ABC weryfikacji

1
Powtarzające się w przeszłości skargi na jakość weryfikacji i różne burzliwe wystąpienia przy tej okazji skłoniły mnie do zaproponowania (w jednym z wątków) wspólnej, najprostszej jak się da, kodyfikacji zasad.

Kiedy była na ten temat rozmowa, nikt serio nie podjął dyskusji. Ponieważ wydaje mi się, że Paryż wart jest mszy, a do tego na drugie imię mam Upór, pozwoliłem sobie na takie oto (poniżej) usystematyzowanie kryteriów weryfikowania.

Podzieliłem je na poziomy, podział wynika z logiki pracy nad czyimś tekstem, ale jest czysto umowny i to z kilku względów:

1. Teksty są często wyimkami z większych zamierzeń pisarskich, trudno byłoby zatem odnieść się do niektórych kryteriów weryfikacji np. oceny kompozycji, no chyba, że mamy do czynienia z jedną sceną, zdarzeniem, myślą skonstruowaną tak, że ma atrybuty zamkniętej całości.

2. Teksty bywają rażąco niedobre (często!) już na poziomie samego języka i to tak, że nie dają się czytać. Trochę bez sensu jest wówczas dywagowanie o ich subtelniejszych składnikach, na ogół (nie twierdzę, że zawsze!) te rzeczy idą ze sobą w parze. Podstawa musi być.

3. Osobiście uważam, że weryfikowanie z zastosowaniem zespolonych kryteriów z poziomu czwartego (i częściowo trzeciego) wymaga dużej, bardzo dużej wiedzy i oczytania, ale TO NIE ZNACZY, że zwykły czytacz NIE MOŻE do części z nich sięgnąć, jeśli je czuje w odniesieniu do jakiegoś tekstu, a pominąć inne poziomy, które wydają mu się nieważne, nieistotne dla oceny. W ogóle weryfka MOŻE iść w poprzek umownych podziałów, to jest związane z subiektywnością spojrzenia weryfikatora, metodologią, jaką się posługuje przy pisaniu weryfek, nastawieniem na określone parametry, czy z cechami samego tekstu.


***************************************************************************

ABC weryfikacji

Poziom pierwszy

1. Rzecz najprostsza pod słońcem. Napisanie, czy się podobało, czy nie. Bywamy autorami, jesteśmy czytelnikami, przynajmniej większość z nas. Odzew tego typu niesie jakąś wiadomość dla piszącego i to też jest cenne. Logicznym uzupełnieniem opinii jest uzasadnienie dlaczego na tak – lub na nie.

I od razu, całkiem mimochodem przechodzimy do istoty weryfikacji. To jeszcze nie jest szczegółowa masakra napisanego, ale konieczne jest przemyślenie argumentacji i znalezienia dla niej podpórek w ocenianym tekście.

A dopełnieniem – ewentualna próba odwołania się do własnego katalogu przeżyć, przeczytanych lektur czy obejrzanych filmów. Opisanie emocji, jakie wywołuje tekst w czytającym – o ile wywołuje.

Przykazanie: Postaraj się, żeby wynurzenia weryfikatora nie były wypracowaniem dłuższym, niż sam tekst – nie chodzi o to, żeby kraść Autorowi jego własny show. No chyba, że są istotne powody.

2. Łapanka. Znalezienie i pokazanie najprostszych błędów językowych – literówek, ortów, błędnej takiej czy innej odmiany, interpunkcji. Jeśli są, oczywiście. Jeśli zaś występują w nadmiarze, albo powtarzają się według jakiegoś klucza – podanie typów błędów z przykładami.

Przykazanie: Nie podniesiesz wartości weryfikacji ścigając zaciekle KAŻDĄ literówkę, błahe błędy wynikające np. z niedbałości wystarczy wytknąć en masse. To nie babolce, nikt się nie nauczy czegokolwiek z wytknięcia po kolei wszystkich miejsc, gdzie Autorowi paluszki nie trafiały w klawiaturę.

Poziom drugi

1. Wyłapanie błędów merytorycznych, rzeczowych – dużych i drobniejszych. Rażących nieprawdopodobieństw w sferze „dziania się” i tła owegoż (realiów), skonfrontowanie ich z potoczną, albo bardziej zaawansowaną wiedzą o temacie.

Przykazanie: Nie przesadzajmy. Dobre osadzenie w realiach jest niezmiernie ważne dla wiarygodności – Autora, tekstu, fabuły. Ale szczególarstwo nie popłaca, zwłaszcza jeśli ma się odbyć kosztem walorów ściśle literackich.

2. Ocena stylu. Zatem jak sobie Autor powiązał słowa w całości. I jakie słowa. I w jakie całości. I jak to, co zrobił się je i trawi. Czyli: wyłapanie zgrzytów, powtórzeń, niezgrabności, różnych pokrak i językowych łamańców. Nieprawidłowych zapisów zwłaszcza partii dialogowych.

Znalezienie niewłaściwych znaczeniowo wyrazów, błędnych związków frazeologicznych (tutaj uwaga! może być cienko, to znaczy wynalazczość Autora w tej dziedzinie na ogół nie popłaca, ale czasemhiperpoprawne podejście weryfikatora może niszczyć jakąś perełkę), poprzestawianego szyku zdań. Przyjrzenie się porównaniom, przenośniom, metaforom.

Brutalne skopanie niepotrzebnej na ogół (nie, że zawsze!) wzniosłości, patosu, przesady, zbędnego udziwniania. Ocena płynności stylu (czasem, wbrew pozorom, zmuszenie czytelnika do przedzierania się przez gęstwinę myśli bywa zaletą tekstu), proporcji dialogów i opisów, stosunkowi języka „wysokiego” do potocznego użytego w tekście i ewentualnej stylizacji (np. historycznej, gwarowej – jeśli występuje).

3. Ocena odpowiedniości użytych środków do fabuły czy opisywanego zjawiska (styl neutralny? z cechami swoistymi?), oraz zindywidualizowania ich w zależności od założeń i wymagań tekstu.

Przykazanie: Nie przesadzaj z poprzeczką. Styl to coś, co się kształtuje, wystarczy, że Autor (zwłaszcza początkujący) pokaże jakąś świadomość w tej kwestii

Poziom trzeci.

1. Odniesienie się do treści. Ocena „głębokości” spenetrowania, wyczerpania - wątku, tematu, obszaru. Ocena wiarygodności, również w warstwie psychologicznej.

2. Analiza osoby narratora (przezroczysty, czynny, wszechwiedzący, konkretny), jego roli, relacji z bohaterami tekstu (o ile narrator pełni jakąś rolę, czyli o ile jego cechy są istotne).

3. Interpretacja warstwy znaczeniowej tekstu, sensów widocznych gołym okiem i ukrytych (czyli tego, co może się znajdować pod pierwszą, fabularną warstwą tekstu), użytej symboliki (jeśli jest), myśli przewodniej kierującej Autorem. Wyodrębnienie motywów, schematów, archetypów użytych do skonstruowania tekstu.

Przykazanie: Nie bój się szukać i ogłaszać wniosków, to, co widzisz, jest twoim postrzeganiem, które nie musi być tożsame z postrzeganiem Autora. Skojarzenia bywają subiektywne, wzorce, do których się odnosisz mogą Autora bardzo ucieszyć – lub bardzo zmartwić, ale nie ma prawa mieć pretensji.

Poziom czwarty.

1. Przyjrzenie się narracji. Jak Autor inicjuje, rozwija i rozwiązuje wątki. Jak prowadzi fabułę, wypuszcza na scenę i wyposaża postacie.

Czy potrafi kierować emocjami czytelnika, stopniować napięcie, czy ma w rękawie niebanalny suspens (i nie chodzi bynajmniej tylko o efekciarską przewrotkę fabuły), czy zachowuje rytm i równowagę między poszczególnymi elementami story. No i czy robi to w sposób swobodny, płynny, ale i przemyślany, innymi słowy czy radzi sobie z materią tworzenia.

Czy jest konsekwentny i spójny w ramach wybranej konwencji (jeśli nie, to czy są dostateczne powody dla jej złamania).

2. Ocena kompozycji (konstrukcji) - czy potrafi spuentować, zamknąć odpowiednio dobraną klamrą strukturę tekstu.

3. W końcu rzecz sama w sobie bardzo trudna – ocena oryginalności zastosowanych rozwiązań i końcowego efektu starań Autora.

Przykazanie: Ten poziom wymaga dużej wiedzy i staranności. Jeśli nie jesteś pewny wniosków, jeśli nie są one oczywiste, poprzestań na delikatnej sugestii.

Poziom piąty.

No i wreszcie to, na co Autor pewnie najbardziej czeka, czyli podsumowanie z uwzględnieniem jasnych i ciemnych stron tekstu.

Przykazanie: szukaj dobrych stron tekstu, chyba, że naprawdę jest to dno pochyłe i paździerz z paździerza. Bądź autorytatywny tylko w ostateczności, jeśli nie można inaczej.

Przykazanie ogólne: Na każdym poziomie - o ile się da - zaproponuj Autorowi coś w miejsce tego, co skrytykowałeś, zanegowałeś, wyśmiałeś. Niech się nie wkurza, że żąda się od niego rzeczy niemożliwych. Czego byś nie zrobił, nie unikniesz subiektywności, jeśli spotka się kilka podpowiedzi czy możliwych rozwiązań to i dobrze, jest szansa na pojawienie się eksplozji w Rozmowach o tekstach, a to tylko buduje autora. I całą dyskutującą resztę też. Oczywiście przy zachowaniu minimum kultury osobistej.

***************************************************************************


Jak wielu forumowiczów powyższe wypracowanie wziąłem z głowy, czyli z niczego. Celem było danie do ręki oceniającym i ocenianym jakiegoś narzędzia (nawet, jeśli jest ułomne), jakiegoś kompasu, żeby wiedzieć, gdzie się jest.

Owo narzędzie nie ma ambicji naukowych ani nawet naukawych :-) i nie mam bladego pojęcia, jak się ma do akademickiej wiedzy (chyba tak sobie), starałem się też unikać zamulajacej terminologii.

I broń Boże nie chodziło o uczynienie wzorca, bo miarka przykładana do tekstów musi być i jest, jakoś zróżnicowana, wydaje mi się tylko, że trafność oceny wzrasta wraz z doświadczeniem i liczbą przeczytanych książek.

Zastanawiałem się także, gdzie umieścić ten wątek, po namyśle doszedłem do wniosku, że właśnie tu, wydaje mi się, że porządne weryfikowanie jest jakąś sztuką - trochę pokrewną pisarstwu - której można i trzeba się uczyć. Owszem, jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, jedni mają wiedzę, inni muszą ją zdobyć, ale w ogóle – tak, jak w pisaniu – trening czyni mistrza.

I ostatnia rzecz. Po napisaniu tego wszystkiego uderzyła mnie jedna myśl – kurczę, uczciwa weryfa to nielicha praca umysłowa, niezależnie od (umownego przecież) poziomu jej przeprowadzenia. Czy Państwo podzielają taką refleksję?

PS. Osoby z przygotowaniem i wiedzą filologiczną uprasza się o delikatne obchodzenie się z wrażliwym ego autora :-P[/i]
Ostatnio zmieniony ndz 31 sty 2016, 14:43 przez Leszek Pipka, łącznie zmieniany 2 razy.

Re: ABC weryfikacji

2
Leszek Pipka pisze: I ostatnia rzecz. Po napisaniu tego wszystkiego uderzyła mnie jedna myśl – kurczę, uczciwa weryfa to nielicha praca umysłowa, niezależnie od (umownego przecież) poziomu jej przeprowadzenia. Czy Państwo podzielają taką refleksję?
Państwo podzielają i są pod wrażeniem spójności tego poradnika.
Dziękuję!
gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

4
Leszek, może to i dobre tylko po co? na co komu to? weryfikatorzy wiedzą jak mają weryfikować a nieweryfikatorzy weryfikują po swojemu i jakby ktoś miał się do tego stosować to wyszłoby pokracznie,

na tym polega siła forum (ogólnie każdego), że jest i konfrontacja i synergia różnych osobowości, punktów widzenia, wiedzy doświadczenia, słowem wszystkiego i dlatego cenne są opinie zarówno osób fachowych jak i weryfikacje pozbawione akademickiej analizy ale zawierające wrażenia z lektury i ogólne wskazówki,

każdy powinien komentować teksty według własnych możliwości a nie silić się by weryfikacja była "kompletna?" (choć dopuszczasz a nawet promujesz niekompletność). przykładowo; ja nie wiem co to przyimek, przydawka itd, więc w tym zakresie się nie udzielam- zostawiam to ludziom, którzy się na tym znają, potrafię natomiast po dwóch linijkach stwierdzić czy przyszły pisarz zamierzający napisać pięćset stron powieści sensacyjno-kryminalno-wojenno-awanturniczej trzymał kiedykolwiek w ręku broń inną niż pistolet na kapiszony czy nie - i dlatego wypowiem się w tym właśnie zakresie

podsumowywując; każdy oceniał wg różnych poziomów i teraz będzie oceniał dalej tak samo a kto po lekturze tego poradnika będzie chciał oceniać wg jemu nowych kryteriów to niech ocenia, tylko ile to będzie warte...

bonus track; wielokrotnie zwracałem uwagę na "poważne weryfikacje" jakiejś grafomanii, cóż- jeśli ktoś chce zmarnować godzinę swojego życia na wyłapywanie zaimków i powtórzeń w czysto grafomańskim tekście to jego sprawa, mi na weryfikację takiego tekstu wystarczają z reguły trzy linijki

5
Smoke, bo Ty jesteś forumowym drapieżnikiem - szybkim, inteligentnym i .. brutalnym. Takim, co sobie poradzi z oceną w sekund pięć. A zwłoki niech gniją na słońcu :-) A po Wery łażą sobie biedne owieczki, ze u mnie serdusko panajezusickowe, to łony łowiecki do zagrody zaganiam hej! Coby jeich zadne bestyje nie pokonsały.
A serio, to jest tak, że stosunkowo łatwo jest napisać o własnym stosunku do jakiegoś tekstu - pozytywnym lub negatywnym, problem zaczyna się wtedy, kiedy chce się powiedzieć DLACZEGO taki stosunek się ma. No i czasem odpowiedź jest prosta, w zasięgu ręki, a czasem trzeba się po nią schylić, pogrzebać w ciemnym kącie. Więc latarkę daję, żeby nie macać na ślepo. Żeby łatwiej było ponazywać to, co się myśli. A nazywanie jest kwestią pewnej uczciwości wobec ocenianego Autora i rzetelności tego, co się robi. No i może ktoś chciałby sobie doskonalić umiejętność weryfikowania, żeby robić to z klasą?
W promocji mam o grafomanii: otóż nikt nikomu nie KAŻE głaskać grafomańskiego tekstu. Ale po pierwsze na początek, dla treningu można sobie poweryfikować twory mało udane, z łatwymi do wychwycenia błędami, po drugie - no, cóż bywają grafomani reformowalni, czego dowodzi historia literatury. Jeśli teraźniejszy grafoman chce się uczyć, pracuje nad swoim warsztatem i widać symptomy poprawy, to przekreślanie go byłoby, no, wiesz - drapieżne :-P

[ Dodano: Sob 28 Wrz, 2013 ]
Aha, Gosia, Cinek :-) dzięki.

6
Istotni Leszku, ciekawe, nie tylko jako poradnik Weryfikatora, ale i lekcja dla autora. Aspirujący pisarz może z tego wyciągnąć całą mase pożytecznych wniosków. Może zobaczyć, czego mu brakuje w tekście (opisy bogate czy skąpe? Jest to "coś" czy go nie ma? jak idzie narracja? w jaki sposób zamykam?). Na dobrą sprawę może to być kluczem do sprawdzania własnego tekstu, zanim komukolwiek się go pokaże. Sprawdzanie własnego dzieła poziom po poziomie postawi autora w lepszym świetle i odejmie pracy redaktorowi, który prawdopodobnie będzie za to w pewien sposób wdzięczny. Może to też z tekstu uczynić ucztę dla oka, może trochę niedosmaczoną, ale obiecującą.

Teraz przydałoby się coś takiego dla autorów, którzy nie mogą zrozumieć: "Jakim prawem [tu wstawić inwektywy] dochrzania się do mojego cacuszka?". Niektórzy autorzy nie są w stanie pojąć, że krytyka, niekiedy nawet bolesna, niesie za sobą okreslone korzyści. Jeśli ktoś pisze, że fragment jest do du... dużych poprawek, to znaczy, że wymaga pracy, a nie że ktoś kogoś nie lubi. Już widzę poradnik "Leszek Pipka - jak brać krytykę na klatę?".
Co Ty na to mistrzu?
"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Lekcja życia"

7
Ja się do Leszka - do Ciebie - bardzo uśmiecham.
Po pierwsze - to co napisałaś jest ważne w analityczno-interpretacyjnym czytaniu (pisaniu też), po drugie - choć uproszczone (siłą rzeczy)- jest kompetencją, której wymaga się ... od zdającego maturę!, czyli nie tak znowu akademicką.
Warto w te obszary zaglądać. I warto o tym rozmawiać.

[ Dodano: Wto 01 Paź, 2013 ]
rozjaśnienie znaczeń dosłownych poszczególnych wyrazów, grup frazeologicznych i zdań;
określenie przynależności stylistycznej utworu;
rozjaśnienie znaczeń przenośnych;
ustalenie znaczeń zabiegów związanych z brzmieniową organizacją wypowiedzi (np. onomatopei, metafory brzmieniowej);
określenie funkcji tzw. uporządkowania naddanego (rym, rytm, paralele i opozycje);
ustalenie relacji semantycznych pomiędzy poszczególnymi zdaniami;
rozpoznawanie wyższych układów znaczeniowych (np. zdarzeń, postaci, krajobrazu);
ustalenie informacji przekazywanych przez oznaki w świecie przedstawionym (np. motywy i cele działania postaci);
wykrywanie semantycznych korelacji między fr. tekstu, oraz między wyższymi układami znaczeniowymi;
rozpoznawanie aluzji literackich oraz bezpośrednich odniesień do rzeczywistości pozaliterackiej;
określenie stopnia alegoryczności, symboliczności składników świata przedstawionego;
ustalenie technik i konwencji artystycznych: metrum, gatunku literackiego, techniki narracyjnej;
określenie nacechowania emocjonalnego i wartościującego składników świata przedstawionego;
wykrycie znaczenia nadrzędnego.
Za Markiewiczem (i http://hamlet.edu.pl/shi2/interpretacja-utw-lit)
Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

8
Natasza - no wreszcie byłaś uprzejma wrócić, to ja się też do Ciebie uśmiecham radośnie.

Tyn Markiewicz, to on zerżnął ze mnie, tylko cfffaniak miał pod ręką słownik ze skomplikowanymi wyrazami :-P

Rany, no pewnie, że nie odkrywam Ameryki. Starałem się, żeby zrobić coś do użytku powszechnego (przynajmniej taką mam nadzieję) bez tego całego mądrosłownego nudziarstwa, które towarzyszy formalnemu kształceniu (znowu - taką mam nadzieję) - no, czerwona książeczka dla chcącego hunwejbina. Bo jak nie jest chcący, to mu nic nie pomoże :-(

Za to na pewno byłabyś właściwą osobą, żeby uzupełnić o to, co zaanektowała moja rozległa a skandaliczna niewiedza, na pewno coś ważnego przeoczyłem.


Bartosh - tak mi mów :-) już Cię bardzo lubię :-P
Niestety, chociaż jestem właścicielem mocnego przekonania o własnej wszechświatowej najmądrzejszości :-P to wrodzona skromność i dobre wychowanie nie pozwalają mi pisać poradników dla wszystkich o wszystkim.
Szkoda, nie? :-P

10
Akurat dziś mijają trzy lata mojej obecności na Wery, więc się trochę pomądrzę. Nie, żebym rwała się do polemiki, gdyż wskazówki Leszka są ogólnie słuszne, lecz przez ten czas trochę obserwacji mi się uzbierało. I mają one pewien związek z tymi właśnie wskazówkami.

Weryfikuje się tak, jak pozwala na to sam tekst. Oraz, oczywiście, umiejętności i predyspozycje osoby, która komentuje. Nie ma nic złego w tym, ze ktoś zajmie się np. jedynie sprawą poprawności językowej. Są teksty, w których błędów jest więcej, niż bakalii w keksie.
Leszek Pipka pisze:Przykazanie: Nie podniesiesz wartości weryfikacji ścigając zaciekle KAŻDĄ literówkę, błahe błędy wynikające np. z niedbałości wystarczy wytknąć en masse. To nie babolce, nikt się nie nauczy czegokolwiek z wytknięcia po kolei wszystkich miejsc, gdzie Autorowi paluszki nie trafiały w klawiaturę.
Mnie wyłapywanie ortografów, błędów interpunkcyjnych, składniowych i leksykalnych po prostu nudzi. To najgorsza część roboty weryfikatora i są teksty, za które się nie zabieram z tego właśnie powodu, w innych zaś błędy dzielę na kategorie, podając tylko kilka przykładów z każdej grupy. Ale: niejednemu z autorów, którzy dość beztrosko traktują te kwestie, przydałaby się konfrontacja z sumą WSZYSTKICH błędów, wyłapanych w tekście. Choćby po to, żeby się zastanowił, czy komukolwiek będzie się chciało czytać (nie poprawiać, lecz jedynie czytać) 300 stron usianych błędami, jeśli coś takiego wyśle do wydawnictwa. Albo choćby 20 do redakcji czasopisma. Zawsze jest szansa, że komuś taka konsekwentna, stuprocentowa łapanka przemówi do wyobraźni.
Przykazanie: Nie przesadzaj z poprzeczką. Styl to coś, co się kształtuje, wystarczy, że Autor (zwłaszcza początkujący) pokaże jakąś świadomość w tej kwestii
Ja w ogóle powątpiewam w skuteczność uwag dotyczących czyjegoś stylu. Nie chodzi mi o to, żeby tym się nie zajmować. Ale: są na Wery autorzy, którzy teksty wrzucają już od paru lat. I ich styl ciągle jest taki, jaki był na początku, czyli marny. Czasem toporny, czasem napuszony. W każdym razie, stały. To chyba jedna z właściwości, które – wbrew pozorom – najtrudniej zmienić. Coś jak kolor tęczówki. Najłatwiej zmiany przychodzą osobom, które mają naturalną, wrodzoną sprawność wypowiadania się. Ale też ich teksty wymagają zazwyczaj tylko lekkiej kosmetyki. A cóż można radzić osobom, które piszą bez błędów, poprawnie, lecz monotonnie i nudno? Tutaj zamiast analizy bardziej potrzebna byłaby jakaś forma ćwiczenia: takie przekształcenie tekstu, które narracji nadałoby tempo i zróżnicowanie. Tyle, że to jest zadanie raczej na warsztaty literackie.
Odniesienie się do treści. Ocena „głębokości” spenetrowania, wyczerpania - wątku, tematu, obszaru. Ocena wiarygodności, również w warstwie psychologicznej.
Tu akurat jest sporo możliwości. Fabuła i realia świata opisywanego podlegają najzupełniej świadomej kontroli autora, więc można z nim swobodnie dyskutować. Dorzuciłabym także wewnętrzną spoistość tekstu, gdyż nawet przejście do gatunku fantasy nie zawiesza automatycznie praw fizyki i biologii; tu również trzeba się postarać, żeby uzyskać jaką taką wiarygodność. Generalnie – nie jest źle, jeśli można skupić się na bohaterach, ich działaniach i motywacjach, gdyż to oznacza, że postaci nie szeleszczą papierem, a nawet jeśli się nie podobają, to przynajmniej są wyraziste.
Interpretacja warstwy znaczeniowej tekstu, sensów widocznych gołym okiem i ukrytych (czyli tego, co może się znajdować pod pierwszą, fabularną warstwą tekstu), użytej symboliki (jeśli jest), myśli przewodniej kierującej Autorem. Wyodrębnienie motywów, schematów, archetypów użytych do skonstruowania tekstu.
Dużo byś, waćpan, chciał. Powiem, że są to działania zarezerwowane na specjalne okazje. Z archetypami jak najbardziej dałoby się pokombinować, bo w końcu nie ma ich tak wiele, tych podstawowych, ale odsłanianie kolejnych warstw znaczeniowych prologu do nie napisanej jeszcze powieści – aż taka ambitna to ja nie jestem, żeby się podejmować podobnych zadań.
W końcu rzecz sama w sobie bardzo trudna – ocena oryginalności zastosowanych rozwiązań i końcowego efektu starań Autora.
Przy jakim takim oczytaniu komentatora nie jest to może bardzo trudne, lecz ryzykowne. Bo jeśli autor zachęcony komentarzami postawi na szukanie oryginalności, efekty mogą być równie opłakane, jak wówczas, gdy będzie trwał przy najbardziej ogranych schematach. „Oryginalność” to pojęcie, którym należy operować wyjątkowo ostrożnie.

A co z oceną końcowego efektu starań weryfikatora? Można liczyć (nieśmiało) na to, że jeśli Autor się wzburzy i zacznie protestować, to jednak z weryfikacji skorzystają inni czytelnicy. Może nawet przed wrzuceniem swego tekstu na Wery.
Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

11
Oooo…ale fajnie.
Rubia, w żadnym wypadku nie śmiałbym się wdawać w polemikę, wręcz przeciwnie, jestem Ci serdecznie wdzięczny za to, że zechciałaś zabrać głos.

Nie było moim zamiarem, żeby wskazówki (czyli to, co napisałem kursywą) zabrzmiały autorytatywnie. Spróbowałem tylko przełożyć moje krótkie skądinąd doświadczenie weryfikacyjne na przydatne uwagi, które będą dopełniały jakoś przecież banalne rozważania o składnikach tekstu, podlegających procedurze oceny.

Wydaje mi się, że nawet tam, gdzie się ze mną nie zgadzasz – problemu wielkiego nie ma. To znaczy samą część merytoryczną obwarowałem różnymi „ale”, które współgrają z Twoimi wątpliwościami.

W sumie to, co przedstawiłem jest jakimś szkicem, miałem nadzieję właśnie na skorygowanie przez mądrzejszych i bardziej biegłych w sztuce.

Ja sobie to wszystko, co napisałaś bardzo dokładnie przemyślę, być może zrobię drugie podejście uwzględniające Twoje zastrzeżenia (uch, szlifowanie napisanego – przecież wiesz, brrr!), będę wdzięczny również za inne uwagi, chociaż w sumie chodzi o to, żeby nie nadąć tego quasi-poradnika (?) do rozmiarów Biblii – założenie było dokładnie odwrotne :-)

Jeszcze raz dziękuję pięknie za rzeczową wrzutkę.

12
Leszek -> szacunek za tak rozbudowany wywód.

Kilka słów ode mnie:
Część powtarza się z rzeczami, które chrzanię od kilku lat.
Zawieram tu własne tezy, zgodnie z którymi - moim zdaniem - powinno się prowadzić osobę piszącą.*
Jest to niejako z boku tematu, wydaje mi się jednak, że weryfikacja jest po prostu pewną formą (niezbyt zorganizowaną) właśnie prowadzenia twórcy.

1. Nie widzę sensu, a wręcz uważam za szkodliwe poddawanie ocenie tekstów nie skończonych.
To niewychowawcze, bo większość piszących po krytyce porzuca tekst. Takie rzeczy wchodzą w nawyk, a to już zupełna tragedia.
To niewychowawcze, bo nie uczy szacunku do czytelnika. Skoro ktoś nie skończył opowiadania, to skąd w ogóle pomysł, że to, co publikuje dopracował. Z tego rodzi się kolejny problem: zwykle to poprawiając własny tekst, piszący uczy się najwięcej.

2. Tylko bardzo wąska grupa ludzi jest w stanie dokonać skoku jakościowego na przestrzeni jednego - dwóch tekstów. Pozostałym pomaga w rozwoju pewna spójność charakteru uwag do kolejnych tekstów. Mówiąc najprościej: powinny to robić te same osoby, świadome istnienia poprzednich tworów.

3. Nigdy nie powinno się oceniać tekstu z obowiązku. Dwukrotnie skorzystałem na tym forum z CWP (pierwszy raz w zasadzie, nim jeszcze powstało) i zdarzyło mi się trafić na uwagi świadczące o ewidentnym braku elementarnej koncentracji czytającego. Jeśli nie masz ochoty/siły czytać, nie rób tego na siłę.

4. Ja z kolei powątpiewam w skuteczność uwag ortograficzno-interpunkcyjnych. Sądzę, że jest to rzecz związana z pewną niedojrzałością i przemija. Należy to wytykać, ale wydaje mi się to być raczej poboczną kwalifikacją piszącego fabuły. Jest to raczej funkcja wtórna w stosunku do szkoły, która na tym polu niegdyś (lub aktualnie, zależnie od wieku twórcy) zawiodła.

5. Jeśli chodzi o styl, to mówiąc, że nie poprawia się styl piszącego w zasadzie można stwierdzić, że nie poprawia się nic. Rozwój dojrzałości i kreatywności to procesy, które każdy przechodzi indywidualnie, zwykle w pewnej mierze nieświadome i niemal w zupełności oderwane od tego, jakie uwagi ktoś może dać do tekstu.
[Tu obwiniałbym nie oporność w zmianie stylu, ale lenistwo. Większość użytkowników mało pisze]

6. Nauka inteligentnego budowania fabuły to rzecz niemal poza zasięgiem większości form edukacji. Arystoteles w Poetyce zwracał uwagę, że dramatopisarze zwykle wielokrotnie szybciej opanowują piękny styl, niż umiejętność ogarnięcia i tworzenia całościowego dzieła, Dukaj w wywiadach wspominał, że w Polsce niewielu jest dobrych, oryginalnych młodych pisarzy. A mówimy tu o ocenie ludzi, którzy osiągnęli bądź co bądź sukces.
Nie wiem więc, czy w tym przypadku w ogóle warto próbować.
Nie mam też dobrego pomysłu jak to robić.

Mniej więcej tyle mam do powiedzenia. Tekst Leszka bez wątpienia każdy powinien przeczytać. Wynika to przede wszystkim z tego, że wielokrotnie - popadając w rutynę - zapominamy o pryncypiach. Siadając do tekstu koncentrujemy się na szczegółach, naszych konikach, zapominając często o szerszym obrazie rzeczy.



*Jestem świadom faktu, że mogę się mylić (albo Wam może się tak wydawać ;P) oraz, że część rzeczy jest tutaj na Wery niewprowadzalne. Oraz z tego, że z takich dyskusji rzadko kiedy coś wynika. Ale lubię sobie pogadać, a choć nikt mnie tu w zasadzie nie uczył pisać, to z forum skorzystałem na kilka innych, miłych memu sercu sposobów. Stąd też chęć wypowiedzi.
Może też z potrzeby pomądrzenia się.
Ta wypowiedź nie ma na celu "dokopywania" komentującym i weryfikatorom.


EDIT: Ja bym przykleił tekst Leszka nad tematami w Tu wrzuć.
Seks i przemoc.

...I jeszcze blog: https://web.facebook.com/Tadeusz-Michro ... 228022850/
oraz: http://www.tadeuszmichrowski.com

13
1. Nie widzę sensu, a wręcz uważam za szkodliwe poddawanie ocenie tekstów nie skończonych.
To niewychowawcze, bo większość piszących po krytyce porzuca tekst. Takie rzeczy wchodzą w nawyk, a to już zupełna tragedia.
To niewychowawcze, bo nie uczy szacunku do czytelnika. Skoro ktoś nie skończył opowiadania, to skąd w ogóle pomysł, że to, co publikuje dopracował. Z tego rodzi się kolejny problem: zwykle to poprawiając własny tekst, piszący uczy się najwięcej.
W tym momencie powinno się zanegować ideę wrzucania tekstów nieskończonych. Co innego, gdy autor pisze powieść, pieści ją miesiącami (niekiedy latami), wrzuca fragment i dowiaduje się, czy potencjalny czytelnik ma ochotę czytać dalej, czy nie. Co innego zaś, gdy początkujący autor pisze prolog, wrzuca na przypał z myślą: "Jak się spodoba, to piszę dalej, jak nie, to rzucam w cholerę".

Z drugiej strony po raz kolejny idea "ABC weryfikacji" sugeruje konieczność napisania "ABC przyjmowania krytyki".
Andrzej Pilipiuk pisał tutaj, że największą szansę na sukces mają nie najlepsi, lecz najbardziej uparci. Są to Ci, którzy nawet po usłyszeniu/przeczytaniu recenzji w stylu: "Ten tekst jest tak bardzo do dupy, że aż go wydrukuję, żeby ceremonialnie skorzystać z niego w kiblu" zabiorą się do roboty, żeby go poprawiać/napiszą od nowa/rzucą go i zabiorą się za coś innego, lepszego. Co bowiem stanie się z autorem, który pieszczony i wychwalany przez lata zostanie uderzony przez surową krytykę z siłą pędzącego autobusu MZK? Czy będzie dalej pisał? Czy to nie zabije jego wiary w siebie? To też ważne, żeby z każdej krytyki wyciągnąć lekcję, a nie traktować ją jako strzał z haubicy w będącą w powijakach karierę pisarską.
"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Lekcja życia"

14
Jeszcze dodam, że nawet w przypadku powieści rozdziały są zwykle w pewnym stopniu dziełami skończonymi. Nie bez powodu książkę się przecież na nie dzieli (choć to nie reguła, to prawda).

Co do słów Andrzeja zgadzam się, ale połowicznie. Tzn. Przetrwają najbardziej uparci, ale ze zdolnych. Część pozostałych upartych wyda w PODzie albo stanie się nieszkodliwymi wariatami, którzy negują wszelką krytykę ;)
Seks i przemoc.

...I jeszcze blog: https://web.facebook.com/Tadeusz-Michro ... 228022850/
oraz: http://www.tadeuszmichrowski.com

15
O tych, którym zdolności brak ani nie myślałem, ani nie wspominałem. Ponownie dzisiaj zacytuję dekalog Kresa: "Nie ma przymusu bycia pisarzem. Można być kimś innym". Miejmy nadzieję, że w porę to sobie uświadomią i nie będą atakować czytelników ze wszech miar agresywnymi grafomańskimi wypocinami, których lektura grozi uśnięciem lub stratą czasu.
"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Lekcja życia"
ODPOWIEDZ

Wróć do „Informacje”

cron