"Braterska Krew"

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

psyhozzy
Szkolny pisarzyna
Posty: 46
Rejestracja: sob 21 lip 2007, 22:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa/Ząbki
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Braterska Krew"

Postautor: psyhozzy » ndz 12 kwie 2009, 00:37

W temacie o inspiracji napisałem, że kiedyś motorem do napisania scenariusza był dla mnie sen. Pomyślałem, że pokaże Wam ten scenariusz. Oto on:



BRATERSKA KREW







Scena I

Mężczyzna w czarnych sztruksach i brązowej marynarce otwiera drzwi prowadzące do wnętrza komisariatu policji. Wyciera buty i wchodzi po schodach. Staje przy stanowisku dyżurnego.

Dyżurny: Siemasz Radek. Młody czeka w pokoju przesłuchań, przywieźli go jakieś pół godziny temu.

Nadkomisarz Bereń: (z flegmą) W porządku.



Scena II

W pokoju przesłuchań, przy metalowym stole siedzi młody mężczyzna w więziennym ubraniu. Ręce ma skute kajdankami. W jednej ręce trzyma papierosa, ale ze względu na kajdanki unosi obie, aby się zaciągnąć. Na stole leży popielnica z kilkoma niedopałkami.



Scena III

Nadkomisarz Bereń idzie korytarzem. Idzie szybko, stawia pewne kroki, na zmianę zaciska i otwiera dłonie. Staje przy drzwiach jednego z biur. Drzwi są otwarte.



Bereń: (Stojąc w progu) Masz dla mnie te akta?

Aspirantka: Tak, Panie komisarzu. (Chwyta teczkę leżącą na biurku, podbiega do Berenia i wręcza mu ją)

Bereń: Dzięki. (Odwraca się i już ma odchodzić, jednak spogląda jeszcze na aspirantkę.) Zrób mi kawę i przynieś do pokoju przesłuchań.



Aspirantka odprowadza Berenia nienawistnym wzrokiem.

Aspiranka: (szepcząc pod nosem) Kutas...



Scena IV

Mężczyzna siedzący w pokoju przesłuchań zaciąga się mocno papierosem, po czym gasi niedopałek w popielnicy. Spogląda na drzwi. Do pokoju wchodzi Nadkomisarz Bereń z aktówką w ręce.

Artur (Więzień): Nie spieszył się pan zbytnio...

Bereń: Ty młody też nie.

Artur: (Z pretensją) Przecież siedzę tu od pół godziny...

Bereń: Mam na myśli twoje zeznania. Długo żeś się decydował. (Staje za krzesłem po drugiej stronie stołu od więźnia i opiera ręce na oparciu)

Artur: Ale się zdecydowałem. Powiem wszystko tak jak było.

Bereń: (Siadając) No to zamieniam się w słuch... tylko najpierw niech ktoś wyniesie stąd te kiepownicę, strasznie tu śmierdzi fajkami.



Do pokoju wchodzi aspirantka. Niesie w ręku kubek kawy. Rzuca Bereniowi chłodne spojrzenia. Kładzie kubek na stole przed nadkomisarzem i zbiera się do wyjścia.

Bereń: (Do aspirantki) Mariola, zabierz stąd tę popielniczkę z łaski swojej...

Artur: Chwileczkę, przyda się jeszcze...

Bereń: O nie młody! Nie będziesz jarał przy mnie. Nie znoszę smrodu tego gówna. (Ironicznie)Poza tym to niezdrowe. Nie wiesz, że dym z papierosów powoduje raka, źle wpływa na cerę, włosy i paznokcie. Nie mogę pozwalać ci się truć.

Artur: Mam to w dupie. Albo ona zostawi te kiepownicę i dacie mi spokojnie zajarać, albo z zeznania nici i możecie mnie cmoknąć w poślady. Mi tam wszystko jedno.

Bereń: Mi też wszystko jedno. Czy cię posadzą na pięć lat, czy dostaniesz wyrok w zawiasach, mnie to młody, mówiąc brzydko, jeb*e.



Artur z obojętnością wzrusza ramionami.

Bereń: No dobra. Mariolka, połóż tę kiepownicę i spieprzaj.



Aspirantka wychodzi.

Artur: Mógłby pan być dla niej milszy.

Bereń: (lekko podnosząc głos) Młody, zaczynasz mnie drażnić! Lepiej zacznij wreszcie mówić.

Artur: W porządku.



Scena V

Boisko i plac zabaw na terenie szkoły w pobliżu blokowiska. Zapada wieczór Widać huśtawki, zjeżdżalnię, trzepak i zarośnięty plac do koszykówki. Przy trzepaku stłoczyła się grupka małolatów w wieku od około dwunastu do szesnastu lat.

Artur: (głos w tle prowadzący narracje) To było nasze osiedle. Od zawsze starsi bracia, ich koledzy, czasem nawet co młodsi ojcowie wpajali małym gnojkom, że honoru osiedla trzeba bronić. My z Polarnego od zawsze traktowaliśmy tych z Grzybowego jak najgorszych wrogów. Wiadomo było, że z Polarnego na Grzybowe nie chodziło się na spacery. Jeżeli ktoś się tam wybierał to tylko z ekipą i tylko na zadymę. A sprowokować było bardzo łatwo.



Wyglądający na najmłodszego z dzieciaków wisi do góry nogami na trzepaku. Inny siedzi na piłce, kolejny na ziemi z kolanami podkurczonymi pod brodą. Czterech pozostałych stoi przy trzepaku. Chłopak wyglądający na najstarszego pali jointa. Podaje go następnemu, a dym wydmuchuję w twarz tego wiszącego na trzepaku.

Najstarszy: Ja i Olech byliśmy wczoraj na Polarnym.

Siedzący na piłce: Po kiego ciula żeście tam poleźli?

Olech: Nudno było, a że popiliśmy trochę, to wpadliśmy na pomysł, żeby im ten kiosk przy parku rozpizgać (śmiech).

Najmłodszy: Aż dziwne, że ich tu jeszcze nie przywiało...



Scena VI

Grupka młodych chłopaków idzie między blokami. Przewracają kopniakami kosze na śmieci. Jest ich sześciu, w tym Artur wyglądający na młodszego niż podczas przesłuchania, jednak najstarszego z grupy. W ręku ma butelkę wina. Wchodzą na przyszkolny plac. (Kamera patrzy teraz oczyma Artura). Dostrzegają chłopców stojących przy trzepaku. Artur rzuca butelką. Kamera śledzi lot butelki. Wino roztrzaskuje się tuż przy trzepaku, obryzgując wszystkich w koło. Banda z Arturem na czele puszcza się biegiem w stronę przeciwników. Zaczyna się bójka. Artur kopniakiem powala Olecha. Obraca się i widzi jak dwóch chłopaków z Grzybowego kopie jego leżącego kolegę. Rzuca się na jednego, kopie go z tyłu w staw kolanowy i gdy tamten pada na kolana chwyta go za szyję. Olech wstaje i rzuca mu się na plecy. Artur wali go tyłem głowy w nos. Olech zalewa się krwią, a Artur przerzuca go przez głowę. Olech wpada na swojego leżącego kolegę. Banda Artura przegania butami pozostałych przeciwników. Artur podnosi Olecha za kołnierz.

Artur: Który Skur*iel rozpieprzył kiosk Miodowskiej?

Olech: To Piguła...

Artur: Tylko? Nikogo z nim nie było?

Olech: Nikogo. Sam wracał z imprezy po pijaku...

Artur: To mu przekaż, że zdążę się mu jeszcze dobrać do dupy.(Ironicznie) Ale wcześniej powinien wiedzieć kto go sprzedał...

Kumpel Artura: Wracają! O ku*wa ilu ich jest! Spadamy!



Banda z Polarnego rozdziela się i znika między blokami.



Scena VII

Pokój przesłuchań na komisariacie. Artur i nadkomisarz Bereń kontynuują rozmowę.

Artur: I tak to bywało raz po raz. Jak oni nam rozpieprzyli kiosk, to my przychodziliśmy i spuszczaliśmy im bęcki. A następnej nocy w odwecie za kiosk stary Piguły stracił szyby w swoim Volvo. To oni przychodzili większą ekipą do nas i znów zadyma. I tak w kółko. Ale poza paroma złamanymi nosami nikt nigdy bardziej nie ucierpiał. Morda nie szklanka, nie?!

No i tak do wtorku, przed trzema tygodniami.



Scena VIII

Artur idzie wraz z dwoma kumplami między blokami na swoim osiedlu.

Artur: Nie, bez jaj. Jak mu podpalimy tego grata, to będzie jednak trochę przegięcie.

Kumpel: To co?! Znów szyby?

Artur: Nie, to już się nudne zrobiło. Ale mam pomysł. Ściągniemy mu koła. Całkiem. Już widzę jego zdziwioną mordę, kiedy schodzi rano przed blok, a tu ten jego pieprzony karawan stoi na cegłach.



Wszyscy trzej wybuchają śmiechem, ale przerywają widząc Olecha i Pigułę stojących nad jakimś kształtem rozciągniętym na bruku. Gdy tamci spostrzegają Artura, zrywają się biegiem do ucieczki. Kumple Artura podbiegają do miejsca, w którym wcześniej stali Olech i Piguła.



Kumpel: (patrząc w dół) O kur*wa mać...



Scena IX

Artur opiera czoło na złożonych dłoniach siedząc przy stole w pokoju przesłuchań. Po chwili podnosi ją i spogląda na Berenia. Z kieszeni na piersi więziennego kombinezonu wyciąga zmiętą paczkę papierosów.

Artur: Może mnie pan rozkuć? Naprawdę niewygodnie jara się z kajdankami na łapach.



Bereń podaje Arturowi kluczyki od kajdanek. Ten rozkuwa się, wyciąga papierosa z paczki i odpala go od zapałki.



Bereń: W aktach mam napisane, że śmierć twojego brata to bez wątpienia samobójstwo. Najprawdopodobniej rzucił się z dachu sześciopiętrowego bloku. Sylwester Olechowski, pseudonim Olech to potwierdza, a ten cały Piguła już nie wiele nam powie.

Artur: (krzyczy) Nosz do kur*y nędzy! Czy tylko ja tutaj myślę? Olech i Piguła sprytnie to wymyślili. To samobójstwo jest upozorowane!

Bereń: Skąd ta pewność?

Artur: Paweł nigdy by się nie zabił! Znam... to znaczy, znałem go dobrze! To był mój brat! Nie potrafiłby się targnąć na własne życie!

Bereń: To może mi o nim opowiesz?

Artur: Musimy mieszać w to wszystko mojego brata?! (Zaciąga się i powoli wypuszcza dym) No dobra... Paweł był cichy. Ale nie zamknięty w sobie. Nie miał problemów z dogadywaniem się z ludźmi. Dawniej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, mówiliśmy sobie o wszystkim. Jednak kiedy podrośliśmy, oddaliliśmy się od siebie. Miałem go za tchórza. On olewał honor osiedla, nie chodził z nami na zadymy. Siedział w domu, dużo czytał, a nawet pisał. Tak, pisał wiersze. Raz nawet jeden widziałem. Na kilka dni przed tym jak go zabili.



Scena X

Mieszkanie rodziny Artura. Artur siedzi przy biurku i kruszy nożem jakąś tabletkę. Z białego proszku formuje kreskę i wciąga ją do nosa z pomocą szklanej rurki. Odchyla głowę do tyłu i pociąga nosem. Wstaje wychodzi z pokoju i wchodzi do pokoju swojego brata Pawła.

Artur: Co ty tam młody znów bazgrolisz co? Chodź lepiej z nami. Idziemy dokopać frajerom z Grzybowego za to wczorajsze wtargnięcie na imprezę. A potem skoczymy na jakiś browarek. To co młody? Pokażesz wreszcie, że jesteś facetem?

Paweł: Może ty wreszcie pokażesz, że jesteś odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem? Żenujące są te wasze burdy. Kur*a, kiedy wy wreszcie z tego wyrośniecie?



Artur milknie, przestaje się uśmiechać. Wygląda na zakłopotanego. Chwyta jakąś kartkę z biurka Pawła i czyta.

Artur: Młody, to dobre jest! Może napiszesz coś na cześć kumpli z osiedla.

Paweł: (Ironicznie)Tak, kur*a... rapsod! Daj mi spokój.

Artur: Dobra wyluzuj młody. Ty masz swoje wiersze, my mamy swoje osiedle. I dopóki ty będziesz pisał my będziemy napieprzać ciuli z Grzybowego.

Paweł: To jest chore, Artur! Słyszysz. Chore! Kręci was zadawanie sobie nawzajem bólu? Zobaczysz, niedługo ktoś przez ten wasz debilizm zginie... i co wtedy? Wyciągniecie wnioski i przestaniecie? A może zaczniecie się mścić i zabijać?

Artur: Nikt z nas nie jest mordercą...



Artur wychodzi z pokoju, a Paweł czyta w myślach to co skończył właśnie pisać i po chwili zakleja rękopis między dwoma kartkami książki.



Scena XI

Pokój przesłuchań.

Bereń: Dobra młody. Przejdźmy wreszcie do konkretów. Może teraz przybliżysz mi okoliczności śmierci Piguły? Jak doszło do tego wypadku

Artur: Zabiłem go...

Bereń: Co?!

Artur: Po pogrzebie Pawła zebrałem większość chłopaków w pewne szczególne miejsce. Nad staw za miastem. Chodziłem tam z bratem jeszcze jako dzieciak. Wszyscy oprócz mnie tęgo pochlali. Właśnie tam, wszystkim moim kumplom przyrzekłem, że pomszczę śmierć brata. W pijackim amoku przyklasnęli mi, ale następnego dnia, o przysiędze nie pamiętał nikt poza mną. Wybrałem się zupełnie sam w miejsce gdzie kolesie z Grzybowego zazwyczaj przesiadywali. Najpierw chcieli od razu mnie tłuc, jednak Piguła chciał się dowiedzieć po co przyszedłem. Umówiłem się z nimi na prawdziwą bitwę. Wszyscy na raz w jednym miejscu, na stadionie. Umówiliśmy się, że po tej bitwie Polarne odpier*oli się raz na zawsze od Grzybowego i odwrotnie. Następnego dnia wieczorem zebraliśmy się na stadionie.



Scena XII

Dwie mniej więcej równe, około 30 – 40 osobowe bandy zaczynają zbierać się po dwóch stronach stadionu piłkarskiego. Słychać, krzyki i wyzwiska. Zbliżają się powoli, nagle ruszają na siebie biegiem. Panuje totalny chaos. Widać kilka kolejnych pojedynków, wreszcie z tłumu wyłania się Artur. W ręce trzyma duży fiński nóż. Powolnym pewnym krokiem rusza w stronę stojącego do niego tyłem Piguły. Zachodzi go od tyłu, chwyta za ramiona i obraca przodem do siebie.



Scena XIII

Pokój przesłuchań. Nadkomisarz Bereń ze skupieniem wpatruje się w Artura. Chwila milczenia.

Artur: Wpakowałem mu kosę w bebechy po samą rączkę. Czułem jak jego krew spływa po mojej dłoni.

Bereń: (Wstając) Młody, właśnie przyznałeś się do morderstwa z premedytacją! Wiesz co to oznacza?



Artur z rezygnacją wzrusza ramionami.

Bereń: Taśma z przesłuchania posłuży jako dowód w sprawie śmierci Piguły. Jeżeli jutro w sądzie nie okażesz skruchy, to masz dożywocie. I nie mów mi potem, że nie ostrzegałem.



Scena XIV

Klawisz aresztu tymczasowego otwiera drzwi do celi. Na pryczy leży Artur.

Klawisz: Te, bohater osiedla! Ostatnie odwiedziny, przed twoją jutrzejszą podróżą do pierdla.

Artur: (Ze zdziwieniem)Odwiedziny?

Klawisz: Tak, dupa jakaś. Chodźże, bo znudzi się czekaniem.



Artur wstaje z pryczy, daje się skuć klawiszowi i wychodzi za nim.



Scena XV

Pokój odwiedzin. Klawisz sadza Artura na krześle przed szybą, za którą siedzi nastoletnia, ładna dziewczyna. Artur drżącą dłonią unosi słuchawkę. Oboje milczą przez chwilę.

Artur: (Rozpoczynając po chwili) Co, chcesz to usłyszeć bezpośrednio ode mnie?! Tak, zaje*ałem twojego brata! Idź stąd Baśka.

Baśka: Nie przyszłam rozmawiać o moim bracie... tylko o twoim.

Artur: Czego jeszcze chcesz od Pawła?! A no tak, mogłem się domyślić. Twój brat zabił Pawła dlatego, że się do ciebie przystawiał.

Baśka: Zamknij się idioto i posłuchaj mnie uważnie przez chwilę, może wreszcie coś dotrze do tego twojego pustego łba! Ja i Paweł byliśmy ze sobą. On mówił mi o wszystkim, tak jak kiedyś tobie! Opowiedział mi o tym, że oddaliliście się od siebie. Przemoc, która ciebie fascynowała zbudowała między wami mur! Twoje docinki i szyderstwa doprowadzały go do płaczu i do szału na zmianę. On sfiksował Artur! Zwariował! Ubzdurał sobie, że jak się zabije to wy zaprzestaniecie tych swoich bitew.

Artur: Jeżeli przyszłaś mi tu wmawiać, że Paweł się zabił, to skończ już lepiej, nie będę tego słuchał.

Baśka: Nie muszę niczego mówić. Znasz pismo swojego brata. Znalazłam ten list zaklejony między kartkami książki, którą dał mi dzień przed śmiercią.



Baśka przykłada kartkę do szyby tak, aby Artur mógł ją przeczytać.









Scena XVI

Pokój Pawła

Paweł: To jest chore, Artur! Słyszysz. Chore! Kręci was zadawanie sobie nawzajem bólu? Zobaczysz, niedługo ktoś przez ten wasz debilizm zginie... i co wtedy? Wyciągniecie wnioski i przestaniecie? A może zaczniecie się mścić i zabijać?

Artur: Nikt z nas nie jest mordercą...



Artur wychodzi z pokoju. Paweł czyta to, co właśnie skończył pisać. Czyta w myślach, słychać jednak głos Artura łamiący się w niektórych miejscach i drżący.

Artur: „Najdrożsi!

Nie mogę już dłużej patrzeć na głupotę i bezsensowną agresję. To co dzieje się wokół nas wykracza poza granicę mojego pojmowania. A najgorsze jest to, że Ty Mój Bracie traktujesz to jak zabawę. W każdej chwili ktoś może zginąć. Nie chcę żebyś to był ty, nie chcę, żeby to była Basia, której ten list zostawiam, ani jej brat. Nie chcę, żeby był to któryś z tych małolatów, którzy mają przed sobą całe życie. Dlatego, nie widzę innej możliwości.

Wierzę w to, że tak jak zapewniasz, nie jesteś mordercą i nie będziesz próbował się mścić za mnie. Mam nadzieję, że moja śmierć otworzy wam wreszcie oczy!

Przepraszam Artur, przepraszam Basiu...

Żegnajcie.



Wasz:

Paweł.

Paweł zakleja list między kartkami książki.



Głos Baśki w tle: On zwariował Artur. To wasza wina. Twoja i mojego brata. A ty masz na sumieniu jeszcze jego.



Baśka zaczyna płakać, wstaje i wychodzi. Klawisz wyprowadza Artura z pokoju widzeń.



Scena XVII

Klawisz machając kółkiem kluczy idzie przez korytarz pogwizdując wesoło. Zatrzymuje się przed drzwiami celi Artura.

Klawisz: (Otwierając drzwi) Zbieraj się. Twój autobus podjechał. Jedziesz na dłuuugie wakacje...



Kamera pokazuje najpierw przerażoną twarz klawisza, a potem martwe ciało Artura wiszące na pętli paska od spodni.







KONIEC


Are you a runner too? Nobody needs your care?

Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość