[ZAKOŃCZNA] Wolha.Redna vs Godhand

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3739
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[ZAKOŃCZNA] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: ithilhin » pn 11 wrz 2017, 21:35

Temat: Imperatywy i rozkazy.*

Monologi wewnętrzne dopuszczone (God za bardzo lubi Red), nie o wojsku.
W tekście muszą się znaleźć i odegrać istotną rolę słowa: rubinacja, cwał, onomatopeja.

*Walczący dziękują Nataszy za wymyślenie tematu, który nie daje spać po nocach.

Gatunek: dowolny
Limit znaków: ok. 12 000

Czas: 20 listopada 2017

Użytkownicy mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.
Styl - max 20 punktów.
Realizacja tematu - max 10 punktów.
Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)
Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)
Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)
Ocena końcowa - zsumowane punkty

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 27.11.2017.
Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.



Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3739
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: ithilhin » pn 20 lis 2017, 23:47

TEKST I




Wykładowca miał katar i to, jak również moje lenistwo, które powstrzymało mnie przed sięgnięciem do podręcznika (po co, skoro mam tak dobre notatki?), ostatecznie pogrzebało moje szanse. Gdy wszedł do sali, siedzący bliżej mogli zauważyć załzawione oczy i czerwoną obwódkę wokół nosa. Potem, gdy stanął na podium i zaczął przemawiać do mikrofonu, co jakiś czas korzystając dyskretnie z chusteczki, wszyscy usłyszeli nosowe:
- Istnieją czynniki, które mogą sprzyjać nastrojob depresyjnyb. Na przykład, skłonność do analizowania i przeżywania w myślach raz po raz przeżytych uprzednio nieprzyjemnych czy wręcz traumatycznych sytuacji, czyli skłonność do rubinacji…
Zapisałam. Rubinacje. A więc tak się to nazywa. Rubinacje. Prawie jak rubin. Krwawe? Moje na pewno tak.



...czytałam i słyszałam od wielu osób, że wracają do nich obrazy. Do mnie nie. Ja słyszę dźwięki. Codziennie przed snem. I-haaa! I-haaaa! I-haaa! I kląskanie. Czasem mignie mi pluszowy konik, trzymany w ręce matki. Potrafiła tak godzinami. Hasać konikiem i kląskać.



Było nas troje. Ja, Marcin i Karolina. Ja i brat trzymaliśmy się razem, Karolina chodziła osobno, nie tylko dlatego, że była od nas sporo młodsza, ale i z tego powodu, że ona nie rozumiała nas, a my jej. Nie wiem, czy ona próbowała dotrzeć do nas. Pewnie tak, pamiętam tego garnącego się do starszych berbecia. Ale potem niepostrzeżenie pojawił się mur, który wzrastał dzień po dniu. Pretensje i żale, głównie do matki. Karolina jest rozpuszczona i pyskata. Karolina kłamie. Karolina natychmiast dostaje, czego chce. Karolina ma korepetycje, wycieczki i konie.
Matka tłumaczyła: niech dziecko otrzyma wszystko co możliwe, a czego my z Marcinem nie mieliśmy, bo trudno było przy ojcu, przepijającym większość dochodu. Teraz ojca już nie ma, po rozwodzie odszedł. Żałujemy dziecku?
Nie, zaprzeczaliśmy. Nie żałujemy, ale…
- Właśnie, że żałujecie! – wykrzyczała siostra któregoś dnia, gdy głośno sprzeciwiłam się pomysłowi, żeby znowu szła na tę swoją jazdę konną, a ostatnio z historii i polskiego zarobiła kilka pał. Klęska. Nie dlatego, że dzieciak nie może mieć pały. Może. Klęska dlatego, że matka była polonistką.
- Nie pójdziesz! - powiedziałam wtedy.
- Zazdrośnicy pierdoleni! - wybuchnęła.
- Siadaj do nauki! - krzyknęłam. - Czytaj lekturę, natychmiast!
- Nie wypożyczyłam! - odkrzyknęła bezczelnie.
Do akcji wkroczył Marcin.
- To sobie z chomika ściągnij, potrafisz – powiedział. - Siadaj do czytania! Już!
- Mamo! Oni się nade mną znęcają!
- Alicja, Marcin! Dajcie jej spokój.
Poczułam się jak przekłuty balonik.
- Sama mówiłaś – zaczęłam – że w szkole jej tak źle idzie, że zostanie na drugi rok…
Mama zrobiła się jakaś cicha, skurczona, żałosna.
- Ma się spotkać z Ewą. Niech idzie. Koleżanki są ważne.
Miałam wrażenie, że cały dom się na mnie wali, po minie Marcina widziałam, że chyba miał tak samo.
- Ale… - zaczął. Tu mama potrafiła wykazać się stanowczością:
- Ile razy prosiłam was, żebyście nie podważali mojego autorytetu?
Nie umiałam się temu sprzeciwić. Mama tak długo była nieszczęśliwa, że uważałam za swój obowiązek wynagrodzić jej wszystko. Każdą prośbę traktowałam jak rozkaz. Ale Karolina...
Poszła oczywiście na te konie. I chodziła jeszcze niejeden raz.



I-haaa. I-haaa. I-haaa. Te onomatopeje, powtarzane raz za razem, wracają do mnie w najmniej spodziewanym momencie, wwiercają się w mózg, przypominają sekwencję tamtych zdarzeń, nieodwracalną, bo to już się stało. Pojawiają się przed snem, czasem rano, czasami, gdy zobaczę konika w witrynie sklepowej. Nigdy nie kupię swojemu dziecku konika. Nigdy nie będę miała dzieci.



Lubiła cwał. Była całkiem niezła. Umiała zająć się końmi. Przynajmniej jej instruktorzy to mówili, ja nie umiałam nigdy dostrzec tych szczegółów, dla mnie to wszystko było bez znaczenia. Liczył się tylko moment jej wyjścia z domu. Mimo wszystkich pał, nagan z zachowania, pyskowania do mamy, mnie i Marcina, zawsze w końcu lądowała w siodle. A potem był cwał.
A ja przeżywałam podwójnie. Pierwszy raz, gdy z klamką na drzwiach Karolina oskarżała mnie o zazdrość, a ja mówiłam spokojnie, że nie, żadna zazdrość, po prostu przeklęty siostrzany imperatyw każe mi dbać o jej cholerne oceny w szkole. Przegrywałam tę walkę, gdy padał matczyny rozkaz:
- Zostaw.
A potem drugi raz, gdy mama wracała z zebrania, wołała do siebie mnie i Marcina, i przez łzy mówiła:
- Ja się tak staram, zapewniłam jej wszystko, a ona ostatnio razem z tą Ewą wyśmiewały się z grubej koleżanki i wyrzuciły jej plecak za okno…
Albo:
- W poniedziałek i środę w ogóle nie była w szkole…
Albo:
- Widziano ją z papierosem…
Potem: spotyka się z dużo starszym chłopakiem. Nie wraca na noc do domu. Proponuje seks na Facebooku.
I kończyło się to zawsze:
- Zróbcie coś, jesteście za nią odpowiedzialni!
Któregoś dnia Marcin powiedział do mnie:
- Mam tego dosyć, niech robi co chce. Ma piętnaście lat.
- No ale mama…
- I co, że mama? Ala, ogarnij się. Zacznij myśleć. Ja już nie wytrzymam. Wyprowadzam się.
Myślałam, dużo myślałam. Wciąż to robię. Gdybym była bardziej stanowcza? Gdybym nie okazywała posłuszeństwa mamie? Gdybym...
Marcin zamieszkał osobno razem ze swoją dziewczyną. Ja zostałam, pracowałam, odkładałam pieniądze na studia, wracałam z roboty od razu do domu, by pilnować, czuwać, strofować. Bez rezultatu. Oceny nie poprawiły się, pod koniec roku Karolina była zagrożona z prawie wszystkich przedmiotów, oprócz technologii informacyjnej i wychowania fizycznego. Wciąż każde wyjście na jazdę konną było walką, tym razem już jeden na jeden: ona i ja. Tamta w dniu, w którym moja młodsza siostra spadła z wierzchowca, nie różniło się specjalnie od reszty. Jedynie końcówka była inna: wzięła ją karetka. Karolina zapadła w śpiączkę.


I-haaa. I-haaa. I-haaa.



Nie wiem, kiedy mama przekroczyła tę niewidzialną granicę, kiedy kląskanie i machanie konikiem przestało być próbą bycia blisko czy też nawiązania kontaktu, a zaczęło stawać się magicznym rytuałem, który miał przywrócić jej córkę do życia.
Przychodziła o określonej godzinie i siadała przy szpitalnym łóżku. Konik musiał zrobić dwanaście okrążeń w lewo, a potem trzy w prawo. I-haa musiało wybrzmieć w odpowiedniej tonacji. Gdy coś w uszach matki zabrzmiało fałszywie, cały ceremoniał rozpoczynał się od nowa. Tak samo działo się wtedy, gdy lekarz, pielęgniarka czy salowa zakłóciły cały proces lub gdy sąsiad na łóżku obok westchnął i wytrącił ją ze skupienia.
Kazała i mnie w tym uczestniczyć. Obawiałam się śmieszności, więc w szpitalu jeszcze odmawiałam, ale gdy stan siostry się ustabilizował, przewieziono ją i nasze mieszkanie zamieniło się w szpital, uległam. Znowu. Może udzieliła mi się jej fanatyczna wiara we własną moc sprawczą? Z perspektywy czasu zdumiewa mnie, jak łatwo pozwoliłam się wciągnąć w tę magię, lecz każdy postęp traktowałyśmy wówczas jak skutek naszych zabiegów. Tak było z odłączeniem od respiratora czy zgodą na transport do domu. Mama tak usilnie przekonywała mnie, że Karolina właśnie się uśmiechnęła lub westchnęła, że i ja widziałam to i słyszałam.
Razem więc wznosiłyśmy chóralne I-haa, jak dwie niedorobione szamanki, usiłujące przyzwać jakiś totem. Przy każdej okazji kupowałyśmy koniki. Plastikowe, pluszowe, papierowe. Brązowe, żółte, różowe i fioletowe. Zawieszałyśmy plakaty z końmi. Ustawiłyśmy laptop naprzeciwko jej łóżka i puszczałyśmy filmy. Pokój siostry zaczął wyglądać groteskowo. Gdy ktoś nas odwiedzał i przekraczał jego próg, zaraz znajdował wymówkę, by się wycofać.
W międzyczasie rozpoczęłam upragnione studia, zaoczne. Może to od nowych przyjaciół wzięłam siłę, by któregoś dnia powiedzieć:
- Nie.
- Alicja, jesteśmy już prawie u celu! Prawie mówi, nie słyszysz?
- Nie – odpowiedziałam spokojnie.
Mama zmieniła ton.
- Zabijasz własną siostrę! Nigdy cię nie obchodziła!
- A kto jej, kurwa, pozwalał na chodzenie na te pierdolone konie?! Może ja? - wrzasnęłam niespodziewanie dla siebie.
Mama uderzyła mnie w policzek. Umilkłam. Nie patrząc na mnie, przystąpiła do rytuału. Z trudem to znosiłam, więc zebrałam notatki i wyszłam na uczelnię. Gdy wróciłam, Karolina nie żyła. Nie od razu to spostrzegłam. Nie od razu uwierzyłam. Ale wreszcie to do mnie dotarło – nie oddychała.
Mama siedziała spokojnie. Na mój widok wstała.
- Zabiłaś ją – powiedziała.
- Mamo, uspokój się, pomyśl logicznie, musimy wezwać pomoc medyczną...
- Zabiłaś ją!
Gdy ta scena do mnie wraca, zawsze przeglądam ją szczegół po szczególe. Usiłuję dojść, czy mogłam postąpić inaczej. Sprawić, by mama się uspokoiła i zaczęła myśleć, no cóż, normalnie. Teraz jednak, z dystansu, widzę, że tamten moment to była tylko kulminacja. Zbaczanie ze ścieżki zdrowych zmysłów rozpoczęło się wcześniej. Wraz z pierwszą onomatopeją.
Chciałam ją ochronić. Próbowałam przytulić, ale odepchnęła mnie i zasyczała:
- Zostaw, zbrodniarko.
Przytrzymałam ją wtedy za ręce, byłyśmy blisko siebie, ciało stykało się z ciałem, jak już nie zdarzało się od dawna. Ale nie było w tym grama bliskości.
- Zbrodniarka – powtórzyła z nienawiścią – puść mnie!
Usłuchałam polecenia. Oczy jej dziwnie błyszczały.
Wbiegłam do łazienki. Wbrew sobie, wykręciłam numer alarmowy. Sucho, rzeczowo podałam adres i dodałam:
- Proszę przyjechać, moja mama jest agresywna i chyba zwariowała.
Martwą siostrą postanowiłam zająć się później. Ona w końcu nie była groźna, co najwyżej mogła zacząć cuchnąć. Ale mama...
- Zgłoszenie przyjęte, proszę czekać – poinformowała mnie operatorka. Tymczasem mama zaczęła dobijać się do drzwi.
Przyjechali. Wezwali karetkę. Ciało pojechało do kostnicy, a mama do szpitala. Do tej pory z niego nie wyszła.



I-haaa. I-haaa. I-haaa.



...Następnego dnia po wykładzie profesor na ćwiczeniach zrobił nam wejściówkę, obejmującą treści z wykładu. Zadowolona, że zapamiętałam wszystko, wpisałam też rubinacje. I tydzień później oblałam się rumieńcem, gdy profesor, już zdrowy, zerkając z rozbawieniem w moją stronę, powiedział:
- Proszę państwa, część z was ewidentnie nie zerknęła do książki. RuMinacje, nie rubinacje.
Czułam, jak twarz mi płonie. Gdy rozdawał kartki, uśmiechnął się do mnie, uciekłam wzrokiem. Za pytanie o nawracającą analizę myśli i wspomnień wpisał 0 punktów i trzy wykrzykniki.
No i sobie ideologię dorobiłam, pomyślałam. Rubinacje, rubin, krwistość i metafory. Kurwa. Niech szlag trafi tego profesora i całą jego pieprzoną wiedzę. A nade wszystko – ten jego cholerny ubiegłotygodniowy katar. Będę się musiała mocno postarać, żeby nadrobić punkty do oceny końcowej.
Choćby onomatopeje miały mnie ścigać jak Erynie.



========================================================================

TEKST II




godzina 8.15



Budzi mnie chłód poranka.
Nie mam siły by otworzyć powieki, mięśnie, koszmarnie obolałe od nocy spędzonej na parkowej ławce, też nie chcą nawet drgnąć. W końcu przezwyciężam niemoc i prawą ręką macam wokół siebie szukając wybawienia. Jest. Częściowo przygniatam butelkę ciałem, więc stękając i jęcząc staram się wyszarpać ją spod siebie nie zmieniając pozycji - na to jestem jeszcze zbyt słaby. Udaje się i po chwili uchylam delikatnie powieki, a butelkę unoszę w stronę porannego słońca. Muszę oszacować co w dzisiejszym dniu życia mam, a co muszę zorganizować. Jest jakieś ćwierć butelki, więc uśmiecham się mimowolnie i zaraz krzywię, bo w uśmiechu pękają spieczone wargi. Czas się obudzić na dobre. Odkręcam butelkę, nakrętka leci w krzaki, nie będzie już potrzebna. Jak zawsze, przyglądam się butelce ze wszystkich stron, wiem że mogę po prostu odrzucić ją i wszystko zmienić.
Wódka spływa do gardła razem z krwią z pękniętych warg i wiem, że żyję. Po chwili udaje mi się usiąść na ławce, odpiąć karabińczyk spinający plecak ze szlufką spodni, wreszcie wstać. Ciężko mi utrzymać pionową pozycję, nogi lekko się uginają ale wiem, że to zaraz minie. Mam geny wojownika, dam sobie radę. Stukając obcasami mija mnie jakaś biznes woman. Delikatnie naciska na policzek małej dziewczynki, pewnie córki, tak, aby ta patrzyła nie na mnie, ale w przeciwna stronę. Włącza się rubinacja. To uczucie, które ogarnia mnie kilka razy dziennie i pewnie dzięki któremu jeszcze żyję. Nazywam je tak, bo na kilka chwil świat zasnuwa czerwona mgiełka i głos w mojej głowie cedzi: "wiem, że jestem śmieciem, ale wszystkim wam, kurwa, pokażę". Uwielbiam rubinację. Odrzucam pustą butelkę w krzaki i zarzucam plecak, robiąc na próbę kilka kroków. Szybciej. Marszobieg. Trucht. Jeszcze szybciej. W końcu biegnę w maksymalnym tempie rozchlapując kałuże i pokonując ból mięśni, a twarz smagają mi krople lodowatego deszczu.
W końcu jestem sportowcem.



godzina 9.04



Po krótkim biegu z postojem w monopolowym docieram do klubu.Zresztą "klub" to może zbyt duże słowo. Odrapany budynek przy karczowisku, wewnątrz mała cuchnąca potem szatnia, a w niej stłoczona zgraja życiowych niedorajd, marzących o wielkiej piłkarskiej karierze, choć każdy z nich wie, że wiek pozwoli wskoczyć im może jedną ligę wyżej. Czyli jedną wyżej niż dno. Szatnia wita mnie kalejdoskopem fałszywych uśmiechów i zdawkowych pozdrowień, po dwusetce z monopolu mam to gdzieś, rzucam cicho „cześć” i idę pod swoją szafkę. Bluza leży na dnie, pomiędzy stertą zdeptanych marzeń, a pustymi puszkami, niektóre z nich są tak stare, że zaczyna odchodzić z nich farba. Marzenia są starsze. Rękawice i korki na górnej półce, brudny ręcznik, spodnie i getry na zardzewiałym haczyku. Normalnie chłopaki mają jeszcze ochraniacze, ja nie. Co chwila ktoś już przebrany wychodzi i w końcu zostaję sam. Zawsze opuszczam szatnię ostatni, bo nie chcę pić przy chłopakach - jednak jakoś głupio. Szybki łyk na wzmocnienie i zbieram się. W głowie trochę wiruje, krok wydaje mi się pewny ale zataczam się, zahaczam o czyjąś szafkę i zawieszone na otwartych drzwiczkach spodnie lądują na podłodze. Ubłocone po ostatnim treningu korki zostawiają brązowe ślady na jasnym materiale i kiedy właśnie próbuje opuścić szatnię, żeby nie zostać przez nikogo przyłapanym, w drzwiach staje trener.



- Cześć trenerze.
Patrzy na mnie, chyba badawczo, widać szykuje się kolejna rozmowa edukacyjna.
- Jarek, znowu cwał? - pyta bez ogródek.
Nie wiem skąd mu się wziął ten cwał, ale nazywa tak wszystkie okresy kiedy piję. A piję ciągle, raz nie piłem miesiąc i raz dwa tygodnie, to był kiepski okres.
- W życiu.
Pociąga nosem. Kręci głową. Jest jak z kreskówki.
- Jarek, to się musi skończyć.
- Jasne, trenerze. – odpowiadam patrząc gdzieś w bok. Chryste jaka ta szatnia jest brudna. I te spodnie uwalone błotem na środku.
- Jesteś najlepszym bramkarzem jakiego kiedykolwiek miał ten klub i…
Wyłączam się. Doskonale wiem, co chce powiedzieć. Że jestem najlepszy, wielokrotnie lepszy od całej zgrai grającej w tej śmiesznej lidze, ale kiedy piję, staję się od nich lepszy tylko odrobinę ,a mógłbym grać dużo wyżej. Pierdoli. Wyżej nie mógłbym pić, a na to nie ma opcji. Więc trzymają mnie tu ze statusem gwiazda-pijak i wszyscy są szczęśliwi.
- Jarek, słuchasz mnie? – podnosi głos o ton, lub dwa.
- Jasne, trenerze.
- Nie utrzymam sytuacji wiecznie, na ostatnim posiedzeniu prezes chciał cię wywalić. Wstawiłem się za tobą ale muszę cos im pokazać. Jakąś zmianę, rozumiesz?
Kiwam głową i delikatnie odsuwam rękę, którą zagradza mi wyjście.



godzina 9.30



Na treningu, jak zawsze, rubinacja. Daję z siebie wszystko na ile pozwala mi koordynacja i refleks. Kurwa, nawet nabity jestem sporo lepszy niż oni trzeźwi, rezerwowy bramkarz drużyny może tylko patrzyć z zazdrością, albo z pogardą, chuj z nim. Pod prysznicem jestem pierwszy, towarzyszy mi butelka z plecaka. Słyszę przyciszone rozmowy i dość wyraźne „skurwysyn” a potem „daj spokój”. Cóż, to były ładne spodnie.



godzina 14.13



Wymiotuję gdzieś w parku, opierając się dłonią o chropowatą strukturę drzewa. Zastanawiam się, czy zdążę odejść zanim jakieś drzewne robale wejdą mi na rękę. Moje ręce są wartością, dobrem narodowym, powinno się je ubezpieczyć na wysoką kasę. Udaje mi się podnieść głowę i zauważyć bandę dzieciaków, może kilkunastoletnich, wykonujących karne na asfaltowym boisku. Obserwuję ich chwilę ale są kiepscy. Trzeba im mentora, bohatera.



godzina 14.20



- Zewnętrzną częścią stopy! – wrzeszczę, bo ten lokaty blondynek ma niezłą siłę strzału ale zero techniki. – A ty stój na środku bramki! Patrz na słupki za sobą, kontroluj pozycję! Dzieciaki chichoczą, szepcząc coś między sobą.
- Śmiejcie się, śmiejcie – Zrezygnowany macham ręką. Miniaturowe tępaki.
Jakiś malec, rudy jakby zardzewiały mu włosy, podchodzi i patrzy na mnie odważnie, kładąc ręce na biodrach i wydymając wargi.
- To może pan stanie?
Rubinacja uderza krótkim impulsem, jak prąd.
Kiwam głową i usiłuję ściągnąć kurtkę, która oczywiście plącze się i zahacza. Dzieciaki wyją ze śmiechu. Drogę do bramki pokonuję z trudem, ale staram się wyglądać jak superbohater - między pomalowanymi na czerwono-biało słupkami, profesjonalnie badam wysokość poprzeczki, i oklepuję podeszwy o słupek, chociaż jestem w trampkach. A potem przez kilkanaście minut bronię tak, że te dzieciaki będą o tym opowiadać latami, zresztą to prościzna – to mała bramka do piłki ręcznej.
- Dobra – mówię z trudem łapiąc oddech i wskazując na zardzewiałego. – Teraz ty.
Minę ma nietęgą ale powoli idzie w stronę bramki.
- Tylko lekko, dobra? – upewnia się.
- Jasne – potwierdzam.
Pieczołowicie ustawiam piłkę na namalowanym kole, nie ma to zresztą znaczenia, bo ten asfalt ma tyle bąbli co niemowlak z wysypką. Dwa kroki do tyłu. Rubinacja. Jeszcze trzeci, ot tak, nie żeby mocno strzelać temu małemu gamoniowi, ale po prostu nabrać rytmu przed uderzeniem.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Bum.
Piłka, precyzyjnie mierzona w lewe okno, pędzi w sam środek bramki, a ten mały osioł zamiast chronić twarz składa ręce na genitaliach, jak obrońcy w murze. Futbolówka uderza go prosto w twarz, w towarzystwie donośnego chrup, rudy pada na ziemię przy kolejnych odgłosach - nieznośnego płaczu i krztuszenia. Dzieciaki rozbiegają się jakby właśnie przyjechało Family Frost, a ja zastanawiam się jak nazywa się takie chrup. Już wiem, onomatopeja. Podchodzę do zardzewiałego. Krew, ze złamanego, wykrzywionego w lewo nosa, zalewa mu twarz. Chłopak jest w histerii. Macam okolice miejsca urazu, fachowo oceniając złamanie, a potem mierzwię rudą czuprynę.
- No, już. Bądź twardzielem. – Krew znaczy na rudych włosach smugi tylko o kilka tonów ciemniejsze.
A potem zostawiam go leżącego i sobie idę.



godzina 18.12



Budzę się na schodach przed pomnikiem. Jestem trochę przerażony, bo mam krew na rękach, a nie do końca wiem skąd. Wszystko zabrnęło za daleko. Utrata kontroli, jazda pociągiem, w którym zerwał się hamulec. Jestem słaby? Nie. Robię co chcę i jak chcę. Kurwa. Co dalej? Podnoszę do góry butelkę, choć nawet nie wiem skąd się wzięła w zakrwawionej dłoni. Chce się napić i nie chcę. Może czas coś zmienić? A może nie?




Awatar użytkownika
Sarah
Dusza pisarza
Posty: 401
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
Płeć: Kobieta

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Sarah » wt 21 lis 2017, 09:50

Rzecz podstawowa – nie znając historii pomysłu na użycie słowa „rubinacja” – czytałam oba próbując zrozumieć co autor ma na myśli.
Pierwszy tekst oparł się na omyłce :
Proszę państwa, część z was ewidentnie nie zerknęła do książki. RuMinacje, nie rubinacje.
I chyba nie był to najlepszy pomysł, bo odruchowo poprawiałam sobie w głowie znaczenie wyrazu, mając ciągle wrażenie, że to literówka.

W drugim tekście „rubinację” przyjęłam zupełnie naturalnie, jako słowo wymyślone prze bohatera – opisujące jego stan . Nie zgrzytało i niczego poprawiać sobie w głowie nie musiałam .
Nazywam je tak, bo na kilka chwil świat zasnuwa czerwona mgiełka i głos w mojej głowie cedzi: "wiem, że jestem śmieciem, ale wszystkim wam, kurwa, pokażę". Uwielbiam rubinację .

Kilka uwag natury ogólnej.
Tekst pierwszy mnie trochę znużył. Ugrzęzłam w psychologicznych rozważaniach i rozterkach bohaterki, przy czym już po słowach „Było nas troje. Ja, Marcin i Karolina” – ciąg dalszy był dla mnie zbyt przewidywalny.
Całość odebrałam jako ciężkawą i przeintelektualizowaną.


Drugi tekst – podoba mi się pomysł i prowadzenie postaci. Podobają mi się opisy. Widzę te obrazki i czuję zapach przepitego bohatera.
Bardzo fajne zakończenie, zostawiające jednocześnie pole do dalszych przemyśleń.
Ciężko mi utrzymać pionową pozycję, nogi lekko się uginają ale wiem, że to zaraz minie. Mam geny wojownika, dam sobie radę
Kupuję tego wojownika – jest prawdziwy:) Nawet z wulgaryzmami , które w tym tekście bronią się doskonale.

Pomysł - max 20 punktów.
I – 10 ( trochę mało odkrywczy)
II- 18 ( ujęło mnie połączenie tych wszystkich słów w jedną całość)

Styl - max 20 punktów.
I- 10 ( zmęczyło mnie czytanie)
II- 17 ( ładnie namalowane obrazki)

Realizacja tematu - max 10 punktów.
I – 7 ( wszystko było choć nie do końca mi pasowało)
II – 8 ( punkt więcej za wymyślenie własnego znaczenia)

Schematyczność - max 10 punktów
I – 4 ( niestety – dla mnie zbyt duża)
II- 7 ( sportowiec – alkoholik może nie jest zbyt odkrywczy ale ma urok i do końca nie wiedziałam czy utrzyma się na nogach)

Błędy - max 20 punktów.
I – 16 ( nie przeszkadzają w czytaniu)
II – 16 ( nie przeszkadzają w czytaniu)

Ogólnie - max 20 punktów.
I – 12
II – 18

Ocena końcowa
I – 59
II - 84


Czerwień kobiecych warg jest po to, żeby nie było na nich znać krwi, wyssanej przy pocałunkach - S.Lem

Awatar użytkownika
Bartosh16
Legenda pisarstwa
Posty: 1872
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Bartosh16 » wt 21 lis 2017, 10:18

Tekst I.

Pomysł 19/20 - świetnie. Pierwsze uderzenie za słabe, ale wciąga, jak mnie nigdy nic nie wciągnęło na bitwie.

Styl 18/20 - odpowiedni. Mam wrażenie, że gdyby był inny, zabiłoby to historię, a to ona mnie bierze.

Realizacja tematu 10/10 - wszystkie trzy słowa kluczowe użyte płynnie, subtelnie, a ich użycie jakby wynikało z opowiadanej historii. Nie mam w ogóle wrażenia, iż znalazły się tam, bo musiały. A rub/minacje - poezja!

Schematyczność 7/10 - nie znoszę tej kategorii.

Błędy 18/20 - coś było, ale niedużo.

Ogólnie 20/20 - nie znoszę obyczajówki, a jeśli obyczajówka mnie tak wessała, to coś w tym jest. Najlepszy tekst bitewny, jaki czytałem.

Tekst II.

Pomysł 16/20 - nie przepadam za prozą pijacką, ale pomysł sam w sobie zły nie jest.

Styl 16/20 - ciężej mi się czytało, niż pierwszy tekst.

Realizacja tematu 5/10 - jest imperatyw, mało rozkazów, słowa kluczowe wplecione trochę przypadkiem, bo było po drodze.

Schematyczność 8/10
- chyba mniej "typowe" niż tekst I.

Błędy 13/20 - za interpunkcję karna rundka dookoła boiska. Gdzie przecinki?

Ogólnie 14/20 - porządny tekst, choć zaniedbany od strony interpunkcyjnej. Pomimo oczywistej jakości w tym pojedynku jak na moje plasuje się niżej.

Podsumowanie:

Tekst I. 92

Tekst II. 74


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
misieq79
Pisarz osiedlowy
Posty: 291
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: misieq79 » wt 21 lis 2017, 11:12

Pomysł
Tekst 1 14/20 Poprawnie, to chyba dobre określenie. Zadanie wykonane, ale nic specjalnie nie błyszczy.
Teksty 2 16/20 Porównawczo i subiektywnie - lepiej. Drunken master :D

Styl
Tekst 1 14/20 Na początku atak zaimkozy. Całość jakoś tak... kapie. Ok, to jest wspomnienie, ale oddaje stan narratorki "teraz" a nie "przed". Teraz - ma wywalone, jest wypruta z emocji. Ale przez to we "wcześniej" tych emocji nie widać. Są opisane, ale nie brzmią. Zabrakło "teraz ci, k***a, odpłacę za wszystko" - i przez rubinową mgłę wystukuje trzy dziewiątki.
Tekst 2 17/20 Nieźle, płynnie. Idzie się wczuć w bohatera.

Nawiązanie do tematu
Obudwu daję 8/10.

Schematyczność
Trudno mi wskazać lepszego. Oba 7/10.

Błędy
Tekst 1 16/20 Literacko OK. Jako koniarz się przyczepię do "dobra w cwale". Cwał to faktycznie za*ebista sprawa, ale - jak już nastąpi - nie wymaga szczególnych umiejętności :D 1) nie spaść i 2) chłonąć. Tak samo, karetka nie zabiera zwłok (rozumiem że to skrót myślowy).
Tekst 2 12/20 Wzmiankowane przez przedpiśców zrzucanie przecinków chyba z samolotu. Co do spójności fabuły - tekst sugeruje, że bohater sypia pod chmurką i spożywa wyłącznie alkohol. Gdzieś tam zabrakło wzmianki, że ma jakieś mieszkanie i źródło dochodu. Niechby i składzik w klubie.

Ogólnie
Tekst 1 13/20
Tekst 2 17/20

In toto 72:77



Awatar użytkownika
Iwar
Pisarz domowy
Posty: 154
Rejestracja: sob 27 maja 2017, 15:44
Płeć: Nie podano

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Iwar » wt 21 lis 2017, 12:15

Pomysł - max 20 punktów.
1. 11
Smutny los dzieci z rodzin rozbitych. Było, panie, było. Ale ten wstęp akademicki mi się spodobał, szkoda, że nie poszło to w tym kierunku. Imperatyw i rozkaz subtelnie, aż nie wiem czy nie za bardzo jak na moją gruboskórność.
2. 18
Pijaczyna atleta - nie wiem jak realne, ale ja o tym nie słyszałem. Podejrzewam, że trochę fantastka. Ale wysoka nota za tą zabawę ze słowotwórstwem. Parafrazując Witka - wycieczka za granice poznania z paszportem nowego języka. Ja to lubię. I podoba mi się ta interpretacja imperatywu.

Styl - max 20 punktów.
1. 15
Trochę to przegadane wszystko. Pojawiły się fragmenty które strasznie mi się nie spodobały (pierwsze zdanie choćby, albo "Z perspektywy czasu zdumiewa mnie, jak łatwo pozwoliłam się wciągnąć w tę magię, lecz każdy postęp traktowałyśmy wówczas jak skutek naszych zabiegów"). Było też sporo takich, które "zobaczyłem" od razu i przypadły mi do gustu niezmiernie ("Przytrzymałam ją wtedy za ręce, byłyśmy blisko siebie, ciało stykało się z ciałem, jak już nie zdarzało się od dawna. Ale nie było w tym grama bliskości." - świetne)
2. 18
Zmysłowy tekst - pod tym względem, że działa na zmysły. I widać, i słychać i dotknąć można. Brudne to wszystko, ale bardzo dobrze oddaje intymność pijacką.

Realizacja tematu - max 10 punktów.
1. 7
Mnie do końca nie przekonał ten sposób wybrnięcia z "rubinacji". Bo to wszystko można tak obrócić. W tekście ma być "projekcja"? Bohater przesłyszał się, jest "erekcja". I jedziemy dalej z koksem. Sam podmiot wspomina o skojarzeniach z krwią, ale gdzie tam później krew?
2. 9
Wszystko jest. Czasem wprowadzone trochę na siłę (ta onomatopeja), bo strasznie się nagle pijaczek-piłkarz inteligentem robi. No ale jest.

Schematyczność - max 10 punktów
1. 6
Utarte ścieżki, koleiny jak wąwozy.
2. 8
Jak dla mnie coś nowego. Zaraz, właśnie doczytałem misieq79, jak mogłem od drunken master zapomnieć. Ale najczęściej to komedia, a tu...mniej.

Błędy - max 20 punktów.
1. 15
2. 15

Ogólnie - max 20 punktów.
1. 16
Tekst na wysokim poziomie, ale nie przekonał mnie. Przegadany, opisujący znajomą historię, gdzie już na początku wiadomo jak to wszystko się skończy. Nie w moim guście.
2. 19
Dobry tekst. Przekonał mnie. Więcej chwalił nie będę, żeby w głowach się nie poprzewracało.

Ocena końcowa
1. 70
2. 87



Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 469
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Escort » wt 21 lis 2017, 12:26

Tekst I

Pomysł - 16/20
Bardzo dobry.

Styl - 13/20
Czasami się gubiłem, trochę nie było mi po drodze z tym stylem, szczególnie przy zdaniach złożonych i wielu takich 'wcinkach' jak to nazywam ja...

Realizacja tematu 10/10
Chyba nie mam wątpliwości.

Schematyczność 10/10
Nie dało się - świetne.

Błędy 14/20
Pierwsze zdanie: moje, mnie i moje. I trochę ich było z biegiem czasu, bałem się że napotkam na 'tą' a nie na 'tę', ale było ok. Chyba do szlifu troszkę, większej do głębszej analizy, ale to tylko moje spostrzeżenie.

Ogólnie 15/20
Na początku rozczarowanie, potem troszkę nuda (taka trochę sztuczność w drugim/trzecim fragmencie), w końcu zaczęło to nabierać obrotów, a temat bardzo abstrakcyjny świetnie dopasowany do realiów, aż wreszcie punkt kulminacyjny, który wprawia czytelnika w szok. Przy tak krótkim tekście to się ceni, co się tam wydarzyło. I końcowe zdanie bardzo ładne. (Nie ma maxa czy coś, bo jednak topornie mi się czytało, biorę pod uwagę 'ogólnie' też mój gust, w innych ocenach doceniłem wysiłek ze starannością bycia obiektywnym). I twist ze słowem rubinacja też fajne.

Tekst I: 78/100


Tekst II

Pomysł - 16/20
Równie świetny. Taki sam poziom dla mnie.

Styl - 16/20
Trochę lepiej mi się czytało - obydwa były dobre, ale tutaj płynniej dla mnie.

Realizacja tematu 9/10
Z onomatopeją na łatwiznę względem rywala... ;)

Schematyczność 8/10
Alkohol w życiu. Tak to nie ma. Temat trudny to i ocenki se lecą.

Błędy 17/20
Mniej, mniej, mniej.

Ogólnie 16/20
'Jest jak z kreskówki.' to dla mnie jest świetne.
'- Tylko lekko, dobra? – upewnia się.' Życiowe bardzo.
'rozbiegają się jakby właśnie przyjechało Family Frost' :D
I to takie moje faworytki. Za nie punkt do góry.
A poza tym: bardzo dobre, zabrakło mi jakiegoś finału, który wbijałby w fotel, ale poruszony temat i tak trudny przez całą długość. Takie... życie. Nie wiem też czy poza elementami jak 'tylko lekko' i bronienie z młodymi to ma to sens na dłuższy byt. Granie w klubie i ciągłe picie. Tak czy siak, nie oceniam zbyt pochopnie, kwestia dyskusyjna, to konwencja autora i ja nie będę się czepiał jakiegoś researchu i udawał znawcy - doceniam przedstawiony świat przez autora. Dolne ligi są trudne, ludzie tam przewijający się mają najbardziej patologiczne problemy, a tekst zmusza do refleksji, brawo.


Tekst II: 82/100


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1333
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Smoke » wt 21 lis 2017, 18:24

1.
Pomysł - to jest dramat. melodramat. w stylu Michalak. w miarę postępu czytania myślałem, że kroi się niezły absurd, coś w stylu rodzinki z Urodzonych morderców, ale nie, nic z tego. co my tu mamy? wszystko, brakuje tylko zabójczo przystojnego właściciela stadniny, w świetnie skrojonym garniturze, który władczym gestem przymuszałby małą do czegoś tam. jedyny plus za ruminacje = 2/20
Styl - szał nieobecny jest, powiedzmy = 10/20
Realizacja tematu - słabo. nie widzę tu żadnych imperatywów ani rozkazów, a warunki dodatkowe wplecione siłowo = 1/10
Schematyczność - no jakbym czytał Michalakową = 1/10
Błędy - nie wiem, powiedzmy 10/20
Ogólnie - ogólnie? sytuacja jest dość prawdopodobna, ale niestety trzeba samemu sobie dopowiedzieć i poszukać we własnej pamięci i wyobraźni tego, czego nie ma - a powinno być - w texcie = 10/20
Ocena końcowa - 34

2.
Pomysł - no jakiś jest, nie ma pompatyczności, prosta historia, ale też bez szału = 7/20
Styl - porównywalnie z pierwszym, maniany nie ma, ale bardziej przegadane = 8/20
Realizacja tematu - też zero imperatywów i rozkazów, jakie to mdłe, onomatopeje też siłowo wklejone, 2/10
Schematyczność - tu jest w miarę dobrze = 4/10
Błędy - nie wiem, powiedzmy 10/20
Ogólnie - kompozycyjnie jest to jakoś tak siłowo zszyte ze schematu alkoholika marnującego się i przypadkowego dramatu - w dobrym wykonaniu to krzyczałoby, czytelnik najpierw żałowałby pijusa (albo coś), później chciałby go zlinczować, a w międzyczasie pomyślałby o swoim bracie/ synu czy kim tam, który właśnie śmiga na orliku. tu, zamiast tego jest jakże głęboka refleksja pijaka: może czas coś zmienić, a może nie, lol. ogólnie więc - 5/20
Ocena końcowa = 36

Added in 34 minutes 24 seconds:
bonus track do pierwszego textu:
https://www.youtube.com/watch?v=zOiRCcJOYnI

twórcy przedstawili tu największe patologie i dramaty z sitcomowym jajem - gdyby zrobili to na poważnie, to zarówno o nich, jak i o ich dziele nikt by nie słyszał. bo ileż można. bo kogo by to wzruszyło.
i przez moment wydawało się, że text będzie zmierzał w tym kierunku, ale zamiast tego było silenie się na powagę.

co do drugiego textu:
zostawił gimba leżącego i poszedł, a potem ocknął się wieczorem - a w tych właśnie (nieobecnych w texcie) godzinach było świetne miejsce na dramat. bo dotąd text był sztampowy (marnujący się pijaczek itp.), lecz w tym miejscu mogło być coś extra (i z jajem). np. zaraz po strzale pijaczek wymacałby złamaną czaszkę i przeraził się na tyle, że obiecałby skończyć z chlaniem (przysięgi, plany poprawy itp.), ale wieczorem, gdy poszedł kupić trzeźwościowy sok pomidorowy, usłyszałby o tej akcji w kolejce. dowiedziałby się, że młodemu nic nie ma, tylko ryj obity, za to jego ojciec, komandos, oklepał ryje wszystkim menelom na osiedlu, czy coś. a wtedy pijaczek odetchnąłby z ulgą mówiąc w ostatnim zdaniu:
- Uff, jednak mogę pić dalej. - Odłożył sok, sięgając po dwa czteropaki.

czy coś
:roll:



Awatar użytkownika
Romek Pawlak
Pisarz
Pisarz
Posty: 3526
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Romek Pawlak » śr 22 lis 2017, 12:24

Bez punktów w poszczególnych kategoriach - nie umiem. Ale końcowe wystawię.

Tekst I:
Sam pomysł nie jest zły. To znaczy relacje sióstr i matka w tym jako czynnik kłopototwórczy są niezłe, choć matka trochę zbyt stereotypowa, warto by ją jednak złamać bardziej, skomplikować :) problem zasadniczy tkwi w nadmiarach. To jest bardzo przegadany tekst, w połowie zacząłem brnąć. Byłaby to nośna dłuższa scena czy fragment w powieści, drobny wątek. Język niezły, jakichś dramatów nie zauważyłem. Już prędzej próbę podszywania się pod kogoś :)
Po zastanowieniu: tak z 70 punktów, ale głównie za próbę zrobienia obyczaju, bo czysty skecz byłby łatwiejszy do realizacji, więc za ambicje :)

Tekst II:
Pomysł jest, ale nie na fabułę, tylko na bohatera. To za mało. Reszta... cóż, reszta istnieje. Ładny jest fragment z dzieciakami, ale nie jest rozpisany jako kulminacja, punkt zmiany, przez co tekst bardzo traci na wymowie, a właściwie ona się po prostu rozmywa. I w efekcie dostajemy tekst, tj. ja dostałem, o tym, że może nie warto pić, a może jednak warto. Ot, takie płynięcie z nurtem. To już było tak wiele razy, że mnie nie wzrusza, już bym chyba wolał agresywną obronę alkoholizmu, ale szanowne Autoru (którego się domyślam) do tego nie jest raczej zdolne :)
Po zastanowieniu: tekst niestety dużo gorszy od poprzedniego. Nadrabia stylem, traci na fabule i głębi, zatem tak ze 60 punktów.

Czyli, podsumowując - czy ja już mówiłem, że lubię koszykarskie wyniki? - tekst I wygrywa z tekstem II 70:60 :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
uniwers
Pisarz osiedlowy
Posty: 217
Rejestracja: śr 25 cze 2008, 19:56
Lokalizacja: Waldenburg i. Schl.
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: uniwers » czw 23 lis 2017, 19:30

Szkoda, że nie da się tu zagnieździć arkusza Excela, skoczyłaby przejrzystość przy porównywaniu ocen ;)

Tekst 1
Pomysł: 16/20
Styl: 19/20
Realizacja 10/10
Schematyczność: 8/10
Błędy: 18/20 (Dialogi w końcówce! Ludzie tak nie mówią!)
Ogólne 15/20 (1. Dysonans retrospekcji względem reszty 2. Nie przepadam za takimi klimatami)
Suma: 86

Tekst 2
Pomysł: 15/20
Styl: 16/20
Realizacja 10/10
Schematyczność 7/10
Błedy: 16/20(Styl nie tak, hm, spójny jak u konkurenta)
Ogólne 10/20 (Nie przepadam za takimi klimatami, te są na dodatek bardziej oklepane niż u konkurenta)
Suma: 74

Nie lubię oceniać ;)



Awatar użytkownika
P.Yonk
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: P.Yonk » czw 23 lis 2017, 21:37

Zawiodłem się rubinacją... a tyle można podpiąć pod to. :)

Tekst 1
Pomysł: 13/20 - tak jakoś na siłę
Styl: 19/20
Realizacja 8/10 - punkt mniej za rubinację - zawiodłem się bardziej, niż u konkurenta :).
Schematyczność: 8/10
Błędy: 18/20
Ogólne 15/20 - Odniosłem wrażenie, że scenki nie do końca do siebie pasują, że tak na siłę były sklejane...
Suma: 81

Tekst 2
Pomysł: 18/20 - żwawszy
Styl: 18/20 - nie przepadam do końca
Realizacja 9/10
Schematyczność 7/10
Błędy: 17/20
Ogólne 16/20 Opowieść bardziej spójna, scenki pasują do siebie. Ale czasem brakowało wypełnienia...
Suma: 85


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
Andy
Pisarz osiedlowy
Posty: 228
Rejestracja: pt 11 sie 2017, 20:22
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Andy » czw 23 lis 2017, 22:44

tekst 1
Pomysł 15
Styl 15
Realizacja tematu 8
Schematyczność 9
Błędy 17
Ogólnie 13
=77

Ogólnie: pierwszy akapit nastawił mnie chłodno do tekstu. A konstrukcja samego pierwszego zdania zdziwiła. To tego obyczajówka. Ale z drugiej strony mocny tekst - po bandzie.

tekst 2
Pomysł 15
Styl 18
Realizacja tematu 7
Schematyczność 8
Błędy 18
Ogólnie 15
= 81

Ogólnie: fabuła jak na shorta, ale zaskoczyła. Jednak cos w tym jest...
ps. "opierając się dłonią o chropowatą strukturę drzewa" :D



Awatar użytkownika
brat_ruina
Pisarz pokoleń
Posty: 1335
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: brat_ruina » pt 24 lis 2017, 11:14

Rubinacja jest wtedy jak Rubia uspokaja zaognienie na sb:)

Oba teksty przeczytałem z ciekawością i zazdrością, bo zawsze zazdroszczę wyobraźni piszącym coś co nie zmęczy. Nie oceniam. Bo nie.

W pierwszym najbardziej podobała mi się na końcu linia podwójna przerywana (aż musiałem przypomnieć sobie co oznacza w KRD:))

W drugim - miniaturowe tępaki - rewelka:)



Z pozdrowieniami dla pojedynkujących.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
Isabel
Pisarz domowy
Posty: 106
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
Płeć: Kobieta

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: Isabel » ndz 26 lis 2017, 17:38

Tekst I

Pomysł – 15 punktów

Styl – 15 punktów

Jest w porządku, po prostu.

Realizacja tematu – 10 punktów
Zawarte jest wszystko to, co miało się zawrzeć, może ta rubinacja ciut na siłę, no ale jest, koniec końców nie ma się czego czepiać :)

Schematyczność – 4 punkty
Niestety, tutaj trochę słabiej – motywy zbuntowanego dziecka, wypadku, śpiączki jednak dość często się przewijają w rozmaitej twórczości...

Błędy – 20 punktów

Nic nie widzę, nic mnie nie razi – to i się nie czepiam :)

Ogólnie – 15 punktów

Czytało się w porządku, niby nic w tej historii, tak fabularnie i stylistycznie, nie brakuje – ale jednak czuję jakiś taki niedosyt, czegoś mi jakby brak... Szkoda też, że część „akademicka” nie jest silniej rozwinięta..

Ocena końcowa - 79




Tekst II

Pomysł – 19 punktów
Jeden punkt urwany za w sumie natychmiastowe skojarzenie z tytułem filmu „Boisko bezdomnych”.

Styl – 20 punktów

Fajny jest, taki jakiś – jakby to nazwać? - mięsisty, potoczysty.

Realizacja tematu – 10 punktów

Jak poprzednio – wszystko, co miało być, to jest :)

Schematyczność – 10 punktów
Powielania schematu raczej nie widzę, dodatkowy plus za użycie „cwału” nie w dosłownym jego sensie.

Błędy – 18 punktów

Dwa punkty urwane za butelkozę na początku – dałoby się pokombinować z flaszkami, półlitrówkami itd.

Ogólnie – 15 punktów

Jak i poprzednio – niby nic nie brakuje, ale jednak niedosyt, zakończenie jakby ciut za mało wyraziste...

Ocena końcowa - 92


Dobra architektura nie ma narodowości.

Awatar użytkownika
G.P.
Pisarz domowy
Posty: 127
Rejestracja: pt 01 kwie 2016, 00:10
Płeć: Mężczyzna

[20 listopada 2017] Wolha.Redna vs Godhand

Postautor: G.P. » pn 27 lis 2017, 23:39

Tekst 1:

(20) Pomysł – 9
(20) Styl – 12
(10) Realizacja tematu – 5
(10) Schematyczność – 4
(20) Błędy – 15
(20) Ogólnie – 9

Ocena końcowa – 54

Tekst 2:

(20) Pomysł – 15
(20) Styl – 17
(10) Realizacja tematu – 4
(10) Schematyczność – 4
(20) Błędy – 10
(20) Ogólnie – 18

Ocena końcowa – 68




Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość