Wspomnienie

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wspomnienie

Postautor: minojek » wt 30 mar 2010, 20:13

SCENA I

ANDRZEJ (NARRACJA): W 1973 roku, Kronika Przestępcza napisała długi artykuł na temat napadu na lokalny bank. Bank, który od lat pełnił rolę ostatniej deski ratunku dla tych, którzy nie potrafili zarobić normalnym, uczciwym sposobem. Nasz napad, napad przez nas przeprowadzony, na pierwszy rzut oka niczym nie różnił się od pozostałych, z jednym tylko wyjątkiem - podczas naszej akcji zginęła młoda kobieta, dwudziestoczteroletnia kasjerka. Musiały minąć dwadzieścia trzy wiosny nim pojąłem, jak bardzo żal mi tej tragicznie zmarłej dziewczyny.

Wnętrze, sypialnia. Andrzej zsuwa z ciała kołdrę, niechętnie wstaje. Podchodzi do okna.

ANDRZEJ: Wszystko po staremu...

Wychodzi z sypialni. Po schodach dociera na parter budynku, kieruje się do kuchni, gdzie czeka już na niego Joanna, małżonka.

JOANNA: (je śniadanie) O, jesteś już. Zrobić ci kanapkę?

ANDRZEJ: (wzrusza ramionami) A czy ja wiem...

JOANNA: Bądź facetem: tak czy nie?

ANDRZEJ: Nie, dzięki, zjem później.

Opuszcza pomieszczenie. Podchodzi do szafy, wyjmuje z niej koszulę, którą po chwili zakłada.

Joanna wychodzi z kuchni.

JOANNA: Wychodzisz?

ANDRZEJ: Tak, odwiedzę Jerzego. Pojedziesz ze mną?

JOANNA: (zastanawia się) Nie, zostanę w domu.

Odchodzi.

SCENA II

Andrzej wychodzi z domu i wsiada do samochodu. Uruchamia silnik. Do samochodu podbiega Władysław.

WŁADYSŁAW: Dzień dobry, proszę zaczekać, panie Andrzeju!

Andrzej uchyla drzwi.

ANDRZEJ: Witam. Pomóc w czymś?

WŁADYSŁAW: Mógłby mnie pan podwieźć? Jadę do córki, a pan?

ANDRZEJ: Akurat w tym kierunku. Proszę wsiąść.

Władysław zajmuje tylny fotel. Samochód rusza. Andrzej włącza radio, szuka stacji.

SPIKERKA: Wczoraj w godzinach wieczornych, uzbrojona szajka przeprowadziła napad na lokalny bank, w dwudziestą trzecią rocznicę poprzedniego ataku, mającego miejsce 17 lipca 1973 roku. W napadzie zginęła dwudziestokilkuletnia kobieta.

Andrzej wyłącza radio.

ANDRZEJ: Kolejny napad, cholera.

WŁADYSŁAW: Napad?

ANDRZEJ: Tak, ten o którym mówili w radiu.

WŁADYSŁAW: Kiedy?

ANDRZEJ: Przed momentem.

WŁADYSŁAW: Jakoś przegapiłem.

SCENA III

Samochód Andrzeja zatrzymuje się przed bramą gospodarstwa Jerzego. Jerzy wita go spod drzwi domu.

JERZY: Cześć! Chodź!

Andrzej otwiera furtkę i zamyka za sobą. Zbliża się do Jerzego, podaje mu dłoń.

JERZY: Jak leci?

ANDRZEJ: Nie najgorzej... Bywało lepiej, ale bywało i gorzej.

Wchodzą do domu. W salonie, na kanapie siedzi Adam, przyjaciel Jerzego i Andrzeja.

ADAM: Cześć!

Jerzy i Andrzej siadają na kanapie.

JERZY: Napijesz się czegoś?

ANDRZEJ: A co masz?

JERZY: Nie wiem, do wyboru do koloru... Co wolisz: wino, czysty spirytus, herbatę, kawę, wodę...?

ANDRZEJ: To, co jest najbliżej.

Andrzej sięga po butelkę spirytusu, wychyla jej zawartość.

ANDRZEJ (do Jerzego): Wybacz, nie miej mi tego za złe, następnym razem ja stawiam.

JERZY: Nie ma problemu.

Andrzej sięga po gazetę, po minucie odkłada.

ANDRZEJ: Dziś rocznica.

ADAM: Dwudziesta trzecia.

JERZY: Tak, pamiętamy.

ANDRZEJ: Słyszeliście o napadzie?

ADAM: Jakim napadzie? Na ten bank?

ANDRZEJ: Na ten właśnie bank, żaden inny. Słyszeliście?

JERZY: (rozkłada ręce) Nic nie wiem.

ADAM: Ja też.

Jerzy wstaje.

ANDRZEJ: Wiecie, ostatnio coraz częściej myślę o tamtej dziewczynie.

ADAM: Najwyraźniej coś cię trapi.

ANDRZEJ: (spogląda na Jerzego) Najwyraźniej.

Jerzy nie odpowiada.

ADAM: Do czego zmierzasz?

ANDRZEJ: Do czego zmierzam? Niczego... Przynajmniej tak mi się wydaje.

ADAM: Powiedz, my cię przecież wysłuchamy.

ANDRZEJ: Szkoda mi jej, rozumiecie? Żal mi tej ślicznej dziewczyny. Krótko żyła, cholernie krótko.

JERZY: Babka jak babka, o co idzie?

ANDRZEJ: Zamknij się!

JERZY: O co ci chodzi?

ANDRZEJ: Choć teraz, gnido, opowiadaj o niej z szacunkiem.

JERZY: Pieprzysz, nie rozumiem cię.

Wychodzi żwawym krokiem.

ADAM: Pogadam z nim, zaczekaj tu na nas.

Opuszcza salon. Andrzej zapala papierosa, a kiedy już go wypali - podąża śladami przyjaciół.

PRZEJŚCIE: plener. Adam i Jerzy stoją oparci o ścianę.

Andrze dobywa spod marynarki broń. Jerzy odskakuje niczym oparzony. Adam pozostaje niezrażony.

PRZEJŚCIE: wnętrze, mężczyzna otwiera szafę. Wyjmuje z niej koszulę, którą zakłada, następnie odszukuje na dnie szafy niewielką paczuszkę. Zdejmuje szary papier, przygląda się broni, odchyla bębenek.

PRZEJŚCIE: plener, podwórze przed domem Jerzego.

JERZY: Chryste, co ty robisz?

ANDRZEJ: Przyszedłem pogadać.

JERZY: Z rewolwerem?!

ANDRZEJ: Jak widać.

ADAM: Daj spokój, Andrzej. Odłóż broń, porozmawiajmy spokojnie.

ANDRZEJ: Odłożę.

ADAM: Odłóż.

ANDRZEJ: Moment, najpierw wyjaśnijcie mi jedno: kto ją zastrzelił?

ADAM: Andrzej, wszyscy strzelaliśmy, pamiętasz?

ANDRZEJ: Strzelaliśmy dla przestrogi, nie po to, żeby kogoś zabić.

ADAM: I któraś z kul ją trafiła.

ANDRZEJ: Czyja?

JERZY: (zdenerwowany) Może nawet i twoja!

Jerzy próbuje dobiec do Andrzeja, lecz ten naciska na spust. Jerzy upada.

ADAM: (przestraszony) Spokojnie, nie musisz strzelać. Wymagasz od nas zbyt wiele, skąd, u diabła, mamy wiedzieć kto zabił?

ANDRZEJ: Na pewno wiecie, ale chcecie mnie oszukać. Tak to sobie wymyśliliście? Nieźle, nie powiem, ale coś wam nie wyszło.

JERZY: O czym ty, do cholery, mówisz?!

ADAM: Ciszej, Jurek, ciszej.

ANDRZEJ: Napad w dwudziestą trzecią rocznicę? Sprawcy zamordowali kobietę? Jesteśmy już starzy, a was dalej pociągają takie hece?

ADAM: Andrzej, to był ten jeden, jedyny raz. Później nigdy...

ANDRZEJ: (przerywa mu) Nigdy? A wczoraj? Wczoraj w godzinach wieczornych?

JERZY: To nie my!

Andrzej celuje w Jerzego.

ADAM: Uspokój się, do cholery! Za kogo nas masz?!

ANDRZEJ: Za gnoi!

Kilkukrotnie naciska na spust. Adam uderza go pięścią w twarz, przewracają się, wydziera mu broń.

ADAM: Wczoraj nie było żadnego napadu!

ANDRZEJ: Kłamiesz!

ADAM: Oszalałeś, rozumiesz?! Jesteś wariatem!

Adam odskakuje. W dłoni trzyma rewolwer.

ADAM: (spokojnie, wyważonym tonem) Tam już nie ma tego banku.

Andrzej zaczyna się zastanawiać.

JERZY: Chryste, zrób coś z nim, bo mnie jeszcze zastrzeli.

ADAM: Teraz to ja mam broń. (Zwraca się do drugiego) Andrzej.

Andrzej kieruje wzrok w stronę przyjaciela. Adam naciska na spust, zabija go.

JERZY: Nie żyje?

ADAM: Nie.

JERZY: Dlaczego to zrobiłeś?

ADAM: Ma z sobą drugą broń, chciał nas zabić, oszalał.

JERZY: W porządku, rozumiem cię, musiałeś. Szkoda go, prawda?

ADAM: Szkoda.

Adam pomaga rannemu Jerzemu położyć się na plecach.

JERZY: Dzięki... Kłamałeś?

ADAM: Kiedy?

JERZY: Tamten bank naprawdę nie istnieje?

ADAM: Tamten? Nie istnieje.

Niespodziewanie naciska na spust. Jerzy ginie. Adam otwiera bagażnik zaparkowanego obok sedana, wydobywa z niego ciemną walizkę, wypchaną niedbale ułożoną gotówką.

ADAM: Tamten już nie istnieje... Ulokowali nowy.

Odchodzi.

KONIEC



Awatar użytkownika
icy_joanne
Debiutant
Debiutant
Posty: 608
Rejestracja: wt 19 lut 2008, 16:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: icy_joanne » śr 31 mar 2010, 13:44

Jeśli chodzi o treść to chyba za mały fragment żeby go jakoś sensownie ocenić. Na razie nic mnie nie zaskoczyło, a i nie jestem fanką sensacji. Jakbym przeczytała tak z 1/3, bohater my mnie zainteresował, akcja mocno wciągnęła... Pomysł z napadem można ciekawie rozwinąć, na podstawie tego jednego fragmentu to mnie nie wydaje się ani dobry ani zły. Przeciętny.

Ponawiam moją radę. Przeczytaj na głos. Nagraj. Odsłuchaj. Coś co nawet dobrze wygląda na papierze, nie koniecznie będzie dobrze brzmiało.



Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

Postautor: kanadyjczyk » śr 31 mar 2010, 13:57

Ja też żem przeczytał i też mam średnie odczucia. Nie skupię sie na treści, bo nie mam daru natychmiastowego wyobrażenia/transmutacji słowa pisanego w "dzianie sie" na ekranie. Na temat fabuły nie mam nic do powiedzenia. Moze jest dobra, może zła. Nie wiem.
Dialogi natomiast wypadły bardzo słabo. Twoi bohaterowie nie rozmawiają ze soba, a wypowiadają kwestie, przez co dialog staje się tylko martwym wypowiadaniem zdań.
Wybacz tę krytykę, sam umieściłem dziś pomysł na filmową etiudę i również oczekuje krytyki :)
Zaczynajac czytać przyszła mnie mysl, ze to rodzaj dziwnej makabreski bedzie, jakiegoś absurdu filmowego. Poszedłeś w jakimś nieokreślonym kierunku skupiając się chyba na samej poincie, być może zapominając, ze jest jeszcze kupę rzeczy, zeby do niej doprowadzić.
Kurde... Może sam popełniłem te same błędy, ale cóż... Mam nadzieję, ze bedziemy uczyć sie pisania scenariuszy, bo to niewatpliwe wyzwanie nie tylko stricte literackie.
Pozdrawiam.


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » śr 31 mar 2010, 19:51

Witajcie! Dzięki za opinie! To mój pierwszy scenariusz, wiem, że jeszcze długa droga przede mną. ;)




Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość