Obrazek Weryfikatorium

Imię róży - Umberto Eco

Czyli moja miłość literacka.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4524
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Rubia » wt 14 sty 2020, 01:55

Do „Imienia róży” podchodziłam jak pies do jeża. Głównie dlatego, że wcześniej czytałam stricte badawcze prace Umberta Eco. „Pejzaż semiotyczny” jako lektura obowiązkowa był u nas na wydziale postrachem wszystkich doktorantów, natomiast zbiór artykułów „Sztuka i piękno w średniowieczu”, wbrew atrakcyjnemu, wiele obiecującemu tytułowi oferował jedynie kilka suchych studiów o pojmowaniu piękna przez teologów tomistycznych. Bardzo ograniczony zakres nawet dla kogoś, kto średniowieczem zajmuje się na co dzień.


Powieść napisaną przez wybitnego profesora uniwersytetu w Bolonii postanowiłam potraktować więc jak ciekawostkę. Skoro sam autor zarzekał się w wywiadach, że cóż, taki kaprys przyszedł mu do głowy pewnego dnia, miał ochotę zamordować mnicha…


Rzeczywistość literacka okazała się wcale nie taka prosta.


Na skrzydełku obwoluty kolejnego już polskiego wydania powieści można przeczytać: Jest rok 1327, w opactwie benedyktynów [we Włoszech] dochodzi do serii morderstw. Rozwiązania ich zagadki podejmuje się Wilhelm z Baskerville, franciszkanin. Jego dochodzenie przypomina śledztwa Sherlocka Holmesa. Świat, w którym działa, jest labiryntem tajemniczych znaków.


Tak pisze wydawca. Eco natomiast przekonuje czytelnika, że jedynie opracował i przygotował do druku średniowieczny manuskrypt, którego autorem jest zakonnik Adso z Melku. Jako młodociany nowicjusz towarzyszył Wilhelmowi w jego misji, pod koniec życia zaś spisał swoje wspomnienia. Historii „odkrycia” owego rękopisu oraz próbom ustalenia, czy Adso jest postacią historyczną, Eco poświęcił cały wstęp.


Od początku widać, że autor puszcza oko do czytelników. Struktura powieści wcale nie przypomina średniowiecznych kronik, chociaż też nie jest ewidentnie współczesna. Całość tekstu została podzielona na siedem dni (ile czasu trwało stwarzanie świata? Co się działo siódmego dnia?). Każda część jest uporządkowana zgodnie z układem godzin kanonicznych, organizujących we wspólnocie zakonnej przebieg dnia: Jutrznia, Lauda, Pryma i tak aż do Komplety. A potem nadchodzi Noc. Noc, kiedy też bardzo dużo się dzieje.


A co się właściwie dzieje, wyjaśniają króciutkie wstępy, zaczynające każdą z godzin: Dzień pierwszy. Pryma. Kiedy to docieramy do stóp opactwa i Wilhelm daje dowód wielkiej przenikliwości. Dzień czwarty. Lauda. Kiedy to Wilhelm i Seweryn badają zwłoki Berengara i spostrzegają czarny język, co jest osobliwe u topielca. Dzień piąty. Nona. Kiedy to wymierza się sprawiedliwość i dręczy nas kłopotliwe uczucie, że nikt nie ma racji. Można czytać ten spis treści jak streszczenie, a na końcu nadal wiedzieć niewiele: Dzień siódmy. Noc. Kiedy to dochodzi do pożogi i z powodu nadmiaru cnoty górę biorą siły piekła. Sredniowieczne opactwa niechętnie ujawniają swoje tajemnice, a autor „Imienia” znakomicie potrafił to wykorzystać…


W swojej podstawowej warstwie „Imię róży” jest kryminałem, zbudowanym według klasycznych wzorców. Fabuła jednak szybko zaczyna się rozrastać i komplikować, do pytań o to, kto i dlaczego zabija kolejnych mnichów, dołącza się intrygująca sprawa klasztornej biblioteki. Dlaczego dostęp do niej ma jedynie ojciec bibliotekarz, natomiast inni zakonnicy nawet nie wiedzą – a może tylko udają, że nie wiedzą - w której części opactwa mieszczą się te sale? Kto i z jakich powodów ukrył wejście do nich? W klasztorze funkcjonuje skryptorium, gdzie zakonnicy przepisują książki, lecz co tak naprawdę zawiera księgozbiór gromadzony przez wieki?


Biblioteka jest wielkim labiryntem, znakiem labiryntu świata. Wchodzisz i nie wiesz, czy stamtąd wyjdziesz. Nie należy przekraczać Słupów Herkulesa…


Dociekania Wilhelma z Baskerville umacniają go w przekonaniu, że seria morderstw wiąże się tym, co kryje biblioteka, lecz rozwikłanie tajemnicy ciągle się oddala. Kiedy zaś do opactwa przyjeżdża grupa dostojników kościelnych i teologów (wśród nich Michał z Ceseny, wybitny teolog oraz Bernard Gui, inkwizytor – postaci historyczne) na od dawna zapowiadaną dysputę o ubóstwie Chrystusa – punkt ciężkości fabuły przesuwa się w stronę spraw daleko wykraczających poza zagadkę kryminalną. Bo to właśnie uczestnictwo w dyspucie było powodem, dla którego również Wilhelm z Baskerville kilka dni wcześniej pojawił się w klasztorze. Zbrodniami zajął się poniekąd "przy okazji", jako osoba nie należąca ani do tego konwentu, ani nawet do zakonu benedyktynów, a zatem - całkowicie bezstronna. Po karczemnej awanturze kończącej pierwszy dzień wymiany poglądów, kolejne morderstwo wydaje się jednak mało ważne wobec odkrycia, że wśród zakonników znaleźli schronienie członkowie heretyckiej sekty, zdecydowanie zwalczanej przez Kościół…


I tutaj dotykamy drugiej warstwy „Imienia”: to jest bardzo dobra powieść historyczna. Bardzo dobra, gdyż jej bohaterowie nie są ludźmi współczesnymi, ubranymi w średniowieczne kostiumy. Czas akcji i postacie wymyślone przez Eco idealnie do siebie pasują. Dlatego porównania Wilhelma z Baskerville do Sherlocka Holmesa są złudne, co najwyżej mogą dotyczyć ustaleń, że topielec w rzeczywistości umarł od trucizny albo odnoszą się do odkrycia, kto i jaką drogą przeprowadza nocami do klasztoru kobiety z pobliskiej wioski. Ludzie u Eco jednak zdarzenia traktują jak znaki, nadają im sens eschatologiczny, do morderstw starają się dopasować cytaty z Apokalipsy św. Jana. Bo śmierć jest nie tylko śmiercią, lecz znakiem czasu, zapowiedzią, że wkrótce nadejdą potężne przemiany, które wstrząsną światem. Wilhelm daleki jest od skrajnych uniesień, prowadząc śledztwo szuka wyjaśnień racjonalnych, lecz kiedy zabiera głos w dyskusji, wszystkie jego argumenty wynikają z egzegezy biblijnej. Dysputa o wyrzeczeniu się dóbr przez Chrystusa i o konsekwencjach praktykowania tego ideału może wydawać się nam typowo scholastycznym, jałowym dzieleniem włosa na czworo, ale był to rzeczywisty problem w czasach, gdy po Italii krążyły niemałe, dobrze uzbrojone grupy radykalnych zwolenników ewangelicznego ubóstwa i powszechnej równości.


Gdyby istniał jakiś kanon lektur dla początkujących autorów, którzy chcą pisać powieści historyczne osadzone w historii dawniejszej niż XIX-XX wiek, to właśnie „Imię róży” uznałabym za lekturę obowiązkową. Bo nie jest tak, że „przeszłość to dziś, tylko trochę dalej” albo „przecież wszyscy mamy te same uczucia”. Uczucia pewnie tak, tylko mentalność inną. I właśnie Eco doskonale to wiedział. Cóż, nie na darmo jako badacz przeszłości latami siedział w tekstach z epoki. Miał świetne rozeznanie, jakie sprawy wywołują jakie uczucia :)


Właśnie: teksty z epoki. To jest ten odcień „Imienia”, którego nie wychwyci większość czytelników. Trzecia warstwa powieściowa. W wielu opiniach o książce można przeczytać, że Eco wykorzystuje mnóstwo cytatów z autentycznych ksiąg średniowiecznych. No i z Biblii, oczywiście. To jest nie całkiem prawda. Eco cytatów wykorzystuje niewiele, do tego chyba wszystkie są po łacinie. Ale: w średniowieczu nie znano praw autorskich, pisarze bardzo swobodnie włączali w swoje teksty zdania albo nawet duże fragmenty zaczerpnięte z pism innych autorów, bez zaznaczania, że to cytat (chyba że chodziło o podparcie się jakimś autorytetem typu św. Augustyn czy św. Tomasz z Akwinu, ale to inna sprawa). Te fragmenty noszą nazwę interpolacji. I właśnie tekst „Imienia róży” pełen jest takich zapożyczeń. Historycy – mediewiści z upodobaniem wyszukują: o, Hugo od św. Wiktora. Honoriusz Augustodunensis. Raban Maur. No i Odo opat Cluny, ze swoim paskudnym tekstem wymierzonym w kobiety. Sama trafiłam na dobrze mi znany skądinąd fragment tekstu Bernarda z Clairvaux, w którym ten uczony mąż gwałtownie przeciwstawia się ozdobności i bogactwu w kościołach zakonnych. Oryginał miał formę listu, lecz Eco włożył słowa Bernarda w usta niewidomego, wiekowego mnicha Jorge, który z pasją krytykuje zgubne zamiłowanie do zbytku. Zabrzmiało to doskonale, bo – właściwie, dlaczego nie? Sam św. Bernard też przy jakiejś okazji mógł wygłosić taką filipikę.


Można zapytać: ale jak to wszystko ze sobą współgra? Taka zwykła narracja, że komuś rozbito głowę, kogoś innego utopiono w korycie, i te uczone interpolacje?


Otóż, współgra znakomicie. Eco wykorzystywał źródła łacińskie, które sam tłumaczył (w wydaniu włoskim nie znalazłam żadnych nazwisk tłumaczy). W związku z tym, cała warstwa językowa jest jednorodna. Nie archaizująca (język literacki we Włoszech w XIV wieku to przede wszystkim dialekt toskański, niemożliwy do użycia współcześnie), lecz w taki miły sposób – tradycyjna. To widać też w polskim przekładzie Adama Szymanowskiego.


„Imię róży" jest powieścią złożoną, nie da się ukryć. Ale właściwie tylko ta trzecia warstwa jest cokolwiek hermetyczna. Dwie pierwsze nie powinny sprawiać kłopotu nawet czytelnikom, którzy o średniowieczu wiedzą tyle, co ze szkoły.
Przed opublikowaniem „Imienia” (debiut literacki!) Eco nie był żadnym celebrytą. Fakt, że uniwersytet w Bolonii jest najstarszy w Europie nie oznacza, że jego profesorowie są znani jak świat długi i szeroki i trzeba się snobować na czytanie ich utworów literackich. Zawodowa pozycja autora mogła być dodatkowym smaczkiem, przyczyniającym się do rozgłosu powieści, lecz gdyby nie jej rzeczywiste walory fabularne, pozostałaby tym, za co ją uważałam przed przeczytaniem: erudycyjną ciekawostką.



Aha: nie całą twórczość Umberto Eco zaliczam do MML. Właściwie jeszcze tylko "Baudolino" trafił do mojego serca. Ale to zupełnie odrębny temat :)


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1527
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Gorgiasz » pt 17 sty 2020, 13:35

Czytałem bezpośrednio po ukazaniu się. Sąsiadka pożyczyła mi na jedną noc, rano musiałem oddać; wtedy był szał na tę książkę. Ogarnąłem, ale nie byłem zachwycony. Film był o wiele lepszy i – o ile pamiętam – była to opinia powszechna. Może powinienem przeczytać raz jeszcze.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4661
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Romecki » pt 17 sty 2020, 13:51

Film jest inny, wypreparowuje z powieści i akcentuje mocno wątek kryminalny, reszta jest tylko odległymi tłami. Jest niezły w kategorii "kryminał w historycznych tłach", ale porównanie przypomina trochę zastanawianie się, na ile szkielet wieloryba wyrzuconego na brzeg przypomina tego samego wieloryba, pływającego w oceanie :) (Przy czym, dla jasności - ja go nawet lubię.)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1527
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Gorgiasz » pt 17 sty 2020, 14:48

Na pewno film jest inny, powiedziałbym "bardzo inny", jednak stoi na wyjątkowo wysokim poziomie artystycznym, czego nie można powiedzieć o książce.



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5125
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Navajero » pt 17 sty 2020, 14:57

Ja mam odwrotne wrażenie, książka to coś, film - taki sobie.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2442
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Adrianna » pt 17 sty 2020, 15:36

Rubia, ciekawie się czyta Twoje perspektywę na tę powieść. Można zobaczyć, co z takiej powieści może wyciągnąć człowiek z odpowiednią wiedzą i wrażliwością na pewne rzeczy :) Bo dla mnie "Imię róży" było po prostu tym, co napisał wydawca na obwolucie - Sherlockiem Holmesem w innym garniturku. Wspominam lekturę dobrze - jako wciągającą, barwną, czytającą się lekko. Ale widzę, że poza wierzchnią warstwą wiele z niej nie wyłapałam - czy różnic mentalności czy wagi dysput filozoficznych. Pewnie czytałam za wcześnie... no i wiedzy na pewno mi brakło. Niby czuło się, że autor ma olbrzymią wiedzę i swobodnie buduje detale tła, ale niestety, z perspektywy, wiele ponad samą tą świadomością we mnie nie zostało.
Więc dzięki, że podzieliłaś się swoimi odczuciami :) Może kiedyś wrócę do tej kiążki z większą uwagą.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4524
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Rubia » pt 17 sty 2020, 17:44

Adrianno, takim Sherlockiem Holmesem w innym garniturku, a własciwie w habicie, jest braciszek Cadfael z cyklu Ellis Peters Kroniki brata Cadfaela. :) XII wiek w opactwie benedyktynów w Shrewsbury, śledztwa prowadzi Cadfael, były rycerz i uczestnik wyprawy krzyżowej. Przyjemna, typowo rozrywkowa lektura z porcją wiedzy historycznej. Ponieważ autorka pierwsze tomiki cyklu opublikowała jeszcze zanim Eco napisał "Imię róży", niektórzy z jego krytyków uważają, że pomysł swojej powieści wzorował właśnie na książkach Peters. Różnice są jednak widoczne gołym okiem :)

Film Annauda widziałam, podobał mi się. Ale jako dzieło autonomiczne :) No trudno, pewne niuanse z książki są nieprzekładalne na inne medium. Chocby ta krótka, trzydniowa miłość Adsa do wieśniaczki, którą zobaczył nocą na korytarzu klasztornym. Uboga dziewczyna, sprzedająca się jakiemuś mnichowi za ochłapy z klasztornej kuchni, jawi się zadurzonemu w niej nowicjuszowi jako "dzieweczka piękna i straszna jak wojska porządnie uszykowane". Marzy o niej i karci siebie za swój grzech słowami zaczerpniętymi z pobożnych ksiąg, nie zna języka miłości innego niż uczone cytaty... Tego się nie zobaczy.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 615
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Aktegev » pt 17 sty 2020, 18:45

Rubia pisze:Source of the post takim Sherlockiem Holmesem w innym garniturku, a własciwie w habicie, jest braciszek Cadfael z cyklu Ellis Peters Kroniki brata Cadfaela. :) XII wiek w opactwie benedyktynów w Shrewsbury, śledztwa prowadzi Cadfael, były rycerz i uczestnik wyprawy krzyżowej. Przyjemna, typowo rozrywkowa lektura z porcją wiedzy historycznej. Ponieważ autorka pierwsze tomiki cyklu opublikowała jeszcze zanim Eco napisał "Imię róży", niektórzy z jego krytyków uważają, że pomysł swojej powieści wzorował właśnie na książkach Peters. Różnice są jednak widoczne gołym okiem

Jak to możliwe, Rubio, że w jednym akapicie piszesz o dwóch tytułach, które uwielbiam? <3 :) Ciekawostki, że Eco miałby wzorować się na Peters nie znałam, jednak nawet jeśli, to zupełnie różne książki. Regularnie sięgam po obie, choć z innych względów. A Cadfaela lepiej czytać w oryginale - trochę tłumaczeniem i redakcją (zwłaszcza w pierwszych tomach) zrobiono mu u nas krzywdę, ech.


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4524
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Rubia » sob 18 sty 2020, 01:06

Aktegev, najwyraźniej mamy podobne upodobania czytelnicze :) Nie czytałam cyklu o Cadfaelu po angielsku, lecz zgadzam się: pierwsze części, wydawane przez Phantom Press, nie powalają wysoką jakością edycji. Dość niechlujne są, prawdę mówiąc i do tego rozpadają się w rękach. (Ale nie będę wieszać psów na wydawnictwie, które jako pierwsze opublikowało całe Ziemiomorze) Później wydawanie przejął Zysk, z lepszym chyba skutkiem.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Raptor
Pisarz osiedlowy
Posty: 240
Rejestracja: sob 21 lis 2009, 18:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Podlasie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Imię róży - Umberto Eco

Postautor: Raptor » sob 18 sty 2020, 21:10

Film oglądałem i całkiem mi się podobał więc sięgnąłem po audiobooka... niestety po angielsku ;)
Przesłuchałem pierwszy dzień, ale z uwagi na pokaźną liczbę słów, których nie rozumiałem - bardzo dużo słów, pojęć czy po prostu archaizmów "staroangielskich?" w tekście... na tym skończyłem.
Niemniej wciągnęła mnie narracja, podobała mi się konstrukcja/szkielet fabuły no i cała ta okrasa średniowieczna - więc poprzysiągłem przeczytać w rodzimym języku. Jak tylko znajdę czas... :hm:




Wróć do „MML”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość