Królowa śniegu

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Artychryst
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: pn 20 cze 2011, 18:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Królowa śniegu

Postautor: Artychryst » pn 20 cze 2011, 21:29

Nie jest to do końca scenariusz, ale to chyba najlepsze miejsce do umieszczenia.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek













Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
[center]Obrazek[/center]
[center]ObrazekObrazek[/center]

POSTACI:

Obrazekczarne
ObrazekObrazekKai
ObrazekObrazekGerda
ObrazekObrazekTłum wokół Maga, a wśród tłumu
ObrazekObrazekDziewczyna

Obrazekczerwone
ObrazekObrazekDemony

Obrazekbiałe
ObrazekObrazekMag
ObrazekObrazekKrólowa Śniegu

czarne – poruszają się na czterech kończynach, zwierzęco-owadzie z obcisłymi, lateksowo-skórzanymi strojami i twarzami owiniętymi czarnymi bandażami.
czerwone – jak czarne, mają jednak twarze.
białe – jako jedyne chodzą wyprostowane, mają odsłonięte, blade, jaśniejące twarze, wysocy, w zwiewnych, luźnych szatach.

[center]Podczas całego spektaklu improwizacja na dwóch gitarach elektrycznych, perkusji i organach.[/center]




[center]SCENA I[/center]

Scenografii szczególnej brak. Scena: przestrzeń, schodek lub dwa, przestrzeń dalej, na środku podwyższenie, jeszcze jedno podwyższenie głęboko, po lewej (patrząc z widowni), głęboko na końcu sceny – dwa czarne trony. Ciemno, pośrodku klęczy Mag – ubrany w obszerną, białą, bardzo luźną koszulę-tunikę, na twarzy wymalowane proste, szamańskie wzory; włosy długie, jasne, na nich opaska – rzemyk z nawleczonymi koralikami. Głowa spuszczona, oczy zamknięte, rozłożone ręce opuszczone po obu stronach ciała – medytuje. W cieniu, dookoła Maga, poskręcane, pozwijane, leżą stwory czarne i czerwone – ubrane w ciasne kombinezony swojego koloru; czarne zawinięte mają głowy bandażami swojej barwy.
Mag podnosi ręce i głowę, otwierając oczy, szeroko wpatrzone w bezprzestrzeń. Pojedynczy snop światła zapala się i pada na niego. W tym samym czasie ożywają stwory – wiją się, szamoczą w ciemności, Mag mruczy swoją monotonną, transową inkantację. Z ziemi zaczyna wyłaniać się lustro. Stwory zbliżają się do niego, kilka demonic i niektóre stworzyce, wśród nich Dziewczyna, łaszą się do niego, uwodzą. On, nieprzerwanie nucąc zaklęcie, przygarnia je do siebie, pieści jak koty. Stwory nieustannie kręcą się, skręcają, ustawiając krąg wokół powstającego lustra. Mag zaczyna wykonywać okrężne ruchy tułowia przypominające kiwanie, łapie Dziewczynę, czarne i czerwone zbijają się w ciasne koło i łączą, chwytając rękoma barki stworów koło siebie, dołączają swoje głosy do czaru. Wszyscy kołyszą się miarowo, lecz coraz szybciej, szybciej, pieśń staje się głośniejsza, głośniejsza; Mag kładzie dłonie na twarzy Dziewczyny, oczy ma niewidome, kciuki wsuwa pod bandaże, tempo staje się szalone, szaleńsze, gitara wwierca się w uszy sopranami – szaman zrywa z dziewczyny maskę, inkantacja przemienia się we wrzask; w chwilę potem, lustro rozbłyska oślepiająco jaskrawym światłem. Stwory rzucają się na nie w szale amoku ekstazy, przykrywają je niemal sobą (a ma ono wysokość około 2 m.) – rozlega się trzask – lustro pęka – stwory odrzucone wkrąg, światło gaśnie powoli, powoli ciemnieje scena, powoli zapada niemal-cisza.
Porozrzucane po scenie, otumanione, oszołomione ciała czarne i czerwone, lśniące na posadzce kawałki lustra, ciemno, delikatne, dogasające światło tli się w miejscu, gdzie przed chwilą stało lustro. Mag podnosi się, w zakrwawionej dłoni trzyma odłamek lustra, jest przerażony, z niedowierzaniem patrzy się naokół, podchodzi do epicentrum, z niedowierzaniem zbiera w drżące ręce najbliższe kawałki szkłaświatła. W jego oczach tli się ogień obłędu, zaczyna jęczeć, krzyczeć, jest przerażony – zauważa bandaże zdarte z Dziewczyny, odkłada precz odłamki i bierze sukno w dłonie; kurczy się, namyśla w swym szaleństwie, w końcu zaczyna kryć twarz pod czarnym kirem-szalem: zrywa się przy tym, miota, na oślep szuka ucieczki, wreszcie – opuszcza scenę.


[center]SCENA II[/center]

Na całą powierzchnię sceny rzutowany jest co chwila – trwający przez ułamek do kilku sekund – obraz szumu telewizyjnego wraz z charakterystycznym szumem-dźwiękiem. Scenografia bez zmian, stwory wciąż leżą, zemdlone, światło zupełnie zgasło – gdyby nie migające rzuty, panowałaby zupełna ciemność.
Dziewczyna powoli podnosi się do klęczek, jest oszołomiona, zdaje się nie do końca wiedzieć, gdzie jest. Dłońmi przesuwa po twarzy, bada ją opuszkami palców. Unosi się i stara utrzymać klęcząc jedynie na kolanach, biodra trzymając w górze, chwieje się, ostatecznie ląduje na czworakach; podchodzi do podwyższenia, zauważa odłamek lustra, podnosi go delikatnie, przesuwa po nim ręką. Na jej dłoni zostaje krew, Dziewczyna patrzy sprawiając wrażenie niezrozumienia, powoli zbliża dłoń do ust i zlizuje krew, muzyka zaczyna nabierać energii, po chwili ponownie przesuwa palcami po szkle, zaczyna bawić się nim, bawić się z nim, pieścić się z nim, igrać się z nim, niebawem zlizuje krew z samego ostrza, wodzi nim po ciele. Tymczasem demony wstają, przyglądają się Dziewczynie, zbliżają do niej, wreszcie czarna przytyka odłamek do serca i – przebija się. W tym momencie rozbłyska na chwilę światło, by zgasnąć, a następnie zalać całą scenę czerwoną poświatą. W tym samym momencie tłum czerwonych rzuca się na nią i porywa. W tym samym momencie czarne zaczynają budzić się, wić. Gerda wstaje, trąca leżącego obok niej Kaia – ten nie rusza się, nie daje się zbudzić. Stworzyca przeciąga go pod podest, na środek sceny, jej ruchy – jak wszystkich czarnych i czerwonych – są zwierzęco-owadzie. W tym samym czasie toczy się druga scena – porwana przez demony Dziewczyna zostaje postawiona na drugim postumencie, gdzie pada na nią słup zimnego światła. Tam czerwone obdzierają ją z jej ubrania, a następnie owijają w biały kokon, dziewczyna zachowuje się, jakby była w transie, nie zwraca uwagi na istoty wokół niej, patrzy-błądzi wzrokiem niewokół i daje ze sobą wszystko robić. Po środku sceny zaś Gerda rozdziera sobie piersi i wyjmuje z nich śnieżnobiałą lilię, której zapach budzi Kaia; podczas, gdy demony wprzepoczwarzają Dziewczynę, para czarnych wykonuje pokraczny taniec przy akompaniamencie psychodelicznej muzyki. Wreszcie padają wyczerpane. Spokój – stagnacja – czarne rozchodzą się, znikają ze sceny, takoż czerwone.


[center]SCENA III[/center]

Przed podestem, zwinięta w kłębek, śpi-leży Gerda, nad nią legł na plecach bezwładnie Kai, dłoń na jej plecach, druga na darlilii. W oddali, oparty o mniejszy podest odłamek lustra oraz, głową w dół, porzucony został kokon-Dziewczyna, po którym delikatnie wspiął się biały prostokąt z rzutnika, wielokątujący się na załamaniach sceny.
Kokon porusza się, drga nieśmiało, jakby nie wiedząc jeszcze, co jest mu przeznaczone, biały kwadrat światła zastąpiony zostaje filmem, ukazującym wyłanianie się motyla z poczwarki; film ten trwa przez całą scenę. Kokon kuli się na przemian i wygina w łuk, przewraca z boku na bok, kurczy, skręca, dygocze, wierzga się, zsuwa z postumentu, naprężą, wreszcie – poczwarza struktura rozpęka się i z początku palce, potem cała dłoń, wysuwają się z białego więzienia, zatapiają we wszemświecie. Za pierwszą ręką podąża następna, śmielsza, odrywa zeschłą skorupę, rozrywa martwe naciało, rozdrapuje niepotrzebne zewnętrzności; wreszcie dłonie zamykają się na szkaradnej masce i zrywają trupi welon. Dziewczyna z nienasyceniem dławi się powietrzem, chłonie odwalczoną wolność i upaja się nią. Kurczowo chwyta się brzegów podestu, podciąga się na górę i z ulgą odzyskuje utracony dech; motyl wychodzi z poczwarki i zaczyna przygotowywać skrzydła do lotu. Słaba ale własnowolna, czołga się, chwytając się rękoma wszystkiego, co widzi wokół rozbieganym wzrokiem-niewzrokiem, w stronę śpiącego Kaia – zostawiając na zadrodze resztki kokonu. Za nią ciągnie się długi płaszcz, biała peleryna, którą trzyma owiniętą wokół nadgarstka. Nie czołga się już, idzie wszystkimi czterema kończynami, coraz wyżej, coraz wyżej, coraz bliżej, coraz bliżej. Już jest przed Kaiem, pół klęcząc-pół stojąc, lecz jeszcze chwila, jeszcze ostatnie wyrównanie skrzydełek, już niemal suchych i prostuje się dumnie, zarzuca na siebie śnieżnoskrzydli płaszcz – motyl gotowy do lotu.
Stoi nad czarnym stworzeniem, przyglądając się z wysokości; biała, piękna, majestatycznarystokratyczna – Królowa Śniegu – już nie dziewczyna – lecz wciąż przecież Dziewczyna – mimo, iż Królowa. Przecież pochyla się nad nim, delikatnie, jakby nie chcąc zbudzić, dotyka jego czoła. Lecz budzi, w niebieskich światłach Kai wpatruje się w nią, piękność nad pięknościami i bezwiednie, bezczule podnosi się, byle tylko dosięgnąć jej alabastrowej dłoni z kości słoniowej. Ona – nieprzestraszona – zezwala mu dotknąć raz jeszcze swej dłoni i schodząc z podestu – wiedzie go za sobą. Lecz co to? To Gerda-stróż-pies wstaje, gdzie jest jej Kai? gdzie jest jej Kai? Obraca się, wkrada na podest – widzi – Lilia – lecz gdzie on? Tymczasem Królowa rozległym swym płaszczem zakrywa Kaia i siebie samą – i stoją zakryci, tuż pod czarnym nosem – lecz nadaremno Gerda się rozgląda, nie widzi, bo widzieć nie może! Wyje rozpaczliwie-rzewnie i wybiega – szukając swego Kaia. A on, wypodążą za Królową zupełnie drugą drogą.


[center]INTERMEZZO

Scena wyciemniona, aktorzy ustawiają się, krótki utwór w klimacie sceny IIII.


SCENA IIII[/center]

Czerwone światło, obrazy pracujących narządów wewnętrznych, substancji organicznych, duszna, klaustrofobiczna atmosfera. Jedyny jasny promień pada na darlilię, znajdującą się na środku sceny, na podeście. Królowa Śniegu stoi po lewej stronie mniejszego podestu, obfita szata rozlewa się po ziemi, na podeście, na czworakach – Kai. Para oświetlona mocną czerwienią. Prawa strona sceny, ocieniona, wyciemniona, zajęta przez demony, kręcące się, łażące, tańczące swój owadzi taniec. Muzyka głucha, przypominająca wnętrze ciała. W tle bicie serca, czasem bulgot, oddech ludzki, sapanie.
Królowa gładzi Kaia po czole, po policzkach, obdarza go czułością matki do schorowanego dziecka, obejmuje dłońmi głowę czarnego i – wbija kciuki głęboko pod bandaże. On napręża się cały, wygina w groteskowy sposób, skomle, ona wsuwa palce mocniej, głębiej, zaciska pozostałe cztery na czarnych bandażach; on wije się, szarpie, krzyczy, wykręca ręce i korpus w dokształty, czerwone tańczą swój lepki, spowolny taniec, Kai wrzeszczy, ona szarpie jego głowę, próbuje zerwać jego maskę, on rzuca się, rozciąga członki w anaturalnych figurach, jęczy, ryczy, ona ze wszystkich sił stara się uwolnić go, wreszcie – bandaż zsuwa się z jego głowy i spada na ziemię. Kai łapie się za twarz, kuli, Królowa pochyla się do niego, całuje we wreszcie-odsłonięte czoło, bierze jego dłoń w swoją dłoń i kieruje ku swemu sercu, nowonarodzony chwyta i wyciąga – kwiat róży. Trwają tak, on: kwiat, ona: jego, trzymając, gdy nagle rozlega się donośne wycie, czerwone rozbiegają się, z prawej strony na scenę wkracza Gerda; Królowa chowa wciąż otumanionego Kaia za drugi podest, sama staje na nim i wydaje gest-rozkaz – demony zbiegają się na podeście zagradzając Gerdzie drogę do pary. Gerda warczy, syczy, takoż czerwone. Rzucają się na siebie, rozpoczyna się szaleńczy taniec-walka, skoki, chwyty, szarpy, gryzy, w którym czarna ponosi definitywną klęskę, gdy nagle udaje jej się złapać lilję – czerwone uciekają od niej, boją od niej, Gerda zwycięska – widzi to Królowa, chwyta ostry jak brzytwa odłamek lustra i zbliża się ku niej, rzuty spływają krwią, Gerda cofa się przed potężną, górującą nad nią królową, lilia wypada jej z rąk – akurat w centrum sceny, tam, gdzie była, biała podnosi rękę do ciosu… lecz drogę zagradza jej Kai – wyprostowany, dumnopostawny, odwraca wzrok ku Gerdzie, gładzi ją po policzku, trochę smutnie, trochę nostalgicznie, niczym by dalekopowrócił ze wspomnień, podnosi z podestu lilię, kładzie na piersiach czarnej, całuje w czoło i gest-żegna się z nią – na zawsze.
Podczas, gdy Gerda odchodzi, Kai odwraca się w stronę Królowej, chwyta w dłonie jej dłoń, która wciąż trzyma odłamek lustra i, patrząc jej głęboko w oczy, przebija się, ona podnosi z ziemi śnieżny-biały płaszcz i okrywa nim nieczarnego. Gdy majestatycznie wstępują na podest, demony rzucają się na ziemie i z kawałków lustra plotą dwie lustrzane korony, które zakładają królewskiej parze, a para – wśród uroczystej i strasznej muzyki organów, przechodzi wzdłuż podestu i zasiada na tronach, trzymając w splecionych dłoniach – różę i szkłoświatło.
Wielki rozbłysk światła, wielki akord, wielki koniec.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek













Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » sob 25 cze 2011, 02:09

Podczas całego spektaklu improwizacja na dwóch gitarach elektrycznych, perkusji i organach

Sztuka trwa ponad godzinę, a ty chcesz, żeby improwizowali? I to w aż 4 osoby na zupełnie różnych instrumentach- wg mnie niemożliwe.
leżą stwory czarne i czerwone – ubrane w ciasne kombinezony swojego koloru

We wstępie pisałeś to samo.
Pojedynczy snop światła zapala się

Pojawia się
lecz coraz szybciej, szybciej, pieśń staje się głośniejsza, głośniejsza

Niezbyt pasuje to do scenariusza- zbytnio ponosisz się natchnieniu i piszesz powiastkę. Scenariusz to suche fakty- przyśpiesza i staje się coraz głośniejszy.
Mag kładzie dłonie na twarzy Dziewczyny, oczy ma niewidome

Kto jest niewidomy?
gitara wwierca się w uszy sopranami

Sopran to wysoki głos, nie dźwięk instrumentu.
światło gaśnie powoli, powoli ciemnieje scena, powoli zapada niemal-cisza.

Powoli gaśnie światło, ciemnieje sala i zapada niemal-cisza
bawić się nim, bawić się z nim, pieścić się z nim, igrać się z nim

Igrać się z nim? Znowu nie przypomina to scenariusza.
jej ruchy – jak wszystkich czarnych i czerwonych – są zwierzęco-owadzie

O tym też dowiedzieliśmy się na wstępie
patrzy-błądzi wzrokiem niewokół

Ehm, czyli co robi?
demony wprzepoczwarzają Dziewczynę

Literówka czy jakiś neologizm?
przy akompaniamencie psychodelicznej muzyki

Przy instrumentach faktycznie będą prawdziwi artyści
czarne rozchodzą się, znikają ze sceny, takoż czerwone

Pisz tak, żeby tę sztukę mógł wystawić wioskowy głupek, nie czas na wymyślne zdania-
Czarne i czerwone znikają ze sceny.
dłoń na jej plecach, druga na darlilii

Na czym? Jeśli wprowadzasz dziwne określenia, to je wytłumacz.
podciąga się na górę

A mogłaby podciągnąć się na dół?
zostawiając na zadrodze resztki kokonu

I wiadomo o co chodzi, od razu
długi płaszcz, biała peleryna, którą trzyma owiniętą wokół nadgarstka

Płaszcz, peleryna, czy superman?
coraz wyżej, coraz wyżej, coraz bliżej, coraz bliżej

Bardzo pomocne dla reżysera.
byle tylko dosięgnąć jej alabastrowej dłoni z kości słoniowej

Chce dosięgnąć jej bladej dłoni- i tyle.
zupełnie drugą drogą

Eee...
INTERMEZZO
Scena wyciemniona, aktorzy ustawiają się, krótki utwór w klimacie sceny IIII.

Gdybyś dostał taką informację- byłbyś w stanie coś takiego przygotować?

1.Zapis jest straszliwie chaotyczny, używaj myślników itp, ale też przenoś niektóre części do nowej linijki.
2.Czasami(w sumie to często) nie sposób połapać się o co ci chodziło
3.
boją od niej
robisz głupie błędy, zapewne nawet sam nie przeczytałeś tego drugi raz- zrób to i poprawiaj błędy(radzę też usunąć takie zlepieńce jak ,,dumnopostawny" czy ,,majestatycznarystokratyczna"

Poszedłbym na taką sztukę- chciałbym posłuchać połączenia gitar elektrycznych i organów.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2385
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » sob 25 cze 2011, 08:09

Przepraszam, samego scenariusza nie umiem ocenić, a komentarzy niby nie należy, ale na jedno muszę zwrócić uwagę.
zaqr pisze:Sztuka trwa ponad godzinę, a ty chcesz, żeby improwizowali? I to w aż 4 osoby na zupełnie różnych instrumentach- wg mnie niemożliwe.
Byłeś kiedyś na jam session? Jak nie, to spróbuj - świetna sprawa. I przekonasz się, że jak najbardziej możliwe.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » sob 25 cze 2011, 11:39

Chętnie się wybiorę, tyle że najbliższa impreza tego typu będzie odbywać się 100km od mojego miasta;/
Przepraszam za offtop.



Awatar użytkownika
Artychryst
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: pn 20 cze 2011, 18:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Artychryst » sob 25 cze 2011, 14:29

Podczas całego spektaklu improwizacja na dwóch gitarach elektrycznych, perkusji i organach

Sztuka trwa ponad godzinę, a ty chcesz, żeby improwizowali? I to w aż 4 osoby na zupełnie różnych instrumentach- wg mnie niemożliwe.


Jak już napisała Adrianna, to jak najbardziej możliwe; nasze sesje trwają zwykle koło 2 godzin.



leżą stwory czarne i czerwone – ubrane w ciasne kombinezony swojego koloru

We wstępie pisałeś to samo.


Fakt.



Pojedynczy snop światła zapala się

Pojawia się


Hm... jak wolisz.



lecz coraz szybciej, szybciej, pieśń staje się głośniejsza, głośniejsza

Niezbyt pasuje to do scenariusza- zbytnio ponosisz się natchnieniu i piszesz powiastkę. Scenariusz to suche fakty- przyśpiesza i staje się coraz głośniejszy.


Ale widzisz, to nie jest do końca scenariusz, a przynajmniej na pewno nie są to "suche fakty". To dramat, który ma mieć też sam w sobie jakąś wartość.



Mag kładzie dłonie na twarzy Dziewczyny, oczy ma niewidome

Kto jest niewidomy?


Nikt nie jest.



gitara wwierca się w uszy sopranami

Sopran to wysoki głos, nie dźwięk instrumentu.


Nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że lepiej znam się na muzyce.



światło gaśnie powoli, powoli ciemnieje scena, powoli zapada niemal-cisza.

Powoli gaśnie światło, ciemnieje sala i zapada niemal-cisza


Hmm... Nie, wolę swoją wersję.



bawić się nim, bawić się z nim, pieścić się z nim, igrać się z nim

Igrać się z nim? Znowu nie przypomina to scenariusza.


Taaa, następnym razem napiszę: [to nie są suche fakty, tylko dzieło sztuki (nawet, jeśli słabe); niestety są tutaj działy tylko na wiersze i na scenariusze, więc zdecydowałem się umieścić to tutaj]... Wiesz, oczekiwałem, że czytelnik sam to zauważy. I tak napisałem przecież, że "nie jest to do końca scenariusz"



jej ruchy – jak wszystkich czarnych i czerwonych – są zwierzęco-owadzie

O tym też dowiedzieliśmy się na wstępie


Fakt, pozmieniam potem



patrzy-błądzi wzrokiem niewokół

Ehm, czyli co robi?


To, co jest napisane



demony wprzepoczwarzają Dziewczynę

Literówka czy jakiś neologizm?


Neologizm, bo one ją nie tyle przepoczwarzają, co zamieniają w poczwarkę; )



przy akompaniamencie psychodelicznej muzyki

Przy instrumentach faktycznie będą prawdziwi artyści


Nie wiem, o czym miał świadczyć ten komentarz.



czarne rozchodzą się, znikają ze sceny, takoż czerwone

Pisz tak, żeby tę sztukę mógł wystawić wioskowy głupek, nie czas na wymyślne zdania-
Czarne i czerwone znikają ze sceny.


Nie zamierzam obniżać poziomu artystycznego czegokolwiek - ani własnego, ani cudzego - po to, żeby mógł coś czytać wioskowy głupek. Nie pracuję w gregu.



dłoń na jej plecach, druga na darlilii

Na czym? Jeśli wprowadzasz dziwne określenia, to je wytłumacz.


Pokładam wiarę w inteligencji czytelnika.



podciąga się na górę

A mogłaby podciągnąć się na dół?


Z jednej strony masz rację, z drugiej - góra jest tutaj określeniem konkretnego miejsca niemal. Zastanowię się.



zostawiając na zadrodze resztki kokonu

I wiadomo o co chodzi, od razu


j/w



długi płaszcz, biała peleryna, którą trzyma owiniętą wokół nadgarstka

Płaszcz, peleryna, czy superman?


Coś pomiędzy, bliżej batmana




coraz wyżej, coraz wyżej, coraz bliżej, coraz bliżej

Bardzo pomocne dla reżysera.


Bardzo się cieszę.



byle tylko dosięgnąć jej alabastrowej dłoni z kości słoniowej

Chce dosięgnąć jej bladej dłoni- i tyle.


Nie, bynajmniej w ogóle nie zgadzam sie z Tobą i mam odmienne zdanie na ten tematy, gdyż uważam zupełnie odwrotnie i nie potrafimy w tym punkcie dojść do porozumienia.



zupełnie drugą drogą

Eee...


Spokojnie, to wcale nie jest trudne; nie postawiłem poprzeczki wysoko, no już, wysil się trochę.



INTERMEZZO
Scena wyciemniona, aktorzy ustawiają się, krótki utwór w klimacie sceny IIII.

Gdybyś dostał taką informację- byłbyś w stanie coś takiego przygotować?


Tak.




1.Zapis jest straszliwie chaotyczny, używaj myślników itp, ale też przenoś niektóre części do nowej linijki.


Chaotyczny? Cóż, może, nie przeczę; masz zapewnę rację i na przyszłość postaram się to zmienić.

2.Czasami(w sumie to często) nie sposób połapać się o co ci chodziło

Ależ sposób, sposób; nie wmawiaj mi, że to jest dla Ciebie "za trudne".

3.
boją od niej


robisz głupie błędy, zapewne nawet sam nie przeczytałeś tego drugi raz- zrób to i poprawiaj błędy(radzę też usunąć takie zlepieńce jak ,,dumnopostawny" czy ,,majestatycznarystokratyczna"


Przeczytałem to dziesiątki razy, nie ma tam "głupich błędów" (masz rację, niepotrzebnie wstawiałem niektóre informacje o strojach, skoro umieściłem je na początku. to błąd (wynikał z tego, że tamten początek napisałem na samym końcu)). Chociażby w cytowanym przykładzie, całość brzmi:

...uciekają od niej, boją od niej...

Robi teraz więcej sensu? Zwykły zabieg stylistyczny.




Poszedłbym na taką sztukę- chciałbym posłuchać połączenia gitar elektrycznych i organów.

Warto, brzmi naprawdę świetnie, szczególnie klimaty jazzowe albo ambientowe.




Wielkie dzięki za komentarz, błędy postaram sie jakoś poprawić.


Pozdrawiam, A


PS, mało ważne, ale tak na przyszłość - przed myślnikami stawiamy spacje.



Awatar użytkownika
Vlinder
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: śr 02 lut 2011, 22:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Vlinder » sob 25 cze 2011, 16:49

Artychryst pisze:Nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że lepiej znam się na muzyce.


Nie zmienia to faktu, że zaqr ma rację. Sopran jest najwyższym głosem żeńskim.

Artychryst pisze:Taaa, następnym razem napiszę: [to nie są suche fakty, tylko dzieło sztuki (nawet, jeśli słabe); niestety są tutaj działy tylko na wiersze i na scenariusze, więc zdecydowałem się umieścić to tutaj]...


Zatem czemu to jest napisane w formie dramatu?
W didaskaliach ważna jest tylko i wyłącznie treść, nie forma. To wskazówki dotyczące wystawienia, nie zaś popis zdolności literackich.
Tekst ten bym widział bardziej jako prozę poetycką.



Awatar użytkownika
Artychryst
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: pn 20 cze 2011, 18:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Artychryst » sob 25 cze 2011, 18:54

Jest napisane w formie dramatu, bo miałem ochotę napisać to w formie dramatu. W ogóle co to za pytanie?
Ok, nazwij to prozą poetycką w formie dramatu. Nie przeszkadza mi to, w sumie sam się zastanawiałem, czy nie wrzucić tego do prozy poetyckiej... problem w tym, że wtedy ludzie naskoczyliby na mnie, że to dramat jest: D Wiesz, wiele osób ma taką irytujący zwyczaj szufladkowania wszystkiego, a szczególnie tego, czego zaszufladkować się nie da.


Nie zmienia to faktu, że zaqr ma rację. Sopran jest najwyższym głosem żeńskim.

Jest, ale jako 'sopran' określa się również wyższy rejestr w instrumencie.

Edit - ancepa - Dodatkowe tłumaczenia i komentarze do komentarzy proszę uskuteczniać w dziale do tego przeznaczonym - rozmowy o tekstach. :)
Ostatnio zmieniony ndz 26 cze 2011, 01:17 przez Artychryst, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Linandil
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 05 lut 2018, 21:03
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Królowa śniegu

Postautor: Linandil » śr 21 mar 2018, 19:31

Nie wszystko tutaj do siebie pasuje popracuj trochę nad tym jeszcze trochę




Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość