[W]Dekert

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
slavec2723
Dusza pisarza
Posty: 546
Rejestracja: śr 15 gru 2010, 18:35
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze Skopania
Płeć: Mężczyzna

[W]Dekert

Postautor: slavec2723 » pn 19 lis 2018, 12:41

Nie mam na to pomysłu, więc wklejam. Mi się podobało, jak pisałem, ale jakoś nie wiem, nie umiem tego dalej pociągnąć, nie mam
bohatera, jest tylko scenka.

Dekert



Ciemna noc, czarna jak kir otuliła miasto. Kupcy i handlarze, już dawno pozamykali budy i kramy przy placu zamkowym. Już dawno temu zmówili pacierz i poszli spać. Wtedy, w roku pańskim tysiąc sześćset trzydziestym trzecim o tej porze nie było nikogo na rynkach i uliczkach Warszawy. Prawie nikogo.
Mżyło.
Dekert otulił się szczelniej opończą, ukrył głębiej w jednej z bram na Jezuickiej. Mrok rozjaśniały nieliczne pochodnie przy murach kamienic.
Czekał.
Zadanie wyglądało na proste. Celem był jeden z bakałarzy kancelarii królewskiej. Ale im dłużej Dekert skrywał się w bramie kamienicy, tym większe nachodziły go wątpliwości. Kwota, jaką otrzymał była odrobinę za duża. Dziesięć dublonów. Dziesięć złotych, hiszpańskich dublonów. Za takie pieniądze mógł przeżyć na przyzwoitym poziomie nawet kilka miesięcy. Szybko zaczął żałować, iż nie zapytał dlaczego zapłata była tak wysoka. Nie dawało mu spokoju coś jeszcze…
Zabijał już wcześniej, a jakże. Nigdy jednak w ten sposób. W czasie bitwy, gdy dym przesłonił ślepia, gdy huk wystrzałów, rżenie koni, przekleństwa i modlitwy zagłuszyły wszystko, nawet myśli, wtedy robił to co i jego druhowie, bezrefleksyjnie. W zgiełku, w kotłowaninie nie sposób było przecież i tak spamiętać ludzi, których się cięło.
Ale teraz, sprawa nie przedstawiała się już tak klarownie. Co innego, gdy druga strona spodziewa się walki, gdy patrzy ci prosto w oczy, wtedy, przynajmniej w teorii, szanse są wyrównane. Ale czaić się, atakować znienacka, jak pająk? Na dylematy było już jednak odrobinę za późno. Część pieniądzy zdążył wydać, część pochłonęły długi.
Usłyszał kroki. Z początku niewyraźne, ale z każdą chwilą głośniejsze. To on, pomyślał Dekert. To musiał być on. Nie było czasu na bicie się z myślami, na kontemplacje i rozważania. Podjął decyzję. Najgłupszą z możliwych.
Zamiast wykorzystać zaskoczenie, i wbić ostrze w plecy przeciwnika, zachował się po rycersku i ostentacyjnie wyszedł z bramy. Mężczyzna odwrócił się, spojrzał na sztylet w ręce żołnierza. Spod rękawa wyciągnął płynnym ruchem navaję. Uśmiechnął się kącikiem ust.
I się zaczęło.
Kauzyperda, choć zdawałoby się, że dniami i nocami przekładał papiery, że przysiadywał fałdów w kanclerskim kantorku świata na oczy nie widząc, był zadziwiająco szybki. I to on zaatakował pierwszy. Dekert zdołał złapać bakałarza za przegub, sam pchnął i niepomiernie się zdziwił, gdy jego sztych przeciął powietrze. Klerk obrócił się, uwolnił od chwytu, odskoczył.
Patrzyli na siebie dłuższą chwile, rzekłbyś dwóch starych znajomych. A później skoczyli w tym samym momencie, zwarli w śmiertelnym tańcu, w którym słychać było tylko przyspieszone oddechy, świst przeszywanego powietrza, szczęk żelaza. Pomału Dekert pojmował z kim przyszła mu sprawa; nie pomogła finta, ani przyklęk. Jeśli bakałarz nie parował cięć, to unikał ciosów błyskawicznym skrętem ciała. A hiszpańska navaja śmigała w jego dłoni, jak cykada, ledwie o pół cala ominęła szyję żołnierza. Wiedział, że to tylko kwestia czasu nim szczęście go opuści.
W przypływie desperacji zdecydował się na karkołomny krok, na coś co wiedział, że można zastosować tylko w sytuacji bez wyjścia. Co niemal zawsze odradzano. Gdy ostrze navajy znów przecięło powietrze niebezpiecznie blisko krtani, Dekert odskoczył i cisnął sztyletem wprost w serce przeciwnika. Głuchy odgłos metalu przetoczył się po bruku. Nie trafił.
Na twarzy bakałarza wykwitł szyderczy uśmiech.
- Trzeba było nie być tak honorowym – powiedział. – Trzeba było skorzystać z nadarzającej się okazji.
- Święta racja – przyznał rację Dekert. Wyjął ukryty za pasem i opończą pistolet.
Tym razem wykorzystał okazję.
* * *
Uciekał.
Choć straże nie imponowały liczebnością, i o tej porze, można je było napotkać co najwyżej przy miejskich bramach, to jednak ulica Jezuicka nie znajdowała się przecież daleko od zamku. Huk wystrzału zbudził pewnie połowę Warszawy. Nie zdziwił się, gdy po chwili usłyszał dobiegające od strony zamku królewskiego nawoływania. Czuł przyspieszone bicie serca, w uszach dźwięczał stukot obcasów o brukową kostkę. Nie było co nawet marzyć, że wydostanie się za mury. W okolicach bramy Nowomiejskiej, migotały ognie pochodni, jak świetliki w noc świętojańską. Co gorsza, głosy dobiegające od strony Zamku królewskiego były coraz wyraźniejsze. Nie zastanawiał się długo.
Do każdej posesji przylegały oficyny, podwórza, i budynki gospodarcze, niekiedy oddzielone od siebie tylko zbutwiały płotami. Dekert wpadł w zaułek, przedostał się na jedno z podwórzy, przypadł do drzwi.
Tak się poznali. To wtedy zobaczył ją po raz pierwszy. Gdy wychodziła tylnym wyjściem dla służby. Zakneblował dziewczynie usta dłonią, przystawił ostrze do gardła.
- Cicho - syknął. – Ani słóweczka. Nie waż się nawet pisnąć.
Popchnął ją z powrotem ku wejściu. Poczuł zapach kapusty i mięsa. Pierś dziewczyny falowała, jak wzburzone morze.
- Cicho – powtórzył. – Nic ci nie zrobię.
* * *
Od czasu do czasu do jego uszu dochodziły nawoływania straży, ale wydawało mu się, że były coraz odleglejsze, że udało mu się zgubić trop. Gdy jego wzrok przyzwyczaił się po dłuższej chwili do wnętrza, w wyłaniających się z ciemności kształtach rozpoznał kociołki, rynki, konwie i warząchwie.
Zdecydował się zwolnić rękę. W pierwszej chwili pomyślał, że natrafił na zwykłą kuchenną służkę, ale teraz, gdy przyglądnął się jej dokładniej uznał, że musiała być bogatą mieszczką. I to taką, która nakładała sporo różu na policzki. Może wybierała się na schadzkę?
- Jak ci na imię?
- Justyna – wyszeptała.
Była ładna. A przynajmniej tak mu się wydało w ciemnicy.
- Będę miał do ciebie prośbę, Justyno. Za chwilę sobie stąd pójdę. Ale nie chciałbym byś, gdy tylko odejdę, wszczęła raban, i zaczęła krzyczeć. Słyszałaś pewnie zawołania na zewnątrz? To za mną tak gonią. Mamy więc dwa wyjścia. Albo cię ogłuszę, albo obiecasz mi, że będziesz cicho. Co ty na to?
- Będę cicho. Obiecuję.
- To dobrze – powiedział i ogłuszył, ją ciosem w potylicę.
* * *


(...) zapoznam pana z moim wydawcą. To jest łajdak, jak wszyscy wydawcy. Ale uczciwy łajdak.
Paul Barz - "Kolacja na cztery ręce"

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 621
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Dekert

Postautor: Aktegev » pn 19 lis 2018, 13:56

Jako szkic to kupuję, podobają mi się też wolty z pistoletem i ogłuszeniem dziewczyny. Jest rytm, tempo. Natomiast ciężko mi się wczuć w klimat. Z jednej strony jest Warszawa, ale też hiszpańskie dublony i navaja, a sama walka na noże bardziej wygląda na pojedynek na szpady i to w filmowym wydaniu („świst przeszywanego powietrza, szczęk żelaza” – tu już moje zawieszenie niewiary zaczęło siadać ;)) Do tego trochę klisz:
slavec2723 pisze:Source of the post czarna jak kir otuliła miasto.
slavec2723 pisze:Source of the post zwarli w śmiertelnym tańcu,
slavec2723 pisze:Source of the post ognie pochodni, jak świetliki w noc świętojańską.

I niezręczności:
slavec2723 pisze:Source of the post Kupcy i handlarze, już dawno pozamykali budy i kramy przy placu zamkowym.
Czym się różnią jedni od drugich?
slavec2723 pisze:Source of the post Kauzyperda, choć zdawałoby się, że dniami i nocami przekładał papiery, że przysiadywał fałdów w kanclerskim kantorku świata na oczy nie widząc, był zadziwiająco szybki. I to on zaatakował pierwszy. Dekert zdołał złapać bakałarza za przegub, sam pchnął i niepomiernie się zdziwił, gdy jego sztych przeciął powietrze. Klerk obrócił się, uwolnił od chwytu, odskoczył.
Trzy określenia na tę samą osobę w krótkim fragmencie, w tym jedno wartościujące. Dotąd sądziłam, że narracja jest "przyklejona" do Dekerta, ale tu mam wątpliwości, zwłaszcza, że zaraz dochodzi wstawka narracyjna ze zwrotem do czytelnika:
slavec2723 pisze:Source of the post Patrzyli na siebie dłuższą chwile, rzekłbyś dwóch starych znajomych.

slavec2723 pisze:Source of the post Gdy jego wzrok przyzwyczaił się po dłuższej chwili do wnętrza,
Noc była czarna jak kir, plus nieliczne pochodnie, więc dlaczego dłuższą chwilę? Przecież nie wszedł z pełnego słońca.
slavec2723 pisze:Source of the post - Będę miał do ciebie prośbę, Justyno. Za chwilę sobie stąd pójdę. Ale nie chciałbym byś, gdy tylko odejdę, 1]wszczęła raban, i zaczęła krzyczeć. 2]Słyszałaś pewnie zawołania na zewnątrz? To za mną tak gonią. Mamy więc dwa wyjścia. Albo cię ogłuszę, albo obiecasz mi, że będziesz cicho. Co ty na to?
1] Bardzo bliskie znaczeniowo. 2] Uciekam, ale przecież zdążę podzielić się moją historią ;)

Niemniej fajnie Cię znów czytać :)


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2899
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Dekert

Postautor: Bartosh16 » wt 20 lis 2018, 21:32

slavec2723 pisze:Source of the post Szybko zaczął żałować, iż nie zapytał dlaczego zapłata była tak wysoka


A zleceniodawca na pewno odpowiedziałby: "No wiesz, nie atakujesz byle kałamarza, tylko zdolnego fechmistrza, więc...".

slavec2723 pisze:Source of the post Dekert zdołał złapać bakałarza za przegub, sam pchnął i niepomiernie się zdziwił, gdy jego sztych przeciął powietrze.


1. Jeżeli Dekert wykonał pchnięcie, to sztych, idąc za prawidłami logiki, nie przeciął powietrza. Mógłby przeciąć, gdyby Dekert wykonał cięcie.
2. Mając przegub przeciwnika w dłoni w trakcie walki, osobiście zaatakowałbym tę rękę. Jeśli to ręka dzierżąca broń, osłabiłbym zdolność bojową. Jeśli to ręka nieuzbrojona, nadal krwawienie przeciwnika powinno działać na moją korzyść. Chyba że to nordycki berserker.

slavec2723 pisze:Source of the post zachował się po rycersku i ostentacyjnie wyszedł z bramy. Mężczyzna odwrócił się, spojrzał na sztylet w ręce żołnierza.


Tutaj nie do końca wiadomo, do kogo odnosi się słowo "mężczyzna". Owszem, można się tego domyślić, ale nie jest to jasne tak, jak IMO powinno.

slavec2723 pisze:Source of the post spojrzał na sztylet w ręce żołnierza.


Nie jestem pewien czy sztylet to odpowiednia broń w tym przypadku. Z kilku względów.
Sztylet nie byłby moim pierwszym wyborem. To broń krótka, biała, żeby zadać obrażenia, trzeba mimo wszystko podejść. Tutaj bardzo wiele rzeczy może pójść nie tak.
Możesz nim rzucić, ale jak nie bardzo umiesz w noże (jak Dekert), zabicie celu nie jest pewne. A kasę wziąłeś...
Kto grał w Assassins Creed ten wie, że najskuteczniejszą bronią w tym przypadku będzie kusza. Stosunkowo cicha, całkiem poręczna, sądzę że żołnierz na wojnie miał z taką do czynienia. I to powinien być jego pierwszy wybór. Moim zdaniem.
Oczywiście biorę pod uwagę fakt, że bez pojedynku na noże nie byłoby akcji, ale... Muszę się czegoś czepić :)

slavec2723 pisze:Source of the post - Trzeba było nie być tak honorowym – powiedział. – Trzeba było skorzystać z nadarzającej się okazji.
- Święta racja – przyznał rację Dekert. Wyjął ukryty za pasem i opończą pistolet.
Tym razem wykorzystał okazję.


Te dwa zdania bez większego uszczerbku dla tekstu można wyrzucić. Ale nie musowo.

slavec2723 pisze:Source of the post Huk wystrzału zbudził pewnie połowę Warszawy. Nie zdziwił się,


No i właśnie... kto się nie zdziwił? Huk?

slavec2723 pisze:Source of the post To dobrze – powiedział i ogłuszył, ją ciosem w potylicę.


A to mi się podoba. Nikomu nie można ufać. W szczególności sterroryzowanej kobiecie.

Fragment ogólnie na plus. Powieść napisaną w takim klimacie chętnie bym przeczytał. W sumie trochę się tego nazbierało, a miałem zamiar dodać dosłownie jedną, może dwie uwagi :)


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2517
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[W]Dekert

Postautor: Adrianna » pt 07 gru 2018, 13:35

Jako początek - zaciekawiło mnie. Więc to na plus.
Dobre, wyważone tempo narracji - z jednej strony dużo akcji, która podkręca tempo, z drugiej sporo smaczków budujących klimat. I nic się za sobą pod tym względem nie kłóci. Dobre.

Na minus klisze - zwłaszcza ta otwierająca wszystko "noc czarna jak kir" rzuciła mi się w oczy i trochę popsuła pierwsze wrażenie.
Trochę mankamentów językowych czy w budowie scen też wpadło.

Jak pisała Aktegev - pojedynek na noże jest rozpisany z takim rozmachem, że brzmi jak pojedynek na szable (sam fakt wyboru noża jako broni do morderstwa akurat jak dla mnie gra). Jego zakończenie, cóż... Myślę, że jest sprawnym "twistem", dla mnie osobiście bez szału, ale to kwestia wyłącznie gustu. Może też za bardzo narzuciło mi się skojarzenie (i taki komediowy wydźwięk mi nie podpasował) ;) https://youtu.be/vdnA-ESWcPs?t=121

Do potknięć wyciągniętych przez poprzedników dorzuciłabym to:
Kauzyperda, choć zdawałoby się, że dniami i nocami przekładał papiery, że przysiadywał fałdów w kanclerskim kantorku świata na oczy nie widząc, był zadziwiająco szybki. I to on zaatakował pierwszy. Dekert zdołał złapać bakałarza za przegub, sam pchnął i niepomiernie się zdziwił, gdy jego sztych przeciął powietrze. Klerk obrócił się, uwolnił od chwytu, odskoczył.
Patrzyli na siebie dłuższą chwile, rzekłbyś dwóch starych znajomych.
No nie sądzę, żeby po pierwszy zwarciu, strzale adrenaliny - jeden napadnięty, drugi zaskoczony walką... wyglądali jakkolwiek podobnie do dwóch starych znajomych. Nie widzę tego.

Część z ucieczką i Justyną, moim zdaniem, lepsza niż ta z walką (z dokładnością do niezdziwionego huku ;) ). Niemniej - mimo różnych mniejszych i większych drobiazgów czytało się przyjemnie i chętnie spojrzałabym na ciąg dalszy, gdyby istniał. Narracja chwyciła moją uwagę, łatwo też było mi "zobaczyć" Twój świat.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Czarna Emma
Pisarz pokoleń
Posty: 1068
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

[W]Dekert

Postautor: Czarna Emma » pt 07 gru 2018, 14:07

Fatycznie, pojedynek na noże bardziej mi pasuje do szabli. Ale... wiącej technicznych "nowości" nie wyapałam.
Podoba mi się tempo akcji, klimat, język - wszystko. Chciałabym tak umieć. Jeśli by kiedyś miała powstać kontynuajca, to chętnie zerknę.:)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2465
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

[W]Dekert

Postautor: ravva » śr 12 gru 2018, 16:21

podoba mi się pojedynek i zwieńczenie jak z indiany jonesa - chociaz bym chciała, zeby dłużej sie bili, lubię takie sceny, szczególnie opisane dynamicznie, jak tu, gdzie WIDAĆ, że dzieje się i widać co.

dziewczyna tez mi się podoba - "tak się poznali" zwiastuje jakis cd, bo zwiastuje, prawda?

to oczywiscie wypada zaorać, dobudowac dekerta - bo na razie mam tylko rys żołnierza i wspomnienie z bitwy, nie wiem czemu on nagle zabija za pieniądze, chocic ewidentnie budzi to w nim sprzeciw - i zleceniodawcę - fajnie wiedzieć kto on zacz, jak wyglądał, na co dekert zwrócił uwage itd.

bym tu i ówdzie poprzestawiala kolejnośc, jak "nie trafił" i "odglos metalu", etc.
ale, ale... cos dalej? robisz to czy odpuściłeś?


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
slavec2723
Dusza pisarza
Posty: 546
Rejestracja: śr 15 gru 2010, 18:35
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze Skopania
Płeć: Mężczyzna

[W]Dekert

Postautor: slavec2723 » śr 12 gru 2018, 17:14

ravva pisze:ale, ale... cos dalej? robisz to czy odpuściłeś?


generalnie mam problem z tego typu bohaterami, bo ja specjalnie nie wiem, jak ich "pociągnąć dalej". I jak bym się za to brał, to by mi cała rzecz skręciła w stronę mocno psychologizowaną, a niespecjalnie mi się chce pisać teraz w ten sposób. Dlatego poległ Zięba, i Dekert też polegnie. Polegnie w zarysie, bo nie wiem, jakbym miał to pisać, a na siłę pisać (już) nie myślę.
Dzięki Tobie i innym Weryfikatorianom za dobre słowo.

A mam pytanie: jesteś z Warszawy, czy nie wydało się trochę zbyt czytelne, że nazwisko bohatera, jest identyczne z nazwą jednej z ulic na rynku w stolicy? (ulica Dekerta).

Pozdrawiam.


(...) zapoznam pana z moim wydawcą. To jest łajdak, jak wszyscy wydawcy. Ale uczciwy łajdak.

Paul Barz - "Kolacja na cztery ręce"

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2465
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

[W]Dekert

Postautor: ravva » śr 12 gru 2018, 17:17

nie przejmuj się. w warszawie teraz warszawiaków maksymalnie 5%, niewielu zna nazwy ulic wokół swojego podwórka.

szkoda. bym chciała takie cos od ciebie.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości