Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

5
noetting pisze: Może ja zacznę - jak to jest (na)pisać książkę w trzy osoby? ;)
Ciekawe, bo pisząc "Sprint" nie spodziewaliśmy się, że to pytanie okaże się jednym z najbardziej nurtujących :-) Drugim jest pytanie o zastosowaną metodologię Agile, dzięki czemu napisanie książki zajęło nam dwa razy więcej czasu niż założyliśmy.

Jak można się spodziewać, są tego zady i walety.

Waletami są z pewnością większa liczba pomysłów oraz, co chyba jeszcze istotniejsze, szybka ich weryfikacja. W ten sposób żaden z nas nie fiksował się na głupim pomyśle i brnął w niego. Jednocześnie dobre pomysły były wspólne omawiane i doszlifowywane - i dopiero po takim wspólnym uzgodnieniu trafiały do fabuły. A później często wylatywały :-)

Najważniejsze było zachowanie spójności i logicznych związków między wydarzeniami. Działania miały być poprzedzone logicznymi, wiarygodnymi przyczynami i tworzyć równie wiarygodne przyczyny dla kolejnych wydarzeń. I tutaj jest chyba największa siła pisania we dwóch czy trzech. Łatwiej nam było, w czasie burzy mózgów, znaleźć takie ciągi. Wydaje się, że samo pisanie było łatwiejsze niż budowanie wiarygodnej opowieści.

A wiarygodność i logiczność fabuły stawialiśmy na pierwszym miejscu. Żadnych cudownych komputerowych wynalazków; żadnych sherlockowskich geniuszy; żadnego "deus ex machina"; żadnego efektu CSI, gdzie laboratorium badając próbkę wskazuje palcem winnego a ten, porażony przenikliwością śledczych, do wszystkiego się przyznaje. Akcja dzieje się współcześnie i miała korzystać tylko ze współczesnych środków technicznych, śledczy są może i dobrzy, ale już nie nadążają za współczesnym informatycznym światem. I sądzę, że łatwiej taki efekt osiągnąć pracując nad tym we trzech, niż w pojedynkę.

Zaś wady, to, mimo wszystko, nadmierne przywiązywanie się do swoich pomysłów i forsowanie ich mimo ewidentnej słabości. Nieraz dochodziło przez to do scysji, zakończonych dopiero następnego dnia przy kawie, po przemyśleniu przez wszystkich proponowanej nici fabularnej.

Jeśli zaś chodzi o techniczny aspekt takiego pisania, to przy dzięki Google Docs nie ma z tym żadnego problemu. Wsparcie jakie daje Google do pracy grupowej nad wspólnym dokumentem jest nie do przecenienia.

Wbrew pozorom, we trzech nie pisze się szybciej - to było bardzo naiwne nasze założenie. Pisząc we trzech bardzo dużo się czyta tego, co napisali inni i więcej czasu poświęca na redakcję tekstu. Jak napisałem wyżej, więcej czasu poświęca się też na omówienie jak dana scena ma wyglądać, z czego wynikać i do czego prowadzić.

Akurat wszyscy trzej pracujemy w jednej korporacji (informatycznej, jak można zgadywać po książce), więc taka wzajemna współpraca i weryfikacja są dla nas na porządku dziennym. Dziś po prostu nie wyobrażamy sobie, by ktoś z nas mógł opublikować cokolwiek bez review (to ukłon w stronę korpo-mowy) innych współpracowników.
Bartosh16 pisze: Ile masz wzrostu?
Za mało, ale zdecydowanie nadrabiam ten brak kilogramami :-)
Raptor pisze: Masz może coś wspólnego z Januszem Majchrzakiem z Płocka? ;)
Tak! Czasem przejeżdżam przez Płock! Więcej to raczej nie :-)

Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

8
Matt pisze:

Wbrew pozorom, we trzech nie pisze się szybciej - to było bardzo naiwne nasze założenie. Pisząc we trzech bardzo dużo się czyta tego, co napisali inni i więcej czasu poświęca na redakcję tekstu. Jak napisałem wyżej, więcej czasu poświęca się też na omówienie jak dana scena ma wyglądać, z czego wynikać i do czego prowadzić.

Akurat wszyscy trzej pracujemy w jednej korporacji (informatycznej, jak można zgadywać po książce), więc taka wzajemna współpraca i weryfikacja są dla nas na porządku dziennym. Dziś po prostu nie wyobrażamy sobie, by ktoś z nas mógł opublikować cokolwiek bez review (to ukłon w stronę korpo-mowy) innych współpracowników.
ale planujesz jakąs samodzielną powieśc, czy nast projekt też "3littlepigs"?

tak mysle, jakby to bylo, pisac w 3 osoby - jak to szlo? plik w chmurze i każdy dopisuje swoje?
Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

10
Bartosh16 pisze:Jak masz ogarniętą betę, to też prawie jak w dwie osoby pisanie.
dobrze, że dodaleś "prawie", bo beta pracuje na gotowym tekscie, a tu mamy 3 autorów. to jakby dwie bety na bieżąco dyktowaly autorowi co pisac.
#zabiłabym!
Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

12
ravva pisze: ale planujesz jakąs samodzielną powieśc, czy nast projekt też "3littlepigs"?
No cóż, bardzo dużo zależy od tego, jak "Sprint" się sprzeda i jakie będzie miał recenzje. O ile recenzje na razie są całkiem niezłe, i w większości pozytywne, to ich liczba wskazuje, ze nie ma należytej promocji. A bez promocji nie ma sprzedaży, bez sprzedaży nie ma motywacji, a bez motywacji nie ma... motywacji.
ravva pisze:tak mysle, jakby to bylo, pisac w 3 osoby - jak to szlo? plik w chmurze i każdy dopisuje swoje?
Plik w chmurze, w Google Docs - jak pisałem wcześniej. Ogólnie każdy dopisuje swoje, ale to co dopisuje jest wcześniej przedmiotem szczegółowych dyskusji. Przede wszystkim po co taka scena. Następnie z czego wynika i co jest jej skutkiem. A w końcu czysto techniczne: w którym miejscu fabuły należy ją umieścić - to ma ogromne znaczenie, bo scena może zmieniać stan wiedzy bohaterów - a przecież po to piszemy scenę, że właśnie popchnąć fabułę do przodu. Zaś już po napisaniu fragmentu... - zobacz niżej odpowiedź do ravva.
ravva pisze: dobrze, że dodaleś "prawie", bo beta pracuje na gotowym tekscie, a tu mamy 3 autorów. to jakby dwie bety na bieżąco dyktowaly autorowi co pisac.
#zabiłabym!
Ale tutaj mamy trzech piszących autorów :-) "Dyktowaniem" jest w najlepszym wypadku uzgodnienie ogólnego planu sceny. Za jej szczegółowy opis zabierał się zwykle ten, kto ją proponował, bo zwykle miał najlepiej przemyślaną. Zaś po umieszczeniu w tekście pozostali robili, że użyję korpomowy, review tego fragmentu. Poprawialiśmy wprost na dokumencie całe fragmenty sceny, w kwestiach wątpliwych (a była takich masa) zostawialiśmy komentarze z pytaniami i wątpliwościami i omawialiśmy je następnego dnia. Ogólnie każda scena była polerowana aż zadowoliła, jako-tako, wszystkich.
noetting pisze: Ja też sobie nie wyobrażam takiej pracy. Lubię mieć wszystko po swojemu ;)
Jak się było przekonującym i miało się dobre argumenty, to miało się zwykle po swojemu. Chociaż czasem bezpodstawny upór zwyciężał :-) Przy czym zwykle chodziło o szczegóły fabularne, aczkolwiek mające zwykle wpływ na wątek główny. "Literackie" ujęcie (JAK to jest napisane) i tak było zwykle wielokrotnie redagowane, więc własny punkt widzenia trafiał po prostu wprost do tekstu, a po kolejnych iteracjach przyjmował ostateczną postać.

Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

13
Matt pisze:"Literackie" ujęcie (JAK to jest napisane) i tak było zwykle wielokrotnie redagowane, więc własny punkt widzenia trafiał po prostu wprost do tekstu, a po kolejnych iteracjach przyjmował ostateczną postać.
No właśnie, mógłbyś doprecyzować, jak dogadywaliście się w kwestii stylu? Zastanawiam się, jak pogodzić trzy różne osoby, trzy sposoby pisania i myślenia. Wypracowaliście sobie jakoś jeden własny styl (czy nie wyszedł bezbarwny?), mieliście na początku jakieś ustalenia, czy może książka jest bardziej różnorodna i charakter poszczególnych osób widać w ich własnych fragmentach? (zamotałam, przepraszam) :)
"Moje znaki szczególne
to zachwyt i rozpacz."
W. Szymborska

Pytania do Marcina Majchrzaka (Matta)

14
Katka pisze:No właśnie, mógłbyś doprecyzować, jak dogadywaliście się w kwestii stylu? Zastanawiam się, jak pogodzić trzy różne osoby, trzy sposoby pisania i myślenia. Wypracowaliście sobie jakoś jeden własny styl (czy nie wyszedł bezbarwny?), mieliście na początku jakieś ustalenia, czy może książka jest bardziej różnorodna i charakter poszczególnych osób widać w ich własnych fragmentach? (zamotałam, przepraszam) :)
Trzy osoby ale chyba nie różnimy się tak bardzo w sposobie pisania i myślenia. Od wielu lat pracujemy w tej samej korporacji, wykonujemy podobne zadania, jesteśmy inżynierami. Z grubsza podobają nam się te same książki czy te same filmy. Więc stylistycznie z grubsza pisaliśmy podobnie, a jak któryś zaczynał niebezpiecznie popadać w grafomanię, to reszta trzeźwym, inżynierskim ;-) okiem wykazywała mu to i od ręki korygowała. Nie sądzę, by był książce choć jeden akapit, który nie zostałby przez któregoś z nas poprawiony.

Tak, mieliśmy na początku całkiem sporo ustaleń. Dotyczyły one głównie fabuły i struktury książki, ale to mocno rzutowało na stylistykę, której oczekiwaliśmy. I tak, co do struktury, założyliśmy, że:
  • piszemy w czasie przeszłym i w narracji trzecioosobowej z wszechwiedzącym narratorem;
  • akcja dzieje się głównie w korporacji informatycznej (taką znamy, więc wiemy o czym piszemy);
  • piszemy w stylu "scenariuszowym": jeśli sceny którą piszesz nie potrafisz wyobrazić sobie na ekranie - to nie umieszczasz jej w tekście. Każdy rozdział powinien być jak odcinek serialu: kończyć się czymś, co zachęci do przeczytania następnego;
  • fabuła posuwa się zawsze do przodu - żadnych retrospekcji, żadnego manipulowania rozdziałami, aby dla "udramatyzowania" wydarzenia wcześniejsze ukazać później. Następny rozdział/podrozdział dzieje się zawsze później (lub w tym samym czasie przy równoległych wydarzeniach)
  • nie dajemy tajemnic i informacji znanych tylko bohaterom, a nieznanych czytelnikowi - czytelnik zawsze wie co najmniej tyle samo co bohaterowie
  • akcja musi się dziać każdego dnia, od poniedziałku do następnego piątku - 12 dni włączając weekend (zwykle tyle trwa sprint w firmach informatycznych. I stąd tytuł: "Sprint")
  • fabuła ma być wiarygodna i do bólu logiczna: żadnych cudownych rozwiązań, nieistniejących urządzeń, niesamowitych zbiegów okoliczności. Po prostu, żadnych "deus ex machina"
  • fabuła ma być poważna - może to śmiesznie brzmi, ale początkowo powstawał jakiś potworek składający się ze śmiesznych powiedzonek, incydentów i scenek. Jak się zorientowaliśmy, że to nie jest śmieszne tylko żałosne, to stwierdziliśmy, że albo robimy to porządnie, albo wcale.
  • używamy dużo korpo-slangu w dialogach korpo-ludków, całkowicie go unikamy w opisach i ogólnej narracji.
Podjęliśmy ryzyko osadzając akcję w korporacji i nie wahając się używać fachowej terminologii. W dialogach jest sporo slangu, ale bardzo, bardzo go unikaliśmy w opisach czy ogólnej narracji. I tak nie trafimy do wszystkich czytelników, a tak przynajmniej zdefiniowaliśmy sobie grupę docelową: pracowników korporacji :-)

Czy widać różny styl w różnych fragmentach? Nam to trudno ocenić, a opinie słyszałem różne. W tych kilku recenzjach na lubimyczytać przeważa raczej pogląd, że udało nam się zachować spójny styl.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Strefa Debiutantów”