Sidła namiętności

Tutaj możesz dopisać kolejne rozdziały naszego wspólnego opowiadania

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
Z_Piotrek
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: pn 22 sie 2011, 13:05
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Z_Piotrek » śr 28 wrz 2011, 22:15

Ostatni post z poprzedniej strony:

Popatrzyła jeszcze chwilę na gorszącą scenę, a potem znów na Klaudię:
-To nie jest tak jak myślisz, oni wcale się nie kochają, to nawet nie zwierzęcy seks. Eduardo stracił koncesje na wydobycie ropy i wisi nad nim widmo bankructwa. Wierzyciele dzwonią do niego o każdej porze dnia i nocy. A Eric, przez mszyce, stracił wszystkie plantacje koki przez co musiał się zapożyczyć u sycylijskiej mafii, teraz boi się o własne życie. Żaden z nich nie wie o problemach drugiego i każdy oddaje się drugiemu, mając nadzieję, że ten wyciągnie go z tarapatów.
-To nie może być prawda, nie może być aż tak źle. - zamruczała wściekła Klaudia. Homoseksualizm Erica była w stanie znieść, ale finansowa ruina była niewybaczalna. W jednej minucie rozpoczętej pocałunkiem dwóch mężczyzn prysły jej marzenia o wygodnym życiu, eleganckich sukniach, własnych służących i zazdrości sióstr, uważających ją za dziwkę. Rosalinda nie zauważając czerwonej ze złości twarzy Klaudii kontynuowała wątek:
-Jest nawet gorzej niż myślisz. Eduardo musi sprzedać swoje rancho i zwolnić służbę. I nie tylko on, bo Amerykanie wykupili dostęp do ropy, przez co wszyscy pójdziemy z torbami! Gdzie ja znajdę pracę, skoro jestem tylko biedną dziewczyną z sierocińca, która nawet podpisać się nie potrafi? Umiem tylko słać posłanie i gary zmywać, a na co to komu potrzebne, jak wszyscy zaraz domy stracą? Chyba będę musiała wyjść na ulicę, dupę sprzedawać!
-Zamknij się szmato! - Klaudia zdzieliła Rosalindę w twarz. Miała na głowie własne problemy, a ta głupia służka przypomniała jej o upokorzeniach, jakie musiała znosić w przymierającej głodem rodzinie, której głową był stary pijaczyna, a matki nie było. A było to tak...


http://kursdlaopornych.pl - kurs LibreOffice

Awatar użytkownika
devaitis
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: pt 29 lip 2011, 21:06
Płeć: Mężczyzna

Postautor: devaitis » śr 03 kwie 2013, 20:34

...oczywiste. Eric doskonale wiedział co miał zrobić. Genialny taktyk, jednoosobowa komórka wyszkolona mozolnie tylko w jednym celu - wykonać polecenie. Nic ani nikt nie był w stanie przeszkodzić mu w osiągnięciu powierzonego zadania. Nie mogła być to Claudia, za równie niedorzeczną barierą mógłby być postrzegany Eduardo. Generalnie nic, nigdy, przenigdy nie powstrzymało Erica. Nie powstrzymało go i tym razem.



Awatar użytkownika
Toledo
Szkolny pisarzyna
Posty: 40
Rejestracja: czw 11 lip 2013, 19:54
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Toledo » czw 11 lip 2013, 22:54

W przypływie niewyjaśnionej złości Eric chwycił Eduardo za kruczoczarne włosy, szarpnął mocno raz, drugi i trzeci.
- Eric! - Claudia pisnęła przerażonym głosem - Eric przestań!
Nie słuchał. Szarpał głową swego kochanka jak szalony. Na jego twarzy nie ukazał się nawet cień litości. Tak jak wtedy, gdy przyłapał swego kuzyna Stefano na spółkowaniu z zakonnicą Klementyną, która, nawiasem mówiąc, w chwilach miłosnych uniesień z Erickiem zapewniała go o swej wiernej i niezachwianej miłości. Ale dość było wspomnień. Rosalinda porwała za nóż i przyskoczyła do dwójki kochanków, zmagających się na śmierć i życie w zapasach, już nie miłosnych tym razem.
- Nie! - wył Eduardo zduszonym krzykiem.
- Giń! - wtórował mu Eric, potrząsając nim niby workiem pakuł.
Rosalinda była szybka, widać dzieciństwo w sierocińcu nauczyło ją czegoś, sprawnym ruchem rozharatała policzek. Ten wrzasnął, zamachnął się na nią, zupełnie ignorując otoczenie. tego właśnie potrzebował skryty za zasłoną Jose. Zaginiony brat Rosalindy. Dopadł golasa, wykręcił mu rękę, kopnął w nagą rzyć i ozwał się tymi słowy: - ha, ha! Mój drogi Ericu, w końcu mi się udało, zrujnowałem twoje pole koki, zabiłem kuzyna Stefano i zakonnice Klementyne! Tak teraz i ciebie zabiję!
Jose związał ręce byłego plantatora sznurem od prasy, zdzielił go w twarz, pokrytą już krwią sączącą się z rany ciętej.
- Rosalidna! - Eduardo przytulił obiekt swych skrywanych westchnień.
- Eduardo, tak się bałam!
Jose, nie zważając na zebranych wyciągnął z rękawa habitu, w który był przyobleczony niczym święty Walęty, pistolet marki parabellum luger. Przyłożył do skroni Erica i nacisnął spust.
Huk wystrzału wdarł się w umysł Rozalindy uzmysławiając jej, co własnie zrobił jej zaginiony brat.
- Ha, ha! - zaśmiał się zabójca, po czym przytknął lufę broni do swoich ust.



(co to jest, omg, jestem sobą zawiedziony :D)

[ Dodano: Czw 11 Lip, 2013 ]
nie doczytałem tylko, że to się działo na dworcu, no cóż.


LITTERA DOCET.

Awatar użytkownika
Ariszka
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: sob 17 paź 2015, 17:03
Płeć: Kobieta

Postautor: Ariszka » czw 29 paź 2015, 20:43

Z szaleńczym uśmiechem ale strzelił sobie w łeb. " Idiota" pomyślała Rosalinda , gdy otrząsnęła sie po pierwszym szoku.. " mam , a raczej miałam brata idiotę " . Uśmiechnęła się. Przynajmniej tyle, że nie będzie musiała znosić jego egocentrycznego towarzystwa.
- Szlag! - warknęła , bo ten idiota jej brat, pobrudził fartuszek krwią.
Postanowiła pójść się przebrać do swojego pokoju. Poszła. na szczęście niedawno prała więc "zapas" miała już przygotowany. Tym razem fartuszek był krótszy niż poprzedni, . Przebrała się i stanęła przed lustrem. Rzuciła trochę kremu na twarz. Zajęta sobą nie zauważyła, że cichutko skrzypnęły drzwi. Zanim się spostrzegła, że to tylko Klaudia, było za późno.
- Bądź cicho, suko - warknęła Klaudia. Zaczęła lizać Rosalindę po szyi. Rosalinda zamknęła oczy. Prawa dłoń Klaudii zaczęła miętosić jej lewą pierś, a lewa dłoń przez stringi - prawy pośladek.
Rosalinda odepchnęła po Klaudię, gdy poczuła, że jedna z dłoni Klaudii zaczęła pieścić ją między nogami.
Klaudia otarła tylko skrawek krwi rękawem i uśmiechnęła się diabelsko.
- Rozbieraj sie łachudro, albo ja Cie rozbiorę
I wtedy...
( ja natomiast jestem zadowolona :atakbuziakow: ;D wreszcie coś sie stało :wink: ;) )


Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.

Awatar użytkownika
misieq79
Pisarz domowy
Posty: 129
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Sidła namiętności

Postautor: misieq79 » czw 06 lip 2017, 23:05

... zniknęła ściana, okno, sofa, dwa kinkiety i klatka z kanarkiem. I Klaudia też, nawiasem mówiąc. Na ich miejscu zameldowała się ciężarówka.
Ze zgniecionej w harmonijkę szoferki, wykopawszy drzwi, wydostał się wąsaty jegomość. Posykując, wyrwał z twarzy tkwiący w niej kawałek szkła. Patrząc wokół niewidzącym wzrokiem, coś mamrotał pod rzeczonym wąsem. Rosalinda, obciągając fartuszek, próbowała zrozumieć. Perdonar? Perdu? Llapirdu? Na przeprosiny to nie wyglądało. Krzywa? Prawda, na serpentynach powyżej rezydencji już niejeden samochód wyleciał z drogi, ale żaden nie dotarł tak daleko.
Kierowca bezczelnie zignorował wdzięki Rosalindy. Wytarł skrwawione ręce w uciapany smarem podkoszulek, sięgnął do kieszeni szortów. Wydobył z niej komórkę.
- Madre de dios... może wezwę karetkę?
A może nie. Spod potężnych kół wystawały nogi Jose i Erica. Bardzo wygodnie. Klaudia była wprasowana między zderzak a ocalałą ścianę. Jak epitafium, nad jej ciałem spoczęła tablica rejestracyjna, z wyraźnymi literami PL.
Wąsacz wybrał wreszcie numer, wsłuchał się w buczek głośnika. W końcu ktoś odebrał.
- Brat!? - bardziej zawył, niż powiedział w mikrofon.
W odpowiedzi coś zatrzeszczało.
- Ruina! RUINA!!!



Awatar użytkownika
Godhand
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1749
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Sidła namiętności

Postautor: Godhand » sob 08 lip 2017, 21:42

Wąsacz siedział spokojnie na nogach Erica. Z kolei jedną z nóg Jose, zarzucił na swoje kolana i aktualnie używał jej jako notesu, zapisując coś za pomocą markera. Oblizywał przy tym usta jak dziecko kreślące pierwsze litery. Zamarł nagle słysząc znajomy dźwięk. Silnik Indiana poznałby wszędzie, silnik tego Indiana - wszędzie i zawsze, i co tylko. Czyściciel wszedł wolno, rozglądając się spokojnie. Stanął przed Wąsaczem, z niesmakiem spojrzał na męskie udo Jose, które kierowca ściskał w dłoni. Położył na ziemi czarną, sportową torbę.
- Dziesięć - powiedział.
- Dziesięć? Bracie daj żyć - jęknął Wąsacz, odrzucając z siebie, zapisane już dość gęsto udo.
- Zrobiłeś tu duży pierdolnik, to raz. A dwa, koo*wa, kto zostawia świadka? - Czyściciel wskazał na kucającą w ciemnym kącie Rosalindę.
Wąsacz zrobił płaczliwą minę. Czyściciel go sparodiował. Rosalinda się rozpłakała.
- Bracie, ja policzyłem dokładnie - Wąsacz starał się wskazać udo Jose, ale Czyściciel na niego nie patrzył.
- Wyjdź - głos Brata był zarazem miękki i władczy. Rosalinda wyszła z cienia.
- Dziesięć wystarczy - powiedział, kiedy weszła w krąg światła i ukazała się w pełnej krasie. A potem rozpakował torbę i zaczął mierzyć ciała, rozkładać worki oraz przygotowywać chemikalia.
Rosalinda patrzyła jak urzeczona. Wąsacz wymiotował.


"Każdy jest sumą swoich blizn"
Matthew Woodring Stover


Wróć do „Piszemy wspólne opowiadania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość