Sen

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MatMot
Pisarz osiedlowy
Posty: 284
Rejestracja: sob 06 lut 2010, 13:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Sen

Postautor: MatMot » śr 15 cze 2011, 14:47

Z racji niezwykłej, zaskakującej, wręcz niecodziennej popularności działu postanowiłem podzielić się kilkunastominutową adaptacją "Snu Nocy Letniej" wzbogaconej, a raczej: zubożonej, o me własne dodatki ;). Pod tekstem zamieszczam link do nagrań z występu.

Przedstawienie czas zacząć:

„ Sen ”
Na podstawie „Snu Nocy Letniej” Williama Szekspira.


Postacie:


Pisarz
Puk
Brutalność
Hermia
Służąca
Lyzander
Demetriusz


„Sen”

Gabinet. Noc. Skromnie. Fotel. Biurko. Płoną świece. W tle, w cieniu, okryte materiałem sylwetki. Pisarz budzi się nagle, sięga po kartkę i zaczyna coś notować zapomina. Krąży po pokoju.


Głosy:
Pisarstwo to nie zawód…
To sztuka…
Nigdy na tym nie zarobisz, chyba, że po śmierci.
Masz talent! Uwierz w siebie i pisz…
Nie okłamuj go.

Pisarz:
Masz talent. Tak mówili…
Muszę skończyć tekst. To co już mam jest tragiczne. Kto chciałby czytać o parze zakochanych nastolatków z dwóch zwaśnionych rodów? Potrzebuję czegoś wesołego, komedii dla tłumów!

Co ja mówię? Przecież nigdy nie dogodzi się wszystkim…
Ci nie dostrzegą sensu, a dla innych przesłanie będzie zbyt oczywiste.

<Pisarz sięga po butelkę. Pojawia się puk, tanecznym krokiem wchodzi na scenę. Krzywi się na widok trunku>

Puk (zdenerwowany):
Na Tytanię!
<Puk uderza pisarza, butelka wypada mu z rąk. Pisarz zrywa się olśniony>

Pisarz:
Elfy! Elfy! Muzom dzięki,
Za te zwiewnych istot wdzięki!
Magię, czar i tajemnicę
Będą skrywać ich cne lice.

Muzy! Muzy! Tuż to czas,
Gdy Apollo żywi nas, Hen!
Do Aten ruszmy żwawo
Delektować się…

Nie mam wizji bohatera,
Niech płomień historię zżera!

<pojawia się Brutalność:>

Brutalność:
Cóż się dzieje?

Puk:
Kryzys mamy…

Brutalność:
Wszak postaci mu nie damy,
Niech sam tworzy bohatera.
<Brutalność zrywa płachtę okrywającą zamarłych w pomnikowych pozach bohaterów>
Niech w pomysłach dziś przebiera!

Puk:
Pewnie wyjdzie mu hetera!

Brutalność:
Co Puk robisz? Tyś z historii!

Puk:
Troszkę wcześniej wyskoczyłem
I go magią napoiłem…

Brutalność:
Nektarem miłosnym,
Co każdej wiosny…

Puk:
Nie. Trochę inne ma działanie,
Nic złego się mu nie stanie…

Pisarz:
Mam!
Niech dwie pary w tej historii,
W grę pomyłek „Se” zagrają.

Brutalność:
Se?

Puk:
Jej… Uboczny efekt… Przytrafił się.

<Pojawiają się trzy kobiety, kolejno: Helena, Służąca, Hermia. Helena wychodzi przed szereg.>

Pisarz:
Narzeczeni, kochankowie,
Jedna z nich się Hermią zowie,
I jest silna,
I odważna…

<Służąca zajmuje miejsce Heleny>

lub wesoła,
niepoważna,
pełna śmiechu i radości,
co w jej sercu gniazdo mości.

<Hermia zajmuje miejsce Służącej>

Lub zwyczajna,
zwiewna, innym droga,
lecz w miłości jej przeszkoda.
Elf ją porwie…

Puk:
Nie!

<Pisarz rozgląda się>

Pisarz:
Zaczaruje! I wszystko prawie zepsuje!
Bądź więc taka Hermio droga,
Lecz dla Ciebie ma przestroga,
Gdy w historii się zagubię,
To po twoim jest już ślubie.

<Służąca śmieje się>

Herma1:
Idiotko ma droga, to dla niej przestroga,
Zajmuje twe miejsce u boku pół-boga… <spogląda na Lyzandra>

Pisarz:
Dzielny Lyzander, Demetriusz boski, Hermia cudowna i Helena pełna troski…
W boskich Atenach, na dworze świetlistym…
Nie, nie, nie…
W boskich Atenach…
Ech! Muzy! Dajcie sił bym dzięki słowom mym wiecznie żył…
<Pisarz sięga po butelkę>

Puk:
Nie! Za dużo! Jak tworzyć upojonym?
Brutalności pewnie doda… Historii tej pięknej szkoda!

<Brutalność wchodzi na scenę, postacie stają na nowych miejscach. Ateny.>

Brutalność:
Książę Tezeusz, Wielkim zwany, ma rozsądzić spór, w rodzinie zawiązany…
Hermia miłością do Lyzandra gorejąca, została obiecana Demetriuszowi, przez kochającego ojca…
Prawo Ateńskie wyraźnie wskazuje, że w klasztorze kończy kto słowa ojca nie szanuje.
I traci głowę, gdy zbyt długo tak postepuje.
Helena wciąż kocha swego Demetriusza,
Jednak serca jego już jej wdzięk nie wzrusza.

<Służąca upada tuż przy Brutalności>

Helena:
Cóż za służba jest okropna w tych czasach.

Brutalność:
Gdy mój służący w domu się przewróci,
Nie minie minuta nim do szyku wróci.

Lyzander:
Jak tego dokonujesz?

Brutalność:
Nie tak dawno, szkoliłam niewolnika, co charakter miał małego chochlika.
Więc obcięłam mu palec, jeden lub dwa, i zagroziłam śmiercią, ot taka gra.
Rozebrałam do naga, przypięłam do konia, wśród cierni i skał nie zgrywał gamonia.
Przypiekłam mu rany, natarłam je solą, to był ostatni raz gdy złamał swe słowo.

Demetriusz:
Imponujące.

Pisarz: <wyrywa kartkę, Brutalność zamiera, odrzuca butelkę>
Nie! Nie! Stop!
Muszę tworzyć z serca, precz z trucizną! Nie oszpecę serca blizną!

<Puk mruga porozumiewawczo>

Brutalność:
Hermia i Lyzander opuszczają Ateny,
By w gaju zacisznym ukryć swe problemy…

Puk:
W tym samym czasie,
W elfów królestwie,
Królowa Tytania i Oberon Król,
Trwają w złej waśni,
Jak uparty wół.
Poszło o pazia, ulubieńca króla,
Tytania, niezwykle nieczuła, wykradła grajka i w borze ukryła…

Brutalność:
Król więc po Puka posłał pośpiesznie,
By zdobył kwiat o mocy grzesznej,
Sok jego jak Amor zsyłał miłość prędką,
Na tego kogo ofiar elfa ujrzy pierwszego.

Szantaż Tytani i inne zabawy,
Oberon miał również poważne sprawy.
Demetriusza z Heleną polecił swaty
I miłość pragnął ułatwić Hermii pięknej,
Bo Lyzander kochał ją wiernie.

<Puk wbiega na scenę>

Puk:
Darmo szukam, darmo lecę,
Ateńczyka nie ma w borze,
Na którego bym powiece
Sprawdził, co ten kwiatek może.
Lecz co widzę?

<Puk ukrywa się>

Lyzander:
Mdlejesz znużona, po tym błądząc lesie,
A ja ci wyznam, że zgubiłem drogę;

Hermia:
Dobry Lyzandrze, idź spocząć na stronie;
Ja na tych kwiatach złożę moje skronie.

Puk:
Biedne dziecko spać nie śmiało
Przy swojego kata boku.
Kładę teraz na twym oku
Siłę czarów moich całą.
Odtąd wzdychaj, kochaj stale,
Niech od ócz twych sen ucieka.
Zbudź się, skoro się oddalę,
Bo Oberon na mnie czeka.

<Demetriusz i Helena wchodzą na polanę>

Demetriusz:
Przestań daremną dręczyć mnie pogonią!

Helena:
Chcesz samotną zostawić mnie w tym lesie?

Demetriusz:
Krok jeden dalej zgubę Ci przyniesie. Hermia!

<Lyzander budzi się, dostrzega Helenę, Demetriusz wychodzi>

Lyzander (nieprzekonująco):
Dla ciebie w ogień rzucę się, o droga
Heleno! Cudem natury stworzona,

Pisarz <przerywa pisanie>:
Kocha ją szalenie, tylko o niej marzy.

Lyzander (z pasją):
Serce twe widzę na wskróś twego łona.
Gdzie jest Demetriusz? Ach, z jaką rozkoszą
Tę darń krwią jego ręce moje zroszą!

Helena:
Lyzandrze, ta ci groźba nie przystoi.
Cóż, że do Hermii marnie wzdycha twojej?

Lyzander:
O nie, nie dosyć! Ze łzą żalu w oku
Liczę dnie przy jej przenudzone boku.
Nie Hermii pierś ta, lecz Heleny szuka:
Któż za gołębia nie oddałby kruka?

<Odchodzą w przeciwne strony>

Lyzander:
Demtriusz ją, nie Ciebie kocha!

Brutalność:
I przyszły kłopoty, on kochał inną,
A inny kochał ją, bo nie tylko Puk w swe ręce czary wziął.
Błądzili po lesie zgubieni wzajemnie,
Demetriusz Heleny, nie Hermii już szukał,
A serce Lyzandra Heleny się stało.

Puk:
Lecz kłopotów nie było tam mało,
Tytania, do osła, przez kwiat poczuła miłość,
Jednak w tym czasie na to miejsca nie ma,
Bo oto spotyka Helena wielbiciela.

<Wchodzi Helena, Lyzander i Demetriusz>

Demetriusz
Heleno, nimfo, aniele uroczy,
Z czymże porównać zdołam twoje oczy?
Kryształ jest błotem. Co pokus zuchwałych
W twych ust dwóch wiśniach całunkom dojrzałych!
Niech ich dotknięciem usta me poświęcę.

Lyzander:
Zbyt, Demetriuszu, jesteś skamieniały.
Wszak kochasz Hermię, ja ci bez wahania
Mych odstępuję praw do jej kochania,
A ty znów przestań myśleć o Helenie,
Kocham ją bowiem na wieki, szalenie.

Helena
Jeszcze marniejszych słów nigdy szyderca
Nie wyrzekł.

Demetriusz
Hermię z całego ci serca
Daję, Lyzandrze.

Lyzander
Jeślim kiedy wiarę
Mógł jej przysięgać, dzieje to już stare;
Serce me tylko gościem u niej było,
Dziś do Heleny, do domu, wróciło
I tam zostanie.

Demetriusz
Heleno, on kłamie.

Lyzander
Nie bluźń uczuciom, gdyś pojąć nie w stanie,
Lub ciężko za to skarci cię to ramię.
Ale patrz, twoje budzi się kochanie.

<Hermia budzi się.>

Hermia
Jeżeli ciemność świat oku zamyka,
Dźwięk tym potężniej do ucha przenika,
Ucho sprowadził twych słów dźwięk uroczy.
Czemuś mnie odbiegł w samotnej ustroni?

Lyzander
Nie może zostać, kogo miłość goni.

Hermia
Jakaż cię miłość od mojego łona
Mogła oderwać?

Lyzander
Miłość nieskończona,
Piękna Helena, przy której spojrzeniu
Blednieją gwiazdy na niebios sklepieniu.
Czyż ci odejście me nie pokazało,
Że bić dla ciebie serce to przestało?

Hermia
To żart, Lyzandrze, twym słowom nie wierzę.

Helena
I ona z nimi zawarła przymierze!
Widzę, że sobie przyrzekli wzajemnie
Okrutnym żartem gorzko szydzić ze mnie.
Niedobra Hermio, niewdzięczna dziewico!
Miałażeś serce sprzysięgać się z nimi,
I pośmiewiska robić mnie ofiarą?

Hermia
Jak mnie namiętne słowa twoje dziwią!
Nie ja to ciebie, ty mnie raczej krzywdzisz.

Lyzander:
Precz stąd, murzynko!
Gdym Ci przysięgał nie miałem rozsądku.

Hermia
Słów twoich myśli nie pojmuję wcale.

Helena
Wytrwaj do końca. Poglądaj żałośnie,
A drwinkuj ze mnie, kiedy się odwrócę.

Lyzander:
Heleno, ja cię kocham, na me życie!
To życie, którem chętnie gotów stracić,
By kłamstwo zadać temu, który mówi,
Że cię nie kocham.

Demetriusz
On nigdy nie zdoła
Jak ja cię kochać.

Lyzander
Jeżeli tak mówisz,
Chodź, dowiedź tego.

Demetriusz
I owszem, natychmiast.

<Schodzą ze sceny, pojawia się Puk>

Puk:
Wierzaj mi, królu, to była omyłka.

Oberon <głos pisarza>:
Skrzyżować miecze wybiegli szalenie,
Więc leć i wkoło nocy roztocz cienie,
Lyzandra oko zwilż sokiem tych liści,
On mu źrenice z ułudzeń oczyści,
Wzrok mu zwyczajny swoją zwróci siłą,
I ujrzy znowu wszystko, jak wprzód było,
A sprawa cała, za ich rozbudzeniem,
Marnym się tylko wyda im marzeniem,
I wszędzie zgoda zakwitnie znów nowa.

<Pojawia się Brutalność>

Brutalność: Przyszło do walki,
Walki miłości, iluzji i rewii czarów senności.
Szukając się w lesie krążyli jak w tanie.
Puk w gąszczu ich wodził, nęcił jak łanie.

Lyzander:
Gdzie, Demetriuszu, szukać
mam twej głowy?

Puk:
Tu na cię czekam, przyjdź, jestem gotowy.

<Wybiega Lyzander — Wchodzi Demetriusz.>

Demetriusz:
Gdzieżeś, Lyzandrze, tchórzliwe pacholę?
Uciekasz, widzę, fałszywy junaku;
Odpowiedz, w jakim schowałeś się krzaku?

Puk:
Idź za moim głosem,
Tam zobaczymy, kto lepszym jest mężem,
Tam się na koniec z swoim spotkasz losem.

<Wychodzą — Wraca Lyzander.>

Lyzander:
Ciągle wyzywa, a ciągle ucieka,
Idę, gdzie woła, a gdzie on nie czeka;
Skrzydeł mu, widzę, strach pożyczył chyży,
Żadna mnie pogoń do niego nie zbliży,
W nocy na dzikie zagnany bezdroże
Znużone ciało na chwilę tu złożę,
A gdy się słońce na niebie pokaże,
Znajdę zuchwalca i, jak godzien, skarzę.

<Zasypia — Wchodzą: Puk i Demetriusz.>

Puk:
Nigdyż cię, tchórzu, dopędzić nie zdołam?

Demetriusz:
Gdzież jesteś?

Puk:
Tutaj.

Demetriusz:
Daremno czas tracę.
Wszystkie te żarty z lichwą ci zapłacę,
Gdy dzień mi twoją kryjówkę odsłoni.
Na teraz próżnej zrzekam się pogoni,
I na tej zimnej wypocznę darninie;
Lecz odwleczona chłosta cię nie minie.

<Kładzie się i zasypia. — Wchodzi Helena.>

Helena:
Nigdyż się nocy nie doczekam końca,
Bym, pocieszona jasną twarzą słońca,
Mogła uciekać daleko od ludzi,
Których me biedne towarzystwo nudzi?
Przybądź, śnie słodki, niech w skrzydeł twych cieniu
Chwilę o własnym zapomnę istnieniu!

Puk:
Co? Troje tylko? Czwarta przyjdzie skoro,
I złożą piękne dwie pary we czworo.
Zapłakana już nadchodzi.
Ten Kupido, łotr malutki,
Co za męki, co za smutki
W sercach biednych kobiet rodzi!

< Wchodzi Hermia. >

Hermia:
W tej rozpaczliwej, bolesnej podróży,
Oblana rosą, odarta przez głogi,
Iść dalej, czołgać nie mogę się dłużej,
Bo woli służbę wymówiły nogi.
Tu spocznę. Niechaj Lyzandra Bóg strzeże,
Jeśli się szablą zetrą dwaj rycerze!

<Puk czaruje. Pary budzą się i chwytają za ręce.>

Puk:
Zakochani odzyskali miłości prawdziwe,
Demetriusz Helenę…

Brutalność:
A Lyzander Hermię,
Uczucie ich wielkie rozkwitło w tę pełnię,
Odzyskali…

Pisarz:
Cudownie!
<zrywa się z miejsca, muzy i reszta cofają się w cień>
Czuję nieśmiertelność! Nieśmiertelność tworzę…

Puk:
Królu?

Pisarz:
Co? Ktoś tu jest?
Przepraszam, porwać się dałem. Pisałem.

Puk:
Królu, byłeś w swoim królestwie.

Pisarz:
O czym ty mówisz? Pracowałem, władcą nie jestem.
To biurko jest tylko moim królestwem.

Puk:
Twórczość, królu, to królestwo, w którym ten cesarzem kto i parobkiem.

Puk i Muzy:
A teraz śnij. <Puk pstryka, Pisarz zasypia>
Zaśnij w swym śnie…

Puk:
Jeśli was nasze obraziły cienie,
Pomyślcie tylko (łatwe przypuszczenie),
Że was sen zmorzył, że wszystko, co było,
Tylko uśpionym we śnie się marzyło.
A jak Puk jestem i człowiek uczciwy,
Jeżeli dzisiaj dość będę szczęśliwy,
Że spod języka wężów wyjdę zdrowy,
Niedługo utwór przyniesiem wam nowy,
Albo na zawsze Puk kłamcą zostanie.
Teraz dobranoc! panowie i panie.
Jeżeli łaska, dajcie nam oklaski.

KONIEC


SEN Część I
SEN Część II

Mam nadzieję i szczere życzenie, że, drogi czytelniku, dotarłeś aż tutaj (bez przyśpieszonego przewijania strony)! Z góry dziękuję :D.



Awatar użytkownika
Linandil
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 05 lut 2018, 21:03
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Sen

Postautor: Linandil » czw 22 mar 2018, 20:34

Nie najgorzej, z ciekawością się to czytało



Awatar użytkownika
Rozental
Pisarz domowy
Posty: 68
Rejestracja: czw 31 sie 2017, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Sen

Postautor: Rozental » pt 25 maja 2018, 00:59

Wydaje mi się, że za dużo jest tu Szekspira, żebyś mógł to nazwać swoim tekstem. Poza tym, jeśli interesujesz się dramaturgią na poważnie i teatrem, polecam zorientować się w tekstach na temat praktyki "przepisywania" klasyków. Tu polecam: http://www.teatr-pismo.pl/przestrzenie- ... ychodrama/ i jest wiele innych ciekawych tekstów w tym temacie.




Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość