Obrazek Weryfikatorium

Wprawka erotyczna

Praca nad detalem (opis, dialog, itp.)

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 230
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wprawka erotyczna

Postautor: Kadah » wt 28 sty 2020, 23:00

Skoro nikt inny nie ma ochoty, ja zacznę. Poniższy fragment pochodzi z "Popiołu straconych miast", książki o samuraju poszukującym zemsty, do napisania której pokusił mnie Nav. W planach miałam scenę erotyczną, ponieważ jestem niesamowicie kiepska w te klocki.


Chłód poranka przenikał do szpiku kości. Niebo miało ołowianą barwę i tyle chmur, że nie było szansy na ujrzenie słońca, ale poeta zdawał się nie dostrzegać niedostatków aury. Przysiadł na drewnianym tarasie, odziany w najcieńszy jedwab. Sięgnął po shamisen i przebierał palcami po strunach.
Pierwszy dźwięk przypominał kwilenie pisklęcia, które nie nauczyło się jeszcze, do czego służą skrzydła, wyrzuconego w przepaść nieba. Kolejne brzmiały pewniej. W końcu palce uplotły melodię, która pofrunęła między pasma mgły i szaro-czarne pnie jabłoni. Służący krzątali się po sadzie, grabiąc pokryte szronem liście. Żaden nie dostrzegł muzyka, ale kiedy melodia wzbiła się w powietrze, odłożyli narzędzia i zastygli, zasłuchani. Gdyby ktokolwiek ich spytał, nie potrafiliby powiedzieć, dlaczego przerwali pracę.
Gdzieś w oddali odezwała się raszka i przez chwilę śpiew ptaka towarzyszył melodii instrumentu, dwa dźwięki splatające się w jedną skargę.
Poeta usłyszał szmer za plecami i odłożył shamisen.
Kobieta o pomalowanych szkarłatem piersiach usiadła naprzeciwko i delikatnym gestem schowała mu za ucho opadający kosmyk włosów. Uśmiechnął się. Zawsze lubił, kiedy go dotykała.
– Przepraszam. Mocno spałaś. Nie chciałem ci przeszkadzać.
Potrząsnęła głową.
– Nie przeszkodziłeś. Przyjemnie było cię jeszcze raz posłuchać. Nie boisz się, że ktoś się zorientuje, że tu jesteśmy?
– Przeceniasz nasz wpływ. Blakniemy coraz bardziej. Nawet już nas nie widzą. Żaden nie wezwie kapłana, bo poczuł naszą obecność. Znikamy.
– Wiedzieliśmy, że ten dzień nadejdzie – stwierdziła w zamyśleniu, przyglądając się krzątaninie służby.
Przytaknął. Znowu sięgnął po instrument, ale w tym momencie kontrola, jaką sprawował nad swoją formą, zawiodła. Nie miał już ani twarzy, która przyprawiała o szybsze bicie serca, ani kształtnych dłoni. Znów znów był kaleką.
Zacisnął palce. Utrzymywanie upragnionego kształtu do niedawna było tak proste, że nie wymagało nawet udziału świadomości. Teraz kosztował go coraz więcej. W dniu, gdy moc zniknie zupełnie, zostanie skazany na ułomność. Do tamtego czasu zamierzał udawać samego siebie z czasów, gdy sądził, że wszystko rozumie. Że pojął tajne mechanizmy świata.
Zerknął w stronę Sady. Niczego nie zauważyła.
– Czyj to dom? – zapytała.
– Teraz? Nie mam pojęcia. Przed kilkoma stuleciami należał do mojej matki.
Kochanka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie.
– Opowiedz mi o niej. Nawet ja słyszałam historie o pani Yumiko. Naprawdę była taka piękna?
Wzruszył ramionami.
– Chyba tak. Nie wiem. Kiedy o niej myślę, mam przed oczyma nie urodę, ale smutek. Wydobywał się z jej skóry, razem z zapachem perfum. Jej pierwszy mąż – mój ojciec, książę Kanemoto Yakamochi – przegrał wojnę. Ryuzaburo Kamata był okrutnikiem, ale w przeciwieństwie do ojca wyśmienicie opanował bitewne rzemiosło. Matka nigdy nie przestała rozpaczać nad faktem, że jej także nie zabił. Że przypadła zwycięzcy.
– Musiała kochać twojego ojca.
– Była jego żoną, a dla Kamaty stanowiła jedynie konkubinę. Wojenną zabawkę. Pamiętam, jak czasem siadywaliśmy na tym samym tarasie, a ona czesała mi włosy pytając, czy powinniśmy poderżnąć sobie gardła, by uniknąć upokorzenia, jakie nas spotkało.
Sado pochyliła się i spojrzała mu prosto w oczy.
– Bardzo się cieszę, że odpowiedź brzmiała: „Nie”.
Dōkan uśmiechnął się lekko.
– Czasem mnie kusiło, żeby wyrazić zgodę. Choć ojciec stracił życie, to nam przyszło najwięcej zapłacić za jego porażkę.
Sada, nie spuszczając z niego wzroku, rozsupłała mu pas i rozsunęła poły okrycia. Choć poprzednią noc też spędzili razem, tutaj, na tarasie, poczuł się dziwnie obnażony. Bał się, że straci nad sobą kontrolę a kochanka zamiast księcia-poety, który urzekł niezliczone zastępy kobiet i mężczyzn, zobaczy go takiego, jakim był naprawdę. Spojrzy na okaleczone ciało i wzdrygnie się z obrzydzeniem.
Sięgnął najgłębiej, jak się tylko dało, zdając sobie sprawę, że im więcej zaczerpnie, tym mniej mu pozostanie. Nie martwiło go to. Wolał wypalić się w jednym potężnym płomieniu, niż dogasać powoli, otoczony wspomnieniami wszystkich błędów, jakie przyszło mu popełnić.
Dłonie Sady błądziły pod fałdami jedwabiu, muskając klatkę piersiową. Brzuch. Schodząc coraz niżej.
Zacisnął palce.
– Gdyby nie to, nigdy nie mielibyśmy poety-buntownika. Tego, który mówi w imieniu tych wszystkich, pozbawionych głosu.
Dōkan potrząsnął głową.
– Za życia byłem piewcą nienawiści. Kiedy mnie – zawahał się. O mało nie powiedział „okaleczono”, choć bardziej stosowne stosowne byłoby słowo „zmiażdżono”. Albo „rozbito” – ukarano, moje wiersze przepełniało jeszcze więcej jadu, niż wtedy, gdy po raz pierwszy chwyciłem za instrument.
– Tworzyłeś poezję, której słuchano i w pałacu Syna Słońca i w kupieckich domach.
Mężczyzna parsknął śmiechem, który zabrzmiał nieco piskliwie. Zabiegi Sady sprawiły, że chwilowo stracił władzę nad głosem, ale odchrząknął i mówił dalej.
– Gdybym miał drugą szansę, zamiast pisać polityczne paszkwile, zająłbym się czymś bardziej godnym uwagi.
– Tym, o czym tak często dyskutowali w pałacu? Poszukiwaniem prawdziwego piękna? Uchwyceniem chwili, w całym jej bogactwie, złapaniem nastroju, wrażenia, uczucia i przyszpileniem go miedzy wierszami poematu, by mógł niczym klejnot zadziwiać swoim bogactwem nawet po upływie wieków?
Kochanka mówiła ironicznie, jakby cytowała słowa powtarzane tak często, że straciły jakiekolwiek znaczenie. Poeta wrócił myślami do tego krótkiego okresu, gdy wciąż cieszył się łaską cesarskiego dworu, zanim przyszło mu zapłacić za słowa, które nie zawierały nic, poza prawdą. Przed oczyma pojawił się obraz znudzonych, ociężałych dworzan, szukających jakiejkolwiek wymówki, byleby tylko nadać sens swojej pustej, bezcelowej egzystencji. Poszukiwanie kwintesencji piękna usprawiedliwiało wszystkie ekscesy, jakim oddawali się arystokraci. Najbardziej drastyczne wykroczenia dało się wytłumaczyć jako niezbędne kroki w celu zbliżenia się do prawdziwej sztuki.
– Być może – stwierdził, muskając dłonią jej policzek. Zareagowała na dotyk niczym kot, spragniony pieszczoty. – A ty? Gdybyś kiedykolwiek otrzymała drugą szansę, co byś z nią zrobiła?
Sada uśmiechnęła się. Nigdy wcześniej nie widział jej równie zamyślonej.
– Przyszłam na świat w kobiecej postaci, mój wybór był zawsze bardzo ograniczony. Gdyby to było możliwe, chciałabym być czymś więcej, niż instrumentem, dającym przyjemność.
Pochyliła się, a koniec jej włosów musnął jego szyję i klatkę piersiową.
– Czymś więcej, niż ciałem.
Przygarnął ją do siebie. Jedwab ześlizgnął się po skórze, odsłaniając nagą skórę. Sada siadła na nim okrakiem. Był gotowy.
Kochanka zaczęła się poruszać w górę i w dół. Gładził jej brzuch. Wodził koniuszkami palców po nabrzmiałych sutkach. Uwielbiał jej piersi. Ciężkie i ciepłe, naznaczone delikatnymi żyłkami, aż się prosiły o pieszczotę dłoni. I języka.
Wsunął dłonie pod jej pośladki, żeby poprawić ich pozycję. Kiedy Sada znów na niego opadła poczuł, że przeszywa go dreszcz. Przypadkiem kopnął shamisen. Instrument załkał jak chore dziecko i poczuł nagły, gwałtowny przypływ wyrzutów sumienia, który trwał zaledwie ułamek sekundy, bo nękająca go bestia ponowiła atak.
Razem znaleźli ukojenie.
Gdy było już po wszystkim i leżała przytulona do niego w kokonie jedwabiu, wodząc palcami po jego klatce piersiowej, poczuł, że znów wraca dawny kształt. Nigdy jeszcze tak szybko nie przeszedł od przyjemności do grozy.
Sada musiała wyczuć, że ten, którego trzymała w objęciach, zmienia postać, ale kiedy na nią spojrzał, miała zamknięte oczy.
– Niedużo czasu nam zostało – stwierdziła po upływie chwili, trwającej dłużej, niż stulecie.
Był jej tak wdzięczny, że poczuł szczypanie łez pod powiekami.
– Wytrzymam do zmroku – stwierdził, po raz pierwszy wyrażając na głos to, o czym oboje myśleli od bardzo dawna. Odliczanie przybrało ostateczną formę. Nie dawało się już uciec przed prawdą.
Uśmiechnęła się szelmowsko.
– Zamierzam cie zmęczyć wcześniej. O wiele wcześniej.
Mógł sobie wyobrazić gorszy los, niż śmierć z pożądania.


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz osiedlowy
Posty: 374
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wprawka erotyczna

Postautor: tomek3000xxl » wt 28 sty 2020, 23:18

Jak pisać o seksie – Barman Raven
źródło http://www.odcienieczerwieni.pl/jak-nap ... erotyczny/

Tekst o seksie, tak jak i sam seks zaczyna się w głowie.

Dobrze napisana erotyka jest znacznie bardziej wymagająca od autora niż literatura nie zawierająca tych wątków. W erotyce poprzeczka zawieszona jest o wiele wyżej. Nawet poważani literaci niejednokrotnie wykładali się na “cipkach” i “płatkach” w połączeniu z “główkami” i “dzidami”.

Jeśli więc nie czujesz się jeszcze biegły w pisaniu nieerotycznym moja rada jest jedna: erotykę omijaj szerokim łukiem.

Jeśli jednak, drogi czytelniku podejmiesz wyzwanie – oto kilka prostych wskazówek:

1. Czytanie.
Czytaj, czytaj, czytaj. Po pierwsze czytaj literaturę – jakąkolwiek. Bez bogatego zasobu słów niemożliwym jest opisywanie świata w ciekawy, niesztampowy, oryginalny sposób. Żaden film, obraz czy rzeźba nie nauczy cię obcowania ze słowem. Odnajdowania tej charakterystycznej melodii w którą układają się poszczególne słowa, dostrzegania harmonii w literach, z których powstają całe światy, obdarzone własną atmosferą i specyfiką.

Czytanie jest warunkiem sine qua non, by przystąpić do kolejnego stopnia wtajemniczenia – czytania erotyki. Najbardziej różnorodnej jak to możliwe – Safona, Baudelaire, Boccacio, Vargas Llosa, Cleland, de Villiers, Boy-Żeleński, Kobyliński, Rutkowski i wielu innych.

Wymienieni autorzy, to także fragment mojej drogi czytelniczej. Wciąż czytam, wciąż się uczę i wciąż widzę, jak wiele drogi przede mną.

“Ale ja chcę pisać, a nie czytać” – ktoś mógłby rzec. Cóż – czytając, poznajemy słownictwo związane z erotyką, poznajmy związki frazeologiczne, poznajmy słowa zanurzone w określonym kontekście, uczymy się metafor, możemy zauważyć w końcu błędy, które przeszkadzają nam samym w czytaniu treści erotycznych.

2. Odwaga
W końcu nadchodzi ten moment kiedy zasiadasz przed pustą kartką i…

Niby widzisz w głowie sceny, niby wiesz co chcesz napisać, ale w tyle głowy budzi się twój cenzor i zastanawia co będzie jeśli ktoś to przeczyta? Nie daj Boże ktoś bliski, albo ktoś z twojego osiedla, albo rodzina, żona, mąż, dzieci, albo, co gorsza, szef?

Nie można być trochę w ciąży, musisz podjąć decyzję – albo chcesz przelać na papier swoje myśli, albo chcesz je chować przed światem w zakamarkach umysłu. A jeśli chcesz pisać dobrze – musisz to przyznać przed samym sobą i pozwolić sobie na opis uprawiania seksu, posuwania, chędożenia, jebania, pierdolenia, kochania się, kopulacji.

To właśnie chcesz opisać. Nie łapanie motyli na łące, nie kolekcję znaczków, nie przepisy kulinarne – chcesz pisać o seksie.

Nie ma tu miejsca na tabu. Nie ma miejsca na chodzenie wokół, nie ma miejsca na wahanie się. Podejmujesz decyzję, że piszesz. I przestań się oszukiwać – piszesz dla kogoś. Dla czytelnika. Dla jakiejś osoby, która to, co wyjdzie z twojej głowy będzie czytać.

3. Onanizm
Decyzja podjęta. Piszesz tekst o seksie. Cenzor postawiony do kąta. Zaczynamy.

Moja rada (nie tylko moja) – nie siadaj do pisania scen erotycznych pod wpływem podniecenia seksualnego. Pisarz podniecony nie myśli racjonalnie, ale skupia się na dążeniu do swojego (intelektualnego) orgazmu (czyli finału sceny) zamiast skupić się na dokładnym opisaniu aktu seksualnego, pokazaniu kto, co, gdzie i kiedy.

Każda dobra historia zaczyna się od emocji, ale dobrą erotykę tworzy się na zimno, na chłodno mieszając w kotle uczuć, pożądania i fizyczności, dokładnie i skrupulatnie odmierzając dawki słów, które opisują samo zbliżenie.

Nie piszesz dla siebie – piszesz dla czytelnika i to on ma poczuć podniecenie, złość, wściekłość, radość i rozkosz. Ty jesteś od zbudowania ze słów sali kinowej, w której, dzięki Tobie, wyświetlony zostanie komuś innemu film. W zależności od poszczególnych scen, ujęć, światła, gry aktorskiej może powstać wciągająca opowieść erotyczna lub nudna i przewidywalna rąbanka. Żelazna zasada piszących – pokazuj a nie opisuj, w taki sposób by czytelnik odbierał opowieść wszystkimi zmysłami. Niech zobaczy, usłyszy, poczuje zapach, posmakuje i wreszcie dotknie.

4. Wiarygodność
Zwykle radzę osobom początkującym, żeby zaczęły od opisania tego, co dobrze znają i natychmiast pojawia się pokusa, żeby zacząć od opisu własnego seksu. Błąd.

Własne doświadczenia erotyczne zastawiają pułapkę szczegółów, które nie wnoszą niczego do fabuły i nie mają żadnego znaczenia dla czytelnika, a które nam wydają się ważne jako zapisane w naszej osobistej pamięci. To nagminny błąd popełniany przez porno-pisarzy.

“To co znasz” odnosi się bowiem do realiów które znamy: miejsc, rzeczy, osób, które potrafisz zidentyfikować, umiejętnie opisać.

Jeśli nie byłaś w Nowym Jorku, nie wiesz jak pachnie jesienna ulica w tym mieście, nie znasz układu budynków, nie wiesz jak wyglądają taksówki od środka itp. Jeśli nie mieszkasz na wsi, nie wiesz jak wygląda wiata przystankowa PKS i nie wiesz jak czerpie się wodę ze studni i czy ktokolwiek jeszcze to robi.

Kolejna sprawa dotycząca wiarygodności: w fantazjach nieopierzeni nastolatkowie mogą szantażem zmusić do seksu grupowego nauczycielkę, ale w dobrym opowiadaniu erotycznym taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Tak samo jak to, że w opowieści wszystkie kobiety są długonogimi, obdarzonymi ogromnym, jędrnym biustem pięknościami, a mężczyźni dysponują penisami gigantycznych rozmiarów. I wszyscy doznają jednocześnie “nieopisanej rozkoszy, jęcząc i opadając bez sił na posłanie”. To niewiarygodne. Unikajmy tego.

5. Język
Piszemy tekst o seksie. Bez cenzury we własnej głowie. Bez lania wody o fantazjach. Piszemy o realnym świecie, który potrafimy nazwać.

Ale jak określać “to, co mamy w tam w dole”?

I tu w sukurs przychodzi nam oczytanie – żadne ślimaczki, brzoskwinie, muszelki, żadne groty, dzidy, maczugi czy drągi. Język polski dysponuje bogactwem słów bezpośrednio opisujących genitalia – zarówno męskie jak i żeńskie. Co warte zauważenia nasz ojczysty język wcale nie ogranicza się do infantylizmów (cipka, płatki, główka) czy wyrażeń stricte medycznych (moszna, prącie, clitoris, pochwa), ale w zależności od kontekstu oferuje dużą liczbę słów. Całkiem pokaźny zbiór takich określeń można znaleźć w ‚Słowniku seksualizmów polskich’ Lewinsona. Korzystanie ze słownika w czasie pisania opowiadania jest oczywiście bzdurą. Przytaczam ten przykład tylko po to, żeby nie być oskarżonym o gołosłowność.

Wszystko jest kontekstem – stylizacja na opowieść snutą przez starca wychowanego na Śląsku będzie wymagała zupełnie innego słownictwa niż opowiadanie pisane z punktu widzenia współczesnej nastolatki. Zarówno sama narracja jak i dialogi dają mnóstwo możliwości – trzeba jednak mieć podstawy, fundament kompetencji językowych, które najłatwiej budować poprzez… czytanie.

Można oczywiście – nie jest to grzechem – uciec od trudności z nazewnictwem w presupozycję.

Presupozycja to ukryte założenie, to informacja zawarta w komunikacie, którą mózg musi uznać za realną, aby możliwe było zrozumienie całości tekstu. I już spieszę z przykładem:

„Odwróciłem ją nieomal siłą. Ledwie kilka ruchów i znalazłem drogę do jej wnętrza. Pierwsze pchnięcie i westchnienie ulgi. Byłem w niej, a ona była wokół mnie.”

Doskonale wiadomo, co się wydarzyło, a przy tym nie padło ani jedno seksualne określenie, czy nazwa organów płciowych.

6. Odleżenie się tekstu i “słów cięcie gięcie”
Dystansu do własnego tekstu niestety nie sposób się nauczyć – dlatego każden jeden tekst o seksie powinien mieć czas na odleżenie. Opowiadanie to nie jest co prawda wino, więc od samego leżenia nie nabierze smaku i barwy, ale kilka dni na odświeżenie umysłu pozwoli dostrzec więcej błędów i niezgrabności w tekście.

Każdy, nawet najbardziej wydawałoby się genialny tekst, potrzebuje czasu. Właściwie nie tekst, lecz autor. To co na pierwszy rzut oka wydaje się fenomenalne, po kilku dniach może okazać się grafomańskim bełkotem. Dlatego nie spiesz się.

I kolejna zasada – dobrze pisać to umiejętne ciąć. Bezlitośnie wywalać fragmenty które nie pełnią właściwej sobie roli. Jest takie powiedzenie teatralne, że jeśli w pierwszej scenie na ścianie wisi dubeltówka, to musi ona wystrzelić w ostatniej. Tak samo w opowiadaniu – po co nam dokładny opis jakiegoś przedmiotu/zjawiska jeśli nie jest ono ważne dla akcji, a tym bardziej fabuły.
Opowiadanie erotyczne powinno być na tyle długie, by przedstawiało „to, co autor miał na myśli” a jednocześnie na tyle krótkie, by czytelnika nie znużyć.

7. Kursy
Czy pisanie o erotyce jest „do nauczenia”? Moim zdaniem, jeśli ktoś tego nie „czuje”, tzn. nie ma swobody w nazywaniu emocji, zjawisk, czy choćby części ciała, a przy tym dysponuje wąskim słownikiem wynikającym ze zbyt małej liczby lektur – to żaden coach i żadne warsztaty nie pomogą.

Można uczyć odwagi w myśleniu o seksie, można uczyć mówienia bardziej odważnego o erotyce (tak jak to robiła Love by Santi, ale żeby z niczego “naumieć się” pisania, tekstów erotycznych, które nie zgrzytają w zębach przy czytaniu… to moim zdaniem niemożliwe.

Oczywiście szlifowanie warsztatu – jak najbardziej. Rozwój języka, eksperymentowanie, próby nowych form pozwalają pisać lepiej. Najlepszą jednak metodą jest współpraca z dobrym korektorem/redaktorem. Osobą, która potrafi krytycznie spojrzeć na tekst i wskazać błędy oraz niezgrabności językowe. Inna rzecz, że znalezienie dobrego korektora/korektorki jest niezwykle trudne i jeśli już się taką osobę znajdzie – warto zadbać o taką relację.

8. Nagminne błędy
Kolejny tekst, który trafia w moje ręce – osoby po kursie pisania – i kolejne, te same, powtarzające się błędy. Wymienię tylko te najbardziej nagminne:
– „zaimkoza” – wciąż czytam ‚jej’, ‚ją’, „jego’, ‚jemu’, a przecież takie nagromadzenie zaimków jest trudne do zrozumienia. Zamiast zaimków polecam używanie rzeczowników: kochanek, mężczyzna, chłopak, partner.
– egzaltacja przymiotnikowa: piękny, rozkoszny, cudowny – wszystko polane lukrem tak, że czytelnikowi zbiera się na wymioty po drugim akapicie.
– następstwo podmiotów (przyznaję że i mi czasami sprawiające trudność).
Przykład? Oto i on: „Język oplatał penisa i drażnił. Połykała go raz za razem, wolno, dotykając dłońmi jąder, paznokciami drapiąc uda. Oparł się o śliskie kafelki prysznica. ” Penis się oparł o śliskie kafelki? A może język? Czy język już był połknięty?
– nadużywanie czasownika „był” w opowiadaniach pisanych w czasie przeszłym.
„Był piękny dzień, chociaż było już chłodno i było mu coraz trudniej wytrzymać na mrozie.”

Ot, kilka rad doświadczonego porno-grafomana. Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem.



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 230
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wprawka erotyczna

Postautor: Kadah » wt 28 sty 2020, 23:44

Czytałam wcześniej ten tekst i uważam, że ma dużo sensu.
Nawet poważani literaci niejednokrotnie wykładali się na “cipkach” i “płatkach” w połączeniu z “główkami” i “dzidami”.

Dlatego starałam się unikać płatek dzid ;)


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
Raptor
Pisarz osiedlowy
Posty: 248
Rejestracja: sob 21 lis 2009, 18:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Podlasie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Wprawka erotyczna

Postautor: Raptor » śr 29 sty 2020, 16:27

Śmiałbym zaproponować korepetycje... ale mogło by to być niewłaściwie odebrane (znaczy nie o pisanie chodzi xD)

Ale poważniej mówiąc, to mogę nie odczytać poprawnie kontekstu postaci czy kultury... no ale jak chce się pieprzyć, to się pieprzy a nie mieli ozorem. Zwłaszcza jakieś tragedie rodzinne i egzystencjonalne problemy (tutaj jeszcze przy dodatkowej trudności "utrzymania formy" cielesnej).
Moim skromnym zdaniem - seksik najlepiej przed rozmową, a sama rozmowa na "after party". - zakładam, że bohaterka nie chce go "pocieszać".
Czyli na początek rozmowa o niczym, czy tam o pogodzie i ludziach w polu - i tu flirt.
Potem właściwe działanie - znaczy z szerszego kontekstu będzie oczywisty motyw kobiety i jej inicjacja aktu...
Jak już leżą zdyszani, to można się pokusić o dywagacje (jako facet powiem, że najbardziej otwarty na rozmowy jestem po a nie przed. Zwłaszcza jak mi partnerka czerwonymi cycami wymachuje przed nosem ;))

Sam seksik:
"Łysym z brazzers" to nasz bohater raczej nie jest... coś mu szybko poszło ;) Generalnie przeciętny akt trwa do kilku minut, pozycja może być jedna, może być jakieś rozwinięcie... Ale skoro kochają się już drugi raz w niedalekim odstępie czasu to facet powinien móc trochę więcej/dłużej. No i rozpalić jest go trochę trudniej. Po jeźdźcu zawsze mogą się w uniesieniu przekręcić: na klasycznego misjonarza. I kiedy facet jest górą/na górze pokusić się o jakąś eskalację uczuć z jego strony (to opisane wypalenie, ale bez tej całej otoczki historyczno-filozoficznej). Może z duchami być inaczej, ale nikogo to nie porwie...

Rozwinąć trochę opis aktu (skupić się na silnych, jednoznacznych emocjach czy skojarzeniach w głowach bohaterów), porównania zwykle wypadają słabo. Lepiej posiłkować się niejednoznacznościami i anatomią (bez wstawek pornograficznych, zwłaszcza, że nie byłbym pewien czy wtedy używano takich słów jak łechtaczka czy żołądź etc.)
Przenieść rozważania bohaterów i przekazywane w dialogach informacje "na po" albo jeszcze dalej w tekst (w końcu postacie się do siebie zbliżają coraz bardziej)

Ostatni akapit (Gdy było już po wszystkim...) całkiem fajny, te łezki w oczach też. Tak rozumują/zachowują się zakochani w sobie ludzie (nie mylić z kochankami ;)).

Ostatnia wypowiedź bohaterki trochę psuje efekt, bo z tego fragmentu już nie wiadomo co jest dla nich ważne a co nie ;) Ale może ma taki charakter po prostu i w szerszej perspektywie nie będzie to kuło w oczy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5242
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Wprawka erotyczna

Postautor: ithi » śr 29 sty 2020, 19:22

Kadah pisze:Source of the post Przygarnął ją do siebie. Jedwab ześlizgnął się po skórze, odsłaniając nagą skórę. Sada siadła na nim okrakiem. Był gotowy.


na żółto powtórzenie. można ładnie zagrać tym momentem, opisać co ona czuje jak ten jedwab sunie po ciele. co widzi on, na co zwraca uwagę, co go rozpala.
czerwone - trochę niefortunnie się to imię zlewa z czasownikiem.
pogrubienie - mało. ja bym opócz tego, że był gotowy dała czytelnikowi coś więcej. czego teraz pragnie, co go przepełnia. co czuje ona.

Kadah pisze:Source of the post Kochanka zaczęła się poruszać w górę i w dół.

to takie techniczne, zwłaszcza, że potem masz bardzo ładny opis. A jakby tak on patrzył jak zaczyna się poruszać?

Kadah pisze:Source of the post Wsunął dłonie pod jej pośladki, żeby poprawić ich pozycję. Kiedy Sada znów na niego opadła poczuł, że przeszywa go dreszcz.

Zamiast tego co podkreślone bym się skupiła na tym jakie te pośladki były w dotyku. Potem niech poprawia co chce ;)

Brakuje mi zapachów, może pokusiłabym się o więcej dźwięków. Trochę więcej detalu, tak jak z tym opisem piersi.

Ogólnie to bardzo ładna scena jest.


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 230
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wprawka erotyczna

Postautor: Kadah » śr 29 sty 2020, 19:51

@ Raptor, bardzo dziękuję za uwagi, kontekst tych postaci rzeczywiście wynika z tego, co zostało napisane wcześniej, bo ten fragment poprzedza jeszcze 28 k tekstu :) Gdyby to była pojedyncza scenka, to na pewno musiałabym jakoś rozwinąć ich wzajemne relacje.

@ithi - bardzo dziękuję <3 Opisy chwil intymnych wychodzą mi koślawo, więc staram się je ćwiczyć. Wiem, że pozbawiona kontekstu, ta scenka to jeden wielki wtf, tym bardziej dziękuję, że doczytałaś do końca. Wszystkie twoje uwagi biorę sobie do serca, najbardziej te o zapachu i detalach :)


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy


Wróć do „Wprawki, czyli ćwiczenia warsztatowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość