Zimowy kot

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Licho
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pt 21 kwie 2017, 09:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zimowy kot

Postautor: Licho » pt 28 kwie 2017, 18:11

Opowiadanie poprawiam już od kilku dni i zaczyna mnie dopadać pisarska ślepota(straszna choroba która uniemożliwia dostrzeganie błędów w swoim tekście) W dodatku, rzecz dość typowa przy moich tekstach, im dłużej je mam tym bardziej mi się nie podoba, tak ogólnie. Zanim więc go do końca znienawidzę, postanowiłam go tutaj umieścić. Nie lubię swojego stylu, ale nie mam pomysłu jak go poprawić, a żeby ktoś inny mógł mi doradzić muszę pokazać tekst. Piszę to żeby wyjaśnić czemu nie opublikuję tekstu z którego jestem zadowolona. Nie mam takich, ale chciałabym mieć. Chciałam również przeprosić za długość, ale miałam wrażenie, że jeśli coś skrócę, to będzie wrażenie takiego potraktowania po łepkach.
gatunek: fantastyka, bajka
Ostrzeżenia: Odrobina krwi, trochę brutalności. Tak naprawdę wątpię żeby ktoś się zniesmaczył lub wystraszył, ale piszę dla formalności.



Zimowy kot

Mały domek stał na przedmieściach. Przez ciemność przenikał tylko nikły blask lampki nocnej w jednym z pokoi. Stare drzewo w ogrodzie, stojące tuż przy ścianie, dało schronienie kilku ptakom do których właśnie skradał się kot sąsiadów.

Ewa przyjrzała się z satysfakcją świeżo oporządzonej podopiecznej i zamierzała właśnie wrócić do salonu, kiedy ta oznajmiła:
- Okropny dzień, czułam się dziś jakbym była pingwinem podczas nocy polarnej.
- Czemu pingwinem? – zapytała bez większego zainteresowania. Czemu nocy było oczywiste, ze względu na zasłaniające słońce chmury. Od rana padały z nich grube płatki śniegu.
- Bo pół dnia chodziłam ubrana w taką puchową kurtkę, w której czuję się ze dwa razy grubsza. Jeszcze jestem tak zmęczona, że w sumie górne kończyny mi zbędne. – Alicja gapiła się na nią z pod kołdry, wzrokiem o wiele zbyt świadomym jak na tę porę dnia. Ewa jęknęła w duchu.
- Pingwiny są smukłe i świetnie pływają, to właśnie do pływania używają tych niby skrzydeł. – pouczyła ją.
- Widzisz, nawet metafory mi zmarzły.
- To lepiej idź już spać, nie będziesz przynajmniej gadać głupot.
- Najpierw opowiedz mi bajkę. Zimową bajkę na poprawę humoru. Bez bajki nie zasnę.
- Kłamiesz, mama nie opowiada ci bajek, zwłaszcza sezonowych. Pytałam ją o to. Mówiła że nie muszę się przejmować rozwijaniem twojej wyobraźni, bo żadnej nie masz. Po tym jak obraziłaś pingwiny jestem skłonna jej uwierzyć. – Ewa nagle pożałowała głęboko, że nie wyniosła się szybciej. Tak naprawdę wiedziała od razu, że nie wygra.
- Chcę bajkę, bo powiem mamie, że puszczałaś mi horrory.
- To co? I tak jestem jedyną opiekunką która zgadza się z tobą zostawać, nie zwolni mnie.
- To nie moja wina, że tamte nie umiały nade mną zapanować. Doktor tak mówi. Chcę bajkę albo obiecuje ci, że żadna z nas nie zaśnie.
- Dobra, dobra, będzie bajka zimna jak styczeń, biała jak śnieg i krótka jak dzień zimowego przesilenia. – Mruknęła przysuwając sobie krzesło.
- Ej, nie to ostatnie!
- Ciii! Słuchaj.
Był sobie raz dom, a raczej jestem prawie pewna że nadal jest. Dom z punktu widzenia miejscowych urzędników należał do wsi, ale stał tak daleko od innych, że ktoś trochę bardziej rozgarnięty uznałby go za część lasu, który się za nim rozciągał.
- To będzie bajka o biurokracji?
- Cicho, bo będzie o usypianiu dzieci chloroformem.
Jak już mówiłam, dom stał przy lesie, bardzo daleko od wsi. W domu mieszkała kobieta. Miała na imię Julia. Tego dnia o którym chcę opowiedzieć siedziała akurat przy stole, kłamiąc rządowi o swoich dochodach, czym wyrażała niezadowolenie ówczesną władzą i sposobem w jaki wydaje ona jej pieniądze.
- Rany… Czy to ma coś do fabuły?
- Nie, to tylko ta część w której bajka jest wychowawcza. Ciiii! Bo cię usłyszy i zorientuje się, że ją podglądamy.
No, więc siedziała wypełniając pity i popijając ciepłą herbatę, gdy usłyszała coś na dworze. Dzień był jeszcze dość ciepły jak na zimę, więc bez oporów wyjrzała przez okno.
W trawie siedział kociak o sierści tak białej i czystej jakby ktoś przed chwilą wyciągnął go z pralki. Oczy miał niebieskie, barwy arktycznego lodu. Mógłby zmieścić się na dłoni.
Cofnęła się do lodówki, nalała mleka na spodeczek i wyszła z nim na dwór.
- Nawiasem mówiąc nigdy nie karm kotów mlekiem. To dla nich niezdrowe.
- To czym je mam karmić?
- Mięsem i wodą. Ale wróćmy do bajki.
Malec wychłeptał całe mleko z miseczki i zaczął mruczeć. Dał się wziąć na ręce, zrozumiała, że źle oceniła jego wielkość, ledwo mieścił się na obu dłoniach. Zdziwiło ją, jak zimne było jego miękkie futro. Chciała zanieść go do domu, by trochę się ogrzał, ale gdy tylko zbliżyli się do drzwi zaczął wyrywać się i prychać. Usiadła więc z nim na ławce i dłuższą chwilę po prostu cieszyła się delikatnością jego sierści. W końcu jednak zimno zaczęło przenikać ją aż do kości, poszła więc do domu by założyć cieplejsze ubranie.
Gdy wróciła, oczy o mało nie wyszły jej na wierzch ze zdumienia. Kociątko, teraz wielkości małego lwa, kończyło pożerać krzewy rosnące w kępie z przodu domu. Stała przez chwilę onieśmielona, po czym zaczęła intensywnie trzeć oczy, szczypać się po rękach i patrzeć na zegarek.
- Po co na zegarek?
- Żeby sprawdzić czy to nie sen, nigdy nie bawiłaś się w świadome śnienie?
- Ja nie mam snów.
- Taa, brak wyobraźni, zapomniałam.
Kiedy już upewniła się, że to nie sen i siedziała na ławce z mruczącym jak silnik traktora wielkim kotem, zaczęła ogarniać myślami sytuację. Czuła się nabuzowana jak po wypiciu całego wiadra kawy, jednocześnie to że nie mogła z nikim podzielić się spostrzeżeniami dołowało ją strasznie. Gdy dzieje się coś tak niesamowitego, wszelkie uczucia wydają się zbyt małe i człowiek kończy w takim dziwnym stanie nieadekwatności.
- Co to nieadekwatność?
- Domyśl się z kontekstu.
Po prostu czuła się rozczarowana, że nie ma uczuć które by pasowały do sytuacji. Zdziwienie i radość można czuć jak się wygra mercedesa, odkrycie magicznego kota, to całkiem inna kategoria. Spędziła całe popołudnie bawiąc się z nim i głaszcząc jego wielki łeb, a żeby poczuć się ważniejsza robiła mu mnóstwo zdjęć telefonem i zapisywała obserwacje w notatniku. W końcu był już tak duży jak dorosły lew.
Wtedy zadzwonił telefon. Starsza już ciotka uwielbiała trzymać ją przy nim długie godziny, tak też było i teraz. Choć kobieta skracała ten czas jak mogła nie miała jednak serca wprost odesłać staruszki. Gdy ponownie wyszła na zewnątrz z początku nie mogła nigdzie dostrzec kota, całe podwórko zostało splądrowane, a wszystkie rośliny pożarte.
Podniosła głowę i zobaczyła coś zdumiewającego. Kocur był teraz wielki jak sam dom. Ogon który opierał się o komin był gruby jak pień drzewa. W jego wielkich jak księżyce oczach dostrzegła coś co sprawiło, że zamarła w miejscu. Wyrażały tylko chłodne zainteresowanie i głód.
Uniósł łapę, nie zdążyła nawet pomyśleć przekleństwa gdy potężne uderzenie pogruchotało jej kark. Kot bawił się nią dłuższą chwilę, bo koty uwielbiają bawić się zdobyczą, był to zresztą powód dla którego dał jej się wcześniej głaskać. Potem zjadł ją całą, aż do ostatniej kosteczki. Koniec.
- I już?
- Tak, tak się to skończyło.
- To okropne, ona umarła!
- Wszystkich ludzi to spotyka. Zginęła od jednego ciosu, to nienajgorsza śmierć.
- Była młoda, ludzie powinni żyć długo.
- Powinni, ale czasem im się nie udaje.
- Opowiedz inne zakończenie. Bo będę siedzieć i płakać do północy.
- O rany, zgoda, daj mi pomyśleć.
I wtedy zobaczyła kota wychodzącego zza domu. Jego uniesiony do góry ogon przewyższał komin o dobre parę metrów. Spojrzenie zimnych oczu skupiło się na niej i przez chwilę stała na swoim podwórku czując bicie serca w uszach, niezdolna przyswoić tego co się zaraz stanie. Kot uniósł wielką łapę i Julia w ostatniej chwili zdążyła uskoczyć lądując w resztkach pożartego krzewu róży i rozdzierając policzek o kolce. Podniosła się gotowa do ucieczki, ale wtedy kot prychnął, długa sierść na jego grzbiecie wstała. Ugiął łapy i zaczął się wycofywać .
Dom zmienił się. Wyglądało to trochę jak na tym złudzeniu optycznym ze staruszkami, namalowanym przez Salvadora Dalego. Nie jak coś co się pojawia, ale jak to czego wcześniej nie dostrzegałaś mimo, że było tam cały czas.
Tam gdzie wcześniej był dom kulił się wielki pies, czarny jakby ktoś namalował go węglem. Miał długie nogi i szpiczasty pysk, przypominał Charta. Wstał z warczeniem które poniosło się po okolicy jak grzmot. Kot również warczał. Warczenie kota to niski dźwięk przypominający narastający ryk. Zwykle oznacza że należy cofnąć się jak najdalej. Skoczyły na siebie, kot sięgnął łapami do oczu przeciwnika, ale pies był szybszy. Złapał zębami jego grzbiet i potrząsnął mocno, biała sierść zaczęła opadać dookoła gdy kot próbował się uwolnić. Wyglądał teraz niemal jak wąż ze źrenicami jak szparki i uszami tak przylegającymi do ciała, że przestały być widoczne. Syczał i wił się wściekle, a na śnieg spadały wielkie krople krwi.
W końcu udało mu się wykręcić łeb na tyle żeby zatopić zęby w psim barku. Znowu bryznęła krew. Skowyt poniósł się po okolicy, sprawiając że z pomiędzy drzew poderwało się stadko kuropatw. Pies puścił na chwilę, kot wykorzystał to by czmychnąć w kierunku lasu i dalej, po wierzchołkach drzew, znikając w końcu w oddali.
Stała przez ten czas nieruchomo zastanawiając się niezbyt mądrze, gdzie teraz będzie mieszkać. Pies zaskomlał i polizał krwawiącą ranę na barku, potem spojrzał na nią. Olbrzymi pysk pochylił się ku niej, poczuła na sobie gorący oddech, trącący bardziej zaduchem niewietrzonego strychu niż czymś organicznym. Białe włosy wciąż opadały gdy język psa owinął się wokół niej.
Obudziła się. Leżała we własnym łóżku, ciasno zawinięta w kołdrę, otwarte okno wpuszczało do środka płatki śniegu pozlepiane w grudki które topiły się na jej swetrze i włosach. Podniosła się i kichnęła donośnie, bolały ją wszystkie kości, a na policzku miała szramę jakby po smagnięciu gałęzią.
- Więc to wszystko był sen? – Alicja nie kryła rozczarowania – To jakby nic się w ogóle nie zdarzyło.
- Ale skąd. – Ewa energicznie potrząsnęła głową. – Myślałam że to oczywiste, pies ją zjadł, a skoro był domem to w domu się obudziła. Pod językiem, znaczy się kołdrą. A sierść zimowego kota to przecież śnieg.
- To czemu spała?
- Nie spała tylko zemdlała, ty byś nie zemdlała, gdybyś została pożarta żywcem?
- No dobra, a morał?
- O rany, na co ci morał, nie mówiłaś, że ma być z morałem. Były już wstawki umoralniające.
- Morał! Morał! Morał!
- Ok, dobra, siedź cicho. – Nabrała powietrza i wyrecytowała poważnym tonem - Uważaj na zimę, nawet jeśli wydaje się mała i nieszkodliwa, jest niegodna zaufania i okrutna, najlepiej spędź ją we własnym domu i pod kołdrą. Tam będziesz najbezpieczniejsza.
- To okropny morał. Mama nie pozwoli mi przespać zimy.
- To że ci nie pozwoli nie znaczy, że nie byłby to dobry pomysł. Ale skoro nie możesz skorzystać z dobrej rady, pogódź się z paskudnym samopoczuciem.
- A skąd wziął się pies?
- Zawsze tam był, to też ci już mówiłam, Dali, pamiętasz? Nie wiesz, że na świecie istnieją stwory, które przystosowały się do życia przy ludziach jako domy i auta? W większości to całkiem fajne, żywią się szczurami i innymi szkodnikami, a czasem też złodziejami. Gorzej kiedy długo nic takiego nie ma I robią się głodne. Mogą zacząć trawić mieszkańców.
No, miłych snów.
Dziewczynka leżała nasłuchując odgłosów nocy. Coś na strychu zatrzeszczało, okno trzasnęło gwałtownie i rozległ się stłumiony wrzask. Gdyby miała lepszy słuch, rozpoznałaby w nim ostatni krzyk kota sąsiadów.


"Strasznie mnie wkurza gdy się pytają:
Jak tam roboty się posuwają
A w budownictwie przecież pracuję
Co mnie obchodzą robotów ruje!?"
Autor nieznany(przynajmniej mnie)

Jajko to bardzo świeży kurczak.

Tags:

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Zimowy kot

Postautor: Natasza » pt 28 kwie 2017, 20:31

Licho pisze:Source of the post Mały domek stał na przedmieściach. Przez ciemność przenikał tylko nikły blask lampki nocnej w jednym z pokoi. Stare drzewo w ogrodzie, stojące tuż przy ścianie, dało schronienie kilku ptakom do których właśnie skradał się kot sąsiadów.

początek mocno niedopracowany. Bym wywaliła to w cholerę
Licho pisze:
Source of the post Czemu nocy było oczywiste, ze względu na zasłaniające słońce chmury.

się tu cos składniowo dzieje. Nieporadność? Mieszanie mowy zależnej i niezaleznej typowe dla odmiany mówionej. Dyktafon?
Licho pisze:Source of the post Widzisz, nawet metafory mi zmarzły.

ładne!

cdn.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3856
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Zimowy kot

Postautor: Romecki » pt 28 kwie 2017, 20:58

Styl momentami dramatycznie zgrzyta, redagowanie tego krótkiego tekstu przypominałoby czterdziestoośmiogodzinną operację rozdzielania trojaczków syjamskich ( :) ), ale powiem Ci jedno: jest w tym tekście to coś, po co się czyta. Masz w głowie opowieści, którym brakuje jedynie warsztatu, ale nie jest to pusty przejazd.
Uchylam kapelusza i czekam na następne. W tej kategorii - pisania dla dzieci i młodzieży - dawno, oj, dawno nie było tu tak dobrego tekstu (nie w realizacji, ale w zamiarach).


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Zimowy kot

Postautor: Natasza » pt 28 kwie 2017, 21:07

Romek Pawlak, dobrze mówi!
Też uważam, że to dawno niewidziana w tuwrzuciu świeża wyobraźnia literacka


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 222
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

Zimowy kot

Postautor: RebelMac » pt 28 kwie 2017, 21:38

Dialogi mistrzostwo świata. Ale żeby nie było tak różowo to warsztat trzeba szkolić, bo warstwa opisowa do poprawki.

I tyle.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Licho
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pt 21 kwie 2017, 09:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zimowy kot

Postautor: Licho » pt 28 kwie 2017, 21:54

O rany! Moje pierwsze komentarze, mało sobie palców nie połamałam na klawiaturze, kiedy zobaczyłam że są nowe posty. :D

Natasza pisze:Source of the post początek mocno niedopracowany. Bym wywaliła to w cholerę

To najświeższa część. Myślałam że taki motyw na zamknięcie i otwarcie tekstu będzie fajny, ale może skończę na "Miłych snów"

Natasza pisze:Source of the post się tu cos składniowo dzieje. Nieporadność? Mieszanie mowy zależnej i niezaleznej typowe dla odmiany mówionej. Dyktafon?


Nieporadność i ślepota pisarska. Bo to miało być tak potocznie. Teraz widzę, że zdanie wyszło pokraczne. Inna sprawa że chyba w ogóle nie powinnam tak pisać w narracji.


Czyli ze stylem tak źle jak myślałam. Częściowo obwiniam nadmiar angielskich fanfików tłumaczonych przez translator. Problem w tym, że nie bardzo wiem jak go poprawić. Czytam książki kiedy mam czas, ale mam wrażenie, że to jednak za mało. Dziękuje za pochwałę mojej wyobraźni i w ogóle wszystkie pochwały. Dawno nie miałam tak szerokiego uśmiechu na ustach.
PS: Pierwszy raz cytuję mam nadzieję, że nic się nie zepsuło.


"Strasznie mnie wkurza gdy się pytają:
Jak tam roboty się posuwają
A w budownictwie przecież pracuję
Co mnie obchodzą robotów ruje!?"
Autor nieznany(przynajmniej mnie)

Jajko to bardzo świeży kurczak.

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3856
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Zimowy kot

Postautor: Romecki » pt 28 kwie 2017, 22:01

E tam, nie dramatyzuj, styl wymaga po prostu doczyszczenia, żmudnego, zdanie po zdaniu. Masz za co coś, co wyrasta ponad polonistyczną poprawność: treść, coś do przekazania. Więc nie drzyj szat (chociaż... :D), tylko do roboty :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Rumcajs
Umysł pisarza
Posty: 709
Rejestracja: sob 04 mar 2017, 19:26
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: z nienacka
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Zimowy kot

Postautor: Rumcajs » sob 29 kwie 2017, 23:22

Nie dla mnie, choć pomysł niby nowatorski, chyba za bardzo przyrosłem do " Dziewczynki z zapałkami"


Nie ma rzeczy bar­dziej niewiary­god­nej od rzeczywistości.

Awatar użytkownika
Izabella Gaudyńska
Pisarz domowy
Posty: 102
Rejestracja: czw 09 sty 2014, 09:05
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Zimowy kot

Postautor: Izabella Gaudyńska » pn 01 maja 2017, 16:12

Wciągnęło mnie, bardzo. :) Uwielbiam taką baśniowość, coś nierealnego, trochę niedopowiedzianego.

Piękne:
Licho pisze:Source of the post Cicho, bo będzie o usypianiu dzieci chloroformem.
:D

Element edukacyjny, popieram:
Licho pisze:Source of the post Nawiasem mówiąc nigdy nie karm kotów mlekiem. To dla nich niezdrowe.
:)

Z malutkich minusów - czytałam szybko i miałam problem, żeby się połapać, co dzieje się teraz, a co w opowieści.



Awatar użytkownika
eksinda
Pisarz
Pisarz
Posty: 153
Rejestracja: ndz 26 maja 2013, 22:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Z lasu nad jeziorem
Płeć: Kobieta

Zimowy kot

Postautor: eksinda » pn 01 maja 2017, 18:27

Ciekawie naszkicowana postać małej dziewczynki - bystre, myślące dziecko z bogatą wyobraźnią i fajnym poczuciem humoru. Dzięki temu dialogi wywołują uśmiech na twarzy. Sama bajka snuje się ciekawie i jest trochę straszna, czyli dokładnie taka, jak powinna być. Całość wymaga porządnego sprzątania, bo kulejący styl robi spory bałagan, ale warto popracować. :wink:

Added in 4 minutes 19 seconds:
I jeszcze jedno. Też bym wywaliła początek o domku. Ni pies ni wydra do reszty :wink:



Awatar użytkownika
Karmazynowa
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: czw 06 kwie 2017, 17:39
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zielona Góra
Płeć: Kobieta

Zimowy kot

Postautor: Karmazynowa » śr 03 maja 2017, 19:51

Wow. Gratuluję tylu pozytywnych opinii. Rzekłabym: Zazdro. Haha.

Zgadzam się, że pomysł ciekawy i ogólnie mogłoby to być fajne gdyby nie jeden niepasujący mi tu element. Może to bardzo subiektywne odczucie, ale na mój gust to słownictwo ani sposób wypowiedzi nie pasuje mi do małej dziewczynki, która jeszcze słucha bajek na dobranoc. I mówię tu zarówno o wypowiedziach tej dziewczynki jak i o wypowiedziach jej opiekunki. No strasznie mnie to gryzło, że i tak dziewczynka używa zbyt ambitnych słów, zwrotów i ta opiekunka mówi do niej jak co najmniej do nastolatki. Do tego całość wygląda mi bardziej na luźną rozmowę dwójki ludzi na żywo niż jakąś historię opisaną na kartce (na komputerze). I jeszcze obie postacie są do siebie podobne co trochę odrealnia opowieść. Mam na myśli, że te postacie nie mają własnych osobowości, a tak jakby osobowość autora tekstu. No po prostu nijak nie mogłam sobie dopasować tego tekstu do postaci czy też postaci do tekstu sama nie wiem :P



Awatar użytkownika
mm1988
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: czw 04 maja 2017, 19:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zimowy kot

Postautor: mm1988 » pt 05 maja 2017, 20:08

Zimowy kot


- Nie, to tylko ta część w której bajka jest wychowawcza. Ciiii! Bo cię usłyszy i zorientuje się, że ją podglądamy.



Kiedy już upewniła się, że to nie sen i siedziała na ławce z mruczącym jak silnik traktora wielkim kotem, zaczęła ogarniać myślami sytuację. Czuła się nabuzowana jak po wypiciu całego wiadra kawy, jednocześnie to że nie mogła z nikim podzielić się spostrzeżeniami dołowało ją strasznie. Gdy dzieje się coś tak niesamowitego, wszelkie uczucia wydają się zbyt małe i człowiek kończy w takim dziwnym stanie nieadekwatności.
- Co to nieadekwatność?
- Domyśl się z kontekstu.


Dziewczynka leżała nasłuchując odgłosów nocy. Coś na strychu zatrzeszczało, okno trzasnęło gwałtownie i rozległ się stłumiony wrzask. Gdyby miała lepszy słuch, rozpoznałaby w nim ostatni krzyk kota sąsiadów.[/quote]

moja amatorska ocena, to co wyciełam z ctojego opowiadania jest w moich oczach mega ;)


"BLISS"

Awatar użytkownika
Artur
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: pt 05 maja 2017, 18:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zimowy kot

Postautor: Artur » sob 06 maja 2017, 09:22

Wciąga. Za świeży jestem, żeby oceniać to literacko, ale podoba mi się. Sam dopiero się uczę, więc nie będę się wymądrzał.



Awatar użytkownika
mm1988
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: czw 04 maja 2017, 19:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zimowy kot

Postautor: mm1988 » sob 06 maja 2017, 12:43

Artur pisze:Source of the post Wciąga. Za świeży jestem, żeby oceniać to literacko, ale podoba mi się. Sam dopiero się uczę, więc nie będę się wymądrzał.


...nie powielaj moich błędów, które tutaj uczyniłam...


"BLISS"

Awatar użytkownika
Kreator
Pisarz domowy
Posty: 71
Rejestracja: pn 11 maja 2015, 20:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zimowy kot

Postautor: Kreator » pn 08 maja 2017, 16:50

świeżo oporządzonej podopiecznej

To znaczy komu? jakiejś staruszce wymagającej opieki, czy - jak się dopiero później okazuje - chodzi o dziewczynkę? To trzeba od razu podać żeby czytelnik mógł sobie taką podopieczną wyobrazić. A tak to nic nie wiadomo.



- Okropny dzień, czułam się dziś jakbym była pingwinem podczas nocy polarnej.
- Czemu pingwinem? – zapytała bez większego zainteresowania.

Kto o co pyta? Znowu trzeba się domyślać...

jestem skłonna jej uwierzyć.

Strasznie dużo nawaliłaś w tekście zaimków osobowych: ja, jej, jego, go. Nie lepiej jest napisać:
jestem skłonna w to uwierzyć
?

Tego dnia, o którym chcę opowiedzieć, siedziała akurat przy stole, kłamiąc rządowi o swoich dochodach,


Słabo też u Ciebie z interpunkcją, tak ogólnie odnosze się do całości tekstu.

Gdy wróciła, oczy o mało nie wyszły jej na wierzch ze zdumienia

mruczącym jak silnik traktora

W jego wielkich jak księżyce oczach

Te porównania albo wywołują śmiech (wyobraziłem sobie jak wychodza kobiecinie oczy na wierzch) albo sa przesadzone.

W końcu udało mu się wykręcić łeb na tyle żeby zatopić zęby w psim barku.


To przypomina bardziej walkę king konga z tyranozaurem niż kota z psem ;)

Piszesz na początku że masz już dosc poprawiania, a tymczasem ten tekst aż się prosi o konkretną redakcję. Widać że jednak ZA MAŁO poprawiasz - po podwójnych spacjach albo ich braku chociażby. Proponuję drukować tekst - na kartce lepiej wychwycisz takie rzeczy, łatwiej się poprawia. Potem znowu przeczytaj i popraw na kompie. Znowu wydrukuj, popraw... Tak z kilka razy. Ja tak robię i to naprawdę przynosi efekty, wygładza tekst.

Nie jest źle, wielki plus za pomysł, za historię, zwłaszcza podobało mi się podwójne zakończenie, które wymusiła bohaterka. Niestety to nie jest drukowalne. Musisz więcej czytac i poprawiać. Tyle ode mnie.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości