Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Marek Bramski: sen na jawie [kryminał, fragment]

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Marek Bramski: sen na jawie [kryminał, fragment]

Postautor: minojek » pt 18 wrz 2009, 15:05

Jest to scenariusz prędzej filmowy niż do przedstawienia teatralnego, dlatego właśnie nie zastosowałem podziału na akty, a jedynie na sceny. Jak na razie wrzuciłem tylko fragment scenariusza. Proszę o opinie.

SCENA I

Marek Bramski

Zdzisław Dębiński


Przy stole siedzi średniej wielkości brunet, który za sprawą źle dopasowanego garnituru wydaje się być jeszcze niższy. Nazywa się Marek Bramski. Ma na sobie ciemnoczerwoną koszulę i szary garnitur. Ostatni guzik koszuli rozpięty.

Drzwi otwierają się, do pomieszczenia niepewnym krokiem wchodzi sześćdziesięcio pięcio letni Zdzisław Dębiński, emeryt.

Zdzisław Dębiński - Dzień dobry, panie Bramski!

Marek Bramski: A, witam pana! Jak się pan miewa?

Zdzisław Dębiński: Ogólnie nie najgorzej, tylko te przesłuchania takie męczące...

Marek Bramski: Proszę usiąść. (Odsuwa krzesło od okrągłego stołu.) Przesłuchania?

Zdzisław Dębiński: Tak, w sprawie tego zabójstwa w lesie. No, tak właściwie to nie w lesie, a w alejce. Nie słyszał pan o tym?

Marek Bramski: Słyszałem o odnalezieniu zwłok jakiegoś nieznanego faceta, ale konkretnych informacji nie posiadam. Skoro pana przesłuchują... (Zaczesuje do tyłu ciemne włosy.) Ma pan związek ze sprawą?

Zdzisław Dębiński: Mam, mam, ale niewielki. Tak właściwie, to nawet nie niewielki... A duży... Byłem świadkiem. (Siada na krześle.)

Marek Bramski: Świadkiem? Nieźle.

Zdzisław Dębiński: Noo... Nieźle... Ale ciągle przesłuchują, zadają mnóstwo pytań, nie dają chwili spokoju.

Marek Bramski: Ani chwili? (Ze zdziwieniem.)

Zdzisław Dębiński: Noo... Chwilę to może i dają... Najgorsze jest to, że człowiek żyje w takiej niepewności. Rozumie pan? Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie wezwania na komisariat, to poważna sprawa. Mord w Sosnowie to jak narodziny różowego niedźwiedzia... Mniej więcej.

Marek Bramski: Niedługo nadejdzie koniec, musi być pan dobrej myśli.

Zdzisław Dębiński: Dlatego przychodzę do pana o pomoc.



Awatar użytkownika
Gwynbleidd12
Pisarz domowy
Posty: 155
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Made in Poland
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gwynbleidd12 » pt 18 wrz 2009, 20:23

Trudno powiedzieć coś konkretnego o tym krótkim fragmencie. Dialog i kilka zdań didaskaliów. Swoją drogą tekst poboczny powinno się jakoś wyodrębnić np. pochyłą czcionką. Wrzuć coś więcej - wtedy będzie dało się to zweryfikować.

Acha, nie trzeba pisać za każdym razem pełnego imienia i nazwiska. Wystarczą inicjały.



Awatar użytkownika
katamorion
Umysł pisarza
Posty: 996
Rejestracja: czw 11 gru 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: katamorion » sob 19 wrz 2009, 10:53

Ja mogę coś napisać na podstawie tego krótkiego tekstu. Przede wszystkim ogólnie przyjętą zasadą przy pisaniu scenariuszy jest unikanie pozdrowień. Scena powinna zaczynać się jak najpóźniej i kończyć jak najwcześniej, aby uniknąć zbytniego lania wody. Moim zdaniem ciekawsza byłaby inna scena, informująca o zabójstwie. Poza tym nie wiemy kim jest Bramski.



Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » sob 19 wrz 2009, 13:50

Czas na ciąg dalszy.


SCENA II

Marek Bramski

Zdzisław Dębiński

Andrzej Kaliński

Komendant Leśniewski


Cała trójka stoi nieopodal starego, zdezelowanego Seata Ibizy koloru szarego. Marek, ubrany tak jak w poprzedniej scenie, fotografuje miejsce zbrodni. Zdzisław, odziany w ciemnoniebieskie (robocze) spodnie i ciemnoszary sweter - przygląda się śladom krwi oraz fragmentom policyjnych taśm, które jeszcze przed paroma godzinami otaczały miejsce zbrodni.

Andrzej jest zięciem Zdzisława, liczy sobie czterdzieści siedem wiosen. To otyły mężczyzna lubujący spodnie - dzwony i koszule polo.

Andrzej Kaliński: Przydadzą ci się te zdjęcia?

Marek Bramski: Nie wiem. Sądzę, że tak.

A.K: W ogóle po co ci one?

M.B: W domu uważnie im się przyjrzę, może dojdę do jakiegoś interesującego wniosku.

Zdzisław Dębiński: Dobry pomysł. Wiecie co, ciekawi mnie tylko jedno: gdzie jest, do cholery, ten dół.

A.K: Jaki dół, Zdzisiek?

Z.D: Ten, w którym przestępca zakopał zwłoki. Nieciekawie, że nic nie wiemy na temat stanu rozkładu zwłok.

A.K: Kumpel z milicji mówił...

Z.D: (Przerywa.) Z policji, Andrzej, z policji. Nie milicji.

A.K: Ano. Kumpel z policji doniósł mi, iż zwłoki były trudne do zidentyfikowania. To daje do myślenia, prawda?

M.B: Prawda. (Odkłada aparat na maskę samochodu.) Ale coś tu jest nie tak, panowie. Pan Zdzisław widział morderstwo na własne oczy, tak?

Z.D: No, widziałem.

M.B: I kiedy pan Zdzisław zgłosił fakt policji?

Z.D: Kilka minut po tym, jak zobaczyłem tamtego faceta - oprawcę. Nie mam zielonego pojęcia jak długo zwlekałem. Trzy minuty, cztery, najwyżej pięć.

Zza rogu wyjeżdża policyjny radiowóz. Wysiada z niego szczupły brunet w policyjnym mundurze.

Komendant Leśniewski: Proszę stąd odejść, panowie, trwa śledztwo.

M.B: Ok., ale gliniarze się zmyli, a taśmy pozrywane, więc...?

K.L: My, mundurowi, nie samą pracą żyjemy, a taśmy pozrywali wandale. Pełno tu takich kretynów. Proszę odejść, nie będę powtarzał po raz trzeci! (Denerwuje się, z trzaskiem zamyka drzwi radiowozu.)

Z.D: Jasne, wodzu. (Mężczyźni odchodzą.)

[ Dodano: Nie 20 Wrz, 2009 ]
SCENA III

Marek Bramski

Zdzisław Dębiński

Obaj mężczyźni siedzą w zaciemnionym pokoju nad stosem rozłożonych na stoliku zdjęć, oświetlanych tylko przez świecę.

Marek Bramski: Zauważył pan tam coś interesującego?

Zdzisław Dębiński: No właśnie nie, jeszcze nie.

Słychać odgłos dzwonka telefonicznego.

M.D: Dzwoni telefon, czy mi się jedynie wydaje?

Z.D: (Wsłuchuje się.) Tak, dzwoni.

M.B: Pójdę odebrać, zaraz wrócę. (Wychodzi.)

Z.D: Nie ma problemu. (Zdzisław sięga po jedno ze zdjęć, przygląda mu się uważnie. Odkłada fotografię i sięga po kolejną.)

M.B: Już jestem. (Wchodzi do pokoju, siada przy stoliku.) I jak badania?

Z.D: (Chwytając odłożone przed momentem zdjęcie.) Ofiarę pochowano w tym dole, tak?

M.B: Tak.

Z.D: I oprawca zwłoki zakopał, ja zadzwoniłem na policję i policja zwłoki wykopała. Ile czasu mogło minąć?

M.B: Nie mam pojęcia. Pół godziny?

Z.D: Może i pół, też nie wiem. Najciekawsze jest to, że ja nie widziałem chwili, w której morderca zakopywał ciało. Tamten facet rzucił zwłoki i odjechał. Aha, no i wcześniej kilka razy wystrzelił w ich kierunku, ofiara pewnie wtedy jeszcze żyła. A więc skąd ten dół?

M.B: To ciekawe. Ale może miejsce było przygotowane?

Z.D: Znaczy, że ktoś wykopał dół wcześniej?

M.B: Kto wie.

Z.D: Należałoby wypytać sąsiada. Dobra?

M.B: W porządku, panie Dębiński.




Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość