Obrazek




NOWABITWA:Wariacje na temat wybranego autora :text-link:

[w] Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów. Opowiadania z przeszłości.

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Osobliwość
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[w] Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Osobliwość » śr 22 kwie 2020, 16:28

Oto pierwszy rozdział czegoś, nad czym ostatnio pracuję. Ciekawi mnie, czy ten twór jest czytelny? Z chęcią wejdę w dyskusję! ;)



— Zapytam się ostatni raz, na co przejebałaś całe pieniądze? — zabrzmiał groźnie kobiecy głos.


Zza zasłony wychyliła się czerwona czupryna małej dziewczynki. Jej oczy zaszkliły się na widok nadchodzącej kłótni. Widziała, jak wysoka, koścista kobieta, jej matka, zdejmuje perukę z głowy swojej córki. Sytuacja była bez wyjścia, dziewczynka widziała to już po wściekłości w oczach rodzicielki, jednak nie chciała znów wkraczać pomiędzy dwie najbliższe jej osoby; nie chciała kolejny raz stawać się jedyną dorosłą w domu. Zrobiła kilka niepewnych kroków w tył, skrywając się w ciemnym pokoju, po czym niechcący nadepnęła na ogon Astry. Suczka zerwała się na równe nogi, a dziewczynka błagała w myślach, żeby Astra nie zaczęła szczekać. Chwila napięcia trwała, dopóki Amnestia nie odwróciła wzroku w stronę zwierzęcia. Suczka zareagowała łagodnie, ociężale przeciągając się. Dziewczynka wślizgnęła się po cichu na swoją pryczę, przykrywając po uszy kocem, by nie słyszeć rzeczy, które mogłyby ją zaboleć. Astra wskoczyła tuż obok niej. Zajęła większość miejsca i okryła małą swoim ciałem. Jednak zza ściany dobiegały coraz głośniejsze krzyki.


— Dziewczyno, co ty masz w głowie? Kradniesz i nawet nie potrafisz mi spojrzeć w oczy. Nie tak ciebie wychowywałam. — Kobieta zacisnęła mocno swoją żylastą pięść na srebrzystej peruce.


Pokój, w którym przebywały, nie był duży, ot tak zwykła klitka ściśnięta w jednym z wielu gajów na obrzeżach Labiryntu. Plastikowe meble i nalepki heliocentryczne imitujące światło słoneczne, snuły się brązowymi plamami, to po jedzeniu, to po fekaliach psa. Podłoga, choć nie spowita kurzem, kryła na sobie setki różnych paprochów, które nosiły się po mieszkaniu, gdy domownicy przemieszczali się. Jednak nikt nie zamierzał tego zmieniać, póki zsyp na śmieci nie był zapchany, a szczury nie wdzierały się do ich małego gniazdka, panowała tam zgoda na większy brak higieny. W ich module nie było nawet toalety, więc wszyscy przyzwyczajeni byli do wszechobecnego brudu, uodpornieni wyglądem wspólnych klozetów.


— Nic nie ukradłam... Te pieniądze mi się należały, ja też chcę mieć coś od życia, a nie tylko ciągle pompujecie wszystko w Avlera!


— Dlatego mamy teraz pomrzeć z głodu, bo ty masz taki kaprys? Taka z ciebie dorosła? A do tego jeszcze ten chłopak z gangu cały czas przesiaduje przed domem. Chciałaś mu się przypodobać? Wiesz, że on jest szmalcownikiem? Łapie dziesiątki takich jak ty i... — przerwała w połowie, wiedząc, że dziewczyna lekceważy jej słowa. — Czy ty zdajesz sobie sprawę, że tu chodzi o nas wszystkich, nie tylko o ciebie?!


— Trzeba było myśleć o nas, gdy sprzedawałaś nasze Drzewostany! Kiedy wybierałaś, które z nas będzie miało przyszłość! — warknęła.


Łysa córka wykrzywiła usta w triumfalnym uśmiechu. Chwilę później otworzyła je, by zadać jeszcze głębszy cios jednak nie dane jej było nic powiedzieć. Żylasta pięść skonfrontowała się z rumianym policzkiem dziewczyny. Siła uderzenia szybko odrzuciła niedoszłą złodziejkę na plastikowe meble, które delikatnie wgniotły się w siebie. Chwilę później dziewczyna osunęła się na ziemię. Matka momentalnie otrzeźwiała. Wiedziała, że nic jej tego nie usprawiedliwi, że działanie w afekcie było jedynie tłem kłótni. Przerażona faktem, że posunęła się na tyle daleko, by uderzyć własne dziecko, schyliła się, zaczynając sprawdzać, czy córce nic się nie stało. Zapytała raz. Odpowiedział cichy pomruk. Przyłożyła więc rękę do nosa córki, by sprawdzić czy oddycha. Delikatny powiew musnął jej skórę. Żyła. Kamień, który spadł kobiecie z serca, chwilę później uderzył ze zdwojoną siłą. A w zasadzie uderzyła ją jej własna córka. Głośne plaśnięcie przetoczyło się przez pokój. Pomiędzy kobietami wywiązała się bójka, a jedynie mała Amnestia chciała zachować resztki spokoju, kuląc się pod kocykiem. W domu nie czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nie może nic zrobić, bo stawanie pomiędzy dwoma silnymi kobietami spowodowałoby eskalacje kłótni. Wyszła więc ukradkiem, ściskając w rękach smycz ze swoim pupilem. Domykając drzwi, poczuła uderzenie. Z drugiej strony, gdzie wciąż szalał huragan, jedna z kobiet cisnęła w drzwi wazonem, rodzinną pamiątką, po czym nastąpiła salwa niecenzuralnych słów przytłumionych przez ściany. Amnestia odetchnęła z ulgą, gdy z każdym krokiem w stronę wyjścia z jej rodzimego gaju, krzyki matki i siostry zaczynały słabnąć.


Wychodząc z części mieszkalnej betonowej kopuły, dziewczynka przeszła przez sieć straganów. Astra wyrywała się, by chapnąć jakiś smakołyk. Korowody egzotycznych owoców i błyski świateł ze stoisk z holoczytnikami oślepiały małą do tego stopnia, że jej fioletowa przyjaciółka zaczęła ją prowadzić. Dookoła robiło się coraz ciaśniej im bliżej było wyjścia, kolorowa rzeka ludzi przelewała się dookoła, raz za razem uderzając się o siebie i piętrząc różnobarwne fale. Wysoka postać płynąca z tłumem niechcący nadepnęła na nogę dziewczynce, co spotkało się ze zduszonym piskiem z jej strony. Szybko odwróciła się, by rzucić jakąś obelgę w stronę przechodnia, jednak ten zdążył już rozpłynąć się pomiędzy stoiskami. Amnestia przewróciła oczami i przyśpieszyła kroku. Przecinając kolejne sektory, mijała punkty z microchipami i implantami, przy jednym z nich zauważyła swojego wujka. Dziewczynka przeszła tuż obok niego, próbując ocenić, czy on w ogóle ją widzi. Jego mechaniczne ramię ekspresyjnie wyrażało niezadowolenie, był zbyt zajęty targowaniem się ze sprzedawcą, by zauważyć małą w natłoku ludzi. Cieszyła się, że nie ma go w domu, bo kłótnia zaostrzyłaby się jeszcze bardziej. Pomimo całej sympatii dla niego, dziewczynka dobrze pamiętała, jak temperamentny jest to człowiek, jej blizny na nogach przypominały jej o tym każdego dnia


Mijając ostatni już sektor swojego rodzimego gaju, widziała setki peruk. Sama w domu miała ze trzy plastikowe, a jej siostra ostatnio zakupiła oryginalną z włosia limanowca, stwora, który został sztucznie stworzony, jako krzyżówka kilku gatunków do wykorzystania w tej branży. To właśnie dlatego w domu nie było zbyt ciekawie. Dziewczynka jednak rozumiała siostrę, ona także chciała być piękna. Sama mogła pozwolić sobie jedynie na niewielką, rudą szczecinkę, skrupulatnie skracaną, by nie przysparzać rodzinie kłopotów finansowych. Jednak gdy dziewczynka kładła się spać, wyobrażała sobie siebie, jako piękną damę mieszkającą w Metropolu, z włosami po kostki, których wszyscy by jej zazdrościli. Marzenia były jej integralną cechą, z której nikt jej nie rozliczał; jedyną bezpieczną przystanią dostępną o każdej porze dnia i nocy.


Wielkie, szklane łuki przemielały masę ludzką, która jak fala, miarowo piętrzyła się i opadała próbując na raz opuścić gaj i do niego wejść. Promienie słońca przeciekające przez szkło zaczynały łaskotać skórę dziewczynki. Miła odmiana od wczorajszej ulewy, pomyślała. Stanęła bliżej swojej ulubienicy, unikając rozdeptania przez innych.


— Pamiętasz, jak kiedyś nosiłam cię tutaj, bo bałam się, że ciebie rozdepczą? Teraz twoja kolej. — Zachichotała mała, na co Astra odpowiedziała cichym szczeknięciem i energicznym merdaniem ogonem.


Dziewczynka dobrze pamiętała strach przed tym, że jej ulubienica zostanie rozdeptana przez przechodniów. Suczka była wtedy niewielką kuleczką, równie energiczną co teraz, jednak łatwą do przegapienia. Serce dziewczynki zabiło szybciej na wspomnienie tamtych dni. Każde wyjście z Astrą na początku było wyzwaniem, jednak z czasem mała kuleczka wyrosła na półtora metrową suczkę, której fioletowe umaszczenie było ciężkie do przegapienia.


Zbliżając się w stronę ulicy, świat na zewnątrz ożywał. Przez uszy dziewczynki zaczęła przelewać się symfonia, której betonowy sarkofag nie dopuszcza do środka; stukoty silników przestarzałych pojazdów, nagabywania potężnych ludzi z holoreklam zawieszonych na ścianach budynków, oraz wszechobecna muzyka chodnikowa, którą Amnestia tak kochała. Był to specyficzny rodzaj dźwiękowej abstrakcji, który opierający się na prostych, klawiszowych melodiach przełamywanych, przez nagle pojawiający się glitch, który z czasem łączy się w jeden bit. Dziewczynka, przecinając pierwszą ulicę, usłyszała jeden z charakterystycznych dźwięków muzyki chodnikowej, podbijanych przez miarowe uderzenia syntezatora. Bez zastanowienia zaczęła podskakiwać w rytm muzyki, szczerząc zęby do niezwykle pogodnego nieba. Lubiła zatracać się w chwili, wychodząc poza teren gaju. Stawała się wtedy po prostu dzieckiem, takim jak te ze Skier: beztroskim, wolnym od codziennych problemów.


Kierując się w stronę muru, ruch zaczął słabnąć. Miejsca do tańca stawało się więcej, pojawiało się coraz mniej obcych twarzy skrytych pod kapturami. Rozlane kałuże stygmatyzowały ulice, tworząc małe skupiska cieczy, która przybierała niezdrowy, bladoróżowy kolor. Amnestia nie zważała na to i podskakując w rytm muzyki, którą nuciła, zaliczała kałużę za kałużą. W ślad za nią poszła Astra, której fioletowa sierść szybko zmieniła kolor na różowy przez taplanie się w pomyjach Labiryntu. Co jakiś czas chlapały się wzajemnie zanieczyszczoną wodą, która, choć szybko parowała, to pozostawiała strużki brudu na ich ciałach. Ludzie mijający je mieli miny pełne politowania nad dziecinnością tej zabawy, bo wiedzieli, że w Labiryncie, dziecinność zabija równie skutecznie co kosiarz.


Im bliżej były muru, tym budynki zaczynały maleć. Z wielkich żelbetonowych konstrukcji dotykających nieba, zmieniały się w bardziej przemyślane, mniej chaotyczne budowle ledwo muskające pojedyncze chmury. Amnestia mijała centra handlowe w kształcie księżyców, gaje malowane konstelacjami oraz kościoły ze strzelistymi dachami. Całość okrojona była w delikatnym blasku neonów, których nawet za dnia się nie wyłączało. Gdzieniegdzie pojawiały się chmary motyli ubarwionych w logo konkretnych korporacji. Gdy Astra przebiła się przez taki rój, szybko chapnęła dużego owada, a jego zielona krew zaczęła ściekać suczce z pyska. Amnestia nadal lekko podskakując, również złapała jednego motyla i maczając palce w wodzie, zaczęła rozmazywać jego wzory na skrzydełkach, tworząc uśmiechnięte słoneczka i krzywe kwiatki. Kilka ulic dalej, czekała już na dziewczynkę wyrwa w murze, jedno z wielu niezalepionych przejść pomiędzy Skrami a slumsami Labiryntu.


Przechodząc przez niewielką wyrwę, nogawka jej znoszonych, brązowych jeansów zaczepiła się o wystający pręt. Dziewczynka pociągnęła nogę mocniej, a szew nogawki rozdarł się w mgnieniu oka. Fala błota zalała oczy Astry, gdy Amnestia upadła na drugą stronę. Suczka szybko wysuszyła się, a dziewczynka podniosła, krzywo uśmiechając pod nosem.


— To nie jest nasz szczęśliwy dzień Astra — wydukała, widząc, jak przed nimi rozpościera się małe bagno utworzone przez wczorajszą burzę. — Mogłyśmy nie przechodzić przez park, ech. — Na moment uśmiech zszedł z jej twarzy.


Zwierze polizało jej rękę, która wciąż upaprana była błotem. Suczka podskoczyła, co Amnestia uznała za znak, że może na nią wsiąść. Astra była na tyle duża, że spokojnie mogła robić za kucyka, więc dziewczynka od razu wspięła się na jej grzbiet i razem zaczynały pokonywać bagno. W oddali, za koronami pełnymi pożółkłych od zanieczyszczeń liści, malował się obraz monumentalnych budowli wykonany z czarnego tworzywa, które delikatnie pulsowały białym światłem. Dziesiątki podobnie strzelistych cylindrów rozmywało się na granicy widnokręgu, co jakiś czas całkowicie znikając, gdy Astra pokonywała jakieś łagodne zbocze. By umilić czas, Amnestia podśpiewywała ochoczo jedną z piosenek chodnikowych:


— Jestem płatkiem, płatkiem śniegu, który wiosny wyczekuje. Jestem liściem, liściem jesieni, co czas oszukuje.


Dookoła grunt stawał się coraz pewniejszy, a drzewa zyskiwały zdrowszy kolor. Nawet powietrze zdawało się być mniej zanieczyszczone niż po drugiej stronie muru. Z każdym kolejnym krokiem świat stawał się bardziej przyjazny dla dziewczynki i jej pupila, zupełnie, jakby prawdziwe życie mogło istnieć jedynie poza Labiryntem.


— Jestem mrozem, ostatnim mrozem tej zimy. Jestem deszczem, deszczem co nie spadł nigdy. — Dziewczynka zaczęła drapać suczkę pod gardłem. — Więc Astro może i na ciebie czekam, jak płatek, jak liść czy mróz z deszczem. Może kiedyś zobaczymy się j-s-s-cz-z-z e-e-e. — Ostatnią częścią zawładnęła glitchowa improwizacja przecinana dyszeniem suczki.


Zaśpiewała to jeszcze kilka razy, po czym obie trafiły na wybrukowaną ścieżkę w parku. Astra odetchnęła z ulgą, gdy znów mogła wyprostować kręgosłup. Dzika część parku była już za nimi, teraz przeszły do głównej, gdzie rozsiane były poniszczone fontanny i popisane ławki. Gdzieniegdzie przechadzały się pojedyncze osoby w podeszłym wieku, na które nie czekała już żadna praca czy szkoła. Błądziły bez celu, czasem siadając na ławkach i obserwując niebo. Amnestia lubiła przyglądać się im i to nie tylko dlatego, że w jej rodzimym Labiryncie mało było osób w podeszłym wieku, ale dlatego, że zdawali się nie pasować do przyjemnej, jak na warunki Rewy, rzeczywistości. Snuli się jak zjawy z odległym wzrokiem, marnowali czas, czego nie była w stanie pojąć. Nie rozumiała, jak całymi dniami, te same osoby mogły po prostu przychodzić tutaj, żeby obserwować ten sam obraz. Wiedziała, czym jest zachwyt, ale dla niej to było marnotrawstwo czasu. Nie rozumiała też samej starości, więc uważała starsze osoby za po prostu leniwych farciarzy, którzy nie muszą martwić się o byt. Co osobliwe, lubiła ukradkiem obserwować ich zmarszczki, zgarbione postury i naturalne ciała, bez jakichkolwiek urozmaiceń. Taki widok w jej świecie był dosyć kontrowersyjny, w im jesteś mniej ludzki, tym piękniejszy. Tacy ludzie byli po prostu symbolem świata, który odchodził już w cień, relikwią dawno zapomnianego bóstwa, wiedzą z rozsypującej się książki.


Pogoda była naprawdę dobra, dziewczynka uwielbiała czuć delikatny wiatr na swoich krótkich włosach koloru czerwcowego zachodu, podczas gdy słońce piekło jej piegowaty nosek. Wychodząc z parku w jedną z bocznych uliczek, mała zobaczyła leżącą w kałuży, nagą osobę. Pomyślała, że to tylko bezdomny, który wyrwał się z Labiryntu szukać tu lepszego życia. Dyskretnie ominęła ciało skąpane w wodzie i już miała ruszać w krętą uliczkę pomiędzy dwoma rzędami turkusowych budynków, gdy smycz naprężyła się. Astra stanęła przy tajemniczej osobie i zaczęła wąchać jej twarz.


— Astra, co ty robisz! Chodź, bo będziemy miały kłopoty! — syknęła dziewczynka.


Jednak suczka nie odeszła od nieprzytomnej osoby ani na krok. Amnestia podeszła do niej i już miała ją skarcić, gdy nieznajoma zaczęła się niemrawo poruszać. Jej twarz, choć skąpana w szlamie, miała idealnie ostre rysy. Mała widziała je wiele razy. Astra odsunęła się, gdy kobieta próbowała się podnieść. Była już na wysokości dziewczynki, gdy znów runęła w kałużę. W umyśle Amnestii neurony zaczęły przeszukiwać bibliotekę przeszłości, wiedziała, że gdzieś tam było wspomnienie twarzy tej kobiety. Gdzieś przecież musiała ją widzieć, tylko gdzie? W holowizji? Na reklamach? Długie włosy tylko potwierdzały jej nietutejsze pochodzenie, nawet w okolicy Labiryntu ludzie nie są na tyle bogaci, by pozwolić sobie na taką ich długość. W głowie zaświeciła jej się czerwona lampka i słowa mamy, która zawsze mówiła, żeby nie rozmawiać z nieznajomymi. Jednak ta osoba nie była nieznajoma, wręcz przeciwnie, była dziwnie znajoma. Chwilę później dziewczynka z czystym sumieniem zarzuciła:


— Przeziębisz się od siedzenia w tej wodzie.


Kobieta nerwowo błądziła wzrokiem w poszukiwaniu osoby, która to wypowiedziała. Wyglądała zupełnie, jakby jej świat dopiero co rozpłynął się w obłokach sennych marzeń, a surowa rzeczywistość wychodziła poza jej zdolności percepcji. Otworzyła usta i zachrypniętym głosem zapytała:


— To źle?


Dziewczynka zachichotała, podchodząc bliżej i wyciągając rękę. Tajemnicza kobieta patrzyła na nią zdezorientowana. Słońce, które rozgrzewało ziemię za jej plecami, w oczach kobiety zniekształcało obraz dziewczynki. Zmieniło ją w wielką, czarną, smukłą postać, wokół której tańczyły ogniki kolorowych refleksów. Nie była pewna czy rozmawia z osobą, czy z mrocznym cieniem.


— Chwyć ją, to pomogę ci wstać.


Po chwili kobieta stanęła na równe nogi, jednak lekko chybocząc się. W jej oczach, dziewczynka momentalnie nabrała kolorów i bardziej regularnego kształtu, przestała być anonimowym cieniem. Jej ruda szczecina mocno kontrastowała z turkusowym budynkiem w tle.


Amnestii zrobiło się żal kobiety. Była całkowicie naga, jednak skręcone pasma włosów owijały się wokół jej narządów płciowych. Posklejane nitki brudu kontrastowały z niemal całkowicie bladą skórą. Dziewczynka nauczona była, że nawet najbiedniejsi powinni mieć ubranie, to była jedna z nielicznych rzeczy, która miała odróżniała ludzi od zwierząt.


— Trzymaj. — Dziewczynka ściągnęła z siebie czerwoną przeciwdeszczową kurtkę i wręczyła kobiecie. — Będzie troszkę przymała, ale przynajmniej nie będziesz się tak rzucać w oczy — uśmiechnęła się.


Kobieta delikatnie schyliła się do poziomu dziewczynki i chwyciła ubranie. Najpierw spojrzała na poniszczoną, czerwoną kurtkę, a później na Amnestię nie wiedząc, co niby miałaby z tym zrobić. W końcu słowa małej brzmiały po prostu trzymaj.


— Musisz to założyć przez ręce, a później zapiąć.


Astra przycupnęła na chodniku, obserwując, jak dziewczynka stara się przeciągnąć przez ręce rękawy kurtki. Pojedynczy przechodnie byli na tyle skupieni na swoich morphach, że nie zwracali uwagi na całą sytuację, beznamiętnie omijając osobliwe spotkanie.


— Nie musisz dziękować — zarzuciła Amnestia. — Więc... Wyglądasz mi znajomo, ale nie jesteś z Labiryntu i pewnie też nie ze wschodu Skier, masz za długie włosy... Jesteś z holowizji?


Na twarzy kobiety malowała się bezuczuciowa pustka. Nie miała pojęcia, o czym ta mała do niej gadała. Jej blade usta chciały mówić, jednak mózg nie wiedział co. Po chwili niezręcznej ciszy piskliwy głos znów przeciął powietrze:


— Nieważne... Może źle zaczęłyśmy. To jest moja psinka, Astra, a ja jestem Amnestia — powiedziała dziewczynka, wyciągając łokieć w jej stronę.


Brak reakcji zaczął frustrować małą.


— A tobie jak na imię? I miło by było, jakbyś dotknęła mnie łokciem, twoja musia nie nauczyła cię kultury?


Kobieta niepewnie przyłożyła łokieć do łokcia dziewczynki, lekko się trzęsąc. Zdezorientowanie jest za słabym słowem, by opisać, to co czuła kobieta. W głowie miała totalną pustkę, a w sercu huragan, znała ten świat, wiedział poszczególne rzeczy, ale nie potrafił ich dopasować do rzeczywistości. Czuła, że została wrzucona w wir wydarzeń, potężną machinę, której nie może kontrolować, zupełnie jakby wszystkie jej pojęcia zmiksowane, przybrały postać bezkształtnej masy.


— Nie wiem... Nie mam imienia — wydukała z siebie.


Dziewczynka chwilę pogłówkowała i wyszczerzyła pożółkłe zęby.


— Ioonaxa? Kiedyś nazwałam tak moją ulubioną tulankę, którą znalazłam kałuży. Przypominasz ją trochę, ona też miała takie długie, białe włosy, ale była kalmarem — znów zachichotała.


Ioonaxa patrzyła na tę reakcję z zaciekawieniem. Nie rozumiała, dlaczego przy wypowiadaniu zdań w abstrakcyjnym kontekście, brzuch dziewczynki zaczynał tak miarowo się poruszać. Gdy już miała się zapytać, czym jest ta reakcja, mała zabrała głos:


— Idziemy na Świetliste Wzgórze, wybierasz się z nami? Może jak ruszysz się gdzieś dalej, to coś sobie przypomnisz? Musia mówi, że prawda zawsze jest na wierzchu, tylko czasem trzeba nabrać dystansu do niektórych rzeczy... — zająknęła się — czy jakoś tak.. Eee, nieważne, idziesz z nami w końcu?


Pierwszy wybór i pierwsza wątpliwość. Ioonaxa nie wiedziała, gdzie jest i dokąd ma iść. Nie wiedziała nawet, kim jest, ale miała w sobie przynajmniej pewność, że jest. I to dało jej siłę, by podjąć pierwszą decyzję w życiu. Bo skoro i ona była, to prawda o niej też gdzieś tam musiała być.


— Prowadź — wydukała.


Z początku chodzenie sprawiało jej trudność, więc co jakiś czas opierała się o Astrę, która ochoczo pomagała tajemniczej osobie. Krok za krokiem, budynek za budynkiem, poruszanie szło coraz łatwiej. W końcu Ioonaxa poczuła się na tyle pewnie, by iść bez wspomagania. Wiedziała, że już kiedyś chodziła, że jej bose stopy w odcieniu kości słoniowej dotykały ziemi. Z każdą sekundą przypominała sobie różne podłoża, łaskotanie piasku, zimno morskich fali czy ciśnięcie niewygodnych butów. Czuła więcej, niż tylko rozgrzaną kostkę brukową.


Zatrzymały się na chwilę przed wielkim holowizorem, gdzie pokazywane były migawki z jakiegoś wydarzenia. Ioonaxa stanęła zaciekawiona przed migającym obrazem, przejeżdżając przez niego palcami. Uważnie obserwowała jak migające cząsteczki przelewały się przez jej palce, tworząc kształty nieznanej jej scenerii. Nie zważała na prośby Amnestii, by ruszyły dalej, zdawała się zahipnotyzowana. Gdy przestała się bawić światłem, zaczęła dostrzegać w tym obrazie coraz wyraźniejsze kształty i pojawiające się kolory. To był koncert, a przynajmniej takie mgliste znaczenie nadawał Ioonaxie jej umysł. Obserwowała niesamowite show, popisowe wyczyny wokalistki wykonującej skomplikowane akrobacje przez morficzne obręcze. W jednej scenie wszyscy świetnie się bawili, a już chwilę później czas jakby zwolnił, gdy postać strzeliła sobie prosto w czaszkę. Zbliżenia na twarze widzów i cisza, jaka zapadła zafascynowały dziewczynę. Czuła emocje, była całkowicie pochłonięta wydarzeniem, zupełnie, jakby stała tam na płycie głównej i dostała fragmentem mózgu, który rozbryzgał się po widowni. Chwilę później martwe ciało zaczynało zapadać się pod sceną, a w jego miejsce wjechała połyskująca istota. Wyglądała jakby była zrodzona z kryształu, pięknych, ale ostrych kształtów odbiegających od naturalnie ludzkiej fizyczności. Na chwilę publiczność była zdezorientowana, nikt nie wiedział, co się dzieje i kim jest ta osoba? Gdy zaczęła dokańczać przerwaną piosenkę, wszystko stało się jasne. Tłum ryczał, wyrażając swój entuzjazm. Głos komentatora zadudnił głośno:


— To był występ stulecia. Zuchwale odważny i nietuzinkowy. Chyba wszyscy niedowiarkowie utwierdzili się przez to w fakcie, jak cyfryzacja dusz jest niebywale ważna.


— Dokładnie Arti, myślę, że wiele osób ze zdalnego korzystania z ciała przeniesie się na pełni digitalny system istnienia, sam dobrze wiesz, jak ważny jest zapasowy backpuck! — Mężczyźni, którzy pojawili się na obrazie, wymienili uśmiechy, a ich szafirowe zęby błyszczały odbijając strumienie światła. — Ale spójrzmy jeszcze raz na ten cudowny spektakl! Trudno oderwać wzrok od tak pięknego samobójstwa!


Śmiech prezenterów i sama sytuacja oczarowały Ioonaxe. Stała jak wryta obserwując mieniące się obrazy. Nie rozumiała zbyt wiele, nie wiedziała, czym jest cyfrowa dusza oraz co oznacza samobójstwo, ale paleta barw, jaśniejące blaski odbijane przez ciało kryształowej istoty zahipnotyzowały ją. Kaskady kolorów, których nie widziała w trakcie krótkiej drogi, poszerzyły jej pole widzenia. Momentalnie zaczęła rozglądać się dookoła, zauważać ciemnoszare strużki dymu wydobywające się spod pojazdów, brudno-błękitne niebo i matową czerwień budynków. Te kolory, choć piękne zdawały się niczym, przy istocie wykonanej z czystego blasku. To tam, w tej holowizji czuła, że jest idealny świat pełen prawdziwych tonów, a miejsce, w którym przebywała, było jedynie miraż, nędzną kopią niemal obrażając esencje barwy. Mając przed oczami przemianę wokalistki, pomyślała, że jeśli istnieje piękno, to tamta istota jest jego uosobieniem.


— Wiem, wiem, niezła jazda, ale posłuchasz o tym później, będą o tym trąbić jeszcze przez wiele kwadr. W końcu to wydarzenie roku, bla bla bla... — Dziewczynka zaczęła kłapać dłońmi, udając, że mówią coś bardzo nudnego. — Choć pokaże ci coś ciekawszego — zarzuciła, ciągnąc kobietę za rękę.


Wtedy Ioonaxa po raz pierwszy poczuła irytacje, została przymuszona, by pójść dalej, choć tak naprawdę chciała zostać i obserwować niesamowity spektakl. Jednak nie znając asertywności, nie mogła zrobić nic poza poddaniem się dziewczynce i ruszeniem wraz z nią i Astrą do celu ich krótkiej wyprawy. Z każdą ulicą znikającą za plecami, stopy Ioonaxy coraz bardziej czuły ziemię, a ona sama stabilniej kroczyła. Jej dłoń ściskana przez Amnestie popędzała całe ciało, które nie nadążało za obserwowaniem rzeczywistości dookoła. Budowle piętrzyły się i opadały, gdzieniegdzie prostokątne bloki pełne dzieci w mundurkach skrywały w sobie życie, w innym miejscu stały pustostany odstraszające tuzinami zabitych deskami okien. A do tego dochodził jeszcze ruch uliczny, mijające je cicho pojazdy bez kół, które z delikatnym szumem unosiły się nad ziemią.


Gdy doszły na stację kolejki prowadzącej w górę zbocza, na peronie nie było żywej duszy. Jedynie robostrażnik wciąż trzymał wartę, bacznie monitorując każdy ruch nowych gości. Jego wielkie, czerwone oko poruszało się z niewiarygodną szybkością, co jakiś czas zatrzymując na konkretnym punkcie. Nie miał ust, ani uszu, prosta humanoidalna konstrukcja stanowiła ciekawe dopełnienie pustej hali przesiadkowej. Elektroniczny zegar wyświetlał żółtymi pikselami godzinę osiemnastą. Czas, kiedy uczniowie w tej dzielnicy wciąż jeszcze siedzieli na zajęciach, a dorośli zamknięci w pracy udawali się na pierwszą przerwę. Idealny czas, by wjechać na świetliste wzgórze, pomyślała dziewczynka.


Gdy wściekle czerwony wagonik kolejki podjechał, wszystkie trzy wsiadły do niego. W środku śmierdziało świeżymi wymiocinami, jednak zdawało się, że tylko Ioonaxie ten zapach sprawia przykrość, bo krzywiła nieco swoją twarz. Amnestia wraz z suczką usiadły po przeciwnej stronie od kobiety, która zaraz po tym, jak maszyna ruszyła, przyłożyła twarz do zabrudzonej szyby. Chłonęła obraz spowitego w blasku słońca miasta. Widziała mozaiki kolorów, które tak bardzo chciała dotknąć. Była pewna, że barwa jest rzeczą namacalną tak jak pies czy woda w kałuży. Zapytała więc, żeby doprecyzować:


— Czym są kolory?


Dziewczynka przestała drapać Astrę i spojrzała zaciekawiona pytaniem na odległe, migoczące w świetle budynki na tle błękitnego nieba usianego złowieszczym smogiem.


— Kolory są wszystkim.


— Wszystkim?


— Tak... Widzisz, człowiek, jak wstrzyma powietrze, robi się czerwony, kiedy kwiatki więdną, robią się ciemne. — Dziewczynka spojrzała się prosto w oczy Ioonaxy. — Wszystko zaczyna się od barwy i na niej się kończy. To jak z budzeniem się. Najpierw kolor, później kształt, a na końcu wiadomość, że spóźniło się do szkoły — zachichotała.


— A ten kształt, czym on jest?


— Zadajesz dziwne pytania. — Spojrzała na nią z politowaniem. — Kształt to auto, chleb, landrynki...


— Więc czym jest bezkształt?


Dziewczynka zdawała się już być zirytowana nietypowymi pytaniami. Przewróciła oczami i odparła:


— Jak pokażę ci bezkształt, to pójdziesz się ze mną pobawić i dasz mi spokój z pytaniami?


— Tak. — Ioonaxa, nie była pewna, na co się pisała, jednak ciekawość zwyciężyła.


Kolejka zatrzymała się u stóp potężnej, prostokątnej budowli, która ciągnęła się wzdłuż urwiska. Amnestia chwyciła Ioonaxe i idąc małą ścieżką, zaprowadziła ją na skraj świetlistego wzgórza. Cel ich wyprawy okazał się małym, industrialnym parkiem, gdzie rolę konarów drzew stanowiły metalowe pręty, a ich liśćmi były żarówki porozwieszane w nieładzie, które głucho odbijały się o siebie przy mocniejszym podmuchu wiatru. Wyżej był jeszcze jeden poziom, za którym znajdowały się wielkie dysze, z których ulatywały kłęby pary. To właśnie tamto miejsce wskazała dziewczynka i po szybkim pokonaniu schodów, cała trójka była już na górze. Stamtąd rozciągał się rozległy obraz stolicy, która niknęła w horyzontalnym błękicie. Jednak Ioonaxe na tamten moment bardziej ciekawił obraz morficznych obłoków, które jak zmiennokształtne istoty z czasem upodobniały się do kolorytu nieba.


— Park technologiczny Skier, chociaż większość nazywa go Świetlistym Wzgórzem. Ojczulek kiedyś pracował tutaj. — Dziewczynka zauważyła, że Ioonaxa przyglądała się chmurom. — A oto właśnie, co chciałaś zobaczyć — Obłoki z tyłu parujących maszyn wzbijały się wysoko, po czym rozpływały się, pozostawiając po sobie jedynie metaliczny posmak w ustach. — To jest bezkształt. Widzisz?


— Ten bezkształt żyje?


To byłoby na tyle z naszej umowy o niezadawaniu pytań, pomyślała Amnestia.


— Nie, to tylko chmura, ale pani na naukach tłumaczy nam, że każdy z nas na początku jest takim bezkształtem, jak ona to nazwała? — Dziewczynka zamknęła oczy, mocno zaciskając powieki. Starała się przypomnieć tę lekcję. — Gazem, jesteśmy wtedy gazem — powiedziała i uprzedzając pytanie Ioonaxy, zarzuciła — to jeden ze stanów skupienia, jakichś etapów życia, a w każdym razie tak mi się wydaje. Pani porównywała to do liczb. Bo każdy stan skupienia... Eee wynika z siebie? Coś takiego. Nie ma dwójki bez jedynki... Zresztą, nieważne, pewnie już kiedyś o tym słyszałaś, w końcu to główne wideonauki — ucięła temat, kładąc się na astrę i obserwując otoczenie.


Kobieta zbyta odpowiedzą, obróciła się w stronę tonącej w blasku słońca Rewy. Zza jej pleców wciąż dochodziło głośne buczenia, jednak Ioonaxa starała się ignorować smyrające ją po plecach ciepłe obłoki, widziała, że Amnestia nie czuje się dobrze rozmawiając o tym. Może ją to męczyło? A może po prostu była skołowana ciągiem pytań o oczywiste dla niej rzeczy? Kobieta nie chciała się nad tym zastanawiać, zamiast tego wbiła wzrok w wielką metropolię. Miasto na granicach horyzontu tonęło w obłokach parującej wody po wczorajszej burzy. Rozmyte na krańcach budowle zdawały się tworzyć potężne labirynty, sieci odbijających słoneczne refleksy, pajęczyny ze szklanych wieżowców i betonowych twierdz w kształcie silosów. Jednak to wszystko było dla Ioonaxy tylko obrazem, teoretyczną przestrzenią, o której wszelkie informacje zacierały się, jak obserwowane przez nią obłoki. Sens był gdzieś obok, czuła, że z każdym nie niewypowiedzianym słowem ulatuje go coraz więcej, jakby z tyłu jej czaszki istniała szczelina, która przepuszcza wszystko, co dawniej znane, tworząc z niej wydmuszkę. Skołowana, wciąż nieoswojona z posiadaniem czegoś takiego jak emocje spojrzała uważniej na miasto. Architektura zdawała się zmieniać przekrojem, im bardziej szła na zachód. Na samych krańcach widnokręgu widziała tylko powyginane słupy wielkich konstrukcji, monumentalne, lśniące się bielą. Gdzieś zza oparów wyłaniał się również obraz potężnego pałacu górującego nad miastem, jego złote ramiona rozpościerały się w części najbardziej wysuniętej na zachód. Gdzieniegdzie obraz przecinały wagony metra, które na zmianę znikały pod ziemią i wyciągały się ponad jej powierzchnię. Kobieta żałowała, że przez buczenie maszyn obok, nie mogła usłyszeć jakiś nowych dźwięków, czy chociażby głosów ludzi, którzy musieli gdzieś tam być. Zamiast tego miarowe fale przelewały jej mózg, powodując, że czuła się coraz bardziej senna. Z każdą chwilą coraz mocniej zaciskała powieki. Będąc już na granicy snu i jawy, dostrzegła linię, która wcześniej wzięła za torowisko metra. Jednak im bardziej trzeźwiała, tym bardziej stała wydawała się jej ta rzecz. Tajemnicza kreska dzieliła miasto, które po wschodniej części trochę różniło się od reszty. Przypominało raczej dżungle, las losowo rosnących drzew, które pięły się coraz wyżej by zagarnąć jak najwięcej słońca dla siebie, podczas gdy po drugiej stronie sady i ogrody wyrastały spokojnie pod bacznym okiem architektów.


— A tam? Co to za linia? — wskazała.


Dziewczynka zmrużyła oczy, uśmiechając się delikatnie.


— To jest granica dzielnic, tam właśnie mieszkam.


— Dzielnic? Jest więcej takich linii?


— Nie jesteś stąd, prawda? — Dziewczynka westchnęła, widząc, że musi tłumaczyć coś, co było raczej oczywiste. — Ten mur odgradza tylko Labirynt. Na zajęciach uczą nas, że Rewa, która ostała się jako jedno z nielicznych miast po wojnie grzybów, miała początkowo cztery dzielnice. Ageisis, dla artystów i naukowców, Czerwony Młot dla pracowników i fabryk, Skry dla rodzin i firm oraz Metropol, gdzie jest miejsce tylko dla najbardziej zasłużonych z obywateli, tuż u boku bogini. — Dziewczynka momentalnie coś sobie uświadomiła. — Trochę ją przypominasz, mama często ogląda ją na hologramach. Nigdy nie widziałam kogoś ze zbliżonymi twarzorysami, może stamtąd skąd pochodzisz, jest teraz taka moda? — zamyśliła się, jednak szybko przeszła do tematu.— Labirynt powstał przypadkiem, bo pod murami Rewy budowały się obozy z uchodźcami ze zniszczonego państwa. Z czasem pod miastem utworzyła się kontrmetropolia, raj dla baronów narkotykowych i każdego, kto chciał uciec od życia pod kontrolą. Równokratyści sprawili, że uznano Labirynt za piątą dzielnicę i przyłączono do miasta. Jednak tego muru nie zniszczyli, bo jest im to na rękę. Czasem odcinają cały Labirynt, gdy szaleje jakaś epidemia, czasem dlatego, żeby wyciszyć jakiś kataklizm. Mur do trzymania nas, z dala od innych, nie chcą mieszać błota z winem. Wiesz, wszystkie dzielnice przez lata zmieniły swój charakter, trochę się pomieszały i choć nadal mają swoje charakterystyczne cechy, to w Skrach są też fabryki, w Ageisis mieszkają zasłużeni, w Młocie można spotkać rodziny polityków, a Metropol — skrzywiła się — no tam to może faktycznie też się nic nie zmieniło. Ale ten mur to tylko mur, ma dziury. Mama zawsze powtarza, że wszystko ma dziury, od sera aż po szatę niebieskiego kapłana. Ja mam na przykład dziury w zębach. — Dziewczynka otworzyła szeroko buzię i zaczęła pokazywać ubytki w uzębieniu, na co Ioonaxa poczuła wewnątrz siebie dziwny skurcz. Mała spojrzała zrezygnowana.


— Tam skąd pochodzisz, nie śmiejecie się?


— A czym jest śmiech?


— Śmiech to taka zabawa, banan na twarzy. Ja śmieję się z głupich min, takich jak ta. — Wykrzywiła twarz w kwaśnym grymasie, robiąc przy tym zeza.


Ioonaxa delikatnie podniosła kącik ust samoczynnie powtarzając czynność, którą już wcześniej zauważyła u Amnestii. Śmiech jest dziwny, pomyślała.


— Bardzo dobrze! Może jednak nie jesteś cyborgiem.


Słońce powoli zaczynało znikać za szklanymi wieżowcami, puszczając ostatnie pryzmaty rozszczepionego światła. Mozaiki kolorów z każdą chwilą nikły, gdy miasto zaczynało pulsować. Schodząc w ciemniejsze barwy, ulice zaczynały jarzyć się ostrymi kolorami okolicznych neonów. Łuna zaczęła spowijać swoją poświatą ciemne niebo. Wtedy znacznie bardziej widoczne stały się potężne sylwetki ludzi z holoreklam, które tańczyły między budynkami i machały uśmiechnięte, trzymając jakieś produkty. Buczenie zza pleców miarowo cichło, a miasto zalewało Ioonaxe nowymi dźwiękami. Przestrzenie pełne krzyków, klaksonów i warkotu, dziwnej muzyki czy zniekształconego echa odbijającego się szeroko po ulicach, to wszystko wlewało się przez lejek do ucha kobiety, która powoli zaczynała dopasowywać poszczególne dźwięki do rzeczy, które widziała. Znała już pisk kolejki i głos ludzki, jednak betonowa dżungla wciąż pełna była obcych jej odgłosów.


— Wszyscy tutaj jesteście tak... — Kobieta szukała odpowiedniego słowa. — Rozmowni?


— Niezbyt. Zazwyczaj każdy się mija. Musia mówi, że jestem przez to wyjątkowa i mogę zajść tak daleko, jak mój brat Avler!


Ioonaxa z zaciekawieniem zapytała:


— A kim on jest?


— Doktorantem na Uniwersytecie Północnym w Ageisis, tuż przy Metropolu. Prowadzi swoje badania z ważnymi ludźmi. Musia powiedziała, że pewnego dnia po nas wróci i razem zamieszkamy tuż przy zatoce! — Dziewczynka spojrzała się na migoczące światła wjeżdżającej kolejki. — Bardzo chciałabym go znowu zobaczyć. Kiedy jeszcze z nami mieszkał, odprowadzaliśmy ojczulka do pracy, a sami siedzieliśmy tutaj godzinami. Patrzyliśmy na różne świecące punkty w mieście i tworzyliśmy z nich kształty. Czasem był to słoń, czasem wieloryb... Obiecałaś mi, że ze mną zagrasz, to może właśnie w to, co ty na to?


Ioonaxa wydawała się nieco skołowana natłokiem informacji i otwartością dziewczyny, ale grzecznie przytaknęła, chłonąc każdy nowy bodziec. Z początku miała problem ze zrozumieniem, o co chodzi dziewczynce. Nie widziała żadnego powiązania pomiędzy świecącymi punktami a rzeczami, do których porównywała je mała.


— To może inaczej — zarzuciła Amnestia. — Pamiętasz, jak wyglądał wagon kolejki?


— Tak


— Spróbuj znaleźć to samo w jakiś świecących punkcikach, połącz je liniami w wyobraźni.


Ioonaxa skupiła się i używając po raz pierwszy abstrakcyjnego myślenia, połączyła niezwiązane ze sobą punkty. Mocno świecący neon jakiegoś baru niewidzialnymi liniami został związany z innymi w wykrzywiony prostokąt kolejki górskiej. Amnestia zareagowała brawami, gdy tylko zobaczyła kształt, który stworzyła kobieta. Dalej szło coraz łatwiej. Psy, słońce, żarówki, Ioonaxa zaczęła czerpać przyjemność z tworzenia nierealnych obrazów na tle metropolii. Wspólną zabawę przerwała Astra, która wygrzebała się spod pleców Amnestii, również chciała włączyć się w jakąś zabawę. Dziewczynka chwyciła metalowy pręt, który leżał obok niej i rzuciła go przed siebie, a ten głucho załomotał, niknąc w industrialnym lesie. W ślad za nim zbiegła suczka radośnie merdając ogonem. Obie siedziały chwilę w ciszy, przyglądając się sylwetce Astry, przebijającej się przez metalowy labirynt. Żarówki jarzyły się bladym światłem, rzucając ciekawe cienie na konary urbanistycznego lasu. W pewnym momencie Ioonaxa zaczęła się zastanawiać, dlaczego tutaj nie ma ludzi, skoro to miejsce jest znacznie ciekawsze od ulic, przez które przechodziły wcześniej? Zadała więc kolejne niepewne pytanie:


— Inni ludzie też tutaj przychodzą?


— Czasem spotykam pracowników, ale staram się ich unikać, są bardzo niemili i straszą mnie robostrażnikami. Poza nimi mało kto tutaj zagląda, bo są lepsze punkty widokowe, wiesz, bez dyszących maszyn i buczenia. Ja też nie przychodzę tu codziennie, czasem przesiaduje tutaj, gdy wuj lub musia wszczynają awanturę w domu. Tutaj nie słychać brzydkich słów. Mogę sobie po prostu posiedzieć i popatrzeć na wszystko inaczej, trochę jak te staruchy, które snują się po parkach bez celu. — Dziewczynka momentalnie uświadomiła sobie, dlaczego starsi ludzie błądzą tak i nostalgicznie patrzą na świat. — Patrzę sobie na wszystko, na szumiące drzewa, na chmurki, na życie, które nie było mi pisane. Wiesz, nie zawsze tak było. Kiedyś musia była inna. Masz rodzinę?


— Nie wiem.


— W sumie ja też nie wiem, czy ją nadal mam. Musia po śmierci ojczulka stała się inna. Nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi. Czasem wszystko się zmienia, a my nie jesteśmy na to gotowi, nie znamy nawet dobrze tego, co tracimy. To jak emocje, gdy czekasz na wynik sprawdzianu, który myślisz, że dobrze ci poszedł, a ostatecznie nie zdajesz... Tak było po śmierci ojczulka, wszystkie bajki z holowizji straciły kolor, cała magia zniknęła.


Ioonaxa poczuła coś wewnątrz, bardzo głęboko. Współodczuwanie? Sama nie była pewna, ale rozumiała ją. Czuła właśnie w tym momencie coś bardzo podobnego. Po zetknięciu się ze światem, którego nie pamięta, pojawiło się poczucie, że cała magia zawarta przed tym wydarzeniem, zniknęła. Zupełnie, jakby będąc gdzieś zawieszona, nie przyjmowała możliwości istnienia świata, do którego trafiła, a gdy już tu trafiła, rzeczywistość okazała się zbyt prosta. Czuła gdzieś w głębi znajomość tego miejsca. Czuła, że jej życie było gdzieś ukryte w neonowej dżungli. Błądziła wzrokiem po alejach pełnych aut i świetlistych dróg, widziała nieopodal kolumny żywych punktów, które przelewały się i zmieniały swoje składniowe. Im mniej było w Ioonaxie magii, tym bardziej zdawała się dystansować od tego świata, widzieć wszystko, jako wielką chmurę możliwości. Mogła być przecież każdym, taksówkarzem naciągającym klientów, słynną wokalistką budzącą kontrowersje czy nawet przykładną matką. Po chwili przemyśleń nieśmiało wyszeptała:


— Rozumiem cię


Na twarzy Amnestii pojawił się nieznany Ioonaxie grymas, coś na kształt szczęścia i smutku. Chwilę później dziewczynka przytuliła nieznajomą, ocierając ukradkiem szklane oczy. Ioonaxa poczuła ciepło jej skóry, miarowe pulsowanie żył, delikatne podnoszenie się i opadanie klatki piersiowej. Ciało drugiej osoby wzbudziło w niej fascynację, która zagłuszyła wszystkie wcześniejsze uczucia. Zaczęła się przez moment zastanawiać, czy jej powłoka wygląda podobnie? Czy ma tak samo nastroszone włosy i piegowatą twarz w oczach innych ciał? Czy oddycha równie miarowo? Czy wszystkie ciała czują dokładnie to samo w tym samym momencie?


— Cieszę się, że jesteś... — Dziewczynka wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała, czy jest to stosowne. — A może chciałabyś przenocować u mnie? Musia zawsze mi przyprowadzać obcych, ale ty nie jesteś już obca, poza tym naprawdę przypominasz boginię z hologramów. Musia na pewno się ucieszy!


Kobieta nie miała dokąd pójść i co ze sobą zrobić, więc bez zastanowienia zgodziła się płynąć z nurtem rzeki wydarzeń, w miarę gotowa na to co przyniosą jej nowe prądy. A przynajmniej tak się jej zdawało.


Wracając, świat jawił się Ioonaxie już nie jako spektrum barw, a raczej ich manifestacja na płótnie tworząca obraz życia. Obserwując z daleka płynące rzeki ludzi wracających z pracy czy szkół, mogła doświadczyć tego później. Każdego człowieka z osobna, ciała, które miarowo oddychało wilgotnym od pary powietrzem. Jednak tłum oprócz interesujących przemyśleń, niósł ze sobą ścisk, do którego kobieta nie była przyzwyczajona. Jej krótkie chwile świadomości, przepełnione były swobodą. Przechodząc obok wejścia do metra, Amnestia chwyciła dłoń kobiety, rwąca rzeka potrafiła bezlitośnie rozdzielać ludzi, a dziewczynka dobrze o tym wiedziała. Zduszone oddechy i ciepło setek ciał coraz bardziej zaczęły uwierać Ioonaxe. Negatywne uczucia odeszły jednak w niepamięć, gdy zza turkusowych budynków wyłonił się obraz szeleszczących na lekkim wietrze drzew. Kobieta z ciekawością przyglądała się miejscu, gdzie jeszcze kilka godzin wcześniej leżała w bezruchu. Kałuża wyparowała w przeciwieństwie do nadziei na odzyskanie utraconej tożsamości.


Schodząc ze ścieżki dziewczynka odsapnęła z ulgą widząc, że bagno zdążyło wyschnąć. Podmokły teren zmienił się w małą pustynię, gdzie każdy krok wzbijał w powietrze małe strużki czegoś na kształt popiołu. Łuna miasta delikatnie oświetlała dziką część parku zastępując księżyc i gwiazdy. Będąc już przy samym murze, Ioonaxie rzuciły się w oczy ciekawe rysunki na betonowej ścianie. Odciśnięte kolorowe dłonie, spływające uśmiechami twarze emanowały dziecięcym ciepłem. Lekko rozmyte kwiaty i kształty, których nierozpoznawana barwiły szary beton na przyjemne dla oka tło. Wzbudzało to w niej uczucie beztroski, jakby ten świat nie był już aż takim rozczarowaniem, jakby niósł coś za sobą i dawał nadzieję na znalezienie siebie. Ciemna tafla w której tonęła cała magia zdawała się cofać swój poziom. Zupełnie, jakby poznanie prawdy nie było na nieosiągalne, jakby sama prawda była na wyciągnięcie ręki. Jednak co jej poznanie dałoby poza poczuciem zakorzenienia w świecie? Kolejne pytania, ciągi myślowe, do których tworzenia czuła niesamowity pociąg. Czuła, że tylko dzięki kolejnym pytaniom może żyć, że one są gwarantem nieśmiertelności, ciągłego rozwoju drzewa umysłu, który kwitnie z każdą nową perspektywą. Wszystko jednak prysło, gdy przekroczyła granicę dzielnic. Z drugiej strony mur odrzucał. By pokryty dziwną, zieloną substancją, pełen krzykliwych haseł i wulgarnych graffiti, co tworzyło mocny kontrast do przyjemnego świata, który właśnie opuściła. U samego spodu popisany był niezliczoną liczbą liter, gdzie przewijały się wyznania miłości, groźby śmierci, czy zwykłe pseudonimy początkujących gangsterów. Ioonaxia skupiła się przez chwilę na jednym napisie składając powoli literki. Czytanie, choć ewidentnie wyuczone wcześniej, przychodziło jej z trudem. Będąc już kilkanaście kroków od muru całość ułożyła się w miarę logiczne zdanie: „Wieczność i ta planeta nie są naszymi przyjaciółmi”. Kobieta zaciekawiona wskazała dziewczynce palcem na napis, ale ta machnęła na to ręką, zarzucając tylko:


— Musia mówi, żeby tego nie czytać, bo piszą to fanatycy cierpiący na świętą chorobę. Zwykłe brednie.


Znów w głowie kobiety zaroiło się od pytań. Kim są fanatycy? Czym jest święta choroba? Dlaczego lepiej jest czegoś nie wiedzieć? Myśli galopowały, jednak żadne pytanie więcej już nie padło, nie było na to czasu. Gdy wychodząc z ciemnego zaułka, zobaczyła ogrom metropolii, która z daleka wydawała się jedynie zbiorem linii i świateł, oniemiała. Tutaj życie toczyło się jeszcze bardziej niż za murem. Zwolniła kroku, gdy znalazła się na zatłoczonej ulicy pełnej setek ludzi. Sporo twarzy skąpanych było w kapturach, jednak z niektórych spływały kolorowe dredy, gdzie indziej przewijały się kilkumetrowe postacie, cyborgi, hybrydy ludzi ze zwierzęcymi cechami. Nad głowami zapętlała się linia metra, która wychodząc pomiędzy betonowe budowle, na chwilę zasłoniła blask holoreklam wyświetlających się na najwyższych budynkach. Ciemne neony w stonowanych kolorach różu, błękitu i czerwieni sączyły swoim blaskiem przechodniów, tworząc na ich twarzach witraże esencji miasta. Piski, krzyki, zduszone oddechy i ciężkie, brudne powietrze oszałamiały. Czuła się, jakby wszystko co widziała wcześniej zostało skondensowane na niewielkiej przestrzeni. Tyle bodźców na raz niemal nie powaliło kobietę na ziemię. Dziewczynka spojrzała na nią trochę zatroskana.


— Wszystko w porządku? Wiem, że nie pachnie tutaj ładnie, bierz małe oddechy i płuca się przyzwyczają.


Zapach spalenizny i rozgrzanych w studzienkach fekaliów zemdlił kobietę. Stłumiła odruch wymiotny chwytając znów dziewczynkę za rękę.


— Chodź, po zmroku lepiej się nie szwendać tutaj.


Ruszyły, przecinając kolejne przecznice, a w trakcie tego zachwyt, jak i obrzydzenie tym miejscem rosły w oczach Ioonaxy. Budowle z każdym krokiem wznosiły się coraz wyżej, przybierając coraz bardziej dzikie architektonicznie kształty, niektóre konstrukcje wzmocnione były prowizorycznymi belkami z metalu. Czerń nieba zlewała się z potężnymi dachami, a światła z wyższych pięter przypominały gwiazdy świecące na nocnym niebie. Same ulice przesiąknięte były dźwiękami miasta, które zlewały się w jeden wielki hałas przyprawiający o ból głowy Ioonaxe. Dziewczynka starała się iść środkiem chodnika, unikając niebezpiecznej strefy, obok której przejeżdżały najstarsze modele aut. Rdza sypała się za nimi, gdy tylko wjeżdżały na wzniesienie powodując przy tym deszcz iskier. Co jakiś czas przejechało ciekawie tuningowane auto, które swoimi mocnymi kolorami, przebijało się przez prześwity w sylwetkach przechodniów. Wszystkie inne drogi, które w świetlistych łukach zakręcały nad głową Amnestii nie były przystosowane do ciężkich, metalowych puszek i ich szybko przegrzewających się silników. Sam fakt, że stare pojazdy nie unosiły się dzięki zasadzie magnetycznej sprawiał, że zostały zdyskwalifikowane z miejskiej infrastruktury. Spaliny, które z tych pojazdów ulatniały się w eter szczypały Ioonaxe w oczy. Amnestia widząc to, wyciągnęła z kieszeni brudną, szmacianą chusteczkę i kazała przecierać kobiecie oczy, gdy zaczną znów się czerwienić.


Rodzimy gaj dziewczynki okazał się być równie paskudny, co większość mijanych wcześniej. Potężny betonowy sarkofag z niewielkim, szklanym okręgiem na samym środku wyłonił się spomiędzy dwóch bliźniaczych, czarnych kwadratów, na których serpentynami zwisały różnokolorowe ozdoby w kształcie węży. Wchodząc do budynku Ioonaxa czuła duży dyskomfort. Wcześniejszy tłok nie był aż tak rozległy, a tutaj ledwo mogła oddychać. Gdyby nie ściskała mocno dłoni dziewczynki, już dawno przepadła by w morzu anonimowych kapturów. Czuła dziwne niebezpieczeństwo jakie niosła za sobą zbyt duża ilość ciał w jednym miejscu. Gdy przeszły przez główny korytarz, kobieta odetchnęła z ulgą czując, że powietrze jest znacznie świeższe, a tłum rozluźnił się na tyle, by mogła zobaczyć merdający ogon Astry.


Drzwi mieszkania otworzyły się same po zeskanowaniu siatkówki oka dziewczynki. Ioonaxa skrywała się w za jej plecami, będąc niewidoczna w strefie mroku. Siostra Amnestii podbiegła szybko do drzwi, widząc, jak wpuszczają kogoś do środka. Przewróciła oczami, gdy Astra wparowała do mieszkania. W tle leciała składanka najlepszych utworów muzyki chodnikowej ostatniego tygodnia, a matka dziewczyn zmywała plastikowe naczynia.


— Nie mogłaś po prostu powiedzieć, że to ty?


— Nie — dziewczynka wystawiła język siostrze. — Musia, patrz kogo przyprowadziłam! Wygląda prawie, jak bogini! Może u nas zostać? — zapiszczała dziewczynka, prowadząc Ioonaxe do środka.


Matka odwróciła wzrok w stronę wejścia i momentalnie zbladła. Wszystkie brudne naczynia i sztućce, które trzymała w rękach, rozsypały się po podłodze. Astra szybko zareagowała, zlizując z nich resztki jedzenia. Nawet siostra Amnestii znieruchomiała widząc niecodziennego gościa. Drzwi po cichu domknęły się, gdy Ioonaxa stanęła na środku pokoju. Jej blada skóra pokryta strużkami brudu jaśniała w blasku heliocentrycznych lamp.


— Bogini? — zapytała, niepewnie matka powoli podchodząc do nieznajomej.


Ioonaxa poczuła się znów niepewnie, chciała znów chwycić dłoń Amnestii, znów poczuć się bezpiecznie prowadzoną przez wszechobecny chaos. Jednak tym razem pozostała sam na sam ze swoim przeżyciem. Musiała płynąć, poza nurtem nie miała nic innego.


— Coś ty przyprowadziła!? To android? Klon? Hologram? Dlaczego ma jej twarz? To świętokradztwo! — zawyła uświadamiając sobie, jakie kłopoty ściągnęło jej dziecko do domu.


Matka szybko chwyciła młodszą córkę i odepchnęła ją za siebie. Zacisnęła szczękę chwytając leżący na blacie nóż. Wystawiła go w stronę nieznajomej, trzęsąc się delikatnie. Chciała bronić tylko swojego dziecka, ale Ioonaxa nie mogła zrozumieć, przed czym?


— Czymkolwiek jesteś, wynoś się z mojego domu! — krzyknęła.


Z drugiego pomieszczenia odezwał się niski głos wuja.


— Zamkniesz wreszcie mordę? Niektórzy tutaj próbują coś oglądać!


— Awer, chodź tutaj! Szybko!


Wąsaty mężczyzna z robotycznym ramieniem przekroczył próg pokoju. Jego uświniona koszulka na ramiączkach łączyła plamy spod pachy z resztkami musztardy na środku brzucha. Grube brwi, zza których ledwo można było dostrzec oczy, momentalnie odkryły swoją tajemnicę błękitnych tęczówek. Stał jak wryty. Nie mógł uwierzyć, że istota, z której szydził całe życie stała w jego domu.


— Awer zrób coś! — Jednak ten nie odpowiedział.


Ciche pikanie domofonu pulsacyjnie przerywało ciszę pełną napięcia. Starsza córka delikatnie nacisnęła guzik z kluczykiem, wpuszczając do środka swojego wyczekiwanego gościa. Niski brunet uśmiechnięty od ucha do ucha przeszedł przez próg delikatnie kulejąc. Jego złoty ząb lśnił się na tle reszty lekko pożółkłych braci. W dłoniach trzymał kosiarza, którego spust delikatnie muskał, był gotowy na każdą możliwość. Matka, widząc, co się szykuje, szybko otrzeźwiała, cokolwiek właśnie przyprowadziła jej córka, wróg szybko się zmienił. Zaczęła brać zamach, by uderzyć mężczyznę z noża, gdy nagle w powietrzu jej dłoń została zatrzymana. Obok zmaterializował się krępy mężczyzna. Zaczął miażdżyć jej rękę, dopóki ta nie puściła noża. Drugi, bliźniaczo podobny posturą, skryty pod czarną maską i smolistym kombinezonem, wbiegł do domu, przykładając siostrze Amnestii lufę kosiarza do skroni.


— Mieliśmy po prostu uciec, a nie rozwalać mi połowę domu, co ty odpierdalasz?! — zapytała z wyrzutem niedoszła złodziejka.


Chudzielec zrobił krok w jej stronę. Zbliżył twarz, zupełnie jakby chciał ją pocałować, jednak zamiast tego szepnął jej do ucha:


— Mądre dziewczynki słuchają rodziców.


Szybko odsunął się mierząc celując po kolei do wszystkich domowników. Przejeżdżał lufą po sylwetkach obcych mu osób, bawiąc się ich strachem, widząc bezradność w oczach. Chwilę później krzyknął:


— Dziewczyny do burdelu, resztę zabić!


— Awer do kurwy, zrób coś!


Jeden z dryblasów chwycił dziewczynkę ściskając w drugiej ręce niewielki worek. Mało to wyrafinowane, ale tylko na to było ich stać. Niskobudżetowy oddział gangu, oto czym byli. Jednak kosiarz, to kosiarz, każdy zabija równie skutecznie. Matka już się miała na niego rzucić, gdy zobaczyła wściekłą, fioletową plamę naskakującą na mężczyznę. Astra powaliła napastnika i zaczęła gryźć go po torsie i rękach, którymi zaczął zasłaniać twarz. Rwała na strzępy jego czarną bluzę. Strzępki materiału zaczęły ścielić podłogę, gdy nagle rozległ się strzał. Strużka dymu uleciała z kosiarza. W oczach niedoszłego kochanka pojawił się triumfalny błysk. Suczka zatoczyła się do tyłu, po czym padła na ziemię w powiększającej się kałuży własnej krwi. Amnestia zawyła zupełnie jak zranione zwierzę. Histerycznie przytulała suczkę starając się zatamować krwawienie, jednak wyrwa była zbyt duża. Śmierć nadeszła kilka sekund później. Ioonaxa pierwszy raz widziała gasnący blask w oczach żywej istoty, jednak nie była w stanie tego analizować, jej serce dyktowało zbyt dużo emocji. Korzystając z szoku, trzeci dryblas, który skrywał się pod drzwiami stojąc na czatach, chwycił długowłosą i bezproblemowo obezwładnił ją zakładając na głowę czarny worek. Drugi gangster nie miał tyle szczęścia siostra Amnestii wyrywała się starając uchronić rodzinę, zaczęła krzyczeć próbując ściągnąć kogoś do pomocy.


— Odpierdolcie się od nas! Pomocy! Niech ktoś tu przyjdzie!


To obudziło matkę, która wpatrywała się w martwe ciało zwierzęcia. Wiedziała, że ma ostatnią szansę. Ostatnią szansę, żeby odwrócić bieg wydarzeń. Delikatnie zgięła kolana i wyprężyła się do skoku. Jej długie paznokcie miały służyć za broń, ale podłoga umazana była krwią Astry. Samolot spłonął przed wylotem. Kobieta runęła na ziemię tuż pod nogi potwora. Herszt bandy uśmiechnął się zapalając papierosa i celując kobiecie prosto w czaszkę. Nie było już wtedy żadnej magii, przyszłość została zapieczętowana w tym nieudolnym locie.


— Taka stara, a taka głupia. To chyba u was rodzinne? — zapytał retorycznie wypuszczając chmurę dymu.


Strzał nie był jeden, przez pomieszczenie przelała się istna kaskada głuchych dźwięków, które z każdym błyskiem coraz bardziej deformowały twarz kobiety. Powoli stawała się kawałkiem mięsa, ciepłą, wciąż bulgoczącą zupą wylaną na podłogę. Kawałki czegoś, co kiedyś było mózgiem wzbijały się w powietrze przypominając krwawą fontannę. Jeden z nich trafił do ust Amnestii, która momentalnie zemdlała padając w kałużę krwi bliskich, ułatwiając robotę porywaczom.


— Co się dzieje!? Mamo! Amnestia? — zza drzwi dobiegały wrzaski najstarszej córki.


Goryl trzymający dziewczynkę wyprowadził nieprzytomną na korytarz, gdzie leżały dwie pozostałe ofiary. Jeden szybki, ale celny zastrzyk i z człowieka robiła się galareta. Nawet Ioonaxa straciła przytomność. Momentalnie osunęła się w krainę, gdzie ani kształty, ani barwy nie miały wstępu. Wielka fala nicości przejęła jej umysł.


W pokoju zostały tylko dwie osoby. Awer ani drgnął, myśląc, że może pozostanie poza zasięgiem wzroku mordercy. Ten jednak wypuszczając kolejne kłęby dymu spojrzał się prosto w jego oczy. Widział w nich pustkę, zupełnie, jakby człowiek, który był tam przed chwilą wyszedł na przerwę. Został robot obliczający szanse na przetrwanie. A roboty zabijał z przyjemnością już od małego.


— Byłbym zapomniał — wycedził. — Pańska dawka ołowiu już nadlatuje.


Jednym prostym strzałem przekreślił życie kolejnego człowieka. Ten odszedł z równie pustym wzrokiem, co za życia. Gangster nie lubił się cackać, działał szybko i skutecznie eliminując każde możliwe zagrożenie, a przede wszystkim dobrze się bawił i to najbardziej przerażało jego ofiary. Pragnienie krwi, żądza mordu, jako rozrywka. Nikt nie chciałby brać udziału w takim śmiertelnym show.


Herszt bandy podniósł wzrok i z obrzydzeniem spojrzał na brudno czerwoną krew rozlewającą się po podłodze. Wszyscy żywi opuścili już mieszkanie. On sam dopalił papierosa, po czym chwycił za butlę z benzyną leżącą w rogu pokoju służącą do zasilania gazówki. Pośpiesznie oblał ciała swoich niedoszłych ofiar. Rozprostował kości i wychodząc, rzucił niedopałek papierosa w plamę benzyny. Ogień momentalnie zaczął trawić pomieszczenie, a alarm przeciwpożarowy zaczął wyć. W środku topiły się wszystkie meble, sztućce, które jeszcze chwilę temu zostały rozrzucone po podłodze, wszystkie wspomnienia, które zostały w tym miejscu. Symfonii wycia syren i trzasków ognia pożerającego cały dobytek rodziny dopełniały czerniejące ściany, na których wciąż jeszcze było wiele odprysków z krwi. Skóra martwych ciał płonęła, stapiała się z twarzy, a biel kości, która na moment była widoczna, zostawała przejęta przez osmaloną czerń. Płonący dom Amnestii tracił wszystko, co najcenniejsze, nie miał już ani barwy, ani kształtu, ani duszy. Po wszystkim została tylko czarna pustka, wypalona wyrwa przeszłości z porozrzucanymi zwęglonymi kośćmi.




Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Dusza pisarza
Posty: 579
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: tomek3000xxl » śr 22 kwie 2020, 16:37

A o czym chcesz dyskutować?
Dobre jest i wchodzi jak miodzik na procentach :)
Gratuluje, bo pisać, to ty umiesz :)



Awatar użytkownika
Wujek Blady
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: wt 21 kwie 2020, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Wujek Blady » śr 22 kwie 2020, 19:59

Czyta się bardzo przyjemnie. Czy taki soft ten cyberpunk to nie powiedziałbym. Ale wraz z kolejnymi słowami, obrazy świata przez Ciebie przedstawionego, pojawiały się w mojej głowie. Poniżej kilka moich sugestii.

Osobliwość pisze:Source of the post Chwilę później otworzyła je, by zadać jeszcze głębszy cios jednak nie dane jej było nic powiedzieć. Żylasta pięść skonfrontowała się z rumianym policzkiem dziewczyny. Siła uderzenia szybko odrzuciła niedoszłą złodziejkę na plastikowe meble, które delikatnie wgniotły się w siebie. Chwilę później dziewczyna osunęła się na ziemię

Na pewno rażące dla mnie powtórzenie. Podobnie jak ze słowem córka czy spójnikiem "że"
Osobliwość pisze:Source of the post Dookoła robiło się coraz ciaśniej im bliżej było wyjścia, kolorowa rzeka ludzi przelewała się dookoła, raz za razem uderzając się o siebie i piętrząc różnobarwne fale

Im bliżej wyjścia, tym większy ścisk się robił, gdy kolorowa rzeka obijających się o siebie ludzi przelewała się dookoła, piętrząc w różnobarwne fale.
Osobliwość pisze:Source of the post Ioonaxa? Kiedyś nazwałam tak moją ulubioną tulankę, którą znalazłam kałuży

którą znalazłam w kałuży.
Osobliwość pisze:Source of the post Zaczęła brać zamach, by uderzyć mężczyznę z noża,

by zanurzyć w mężczyźnie chłodne ostrze noż.
Osobliwość pisze:Source of the post spojrzał na brudno czerwoną krew

Nie wiem czy bardziej poprawnie, nie byłoby brudno-czerwoną. Ewentualnie spojrzał na głęboką czerwień krwi[...]

Ok, przyznam bez bicia, odechciało mi się zaznaczać każdy ewentualny błąd. Nie znaczy to, że tak wiele ich, tylko, nie widzę w tym sensu. Jestem też akurat świeżo po sprawdzeniu dosyć obszernego tekstu znajomej i w oczach mi się mieni od komentarzy.
Zasugerowałbym ponowne przejrzenie tekstu pod kątem powtórzeń, co niestety jest częstą zmorą przy pisaniu, nieraz niemal niemożliwą do przeskoczenia oraz kilku brakujących liter. Poza tym, jest naprawdę zacnie.



Awatar użytkownika
Osobliwość
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Osobliwość » czw 23 kwie 2020, 01:20

tomek3000xxl pisze:Source of the post A o czym chcesz dyskutować?
Dobre jest i wchodzi jak miodzik na procentach :)
Gratuluje, bo pisać, to ty umiesz :)


Jejku, dzięki za tak mile słowa! :D

Added in 4 minutes 58 seconds:
Wujek Blady pisze:Source of the post
Zasugerowałbym ponowne przejrzenie tekstu pod kątem powtórzeń, co niestety jest częstą zmorą przy pisaniu, nieraz niemal niemożliwą do przeskoczenia oraz kilku brakujących liter. Poza tym, jest naprawdę zacnie.


To też uczynię, tylko niech tekst trochę odleży. Świeże spojrzenie na pewno pomoże.
Bardzo dziękuję za opinię i rady! :)



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1737
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Misieq79 » czw 23 kwie 2020, 12:24

Ciekawa historia, za to plusik. Razi trochę brak wyraźnego domknięcia. Chyba że to fragment. Generalnie uniwersum Rewy zaczyna nabierać kształtów. Fajna kreacja Amnestii.
A teraz lejem dziegieć na tą łyżkę miodu
Powiedzieć ze siękoza i zaimkoza to mało powiedzieć. W tym tekście jest 265 "się". DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT PIĘĆ. W tym kilka potworków się - siebie. I lekko licząc dwie trzecie możnaby bez szkody wywalić. O ile nie więcej.
Przykład zaimkozy (jest mnóstwo): "Suczka zatoczyła się do tyłu, po czym padła na ziemię w powiększającej się kałuży własnej krwi" przeciez nie cudzej.
Osobliwość pisze:Source of the post Plastikowe meble i nalepki heliocentryczne imitujące światło słoneczne, snuły się brązowymi plamami, to po jedzeniu, to po fekaliach psa

Wychodzi że meble snuły się po fekaliach
Literówka w imieniu - Alver staje się Awerem
Osobliwość pisze:Source of the post Zbliżając się w stronę ulicy, świat na zewnątrz ożywał
Kierując się w stronę muru, ruch zaczął słabnąć
Przechodząc przez niewielką wyrwę, nogawka jej znoszonych, brązowych jeansów zaczepiła się

Grając na fortepianie, koń przebiegł koło okna.
I generalnie sypek językowych multum, jakbym wszystkie wyciągnął by mnie północ zastała.

Zabrakło mi choć zdawkowej informacji o co kaman z perukami, z Drzewostanami. Siostra chyba zasłużyła na imię.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
Osobliwość
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[w] Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Osobliwość » ndz 07 cze 2020, 22:08

Misieq79 pisze:Source of the post
Powiedzieć ze siękoza i zaimkoza to mało powiedzieć. W tym tekście jest 265 "się". DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT PIĘĆ. W tym kilka potworków się - siebie. I lekko licząc dwie trzecie możnaby bez szkody wywalić. O ile nie więcej.


Bardzo ważna dla mnie uwaga, bo wcześniej w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Postaram się w następnych tekstach, by ograniczać wszystkozy

Misieq79 pisze:Source of the post
Zabrakło mi choć zdawkowej informacji o co kaman z perukami, z Drzewostanami. Siostra chyba zasłużyła na imię.


Nie chciałam wszystkich kart wystawiać na stół. Chodzi mi raczej o to, by świat budował się sam, a odpowiedzi przychodziły z czasem, rzucone mimochodem i naturalnie

Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale zaliczenia i szalony świat wyparł mi z głowy forum. :/



Awatar użytkownika
Michał Śmiałek
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 742
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

[w] Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: Michał Śmiałek » śr 01 lip 2020, 20:12

Przeczytałem wcześniejsze komentarze i wygląda na to, że ja również nie zasypię Cię pozytywami.

Najpierw kilka przykładów:

Wysoka postać płynąca z tłumem niechcący nadepnęła na nogę dziewczynce, co spotkało się ze zduszonym piskiem z jej strony.

Jakoś wściekle drewniane.

Pomimo całej sympatii dla niego, dziewczynka dobrze pamiętała, jak temperamentny jest to człowiek, jej blizny na nogach przypominały jej o tym każdego dnia

Jeden z wielu przykładów długaśnych i przekombinowanych zdań.

Sama w domu miała ze trzy plastikowe, a jej siostra ostatnio zakupiła oryginalną z włosia limanowca, stwora, który został sztucznie stworzony, jako krzyżówka kilku gatunków do wykorzystania w tej branży

A oto i kolejny.

Wielkie, szklane łuki przemielały masę ludzką, która jak fala, miarowo piętrzyła się i opadała próbując na raz opuścić gaj i do niego wejść.

To akurat bardzo fajne zdanie ;)

A teraz do rzeczy.
Pomysł na narratora wszechwiedzącego jest stary jak świat i równie oklepany, a moim zdaniem piekielnie trudny do poprawnego wykonania. Zdecydowanie lepiej byłoby opowiedzieć całą historię z punktu widzenia jednego z bohaterów. A jeszcze ciekawiej wyszłoby, gdybyś zrobiła jak panowie piszący pod pseudonimem James S.A. Coray. U nich w sadze Expanse każdy rozdział opowiada historię z punktu widzenia innego bohatera. A jest ich tam multum, więc efekt naprawdę intryguje.

Opisy, z małymi wyjątkami drewniane i na siłę zaokrąglane. Rozumiem ideę i chęć brzmienia jak ci co dostają pucharki za swoje bazgroły, ale czasem warto dać sobie spokój, byle tylko czytelnik nie krwawił z oczu. Górnolotne metafory? Ok. Ale na Boga nie w każdym akapicie. Trochę więcej zwiewności ;)

Stefan Król (ten od horrorów z ameryki) i inni jemu podobni na dzień dobry w swoich książkach o pisaniu mówią "nie opisuj, tylko pokaż".
Ty opisujesz. Niemalże każde uczucie jest nazwane po imieniu, co czasem jest nieuniknione, ale w nadmiarze robi z czytelnika dziecko, któremu wszystko trzeba pokazać i karmić nawet lodami.
Pokazuj w ruchu.

Permanentne nazywanie postaci zamiennikami typu "kobieta" (nawet kiedy narrator opowiada z punktu widzenia tejże kobiety), "ulubienica" (to o psiaku). Dużo akapitów zaczyna się imieniem postaci, co też wydało mi się irytujące.

Ogólnie czytało się słabo. Dwie trzecie tekstu zajęło mi złapanie odpowiedniego rytmu, ale jak już się udało to dalej poszło.

Polecam lekturę "Warsztat pisarza. Jak pisać, żeby publikować" autorstwa Dwighta V. Swaina. Otwiera oczy.
I zgłębienie tematu pierwszego zdania. Serio! Dobre pierwsze zdanie potrafi wywołać potężny efekt. Twoje niestety dotyczy postaci drugoplanowej i jakoś mnie to zawiodło. (Jerry B. Jenkins miał fajny filmik na YT na temat pierwszego zdania powieści, ale nie mogę go znaleźć :( )

PS. Szkoda, że nie jestem taki mądry kiedy sam piszę :P


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.

„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.

"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 694
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[w] Barwy i kształty (soft cyberpunk, wulgaryzmy)

Postautor: MargotNoir » sob 11 lip 2020, 22:37

Hej!

Wiem, że ten tekt już trochę ma, ale pozwoliłam sobie zabrać się za niego w połączeniu z niedawno wrzucoą drugą częścią. Uwagi ogólne na temat obu będą w komentarzu do nowszej części.
.
Zza zasłony wychyliła się czerwona czupryna małej dziewczynki. Jej oczy zaszkliły się na widok nadchodzącej kłótni. Widziała, jak wysoka, koścista kobieta, jej matka, zdejmuje perukę z głowy swojej córki.

Na dzień dobry mamy konfuzję i porąbne podmioty. Że czupryna widziała - OK, to zwykła pomyłka i jest jasne, kto naprawdę widział. Ale zaraz mamy matkę, która zdejmuje perukę z głowy córki - jak w zagadce: ile kobiet jest w pokoju? Kto jest czyją córką? Dwie kobiety czy trzy: matka i dwie siostry? A może babcia, mama i wnuczka?
Dla tekstu, w którym wrzucasz czytelnika między trzy bezimienne postaci tej samej płci trzeba pomyśleć nad jakimś sposobem odróżnienia ich. Narrator trzeciosobowy "filmowy" (czyli taki, który opisuje to, co widzi i nie zna imion postaci) to najgorsza opcja. Zresztą w kolejnych akapitach rezygnujesz z takiej narracji na rzecz wejścia do głowy jednej z bohaterek, więc nie rozumiem, czemu nie zrobić tego od początku.

.
Sytuacja była bez wyjścia, dziewczynka widziała to już po wściekłości w oczach rodzicielki, jednak nie chciała znów wkraczać pomiędzy dwie najbliższe jej osoby; nie chciała kolejny raz stawać się jedyną dorosłą w domu...

Dość oczywiste, to po pierwsze. Po drugie taki opis nie jest specjalnie literacki, pasuje bardziej do psychologicznego bloga.
.

Zrobiła kilka niepewnych kroków w tył, skrywając się w ciemnym pokoju, po czym niechcący nadepnęła na ogon Astry.
.

Jak nadepnęła, skoro już skończyła robić te kroki? "Po czym" = po zakończeniu wzmiankowanej czynności.
.
— Dziewczyno, co ty masz w głowie? Kradniesz i nawet nie potrafisz mi spojrzeć w oczy. Nie tak ciebie wychowywałam. — Kobieta zacisnęła mocno swoją żylastą pięść na srebrzystej peruce..

Bez "swoją", ale kij z tym. Zobacz, co tu się dzieje:
Kłótnia i nagle...:
Pokój, w którym przebywały, nie był duży, ot tak zwykła klitka ściśnięta w jednym z wielu gajów na obrzeżach Labiryntu.
.

Nieuzasadnione przejście do niezwiązanego z wydarzeniami opisu.
Plastikowe meble i nalepki heliocentryczne imitujące światło słoneczne,

Jesteś pewna, że wiesz, co znaczy "heliocentryczny"?
snuły się brązowymi plamami, to po jedzeniu, to po fekaliach psa. Podłoga, choć nie spowita kurzem, kryła na sobie setki różnych paprochów,
.

Już było, że meble się snuły, ale jak podłoga może kryć coś na sobie?
.
. Jednak nikt nie zamierzał tego zmieniać, póki zsyp na śmieci nie był zapchany, a szczury nie wdzierały się do ich małego gniazdka, panowała tam zgoda na większy brak higieny.
.

Nikt nie zamierzał tego zmienić, póki zsyp nie był zapchany czy panowała zgoda na brak higieny póki zsyp nie był zapchany? Jedno z dwóch musisz wybrać.
No i jak mieli zapchać zsyp, skoro nie sprzątali?
.
Żylasta pięść skonfrontowała się z rumianym policzkiem dziewczyny.
.

Ojojoj.
.
Siła uderzenia szybko odrzuciła niedoszłą złodziejkę na plastikowe meble,
.

Dlaczego niedoszłą? Z dialogu wynika, że już ukradła.
.
które delikatnie wgniotły się w siebie.
.

Znaczy się implodowały?
Jak mebel wgniata się w siebie?
.
Chwilę później dziewczyna osunęła się na ziemię. Matka momentalnie otrzeźwiała. Wiedziała, że nic jej tego nie usprawiedliwi, że działanie w afekcie było jedynie tłem kłótni. Przerażona faktem, że posunęła się na tyle daleko, by uderzyć własne dziecko, schyliła się, zaczynając sprawdzać, czy córce nic się nie stało.
.

Znowu ten sam problem. Po pierwsze, podajesz infomacje oczywiste, niepotrzebnie dowyjaśniasz. Po drugie, to nie brzmi jak tekst literacki, raczej jak fragment streszczenia odcinka "dlaczego ja?". Nie wiem, jak to ująć... Nie ma w nim nic poza treścią. Podajesz informacje nie dbając o to, by je jakoś udekorować czy przyprawić.
I co to znaczy "działanie w afekcie było tłem kłótni"?
.
Kamień, który spadł kobiecie z serca, chwilę później uderzył ze zdwojoną siłą. A w zasadzie uderzyła ją jej własna córka.
.

Gra słowna w momencie, gdy scena ma nie być zabawna to niezawodny przepis na porażkę.
.
Głośne plaśnięcie przetoczyło się przez pokój.
.

Plaśnięcie, jakie by nie było głośne, nigdy się nie przetoczy. "Przetoczyć" mówimy o dźwięku, który narasta, a potem cichnie, jak grzmot czy ryk.
W domu nie czuła się bezpiecznie, .

Thank you, captain obvious.
.
wiedziała, że nie może nic zrobić, bo stawanie pomiędzy dwoma silnymi kobietami spowodowałoby eskalacje kłótni. .

Znów język psychologicznego bloga.
.
Amnestia odetchnęła z ulgą, gdy z każdym krokiem w stronę wyjścia z jej rodzimego gaju, krzyki matki i siostry zaczynały słabnąć.
.

A kto czynił te kroki? Krzyki? Matka? Amnestia?
OK, na upartego można się domyślić, o co Ci chodzi, ale z samego zdania nie wynika, że Amnestia coraz słabiej słyszała matkę i siostrę, bo się od nich oddalała tylko, że kobiety po prostu z jakiegoś powodu krzyczały coraz ciszej.

. Korowody egzotycznych owoców i błyski świateł ze stoisk z holoczytnikami
.

Nieźle, tylko bez "śwateł".
kolorowa rzeka ludzi przelewała się dookoła, raz za razem uderzając się o siebie i piętrząc różnobarwne fale.
.

Co Ty masz z tym "się"?
Raz Ci się meble zapadły same w siebie, tu Ci rzeka uderza sama o siebie...
No i "kolorowe" do wywalenia.
Zacytowałam to zdanie jednak głównie dlatego, że idziesz nim w dobrą stronę: rzeka ludzi, różnobarwne fale. Razem to daje fajny obraz. Niedosłowny. Coś tu się już zaczyna dziać.
.
Mijając ostatni już sektor swojego rodzimego gaju,
.

Rodzimy i rodzinny to nie to samo...
Za to tu niżej się robi ciekawie - mówię o wizji swiata.
.
widziała setki peruk. Sama w domu miała ze trzy plastikowe, a jej siostra ostatnio zakupiła oryginalną z włosia limanowca, stwora, który został sztucznie stworzony, jako krzyżówka kilku gatunków do wykorzystania w tej branży. To właśnie dlatego w domu nie było zbyt ciekawie. Dziewczynka jednak rozumiała siostrę, ona także chciała być piękna. Sama mogła pozwolić sobie jedynie na niewielką, rudą szczecinkę, skrupulatnie skracaną, by nie przysparzać rodzinie kłopotów finansowych. Jednak gdy dziewczynka kładła się spać, wyobrażała sobie siebie, jako piękną damę mieszkającą w Metropolu, z włosami po kostki, których wszyscy by jej zazdrościli.
.

.
. Promienie słońca przeciekające przez szkło zaczynały łaskotać skórę dziewczynki.

To też miłe oku zdanie, o ile oczywiście chciałaś stworzyć wrażenie, że szkło było niesamowicie brudne. "Przecieka" coś, co płynie słabo i nie na całej powierzchni.
.
Był to specyficzny rodzaj dźwiękowej abstrakcji,

Nieźle.
nagle pojawiający się glitch, który z czasem łączy się w jeden bit.

Identyfikujemy podmioty.
Ile jest glitchy?
Jak jeden glitch może się łączyć? Z czym? Klej w liczbie pojedynczej ewentualnie może wiązać, ale łączy się zawsze coś z czymś, ewentualnie coś łączy coś z czymś.
Rozlane kałuże stygmatyzowały ulice,

Słownik.
Całość okrojona była w delikatnym blasku neonów

Słownik
.
Z każdym kolejnym krokiem świat stawał się bardziej przyjazny dla dziewczynki i jej pupila, zupełnie, jakby prawdziwe życie mogło istnieć jedynie poza Labiryntem..

Znów idziemy w dobrą stronę. Nie jest idealnie, ale kierunek niezły. Pojawiają się emocje.
.
Astra odetchnęła z ulgą, gdy znów mogła wyprostować kręgosłup.
.

Zaraz, wróć. To Amnestia znęca się nad ulubionym zwierzakiem i usiłuje go doprowadzić do kalectwa?
.
Snuli się jak zjawy z odległym wzrokiem, marnowali czas, czego nie była w stanie pojąć. .

Byłoby ok. To znaczy sam sposób pokazania charakteru postaci oraz trybu życia poprzez dokonywane przez nią obserwacje to fajny zabieg, tylko, że tu przeczysz sama sobie. Amnestia literalnie w tym momencie snuje się i marnuje czas. Jak może się dziwić, że inni robią to samo?
.
Nie rozumiała, jak całymi dniami, te same osoby mogły po prostu przychodzić tutaj, żeby obserwować ten sam obraz. Wiedziała, czym jest zachwyt, ale dla niej to było marnotrawstwo czasu.
.

Niepotrzebne dowyjaśnienie i w dodatku powtórki.
.
widok w jej świecie był dosyć kontrowersyjny, w im jesteś mniej ludzki, tym piękniejszy.
.

Sprawdź sobie, co znaczy "kontrowersyjny". Pro tip: nie, to nie to samo, co "szokujący" lub "nieakceptowany".
.
Tacy ludzie byli po prostu symbolem świata, który odchodził już w cień, relikwią dawno zapomnianego bóstwa, wiedzą z rozsypującej się książki..

To akurat niezłe.
.
W umyśle Amnestii neurony zaczęły przeszukiwać bibliotekę przeszłości, wiedziała, że gdzieś tam było wspomnienie twarzy tej kobiety.
.

Trza skrócić, ale ogólnie znów idziesz w dobrym kierunku.
.
W głowie zaświeciła jej się czerwona lampka i słowa mamy,
.

Słowa się zaświeciły?
.
Chwilę później dziewczynka z czystym sumieniem zarzuciła:
.

Sprawdzisz sobie, co znaczy "z czystym sumieniem" i "zarzucić".
.
wokół której tańczyły ogniki kolorowych refleksów..

Nadprzymiotnikoza, ale kierunek niezły.
Najpierw spojrzała na poniszczoną, czerwoną kurtkę, a później na Amnestię nie wiedząc, co niby miałaby z tym zrobić. W końcu słowa małej brzmiały po prostu trzymaj.
— Musisz to założyć przez ręce, a później zapiąć.

Amnestia czyta w myślach?
I miło by było, jakbyś dotknęła mnie łokciem, twoja musia nie nauczyła cię kultury?

Heh, już pandemiczne postapo.
Zdezorientowanie jest za słabym słowem, by opisać, to co czuła kobieta.

Przede wszystkim zdezorientowanie jest słowem występującym tylko w jednym, dość starym słowniku. Współcześnie mówi się "dezorientacja".
w abstrakcyjnym kontekście,

słownik
. Bo skoro i ona była, to prawda o niej też gdzieś tam musiała być.

Też nieźle.
— Dokładnie Arti, myślę, że wiele osób ze zdalnego korzystania z ciała przeniesie się na pełni digitalny system istnienia, sam dobrze wiesz, jak ważny jest zapasowy backpuck!

Pomysł dobry, tylko co to u licha jest zapasowy backpuck?
No i jeśli ktoś przeniesie się w pełni na cyfrowy sposób istnienia to nie będzie chyba miał tego zapasowego backpucku.
Kaskady kolorów, których nie widziała w trakcie krótkiej drogi, poszerzyły jej pole widzenia.

Słownik.
— Tak... Widzisz, człowiek, jak wstrzyma powietrze, robi się czerwony, kiedy kwiatki więdną, robią się ciemne. — Dziewczynka spojrzała się prosto w oczy Ioonaxy. — Wszystko zaczyna się od barwy i na niej się kończy. To jak z budzeniem się. Najpierw kolor, później kształt, a na końcu wiadomość, że spóźniło się do szkoły — zachichotała.

Nieźle.
. Stamtąd rozciągał się rozległy obraz stolicy, która niknęła w horyzontalnym błękicie

Słownik.
. Jednak Ioonaxe na tamten moment bardziej ciekawił obraz morficznych obłoków,

Słownik. Jestem prawie pewna, że chodzi Ci o słowo "amorficzny".
które jak zmiennokształtne istoty z czasem upodobniały się do kolorytu nieba.

Nie sądzę, by upodabnianie się do kolorytu nieba było cechą istot zmiennokształtnych.
Miasto na granicach horyzontu

Słownik
. Sens był gdzieś obok, czuła, że z każdym nie niewypowiedzianym słowem ulatuje go coraz więcej,

Nieźle
Na samych krańcach widnokręgu widziała tylko powyginane słupy wielkich konstrukcji, monumentalne, lśniące się bielą

Umiesz mi wyjaśnić, jak okrąg (widnokrąg!) może mieć krańce? Drugi raz ten sam błąd.

Tajemnicza kreska dzieliła miasto, które po wschodniej części

Po wschodniej części?
Istnieje takie wyrażenie, jak "po części", ale to utrata fraza o innym znaczeniu niż to, którego tutaj potrzebujesz.

— Nie jesteś stąd, prawda? — Dziewczynka westchnęła, widząc, że musi tłumaczyć coś, co było raczej oczywiste. — Ten mur odgradza tylko Labirynt. Na zajęciach uczą nas, że Rewa, która ostała się jako jedno z nielicznych miast po wojnie grzybów, miała początkowo cztery dzielnice. Ageisis, dla artystów i naukowców, Czerwony Młot dla pracowników i fabryk, Skry dla rodzin i firm oraz Metropol, gdzie jest miejsce tylko dla najbardziej zasłużonych z obywateli, tuż u boku bogini. — Dziewczynka momentalnie coś sobie uświadomiła. — Trochę ją przypominasz, mama często ogląda ją na hologramach. Nigdy nie widziałam kogoś ze zbliżonymi twarzorysami, może stamtąd skąd pochodzisz, jest teraz taka moda? — zamyśliła się, jednak szybko przeszła do tematu.— Labirynt powstał przypadkiem, bo pod murami Rewy budowały się obozy z uchodźcami ze zniszczonego państwa. Z czasem pod miastem utworzyła się kontrmetropolia, raj dla baronów narkotykowych i każdego, kto chciał uciec od życia pod kontrolą. Równokratyści sprawili, że uznano Labirynt za piątą dzielnicę i przyłączono do miasta. Jednak tego muru nie zniszczyli, bo jest im to na rękę. Czasem odcinają cały Labirynt, gdy szaleje jakaś epidemia, czasem dlatego, żeby wyciszyć jakiś kataklizm. Mur do trzymania nas, z dala od innych, nie chcą mieszać błota z winem. Wiesz, wszystkie dzielnice przez lata zmieniły swój charakter, trochę się pomieszały i choć nadal mają swoje charakterystyczne cechy, to w Skrach są też fabryki, w Ageisis mieszkają zasłużeni, w Młocie można spotkać rodziny polityków, a Metropol — skrzywiła się — no tam to może faktycznie też się nic nie zmieniło. Ale ten mur to tylko mur, ma dziury. Mama zawsze powtarza, że wszystko ma dziury, od sera aż po szatę niebieskiego kapłana. Ja mam na przykład dziury w zębach. — Dziewczynka otworzyła szeroko buzię i zaczęła pokazywać ubytki w uzębieniu, na co Ioonaxa poczuła wewnątrz siebie dziwny skurcz. Mała spojrzała zrezygnowana.

To nie jest język dziecka.
pryzmaty rozszczepionego światła.

Słownik.
powoli zaczynała dopasowywać poszczególne dźwięki do rzeczy, które widziała. Znała już pisk kolejki i głos ludzki, jednak betonowa dżungla wciąż pełna była obcych jej odgłosów.

Nieźle
— Czasem spotykam pracowników, ale staram się ich unikać, są bardzo niemili i straszą mnie robostrażnikami. Poza nimi mało kto tutaj zagląda, bo są lepsze punkty widokowe, wiesz, bez dyszących maszyn i buczenia. Ja też nie przychodzę tu codziennie, czasem przesiaduje tutaj, gdy wuj lub musia wszczynają awanturę w domu. Tutaj nie słychać brzydkich słów. Mogę sobie po prostu posiedzieć i popatrzeć na wszystko inaczej, trochę jak te staruchy, które snują się po parkach bez celu. — Dziewczynka momentalnie uświadomiła sobie, dlaczego starsi ludzie błądzą tak i nostalgicznie patrzą na świat. —

No właśnie. Sama czujesz, że jej przemyślenia na temat spacerujacych staruszków są bez sensu.
— W sumie ja też nie wiem, czy ją nadal mam. Musia po śmierci ojczulka stała się inna. Nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi. Czasem wszystko się zmienia, a my nie jesteśmy na to gotowi, nie znamy nawet dobrze tego, co tracimy. To jak emocje, gdy czekasz na wynik sprawdzianu, który myślisz, że dobrze ci poszedł, a ostatecznie nie zdajesz... Tak było po śmierci ojczulka, wszystkie bajki z holowizji straciły kolor, cała magia zniknęła.

Sama wiesz, co jest nie tak. Drugi raz robisz ten sam myk: wkładasz w usta dziecka niedziecięce przemyślenia, a zaraz potem jakiś zupełnie od czapy tekst. "Cholera, dzieci tak nie mówią, muszę zatem kazać postaci powiedzieć coś głupiego, by zatrzeć złe wrażenie i pokazać, że pamiętam, iż tworzę postać dziecka".
Nie wiem, czy wiesz, że takie akrobacje nie są potrzebne. Gdy napiszesz coś, co nie ma sensu lub przeczy informacji podanej w innej części tekstu i sama to wyłapiesz, należy wcisnąć backspace, a nie kombinować z łataniem dziur na siłę.

Błądziła wzrokiem po alejach pełnych aut i świetlistych dróg, widziała nieopodal kolumny żywych punktów, które przelewały się i zmieniały swoje składniowe.

Lepiej, tylko masz literówkę w "składowych".
Ciemna tafla w której tonęła cała magia zdawała się cofać swój poziom.

Słownik. Mam wrażenie, że nie wiesz ani, co to tafla ani, co to poziom wody.
— Musia mówi, żeby tego nie czytać, bo piszą to fanatycy cierpiący na świętą chorobę.

Święta choroba to fajny smaczek.
Czerń nieba zlewała się z potężnymi dachami, a światła z wyższych pięter przypominały gwiazdy świecące na nocnym niebie.

Nieźle.

zostały zdyskwalifikowane z miejskiej infrastruktury.

Słownik. Sprawdź, jak używa się słowa "dyskwalifikować".
Spaliny, które z tych pojazdów ulatniały się w eter

Dziś "poszło w eter" już tylko w przenośni. W celach edukacyjnych wyguglaj sobie, dlaczego i jaka jest historia znaczenia słowa "eter".
Rodzimy gaj dziewczynki

Rodzimy gaj dziewczynki... nie chcesz wiedzieć, co to wyrażenie powinno znaczyć.
Słownik, słownik i jeszcze raz słownik.
Musiała płynąć, poza nurtem nie miała nic innego.

Nieźle
uderzyć mężczyznę z noża,

Nie.
Strzępki materiału zaczęły ścielić podłogę

Słownik. Sprawdzamy "ścielenie" i "strzępki".
Powoli stawała się kawałkiem mięsa, ciepłą, wciąż bulgoczącą zupą wylaną na podłogę.

Nieudolnie, ale kierunek dobry.
Gangster nie lubił się cackać, działał szybko i skutecznie

Przed sekundą się cackał.

Pośpiesznie oblał ciała swoich niedoszłych ofiar.

Niedoszłych? Na pewno?
Słownik.




Wróć do „Zweryfikowane i zarchiwizowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości