Obrazek Weryfikatorium

[W] Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Isabel
Dusza pisarza
Posty: 472
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Isabel » ndz 04 lis 2018, 21:20

-To jeszcze raz całe paso, ale już tak porządnie, z muzyką. - Misza podszedł do odtwarzacza i paroma dotknięciami przycisków włączył właściwy utwór.


Janka już czekała, napięta jak struna, z rękami splecionymi wysoko ponad głową; wiedziała, że nie może zawieść Miszy, który włożył w jej treningi tak wiele wysiłku i któremu zależało na dobrych wynikach kto wie, czy nie jeszcze bardziej niż jej samej. Bo przecież on robił to wszystko dla niej, to jej marzenia chciał spełnić – bo przecież co to było dla niego, mistrza Europy, turniej pro-am w prowincjonalnym miasteczku...


-Pilnuj początku!


Tak, to był bez wątpienia dla Janki jeden z najtrudniejszych momentów w paso doble, dobrze wejść z pierwszym krokiem, równo z partnerem, nie zacząć poza rytmem, z czym później bardzo ciężko było sobie poradzić. Wiedziała co prawda, że nawet jeśli się pomyli, to Misza nie powie jej złego słowa, spróbują po prostu jeszcze raz – ale zwyczajnie zależało jej na tym, żeby być jak najlepszą tancerką.


-Dobrze, Janka, tak trzymaj...


To już nie były żarty, Janka miała świadomość tego, że tym razem tańczą dokładnie tak, jak powinni to zrobić na jutrzejszym turnieju, Misza niczego już jej nie ułatwi, niczego nie podpowie. Ale radziła sobie; po uśmiechu swojego partnera widziała, że jest lepiej niż dobrze i ta świadomość zdawała się ją uskrzydlać. Czuła, że właśnie pokonuje samą siebie, dokładnie tak, jak nieustannie radził jej Misza; ciało nareszcie było jej całkowicie posłuszne, przestała się bać, że zawiedzie ją w najmniej spodziewanej chwili. Każdy ruch wychodził dokładnie tak, jak powinien, Janka nie straciła równowagi nawet przy czterech z rzędu obrotach pique, nie spóźniła się w finale, kiedy równo z ostatnim, puentującym taniec uderzeniem, wygięta w łuk opadła na udo klęczącego na lewym kolanie Miszy.


-Pięknie, Januś. - Mężczyzna podał dziewczynie rękę i, pomógłszy jej usiąść, mocno oplótł ramionami. Janka wcisnęła nos w mokrą od potu szyję Miszy, chłonąc zapach jego skóry – i trwali tak przez długą chwilę, wtuleni w siebie, w tym samym rytmie ciężko oddychając ze zmęczenia, ale oboje przepełnieni szczęściem, jakie dawał im wspólny taniec i przebywanie ze sobą.


-Odpoczęłaś? - Misza ciepłym szeptem dmuchnął dziewczynie w ucho i poczuł, jak twierdząco kiwa głową. - No, to chodźmy się przebrać, wystarczy na dziś...



***

Niebo całkowicie zasnuwała gruba warstwa chmur. Szare obłoki wisiały nisko nad morzem, tak, że zdawało się, że wystarczy tylko wyciągnąć rękę, aby ich dotknąć. Ciemnostalowa woda z groźnym pomrukiem wdzierała się głęboko w głąb brzegu, raz po raz rozbryzgując białą pianę fal na drewnianych palach falochronów, ciągnących się rzędami aż po widoczne w oddali molo. Morze, jak zawsze jesienią, zagarnęło już dla siebie sporą część lądu, tak, że Jance i Miszy, trzymającym się za ręce i spacerującym po całkowicie pustej plaży, pozostał jedynie wąski skrawek piasku tuż przy spiętrzonych u podnóża wysokiego brzegu gwiazdoblokach.


-Nigdy nie widziałem morza w październiku, wiesz?


-Wiem, to dopiero nasza pierwsza jesień. - Janka uśmiechnęła się, poczuła, jak Misza silniej ściska jej palce, przyciąga ją do siebie i po raz nie wiadomo już który tego dnia mocno przytula; poddała mu się całkiem, dotykając policzkiem szorstkiego materiału kurtki. Ciągle było im mało, wciąż i wciąż nie mogli nasycić się swoją bliskością, tym realnym, prawdziwym byciem obok, a nie jedynie namiastką obecności w cowieczornej rozmowie na skypie czy wymienianych w ciągu dnia smsach; setek kilometrów dzielących Ustronie Morskie i Kowno nie dawało się oszukać.


-A wydaje mi się, jakbym był z tobą całe życie... - Misza odgarnął z twarzy wpatrzonej w niego Janki pasmo rudych włosów i delikatnie pocałował ją w czoło. - Nie zmarzłaś? Wracamy już do hotelu?


-Nie, przejdźmy się jeszcze trochę. - Janka ostrożnie wysunęła się z objęć mężczyzny i ponownie splotła palce z jego palcami, uścisk tej silnej, męskiej dłoni wywoływał w niej miłe poczucie bezpieczeństwa. Zresztą, z Miszą czuła się bezpiecznie od samego początku, już od pierwszej chwili, w której poznali się na turnieju w Radomiu, dokąd dziewczyna pojechała kibicować swojemu trenerowi z koszalińskiej szkoły.


Ale Misza taki już po prostu był, odpowiedzialny i opiekuńczy, dla swojej ukochanej Janki gotowy do największych poświęceń i wyrzeczeń. Wiedział, że trochę boi się ona samotnych podróży na Litwę i nigdy na to nie nalegał – za to od pół roku, kiedy tylko mógł, sam przyjeżdżał do Ustronia, spotkać się ze swoją dziewczyną choćby na kilka weekendowych godzin. Od paru tygodni spędzali ten czas głównie na parkiecie w szkolnej sali gimnastycznej, trenując przed pierwszym turniejem Janki, i tym cenniejsze były dla nich te chwile, w których mogli po prostu spokojnie ze sobą pobyć, porozmawiać czy zwyczajnie razem pomilczeć...


Wiatr zaczynał się wzmagać, ale Janka z Miszą wciąż jeszcze stali na brzegu, obserwując coraz bardziej rozgniewane morze. Chmury stawały się coraz to ciemniejsze, coraz niższe, nadciągał już wczesny, październikowy zmierzch; w oddali widać było jak, walcząc z rozszalałymi falami, wraca z połowu jeden z ustrońskich kutrów.


-Z dorsza wracają, zobacz. - Janka oblizała spierzchnięte od słonego wiatru wargi.


-Jest coś, czego nie wiesz o morzu? - Misza uśmiechnął się, ostre podmuchy rozwiewały jego jasne włosy, szarpały futrzanym obszyciem kaptura.


-Po trzydziestu latach przeżytych w Ustroniu i byciu wnukiem rybaka też wiedziałbyś takie rzeczy... - Janka, odwzajemniając uśmiech, przytuliła się do Miszy i wsunęła zziębnięte dłonie do tylnych kieszeni jego dżinsów.


-Januś, zimno ci? Chodź, pójdziemy na czekoladę do „Busoli”...


W restauracji na krańcu zachodniego molo było ciepło i spokojnie. Morze, kiedy obserwować je zza okna pawilonu, wcale nie wydawało się groźne, ale Misza z Janką nie zwracali już na nie uwagi; siedzieli naprzeciwko siebie, sącząc przez słomki czekoladę ze wspólnego kubka – i wszystko, co ich otaczało, zdawało się nie istnieć.


-W Kownie zabiorę cię do miejsca, gdzie podają najlepszą czekoladę na świecie, chcesz? - Misza pogładził dziewczynę po policzku.


-Pewnie, że chcę. - Janka kiwnęła głową i wyciągnęła rękę, nakrywając nią leżącą na obrusie dłoń Miszy. Delikatnie głaskała jego smukłe palce, z czułością wodząc opuszkami po ciepłej, gładkiej skórze, właśnie tak, dotykiem i łagodną pieszczotą, chcąc okazać mężczyźnie całą swoją miłość. Sami nie wiedzieli, ile to trwało; czas zwolnił – a może całkiem się zatrzymał? - zupełnie, jakby chciał odpłacić obojgu za wszystkie samotne, przepełnione tęsknotą i oczekiwaniem dni i noce.


-Miszka... - Janka odezwała się pierwsza; Misza wziął ją za rękę, z czułością wtulił usta we wnętrze dłoni. - Dziękuję, że mogę być twoja...


Hotelowy pokój Janki tonął w miękkim, łagodnym świetle nocnej lampki i stojących na komodzie tealightów. Pomimo włączonej muzyki, wyraźnie dawało się słyszeć ryk wiatru i sztormu szalejącego na morzu, rozciągającym się niemalże tuż za zasłoniętym grubymi zasłonami oknem – i Janka cieszyła się, że nie musi wychodzić tej nocy na zewnątrz. Już w piżamie, leżała na okrytym kwiecistą narzutą, szerokim łóżku, wtulona w Miszę, opierając głowę na jego nagiej piersi. Słyszała równe bicie jego serca, z każdym oddechem wciągając w nozdrza zapach rozgrzanego niedawną kąpielą ciała mężczyzny, powoli wodziła palcami po jego gorącej skórze, kreśląc na niej zawiłe wzory, bawiła się sprzączką rozpiętego paska, zwisającego ze szlufek dżinsów Miszy; czuła się kochana i bezpieczna.


-Kocham cię, Miszka; tak mi dobrze z tobą... - wymruczała Janka w szyję Miszy; poczuła, jak mężczyzna zanurza dłoń w jej włosach i leniwie przebiera w nich palcami, delikatnie rozczesując splątane fale. W końcu nie musieli nigdzie się spieszyć, z nikim się liczyć i do nikogo dostosowywać, nareszcie wszystko zależało tylko od nich, dopiero tutaj, w „Wodniku”, udało im się ukryć przed całym światem.


-Miałaś świetny pomysł z tym hotelem, wiesz? - Misza jakby czytał Jance w myślach.


-Chciałam, żebyśmy w końcu mieli spokój, a u mnie w domu sam wiesz, jak jest.


Misza parsknął krótkim śmiechem; wiedział o tym tak samo dobrze, jak Janka. Co prawda rodzice dziewczyny byli dobrymi, ciepłymi ludźmi, ale zwyczajnie chwilami brakowało im wyczucia, za bardzo nalegali na wspólne spędzanie czasu. Ich namolność, to ciągłe „Chodźcie do nas, co będziecie tak sami siedzieli”, namawianie na wspólne posiłki i oglądanie telewizji gniewały dziewczynę, która wystarczająco rzadko widywała się z Miszą, żeby jeszcze chcieć dzielić te chwile z innymi osobami.


Na szczęście teraz już ich to nie obchodziło, przez długie godziny nie musieli dopuszczać do siebie nawet najmniejszego skrawka zewnętrznego świata. O otaczającej ich rzeczywistości i czekającym następnego dnia turnieju w Darłowie przypominała tylko sukienka Janki, wisząca na drzwiach szafy. Setki kryształów Swarovskiego naklejone na ciemnoszafirowym materiale – tak samo jak i złote frędzle, wykańczające ukośnie skrojony dół sukienki – połyskiwały w świetle płomyków świec, ni to tajemniczo, ni obiecująco.


-Dopiero zaczyna do mnie docierać, że to już jutro...


-Masz tremę?


-Jeszcze nie.


-Będzie dobrze, Januś, zobaczysz. - Misza niespiesznymi ruchami gładził Jankę po nagim ramieniu. - O sambie nie ma nawet co mówić, w paso uważaj na sam początek, a rumba... Najważniejsze, żebyś nie zaczęła się bać, musisz mi zaufać, na pewno cię utrzymam...


-A jak nie? - Janka uśmiechnęła się przekornie i zabawnie zmarszczyła nos.


-Daj łapkę. - Misza wziął drobną rękę dziewczyny i przyłożył do swojej, wyraźnie szerszej i o znacznie dłuższych palcach. - Sama widzisz, że nie ma mowy, nic a nic ci się nie stanie...


Janka nie odpowiedziała, delikatnie dotknęła ustami zagłębienia w ciepłej, wilgotnej dłoni Miszy, z czułością, opuszka po opuszce, całowała jego palce. Zamknęła oczy, czuła, jak z każdą chwilą ogarnia ją coraz większa senność...


-Nie chodź, dopóki nie zasnę... - wymruczała Janka i z nieoczekiwaną siłą przytrzymała Miszę, kiedy ten poruszył się, próbując wstać z łóżka i wrócić na noc do swojego pokoju. Został; ponownie przygarnął dziewczynę do siebie i przytulił jeszcze mocniej, spokojnymi, miarowymi ruchami głaszcząc jej włosy...


When marimba rhythms start to play
Dance with me, make me sway
Like a lazy ocean hugs the shore
Hold me close, sway me more...1



Kiedy Misza przyszedł rano ze śniadaniem do pokoju Janki, dziewczyna wciąż jeszcze spała. Owinięta w turkusowy koc, leżała na prawym boku, oddychając równo i głęboko, jej długie, rude włosy rozsypały się szeroko na poduszce. Misza, usiadłszy na brzegu łóżka, przez dobrą chwilę przyglądał się uśpionej Jance, patrzył na jej rozchylone wargi, odsłonięte czoło, rzęsy spokojnie spoczywające na policzkach; była śliczna, dla niego najpiękniejsza na całym świecie.


-Januś, wstajemy... - Ostrożnie dotknął twarzy dziewczyny, nie chciał jej przestraszyć. Budziła się powoli, przeciągając się i prężąc niczym kot, sen nieoczekiwanie mocno trzymał ją w swoich objęciach. - Przyniosłem ci twarożek i kakao, tak jak lubisz...


-Miszka... - Dziewczyna uśmiechnęła się, wreszcie oprzytomniała na tyle, aby go poznać. Oplotła szyję Miszy ramionami i przyciągnęła go do siebie; przez moment, chichocząc, zaplątani w koc, razem tarzali się po łóżku, beztroscy i szczęśliwi.


-No, Janka, wystarczy tego dobrego, kakao zaraz wystygnie. - Misza otrzeźwiał pierwszy i powoli rozsunął zasłony na oknie; pokój zalał słoneczny blask. Po nocnym sztormie nie było już choćby śladu, w dole rozciągało się granatowe, spokojne morze, rozmigotane zupełnie tak, jak kryształy Swarovskiego na sukience Janki.


Janka, podparłszy głowę ręką, z przyjemnością patrzyła na krzątającego się po pokoju Miszę. Zdążył się już ogolić i uczesać, jak zawsze pachnący tą charakterystyczną mieszanką drzewa sandałowego, kardamonu i geranium, miał na sobie zieloną koszulę w kratkę i wąskie, szare spodnie – właśnie ten zestaw, w którym dziewczyna najbardziej go lubiła; poczuła coś na kształt wzruszenia, wiedziała doskonale, że Misza ubrał się tak specjalnie dla niej.


-Dziś twój wielki dzień, Januś. - Mężczyzna uśmiechnął się, w oczach zamigotały mu ciepłe iskierki. - Nie ważne, jaki będzie wynik, pierwszy turniej i tak zapamiętasz do końca życia...


W szatni nie było już nikogo poza nimi. Janka, już gotowa, siedziała na niskiej, gimnastycznej ławeczce i przyglądała się Miszy, zakładającemu czarne skarpetki i ciasno zawiązującemu sznurowadła. Dziewczyna nie mogła się nadziwić, jak bardzo zmienia go strój do łaciny, ta czarna, opinająca ciało i sięgająca poniżej bioder koszula, z dekoltem dotykającym sprzączki zapiętego na niej paska, szerokie spodnie i buty z charakterystycznym obcasem; Misza wydawał się być w nim jeszcze przystojniejszy niż na co dzień. Kiedy odwrócił się do lustra, przygładzając dłonią włosy, Janka zobaczyła przypiętą na jego plecach kartkę z numerem startowym – i dopiero wtedy z cała mocą uświadomiła sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę, jeszcze chwila, i zatańczy na turnieju w parze z mistrzem Europy.


-Chyba zaczynam się bać - powiedziała cicho.


-Przecież ty ich rozniesiesz, Januś. - Misza uklęknął przed Janką, widziała z bliska jego szczupłą twarz, na której tańczyły świetliste cętki, odbijające się od kamieni na jej sukience, starannie zaczesane do tyłu, lśniące, jasne włosy, długie rzęsy ocieniające szarobure oczy...


-A jak nie?... - Dziewczyna oplotła dłońmi kark Miszy i przyciągnęła mężczyznę do siebie tak, że zetknęli się czołami.


-Nie myśl o tym. - Misza wodził nosem po twarzy Janki, czuła na skórze jego ciepły oddech. - Nie ważne, jaki będzie wynik, i tak jesteś moja; kocham cię najbardziej na świecie...


Choreografia w finałowej rumbie zaczynała się dziwnie, bo od basic stepu – dokładnie tak, jak wtedy, kiedy tańczyli ją ze sobą pierwszy raz. Razem z nagłym wspomnieniem, niespodziewanie wróciło do Janki to, co przeżywała na najwcześniejszych treningach z Miszą: stała tuż przed nim, zaciskając kurczowo rękę na jego dłoni, i czuła się naga, całkiem odsłonięta i bezbronna.


„Nie myśl o sędziach i widowni.” - Przypomniała sobie naraz słowa Miszy. - „Rumbę tańcz tylko dla mnie, pokaż mi w niej, jak mnie kochasz...”
Przestrach niepostrzeżenie ustąpił miejsca pewności siebie, dziewczyna nie zauważała już nikogo wokół, wydawało jej się, że na parkiecie pozostała tylko ona i jej partner, jej miłość, jej szczęście – jej Misza.


„Pokaż mi, jak mnie kochasz...” - wciąż jeszcze dźwięczało w uszach Janki, kiedy już po miękkim, odrobinę przyczajonym obrocie pozwoliła Miszy objąć się i przytulić, rozbujać razem, spokojnie i miarowo. Jeszcze jeden obrót, tym razem pod ręką partnera, wymknięcie się z uścisku – i dziewczyna stała już naprzeciw Miszy, łagodnie rozfalowana, płynnie poruszając ciałem w rytm muzyki. Wyciągnęła do mężczyzny rękę, ni to zapraszając, ni to oddając się mu we władanie; zakołysali się razem, tym samym, równym i lekkim ruchem, zupełnie, jakby stali się jednością.


„Pokaż mi, jak mnie kochasz...”


Dziewczyna objęła Miszę w pasie, z czułością dotykając ręką jego brzucha, zawirowali wspólnie, raz, potem drugi; Janka, wciąż wpatrzona w oczy mężczyzny, ześlizgnęła się w dół, miękko sunąc dłońmi po jego udach. Pomógł jej wstać, łapiąc za ramiona, odwrócił ją stanowczym ruchem, tak, że przylgnęła plecami do jego piersi; jeszcze, nim znów mu się wymknęła, poczuła pieszczotliwe dotknięcie jego ręki na swojej talii. Janka objęła Miszę za biodra, rozkołysali się razem, leniwie i zmysłowo, złote frędzle sukienki falowały na jej udach. Jeszcze jeden krok, drugi, jakby chwila oczekiwania przed nagłym, gwałtownym obrotem – i Janka, bez cienia strachu, całym ciałem ufnie rzuciła się w tył, prosto w wyciągnięte ramiona Miszy...


A jednak nie dało się nie denerwować, kiedy sędzia główny odczytywał wyniki w poszczególnych kategoriach i wręczał puchary zwycięzcom. Janka, trzymając Miszę za rękę, z niecierpliwością czekała na ich kolej; z zawstydzeniem uświadomiła sobie, jak mocno wali jej serce, nie przypuszczała, że oczekiwanie na werdykt rozemocjonuje ją aż do tego stopnia.


-Januś, spokojnie. - Misza oplótł ją ciasno ramionami i delikatnie zakołysał, muskając ustami jej włosy.


-Teraz chciałbym przejść do ogłoszenia wyników w kategorii Dance Challenge, klasa Silver, styl latynoamerykański. – Rozległ się głos sędziego; dziewczyna zamarła, z całej siły zaciskając palce na dłoni Miszy. - Miejsce trzecie: para numer dwadzieścia cztery, Joanna Malitowska i Łukasz Augustyniak. Miejsce drugie: para numer siedemnaście, Karolina Jarowicz i Andrzej Mianowski. I pierwsze miejsce... - Sędzia zawiesił na chwilę głos; Janka zamknęła oczy, napięcie rosło w niej z sekundy na sekundę. - Zwycięża para numer osiemdziesiąt pięć, Janina Mielcarek i Michaił Pożarow!


Janka z piskiem radości rzuciła się Miszy na szyję; zawirowali w miejscu, a za moment poczuła, jak mężczyzna schyla się i unosi ją w ramionach, zupełnie, jakby ważyła tyle, co piórko, i niesie w stronę podium. I tak też stanęli na pudle; Misza nie wypuścił Janki choćby na chwilę, to ona odbierała z rąk sędziego zwycięski puchar.


-Kocham cię, Januś – wyszeptał Misza prosto do ucha dziewczyny, kiedy na sali rozległy się brawa. - Jesteś moją największą wygraną...
Szalejące w Jance emocje zaczęły ustępować dopiero w hotelu, kiedy pod prysznicem w końcu zmyła z siebie turniejową atmosferę; z łazienki dziewczyna wyszła całkiem spokojna, zmęczenie brało już nad nią górę.


W pokoju panował półmrok; nie zapalali światła, wystarczały im tylko migotliwe płomienie świeczek, ustawionych na stoliku pod oknem. Janka, zwinięta w kłębek na łóżku, leżała z głową na kolanach Miszy; leciutko, samymi opuszkami palców, gładził ją po włosach i odsłoniętej szyi.


-Szkoda, że już jutro wyjeżdżasz...


-No, muszę. - Misza odgarnął włosy z ucha Janki, delikatnie obrysował palcem jego kształt.- - Pozamykam wszystkie sprawy w Kownie i za parę dni wracam...


Dziewczyna drgnęła i uniosła głowę, badawczo patrząc w oczy mężczyzny, nie do końca pewna, czy dobrze zrozumiała jego słowa.


-Miszka, czy ty... - Urwała, nie wierząc do końca swojemu szczęściu.


-Dokładnie tak. - Misza uśmiechnął się i pocałował dziewczynę w czubek nosa. - Już zdecydowałem; przeprowadzam się do Ustronia, życie w Kownie bez ciebie nie ma sensu... A w maju – zawiesił na chwilę głos – w maju jedziemy na Blackpool!...





Przypisy:


1. „Sway”, Pablo Beltrán Ruiz, Norman Gimbel



Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 629
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Escort » ndz 04 lis 2018, 22:08

Nie mam weny na długaśne analizy.

Ty wiesz, że dobrze piszesz. Przy dłuższym posiedzeniu nad tekstem zachwycasz skrupulatnością, ale mnie nie. Uważam, że i przy tym tekście wyszło wiele Twoich umiejętności. Operujesz słowem, wzbudzasz emocje.
Tak w skrócie:
Na minus:
- Słodkości? Możliwe, ale Ty CHCIAŁAŚ napisać takie coś, no i napisałaś. Wraz z frajdą poszłaś razem z wiatrem; skutecznie, bo mówiłem, językowo nie masz problemu. Namalowałaś kilka ładnych zdań, które nadały dobre tło. Przesyt miłości był dla mnie minusem (zwycięstwo pary i ich rozkoszna miłość) i idę dalej...
- Brak wad u Miszy. Chłopak jest wyidealizowany. Nie zagłębiam się w autora z tego względu...
- Imię bohaterki (zupełnie subiektywne spostrzeżenie, w pełni piszę je z odpowiedzialnością, bo to takie moje widzimisię niż jakikolwiek błąd), które brzmi okropnie ('pięknie Januś!') :D
- Didaskalia - pewnie to kolejny 'niebłąd', ale zarazem zastanawiam się, czy na dłuższą metę mają możliwości takie wtrącenia. Były inne, mnie trochę denerwowały, nie taki minus, co spostrzeżenie, że są inszością.
To tak na szybko.
Na plus:
- Najbardziej utkwił mi stres Janki. Nie wiąże mnie nic z bohaterami, a przez chwilę poczułem ten stres (strach przed występem). Trema. Może wiem co ją czeka - wiele rzeczy mnie stresowało w życiu i tak łatwo mi było się utożsamić z tym. To świetne, jak emocje z tekstu przerzucają się na czytelnika. Bo to trudne zarazem.
- Naturalność Janki w zachowaniu.
- Dobrze zarysowana sceneria, gładkie przejścia, czyli płynność, że się lekko czytało,
- Nie ma przesytu o tańcu - sam nie jestem zwolennikiem, chyba że freestyle'u :P, ale nie czułem, że autorka chce pokazać swoją wyższość poprzez znajomość tematu. Wszystko ujęte w korzystnych, smacznych proporcjach.

Nie wiem co więcej, to bardziej zdecydowanie! opinia niż wytykanie błędów, które błędami raczej nie są - nie jestem od tego. Jestem czytelnikiem, nie beta-robotem :P. A że jesteś dorosła i taka poważna to już chowam język z emotki do kieszeni.


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4560
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Rubia » ndz 04 lis 2018, 22:55

Isabel pisze:Source of the post podszedł do odtwarzacza i paroma dotknięciami przycisków włączył właściwy utwór.

Podkreślone - zbędne.
Isabel pisze:Source of the post wiedziała, że nie może zawieść Miszy, który włożył w jej treningi tak wiele wysiłku i któremu zależało na dobrych wynikach kto wie, czy nie jeszcze bardziej niż jej samej.

Wiedziała, że nie może zawieść Miszy. Włożył w jej treningi wiele wysiłku i zależało mu na dobrych wynikach...
Isabel pisze:Source of the post Bo przecież on robił to wszystko dla niej, to jej marzenia chciał spełnić – bo przecież co to było dla niego,

Hm.
Isabel pisze:Source of the post
-Pilnuj początku!
Tak, to był bez wątpienia dla Janki jeden z najtrudniejszych momentów w paso doble, dobrze wejść z pierwszym krokiem,

Upomnienie wcale nie musi oznaczać, że właśnie zaczęli tańczyć - Misza mógł je wygłosić, nadal stojąc przy odtwarzaczu. Nie zaznaczyłaś tej chwili, kiedy taniec się rozpoczyna, piszesz natomiast, że Janka zazwyczaj ma z tym jakieś problemy. Zmieniłabym na Tym razem udało się jej dobrze wejść z pierwszym krokiem. Zwykle był to jeden z najtrudniejszych momentów... albo podobnie.
Isabel pisze:Source of the post Janka miała świadomość tego, że tym razem tańczą dokładnie tak, jak powinni to zrobić na jutrzejszym turnieju

Bez podkreślonych zdanie niczego nie traci.
Isabel pisze:Source of the post opadła na udo klęczącego na lewym kolanie Miszy.
-Pięknie, Januś. - Mężczyzna podał dziewczynie rękę i, pomógłszy jej usiąść, mocno oplótł ramionami.

Po co nam przypomnienia, że Misza to mężczyzna, a Janka - dziewczyna?
- Pięknie, Januś. - Podał jej rękę i pomógł usiąść, a potem mocno oplótł ramionami.

No, to wystarczy na dziś. CDN.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5158
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Navajero » ndz 04 lis 2018, 23:07

Za dużo tańca, za dużo słodyczy, brak pazura. O ile normalnie podoba mi się to co piszesz, to ten kawałek - nie.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4560
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Rubia » pn 05 lis 2018, 00:32

Isabel pisze:Source of the post
1. Niebo całkowicie zasnuwała gruba warstwa chmur. 2. Szare obłoki wisiały nisko nad morzem, tak, że zdawało się, że wystarczy tylko wyciągnąć rękę, aby ich dotknąć. Ciemnostalowa woda z groźnym pomrukiem 3. wdzierała się głęboko w głąb brzegu, raz po raz rozbryzgując białą pianę fal na drewnianych palach falochronów, ciągnących się rzędami aż po widoczne w oddali molo.

1. Do usunięcia. W drugim zdaniu mamy właściwie to samo.
2. Szare obłoki wisiały nisko nad morzem. Zdawało się, że wystarczy tylko...
3. Oczywista oczywistość.
Isabel pisze:Source of the post Morze, jak zawsze jesienią, zagarnęło już dla siebie sporą część lądu, tak, że Jance i Miszy, trzymającym się za ręce i spacerującym po całkowicie pustej plaży, pozostał jedynie wąski skrawek piasku

Co Ty masz z tym: tak, że? Przecież takie długie, złożone zdanie zupełnie spokojnie można rozdzielić na dwa. Dla Janki i Miszy, którzy trzymając się za ręce spacerowali po całkowicie pustej plaży, pozostał jedynie...
Isabel pisze:Source of the post czuła się bezpiecznie od samego początku, 1.już od pierwszej chwili, w której poznali się na turnieju w Radomiu, dokąd 2. dziewczyna pojechała kibicować swojemu trenerowi z koszalińskiej szkoły.

1. Niezbyt to zgrabne. Raczej: od pierwszego spotkania na turnieju...
2. Wrrr...
Isabel pisze:Source of the post dla 1. swojej ukochanej Janki gotowy do największych poświęceń i wyrzeczeń. 2. Wiedział, że trochę boi się ona samotnych podróży na Litwę i nigdy na to nie nalegał – za to od pół roku, kiedy tylko mógł, sam przyjeżdżał do Ustronia,

1. Wiadomo, że nie dla cudzej ukochanej.
2. Niepotrzebnie komplikujesz składnię. Ponieważ bała się samotnych podróży na Litwę (z poprzedniego zdania wynika, że chodzi o Jankę), nigdy na to nie nalegał, lecz od pół roku...
Isabel pisze:Source of the post w oddali widać było jak, walcząc z rozszalałymi falami, wraca z połowu jeden z ustrońskich kutrów.
-Z dorsza wracają, zobacz. - Janka oblizała spierzchnięte od słonego wiatru wargi.

Misza raczej nie ma szans, żeby zobaczyć tego dorsza. Zmieniłabym na: płynie do portu oraz, ewentualnie: z połowu dorsza wracają. Chociaż samo z dorsza wracają też może zostać.
Isabel pisze:Source of the post -Po trzydziestu latach przeżytych w Ustroniu i byciu wnukiem rybaka też wiedziałbyś takie rzeczy.

Po byciu wnukiem? Gdybyś trzydzieści lat przeżył w Ustroniu i był wnukiem rybaka, też byś wiedział...

CDN.

Added in 56 minutes 20 seconds:
Nie będę już robiła dalszej łapanki, chociaż przydałoby się staranne wyczyszczenie całości tekstu. Tylko o jednej sprawie jeszcze wspomnę. To nie jest błąd językowy, gdyż na poziomie składni wszystko gra, ale:
Isabel pisze:Source of the post A jednak nie dało się nie denerwować, kiedy sędzia główny odczytywał wyniki w poszczególnych kategoriach i wręczał puchary zwycięzcom. Janka, trzymając Miszę za rękę, z niecierpliwością czekała na ich kolej; z zawstydzeniem uświadomiła sobie, jak mocno wali jej serce, nie przypuszczała, że oczekiwanie na werdykt rozemocjonuje ją aż do tego stopnia.

Widać tutaj - i nie tylko tutaj - wyraźny dystans narracyjny wobec bohaterki. Jakby jej odczucia musiały zostać przełamane jakąś analityczną kontrą. Jeśli czeka i emocjonuje się, to niech to się dzieje do końca! Te wstawki: z zawstydzeniem uświadomiła sobie, że..., nie przypuszczała, że... bardzo obniżają temperaturę opisu. Równoczesne przeżywanie i analizowanie tego, co się właśnie przeżywa, nie jest dobrym sposobem na budowanie napięcia. Już lepiej wypadłaby prosta relacja: Janka, trzymając Miszę za rękę, z niecierpliwością czekała na werdykt. Serce tłukło się w niej jak oszalałe, a wargi miała zupełnie suche. (Wiem, standardowy banał, lecz nic lepszego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy). Na zawstydzenie może przyjść czas później, kiedy już odbiorą ten puchar...

A co do treści - miało być romansowo i optymistycznie, i jest. Nawet zdecydowanie zbyt słodko. Głównie za sprawą języka i bezustannego podkreślania, jacy oni oboje są dla siebie ważni. Kochają się, że aż strach - ale czy to powód, żeby popadać w czułostkowość? Poleciałaś harlekinem.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4701
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Romecki » pn 05 lis 2018, 21:18

Żałuję, że przeczytałem, bo miałem obraz Isy piszącej po swojemu, a tu mamy harlequina, czy może literaturę kobiecą w wersji, którą świetnie podsumowuje passus:

-Miszka... - Janka odezwała się pierwsza; Misza wziął ją za rękę, z czułością wtulił usta we wnętrze dłoni. - Dziękuję, że mogę być twoja...

Isa, tak mi nie pisz, bo się pogniewamy :) to jest sprawne, ba, wersja takiej gumy do żucia na 400 000 znaków znalazłaby swojego wydawcę, ale to jest tragiczny harlequin, w którym nie ma nic Twojego. Nawet - wybacz szczerość - tańca. Zmarnowałaś go, żeby opowiedzieć historię boleśnie banalną :(
Inna sprawa, że wciąż powtarzasz pewne motywy, może to efekt przesytu nimi - nalegam na płodozmian.


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
Begied21
Pisarz osiedlowy
Posty: 234
Rejestracja: pn 19 lut 2018, 22:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Begied21 » pn 05 lis 2018, 21:32

Nie no racja, jest trochę za dużo takich właśnie lukrzastych kawałków:
Isabel pisze:Source of the post -Nie, przejdźmy się jeszcze trochę. - Janka ostrożnie wysunęła się z objęć mężczyzny i ponownie splotła palce z jego palcami, uścisk tej silnej, męskiej dłoni wywoływał w niej miłe poczucie bezpieczeństwa. Zresztą, z Miszą czuła się bezpiecznie od samego początku, już od pierwszej chwili, w której poznali się na turnieju w Radomiu, dokąd dziewczyna pojechała kibicować swojemu trenerowi z koszalińskiej szkoły.

Ale Misza taki już po prostu był, odpowiedzialny i opiekuńczy, dla swojej ukochanej Janki gotowy do największych poświęceń i wyrzeczeń.


Poza tym, opisy tańca nawet niezłe, choć czytelnikowi "nietargetowemu" ciężko zjeść taką czekoladę z chałwą. No i w sumie taki tragiczny harlequin to nie jest, bywają gorsze ;) No ale na pewno harlequin, plus za dyskretne sugerowanie różnych scen, pewna znana polska autorka mogłaby się wiele nauczyć ;)
Isabel pisze:Source of the post
Niebo całkowicie zasnuwała gruba warstwa chmur. Szare obłoki wisiały nisko nad morzem, tak, że zdawało się, że wystarczy tylko wyciągnąć rękę, aby ich dotknąć. Ciemnostalowa woda z groźnym pomrukiem wdzierała się głęboko w głąb brzegu, raz po raz rozbryzgując białą pianę fal na drewnianych palach falochronów, ciągnących się rzędami aż po widoczne w oddali molo. Morze, jak zawsze jesienią, zagarnęło już dla siebie sporą część lądu, tak, że Jance i Miszy, trzymającym się za ręce i spacerującym po całkowicie pustej plaży, pozostał jedynie wąski skrawek piasku tuż przy spiętrzonych u podnóża wysokiego brzegu gwiazdoblokach.


Klasyczny (wg mnie dobry) opis nieba, ale dałbym jakieś słońce jeszcze - plus za realizm pogody, minus za realizm gościa :)


Jak to mawia święta Ziuta - olej risercz, daj uczucia...

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2449
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: ravva » pn 05 lis 2018, 23:15

Navajero pisze:Source of the post Za dużo tańca, za dużo słodyczy, brak pazura. O ile normalnie podoba mi się to co piszesz, to ten kawałek - nie.

to nie jej wina, rozminąłes się z oczekiwaniami.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5158
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Navajero » pn 05 lis 2018, 23:24

Nie, mogło być mniej harlequina w harlequinie :) Albo chociaż jakaś, bo ja wiem? namiętność?


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 534
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Juliahof » pn 05 lis 2018, 23:45

Navajero pisze:Source of the post Nie, mogło być mniej harlequina w harlequinie Albo chociaż jakaś, bo ja wiem? namiętność?

Tez tak myślę!
Mało jest życia w tym tekście.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 597
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: MargotNoir » wt 06 lis 2018, 07:19

Dużo tu już powiedziano o treści i o formie. Ja przewrotnie zadam kilka pytań:
O czym jest ten tekst?
Do kogo został napisany?
Co Twoim zdaniem czytelnik z niego wynosi, co miał w Twoim zamiarze poczuć?
Co w nim miało być ciekawego, wyjątkowego, co miało stanowić jego, że tak powiem, esencję?


Pytam, bo wydaje mi się, że to będzie dla Ciebie ważne przy ocenianiu zamieszczonych tutaj ocen i komentarzy: wiesz, co robisz i co chcesz osiągnąć, ale po prostu miałaś pecha, bo nie ma tu nikogo z Twojej grupy docelowej czy też w ogóle nie zadałaś sobie tych pytań i po prostu napisałaś coś na zasadzie "nie wiem, co robię, ale będzie fajnie"?

Czasami tak jest, że człowiek napisze kilka fajnych fragmentów, wyrzuci z siebie jakieś emocje, oczyści sobie krew, a potem patrzy na kartkę/monitor i myśli "kurcze no, fajnie, ale o czym to jest?"

Jeśli autor sam nie wie, to czytelnik też nie będzie wiedział i intymne, emocjonalne wynurzenia może odebrać jako zwykłe pitu pitu. Nawet, jeśli ma podobne doświadczenia i teoretycznie mógłby znaleźć z autorem jakąś płaszczyznę porozumienia, to w tekście musi być coś, co czytelnika z tym autorem skomunikuje. Tym czymś jest treść. Przekaz.

Ja mam wrażenie, że ten tekst po prostu nie ma treści. Odbieram go jak skropioną olejkiem różanym celulozę. Czysty wypełniacz bez żadnych właściwości.

I teraz nie wiem, czy po prostu tym komunikatem nie trafiłaś, czy naprawdę go tam nie ma.

I jeszcze jedna kwestia techniczna. O Jance piszesz "dziewczyna", o Mishy "mężczyzna". To wskazuje na dużą różnicę wieku. Z tekstu wynika jednak, ze Janka ma 30 lat. OK. Współcześnie ludzie dorastają wolniej i o trzydziestolatkach można jeszcze myśleć "dziewczyna/chłopak". Skoro jednak przyjmujesz tę konwencję, to wynika z niej, że Misha ma około pięćdziesiątki. Trochę niepokojąca wizja.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2461
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Adrianna » wt 06 lis 2018, 20:44

Obiecałam, więc idzie weryfka.
Łapanka będzie chaotyczna, przepraszam. Nie będę próbowała w niej wyłapać wszystkiego, tylko raczej pewne przykłady ogólnych tendencji. Liczba wyciągniętych przykładów może świadczyć o stopniu uciążliwości zjawiska dla z boku podpisanej czytelniczki ;)

Isabel pisze:Source of the post wiedziała, że nie może zawieść Miszy, który włożył w jej treningi tak wiele wysiłku i któremu zależało na dobrych wynikach kto wie, czy nie jeszcze bardziej niż jej samej. Bo przecież on robił to wszystko dla niej, to jej marzenia chciał spełnić – bo przecież co to było dla niego, mistrza Europy, turniej pro-am w prowincjonalnym miasteczku...

To nie jest stricte błąd, ale te powtarzające się konstrukcje - który/któremu, bo przecież/bo przecież wyglądają niezgrabnie.

Isabel pisze:Source of the post Tak, to był bez wątpienia dla Janki jeden z najtrudniejszych momentów w paso doble, dobrze wejść z pierwszym krokiem, równo z partnerem, nie zacząć poza rytmem, z czym później bardzo ciężko było sobie poradzić. Wiedziała co prawda, że nawet jeśli się pomyli, to Misza nie powie jej złego słowa, spróbują po prostu jeszcze raz – ale zwyczajnie zależało jej na tym, żeby być jak najlepszą tancerką.

Włączyło mi się takie: "ej, serio?". Ona jutro ma turniej i nadal nie ma pewnego wejścia w choreo? I jej trener na to "kocham cię, jeszcze raz"? Z jednej strony - wszystko jest możliwe, z drugiej... Jakoś odziera w moich oczach Miszę z tej aury profesjonalizmu.

Isabel pisze:Source of the post Ale radziła sobie; po uśmiechu swojego partnera widziała, że jest lepiej niż dobrze i ta świadomość zdawała się uskrzydlać. Czuła, że właśnie pokonuje samą siebie, dokładnie tak, jak nieustannie radził jej Misza; ciało nareszcie było jej całkowicie posłuszne, przestała się bać, że zawiedzie w najmniej spodziewanej chwili.

Pomyślałabym o przerobieniu zdań tak, by trochę poobcinać zaimki. Miejscami są zupełnie niepotrzebne (swojego partnera); miejscami pewnie trzeba by przemyśleć konstrukcję zdań. I w ogóle zachęcałabym do polubienia się z kropką ;)

Isabel pisze:Source of the post -Odpoczęłaś? - Misza ciepłym szeptem dmuchnął dziewczynie w ucho i poczuł, jak twierdząco kiwa głową. - No, to chodźmy się przebrać, wystarczy na dziś...
Halo, panie trener, mistrz Europy. Ona ma jutro turniej. Jakieś rozciąganie/rozluźnianie/roller? Tak jak kwestia sposobu reagowania na błędy może być dyskusyjna, tak to już jest mocno nieprofesjonalne. Oni nie mają zajęć w trybie raz w tygodniu, godzina z zegarkiem w ręku, kiedy faktycznie nie ma na nic czasu, tylko trenują wspólnie do turnieju. Chyba Miszy zależy na minimalizowaniu szans na kontuzje u Janki i żeby następnego dnia nie miała spiętych, zbitych mięśni?

Isabel pisze:Source of the post Niebo całkowicie zasnuwała gruba warstwa chmur
Masz tendencję do rozpychania zdań zbędnymi słówkami. Bez tego "całkowicie" czytelnik wyobrazi sobie dokładnie to samo - całość opisu jest dość sugestywna.

Isabel pisze:Source of the post -A wydaje mi się, jakbym był z tobą całe życie... - Misza odgarnął z twarzy wpatrzonej w niego Janki pasmo rudych włosów i delikatnie pocałował ją w czoło. - Nie zmarzłaś? Wracamy już do hotelu?

-Nie, przejdźmy się jeszcze trochę. - Janka ostrożnie wysunęła się z objęć mężczyzny i ponownie splotła palce z jego palcami, uścisk tej silnej, męskiej dłoni wywoływał w niej miłe poczucie bezpieczeństwa. Zresztą, z Miszą czuła się bezpiecznie od samego początku, już od pierwszej chwili, w której poznali się na turnieju w Radomiu, dokąd dziewczyna pojechała kibicować swojemu trenerowi z koszalińskiej szkoły.

Ale Misza taki już po prostu był, odpowiedzialny i opiekuńczy, dla swojej ukochanej Janki gotowy do największych poświęceń i wyrzeczeń.

Masz dwoje bohaterów na krzyż. Faceta i kobietę. Język polski pięknie sobie radzi z rodzajami czasowników. Po co w kółko ich imiona, ewentualnie "dziewczyna"/"mężczyzna"? Przez nie wpadają Ci powtórzenia albo dokonujesz "odkryć" takich jak to, że mężczyzna ma męską dłoń albo że Janka powiedziała "Misza" do Miszy (surprise, surprise) :
Isabel pisze:Source of the post -Kocham cię, Miszka; tak mi dobrze z tobą... - wymruczała Janka w szyję Miszy


Isabel pisze:Source of the post -Z dorsza wracają, zobacz. - Janka oblizała spierzchnięte od słonego wiatru wargi.

-Jest coś, czego nie wiesz o morzu? - Misza uśmiechnął się, ostre podmuchy rozwiewały jego jasne włosy, szarpały futrzanym obszyciem kaptura.

-Po trzydziestu latach przeżytych w Ustroniu i byciu wnukiem rybaka też wiedziałbyś takie rzeczy... - Janka, odwzajemniając uśmiech, przytuliła się do Miszy i wsunęła zziębnięte dłonie do tylnych kieszeni jego dżinsów.
Kolejny przykład w ramach poprzedniej uwagi, bo naprawdę to drażni. Janka, Misza, Janka, Miszy... Jak w czytance dla dzieci, gdzie każda wypowiedź wymaga wyjaśnienia.

Isabel pisze:Source of the post -Miszka... - Janka odezwała się pierwsza; Misza wziął ją za rękę, z czułością wtulił usta we wnętrze dłoni. - Dziękuję, że mogę być twoja...
Pół żartem. To już nie jest słodkie, tylko jakieś creepy... ;)

Isabel pisze:Source of the post Po nocnym sztormie nie było już choćby śladu,
Nie było śladu. Starczy. Rozpychasz za bardzo zdania.

Isabel pisze:Source of the post Nie ważne, jaki będzie wynik

Nieważne

Isabel pisze:Source of the post Choreografia w finałowej rumbie zaczynała się dziwnie, bo od basic stepu

Czemu nie po prostu od "kroku podstawowego"? Nie wiem, czy ten angielski coś tu wnosi. I zastanowiłabym się jednak nad opisaniem tego kroku, bo zwykle czytelnik nie wie, jak to wygląda. A tym krokiem wprowadzasz taniec. Można tu pograć z rytmem, z biodrami. Że musi być przeprost, że niby proste, a technika od pierwszych chwil wymaga skupienia, że mamy przeciągnięte cztery, błyskawiczne, mocne raz... Pograłabym tym, że krok podstawowy jest łatwo człowiekowi powiedzieć (bok, przód, tył), więc nie pogubi się, gdy spróbujemy coś ubarwić. Ale to takie luźne sugestie, bo nie ma tu żadnego ewidentnego błędu. Po prostu czegoś mi w tym otwarciu zabrakło.

Isabel pisze:Source of the post Jeszcze jeden krok, drugi, jakby chwila oczekiwania przed nagłym, gwałtownym obrotem – i Janka, bez cienia strachu, całym ciałem ufnie rzuciła się w tył, prosto w wyciągnięte ramiona Miszy...

Wiem chyba, o jaki rzut Ci chodzi, ale, szczerze mówiąc, dla mnie w pierwszej chwili zabrzmiało to komicznie (ew. rock'n'rollowo, ale tam to jest skok w tył, który jest "rozpędem" do figury). Rzuca się w tył i w niego wpada... Trochę topornie to wygląda w wyobraźni, jeśli się nie ma oczywistej konotacji.

Dobra, zróbmy tu przerywnik na rumbę samą. Jak dla mnie - opis jest plastyczny, choć nie wiem, czy nie wynika to stąd, że znam te figury przynajmniej z widzenia i nie potrzebuję dużo, żeby plus minus skojarzyć. Natomiast ja w tym nie dostrzegam rumby turniejowej. Ten opis jest bardzo... prywatny. Nie widzę tego napięcia ciała, przeprostowanych nóg, wystreczowanych palców, spiętego "centrum", pracy z dynamiką rumby, która przecież nie jet wyłącznie miękka (oczywiście nie chodzi o opisywanie wszystkiego na raz ale może czasem zaznaczenie czegoś?). Widzę miziającą się parę. Dużo podkreślasz patrzenia w oczy, muskania się po ciele. Wszystko jest miękkie, rozbujane, obłe. Brakuje mi w tym opisie "pazura". Stępiła go atmosfera.
Niemniej jako taniec zakochanych broni się i krok po kroku można "zobaczyć", co Twoja para robi :) Sama musisz się zdecydować, jaki efekt chciałaś uzyskać.
Dodam jeszcze tylko, ze jeśli chodzi o opis tańca, to wolałam Twoje tango w rytmie samby.

Isabel pisze:Source of the post Janka z piskiem radości rzuciła się Miszy na szyję; zawirowali w miejscu, a za moment poczuła, jak mężczyzna schyla się i unosi ją w ramionach, zupełnie, jakby ważyła tyle, co piórko, i niesie w stronę podium.

Za dużo podmiotów w jednym zdaniu. Wiem, że lubisz długie zdania i nie lubisz kropek, ale tutaj już naprawdę idzie się pogubić (albo to ja stopniowo się męczę).

Isabel pisze:Source of the post Janka z piskiem radości rzuciła się Miszy na szyję; zawirowali w miejscu, a za moment poczuła, jak mężczyzna schyla się i unosi ją w ramionach, zupełnie, jakby ważyła tyle, co piórko, i niesie w stronę podium. I tak też stanęli na pudle; Misza nie wypuścił Janki choćby na chwilę, to ona odbierała z rąk sędziego zwycięski puchar.

-Kocham cię, Januś – wyszeptał Misza prosto do ucha dziewczyny, kiedy na sali rozległy się brawa. - Jesteś moją największą wygraną...
Szalejące w Jance

Wiem, powtarzam się. I mogłabym jeszcze kawał tekstu tak pocytować, ale znowu mnie ugryzło. Ile tych Miszów? Masz go w trzech zdaniach pod rząd. Jankę, gdyby nie kawałek, dialogu w czterech.

No dobra, do podsumowań...
Ten tekst mnie nie zasłodził. Ten tekst mnie niestety znudził. I teraz zastanawiam się, dlaczego...

Po pierwsze ten powinien odleżeć i przejść czyszczenie. Pewnie to by go odchudziło. Powtarzalne konstrukcje, zbyt gęste atrybucje w dialogach, powtarzanie informacji, powtarzanie w zasadzie tych samych kwestii bohaterów, zaimkoza. To daje wrażenie pewnej językowej nieporadności. Bez dramatu oczywiście, bo jest poprawność, są plastyczne opisy, ale brakuje takiej lekkości.

Po drugie... Twój narrator się zakochał :D Gdyby tam sobie Misza i Janka gruchali, a dookoła był barwny świat, to czytelnik miałby jakieś "odbicie". Niech ten świat będzie w przewadze słodki jak ta czekolada, ale z raz może być śmierdzący rybą. Raz dający im chwile sam na sam, a raz zgiełk w momencie, gdy bardzo chcieliby się wyciszyć... Ale Twój narrator wszedł w taką rolę:
Ona: Koooocham Cię. Narrator: Ona go koooocha. On: Koooocham cię. Narrator: On ją koooocha. Oni: kochamy się. Narrator: Och, oni się kochają.
Rozumiem (nie, nie rozumiem, ale mogę sobie wyobrazić), że oni nie potrafią mówić o niczym innym poza sobą. Ale narrator powinien to trochę przeciąć. Chociażby zrobić coś, żebym się stresowała razem z bohaterką, czy wygra. A tutaj wszystko szło tak gładko, tak słodko, narrator tak zachwycony, że było wiadomo już w drugim akapicie, że wygrają.
Tak zakochałaś narratora w tym idealnym związku, że powstał taki chór trzech zombie ;)

I po trzecie. Moim zdaniem bardzo spłaszczyłaś postać Miszy. Tak jak Janka ma jeszcze w sobie coś poza "dziewczyna Miszy", tak on nie ma nic poza "chłopak Janki". Bardzo szkoda, że odarłaś go z takiego sportowego charakteru. Że on ją motywuje tylko miłośnie, że tylko się za nią szwenda i grucha i tyle. Bo tancerze to potrafią być naprawdę fighterzy (a już taka półka to w ogóle), a on dla czytelnika sprawia wrażenie "ciepłej kluchy".

Jeśli chodzi o oddanie samej relacji, to tak jak nudno się o niej czytało, tak nie mam problemów z uwierzeniem w nią. Widziałam, ze były jakieś zarzuty o brak seksu itd. Ja go akurat tutaj nie widzę jako koniecznego elementu i nie odebrałam tych pieszczot w hotelu jako gry wstępnej.

Ogólnie, niestety, nie podobało mi się. Na pewno w znacznym stopniu dlatego, że nie jestem targetem i para, która przez dwa dni nie pogada o niczym poza swoją miłością raczej jest dla mnie creepy niż słodka ;), ale też ze względu na styl, w jakim to jest powiedziane. Plusami są opisy morza. Tam wpadły jakieś zbędne słówka czy powtórzenia, ale generalnie jest klimat.
Czekam na coś z inną atmosferą i akcją. :)

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Czarna Emma
Umysł pisarza
Posty: 949
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

[W] Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Czarna Emma » wt 06 lis 2018, 21:22

Słodycz na słodyczy, słodyczą podpiera. Styl ładny, fajne opisy, ale... No cóż, emocji brak. Jakichkolwiek napięć, trem, nerwów - nie widzę tego. Jest tylko miłość z tancem w tle. A szkoda, że wylądował on w tle, bo warto by go było wydobyć na powierzchnię. :)
A morał może być taki: muszę sobie nowe okulary sprawić, coby te napięcia zobaczyć. ;)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
Made
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pn 06 sie 2018, 08:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Rumba na dwa serca [obyczaj, romans?]

Postautor: Made » czw 08 lis 2018, 14:39

Hm. A nawet hmmm.

Ten tekst jednocześnie mi się podobał i nie podobał. Były pewne elementy, przez które wydawało mi się, że dało się to napisać lepiej (po prawdzie, zawsze da się napisać lepiej), ale były też takie, które mnie zachwyciły.

Zacznę od początku: w jednym z komentarzy pojawiły się pytania, dla kogo jest to tekst i czym on w ogóle jest. Podniosło się też kilka głosów, że mamy do czynienia z harlequinem. W moim odczuciu to również jest harlequin, tylko bardziej wysokich lotów. Gdy zaczęłam czytać, natychmiast stanęły mi przed oczami te wszystkie komedie romantyczne z tańcem w tle bądź w tytule: “Dirty Dancing”, Zatańcz ze mną” czy nawet rodzime “Kochaj i tańcz”. Wszystkie te tytuły są dla konkretnego odbiorcy szukającego konkretnych wrażeń i wydaje mi się, że z tym opowiadaniem jest bardzo podobnie.

MargotNoir pisze:Source of the post Ja mam wrażenie, że ten tekst po prostu nie ma treści.

Nie wydaje mi się, by była to sprawiedliwa ocena i również nie zgadzam się z porównaniem tekstu do “skropionej olejkiem różanym celulozy”. Czy nie jest ono nieco krzywdzące? W “Rumbie…” mamy temat, mamy motywy, postaci, wydarzenia, mamy wszystko, co jest potrzebne do opowiedzenia historii i nie widzę powodu, by umniejszać wartość tego wszystkiego. Myślę jednak, że jest prawdą, iż mogłaś, autorko, mieć pecha, gdyż nie przeczytał tekstu nikt z potencjalnej grupy docelowej.

Pojawiło się sporo zarzutów dotyczących stylizacji tekstu.

Czarna Emma pisze:Source of the post Słodycz na słodyczy, słodyczą podpiera.

Escort pisze:Source of the post Przesyt miłości był dla mnie minusem

Begied21 pisze:Source of the post (...) czytelnikowi "nietargetowemu" ciężko zjeść taką czekoladę z chałwą.


Tutaj akurat zgadzam się w zupełności. Ja rozumiem, że konwencja wymusza skupianie się na emocjach, miłości bohaterów, ale - jak mawia moja matula - “co za dużo, to i świnia nie zeżre”. Strasznie to cukierkowe i po jakimś czasie robi się czytelnikowi mdło od cukru. Chciałabym poczytać o czymś innym, a nie tylko w kółko i w kółko: “Kocham cię, Janka”, “Kocham cię, Misza”, “Ale ja ciebie bardziej, Janka”, “A właśnie, że ja ciebie, Misza” itd.

Isabel pisze:Source of the post -Miszka... - Janka odezwała się pierwsza; Misza wziął ją za rękę, z czułością wtulił usta we wnętrze dłoni. - Dziękuję, że mogę być twoja...


Powyższy fragment chyba najlepiej obrazuje ten problem. Takie teksty ładnie brzmią na papierze, najlepiej na bogato zdobionej papeterii przeznaczonej na listy do ukochanego - ale nie wydaje mi się, by ludzie tak do siebie naprawdę mówili. Może jakieś nastolatki przeżywające pierwsze zauroczenia… Ale, kurczę - miłość i związek to nie tylko płatki róż i ochy i achy i całowanie wnętrza dłoni, to również - w przeważającej części! - nuda rutyna, zwykła codzienność, szarzyzna dni podobnych do siebie jak odciśnięte na teksturze ziemniaczane stemple. I ta miłość - dojrzała miłość - powinna wyrażać się subtelniej niż po prostu słowami. Kiedy ona jest chora, a on odpuszcza sobie pracy standardowe nadgodziny, żeby dotrzymać jej towarzystwa, zaparzyć herbaty i napoić obrzydliwym syropem z cebuli - to jest miłość. Kiedy ona, zaciskając wargi ze złości, bez słowa skargi zbiera do prania jego rozrzucone po mieszkaniu skarpety - to jest miłość. I wtedy, kiedy on spędza pół dnia w garażu, spawając dla niej suszarkę do ubrań, która rozsypała się ze starości - to jest miłość. I jest nią też sytuacja, kiedy ona usuwa się w cień i melinuje w pokoju z zatyczkami w uszach i książką pod pachą, bo zaczęła się Liga Mistrzów i on musi, MUSI obejrzeć każdy mecz.

Takie drobne gesty osobiście przekonują mnie o wiele mocniej, że mamy do czynienia z dojrzałym uczuciem niż to całe gruchanie. (Nie czytam harlequinów. Czy one naprawdę są w ten sposób napisane?)

Podoba mi się pomysł. Nie jestem osobą kompetentną do oceny opisów tańca, ale widzę, że przede mną wypowiedziały się inni, którzy mają w tym temacie dużą wiedzę - i ich opinie są pozytywne. Ja również, jako laik, nie mam zastrzeżeń. Dobrze mi się to czytało, umiałam sobie (choć mniej więcej) wyobrazić ruchy w tańcu, prowadzenie Miszy i obroty Janki… Więc chyba jest dobrze. Opisy faktycznie są plastyczne, przejścia płynne, styl bogaty, ozdobny, ale przyjemny. Człowiekowi jest miło, gdy się zapoznaje z tym tekstem, więc jak najbardziej plus.

Podobają mi się też bohaterowie, przynajmniej częściowo. Niestety, ich charakter, który pewnie jakiś jest - wierzę w to głęboko - został przesłonięty zapatrzeniem się w tę drugą osobę. W komentarzach dojrzałam bardzo trafne podsumowanie dotyczące Miszy: że funkcjonuje on wyłącznie jako “chłopak Janki”. To jest chyba największa bolączka postaci - że są mdłe. Polubiłam ich jednak mimo wszystko głównie ze względu na to, że mają w życiu pasję i dążą do realizacji marzeń. Postać, która wie czego chce, ma zainteresowania, wspina się na szczyty? Zawsze na plus. Ale miałam wrażenie, że potencjał został zmarnowany i trochę mi z tego powodu przykro.

MargotNoir pisze:Source of the post I jeszcze jedna kwestia techniczna. O Jance piszesz "dziewczyna", o Mishy "mężczyzna". To wskazuje na dużą różnicę wieku. Z tekstu wynika jednak, ze Janka ma 30 lat.


O, o, o, też to zauważyłam. Jak dla mnie oni nie zachowują się jak przystało na swój wiek. Jankę wykreowałaś na taką trzpiotkę, zaś Misza… No, o nim w ogóle ciężko cokolwiek powiedzieć. W oczach dziewczyny to mistrz, nauczyciel, partner, guru… Ale kim on jest sam z siebie? Głupio się czuję, pisząc o Jance “dziewczyna” ze świadomością, że ma 30 lat. Kurczę, ja mam 25 i nikt tak do mnie nie mówi, wszyscy mi paniują i czuję się stara, chlip.

Bardzo się cieszyłam, kiedy doszłam do fragmentu opisującego turniej. Miałam nadzieję na chwilę oddechu po tym całym piciu sobie z dziobków… Szkoda, że było tego tak niewiele - ot, poszli, zatańczyli, wygrali (ależ oczywiście, jakże mieli nie wygrał, musieli wygrać, jasne jak słońce) i już koniec. Znowu niedosyt. O, to jest chyba odpowiednie słowo podsumowujące cały ten tekst: niedosyt. A z drugiej strony przesyt nie tym, co trzeba: słodyczą, infantylnością...

Zastanawiałam się, dokąd ta fabuła zmierza. Ostatni akapit daje nadzieję na konkretną propozycję:

Isabel pisze:Source of the post - Już zdecydowałem; przeprowadzam się do Ustronia, życie w Kownie bez ciebie nie ma sensu... A w maju – zawiesił na chwilę głos – w maju jedziemy na Blackpool!...


Od razu przyszedł mi do głowy scenariusz pełen zawirowań i problemów, zwrotów akcji, rozstań i powrotów, być może jakaś kontuzja, utrata wiary we własne siły, załamanie, obwinianie siebie nawzajem, rozczarowania, uderzenie wody sodowej do głowy, ale i podnoszenie się z porażek, wspieranie jednej strony przez drugą… Zapaliłam się, ale potem przyszła do mnie straszna myśl, że może tego wszystkiego nie będzie, bo tekst ma w zamierzeniu w całości być takim zaklejającym paszczę ciągutkiem? To byłoby bardzo, bardzo złe.

Bardzo jestem zaintrygowana tą “Rumbą…”. Bardzo chciałabym czytać dalej i bardzo liczę na to, że dalej ta konwencja “ptaszków, kotków i serduszek” ulegnie zmianie, bo obawiam się, że w przeciwnym razie nie będzie się dało tego czytać. Ale tak jak napisał komentujący przede mną:

Escort pisze:Source of the post Ty wiesz, że dobrze piszesz.


Myślę, że to jest trafne zdanie i podpisuję się pod nim. Potencjał jest, umiejętności są, temat jest… tylko jeszcze potrzeba trochę pracy i będzie co czytać.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości przy pisaniu tego opowiadania, bo uważam, że warto.
Madeleine


Made, czyli: Madeleine, Magdalena Lipniak albo po prostu Madzia.

Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają.
Jean de La Bruyère


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości