Półżycie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Borias
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pt 24 mar 2017, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: VI Krąg Piekła
Płeć: Mężczyzna

Półżycie

Postautor: Borias » ndz 16 kwie 2017, 20:20

Tekst powstał pod wpływem Stalkera: Zew Prypeci, która to produkcja wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jest więc walka, tajemnica i rzeczy, których racjonalnie wytłumaczyć się nie da. Życzę miłej lektury.

Półżycie

Dymitrij skradał się w ciemnościach kanałów pod starą bazą wojskową. Jego wyczulony słuch rejestrował najmniejsze odgłosy: ciężkie stąpanie i sapanie burera, szuranie małych, szybkich łapek rodentów i dość dalekie powarkiwania kilku nibypsów. Ostrożnie poruszał się, przyklejony do prawej strony betonowej, pokrytej pleśnią ściany. Przejście przez odkryty teren w ogóle nie wchodziło w rachubę, dlatego krążył naokoło kompleksu, dopóki nie znalazł wlotu do kanałów. Przejście było częściowo zawalone, jednak nie miał zbytnich problemów z wślizgnięciem się do środka. Kiedy dotarł do jednej ze studzienek, zatrzymał się na chwilę i wstrzymał oddech, kiedy obok wlotu przebiegło, kwicząc, stado mięsaczy. Odczekał dla pewności klika minut. Był już dość głęboko w Zonie, jego cel niedługo zostanie osiągnięty. Zanim jeszcze opuścił szeregi Specnazu wraz z kilkoma innymi towarzyszami broni, słyszał o tych wszystkich skarbach, które można było tu znaleźć i które czekają tylko, aby ktoś je odkrył. W opuszczeniu bazy dopomógł im przypadek - Pierwszy Oddech Zony. Po tym wydarzeniu stalkerzy mówili, że ktoś próbował dostać się do serca zakazanego obszaru, elektrowni, gdzie wszystko się rozpoczęło. Inni mówili, że Zona broni się w ten sposób przed intruzami i nie pozwala na wejście do jej centrum. Jaka by nie była prawda, wydarzenie to spowodowało dezercję jego i kilku innych żołnierzy, którym udało się przeżyć.
Dymitrij poczuł przeszywający ból za oczami. Działo się tak zawsze, gdy myślami powracał do przeszłości. Obrazy były mętne, niewyraźne i jakby obce, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że należą do niego, są nierozerwalną cząstką jego duszy. Czy tak długo już przebywał w Zonie? Wydawało mu się, że zdezerterował zaledwie kilka dni temu, kiedy jednak wspominał przeszłe wydarzenia, miał wrażenie, jakby minęły lata.
W czasie pierwszej, feralnej emisji siedzieli akurat w szóstkę w żelbetonowym bunkrze i grali w karty. Poza spaniem była to jedyna rozrywka, której można się było oddać. Żołnierze dyskutowali zawzięcie, lecz przyciszonymi głosami, bo obok na pryczy ze zwiniętym plecakiem pod głową spał jeden z podoficerów – lejtnant Otocki. Fala pierwszej emisji, która niespodziewanie nadeszła, nie przeniknęła ścian i to ocaliło im życie. Dymitrij doskonale pamiętał zgrozę, jaka ogarnęła ocalałych, którzy wyszli z bunkra i patrzyli na poskręcane, popalone przez zabójcze promieniowanie ciała towarzyszy. W barakach żołnierzy było jeszcze gorzej. Niektórzy przeżyli emisję i leżeli na podłodze wijąc się i wrzeszcząc z bólu, a ciało czerniało im i odpadało od kości. Saszka, zwany Gorgołem, jeden z osiłków od broni ciężkiej, z twarzą tak bladą, że zdawała się zupełnie przezroczysta, wyciągnął z kabury na biodrze swój stary, wysłużony TT. Podchodził do rannych i strzałami, które wstrząsały jestestwem obecnych, uciszał cierpiących ponad wszelkie wyobrażenie towarzyszy. Kiedy skończył, spojrzał na resztę pustym wzrokiem, opuścił broń i wyszedł z baraku. Po chwili z innych budynków bazy dał się słyszeć głuchy odgłos strzałów. Gdy wyszli z pomieszczenia, Dymitrij widział Saszkę siedzącego na przewróconej skrzyni z twarzą ukrytą w dłoniach. Pierwszy otrząsnął się z szoku lejtnant Otocki. Dyscyplina wojskowa wzięła górę.
- Zabitych trzeba pogrzebać – powiedział. – Potem ruszamy w kierunku bazy w Kordonie. Musimy zameldować o tym, co tu się wydarzyło.
Ocalali spoglądali na siebie bezradnie, a problem rozwiązał Gorgoł. Wstał ze skrzyni, podszedł do oficera.
- Ja nie wracam – oświadczył spokojnym tonem, patrząc mu prosto w oczy.
Otocki odwzajemnił spojrzenie, ale tylko przez chwilę. Widział broń, którą Gorgoł cały czas ściskał w dłoni. Lejtnant opuścił wzrok i skinął głową. Saszka odwrócił się, wszedł do baraku, po chwili pojawił się z powrotem z wyładowanym plecakiem, w rękach trzymał swój RPK. Patrzył przez chwilę na towarzyszy, uniósł prawą dłoń w geście pożegnania i ruszył w kierunku bramy bazy.
Reszta stała przez chwilę niezdecydowana. Chowok, dobry przyjaciel Dymitrija ze Specnazu, spojrzał na niego ciężkim wzrokiem, potem na Fiodora Makarowa, strzelca wyborowego.
Dymitrij i Makarow zrozumieli. Bez słowa skierowali się w stronę baraków, spakowali swoje rzeczy do plecaków. Kiedy mijali lejtnanta Otockiego, każdy z nich skinął głową, podoficer spojrzał na nich, wiedzieli, że rozumiał.
Za bramą bazy odetchnęli z ulgą. Trupiarnia, w którą zamieniła się cała jednostka, zszargała im nerwy.
Kiedy siedzieli nocą przy ogniu w ruinach jakiegoś budynku, a dookoła rozlegały się dziwne odgłosy Zony, Chowok zdradził im swoje plany.
- Nie idę za Strefę – otworzył bagnetem puszkę i zaczął zajadać tuszonkę. – Chcę znaleźć Spełniacz Życzeń.
Dymitrij i Fiodor parsknęli lekceważąco, a Chowok zaczął przed nimi roztaczać wizję cudów, które znajdują się w sercu Zony. Wtedy to Dymitrij po raz drugi usłyszał o Spełniaczu Życzeń.
Pierwszy raz opowiadał mu o tym tajemniczym urządzeniu starszyna Zublew. Po wybuchu w 1986 roku reaktora nr 4 elektrownia oficjalnie przestała pracować. Nieoficjalnie jednak cały czas prowadzono tam różne tajne badania. Pod gruzami powstały rozległe podziemne kompleksy. Zublew mówił o Laboratoriach X, w których rosyjscy naukowcy trudzili się nad skomplikowanymi badaniami nad umysłem ludzkim. Cóż, Zublew już nie żył, spalony przez Oddech Zony razem z innymi towarzyszami w bazie wojskowej, ale jego opowieść żyła nadal.
Dymitrij zatrzymał się na chwilę i poprawił maskę przeciwgazową. Kolejna studzienka, to tutaj. Popatrzył na widoczny w wylocie nad głową pochmurny kawałek nieba. Ostrożnie wspiął się po zardzewiałych, wyginających się pod jego ciężarem stopniach. Cicho przemieścił pod ścianę zrujnowanego budynku i rozejrzał dookoła. Jakieś dwieście metrów na prawo znów pojawiło się niewielkie stadko mięsaczy. Zatrzymały się na chwilę, kwiczały, ryły ziemię, po czym pobiegły dalej. Dymitrij nie przejmował się nimi. Teraz trzeba było dotrzeć do podziemnego przejścia, które znajdowało się po wschodniej stronie bazy. Spojrzał na wielki, półkolisty wlot tunelu. Kiedy baza jeszcze funkcjonowała, wielkie ciężarówki mogły swobodnie wjeżdżać do podziemnego kompleksu laboratoriów, wioząc potężne urządzenia i sprzęt dla naukowców. „Dobrze” – pomyślał. – Szybki skok i będziemy na miejscu”. Bezszelestnie podążył w stronę tunelu, zauważając po drodze katem oka drganie cząsteczek powietrza na lewo od rozbitego BMP. Dymitrij zareagował błyskawicznie, zatrzymał się i potężnym susem uskoczył w bok. Padł na ziemię, poturlał się pod ścianę i wczołgał pod stertę śmieci. Instynkt go nie zawiódł. Powietrze obok wraku zafalowało gwałtowniej i pojawiła się pijawka. Zasyczała cicho, a macki wokół jej paszczy zafalowały. Oczami, które przypominały kulki białego ognia, zlustrowała najbliższą okolicę, a Dymitrij wstrzymał oddech. Bestia stała chwilę nieruchomo, po czym zgarbiła się i zniknęła.
Znajomy ból za oczami powrócił. Z mglistego zarysu zaczynały wyłaniać się kolejne wspomnienia.
Fiodor leżał, drgał, gwałtownie łapał powietrze, rzęził i kaszlał. Chowok uciskał mu ranę na gardle, ale obaj z Dymitrijem wiedzieli, że zaraz będzie po wszystkim. Cholerna pijawka! Zanim podziurawili ją pociskami, zdążyła przyssać się do gardła Makarowa.
- Koniec – powiedział Chowok po dłuższej chwili i zakrwawioną dłonią zamknął powieki zmarłego. Sięgnął po jego SWD i zarzucił sobie na plecy. Z kieszeni wyciągnął papierosy, z ładownic przy pasie dodatkowe magazynki, a Dymitrij w tym czasie opróżnił jego plecak z potrzebnych rzeczy takich jak puszki z tuszonką, samogon i opatrunki. Ciało wrzucili do wykrotu, zasypali ziemią i ruszyli w dalszą drogę.
Ból za oczami powoli ustępował, Dymitrij wszedł do olbrzymiego tunelu. Było ciemno, ale mu to nie przeszkadzało. Doskonale czuł się w mrokach olbrzymiego korytarza. Poruszał się pewnie i bardzo szybko. W oddali widać było słabe światło. Tak, to musiało być to. Po chwili Dymitrij stał przed potężnymi stalowymi wrotami. Jedno skrzydło było wygięte i poszarpane, widać było, że ktoś użył ładunków wybuchowych, aby dostać się do środka. Światło przy bramie migało, trzeszczało, miało lekko czerwony poblask, ale ci, którzy dostali się tu wcześniej, uruchomili też generator prądotwórczy gdzieś na niższych poziomach. Dymitrij minął wrota i wszedł do wnętrza kompleksu. Po kilku krokach zatrzymał się, słysząc znajomy pisk w uszach i czując lekkie zaćmienie wzroku. Anomalia!
Znów ten ból! Jaskrawy i kłujący w gałki oczne, jakby ktoś wbijał tam mnóstwo szpilek! Dymitrij przypomniał sobie pierwszą anomalię, na którą trafili podczas jednego z patroli.
- Popatrz – starszyna Zublew wskazał znajdujący się przed nimi drgający słup powietrza. – Nie podchodź za blisko.
Nawet z tej odległości Dymitrij czuł gorąco bijące od anomalii, słyszał też lekki syk, który powodował mrowienie gdzieś między łopatkami.
- Zagapisz się i wleziesz, a wtedy będzie po tobie – Zublew przesunął hełm na bok i podrapał się w głowę. – Tutaj musisz zawsze mieć oczy szeroko otwarte i pilnować się. Ale z drugiej strony…
Starszyna podszedł ostrożnie do zjawiska, Dymitrij miał wrażenie, że wir powietrza zakotłował się, temperatura wzrosła gwałtownie, a syk, wydawałoby się, nabrał złowrogiego tonu. Zublew pochylił się ostrożnie, sięgnął coś z ziemi i odskoczył. Wir zaryczał gwałtownym ogniem, obaj żołnierze osłonili twarze przed buchającym żarem. Po kilku sekundach wszystko się uspokoiło.
- O, masz – starszyna pokazał czerwony, półprzezroczysty kamień wielkości pięści dorosłego mężczyzny. – To Kryształ. Noś go przy sobie, a będzie cię chronił przed promieniowaniem. Weź.
Dymitrij potrząsnął głową, ból powoli przechodził. Ominął anomalię szerokim łukiem i skierował się w głąb podziemnego kompleksu. Ktoś, kto przechodził tu wcześniej, narobił niezłego bałaganu. Najpierw wysadził drzwi, teraz jak burza szedł w stronę jego centrum. W ścianach było pełno otworów po kulach, pod ścianami leżały zwłoki dwóch snorków, trochę dalej poszatkowana wielkokalibrowymi pociskami na krwawą miazgę pijawka. Dymitrij mijał kolejne pomieszczenia, dziury po kulach, ślady po wybuchach granatów, zwłoki mutantów, wszędzie pełno było śladów zaciekłej walki. W pewnym momencie zatrzymał się jednocześnie zafascynowany i przerażony. Pod ścianą leżały zwłoki poltergeista. Dymitrij nigdy go nie widział na własne oczy, ale wiele o nim słyszał.
Spod kłującego bólu zaczął wyłaniać się obraz. Baraki wojskowe, potem stołówka, posiłek.
- Byliśmy w ruinach wioski – Saszka, zwany Gorgołem, rzucił się z apetytem na jedzenie. – Pełno tam pijawek. Zrobiliśmy z nimi porządek! Michajłowicz wylazł na drogę, potupał, pokrzyczał, a te pokraki jazda na niego. Wtedy ja i Makarow – pach! Pach! Pach! I wszystkie trzy leżą! A co!
Zebrani pokiwali głowami i pomruczeli z aprobatą. Wiedzieli doskonale, że Gorgoł jest mistrzem, jeżeli chodzi o obsługę ciężkiej broni i nie ma lepszego strzelca wyborowego jak Fiodor Makarow.
- Było tam coś jeszcze – Saszka pomroczniał, odłożył łyżkę. – Kiedy skończyliśmy z pijawkami, pojawił się nagle. Nie widzieliśmy go, ale słyszeliśmy. Wrzeszczał i wył, a wszystko dookoła stawało nagle w płomieniach. Zapaliło mi się ubranie, towarzyszom też. Nie wiem, jak to by się skończyło… Michajłowicz zaczął strzelać na oślep, myślałem, że nas pozabija… Ale trafił… Jego? To? Coś, czymkolwiek to było. A jak trafił, to go zobaczyliśmy i też zaczęliśmy strzelać. Przysięgam, że zanim padł, władowałem w niego cały magazynek… Siedemdziesiąt pięć pocisków, zanim udało się go powalić… I jeszcze wtedy się ruszał… Po chwili zdechł… Wielki był, z mordą taką podłużną… Nie miał nóg, po prostu unosił się, wrzeszczał i wszystko podpalał… Job twaju mat… Szto eta była?
- Poltergeist – powiedział w zupełnej ciszy starszyna Zublew.
Kłucie w gałkach ocznych powoli ustępowało, Dymitrij patrzył na zwłoki mutanta. Muskularne ręce, czarne oczy, paskudną płaską, wydłużoną mordę i małe wypustki, które miał w miejscu nóg. Wszędzie dookoła, na ścianach, pordzewiałych sprzętach, meblach i podłodze widoczne były ślady ognia. W głębi pomieszczenia, ledwo widoczne w mroku, znajdowały się małe drzwi. Dymitrij podszedł do nich i spróbował otworzyć. Ustąpiły z lekkim skrzypnięciem. W maleńkim pomieszczeniu znajdowała się pordzewiała konsola sterowania. To musiało być to – sposób na dotarcie do niższych poziomów!
Huknęły otwierane gwałtownie drzwi do poprzedniego pomieszczenia. Wnętrze zalało ostre światło z reflektorów. Do środka ciężkim krokiem weszło czterech ludzi w egzoszkieletach, wiązki światła błyskawicznie omiotły pomieszczenie i wyłuskały Dymitrija z mroku przy konsoli. W głębi hełmów intruzów zahuczały jakieś słowa, których nie zrozumiał, a czarne otwory luf skierowały się w jego stronę.

***

Poruszali się w głąb kompleksu w całkowitych ciemnościach przecinanych tylko wiązkami ostrego światła z reflektorów. Czterech żołnierzy w egzoszkieletach, uzbrojonych w karabiny szturmowe SGI 5k z granatnikami, jeden dodatkowo miał na plecach działko Gaussa i dwóch naukowców w kombinezonach SSP-99 Ekolog.
- Z drzwiami poszło łatwo – zahuczał głos opancerzonego. – Musimy teraz dostać się na dół i uruchomić generator.
- Dwa poziomy w głąb, tak przynajmniej jest na planach kompleksu – odezwał się jeden z „Ekologów”.
- Ostrożnie teraz! – Opancerzony odbezpieczył broń. – Wybuch na pewno ściągnie nam na kark mutanty!
Nie musieli długo czekać, snorki opadły ich już dwa pomieszczenia dalej, jednak nie miały szans. Kule poszatkowały ich w mgnieniu oka. Egzoszkielety doskonale spełniały swoją rolę, chroniąc właścicieli zarówno przed kulami bandytów, jak i przed kłami i szponami mutantów. Pociski siekły przeciwników, odrzucając ich pod ściany, granaty rozrywały na strzępy, a szóstka ludzi nawet nie zwolniła tempa marszu. Po kilku chwilach ataki snorków ustały i bez dalszych przeszkód wędrowcy dostali się w głąb kompleksu. „Ekolodzy” szybko odszukali generator prądotwórczy i rozpoczęli naprawę. Czwórka żołnierzy zabezpieczyła pomieszczenie, osłaniając naukowców. Widać było, że są dobrze przeszkoleni. Po pół godzinie urządzenie zawyło, zacharczało i wystartowało, a całą bazę zalało mdłe, czerwonawe światło.
- Doskonale – skwitował sukces jeden z opancerzonych.
- Wracamy na górę i szukamy sposobu na otwarcie dostępu do poziomów najniższych. – „Ekolog” pozbierał narzędzia i spakował do plecaka.
- Laboratoria X! - w głosie drugiego słychać było podniecenie.
Powrót zajął im mniej czasu, ponieważ nie byli atakowani. Kiedy znaleźli się z powrotem na poziomie ziemi, rozpoczęły się poszukiwania sterowania pancernymi drzwiami, które prowadziły na najniższe poziomy tajnych placówek badawczych. Żołnierze przeszukiwali kolejne pomieszczenia bazy, wyważając te drzwi, które nie chciały się otworzyć. W jednej z sal zostali zaatakowani przez pijawkę. Stwór uderzył znienacka, jednak nie miał szans z człowiekiem w pancerzu wspomaganym. Kiedy tylko pijawka zmaterializowała się przed nim, żołnierz z łatwością przerwał jej atak uderzając kolbą, a kiedy runęła na podłogę, wszyscy czterej otworzyli ogień. Jeden z nich podszedł do trupa mutanta i butem zmiażdżył mu głowę.
- Nienawidzę pijaw…
Ruszyli w dalszą drogę, kolejne pomieszczenia, kolejne niepowodzenia, nigdzie ani śladu konsoli, za pomocą której można by było dostać się do tajnych laboratoriów.
- Uwaga! – krzyknął nagle jeden z naukowców. – Gdzieś tu jest anomalia!
- Gdzie? – żołnierz rozejrzał się wokół. – Nic tu wcześniej nie było.
- Jest! Jest tutaj, ale… Przemieszcza się? – w głosie „Ekologa” słychać było zdumienie.
Nagle rozległ się ryk i sprzęty w pomieszczeniu zajęły się ogniem.
- Uwaga! Spalacz!
- To nie Spalacz! – wrzasnął naukowiec, wpatrując się w detektor. – Nie wiem, co to jest!
- Wszyscy do mnie! – zaryczał jeden z opancerzonych. – Do mnie! Ja wiem, co to!
Skupili się w kącie pomieszczenia, najpierw żołnierze, za nimi naukowcy.
- Uwaga! – ryczał w dalszym ciągu żołnierz. – Na moją komendę!
Sprzęty w pomieszczeniu paliły się już na dobre, ogień pełgał po ścianach, żar robił się coraz większy. Wszyscy zdali sobie sprawę, że coś znajduje się tu z nimi. Poprzez huk ognia słychać było cienki wizg, jak to coś poruszało się w różnych kierunkach i otaczało ich ścianą płomieni.
- Ognia! – ryknął w pewnym momencie żołnierz, wskazując innym kierunek lufą. - Ognia!
Zaterkotały SGI, trafiając w coś, bo wizg przeszedł w ogłuszający ryk.
- Jeszcze! Nie przestawać! – Opancerzony odrzucił karabin, ściągnął z pleców działko Gaussa. – Granat! Tam! – wskazał swojemu towarzyszowi miejsce i w ułamek sekundy po tym ściany pomieszczenia zatrzęsły się od eksplozji. Żołnierz wymierzył starannie i wiązka z karabinu Gaussa dokończyła dzieła. Podeszli do trupa.
- Co to? – Spytał jeden z „Ekologów”. – Pierwszy raz widzę coś takiego.
- Nie spotyka się ich często – mruknął w odpowiedzi wojak, zarzucił Gaussa na plecy, podniósł swój SGI. – Widzę dopiero takiego drugiego.
- To co to jest? – Naukowiec nie dawał za wygraną, wpatrując się w czarne, szkliste oczy w wydłużonej mordzie i małe wypustki zamiast nóg.
- Poltergeist. – Pancerny przeładował karabin. – Wychodzimy, dalej będziemy szukać jutro.

***

Dymitrij kompletnie nie wiedział, co mówią. Głosy dochodzące z hełmów były zupełnie niezrozumiałe. Jak we śnie, w zwolnionym tempie widział, jak lufy karabinów zaczynają pluć ogniem, a łuski wylatywać kaskadą na podłogę. Rzucił się w bok, ale zdawał sobie sprawę z tego, że chyba jest już za późno.

***

Następnego dnia wrócili do przeszukiwania bazy. Gdzieś tutaj musiało znajdować się urządzenie, które otwierało drzwi do laboratoriów. Sukcesywnie przeszukiwali kompleks pewni, że wczoraj po prostu coś przeoczyli. Kiedy zbliżali się do kolejnego pomieszczenia, jeden z pancernych kopniakiem otworzył drzwi, które z hukiem uderzyły w ścianę. W blasku reflektorów po przeciwnej stronie pomieszczenia dostrzegli małe drzwi, a przy nich…
- Uwaga! – krzyknął „Ekolog” – Tam! Tam coś jest!
Żołnierze zawahali się na chwilę, patrząc na obdartą postać w masce przeciwgazowej, która na czworakach wychynęła z pomieszczenia.
- Snork! Ognia! – krzyknął jeden z pancernych i nacisnął spust.
Postać skoczyła w bok, ale zaraz została trafiona pociskami, które rzuciły ją na ścianę. Jeden z żołnierzy podszedł do trupa.
- Myślałem, że wszystkie wybiliśmy wczoraj… O, zobaczcie… Ale paskudny.
- Zostaw go. Patrz, wczoraj przegapiliśmy, tu jest konsola sterowania.
- I nasza wejściówka do Laboratoriów X – wyraźnie ucieszył się jeden z „Ekologów”.
- Patrzcie – pancerny najwyraźniej był bardzo zaintrygowany snorkiem – prawda to, co mówią, że one były kiedyś ludźmi. Ma mundur Specnazu… Czekajcie… Ma nieśmiertelnik…
Żołnierz pochylił się na trupem mutanta, zerwał łańcuszek.
- Su-chow… - odczytał z trudem ze zniszczonej powierzchni, a jeden z pancernych odwrócił się gwałtownie i podszedł do niego. – Suchow Dymitrij… - Dokończył czytanie żołnierz i spojrzał na towarzysza. – Gorgoł, a tobie co? Co się stało?


"This world is a machine. A machine for pigs. Fit only for the slaughtering of pigs."

Awatar użytkownika
Grandel
Umysł pisarza
Posty: 745
Rejestracja: sob 04 mar 2017, 19:26
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: z nienacka
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Półżycie

Postautor: Grandel » ndz 16 kwie 2017, 20:52

Wydaje mi się, że nie ogarnołeś całkiem tematu i klimatu zony, polecam książkę Strugackich i film, dostrzegłem sporo błędów, ale o tym może bardziej wiedzący się wypowiedzą. Tak czy siak jestem fanem Stalkera, współtworzyłem mody do pierwszej części :)


Nie ma rzeczy bar­dziej niewiary­god­nej od rzeczywistości.

Awatar użytkownika
SirVimes
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: pt 06 sty 2017, 16:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Półżycie

Postautor: SirVimes » ndz 16 kwie 2017, 23:57

Po pierwsze nie jest źle, talent masz.

Po drugie jest tragicznie napisane, niestety. Dokładnie co i dlaczego - za długie akapity.
Za dużo mówisz wprost, powtórzenia.

Mistrzem Stalkera jest Pan Gołkowski. On ma fb. Robimy tak. Znajdujemy go na fb, piszemy do niego, wrzucamy nasz tekst, i czekamy na opieprz. Jeśli chcesz się nauczyć pisać to jest to dobry sposób.



Awatar użytkownika
Godhand
Junior Admin
Junior Admin
Posty: 3026
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Półżycie

Postautor: Godhand » pn 17 kwie 2017, 10:07

Hej,
Akurat przechodziłem.


Jego wyczulony słuch rejestrował najmniejsze odgłosy: ciężkie stąpanie i sapanie burera, szuranie małych, szybkich łapek rodentów i dość dalekie powarkiwania kilku nibypsów.


"Ciężkie stąpanie" jest w opozycji do "najmniejsze odgłosy".

Ostrożnie poruszał się, przyklejony do prawej strony betonowej, pokrytej pleśnią ściany.


"Prawej" jest moim zdaniem zbędne. Nie wprowadza żadnej istotnej dla czytelnika informacji, za to zaburza czytanie,
bo mózg każe skupić się na identyfikacji kierunku/strony.

Przejście przez odkryty teren w ogóle nie wchodziło w rachubę, dlatego krążył naokoło kompleksu, dopóki nie znalazł wlotu do kanałów.


"Wokół" zamiast dość średniego "naokoło" i masz dużo lepsze brzmienie.

Kiedy dotarł do jednej ze studzienek, zatrzymał się na chwilę i wstrzymał oddech, kiedy obok wlotu przebiegło, kwicząc, stado mięsaczy.


Rozumiem, że wstrzymał oddech żeby kryć swoją obecność. Ukrywał się po prostu. Natomiast użyte słowa powodują, że sytuacja wygląda jakby intuicyjnie wstrzymał oddech i wtedy... Buummm! Nagle obok przebiegło stado mięsaczy. Miał szczęście.

Po tym wydarzeniu stalkerzy mówili(...)

Inni mówili(...)


Inni, czyli nie-stalkerzy? Mówili jest powtórzeniem, masz od groma synonimów.

Dymitrij poczuł przeszywający ból za oczami.


"Za oczami" brzmi dziwnie.

Wydawało mu się, że zdezerterował zaledwie kilka dni temu, kiedy jednak wspominał przeszłe wydarzenia, miał wrażenie, jakby minęły lata.


Nie.
Przecież "wydawało mu się" i "miał wrażenie" to w wydźwięku jedno i to samo. Na przeciwnym biegunie mamy niepodważalną wiedzę, pewność, fakty itd. I tylko jeśli zastosujszesz coś podobnego zdanie będzie miało sens.

Poza spaniem była to jedyna rozrywka, której można się było oddać.


Operatorzy Specnazu? Twardzi chłopcy? Nie, nie kupuję, że "oddawali się rozrywce" ponieważ brzmi to tak, jakby pomiędzy misjami chodzili do teatru.
Rżnęli w karty, to tak.

Saszka, zwany Gorgołem, jeden z osiłków od broni ciężkiej, z twarzą tak bladą, że zdawała się zupełnie przezroczysta, wyciągnął z kabury na biodrze swój stary, wysłużony TT.


Czy Gorgoł jest także ze Specnazu? Jeśli tak to nie za bardzo jest możliwość aby dysponował TT. Operatorzy Specnazu byli wyposażeni w pistolet PB-8 z dwuczęściowym tłumnikiem. Jasne, mógł go gdzieś zdobyć w walce, ale pytanie czy wymieniałby broń na gorszą? Ponadto piszesz "stary, wysłużony". W Stalkerze były TT?
Jeśli się mylę - niech Navajero mnie poprawi.

Kiedy znaleźli się z powrotem na poziomie ziemi, rozpoczęły się poszukiwania sterowania pancernymi drzwiami, które prowadziły na najniższe poziomy tajnych placówek badawczych.


Pogrubione brzmi niezręcznie.


Podsumowując.
Podobało mi się. Lubię te klimaty, czytałem w miarę bez zgrzytów. Oczywiście doszlifować trzeba ale uważam, że jest całkiem ok.
Jedyny zarzut to postacie. Wszystkie są jednakowe, nie mają absolutnie żadnych różnic charakteru, cech szczególnych. Wiadomo, na tak krótkim fragmencie ciężko to pokazać, natomiast i po tej próbce uważam, że można to zrobić lepiej.
Jest tu kilku fanów Zony, także tych sprawnie operujących piórem (np. Pilif o ile mnie pamięć nie myli) może wpadną i coś podpowiedzą.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Szklanka89
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: pn 17 kwie 2017, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Półżycie

Postautor: Szklanka89 » pn 17 kwie 2017, 17:07

Jakiś tam pomysł masz. Jak czytam Twoją pracę przypomina mi się "Metro 2033" które teraz czytam. Jest w podobny sposób pisane. Rozumiem przez to "podobny" bardzo bezpośrednio. Wszystko mówisz jakoś tak wprost, mało poetycko. Specyficzny, męski styl pisania. Zwracaj może większą uwagę na stylistykę.



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4590
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Półżycie

Postautor: Navajero » pn 17 kwie 2017, 21:34

Godhand pisze: Czy Gorgoł jest także ze Specnazu? Jeśli tak to nie za bardzo jest możliwość aby dysponował TT. Operatorzy Specnazu byli wyposażeni w pistolet PB-8 z dwuczęściowym tłumnikiem. Jasne, mógł go gdzieś zdobyć w walce, ale pytanie czy wymieniałby broń na gorszą? Ponadto piszesz "stary, wysłużony". W Stalkerze były TT?
Jeśli się mylę - niech Navajero mnie poprawi.

Nie wiem co mieli stalkerzy - specnazowcy w zonie :) Termin "specnaz" oznacza "oddział specjalnego przeznaczenia" i może dotyczyć rozmaitych jednostek, czesto różniących się bardzo profilem działalności, wyposażeniem i stopniem wyszkolenia. Ci najlepsi otrzymują sprzęt z wyższej półki, a więc zachodni. Ci poniżej - rodzimy, najnowszej generacji. Reszta moze mieć i stary, ale na pewno nie TT. To już muzeum :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Borias
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pt 24 mar 2017, 18:52
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: VI Krąg Piekła
Płeć: Mężczyzna

Półżycie

Postautor: Borias » wt 18 kwie 2017, 02:32

Godhand - wszystkie Twoje uwagi odnotowane i tekst zostanie poprawiony, dziękuję.
"Tetetki" nie ma w Stalkerze, ale poza Coltem 1911 to moja ulubiona broń, więc ją "przemyciłem".
Dziękuję też innym czytelnikom za spostrzeżenia.


"This world is a machine. A machine for pigs. Fit only for the slaughtering of pigs."


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości