The Road [Obyczaj] Fragmenty opowiadania

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
Płeć: Mężczyzna

The Road [Obyczaj] Fragmenty opowiadania

Postautor: Richard Scott » wt 14 paź 2008, 13:53

Cześć Wszystkim.

Dzisiejszego popołudnia doszedłem do wniosku, że zaprezentuję efekty mojej pracy (powinienem chyba). Przedstawiam opowiadanie, w którym bohater podróżuje do miejsca, gdzie ma odkryć coś "cudownego".



Zapraszam do lektury; miłego!






1



 – Wiesz, co jakiś czas zastanawiam się, po jaką cholerę zaczynałeś to swoje wielkie dzieło? Miałeś wszystko; matkę codziennie gotującą smaczny obiadek i dom, w którym gdy mróz czepiał się tyłka mogłeś uniknąć jego utraty.

 – Nie miałem... 

 – ...co Ty pieprzysz? O czym jeszcze może śnić szczęśliwy człowiek? 

 – Nie miałem... 

 – ...z tobą jest chyba coś nie tak! 

 – Nie miałem... 

 – ...odwiedziłeś przed wyjazdem jakiegoś dobrego lekarza? 

 – Nie pozwalasz mi dokończyć! – urwał nagle. 

Zapadła chwila milczenia.

 – Pokaż mi swoje prawo jazdy! - wtrącił zamykając wielkie wrota przed odrobiną wytchnienia próbującej dostać się do środka. 

 – Andy, po co Ci one? 

 – Po prostu przestań pieprzyć i daj mi je. 

 – Ejże, Ejże! - powiedział starając się przejąć inicjatywę. – Kto tu pieprzy? 



 Andy oderwał rękę od szyby i wsunął otwartą dłoń tuż pod nos rozmówcy. – Dawaj. 

 Mężczyzna spojrzał na niego jakby chciał powiedzieć "chrzań się"; wolał jednak nie wypowiadać tych magicznych słów. Delikatnie poruszył ustami, a uciekające z nich myśli rozeszły się w powietrzu. W wielu sytuacjach mniej lub bardziej przewidywalnych lepiej nie mówić tego, co tkwi na końcu języka.

 Widział, jak to, nad czym się zastanawiał otacza głowę Andy'ego, a potem w jednej chwili znika. Nikt nic nie słyszał; nikt nic nie wie. Tylko on sam. – Prowadzę chyba, prawda?

 – Ano tak. To zajmij się drogą i patrz przed siebie, żebyś nie przejechał jakiegoś królika. Gdzie trzymasz prawo jazdy? 

 – W schowku obok twojego kolana – odpowiedział. 



 Andy wyciągnął dokument i przez długą chwilę nie odrywał od niego wzroku. Obracał go w tych swoich malutkich paluszkach najwyraźniej próbując doszukać się jakiejś skazy. Po kilku minutach, zrezygnowany burknął coś pod nosem takim tonem, że nawet starając się ze wszystkich sił, nie szło go zrozumieć.

 – Tutaj piszą, że jesteś Polakiem. 

 – Nie piszą, tylko jest napisane - poprawił go. 

 – Aa, jakiś ty się zrobił dokładny... Przeczytałeś kilka książek, popracowałeś nad kilkoma tekstami i już masz przywilej do tego, żeby pouczać innych?

Milczał.

 – Pet Nowak. Jak by to brzmiało po naszemu? 

 – Nie wiem. 

 – Jak to? 

 – Nie wiem. 

 – Jaki jest cel twojej podróży? 

 – Nie wiem. 

 – Może inaczej... a co wiesz? 

 – Nie wiem - uciął po raz kolejny. 



 Pet obserwował w zewnętrznym lusterku zbierający się do wyprzedzania ich samochód. Kierowca wysunął go lekko dając znak, że podejmuje się manewru. Wcisnął pedał gazu i kilka sekund później machnął ręką wyglądającemu na zewnątrz Petowi. Ominął ich z dżentelmeńską wprost klasą wjeżdżając na pas ruchu, którym się poruszali dobre kilka metrów przed nimi.

 Andy błądził gdzieś myślami wtapiając wzrok w zachodzące słońce. Nigdy nie widział słonecznikowych pól, ale był pewien, że trzymając się Pet'a zobaczy jeszcze wiele ciekawych zjawisk i odegra kilka znaczących ról. Na jednym z kwiatów usiadł ptak wbijając w niego swój dziób. Kilkakrotnie powtórzył czynność, po czym, widząc, że niczego nie zdziała odleciał i dołączył do nieopodal przelatującej gromady.



2



 Kilka dni później Pet i mały Andy byli już w połowie drogi do góry Corcovado znajdującej się w Rio de Janeiro, w Paraquacu. Podróż była całkiem przyjemna pomijając kilka nieprzewidzianych postojów, wymuszonych przez starego chevroleta. Przez parę lat stał przed domem w ogóle nieużywany, więc czemu się tu dziwić, prawda Andy?

 Prowadząc, Pet wcale nie rozmawiał ze swoim przyjacielem. W ciągu ostatnich kilku lat godzinami przesiadywali na bujanych krzesłach rozmawiając przy tym o wszystkim; o Marcie, która kupiła nowego psa (biedak zerwał się z łańcucha i wbiegł wprost pod samochód), o Kennym wymykającym się z domu, gdy żona smacznie spała; nikt nie wie, nawet Andy, dlaczego do tej pory nie przyłapała go na zdradzie. A może jednak jej się udało? Biedna, pewnie codziennie przywdziewa tę samą maskę, maskę kobiety nieświadomej tego, co dzieje się dookoła.

 Wiliam, bo tak miał na imię małżonek postępował tak już od kilku dobrych miesięcy; sam jednak stracił rachubę, pewnie zgodnie z zasadą "szczęśliwi czasu nie liczą". Czy miał się przejmować? Z całą pewnością kochanka była na tyle wystarczającym okazem, że wraz z orgazmem wszystkie problemy pryskały jak bańka mydlana.



Smak zdrady bywa zaraźliwy. Uważaj na niego Pet.

Powiedz mi tylko jedno Andy; czy ona będzie miała kiedyś na tyle odwagi, aby stawić mu czoła? Spojrzeć prosto w oczy, wykrzyczeć całą prawdę, a później splunąć w twarz, zabrać swoje rzeczy i odejść?

Nie Pet, za kilka miesięcy znajdzie prezerwatywy w kieszeni marynarki. Zrobi olbrzymią awanturę, która zakończy się tragicznie. Wiliam dźgnie ją nożem, a kiedy dotrze do niego, co zrobił... poćwiartuje ciało. Następnie wywiezie poza miasto i wyrzuci do rzeki.

Andy, a czy odnajdą ją?

Nie Pet. Jej nie odnajdą już nigdy. Kiedy woda wyrzuci zwłoki na brzeg staną się smacznym kąskiem dla zwierząt.

łee, Andy to jest obrzydliwe! Przestań!

Pet, przecież to sam zacząłeś...



 – Pet, musimy zjechać na najbliższą stację. Trzeba zatankować samochód - oznajmił Andy.

 – Ale przecież...

 – ...paliwa wystarczy nam na najbliższą godzinę. Tak wiem. Ale musimy.



 Pet spojrzał na niego jak matka tuż po narodzinach pierwszego dziecka, wzrokiem pełnym szczęścia, dumy i litości. Oderwał rękę od kierownicy i pogładził się po twarzy. Drapanie skóry na dłoniach przypomniało mu o dniu, kiedy ostatni raz sięgnął po maszynkę do golenia.



Tak Pet. Nim dotrzesz do swojego celu musisz skorzystać z brzytwy.

Przecież wiesz, że jej nie używam.

Pet, to było tylko taki żart.

Aha, rozumiem.

Nie, wcale nie rozumiesz.



 Pet – dosłownie jak profesjonalista – skręcił w boczną dróżkę wiodącą do stacji benzynowej. Skierował samochód ku jednemu ze stanowisk. Z budynku natychmiast wybiegł młody mężczyzna ubrany w niebieski firmowy uniform. Zapytał czego nalać, a Pet poinformował go, że chce najdoskonalszą 95 – tkę. Zaklął, kiedy wysiadając uderzył obolałym kolanem o deskę rozdzielczą. Trzasnął drzwiami tak, że samochód jakoby podskoczył, a siedzący w nim Andy najwyraźniej niczego nie poczuł – czytał książkę w żaden sposób nie reagując. Przyjrzał mu się dokładnie i burknął, że idzie zapłacić. Powiedział to z czystego obowiązku; jeśliby Andy miał się czepiać miał coś na swoją obronę. A to, że szyba była zasunięta to już nie jego problem. Kąciki jego ust poruszyły się w ironicznym uśmiechu.

 Chwilę później Pet wsiadł z powrotem do samochodu. Wyprostował się, by schować portfel do spodni. – Jak było? – rzucił walcząc się z kieszenią, która widocznie wolała pozostać pusta.

 – Gdzie?

 – No w tej powieści.

 – Znaczy się w książce? - Andy delikatnie ją uniósł wskazując podmiot w rozmowie.

 – Tak, właśnie w książce - odpowiedział podejmując kolejną próbę ukrycia swojego sejfu.

 – Ano, właśnie dotarłem do momentu, kiedy Ralph Roberts zaczyna dostrzegać tajemnicze aury.

 – A o czym ty gadasz?

 – Nie mów, że nie wiesz o co chodzi? A niech mnie...

 – Co w tym dziwnego?

 – "Bezsenność"

 – że niby co?

 – Taki jest tytuł tej książki - powiedział przyglądając się walczącej dłoni Pet'a. – A może położysz to po prostu tutaj? - wskazał na wolną powierzchnię przy popielniczce.

 – Nie, to zbyt niebezpieczne.

 – Ha ha...

 – Wole włożyć to do schowka. Właśnie, odłożyłeś moje prawo jazdy? - zapytał podając Andy'emu portfel. – Mógłbyś?

 – Pewnie - odpowiedział. Złączył ze sobą dłonie i gestem iście służebnym odebrał portfel. Pochylił nisko głowę i schował skarb Pet'ea.

 – Osioł - rzucił Pet delikatnie go uderzając.

 – Nauczyłeś się dzisiaj czegoś nowego?



 Pet przekręcił kluczyki w stacyjce. Pod maską rozległo się coś w stylu małego wybuchu, jakby petardy rzuconej przez bawiącego się dzieciaka.

 – Nauczyłem się tego, że jeśli dalej tak pójdzie trzeba będzie zmienić samochód.

 – Bardzo zabawne - zaśmiał się Andy. - Nie o to mi chodziło.

 – Więc o co?

 – Spójrz na tego chłopaka - wskazał ruchem brody na chłopaka, który przed chwilą dolewał paliwa do ich chevroleta. - Popatrz na jego ruchy. Popatrz na oczy.

 – Jakoś trudno je zauważyć z tej odległości - odparł Pet przyglądając się wydrukowi, na którym widniała kwota do zapłaty. Andy to dostrzegł.

 – Nie widzisz, bo nie chcesz patrzeć. Jedno spojrzenie w czyjeś oczy wystarczy, żeby pojąc kim jest, jaki jest i jaka rola jest mu przypisana.

 Pet delikatnie podniósł wzrok miażdżąc jednocześnie paragon. Spojrzał w oczy Andy'ego niczym ofiara w oczy napastnika. Nie dostrzegł niczego wyjątkowego. Normalne. Niebieskie. Nic więcej. Jak mam coś czytać, skoro nic nie pisze, pomyślał ziewając.

 – Wielu rzeczy musisz się jeszcze nauczyć mój przyjacielu...

 – A co widzisz patrząc na niego?

 – To młody chłopak. Wiele jeszcze zobaczy w swoim życiu, ale pewnego dnia...



 Chevrolet delikatnie ruszył. Pozostawili za sobą stację paliwową i młodzieńca, z którego oczu czytał Andy. Przed nimi dalsza część podróży do miejsca, gdzie Pet miał odnaleźć samego siebie. Włączając się do ruchu zdjął zbyt szybko nogę z hamulca i samochód zgasł. Sprawnie go odpalił; tym razem "coś" pod maską nie wystrzeliło. Wystarczyło jedno ostrzeżenie, żeby dać obu panom do myślenia.

 Andy wrócił do swojej lektury bardzo szybko wertując kartki, a Pet do marzeń, którymi żył od dłuższego czasu. Chciał dotrzeć do magicznego miejsca, do źródła. Chciał i musiał.







<Arri edit : ciąg dalszy>




3



 – Niech mnie diabli! Więc mówisz, że tak wysoko wejdzie? życie w dziwny, ale i słuszny sposób weryfikuje nasze plany, prawda?

 – No tak. Dla jednych bywa to błogosławieństwem, dla innych cholernym przekleństwem.

 – Przekleństwem? Co Ty mówisz? – zapytał Pet, którym targała niezwykła radość.

 Andy ponownie sięgną do schowka tuż obok kolana, muskając przy tym udo Pet'a. Nie był to żaden akt miłości; nawet im to przez myśl nie przeszło. Po raz wtóry wyciągnął prawo jazdy i dokładnie, z czystej ciekawości przeliczył litery imienia swojego przyjaciela. Kiedy Pet zapytał, po jaką cholerę to robi, ten odpowiedział, że cyfra trzy jest dla niego szczęśliwa.

 Pet opuścił dolną wargę i przez chwilę uważnie mu się przyglądał; później lekko się odchylił i spojrzał w lusterko. Dotknął worków pod oczami - wynik kilku nieprzespanych nocy, które na moment stały się centrum zainteresowania. Kiedy samochód podskoczył na jakiejś nierówności wrócił do rzeczywistości, objął ponownie kierownicę i skupił na drodze.

 Słońce, które poprzednie dni szczyciło swoją obecnością pozwalając zażyć dobrego humoru tym, którzy potrzebowali zasmakować kilku gorących i dodających smaku promieni, dzisiaj ukryte było gdzieś daleko za chmurami. Przesadny błękit, kontrastujący z zielenią tworząc atmosferę czystości i miłości ustąpił swojego miejsca ponurej i złośliwej szarości.

 Tak miało być przez najbliższe kilka dni, jak głosił radiowy komunikat sprzed kilku godzin. Dziennikarz o mocnej barwie głosu przekazał te informację niczym komunikat o stanie wojennym. Na szczęście to było tylko radio, do tego jeszcze marna amerykańska stacja, bo innej Any'emu nie udało się znaleźć, więc Pet był nadziei, że nastąpił błąd, a przyszłość zweryfikuje rzeczywistość na jego korzyść.



 W samochodzie znowu zapanowało milczenie.

 Po chwili przerwał je Andy, który niczym odradzający się feniks z popiołów powrócił do rozmowy sprzed kilku minut.

 – życie stanowi dla poniektórych przekleństwo, najwyższą karę za grzechy. Woleliby umrzeć; marzą by usiąść wygodnie w fotelu, nakreślić kilka ostatnich słów, a potem wziąć pistolet, wymierzyć prosto w skroń i zakończyć bolesną przygodę.

 – Błogosławieństwo... życie jest błogosławieństwem; nieważne ile bólu zada ci drugi Człowiek. Ból jaki odczuwamy jest naprawdę najwyższym skarbem jaki kładzie pod nasze stopy Najwyższy. Wystarczy tylko być czujnym i nie zdeptać czeku opiewającego na życiową mądrość.

 – A co byś powiedział, gdybyś poznał pewną dziewczynę? Syciłbyś się miłością. Każdego dnia poznawał Jej duszę. A potem nagle Bóg ją zabrał?

 – Co bym pomyślał wtedy? Czy może kilka miesięcy później?

 – Wtedy – uciął krótko Andy.

 – Jej śmierć odebrałaby mi laskę, której trzyma się ślepy. Byłbym zdany tylko i wyłącznie na siebie, na swoje instynkty. I kiedyś nadszedłby pewien dzień, w którym wędrowny ślepiec nie wiedząc na czym kładzie swoje obolałe stopy runie w przepaść.

 – A Bóg?

 – Co Bóg?

 – Czy nie byłbyś zdany również na niego?

 Pet milczał. Podrapał się po policzku, otworzył usta... jego myśli znów wydobyły się na zewnątrz i otoczyły głowę Andy'ego, po czym uciekły przez delikatnie opuszczoną szybę; nie prysły tak jak ostatnim razem, ale powędrowały w inne miejsce.

 – Boisz się umieszczać go w swoich rozważaniach, prawda Pet?

 – Nie wiem.

 – Ludzie obawiają się mówić głośno o czymś, czego tak naprawdę nie znają, z czym nie mieli do czynienia

 – Ale ja znam...

 – ... nie do końca Pet, nie do końca – przerwał mu.

 – Dlaczego tak uważasz?

 – Jeśli byś go znał nie mówiłbyś, że Człowiek zdany jest sam na siebie. Nie wspominałbyś o ślepym starcu. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach, w których wydawać się może, że nie ma żadnego wyboru, jest taki jeden, który podaje Ci swoją dłoń. Ja nazywam go Przyjacielem. A ty Pet?

 – Nie mogę nazywać Boga przyjacielem.

 – Dlaczego?

 – Stworzył mnie. Tchnął we mnie życie. Jest moim Ojcem. Ale nie Przyjacielem; to byłby wyraz braku szacunku z mojej strony, gdybym się tak do Niego zwracał.

 Andy, widząc pojawiające się utrudnienia na drodze do przekonania Pet'ea odwrócił głowę w stronę okna. Przez otwarte usta zaczerpnął ogromny łyk świeżego powietrza.

 – Bóg chce być twoim Przyjacielem.

 – A skąd to wiesz?

 – Bo moim jest...

 – Jak to?

 – Po prostu. Pewnego dnia do drzwi zapukał jego wysłannik i oznajmił, że Pan wybrał mnie na swojego Pasterza, który ma głosić jego słowo.

 – Pasterza... – Pet ugryzł końcówkę języka broniąc się przed wypowiedzeniem kilku następnych słów. To nie na miejscu, pomyślał. Zażartować z Andy'ego, że jako papież ma okazję podróżować ze zwykłym gazeciarzem było nie na miejscu. I Pet doskonale o tym wiedział.

 – Chciałeś coś dodać? - zapytał Andy odczytując zamiary.

 – Nie, raczej nie.

 – Może jednak? - nalegał.

 – Ee, nie mam już nic więcej do powiedzenia.

 – On naprawdę chce się z Tobą zaprzyjaźnić.



 Andy wypowiedział to ostatnie zdanie bardzo cicho, ale mimo to Pet zdołał je usłyszeć; wolał jednak tego nie okazywać. światopogląd jaki wyznawał różnił się od tego głoszonego przez Andy'ego. Pet wiedział, że dyskutuje z osobą równą sobie, być może nawet mającą większy zakres wiedzy; nie tej podręcznikowej jaką każdy wynosi ze szkoły, ale życiowej, która rodzi się w bólu i doświadczeniach. Ona jest w sercu. Ona jest w każdym z nas.

 Przyjaciel Pet'ea zamknął drzwi przed dyskusją nie zakładając jednak kłódki; wiedział, że jeszcze wiele razy będzie musiał otworzyć, a później wprowadzić swojego ucznia. Dmuchną na szybę i nakreślił znak, którego Pet nie potrafił odczytać. Nie śmiał jednak zapytać co oznacza. Andy domknął szybę. Zmienił pozycję nogi, która zaczynała cierpnąć. Spojrzał daleko przed siebie i szepnął w duchu: Przyjacielu, daj mi na tyle siły, a jemu rozumu, żebym zrealizował Twoje polecenie.


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » pn 20 paź 2008, 18:14

To aż tak słabe, prawda? :(


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Kristopher
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: pt 07 gru 2007, 21:32
Płeć: Nie podano

Postautor: Kristopher » wt 21 paź 2008, 18:33

Nie pozwalasz mi dokończyć! – urwał nagle. 




Urwał??? No oko wygląda na wykrzyknienie...





– Pokaż mi swoje prawo jazdy! - wtrącił zamykając wielkie wrota przed odrobiną wytchnienia próbującej dostać się do środka. 




Zupełnie nie rozumiem... Chaos.







 Andy oderwał rękę od szyby i wsunął otwartą dłoń tuż pod nos rozmówcy.




Literówka?



W wielu sytuacjach mniej lub bardziej przewidywalnych lepiej nie mówić tego, co tkwi na końcu języka.

 Widział, jak to, nad czym się zastanawiał otacza głowę Andy'ego, a potem w jednej chwili znika.




Tutaj znów bardzo dziwna konstrukcja i mam niemiłe wrażenie ze się powtarzasz... A ta "wizualizacja" myśli zupełnie mi nie pasuje.



Na jednym z kwiatów usiadł ptak wbijając w niego swój dziób. Kilkakrotnie powtórzył czynność, po czym, widząc, że niczego nie zdziała odleciał i dołączył do nieopodal przelatującej gromady.




Co? Jakie kwiaty? Jaki ptak przecież oni są w samochodzie. Jakiś opis jest potrzebny jeśli chcesz to tak napisać.



Drapanie skóry na dłoniach przypomniało mu o dniu, kiedy ostatni raz sięgnął po maszynkę do golenia.




Wychodzi na to ze to ręce miał szorstkie. Napisz jakoś inaczej. Kręć kamerą, masz o rękach w przednim zdaniu to teraz zacznij od policzków.



Przyjrzał mu się dokładnie i burknął, że idzie zapłacić.




Jaa, tu też mieszasz podmiot wychodzi na to ze zaczytany Andy idzie zapalić XD



Przeczytałem, na początku poligon dalej jest na szczęście lepiej. Jak na razie o niczym, niestety czytanie w myślach i "widzenie" niezbyt mnie kręci. Jeśli byś to podał w przystępniejszym sosie na pewno było by ciekawiej. Chwilowo raczej męczy. żadko zdradza się wychodząc po nocy z domu. łatwiej w ciągu dnia po pracy czy jakoś np idziemy z kumplami na golfa. To by było na tyle. Jak się postarasz będzie ładnie. Warto przeczytać sobie tekst na głos po napisaniu.



Pozdrawiam


"Tworzenie od niweczenia.

Kres od początku,

Któż odróżni z całą pewnością?"

Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » ndz 26 paź 2008, 16:16

– Pokaż mi swoje prawo jazdy! - wtrącił zamykając wielkie wrota przed odrobiną wytchnienia próbującej dostać się do środka. 
jakoś dziwnie



dołączył do nieopodal przelatującej gromady
dziki szyk


Przez parę lat stał przed domem w ogóle nieużywany, więc czemu się tu dziwić, prawda Andy?
co ty tu wydziwiasz? O_o



Wiliam, bo tak miał na imię małżonek postępował tak już
po "małżonek" przecinek <alert! inty! :P>



kochanka była na tyle wystarczającym okazem
wystarczający okaz? O_o



Smak zdrady bywa zaraźliwy. Uważaj na niego Pet.

Powiedz mi tylko jedno Andy
o_o znowu <chowa się pod łóżkiem> zaraz... dalej jakiś mix. to ma być jakiś dialog tyle że bez myślników? coś tu jest jakoś nie tak O_o co to? zue to jest!



jeśliby Andy miał się czepiać miał

powtórzenie :P



walcząc się z kieszenią,
bez "się" :P



tutaj? - wskazał na wolną powierzchnię przy popielniczce.
"wskazał" wielką literą



Pet'ea.
'a nie wystarczy?



Przed nimi dalsza część podróży do miejsca, gdzie Pet miał odnaleźć samego siebie.
po co? po co, na Boga, uprzedzać fakty? :/



Słońce, które poprzednie dni szczyciło swoją obecnością
To jest jakieś niezręczne. Mózg mi się na tym zawiesił.



Any'emu
Literówka w imieniu



Jej śmierć odebrałaby mi laskę,
wiem, że to literówka ale i tak brzmi komicznie <spada z krzesła ze śmiechu>



I kiedyś nadszedłby pewien dzień,
"pewien" jest jakiś niepotrzebny



Nie rozumiem tej rozmowy o Bogu O_o



Po prostu. Pewnego dnia do drzwi zapukał jego wysłannik i oznajmił, że Pan wybrał mnie na swojego Pasterza, który ma głosić jego słowo.
co on brał? dostał udaru a może sie ugotował w tym samochodzie?



w bólu i doświadczeniach.
"w doświadczeniach"? zrobiłabym raczej "z bólu i doświadczeń"





Hmm no trochę błędów. Fabuła do mnie w ogóle nie przemawia. Szukanie siebie gdzieś tam na drodze i rozmowy o Bogu i takie tam... To taka subiektywna opinia jeśli chodzi o treść. Forma w pewnym momencie mnie przeraziła O_o Styl nie wybitny ale nie męczy. Wydaje mi się, że jest lepiej niż poprzednio jeśli chodzi o styl ale ciągle dużo pracy przed tobą. Inty, powtórzenia i czasem dziwny szyk. No i ta fabuła jakoś nie ten :/

Ale nic to, pisz dalej. Będzie lepiej :)



Pozdrawiam serdecznie ;)


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » ndz 26 paź 2008, 17:29

Kristopher, Ty który nie zaprzedałeś duszy szatanowi ^^, dziękuje Ci za wprost przyjacielskie rady. Kiedy za oknem burza, to właśnie Ty powodujesz, że tęcza się pojawia.



Arri, kobieto o wspaniałych nogach ^^, Tobie również dziękuje z całego serduszka za pokazanie mi, gdzie jeszcze kuleje... czyli wszędzie ^^


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3232
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 29 lis 2008, 19:12

O jejku, jejku.

Można wyrwać sporą ilość włosów w czasie toku próby zrozumienia tekstu.

Przyznam, że się gubiłem co jakiś czas przez szyk zdań i sposób narracji. Odnalezienie zajmowało mi chwilę, ale spoko, dałem radę.

Ogólnie jest tak sobie, z jednej strony widać jakiś przebłysk, z drugiej nie ma on siły żeby się przebić przez mrok.

Błędy wymienili inni, ja więc je przemilczę. Dodam tylko, że jest ich sporo.



Krótko, gdyż nie chcę powtarzać wcześniejszych komentarzy.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
Płeć: Nie podano

The Road [Obyczaj] Fragmenty opowiadania

Postautor: maciekzolnowski » śr 03 maja 2017, 10:35

O! Oto jest "The Road" oparty w dużej mierze na... dialogach. Ryszard, od dziś będziem się uczyli na Twym tekście. (U mnie dialogów jak na lekarstwo niestety.) ;)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości