16

Latest post of the previous page:

O tych, którym zdolności brak ani nie myślałem, ani nie wspominałem. Ponownie dzisiaj zacytuję dekalog Kresa: "Nie ma przymusu bycia pisarzem. Można być kimś innym". Miejmy nadzieję, że w porę to sobie uświadomią i nie będą atakować czytelników ze wszech miar agresywnymi grafomańskimi wypocinami, których lektura grozi uśnięciem lub stratą czasu.
"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Lekcja życia"

17
TadekM pisze: Jeśli chodzi o styl, to mówiąc, że nie poprawia się styl piszącego w zasadzie można stwierdzić, że nie poprawia się nic. Rozwój dojrzałości i kreatywności to procesy, które każdy przechodzi indywidualnie, zwykle w pewnej mierze nieświadome i niemal w zupełności oderwane od tego, jakie uwagi ktoś może dać do tekstu.
[Tu obwiniałbym nie oporność w zmianie stylu, ale lenistwo. Większość użytkowników mało pisze]
Nie doszukiwałabym się tu winy po stronie autora, gdyż mam wrażenie, że styl w znacznym stopniu kształtuje się sam. Jakkolwiek dziwacznie to brzmi, mamy do czynienia z procesem spontanicznym i rzeczywiście w dużej mierze nieświadomym. Można go wspierać poprzez lektury i trening pisarski, lecz nie jestem przekonana, czy akurat w tym przypadku trening czyni mistrza. To znaczy - brak treningu na pewno mistrza nie uczyni, natomiast można pisać dużo i marnie, na co są niezliczone dowody. Dochodzeniem do "własnego stylu" trudno sterować, zwłaszcza z zewnątrz. Tym trudniej, że liczą się również warunki wyjściowe, czyli wrodzone zdolności językowe. Nie łudźmy się, że nie.
TadekM pisze:Nauka inteligentnego budowania fabuły to rzecz niemal poza zasięgiem większości form edukacji.
Niewykluczone, że tak właśnie jest, lecz w zamkniętej całości, jaką jest pełne opowiadanie, można wskazać, w którym momencie fabuła zaczyna rozłazić się, autor gubi postaci albo wprowadza zwroty akcji typu diabeł z pudełka, czyli jeszcze mniej uzasadnione, niż deus ex machina.
TadekM pisze:Nie widzę sensu, a wręcz uważam za szkodliwe poddawanie ocenie tekstów nie skończonych.
Autorowi może zależeć tylko na ocenie jednego-dwóch aspektów tego, co właśnie pisze. Sama kiedyś, zachęcona przewijającą się na Wery w różnych wątkach krytyką narracji w pierwszej osobie, a już zwłaszcza w czasie teraźniejszym, przerobiłam w ten sposób spory fragment i wrzuciłam do zweryfikowania. Nikt się nie przyczepił, ale może przeciwnicy tych form nie zajrzeli do mojego tekstu i przegapili okazję ;)

Ponieważ tekst Leszka ma być zbiorem wskazówek dla weryfikujących zarówno zaawansowanych w tej zbożnej działalności, jak i początkujących, nasunęła mi się jeszcze taka myśl: weryfikowanie jest procesem wielopoziomowym (ja bym mówiła raczej o wielu aspektach, niż poziomach,ale nie będę się upierać), lecz dość istotne jest, by komentujący zaczynał od tego, co dla niego samego było ważne, co szczególnie przyciągnęło jego uwagę w trakcie lektury. Autor może odnieść większą korzyść z rzetelnego omówienia jednej tylko kwestii (np. relacji pomiędzy bohaterami) albo z wychwycenia rozmaitych błędów rzeczowych, niż z pospiesznego przeskakiwania z poziomu na poziom i z zakresu do zakresu.
Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

18
***************************************************************************

ABC weryfikacji

Poziom pierwszy

1. Rzecz najprostsza pod słońcem. Napisanie, czy się podobało, czy nie. Bywamy autorami, jesteśmy czytelnikami, przynajmniej większość z nas. Odzew tego typu niesie jakąś wiadomość dla piszącego i to też jest cenne. Logicznym uzupełnieniem opinii jest uzasadnienie dlaczego na tak – lub na nie.

I od razu, całkiem mimochodem przechodzimy do istoty weryfikacji. To jeszcze nie jest szczegółowa masakra napisanego, ale konieczne jest przemyślenie argumentacji i znalezienia dla niej podpórek w ocenianym tekście.

A dopełnieniem – ewentualna próba odwołania się do własnego katalogu przeżyć, przeczytanych lektur czy obejrzanych filmów. Opisanie emocji, jakie wywołuje tekst w czytającym – o ile wywołuje.

Przykazanie: Postaraj się, żeby wynurzenia weryfikatora nie były wypracowaniem dłuższym, niż sam tekst – nie chodzi o to, żeby kraść Autorowi jego własny show. No chyba, że są istotne powody.

2. Łapanka. Znalezienie i pokazanie najprostszych błędów językowych – literówek, ortów, błędnej takiej czy innej odmiany, interpunkcji. Jeśli są, oczywiście. Jeśli zaś występują w nadmiarze, albo powtarzają się według jakiegoś klucza – podanie typów błędów z przykładami.

Przykazanie: Nie podniesiesz wartości weryfikacji ścigając zaciekle KAŻDĄ literówkę, błahe błędy wynikające np. z niedbałości wystarczy wytknąć en masse. Rejestrowanie po kolei wszystkich miejsc, gdzie Autor nie trafiał właściwie paluszkami w klawiaturę jest nudne, dodatkowo - niczego nie nauczy czytających weryfkę.
Jednak CZASEM tym, którzy własnych błędów nie widzą, nie chcą widzieć, bądź zuchowato twierdzą, że to zmartwienie korektorów – a przy tym mają nieograniczone niczym ambicje warto dać nauczkę, pokazując SUMĘ prostych byków robionych na przykład na jednej stronie utworu. Żeby zrozumieli, ze przez pole minowe, jakie stworzyli nie przedrze się żaden decydujący o druku redaktor czy wydawca.

Poziom drugi

1. Wyłapanie błędów merytorycznych, rzeczowych – dużych i drobniejszych. Rażących nieprawdopodobieństw w sferze „dziania się” i tła owegoż (realiów), skonfrontowanie ich z potoczną, albo bardziej zaawansowaną wiedzą o temacie.

Przykazanie: Nie przesadzajmy. Dobre osadzenie w realiach jest niezmiernie ważne dla wiarygodności – Autora, tekstu, fabuły. Ale szczególarstwo nie jest efektywne, zwłaszcza, jeśli umniejszy walory ściśle literackie.

2. Ocena stylu. Zatem jak sobie Autor powiązał słowa w całości. I jakie słowa. I w jakie całości. I jak to, co zrobił się je i trawi. Czyli: wyłapanie zgrzytów, powtórzeń, niezgrabności, różnych pokrak i językowych łamańców. Nieprawidłowych zapisów zwłaszcza partii dialogowych.

Znalezienie niewłaściwych znaczeniowo wyrazów, błędnych związków frazeologicznych (tutaj uwaga! może być cienko, to znaczy wynalazczość Autora w tej dziedzinie na ogół nie popłaca, ale dla odmiany czasem hiperpoprawne podejście weryfikatora może zniszczyć jakąś perełkę), poprzestawianego szyku zdań. Przyjrzenie się porównaniom, przenośniom, metaforom.

Brutalne skopanie niepotrzebnej na ogół (nie, że zawsze!) wzniosłości, patosu, przesady, zbędnego udziwniania. Ocena płynności stylu (czasem, wbrew pozorom, zmuszenie czytelnika do przedzierania się przez gęstwinę myśli bywa zaletą tekstu), proporcji dialogów i opisów, stosunkowi języka „wysokiego” do potocznego użytego w tekście i ewentualnej stylizacji (np. historycznej, gwarowej – jeśli występuje).

3. Ocena odpowiedniości użytych środków do fabuły czy opisywanego zjawiska (styl neutralny? z cechami swoistymi?), oraz zindywidualizowania ich w zależności od założeń i wymagań tekstu.

Przykazanie: Nie przesadzaj z poprzeczką. Styl to coś, co się kształtuje, często samo z siebie, niezależnie od wskazówek weryfikatora, a nawet poza racjonalną wolą i chęcią samego twórcy. Jeśli Autor (zwłaszcza początkujący) wykazuje jakąś świadomość w kwestii stylu, to już nie jest źle.

Poziom trzeci.

1. Odniesienie się do treści. Ocena „głębokości” spenetrowania, wyczerpania - wątku, tematu, obszaru. Ocena wewnętrznej spoistości świata opisanego przez Autora. Ocena wiarygodności, również w warstwie psychologicznej.

2. Analiza osoby narratora (przezroczysty, czynny, wszechwiedzący, konkretny), jego roli, relacji z bohaterami tekstu (o ile narrator pełni jakąś rolę, czyli o ile jego cechy są istotne).

3. Interpretacja warstwy znaczeniowej tekstu, sensów widocznych gołym okiem i ukrytych (czyli tego, co może się znajdować pod pierwszą, fabularną warstwą tekstu), użytej symboliki (jeśli jest), myśli przewodniej kierującej Autorem. Wyodrębnienie motywów, schematów, archetypów użytych do skonstruowania tekstu.

Przykazanie: Nie bój się szukać i ogłaszać wniosków, to, co widzisz, jest twoim postrzeganiem, które nie musi być tożsame z postrzeganiem Autora. Skojarzenia bywają subiektywne, wzorce, do których się odnosisz mogą Autora bardzo ucieszyć – lub bardzo zmartwić - ale nie ma prawa mieć pretensji.

Poziom czwarty.

1. Przyjrzenie się narracji. Jak Autor inicjuje, rozwija i rozwiązuje wątki. Jak prowadzi fabułę, wypuszcza na scenę i wyposaża postacie.

Czy potrafi kierować emocjami czytelnika, stopniować napięcie, czy ma w rękawie niebanalny suspens (i nie chodzi bynajmniej tylko o efekciarską przewrotkę fabuły), czy różnicuje tempo, zachowuje rytm i równowagę między poszczególnymi elementami story. No i czy robi to w sposób swobodny, płynny, ale i przemyślany, innymi słowy czy radzi sobie z materią tworzenia.

Czy jest konsekwentny i spójny w ramach wybranej konwencji (jeśli nie, to czy są dostateczne powody dla jej złamania).

2. Ocena kompozycji (konstrukcji) - czy potrafi spuentować, zamknąć odpowiednio dobraną klamrą strukturę tekstu.

3. W końcu rzecz sama w sobie bardzo trudna – ocena poziomu dzieła. Czyli: jak się ma do najlepszych (lub najgorszych) w swojej klasie i czy wnosi coś nowego, ciekawego w stosunku do sprawdzonych rozwiązań.

Przykazanie: Ten poziom wymaga dużej wiedzy i staranności. Jeśli nie jesteś pewny wniosków, jeśli nie są one oczywiste, odpuść sobie lub poprzestań na delikatnej sugestii.

Poziom piąty.

No i wreszcie to, na co Autor pewnie najbardziej czeka, czyli podsumowanie z uwzględnieniem jasnych i ciemnych stron tekstu.

Przykazanie: szukaj dobrych stron tekstu, chyba, że naprawdę jest to dno pochyłe i paździerz z paździerza. Bądź autorytatywny tylko w ostateczności, jeśli nie da się inaczej.

Wskazówki ogólne:

*Jeśli możesz – sprawdź inne teksty weryfikowanego Autora. To może dać Ci wiedzę o drodze, jaką przebył i ułatwić końcowe wnioski.

*Nie przymuszaj się do weryfikowania. Z weryfki sporządzonej z obowiązku, siłowo, bez przekonania – więcej może być szkody, niż pożytku.

*W weryfikacjach staraj się pisać klarownie, jasno przestawiając swoje stanowisko. Jest wówczas szansa na to, że inni użytkownicy Wery odniosą z pozytywnym skutkiem twoje uwagi do swoich – napisanych, bądź planowanych – utworów.

*Nie MUSISZ wypowiedzieć się o tekście na wszystkich poziomach, choć takie weryfki dla Autora są najcenniejsze. Jednak – co oczywiste -trudno na przykład zanalizować warstwy znaczeniowe prologu do nienapisanej powieści! Albo doszukiwać się się niuansów kompozycyjnych w „dziele” porażającym liczbą błędów ortograficznych czy leksykalnych.
Z drugiej strony – lepiej omówić w rzetelny sposób to, co twoim zdaniem jest najważniejsze, najbardziej uderzające, w czym masz kompetencje, niż pospiesznie przeskakiwać z poziomu na poziom.

* Na każdym poziomie - o ile się da - zaproponuj Autorowi coś w miejsce tego, co skrytykowałeś, zanegowałeś, wyśmiałeś. Niech się nie wkurza, że żąda się od niego rzeczy niemożliwych. Czego byś nie zrobił, nie unikniesz subiektywności, jeśli spotka się kilka podpowiedzi czy możliwych rozwiązań to i dobrze, jest szansa na pojawienie się eksplozji w Rozmowach o tekstach, a to tylko buduje Autora. I całą dyskutującą resztę też. Oczywiście przy zachowaniu minimum kultury wypowiedzi.


***************************************************************************


OK. To jest poprawiona i zapewne ostateczna wersja mojej pracy.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcieli się wypowiedzieć w wątku.

Jestem wdzięczny zwłaszcza rubii i TadkowiM, których doświadczeniem wyrażonym w postach wsparłem się – gdzieniegdzie zupełnie literalnie.

Nie ze wszystkich uwag mogłem skorzystać, bo (zwłaszcza u TadkaM) wykraczają znacznie poza zakres tego, co miałem prawo, chciałem i umiałem napisać.

Jeszcze raz - dzięki.

To z konstruktywnych działań czuję się mniej więcej rozliczony :-)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Informacje”

cron