Jaś i... (możliwy erotyzm)

1
Bił sobie... Jaś! Ot, taki zwykły, bezmałgośny na razie. Nikogo też nie bił, wcale nie - to po prostu Narrator się pieści. On po prostu BYŁ. Kto? Ano Jaś, jako się źekło. Był, co jest: istniał, w innych słowach. Był sobie też... Narrator! Tak, tak, wepchnął się w treść już wcześniej, nie sądziliście chyba, że przypadkiem? A był on, cóż, taki, powiedzmy, upośledzony trochę. Upośledzenie to zamykało się w jednym prostym fakcie: nie potrafił prowadzić narracji. Czy raczej: prowadzić ZWYKŁEJ narracji. Nie potrafił, biedaczysko. Dowodem na to niechaj będzie rażąca po oczach cecha niniejszego tekstu, jestże on bowiem Narratora dziełem. A wspomniana cecha to: popapranie z pomyleniem. Nic tu nie trzyma się kupy, widzicie, Jaś bił, potem był, teraz go na dodatek NIE MA, jest li Narrator i jego lanie wody jest, i cześć. Tak to wygląda.
Ale to tylko złudzenie. Jaś nie tylko był był... on jest! A nawet obecnie... był. Mało tego - w międzyczasie, za plecami Narratora, zyskał Jaś Małgosię. Czytelnik, co nieco z pewnością o Jasiu wiedząc, wszak sławna to persona, mimo że zwyczajowo jeno z imienia wymieniana, z całą pewnością liczy zatem na zabawną anegdotę. Ba! Na kontrowersję, jakiś wstrząs nawet. Nie zdziwiłyby go też lubieżność i erotyka, wszak Jaś w spółce z Małgosią niejedno już zmalowali. Spółka zresztą może tu być podprogowym komunikatem, temu nikt nie może zaprzeczyć. Czytelnik zatem, już w tym momencie, ma prawo podejrzewać, że właśnie takie czekają go atrakcje, ha! Jaś, niecnota, na pewno da koleżance po garach, i nawet tak patentowany Narra-tfu-orzyna n i e d a r a d y tego spierrr...
Narrator może i by się w świetle tego bronił, może i by się starał, gdyby nie to, że cel swój osiągnął. Jasia już nie ma, Małgosi też nie (choć istnieją oboje), za to za dziewięć miesięcy będzie...

Jaś i... (możliwy erotyzm)

2
Echo drogi.

Tego chyba jeszcze nie było.
Tekst, będący sarkastycznym komentarzem Autora do opinii użytkowników na temat innego tekstu Autora? No nie było. Nie było.
Mnie się to raczej nie podoba. Pierwsza część to troszkę bełkot. Sensu w niej na dwa zdania proste, a stanie na jednej nodze i żonglerka zgniłymi jabłkami nie bardzo mają wytłumaczenie. Paradoksalnie sytuacja z "Groźby" się powtarza, i ja jako czytelnik ponownie zadaje sobie pytanie "po co?". Ano pewnie po to, że autor-narrator inaczej nie może. Musi, inaczej się udusi. Siebie i Jasia, jeszcze przed spółkowymi kontaktami z Małgosią.
Druga część też średnio. Erotyzm w tekście spier***ić najłatwiej i wykładali się na tym już więksi od Ciebie i mnie, więc sens jest nieco chybiony. Miedzywierszowy zarzut, że publika oczekuje tanich podniet i tego właśnie łaknie, koniecznie w prostej, żeby nie napisać "prostackiej" formie, też jakoś do mnie nie trafia. Skojarzenia ze "spółką" są jasne dla dzieci z podstawówki, nie trzeba mieszać do tego sygnalizowania komunikatów podprogowych - nawet w żartach.
Przeczytałem i zapomnę za dziesięć minut. Ale nie uważam tego czasu za stracony, ponieważ "bezmałgośny" jest jedną z fajniejszych zagrywek jakie tu ostatnio widziałem. Szkoda, że w tym tekście jest w swojej fajności osamotniony.

Pozdrowienia,

G.
"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archiwum Miniatur i Drabbli”

cron