Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Postautor: maciekzolnowski » śr 25 kwie 2018, 15:46

Poprawiłem tekst zgodnie z Waszymi zaleceniami. Raz jeszcze dziękuję! :)

"(...)
W dni wakacyjne, skwarne jeździłem wraz z babcią oraz jej siostrą, ciocią Jadzią, pociągiem na zakupy. W bardzo wielkim mieście babcia kupowała mi lody, lizaki albo watę cukrową, której smak, ledwie wyczuwalny, przekraczający to wszystko, co zawierało się w wyrazie „słodycz”, wybrzmiewał na końcu cienką melodią aeryjną i ziszczał w wyrazach: „delikatność”, „aksamitność”, „lepkość”, „miękkość”. Miasto tak naprawdę nie było wielkie, ale czy można aby na pewno ufać pamięci dziecka? No a wieś? Wieś, w której się wychowywałem nieduża była całkiem – stąd może i ów kontrast, abis, w ramach którego jawił mi się cały ogrom miejscowości ościennych, gminnych i powiatowych, które z babuleńką odwiedzałem.
Wychodziliśmy z domu i wędrowaliśmy całe pół godziny na dworzec kolejowy, dostojny, ceglany, ze strupieszałym, spadzistym i efektownym dachem, a ciocia wychodziła nam naprzeciw.
Mijaliśmy najpierw ulicę Ogrodową – płaskie, gliniane klepisko, pełne widmowych ruin, mając po lewej swej stronie niebosiężny komin manufakturowy z bocianim matecznikiem na wyniosłym czubie, gdzie czuło się słowiańskość jak nigdzie indziej, gnieżdżącą się od wiosny do babiego lata z całym dobrodziejstwem inwentarza, abociem było to właśnie rozklekotane błogosławieństwo tego sioła: liczne, nienażarte, krotochwilne. Tutaj ekstrahowała się jak gdyby cała polskość w substancjalną „kolebkę”. I nie dość na tym, że się ziszczała! Maćkowa ta Perć, to gniazdo utkane było z wyschniętych źdźbeł krzewinek i trawska, trawsko zaś – poprzetykane mniszkiem lekarskim o szyi żyrafiej, łepetynie przyobleczonej w najgorszą tandetę lipca, z tymi charakterystycznymi żółtymi kapeluszami: lechickimi becikami, łużyckimi chustkami, ślężańskimi czepkami. Tak po prawdzie: wątpliwą mi się zdaje kwestia żółci opisanej, bo i czemuż by nie mogły być me feeryczne mlecze, na poły zmyślone, na poły realne, bieli i czerwieni pomieszaniem? Pamięć to dziwna rzecz, krucha rzecz. I doprawdy trudno jest jej ufać.
Ale oto teraz… oczekiwało się, że pociąg na stacji nie będzie stał w nieskończoność. Szliśmy więc dalej. Po chwili, w pobliżu poniemieckiego tunelu – surowego, zimnego i zastygłego jakby w tym swoim własnym sosie polodowcowym – droga nagle zakręcała w lewo o dziewięćdziesiąt stopni, zmieniała przynależność partyjną i opcję geopolityczną, stając się gliniastym bohomazem, żółtoszarym szlaczkiem na chlorofilowym tle, polną ścieżyną pełną białych i czerwonych punkcików-kwiatostanów, tu i ówdzie pozarastaną chwastem aż do niemożebności, ginącą w nadopiekuńczych objęciach bodiaków, opasłych łopuchów, w rozpaczliwych krzykach poskromionych pejczem upału pokrzyw (Urtica dioica).
I jęła się piąć ta złota droga-wić z powabem wysoko, hen w górę, wzdłuż majaczącego abrysu starego nasypu kolejowego. A gdyby ktoś przypadkiem nie wiedziałby, dokąd wiedzie owa najsekretniejsza, zapomniana bocznica tęczy (Arcus caelestis), ta żyła rozżagwionego El Dorado, to mógłby śmiało zgadywać, że kończy się gdzieś na modrych, rajskich sadzawkach racławickich niebios.
I tak to przeprawialiśmy się z matką mojej matki ku kaskadom kolejarskich przystani, wąskich, poniemieckich przesmyków, cudzoziemskich, tajemniczych wysp i ramp; sunęliśmy ku mirażom kardamonowych szyn-tras, cynamonowych bocznic, miodowych alejek, jaśminowych fontann, polnych, zielnych i pastewnych wodogrzmotów.
Po pewnym czasie ścieżynka krzyżowała się z asfaltówką i przechodziła w tak zwany skrót, a w tym i tory, którymi nigdy nie dane mi było wędrować. I stąd być może pozostał w mym pacholęcym czerepie czarowny urok tego, co nienazwane, nieznane, niezbadane, buzujące w alembiku z potencjałem nigdy nietkniętej okowity. Podobno wielu przechodniów i wędrowców zostało tutaj stratowanych przez lokomotywy – wielgachne, parowe monstra, nieznające ludzkiej ani boskiej litości… ni żadnych innych uczuć.
My tymczasem szliśmy gościńcem, przechodząc pod wiaduktem na drugą stronę torów i zwiększając tym samym nieco ambit naszej eksploracji. Te racławickie wiadukty – kawał historii – niczym gigantyczne, upiorne rzutniki, za dnia dawały cień, a w nocy – majaki duchów poległych podczas wojny esesmanów: ludzi złych i okrutnych, ludzi-zwierząt, ludzi-nieludzi.
Człapaliśmy dalej. Przemykając gwałtem na lewo w bok, niczym dziarski, pijany od ciągłych przypływów i odpływów radości surfista, przełamywaliśmy następnie rozczapierzony wierzch krasnego stoku, na którym mościł się w całej swej okazałości przejazd – tak po chłopsku, wygodnie i rozłożyście – z tymi charakterystycznymi rogatkami i sygnalizatorami świetlnymi, których przeszywającej, niemalże bestialskiej czerwoności zawsze bardzo, tak bardzo się obawiałem.
(...)"



Awatar użytkownika
Kirke
Pisarz domowy
Posty: 67
Rejestracja: śr 11 kwie 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza

Postautor: Kirke » śr 25 kwie 2018, 16:03

O, i proszę bardzo. Tyle zmian wystarczyło, abym ciastko zjadła ze smakiem :mrgreen:


„Powiedział tak: „pan jest częścią mnie, ja częścią pana”.”
Taco Hemingway, „To by było na tyle”

Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 961
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza

Postautor: gebilis » śr 25 kwie 2018, 16:36

Nie doceniasz czytelników są tu postaci różnej maści. :) Ale abstrahując - poprawa poprawą, ale jeszcze nie doszedłeś do doskonałości;
maciekzolnowski pisze:Source of the post W dni wakacyjne, skwarne jeździłem wraz z babcią oraz jej siostrą,

W skarne dni wakacyjne - brzmi dosadniej
maciekzolnowski pisze:Source of the post W bardzo wielkim mieście babcia kupowała mi

maciekzolnowski pisze:Source of the post Miasto tak naprawdę nie było wielkie,

Niby rozumiem wrazenie - jako dziecku wszystko wydaje nam sie duże, droga daleka, jednak gdy wracamy w to samo miejsce po latach mamy wrażenie, że droga jest krótka domki małe. Jednak literacko nie wyszło- nad tym należy jeszcze popracowac.
maciekzolnowski pisze:Source of the post Mijaliśmy najpierw ulicę Ogrodową – płaskie, gliniane klepisko, pełne widmowych ruin, mając po lewej swej stronie niebosiężny komin manufakturowy z bocianim matecznikiem na wyniosłym czubie, gdzie czuło się słowiańskość jak nigdzie indziej, gnieżdżącą się od wiosny do babiego lata z całym dobrodziejstwem inwentarza, abociem było to właśnie rozklekotane błogosławieństwo tego sioła: liczne, nienażarte, krotochwilne.

No niestety, za duzo grzybów w barszczu powoduje że to już nie barszcz. Nadmiar słów nawet pokrewnych, przecistawnych czy jeszcze jakiś - daje bełkot nie koloryt.Słowo musi ze słowa wynikać, uzupełniać się słowem: szyjący buty szewc, klnący po szewsku szewską wiązankę to nie tancerka w szerokiej, rozłożystej, barwnej, krynolinie przysłaniająca ulotny, nie dający się opisać, szeroki świat. Słowa muszą nieść wartość, którą czytelnik przyswoi a nie omota wzrokiem.
Cóż= powiem tak ciekawe to ale ciągle wymaga dopracowania - prozę poetycką się smakuje nie czyta... :)


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza

Postautor: maciekzolnowski » śr 25 kwie 2018, 19:33

Smacznego i dziękuję, Kirke! ;)



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza

Postautor: maciekzolnowski » śr 25 kwie 2018, 19:41

Dzięki, Gebilis!

"Szyjący buty szewc, klnący po szewsku szewską wiązankę to nie tancerka w szerokiej, rozłożystej, barwnej, krynolinie przysłaniająca ulotny, nie dający się opisać, szeroki świat". Okej, niby zrozumiałem intencje, ale nadal nie wiem, jak omawiane zdanie (odnoszące się do ul. Ogrodowej) poprawić.
"W skwarne dni wakacyjne" - a to m się podoba. Pozwól więc, że skorzystam z Twojego rozwiązania.

Serdecznie pozdrawiam, :)
Maciek



Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 961
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Postautor: gebilis » śr 25 kwie 2018, 21:26

To proste poprawić tekst, który ktoś inny pisze; dobra żartuję :)
Mijaliśmy najpierw ulicę Ogrodową – płaskie, gliniane klepisko,
to coś płaskiego na dole, zgoda ale klepisko to podłoga to raz, dwa: droga nigdy nie jest równa

pełne widmowych ruin,
w jednym momencie patrzymy pod nogi, jednocześnie widzimy boki - i do tego ruiny = dosłowne, czy tylko w wyobraźni?

mając po lewej swej stronie niebosiężny komin manufakturowy

czyli sięgający nieba (plastyczne nazwanie), czy: bardzo wysoki (określający wielkość w sensie unoszenia wzroku do góry)
czyli wyrazy dobrane przypadkowo bez jakich kolwiek połączeń logicznych

z bocianim matecznikiem

to już na pewno przegięcie: mateczik - bocian

Szlismy ulicą Ogrodową. Błotnistą, nie utwardzoną z wyżłobionymi koleinami, przy której stały małe, niezbyt zadbane domki, odrapane z łuszczącą ię farbą na okiennicach i drzwiach. Po lewo mijaliśmy wysoki, nieba sięgający komin uwiecznony gmatwaniną gałązek, słomy, traw czyli sielskim anielskim widokiem bocianiego gniazda.

To tak coś w tym stylu by przekaz nie był porwany, bulgoczacy przypadkowymi słowy, lecz burzliwie lub spokojnie wiódł czytelnika po detalach snując przed nim konkretną, zasklepioną , zamkniętą wizję.
Ja nie przetworze tego na twój styl - z tym niestety musisz uporać się sam, bo ja piszę inaczej... :), ale wszystko przed tobą. Powodzenia.


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W]Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Postautor: maciekzolnowski » czw 26 kwie 2018, 19:58

Dzięki raz jeszcze, Gebilis! Ale mnie się strasznie podoba to moje "zakręcone" i "zawiane" zdanie.
1. "W jednym momencie patrzymy pod nogi, jednocześnie widzimy boki". Tak, narrator zna dobrze to miejsce. I wie, że w pobliżu znajduje się komin. Nie musi go nawet widzieć, nie musi rozglądać się na boki.
2. Bociani matecznik nie stanowi wg mnie problemu. Mówimy np. matecznik przyrody, a nawet lata matecznik. I nic złego się nie dzieje.
3. Klepisko to może być część izby (coś w rodzaju podłogi, ubitej ziemi), ale może też być np. grunt na wolnym powietrzu. I tutaj właśnie jest ważne to, co zapamiętałem. Ogrodowa była uliczką wyjątkowo płaską i pozbawioną skaz, bez ani jednej kałuży i ani jednej dziury.
4. "Po chwili, w pobliżu poniemieckiego tunelu – surowego, zimnego i zastygłego jakby w tym swoim własnym sosie polodowcowym – droga nagle zakręcała w lewo o dziewięćdziesiąt stopni, zmieniała przynależność partyjną i opcję geopolityczną, stając się gliniastym bohomazem, żółtoszarym szlaczkiem na chlorofilowym tle, polną ścieżyną pełną białych i czerwonych punkcików-kwiatostanów, tu i ówdzie pozarastaną chwastem aż do niemożebności, ginącą w nadopiekuńczych objęciach bodiaków, opasłych łopuchów, w rozpaczliwych krzykach poskromionych pejczem upału pokrzyw (Urtica dioica)". To zdanie podzielę na dwa, to na pewno. Ktoś mi zwracał wcześniej uwagę, że jest niepotrzebnie za długie.
To tyle natenczas.
Pozdrawiam serdecznie! :)
MZ



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz domowy
Posty: 184
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Postautor: MargotNoir » wt 03 lip 2018, 17:51

Jeden z najlepszych tekstów, na jaki do tej pory tutaj trafiłam, a na pewno najdojrzalszy.

Świetny styl gawędziarza-erudyty, spostrzegawczego, wrażliwego, ale bez skłonności do egzaltacji. Uważaj tylko, by nie stracić tej naturalności i lekkości, bo od takiego popisu sprawności w operowaniu językiem tylko mały krok do bycia pretensjonalnym, a siłą tego tekstu mimo bardzo ciekawych, oryginalnych sformułowań i dopracowanego, indywidualnego stylu wciąż jest - paradoksalnie - prostota.

Gniazdo bociana jako substancjalna kolebka polskości - świetne!

Mimo wszystko jednak ten matecznik budzi moje wątpliwości. Rozumiem metaforę jednak mimo wszystko matecznik kojarzy się z jakimś większym obszarem i całym ekosystemem, a nie jednym gatunkiem. Terminem przyrodniczym bliskoznacznym do "matecznika" i który tutaj by pasował jest "ostoja", ale niestety wyraz ten ma też inne znaczenia.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zaczarowanej pasieki wujaszka Władysława - Kolej - Część pierwsza - poprawione

Postautor: maciekzolnowski » śr 11 lip 2018, 19:41

Tylko mnie nie chwal, MargotNoir, bo naprawdę jestem w stanie podesłać Ci linki do moich słabszych oraz naprawdę słabych tekstów. No, a zżynać od innych pisarzy (a w tym konkretnym przypadku od Schulza), to chyba każdy lepiej lub gorzej potrafi, no nie? (Co mi zresztą pan Romek nie dalej jak tydzień temu zarzucił). Ale oczywiście dziękuję Ci z całego serca, bo mnie mimo wszystko takie komentarze i podobne "teksta" dopingują i uskrzydlają. (O bocianie oraz jego gnieździe-mateczniku pomyślę).
Serdeczności!!! ;))

Added in 3 minutes 4 seconds:
Aha, zapomniałem dodać, że jest gdzieś w sieci poprawiona wersja tego tekstu oraz jego część druga. Trzecia natomiast - na razie tylko w planach!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości