Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Bitwa nr 19: B v E

Moderator: Faraon

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3851
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Faraon » pn 06 sie 2018, 18:20

Bitwa o brązowy medal Turnieju o Puchar Administratora WeryfikatoriuM 2018!
Temat: Bitwa, która wygrała sama siebie
Gatunek: dowolny
Objętość: max 20.000 znaków ze spacjami
Czas do: 13.08.2018 do 23:59


Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 21.08.2018 godz. 23:59. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


Prosimy o przyznawanie od 0 do 5 punktów [bez połówek] w poniższych kategoriach:
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał, rozwój i wykorzystanie możliwości zamysłu)
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku)
3. Błędy (błędy ortograficzne, gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne i leksykalne)
4. Warsztat (błędy logiczne [fabularne], ocena stylu, narracji, dialogów oraz kompozycji)
5. Subiektywne wrażenia/odczucia
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać każdemu po jednym)

Suma: 0-26.

Wzór:

Kod: Zaznacz cały

Kategoria 1. [b]Pomysł i rozwinięcie/kreatywność[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst E:
Uzasadnienie:

Kategoria 2. [b]Realizacja tematu[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst E:
Uzasadnienie:

Kategoria 3. [b]Błędy[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst E:
Uzasadnienie:

Kategoria 4. [b]Warsztat [/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst E:
Uzasadnienie:

Kategoria 5. [b]Subiektywne wrażenia[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst E:
Uzasadnienie:

[b][i]Ekstra punkt![/i][/b] dla:
Za:

[b]Suma[/b].
Tekst B:
Podsumowanie:
Tekst E:
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3851
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Faraon » wt 14 sie 2018, 15:31

Jeśli przegapiłem jakieś formatowanie czy cokolwiek zmieniłem, proszę autorów o szybki kontakt.

 ! Wiadomość z: Faraon
Oceny użytkowników zarejestrowanych po 30.04.2018r. lub niepodporządkowane wzorowi nowego systemu oceniania bitew są jak najbardziej mile widziane - autorzy liczą na jak największy odzew z Waszej strony! - ale nie będą mieć wpływu na ostateczny wynik starcia (sumę punktów).
Ocena wszystkich dwudziestu zaplanowanych pojedynków zagwarantuje wzięcie udziału w losowaniu wyjątkowej nagrody specjalnej.


W Firefoxie fragmenty tekstu mogą nie wyświetlać się poprawnie - na szczęście bitwy są widoczne bez zalogowania i wystarczy przekopiować link do dowolnej innej przeglądarki internetowej.

#############################################

Tekst B
Temat jest brzydki, więc wybaczcie, niech się bitwa rozgrywa sama, beze mnie. Ja Wam napiszę coś innego, dobrze?

Dla Ciebie, Iskro Rubinowa
oraz dla Ciebie, L.isie P.ustynny


Babel 2.0

Wieża nie sięgała nieba. Wieża unosiła się swobodnie pod i nad niebem, obejmowała je skrzydłami i zarazem tkwiła brylantowym okruchem w samym jego sercu, gdyż kwestia istnienia nieba, lub jego nieistnienia, była jej mieszkańcom całkowicie obojętna. Wieża powstała i zarazem nie powstała, ponieważ była nieustannym powstawaniem i znikaniem i niczym więcej nie była. Działa się, dokładnie tak, jak dzieje się świadomość, której istoty uchwycić nie można, bo czym jest istota płomienia?


– Mamo, czy ogień jest rzeczą? – zapytało dziecko wpatrzone w ognisko.


Złote iskry unosiły się w ciemne niebo, gdzie nie można było już odróżnić ich od gwiazd.


– Nie, to czysta energia wyzwolona podczas procesu spalania. Ogień jest wydarzaniem się.



Piwnicę zajmowała serwerownia, którą nazywano Trzecim Królestwem, pewnie wymyślił to ktoś, kto lubił Fregego. Na serwerach było wszystko i to wszystko było dostępne dla każdego. Jednak z niezrozumiałych powodów, tylko Magowie odwiedzali Królestwo. Nie było to przecież trudne – schodami w dół, i jeszcze trochę bardziej w dół (w lustrze te schody wyglądają, jakby prowadziły w górę, ale nie dajcie się nabrać) potem korytarzem prosto, aż pokażą się drzwi, których nikt nigdy przed nikim nie zamyka. I już, wszystkie klucze są na wyciągnięcie ręki. Każdy mógł wziąć sobie dowolny, jaki chciał. Wszyscy mogli, ale tylko Magowie chcieli.



– To jakiś bełkot! Ja tego tekstu nie rozumiem! – awanturowała się Baranella Foch. – „Czuła jest noc”? No, może i ładne, ale po co to tak powtarzać, co? Powtórzenia to błąd! Fabuła bez sensu! Jacyś głupi ludzie w Afryce! I w ogóle, co to za język? Zero punktów! Zero! I przecinki źle postawione!



Rety! W historii o wuju i Laurze było bardzo dużo przecinków! Ach, prawda, nie znacie jeszcze zakończenia. Zostawmy więc na chwilę Baranellę i jej fochy. Wróćmy tam, skąd przyszliśmy. Wiktoria Kiriliuk tak naprawdę nazywała się inaczej i wcale nie pochodziła z Ukrainy. Powiedzmy, że miała na imię Tamar, choć ja lubię myśleć o niej Kika. Laura, która oczywiście wcale nie miała na imię Laura, dotarła do szpitala na czas, ale Kika nie chciała z nią rozmawiać, ani w ogóle jej widzieć. Oboje z wujkiem mogli tylko bezradnie patrzeć, jak zamykają się przed nimi białe drzwi Katedry. Czy ich podróż była daremna?



– Co to za monstrualna budowla?


– To? Wieża.


– Sami ją zbudowali? Przecież jeśli zbudowali coś takiego, to…


– Tak, mogą wszystko.


– Nie pomieszałeś im języków?


– Pomieszałem. Już dawno. Nie przeszkadza im.


– Pomieszałeś… I mimo wszystko zbudowali…



Robimy swoje. Uparcie robimy swoje.
Zawsze i wszędzie ROBIMY SWOJE
Robimy swoje od tysięcy lat!

– podśpiewywali przy pracy.


– Wciąż budują.


– Jakim cudem?


– Używają neuronów lustrzanych. I kontekstu. Zobacz, każda cegła wspiera się na innej.


– Przerzucają mosty pomiędzy…


– Tak.


– Wykuwają okna na…


– Tak.


– Nie przeszkadza ci?


– Nie. Teraz już nie.




– Nie rozumiem tego… – W głosie dziewczynki zaszkliła się dziecięca skarga.


– Czasem ktoś nie chce, żebyśmy oglądali jego walkę o życie, Lauro – odpowiedział Janek. Wiedział, jak to jest, ale nie umiał tego Małej wytłumaczyć. Pogłaskał więc tylko delikatnie jej zgarbione plecy.


– A jeśli ten ktoś umrze?


– Czasem umiera.


– Ale czasem nie?


– Czasem nie.


Laura podniosła głowę. Wyprostowała się. Odgarnęła włosy z twarzy.


– Podróż wciąż trwa, prawda?



Tak, Lauro. Podróż trwa.



Tymczasem w Wieży Magowie z ciekawością przyglądali się hałaśliwej damie. Jeden z nich pstryknięciem zmaterializował słownik interpunkcyjny. Wynikało z niego niezbicie, że przecinki były dobrze postawione.


– Bo mi się źle czyta. Mi się ma dobrze czytać! – wrzasnęła Baranella. – Jakieś słowniki! Kogo to w ogóle obchodzi! A wy się do mnie odnosicie z wyższością! Macie się za kogoś lepszego! Jesteście niemili! Ja jestem lepszą pisarką, bo ja jestem miła i wszyscy mnie lubią! I naleśniki smażę!


– No tak… naleśniki są ważne – rzekł ostrożnie starszy Mag. – Ale my, tu, widzisz, w tej Wieży nie smażymy, tylko piszemy. I czytamy. A potem znów piszemy i znów czytamy. I potem jeszcze czytamy, czytamy i czytamy. I piszemy. I tak w kółko.


– Ale nie każdy musi! Wieża jest dla wszystkich! Nikt nie musi znać jakiejś Antygony albo Elektry! Albo „Sonaty Księżycowej” czy tego, jakiegoś tam Dalego, czy jak mu tam! Ja nie muszę! I żadnych słowników też nie muszę!


– Rzeczywiście, nikt nie musi – zgodzili się Magowie.


– Macie tak pisać, żeby mi się! Bo mi się! Bo jak nie, to ja żadnej waszej książki nie kupię! Bo ja jestem czytelniczką! Jestem Baranella Foch i mogę mieć swoje zdanie! Każdy może mieć swoje zdanie! A moje zdanie jest takie, że ma mi się! Bo mi się! I kasę mam!


Baranella pomachała im przed oczami banknotem dziesięciozłotowym.


– Ciii, czytelniczka! I ma dziesięć złotych! – szepnęła młoda, ładna Czarodziejka.


– Ciii, musimy słuchać uważnie, co jej się, bo jej się! To bardzo ważne! – podchwycili inni.


– Ej, zaraz! – Jeden z Magów nagle oprzytomniał. – Ale przecież ona nie czyta! Nie musi! A jak czegoś nie musi, to tego nie robi.


– A, no tak. Skoro nie musi, to nie czyta. A skoro nie czyta, to jaka z niej czytelniczka? Zawracanie głowy! Dobra, wróćmy lepiej do tematu: naprawdę nie musiałeś tak powtarzać tej „czułej nocy”, raz by wystarczył. Zresztą tematyka, postacie… i nawet frazę masz w tym tekście jak Fitzgerald.


– Jaki znowu Fitzgerald? Jaka fraza? Znowu zaczynacie z jakimiś szyframi? To niegrzeczne! Jesteście niekulturalni! Zapomnieliście? Ma mi się! Mi się ma! Mi! Ja mam kasę! Dziesięć złotych! No!


Baranella zatupała nóżkami.


– Scott. Francis Scott Fitzgerald – odpowiedział machinalnie starszy Mag. – I jeszcze Sofokles, Homer, Szekspir, Keats, Herbert, Llosa, Mann, Hesse, Marquez, Dukaj i tak dalej, kilka schodków, korytarzem prosto, drzwi są otwarte…


– Ja nie muszę, nie muszę! – wrzeszczała Foch, ale nikt już nie zwracał na nią uwagi.


– Ale te karalusze wąsiska, to jednak był nadmiar – stwierdziła doświadczona Magini.


– Nadmiar? Jesteś pewna? Myślisz, że Baranella zna historię życia Mandelsztama? – Zainteresował się zakapturzony Czarodziej, który akurat wyłonił się z piwnicy. Czytał właśnie „Króla Leara”, bo było mu wstyd i nie mógł sobie darować, że pomylił Kordelię z Klitajmestrą.



Czytał tego Szekspira w prehistorycznej wersji papierowej, gdyż Sztuczna Inteligencja Varanasi 2.0, która opiekowała się Działem Translacji Trzeciego Królestwa, utknęła na próbach przetłumaczenia poematu „Myötähäpeä” z fińskiego na American English i nie była w stanie obsłużyć części plików. Sorbona 4.1 i Vratislavia 3.0 nie mogły pomóc, bowiem szukały właśnie nowej Karen Horney, która opisałaby „Narcystyczną osobowość naszych czasów”. Na dodatek od czasu do czasu trzeba było bronić serwerowni przed atakami obcej inteligentnej pleśni, która wyżerała sens. Strategia była opracowana: wystawiano wtedy w górnym okienku jakiegoś Marcela Duchampa z „Fontanną” i pleśń dostawała niestrawności. Ale teraz pojawił się problem, bo atakująca kolonia grzybów była wyjątkowo zjadliwa, a nikt nie dysponował pisuarem o odpowiedniej mocy.



Zanim okręty wypłyną na Atlantyk, muszą minąć Wieżę Belém. Kiedyś ta budowla wyznaczała początek i koniec znanego świata. Gdy ocean jest spokojny, tafla lustra lśni sobie cichutko, lecz kiedy uderzy wiatr, spomiędzy fal wyłaniają się przejrzyste grzywy pędzących rumaków. Rycerze wznoszą do boju przezroczyste miecze, trwają tak sekundę i zaraz znikają, a ich szyszaki rozpryskują się fontanną rozchichotanych kropel. Oto, czym jest bitwa – nieustannym uderzaniem wody o brzeg. Mocarstwa powstają i upadają, ludy przychodzą i odchodzą, języki rodzą się umierają, a podróż trwa. Wieża jest początkiem i końcem podróży. Wieża trwa.


Obrazek

#############################################


Tekst E

Po grani


Janek wyjął z plecaka półlitrową flaszkę wódki i postawił dwa metalowe kieliszki rodem z PRLu na wilgotnej skale. Wprawnym ruchem rozlał alkohol. Nela obserwowała go kątem oka. Choć stali na kamiennym spiętrzeniu ramię w ramię, czuła się jak podglądacz. Jakby to, co się działo, nie było przeznaczone dla niej. Równała więc oddech, przeganiała ostatnie strzępy strachu, który towarzyszył pokonywaniu zabezpieczonych łańcuchami progów i płyt i próbowała wypatrzeć rysy Matki Boskiej tkwiącej w ścianie Zawratowej Turni. Po lewej stronie, nad szeroką przełęczą, z której do stóp figury opadał piarżysty żleb, niebo stopniowo zmieniało barwę z szarej na błękitną. Janek wyrwał kobietę z zamyślenia, gasząc jej czołówkę. Wskazał na kieliszki.


– Wypijesz ze mną?


– W górach? Sam mówiłeś, że w Tatry po pijaku – nigdy. A wiesz, że mam słabą głowę.


Spojrzał na nią ponuro. Jego twarz wyglądała jak kamienna maska. Gdyby nie opadające wzdłuż niej długie, jasne włosy i błękit oczu, wtapiałaby się w szarość górskich ścian.


– Nie upiję cię przecież. Nela, to bardzo ważne.


Posłusznie podniosła kieliszek. Mężczyzna zakręcił butelkę i chwycił swój. Przez chwilę trwali tak, zawieszeni w urwanym geście toastu. I nagle ciszę przeciął głos Janka:


– Za ciebie, Mikołaj! Do zobaczenia, przyjacielu. I żeby ci tam nie brakło!


Butelka pofrunęła w stronę ściany i roztrzaskała się na kamieniach. Wychylili kieliszki i zamarli z opróżnionymi, wpatrzeni w potłuczone szkło. Nela czuła się nieprzyjemnie. Podobne gesty – także w świecie sztuki, w którym się obracała – miała za puste zagrania pod publiczność i dla ckliwych znajomych. Tu jednak pasowały. Może dlatego, że nie było publiczności? Może dlatego, że Jan w nie wierzył? A może dlatego, że górom nie potrzeba ludzkiej wiary, czy niewiary… I Nela pierwszy raz czuła, że kogoś tak bardzo nie obchodzi jej zdanie.


Po dłuższej chwili ruszyli w górę. Obserwator na szlaku dostrzegłby po prostu dwoje turystów po trzydziestce. Ubranych sportowo, na pierwszy rzut oka profesjonalnie, ale bez kijków czy uprzęży. Łatwo poznałby niepewność w ruchach kobiety i doświadczenie mężczyzny. Ot, zwyczajna rzecz – przewodnik i jego towarzyszka. Tylko że przewodnika nie było.



Na przełęczy Janek ukucnął nad plecakiem i długo w nim grzebał. Grał na czas. Chował latarki, coś układał. Nela widziała, jak drżą mu ręce. Wspomnienie o przyjacielu starło łagodny uśmiech, którym raczył kobietę całą drogę. I gdy wypluwała płuca, próbując za nim nadążyć na kamiennych stopniach, i gdy walczyła z półtorametrowym skalnym progiem, trzymając się łańcucha, jakby za plecami miała bezdenną przepaść. Usiadła nieco na uboczu.


– Pięknie tu.


– Pięknie to dopiero będzie.


– Czy równie strasznie?


– Bardziej.


– Aha. – Zapatrzyła się na ścieżkę, którą mieli iść. Wydawała się łagodna i bezpieczna, ale prowadziła ku skalistym masywom, których pokonywania Nela nie umiała sobie wyobrazić. – Nieźle. Dotąd ogarniałam, że jest Giewont i Kasprowy… A teraz nagle Orla Perć.


– Dotąd to ogarniałaś Watrę i knajpy na Gubałówce.


Podszedł i obrócił kobietę ku sobie. W ręku trzymał jej czerwony pantofel na dwunastocentymetrowym obcasie. Do wąskiego paseczka zapinanego wokół kostki przyczepiony był karabinek. Janek próbował się uśmiechnąć, ale bezskutecznie.


– Przytrocz to gdzieś do plecaka. Tylko przywiąż czymś, żeby się nie majtał.


– Dlaczego go wziąłeś?


– Bo Mikołaj zawsze przypominał, że w górach trzeba być sobą. Narzekał, że turyści szykując się na wyprawy zapominają o tym. Zbroją się w czekany, zakładają mundury z gore-texu i idą na wojnę. Jak dziś wyszłaś z pokoju, to cię ledwo poznałem. Ty siebie pewnie też.



– Powiesz mi, co się stało z Mikołajem?


Nela próbowała powitać radością pierwszy zdobyty szczyt – Mały Kozi Wierch – wciąż jednak czuła przytłaczającą atmosferę Zawratowej Turni przyglądającej się żałobnym rytuałom Janka. Temat sam wracał.


– To nie wiesz? Zginął od porażenia piorunem.


– Wiem. Ale przecież byliście wtedy razem. Jak to się dokładnie stało?


Westchnął ciężko. Przez chwilę bawił się przyczepionym do plecaka karabinkiem.


– Kiedy schodziliśmy z Zawratu na Halę Gąsienicową – wiesz, tam, skąd teraz przyszliśmy – rozpętała się burza. Mikołaj był przewodnikiem, świetnym taternikiem. Radził, żebyśmy szli żlebem – po tym piargu. Na łańcuchach łatwiej oberwać piorunem. Zresztą kiedyś tamtędy wiódł szlak, więc pomysł nie był jakiś wariacki. Tylko że byliśmy późno, zrobiło się już ciemno. Byłem przyzwyczajony do standardowej trasy. Chodziłem tamtędy setki razy – już prawie na pamięć. Wolałem iść szybciej po łańcuchach niż wlec się albo połamać sobie nogi w żlebie. Uznaliśmy, że będziemy się trzymać w zasięgu wzroku, ale każdy pójdzie po swojemu. Ryzyko wydawało się małe. Obok wysokie szczyty, całe w łańcuchach. Bardziej chodziło o komfort i tempo zejścia. On wszedł w ten żleb. Chwilę później trzasnęło. Wedle wszelkich reguł powinno zabić mnie na tych zasranych łańcuchach. A poraziło Mikołaja.


– Śmierć na miejscu?


Janek pokiwał głową.


– To nie twoja wina.


– Moja nie… Może mojego widma. Miał pomóc mi z nim walczyć. Zresztą… Nie – uciszył ją ruchem ręki, gdy chciała pytać. – Nie teraz. Idziemy. Nie powinnaś dać mięśniom ostygnąć.



Mały staw wypełniający dno kotła zdawał się mrugać do Neli promieniami słońca. „No chodź. Jeden ruch. Jeden fałszywy krok”. Gestem wtórowały mu podnoszące się znad hali mgły. W żlebie czy kominie czy rysie czy… (Te wszystkie nazwy tak irytowały!) było zimno, ślisko, a gdzieś w połowie ściany ciurkała woda. Kobieta stała struchlała na szczerbie, palce obu dłoni wpijając w pęknięcie w ścianie. Janek szedł już w dół. Dłonie sprawnie przepuszczały łańcuch, nogi zdawały się same znajdować podparcie. Nela nie miała wątpliwości, że te same kamienne zęby, które podtrzymują mężczyznę, ją pokąsają i sponiewieraną rzucą do przepaści.


– Janek… Janek! Nie dam rady. Nie ma mowy. Wracam – recytowała, jak mantrę, rozpalając swój strach bardziej i bardziej.


Obrócił się, odchylając od ściany. Łańcuch trzymał swobodnie jedną ręką, drugą opuścił luźno wzdłuż ciała. Nogi jej miękły na sam widok.


– Nie idę, słyszysz? Boję się!


– Wiem. To się bój, ale idź.


– Wracam!


Westchnął ciężko.


– Jeśli się uprzesz, wrócimy. Pomyśl chwilę, czy naprawdę ten strach jest tak silny, że musisz zrezygnować i mi powiedz. Zdecydujemy.


Oczywiście, że był. Był tak silny, jak jeszcze nigdy w życiu. Był wart tego, by nie rezygnować. Nela chwyciła w ręce łańcuch. Czuła jego chłód przez rękawiczki. Zacisnęła dłonie tak mocno, że aż zabolały ją palce.


– No i spokojnie – mówił Janek, nie spuszczając jej z oka. – Noga jak najbliżej ściany, tyłek też. Jedną ręką trzymaj się skalnych występów, nie będzie cię tak odginało. Dobrze. Teraz duży krok. Po prostu przejdź ten próg, jakby to były niewygodne schody. Jak nie sięgasz, to zsuń się po łańcuchu. Dobrze. I teraz…


Mgła zasnuła wylot żlebu. Zmarzły Staw znudził się widowiskiem.



– Widzisz?! Potrafisz!


Kolejne podobne przejście Nela pokonała bez zawahania. Choć nie bez trudności i strachu. Orla Perć coraz odważniej prezentowała swoje szpony, maskując je co chwila pięknymi piórami widoków. Dzień wlał się już na dobre w dolinki i teraz pasma mgieł tańczyły przetykane blaskiem stawów i grą światła na zroszonych skałach. Nela balansowała po grani między euforią a paniką. Czy też raczej raz spadała na jedną, raz na drugą stronę. Sama już nie wiedziała, czy bardziej wyczerpane tą szarpaniną ma ciało, czy umysł.


Janek uznał, że ciało. Z szerokiej turni, na którą dotarli spokojnym trawersem, opadała w dół metalowa drabinka. Choć przyśrubowana do skały, sprawiała wrażenie delikatnej i niepewnej. Kończyła się skośną półką idącą dalej ku wąskiemu wcięciu między dwiema górami.


– Odpocznij. Musisz mieć pewne ręce. Na Koziej Przełęczy nie ma miejsca na postój, a dalej jest intensywny kawałek wspinaczki.


Zsunęła plecak z ramion i pochyliła się, opierając dłonie na udach. W liceum tak odpoczywała po biegach na wuefie. Nie pomagało, ale wszystkie dziewczyny z kółek sportowych to robiły, więc ona też. Wzrok padł na przytroczoną do klapy szpilkę.


– Trzydzieści pięć lat to trochę późno na robienie kondycji. Ale te przygotowania coś dały, wiesz? Szkoda tylko, że nie wziąłeś mi jeszcze kiecki. Wtedy już naprawdę byłabym sobą – zaśmiała się.


Odpowiedziała jej cisza. Janek stał na skraju Zamarłej Turni, wpatrzony w białe, gęste chmury, które zawędrowały pod grań. Wśród nich majaczyła czarna sylwetka otoczona aureolą barw. Nela podeszła i oparła mężczyźnie ręce na ramionach. Spodziewała się ujrzeć i swój cień, ale nic takiego nie zaszło. Widmo stało wśród chmur na szeroko rozstawionych nogach. Rozmazane kontury sylwetki zdawały wyciągać się ku parze niczym cienkie, giętkie macki.


– Ja… Janek?


– Odpoczęłaś? To ruszamy. – Drżał na całym ciele, ale głos miał pewny.



– Po prostu nie patrz w lewo – powiedział, gdy stanęli na Kozim Wierchu.


Nad Kozią Dolinką wciąż czaiło się widmo, ale to nie Neli zadaniem było się z nim mierzyć. Dla niej był rozświetlony Wielki Staw i białe linie Siklawy. Janek poznawał koleżankę zupełnie nową – zmęczoną, wystraszoną i zaskoczoną. Mimo pięciu godzin wspólnej wędrówki wciąż odruchowo szukał jej twarzy za wysoko. Zawsze chodziła na szpilkach.


– A jeśli popatrzę w lewo?


– Nie szkoda ci tracić takich widoków dla jakiejś mary? Przecież w nią nie wierzysz.


– Jej to najwyraźniej nie przeszkadza. Boisz się. – Spojrzała na niego poważnie. – I w to wierzę. Kim lub czym jest?


– Mówi się na to widmo Brockenu. Własny cień na chmurze.


– Mojego tam nie było.


– Bo dziś w ogóle światło i chmury nie powinny wywołać tego zjawiska. Ono jest czymś więcej. Pierwszy raz przyszło do mnie na Rysach. Powiedziałem o tym Mikołajowi w ramach ciekawostki. Wiesz, znałem zabobon mówiący, że widmo Brockenu to przepowiednia śmierci w górach. A trzy takie doświadczenia to pewność, że od śmierci w górach jest się bezpiecznym. Ale Mikołaj się zaniepokoił. Rozmawiał o tym z jakimś toprowcem. Kazał mi uważać. Potem zrozumiałem. Ono po mnie idzie. Powoli. Najpierw towarzyszyło mi we wspinaczkach na Czarne Ściany, na Żabią Lalkę… Pojawiało się, gdy szedłem granią, czasem czekało na mnie w żlebach. Potem znalazło mnie nawet w reglach albo odbijało swoją twarz w stawach. Kiedyś od zmierzchu do świtu byłem bezpieczny, teraz czasem i nocą się zbliża. Górale mi mówili, że nie odpuści. Że w końcu mnie zabije.


– Dlaczego nie zrezygnujesz z gór? Po co tak ryzykować? Nawet mnie zmroziło, jak go zobaczyłam…


– Może mi to zostało z dzieciństwa, może z wojska. Ja się nie poddaję. Nie umiem. Nie w górach, gdzie wreszcie mogłem uciec od tych, co mnie zatrzymywali i próbowali ściągnąć do swojego poziomu. Tu już nie chodzą pokonani. Wstyd by mi było uciec. Wiem, że w Tatrach jest odpowiedź na tę klątwę. Moja ostatnia szansa. Tak mówił Mikołaj i ja to czuję. Chciał mi pomóc. Miał być przewodnikiem na tej wyprawie, ale… – Zawiesił głos.


– Rozumiem. – Milczeli przez chwilę. – To idziemy?


Skinął głową.


– Nela, a co ty właściwie w tym wszystkim robisz? Czemu chciałaś mi towarzyszyć?


– Też miewam swoje prywatne boje – mruknęła.


Wygodna ścieżka biegła w dół. Pozwalała uciec od niechcianych pytań. Wszystkie widma zostawiała po północnej stronie grani.



Szlak dał tylko chwilę wytchnienia. Zaraz odbił ku górze, by wśród skał niepostrzeżenie przewinąć się przez grań i rzucić parę stromym, piarżystym żlebem w dół. Zmęczona Nela stosowała się do żelaznej zasady „pięciu punktów podparcia”. Zsuwając się krok za krokiem, obijając pośladki o kamienie i klinując nogi i ręce, gdzie tylko się dało, dotarła wreszcie do kolejnej odbitki w górę. Uzbrojony w łańcuchy i klamry komin wydał się miłą odmianą po kwadransie „dupozłazu” – jak określał technikę koleżanki Janek. W połowie wysokości kobieta obróciła się ku niemu. Chciała zawołać, by zrobił jej zdjęcie, ale wzrok przykuły dwa czarne punkty tkwiące na sterczącej ze żlebu skale. Ledwo musnęła je spojrzeniem, zakrakały i poderwały się do lotu. Czarne skrzydła miarowo biły powietrze, lecz ptaki leciały w tył. Powoli, ale konsekwentnie – jakby ktoś puścił film do końca. Nela starała się odwrócić od nich wzrok. Drżała i ledwo stała na nogach. Dłonie na łańcuchu prawie zupełnie rozluźniła. Chciała cofnąć czas albo przewinąć ten film do momentu, gdy zapomni. Janek krzyknął w przestrachu i wspiął się do niej. Zastawił ciałem i przycisnął kobietę do ściany komina.


– Nela, ocknij się. Słabo ci?


– Wi… widziałeś je?


– Tak. Pewnie wiatr je spycha. Tu tak bywa – odparł, choć wiatru nie było.



Prawie siłą musiał doprowadzić kobietę na Zadni Granat. Widmo szło obok i próbowało oplatać ramionami ich obojga. Raczej z ciekawości czy złośliwej przekory niż w prawdziwym ataku. Wreszcie spłynęło wzdłuż stoków. Janek domyślał się, że czekać go będzie w rejonie Skrajnej Sieczkowej Przełęczki. Ale teraz wydawało się to tak odległe. Na szczycie Nela zaczęła odzyskiwać siły, choć nie spokój. Ku Pośredniemu szła jak robot, stawiając mechanicznie nogi i obojętnie stosując się do rad. Janek nie był pewien, czy bardziej boi się o nią, czy jej. Nie mrugała, oddech miała świszczący, a na policzkach wypieki, które zgasił dopiero zimny wiatr szczycie. Znad Rysów pędziły już burzowe chmury wygrażając od czasu do czasu. I to wraz z ich pomrukiem do Neli dotarły natarczywe pytania Janka.



– Nie myślałam, że tu jest aż tak na opak. Przyjęłam wyzwanie, bo chłopak, który je rzucił nie dał mi wyboru…


– Wyzwanie? Wyjaśnisz?


– A nie powiesz nikomu? Błagam. Tak mi wstyd.


Patrzył na nią zdumiony. Hałaśliwa, pewna siebie Nela – charyzmatyczny nauczyciel, bezwzględny krytyk, ale i człowiek gotów wydrapać oczy w obronie ukochanych czy podziwianych – nigdy nie mówiła takich słów. Nawet jeśli palnęła coś idiotycznego podpisywała się pod tym z całym rozmachem. Teraz zaś chciała ciszy. Czegoś, co akurat Jankowi przychodziło łatwo.


– Nikomu.


– Do mojej redakcji spływają często próbki różnych prac graficznych. Jacyś malarze próbują wywalczyć promocję wernisażu czy prezentację sztuki. Mamy mały zasięg, ale sporo znajomości. I jeden taki amator pisał do mnie. Z górami, górami, górami. Kicz. Tandeta. Giewont o zachodzie słońca, Morskie Oko w śniegu i tak dalej. Tylko jelenia na rykowisku brakowało. I te kruki. Ostatnie, co wysłał, to kruki w jakiejś dolinie. Najpierw mu odpisywałam uprzejmie, ale wtedy już miałam dość. Trafił na fanpage’a jako przykład tego, czego wysyłać nie należy. Co sztuką nie jest. W tydzień później napisał do mnie jego ojciec. Zwykłą pocztą. Poinformował, że syn leży w szpitalu. Zrobił coś głupiego – facet nie tłumaczył. Do listu załączył coś, co ten chłopak napisał do mnie, ale nie wysłał.


Popatrzyła ze smutkiem na ciemny wał Kozich Czubów, które zostawili już za sobą.


– To było: „Ostatnie wyzwanie. Idź, kobieto, na Orlą i zobacz te kruki. Bo nie rozumiesz”. I na końcu jeszcze podpis: „Konrad, lat 13”. Trzynastolatek, rozumiesz? Jak te gnojki, które uczę wiedzy o kulturze


– I musiałaś…?


– Ty byś nie podjął tak rzuconej rękawicy? Odważyłbyś się nie sprawdzić, co chce ci pokazać dziecko?


– Podjąłbym.


– I najgorsze, że teraz widzę te kruki i wiem, czemu były na obrazie. Wiem, co on w nich widział. I mam kompletny mętlik w głowie. To nie może być tak, żeby dzieło nie mogło funkcjonować bez doświadczenia odbiorcy, ale… tu wszystko w ogóle jest na opak. Są widma, wierzenia i dziwy. I boję się, że ten dzieciak lepiej wiedział, czy to, co namalował jest dobre, czy złe. A ja przywaliłam nie jego pracy, tylko jego wrażliwości.


Janek splótł palce.


– Ja się na tym nie znam. Ale myślę, że Tatry mogą was pogodzić. One trochę wszystko zmieniają. Tylko że nie są sztuką, ale doświadczeniem. Jak był spór o to, czy Słowackiego złożyć w Tatrach, jeden z przeciwników tego pomysłu (nie pamiętam, kto) pisał, że gór nie należy psuć sztuką. Że nie powinien nad nimi powiewać żaden duch artyzmu. Człowiek, który kocha góry, nie może im dodawać niczego od siebie, lecz wręcz każdy swój ślad zacierać. Może dlatego się nie zrozumieliście – dzieciak rozumował w swoich kategoriach, ty w swoich.


Zamyśliła się.


– To też ci powiedział Mikołaj?


– Nie pamiętam. Może sam czytałem. A bo…?


– Bo on miał mnie prowadzić po tej Orlej. Tylko nie zdążyliśmy.



Janek czuł, że sam też nie zdąży. Ostatni, trudny odcinek grani Granatów, potem szczyt i jeszcze Buczynowe Turnie. Burzowe chmury czekały po drugiej stronie Doliny Pięciu Stawów. Wiedział, na czyj ruch. Południowe słońce wysoko, chmury nisko. Zimne palce widma, które czasem próbowały zacisnąć mu się na karku, teraz łaskotały lekko w kostkę.


Sieczkowa Przełączka coraz bliżej. Ostatni próg, kilka kroków po skalnej półce i…


– Masz ten sławny krok nad przepaścią – Jan próbował się zaśmiać, ale coś dławiło go w gardle.


Nela podeszła. Przestraszyła się lekko kilkunastu metrów powietrza pod stopami, roześmiała i, nim zdołał jej dać jakąkolwiek radę, chwyciła oburącz łańcuch i przekroczyła rozpadlinę. Nic nie mówiła, ale widział, że jest z siebie dumna. Swoją prywatną bitwę wygrywała. A on…?


Patrzyła, jak, niefrasobliwie przytrzymując się łańcucha, staje na krawędzi przepaści. Już miał przejść, gdy z doliny podpłynął obłok. Czarne dłonie widma wychynęły ze szczeliny i zacisnęły mu się na nodze. Krzyk zamarł Neli w gardle. Jankowi łańcuch wyślizgnął się z dłoni. Przez sekundę mężczyzna walczył, by odzyskać równowagę i się cofnąć, lecz widmo nie odpuszczało.


Silne ramię objęło Janka w pasie i przeciągnęło na drugą stronę. Wpadł na Nelę, omal jej nie przewracając. Spojrzał za siebie. Postawny facet w niebieskiej, sportowej kurtce stał w rozkroku nad rozpadliną, przytrzymując się łańcucha. Zdawało się, że wcześniej musiał odpoczywać na kamieniach obok – na ziemi walał się przewrócony termos.


– Dzięki. – Janek z trudem odzyskał oddech.


… Nela zaś go straciła, gdy mężczyzna się odwrócił.


– Nie ma za co – rzucił, pocierając zarośnięty policzek.


Po lekkich wypiekach można było się domyślić, że herbata była „po góralsku”. Cały Mikołaj – niezawodny, roześmiany i używający życia.


– Za szybko, za gwałtownie… – stwierdził do Janka, gestykulując szeroko rękami. – Idziecie w góry, nie na wojnę. Potrzebujecie przewodnika.



Przez kolejne godziny Nela odkrywała, że potrafi wędrować po Tatrach, nie wypluwając płuc. Że widzi nie tylko to, czego szuka, by zrujnować swój światopogląd. Mikołaj cierpliwie wskazywał im odległe szczyty, wymieniał nazwy i opowiadał anegdoty. Gdy zaś dostrzegał, że jego towarzysze zbyt swobodnie się czują, naraz powracał do opowieści o tragediach i marach w Tatrach. Janek to wszystko znał, ale zmarłego słucha się inaczej. Na nowo. Uderzenie burzy przeczekali pod skalnym nawisem, którego bokiem biegły klamry. Przynajmniej Nela, bo jej kompani ledwie się mieścili. To było jedyne wyjście – aż do samej przełęczy Krzyżne nie mieli którędy uciekać. Mikołaj wydobył z plecaka piersiówkę.


– Jak już was podejmuję w baszcie, to pozwólcie, że wzniosę toast. Za was. Za nas. Jak wolicie!


– W baszcie? – mruknęła Nela.


– To nad nami nazywa się Orla Baszta – uzupełnił Janek, gdy Mikołaj pociągał łyk.


– Przepraszam, że nie mogę was poczęstować – podjął przewodnik.


Nachylił się do przyjaciela i poklepał go po ramieniu.


– I dziękuję stary. Wierz mi, doceniam każdą kroplę.


Wraz z jego śmiechem znów zagrała burza. Gdy Jan mu zawtórował, ucichła.


– O, świetnie! Idziemy.



– Spójrzcie jeszcze raz za siebie.


Czarny wał gór odcinał się na tle rozpogodzonego nieba. Burza odeszła, wymywając mgły z dolin. Pozostały po niej kaskady zdobiące ściany srebrnymi łańcuszkami.


– Cała Orla Perć wasza. Zaraz Krzyżne. Zejdziecie w dół i więcej się nie zobaczymy.


– Ty nie schodzisz?


– A po co? W dolinie poradzicie sobie bez przewodnika. Ta wasza wojna skończona. Opiliśmy z Tatrami waszą kapitulację…


– No tak. Z górami nie wygrasz… – rzucił w powietrze Janek.


Mikołaj zmarszczył brwi.


– Inaczej. Z górami nie przegrasz. Stojąc z górami ramię w ramię nie przegrasz. Do jakiej bitwy byś nie stawał, sama się wygra.




#############################################


Kto otrzyma brązowy medal? :arrow: Oceniamy!
Wpadnij jako pierwszy usłyszeć werdykt! :arrow:WYNIKI 31 sierpnia (piątek) 2018r. o 19:00!



Awatar użytkownika
Sarah
Poetyfikator
Poetyfikator
Posty: 1726
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Sarah » śr 15 sie 2018, 00:22

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Tekst E: 3

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Tekst E: 3

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst E: 3

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst E: 3

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Tekst E: 3

Ekstra punkt! dla B
Za : magiczny dar opowiadania

Suma.
Tekst B: 26
Podsumowanie:
Tekst E: 15
Podsumowanie:

Bardzo Cię przepraszam, Autorze o literce E.
Twój tekst nie zasługuje na 15 punktów.
Wybacz mi proszę. Ale Twoje opowiadanie stanęło w szranki z kimś, kogo docenić chcę i muszę, bo inaczej sumienie mnie zagryzie nocą.
Pokazać to mogę jedynie poprzez system ocen.
B - chylę czoła. Jestem pełna podziwu.
Żałuję, że nie ma Cię w finale.
Twoje opowiadanie, tak plastyczne, soczyste, jednocześnie lekkie i poważne - zapamiętam na długo.
Za Twój dystans do świata, za pokorę, za humor z lekka sarkastyczny, za cudowne obserwacje i konkretne skojarzenia - dziękuję.
Dziękuję, że podzieliłeś się tym wszystkim ze mną.


Nie jestem w tym wieku, kiedy nieświadomie popełnia się głupstwa.W moim wieku głupstwa popełnia się planowo i z dziką przyjemnością.

Brniesz w mgłę, a pod stopami bagno, uważaj - R.Pawlak 28.02.2018

Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 969
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: gebilis » śr 15 sie 2018, 06:41

Tekst B
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność może i jakiś zamysł jest, ale ja go nie znalazłam 1
2. Realizacja tematu brak 1
3. Błędy błędy stylistyczne: "Macie tak pisać, żeby mi się!", – "Scott. Francis Scott Fitzgerald – odpowiedział machinalnie starszy Mag."   machinalny «wykonany bez udziału świadomości i woli»  - 1
4. Warsztat poprawny 2
5. Subiektywne wrażenia może i autor miał jakiś cel pisząc ten tekst, ale dla mnie jako czytelniczki był to tylko bełkot 1

i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt!  0

Suma: 6

Tekst E
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność dobre zawiążznie akcji i jej rozwinięcie 5
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku) 5
3. Błędy 5
4. Warsztat nieznam "języka ludzi gór", ze słownikiem też mi nie chciało się szukać= ale nigdzie nie jęknęłam, nie przystanęłam, czyli wszystko gra 5
5. Subiektywne wrażenia może początek wybił mnie z rytmu zachwytu, ale potem jak u Hitchcocka – napięcie tylko w górę 5
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać każdemu po jednym) za wrażenia 1

Suma: 26


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Online
Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2572
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Bartosh16 » śr 15 sie 2018, 13:09

Jak dobrze, żem nie brał udziału, bobym sobie wstydu narobił :D Oba teksty świetne, oba osądzę obiektywnie, a potem zliczę punkty i obaczym, kto wygrał bitwę, która miała wygrać się sama.

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie: bardziej kreatywny.
Tekst E: 4.
Uzasadnienie: mimo wszystko.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 3.
Uzasadnienie: mało bitwy, mało zwycięstwa. Tekst przemiły, ale daleko od tematu IMO.
Tekst E: 5.
Uzasadnienie: ta puenta, to creme de la creme całego opowiadania, nadaje mu sens i zostawia z bananem na twarzy.

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie: brak.
Tekst E: 5
Uzasadnienie: fabuła porwała, nie zauważyłem.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5.
Uzasadnienie: nie mam słów.
Tekst E: 5.
Uzasadnienie: jak wyżej.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3.
Uzasadnienie: nie lubię takich tekstów. Tak zwyczajnie.
Tekst E: 5.
Uzasadnienie: Cóż...

Ekstra punkt! dla: E.
Za: przy rozmowie o widmie Brockenu obsrałem zbroję (proszę nie gwiazdkować).

Suma.
Tekst B: 21.
Podsumowanie: pomysłowy, ale jak wspominałem wyżej, nie lubię gatunku.
Tekst E: 25.
Podsumowanie: przyjemnie się czytało. Mam nadzieję na więcej, kiedyś.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 579
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Escort » śr 15 sie 2018, 13:15

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst E: 2
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla:
Za:

Suma.
Tekst B: 24
Podsumowanie:
Tekst E: 18
Podsumowanie:


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 867
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Kruger » czw 16 sie 2018, 09:06

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3

Tekst E: 5


Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 1

Tekst E: 5


Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5

Tekst E: 4


Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5

Tekst E: 5


Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3

Tekst E: 5


Ekstra punkt! dla: E


Suma.
Tekst B: 17

Tekst E: 25



Awatar użytkownika
Jason
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 826
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 17:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Jason » czw 16 sie 2018, 10:29

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Jeśli ten tekst jakiś jest, to właśnie kreatywny i pomysłowy
Tekst E: 3
Uzasadnienie: deus ex machina, fizyczne duchy

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 2
Uzasadnienie: Unik
Tekst E: 3
Uzasadnienie: Przynajmniej próbował

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie: B robi z tekstem dokładnie to co chce. Nie jest to coś czego oczekuję i co lubię, ale to nie kategoria, w której oceniam swoje preferencje ;)
Tekst E: 3
Uzasadnienie: Głównie przeszkadza mi przegadanie tego tekstu, a przeskoczenie do innej konwencji w końcówce mnie nie kupiło.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Uzasadnienie: To nie jest tekst w stylu który mi się podoba, ale mimo to przeczytałem go jednym ciągiem i z zaciekawieniem.
Tekst E: 2
Uzasadnienie: Przysypiałem, a szkoda, bo tekst tej długości, pisany klasycznie, mógł wygrać mnie fabułą.

Ekstra punkt! dla: B
Za: Miłe skojarzenia z początkiem mojego pobytu na Wery. Przy czym nie chodzi mi o te bezpośrednie odniesienia do naszego forum, ale raczej o emocje i wspomnienia dyskusji o teorii literatury, rozmów o tekstach np. z Walk Mocy i wiele innych. To było inspirujące i trochę tej inspiracji (motywacji?) poczułem po lekturze.

Suma.
Tekst B: 23
Podsumowanie: Wygrał
Tekst E: 16
Podsumowanie: To jest naprawdę dobre opowiadanie. Ale gdy porównam z Babel 2.0, to widzę co najwyżej przeciętniaka.


ichigo ichie

Opowieść o sushi - blog kulinarny

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4140
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Romecki » pt 17 sie 2018, 09:41

Faraon pisze:Source of the post Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: E
Za:

Suma.
Tekst B: 22
Podsumowanie:
Tekst E: 26
Podsumowanie:


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 537
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Aktegev » pt 17 sie 2018, 11:04

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 2
Tekst E: 4

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 3
Tekst E: 4

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst E: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst E: 4

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3
Tekst E: 5

Uzasadnienie:

Tekst B: Myślę, że żadne inne uzasadnienie poza „bo mi się” nie ma tu racji bytu ;)
Tekst E: Jest opowieść i są góry, a góry zawsze mają dla mnie cząstkę magii.

Ekstra punkt! nikt

Suma:
Tekst B: 18
Tekst E: 22


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Eldil
Dusza pisarza
Posty: 535
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Eldil » sob 18 sie 2018, 15:53

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3
Uzasadnienie: pomysł dobry, ale nie rozwinął się w fabułę.
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 3
Uzasadnienie: B wygra (wygra się samo), nawet jeśli napisze nie na temat i z fochami na czytelników? Być może, ale dla mnie to nie jest realizacja tematu.
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 3
Uzasadnienie: mniej punktów nie ze względu na słaby tekst, tylko w porównaniu do B.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: B
Za: pierwsze mocne wrażenie jakie sprawia opowiadanie. Mimo, że dalej tym bardziej rozczarowuje.

Suma.
Tekst B: 21
Podsumowanie:
Tekst E: 22
Podsumowanie:[/quote]

Na początku lektury byłem pewien, że dam B 26 pkt. i entuzjastyczne komentarze. B pokazał w tym tekście jakim jest mistrzem - i po mistrzowsku spartolił tekst, nie dbając o fabułę i sens całości.


System crash down. Out of order.

System crash down. Out of order.


Awatar użytkownika
Isabel
Pisarz osiedlowy
Posty: 382
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Isabel » sob 18 sie 2018, 19:24

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst E: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst E: 3
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: B
Za: odwagę. I trwającą wciąż historię Laury i jej wujka.

Suma.
Tekst B: 22
Podsumowanie: Dobre – i wygraną bitwę, chociaż bardzo subtelnie, ale jednak widziałam :) I szkoda tylko, że to już...
Tekst E: 20
Podsumowanie: Przegadane, niestety; krótszy tekst byłby bardziej poruszający. No i mnie, niestety, górami się nie kupi :P


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 474
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Chii » ndz 19 sie 2018, 11:53

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Uzasadnienie: pomysł ciekawy, ale trochę wydmuszka - skoro wieża jest najważniejsza, po co mam czytać o czyjejś nic nie znaczącej podróży? Straciłam zainteresowanie w połowie. Gdyby pójść w stronę Terrence'a Malicka i wymieszać wieżę z całą tą symboliką ze zwyczajną historią rodzinną? Pewnie nie w stylu autora, ale dałoby ciekawszy efekt. Chodzi mi o to, żeby podróż była znaczącą dla mnie jako dla czytelnika i dla samej postaci.
Tekst E: 4
Uzasadnienie: taka tam prosta historia o górach, duchach i pokonywaniu siebie, rozprawianiem się z przeszłością. Ni mnie to ziębi, ni grzeje. Co gorsza, wiedziałam o czym to będzie już pod koniec pierwszej części. Plus, że trzymało napięcie.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 4
Uzasadnienie: jest, ale chyba przerósł autora, o czym sam autor zresztą wie
Tekst E: 4
Uzasadnienie: jestem trochę rozczarowana zakończeniem, za proste

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 4
Uzasadnienie: poza kilkoma przecinkami :P było ok
Tekst E: 4
Uzasadnienie: "ot, zwyczajna rzecz – przewodnik i jego towarzyszka. Tylko że przewodnika nie było." - to ile było tych widm? 1 czy 2? Ponieważ autor chyba zapomniał w dalszej części o tym, co napisał, to jest to dla mnie błąd logiczny.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 4
Uzasadnienie: dobrze, ale bez szału
Tekst E: 4
Uzasadnienie: dobrze, ale bez szału

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie: czyżby tu sobie ktoś żarciki stroił z mojego tekstu? Czyżby tym żartownisiem był Eldil? Zaczynało się dobrze, kończyło się dobrze, tylko ten środek jakiś taki... im dalej w las, tym mniej drzew, poplątanie stylistyk jest ok, ale mnie nie porwało. Zapamiętałam naleśniki, a chyba jednak powinnam zapamiętać coś innego. Chaos.
Tekst E: 4
Uzasadnienie: porządna opowieść o górach z elementami, które można było pociągnąć, a które zaginęły gdzieś kompletnie, zakończenie ładne, acz trochę rozczarowujące. Kobieta pracująca w redakcji dobrego magazynu o sztuce uczy WOK-u w gimnazjum/podstawówce? Mało prawdopodobne. 1. Za moich czasów WOK był w liceum. 2. Pracując w fajnym magazynie o sztuce można pracować raczej w ASP niż w podstawówce. 3. To się nie klei. :P Wkurzyło mnie też to, że kobieta jest wątłą idiotką, którą prowadzi silny i doświadczony mężczyzna. Tekst na pewno nie przełamuje stereotypów tylko je utrwala.

Ekstra punkt! dla: E
Za: napięcie i klimat, i za góry

Suma.
Tekst B: 21
Podsumowanie: doceniam za szaleństwo i to, że autor jest stuknięty - masz moje serce, autorze - ale jednocześnie to nie jest jeszcze poziom ogarnięcia, który przyprawiłby mnie o opadniętą szczękę. Spryt jak najbardziej na plus, ale brakuje jeszcze jakiejś precyzji, która wysadzałaby mózg. Poziom jak najbardziej wydawniczy.
Tekst E: 22
Podsumowanie: porządny tekst, o czymś, ale trochę za łatwe to coś. Poziom też wydawniczy. Odnoszę jednak wrażenie, że ten tekst był mniej pisany na kolanie niż tekst B. Było bardzo dużo prostych rozwiązań - za prostych. Tekst mógłby wyskoczyć na wyższy poziom, gdyby autor trochę więcej i głębiej pomyślał.


Kotlet.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4088
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Rubia » pn 20 sie 2018, 00:35

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Tekst E: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Tekst E: 5


Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst E: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 4
Tekst E: 3

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Tekst E: 3


Ekstra punkt! dla:B
Za: zgrabne połączenie powagi i drwiny

Suma.
Tekst B: 25
Tekst E: 19


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1091
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 19: B v E

Postautor: Misieq79 » pn 20 sie 2018, 22:21

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Wysoko
Tekst E: 4
Uzasadnienie: Niżej ale też nad wyimaginowaną poprzeczką

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 4
Uzasadnienie: I tu jest klops, bo trudno mi uchwycić oś fabuły. Autor/ka prze konsekwentnie, acz nie wiem do czego.
Tekst E: 4
Uzasadnienie: Aż się dziwię że stawiam znak równości, ale nie potrafię inaczej.

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 4
Tekst E: 4
Uzasadnienie: To już nie ten poziom by rżnąć po przecinkach.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst E: 4
Uzasadnienie: Już nie pierwszy raz w TOPA uznaję wyższość Sztuki nad Rzemiosłem. Nawet jeśli to kawał dobrego rzemiosła.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3
Uzasadnienie: ...a jednak nie ogarnąłem.
Tekst E: 4
Uzasadnienie: Film drogi. Ładny. Ale film drogi. Podobnie jak J w finale, mam nadzieję że to Autora/ki nie urazi.

Ekstra punkt! dla: 0
Za: Nie dziś.

Suma.
Tekst B: 21
Tekst E: 20
Por una cabeza


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.


Wróć do „Faza Pucharowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość