sobie gnaty gimnastyką w samochodzie i zawracała głowę głaskaniem dziewczynki? Widywałam matki zirytowane podobną sytuacją (brak wolnego miejsca, pośpiech, dziecko ogłuszające wrzaskiem itd.), które po prostu wyciągały dzieciaka z auta, trzaskały drzwiami i śpieszyły się dalej. Dopiero później przychodziła refleksja i brały dziecko na ręce.
Taka czułość nie pasuje mi to do kobiety, która nie lubi dzieci i na dodatek je sprzedaje.

Krabe wzięła dziewczynkę na ręce i prawie wbiegła po schodach na trzecie piętro

To się chyba sofizmat nazywa.. W każdym bądź razie, chodzi mi o to, że mówi się: prawie zdążyłem na autobus. Albo się zdążyło, albo nie. Nie da się w połowie wsiąść do autobusu i w połowie pozostać na przystanku. Czyli bardziej skłaniałabym się przy opcji: szybko weszła po schodach.

Zza nóg kobiety wychyliła się Zuzia. Niemiec spojrzał na jej blond włosy, niebieskie oczy i śliczną twarz.

- Ach ta wasza słowiańska uroda. Ta mała jest pierwsza klasa.

No tak, a na słowianki takie jak ja mówi się ciemnowłose potwory drugiej klasy... albo nawet trzeciej, jeśli w pobliżu jest jakiś rudzielec :P
Ale, ale. Już się spodziewałam wyskoku z "aryjską urodą", "rasą panów", blablabla, a tu proszę, Niemiec chwali słowiańskie piękno blond włosków i niebieskich oczków.

W ręku trzymała podpisane przez siebie i Niemca papiery adopcyjne.

Przysnęłam? Mrugnęłam i przeskoczyłam kawałek tekstu? Skąd te papiery?

Nie, żeby się tym przejmowała ale trochę się martwiła.

Na coś jednak trzeba by się zdecydować. Albo ma to w pupie, albo się martwi i tu wracamy do podkreślanego przeze mnie nie lubi.

Polubiła te mała blondyneczkę i nawet trochę za nią tęskniła. Była taka słodka, a jej niebieskie oczy tak ufnie zawsze spoglądały w twarz Krabe.

No i proszę. Może ktoś napisze, że się czepiam, może pojawi się pomysł zbesztania mnie, ale chyba trzeba by dookreślić w jakimm stopniu pani Krebe nie lubi dzieci. Z dotychczasowych opisów wnioskuję, że to dość poważna niechęć do dzieci, a nie widzimisię starej, bezdzietnej panny, która po prostu boi się dzieci i stąd jej niechęć. Ale gdyby musiała przygarnęłaby i otoczyłaby opieką. Mniej lub bardziej nieporadnie.

Wickensowie zawsze marzyli o dziecku, które będzie ich zabawiać w deszczowe, jesienne wieczory.

Złowieszcze zdanie.

Postawiła na okładce teczki prawie niewidoczny znak plus i schowała do zamykanej na klucz szuflady.

To prawie jest nie potrzebne. Może chodzilo o ledwie widoczny znak?

Kobieta nie mogła zajść w ciąże. Dwie próby In-Vitro nie powiodły się i lekarz odradził kolejne. Zbyt późno zapragnęła macierzyństwa. Mogłaby wziąć jednego z maluchów z domu dziecka ale nie pokochała by niczego, co nie zrodziło się z jej ciała.

... Czytając początek byłabym skłonna uwierzyć, że pani Krebe nie byłaby w stanie pokochać żadnego dziecka, a tu proszę, starała się zajść w ciążę. Jestem w kropce, bo to, co przeczytałam później też nie przekonuje mnie do pani Krebe - matki.

Do środka wszedł na chwiejących się nogach Marcin Kwis.

Na chwiejnych nogach? Albo rozchwiany mogę zaproponować. Poza tym, skoro wszedł, to wiadomo, że do pokoju, czyli do środka.

Nie znosił – podobnie jak Krabe – kontaktów towarzyskich z innymi ludźmi, nie licząc oczywiście seksownych dziewczyn.

Pierwszy raz przeczytałam to zdanie i pomyślałam, że pani Krebe też lubi dziewczynki.

– Czego chcesz? – spytał hardo, patrząc w oczy kobiety. W radiu stojącym na półce tuż za plecami kobiety grali piosenkę „I kissed a girl” Katy Perry, a Marcin Kwis wyobraził sobie, jak dyrektorka leży naga w łózku ze swoją sekrtarką.

Przepraszam, ale strasznie to naciągane, jakby ktoś specjalnie na potrzeby tej sceny nagle włączył radio, a tam Katy Perry śpiewa.

Nie miał ochoty rozmawiać z dyrektorką, której najzwyczajniej w świecie nie znosił. Właściwie pogardzał nią.

To po cholerę przylazł?

Nie zwracała uwagi na wulgarność chłopaka. Był młody i piękny, a jego muskularne ciało powodowało drżenie wewnętrznych części jej ud.

A mi się wydaje, że - przepraszam za zwrot - niedopchniętą panią dyrektor z nieokreslonym stosunkiem wobec dzieci właśnie ta wulgarność by pociągała. Bo raczej nie intelekt tego chłopaka.

Najchętniej rzuciłaby teraz chłopaka na biurko, sprawdziła, czy potrafi zaspokoić jej czterdziestoletnie ciało. Nie pamiętała, co to miłość.

Czterdzieści lat? To jeszcze młoda dupa, za przeproszeniem :D Myślałam, że główna bohaterka to stara panna koło pięćdziesiątki, w wolnych chwilach oblepiona kotami i budyniem waniliowym.

Zdarzały się także pedofilskie pary, które za dziecko płaciły dużo więcej. Każde sprzedane dziecko powiększało stan jej konta o przynajmniej pięć tysięcy euro.

Odrzuciła szybko myśl o uwiedzeniu nastolatka. Za duże ryzyko. Za mało pożytku z niedoświadczonego ciała.

Jeśli sytuacja z pierwszego cytatu nie wydała się pani Krebe "zbyt dużym ryzykiem", to stukanie się z napakowanym podopiecznym też mogłaby uznać za niewielkie ryzyko.

Korbielowi spodobał się młodzian, więc chciał, by dołączył do organizacji przestępczej. Miała się tym zająć, kiedy chłopak będzie wystarczająco wyrośnięty.

I tutaj też ryzyko jest mniejsze od powyższego?

Wstałą z fotele i powoli ruszyła w strone drzwi wyjściowych z gabinetu.

Fikuśny babol na początku zdania, a potem chwila zadumy. Czy w gabinecie było więcej wyjść? Jeśli nie, nie ma sensu zaznaczać, że chodziło o drzwi wyjściowe z gabinetu. Podeszła do drzwi i oto:

Ból głowy zniknął bezpowrotnie.

Że zniknął rozumiem, ale skąd mogła wiedzieć, że bezpowrotnie? Dwie, trzy sekundy spokoju to jeszcze nie znak, że ból głowy zniknął bezpowrotnie.

Chce, żebym ją zerżnął. – rozbawiony Kwis spojrzał na jej potężne łydki w czarnych pończochach. Mógłby to zrobić, ale Monika z pokoju obok tak go wczoraj wymęczyła, że nie miał dziś ochoty na seks. Poza tym ból głowy spowodowany ciepłą wódką nie pozwalał myśleć o przyjemnościach.

Przecież właśnie pomyślał o jakichś przyjemnościach.

Wizytówka wciśnięta mu przez dyrektor miała być biletem wstępu do nowego, dorosłego życia.

Wizytówkę dostał, nie została mu wciśnięta.

Ogólnie czytało się nieźle. Pomysł jest, trzeba tylko sięgnąć głębiej. Z chęcią przeczytałabym ciąg dalszy.

Zatwierdzam jako weryfikację. B16


Prawdziwi mężczyźni nie jedzą miodu, tylko żują pszczoły.

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Dusza pisarza
Posty: 520
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: tomek3000xxl » śr 20 lut 2019, 08:44

Bardzo dziękuję za cenne komentarze. Martwi mnie, że ja takich błędów nie widzę. Ukończona zawodówka nie uprawnia do napisania poprawnego tekstu, a brak logiki w zdanaich udowadnia, to o czym od dawna myślałem... mniej wódki, więcej książek do przeczytania.



Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2260
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: brat_ruina » śr 20 lut 2019, 12:13

tomek3000xxl pisze: Ukończona zawodówka nie uprawnia do napisania poprawnego tekstu
Mój ulubiony Samuel Langhorne Clemens, później Dickens, London, Hłasko, Żeromski i wielu innych.

Skup się na tekstach, a nie bzdurami pod nimi.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek

Mąż mojej siostry Krystian jest nudny i śmierdzą mu stopy, smród jest do wytrzymania, nuda - nie.
Rozmawiać może tylko o sobie, osiągając szczyty erudycji. Co robi i jak, czy mógłby lepiej, albo inaczej.

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4815
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: Romecki » śr 20 lut 2019, 12:27

brat_ruina pisze:Mój ulubiony Samuel Langhorne Clemens


Clemens jest dobry, ale do pięt nie dorasta Twainowi :)

Co do tekstu, przegadany, ale kierunek interesujący.


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2260
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Życie - wersja poprawiona. [W]

Postautor: brat_ruina » śr 20 lut 2019, 12:28

Romecki pisze:Source of the post
brat_ruina pisze:Mój ulubiony Samuel Langhorne Clemens


Clemens jest dobry, ale do pięt nie dorasta Twainowi :)
:D


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek

Mąż mojej siostry Krystian jest nudny i śmierdzą mu stopy, smród jest do wytrzymania, nuda - nie.
Rozmawiać może tylko o sobie, osiągając szczyty erudycji. Co robi i jak, czy mógłby lepiej, albo inaczej.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości