Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Którędy do Zamku? [reportaż]

w rolach głównych: My - forumowicze
Klucznik: Eldil

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » ndz 24 mar 2013, 11:00

Ostatni post z poprzedniej strony:

Łasic, uważaj...

Obrazek



Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

Postautor: kanadyjczyk » sob 29 cze 2013, 19:59

Przybyli zwarci, gotowi i pewni swego. Pamiętam, że jedno drugie łechtało ramieniem i prowokowało do zwierzeń. To drugie nie dawało się. I miało rację. I wiecie, co?! Śmiało zapalę! Zaopatrzcie się w lepsze słowa! Jack w pistolety, Ła w wałki do ciasta, inni w śruby osiemnastki.


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1060
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » wt 09 lip 2013, 21:57

Autor anonimowy :P

Ta, Która Spojrzeniem Gwiazdy Gasi wyszła zza parawanu, zawirowała na środku komnaty aż kryza wieczorowej sukni zafurkotała niczym skrzydła nietoperza. Panu, Który Spod Kapelusza Spoglądał zabrakło tchu nagle. Bynajmniej nie z powodu słusznej porcji Jasia Wędrowniczka wlanej akurat do wnętrza organizmu.
Drzwi rozwarły się bez pukania, Jack z ręką sunącą ku kaburze pod pachą obrócił głowę.
¬− Wielka Babola wzywa przed swe oblicze Damę W Błękitnej Sukni – oznajmił z patosem umyślny. Chyba chciał dodać coś jeszcze, lecz zatchnął się na widok Hebanowłosej, spojrzał w głąb lufy pistoletu Jacka i wyparował z komnaty z prędkością łuczniczej strzały.
− No rzesz… − Jack wchłonął kolejną porcję trunku, nie mogąc jakoś zdobyć się na uwagę, iż Dama mogłaby włożyć na siebie suknię, zamiast paradować z nią w rękach po komnacie. Powstrzymał się jednak, bo jeszcze by nabrała nieprzyjemnego, i niczym nie uzasadnionego, nawyku okrywania wdzięków w jego obecności.
− Czego chcieć może od ciebie Wielka?
− Dowiedzielibyśmy się, gdybyś nie spłoszył biedaka. Słodkie było to jego zdumienie… − umknęła za parawan, nim zdążył obrócić w czyn wyzierający mu z oczu, a łatwy do odgadnięcia, zamiar.
− Więc chodźmy! – Pan W Kapeluszu wyładował emocje, rozbiwszy flaszkę Wędrowniczka o ścianę. Nie omieszkał przedtem osuszyć jej do dna, gdyż marnotrawstwo wszelkie było mu zgoła wstrętne.
Wychodząc w ślad za Zielonooką, zwinął butelkę z jej spiżarki, bo zapobiegliwy był z natury.
I przewidujący.
W sali tronowej, oświetlonej rzęsiście świecami z łoju skunksa bagiennego, Ta, Której Słowo Jest Rozkazem spacerowała wśród rzeźb z czarnego marmuru. Urodziwa zołza i zgrabna nad miarę wszelką – pomyślała Zielonooka, zerkając na Pana W Kapeluszu. Igły zawiści przeszyły ją na wskroś, gdy ten chylił ronda kapelusza przed Wielką Babolą, prześlizgując się spojrzeniem po liniach jej figury. Władczyni nie umknął jego wzrok, końcem języka musnęła berło z jaspisu wysadzanego oczyma kobry, odetchnęła głęboko, z takim wyrachowaniem, by jej królewska kreacja uwypukliła atrybuty niewątpliwe niezmiernie zresztą.
− Słuchy mnie doszły, że pani, miast przykładem służyć, przykład swym zachowaniem dajesz nieprzyzwoity a demoralizujący służki me niewinne i strażników, co zamiast pilnować zamku za panią się oglądają!
− Widać mają za czym się oglądać. – Dama wyszukanym gestem pozdrowiła strażników, których twarze jedna po drugiej kolorów nabierały. – Czyż to moja wina, że wolą mnie widywać w czasie porannego joggingu niż babole w łaźni podglądać, jak to we zwyczaju mają?
− A kto rzeźbiarza mego nadwornego zbałamucił tak, iż wszystkim mym posągom nietoperze w miejscach nieobyczajnych rylcem podorabiał?!
− Phi, sam prosił, bym pozowała, boś ponoć niezdrowa była i narzekająca wiecznie, że rozmiarów ci tu i ówdzie, wbrew rozkazom wyraźnym, nie skąpi…
− Więc przyznajesz się?! – głos Wielkiej zagłuszył zgrzytnięcie zębami Jacka. – A może mi wyjaśnisz, z jakiej to przyczyny święci młodziankowie moi celibat porzucają tak masowo, że niedługo ni jeden mi nie ostanie w sypial… do pomocy w dobieraniu garderoby?
Dama uśmiechnęła się tylko wyniośle. Pan, Który Trzeźwy Nie Był Całkiem, za to wściekły coraz okrutniej, wyjął cygaro i przypalił od świecy.
− Za karę czeka cię jutro chłosta na dziedzińcu zdaniami po wielokroć złożonymi. Straże!
Łasic uśmiechnęła się kpiąco kącikami ust, gdyż jakoś wizja kary takowej ją mało wzruszała. I dawno zatyczki do uszu za podwiązkami nosiła, słusznie mniemając, iż prędzej czy później przydać się mogą.
− Czekaj o pani, to się nie godzi – Jack uniósł dłoń i spojrzał władczyni w oczy głęboko a znacząco.
− Jeszcze jej bronisz, za to, że pod nieobecność twą tak się sprawowała?!
Pan, Który Nie Znał Litości nasunął głębiej kapelusz na czoło.
− Nie godzi się, bo publiczna chłosta słowna dla plebsu dobra, szlachetnie urodzeni winni inaczej pokutę i matczyne iście napomnienie waszej łaskawości przyjąć. Bez niegodnego ich stanu poniżania słownego.
− Co tedy będzie właściwe?
− Księga Kodeksu mówi, że w takich wypadkach ze szlachcianki szaty należy zwłóczyć, kaptur czerwony jeno na głowę założyć i pod pręgierzem skórę wysmagać!
− Widzę, żeś na oczy przejrzał. Straże, do lochu z nią. Ogłosić, że z rana na dziedzińcu Dama Rozpustna ukarana publicznie zostanie ku przestrodze i dla przykładu! – Pani O Smukłym Ciele I Wrednym Charakterze oblizała wargi i spojrzała znacząco wielce na Jacka. – Jak sądzisz, czy sto plag rzemieniem ze skóry bawolej będzie dlań lekcją wystarczającą?
− Rzekłbym, wasza łaskawość, że dwieście batów na golasa zapamięta lepiej. I nie tylko ona. − Pan W Kapeluszu ukłonił się władczyni głęboko. – Lecz to możemy przedyskutować na osobności, zgoła, przy trunku i bez świadków.
− Skoro nalegasz, nie odmówię przecie…
Dama prowadzona do lochu szarpała się rozpaczliwie, ale krzepkie ręce nie dały jej szansy ucieczki. Noc zdawała się nie mieć końca, gdy o świcie w piwnicznych korytarzach rozległy się kroki przyjęła je niemal z ulgą. Rozwarły się drzwi, do lochu weszła Babola, Pan W Kapeluszu stanął za nią.
− Kochanie – rzekła władczyni słodkim głosem. – Okażę ci litość, bo twój przyjaciel to u mnie wybłagał.
Łasic uniosła z nadzieją głowę.
− Nie chciał, by strażnicy twej sukni dotykali, więc pozwoliłam mu samemu cię przyszykować do tej drobnej lekcji dobrych manier.
Jack zamknął drzwi, w dłoni trzymał czerwony kaptur. Łasic zrozumiała wszystko. Nie było ratunku, czuła jakby ziemia się pod nią rozstępowała…

Pan W Ciemnym Kapeluszu przełknął łyk Jasia wędrowniczka jak wodę i z wysokości zamkowych murów spojrzał na dziedziniec. Już zebrał się tłumek gawiedzi i dworskich otaczający konstrukcję na co dzień chłoście słownej służącą. Właśnie strażnicy przywiedli winowajczynię w kapturze jeno. Szarpała się, wydając jęki tłumione kneblem, któren założono, by słów obraźliwych dla majestatu władczyni tak łaskawej uniknąć.
¬¬¬¬Mistrz ceremonii obwieścił gromko:
− Z rozkazu Miłościwej, jako napomnienie subtelne, co jako szlachciance przystoi, ta oto niewiasta szlachetna otrzyma dwieście batów w goliznę!
Przywiązano ją sprawnie do pręgierza, bat świsnął w powietrzu, gawiedź wstrzymała oddech. Ta, Która Dostawała W Skórę wiła się niczym żmija, lecz słone razy nie chybiały celu, śliczne pręgi wykwitały jedna po drugiej na zgrabnym tyłeczku i plecach.
¬− Napatrzyłeś się już mój drogi…? ¬– spytała z przekąsem Łasic.
¬− Nigdy za wiele czarownych widoków – Jack przyciągnął do siebie Damę Co Lubiła Jogging ¬– ale masz rację, pora umykać, nim się zorientują, że baty zbiera ich królowa.
− Łatwo dała ci się podejść i do lochów przywieść, gdzie ja w kapturek tak zacny przebraliśmy. Coś za łatwo…
Jack rzucił ostatnie spojrzenie na Tę, Której Tyłek Batożono Srodze i uznał, że lepiej zmienić temat na jakiś neutralny:
− Na jutro zapowiadali ładną pogodę…
− A najlepsze kasztany są na Placu Pigalle…


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.


Wróć do „Zamek WeryfikatoriuM”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość