Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 765
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: P.Yonk » wt 05 wrz 2017, 23:43

Miniaturka, wprawka - chodzi mi o manipulację czasem, wolno - szybko. Czy potrafię tak kierować uwagą czytelnika. Nadać tempo, lub zwolnić. Późno pisany...

----

Leżał wyciągnięty na poduszce, odpoczywał. Czarny cień, na białym, puchatym, wełnianym prostokącie. Wydawałoby się, że kontrastując tak bardzo barwą, kształtem ale także esencją swego istnienia: z jednej strony bowiem żywe stworzenie, z drugiej martwy przedmiot; tak odległe od siebie rzeczy nie mogą stać się jednością. Ale tak jak dwa końce kija łączą się w przedmiocie kija, jak niebo i ziemia łączą się powietrzem pomiędzy nimi, jak noc i dzień łączą się przemijaniem, następowaniem jednego po drugim - tak nie-oddzielarny był kot i poduszka dopóty, dopóki ten pierwszy nie zechciał istności swojej przenieść w inne miejsce.

I nadeszła w końcu ta chwila, że zechciał. Lecz nie oddzielił się od razu. Na początku otwierając oczy, zezwolił światłu na oczyszczenie umysłu z resztek snu. Następnie powoli, raz jedną, raz drugą łapę wyciągając przed siebie, naprężając grzbiet, zapierając się tylnymi łapami i jednocześnie zwijając i rozwijając puszysty ogon, rozciągał swoje mięśnie tak, jakby zrywał łańcuchy, jakby zrywał się z więzów, którymi spętać go chciała poduszka swoją nieruchomością. Ale to tylko pozory, gdyż to on dzierżył władzę na swoją istotą, i to on zdecydował, by wstać z poduszki. Podniósł się więc i usiadł. Wciągnął nozdrzami powietrze, aby każdy, najsubtelniejszy nawet zapach przeanalizować dokładnie, szczegółowo, żadnego nie pomijając, ale jednocześnie nie poświęcając mu więcej czasu niż na to zasługiwał; bo nawet tutaj nie pozwalał, aby cokolwiek innego, niż jego własna wola, decydowało co ma uczynić za chwilę.

Powoli, leniwie, despacitalnie wręcz, naprzemiennie wybierając raz prawą - przednią i lewą - tylną, potem lewą - przednia i prawą - tylną i tak na zmianę, niby swobodnie i bez celu, ale w rzeczywistości z absolutnym celem, laserowym wręcz skupieniem i stalową wolą przemieszczał się w stronę, gdzie usłyszał znajomy odgłos otwieranej lodówki i doszedł go zapach plastrów szynkowej. Przybył do pomieszczenia, gdzie ludzie zazwyczaj szykowali posiłki. Przekraczając próg, uczynił jeszcze kilka kroków i usiadł po to, by kuchnia i istoty w niej znajdujące, zdążyły zauważyć jego obecność, przyzwyczaić się i zaakceptować - innego wyboru nie miały, prócz pokornej zgody - a on łaskawie im na to pozwolił. Odczekał też wystarczającą ilość czasu, cierpliwie, wiedząc iż ma do czynienia z niezbyt bystrymi stworzeniami - aż człowiek ukorzy się, i wolę swoją zastąpi jego wolą. Gdy to się stało człowiek wiedział już, co ma uczynić. Odciął więc plasterek, starannie, by był w idealnych proporcjach: wagi, rozmiaru, mięsności; a później pochylił się by podać go Jemu. On zaś po dłuższej kontroli, czy aby na pewno wszystkie Jego warunki zostały spełnione, przyjął dar z ręki człowieka, skosztował - czym radość zgotował swoim kubkom smakowym, a później przełknął, aby i wnętrze tej radości mogło posmakować. Gdy zjadł, a widząc że człowiek, spełniając inną Jego potrzebę - potrzebę ładu i czystości w Jego obecności - składał już przedmioty i żywność ze stołu do lodówki i chlebaka - opuścił kuchnię i udał się w miejsce odosobnienia, gdzie nikt nie śmiał zakłócić spokoju kociej wspaniałości.



Biały błysk. Była istotą i światłem. Gdy dotarł do niej dźwięk otwieranej lodówki, wystarczyło ledwie kilka chwil, a już tam była. Jakby czas i przestrzeń nie miały znaczenia. Jeden oddech, lub dwa, nie więcej. Pięć kroków. Błysk w przedpokoju. Człowiek nie zdążył jeszcze zastanowić się, co by tu wyjąć z lodówki, a biała plama już śmignęła między jego nogami. Jeden skok i jest na stole. Stojąc na tylnych łapach, próbuje dosięgnąć rąk człowieka. Wychyla się, macha łapami, balansuje ogonem. “No podaj, podaj, co tak długo?”. Człowiek jeszcze wyciągał produkty, a ona już zdążyła spaść ze stołu i wskoczyć z powrotem. A potem jeszcze raz i jeszcze. Nieugaszony ogień, bystra woda. Płynne światło o rozmytych krawędziach. Nie do uchwycenia. Ale czujna. Ręka człowieka dotknęła plasterka. Czas na zmianę strategii. Uderza swoją łapką w jego dłoń. Raz. Drugi. Piąty. Nie przestanie, dopóki człowiek nie da jej tego czego chce. Ręka przesunęła się w jej stronę ledwie centymetr, lub dwa. Tylko błysk i wędlina już jest jej. Chwilę trwało przeżuwanie i przełknięcie. Nim człowiek sięgnął po drugi, już była przy dłoni. A gdy otrzymała drugi, uciekła. Bo oto pojawił się On, Jego Magnificencja. Jeszcze tylko zdążyła wyrwać z ręki plasterek przeznaczony na kanapkę. Zadowolona wróciła do zabawy na drapaku.



"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: Strach na wróble » śr 06 wrz 2017, 09:33

Czy potrafię tak kierować uwagą czytelnika. Nadać tempo, lub zwolnić

Potrafisz.
Przy czym ten wolny kawałek to nie jest proza. To jest bardzo ciężkostrawna poezja, napakowana zawiłościami językowo-pojęciowymi. Robi się z tego pogranicze grafomani i, excuse moi, womitorium.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Grandel
Umysł pisarza
Posty: 769
Rejestracja: sob 04 mar 2017, 19:26
OSTRZEŻENIA: 3
Lokalizacja: z nienacka
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: Grandel » śr 06 wrz 2017, 10:13

Nie wiem czy potrafisz, ale fragmentami rzeczywiście ciężkstrawny. Np. Zdanie - ...dwa końce kija...


Nie ma rzeczy bar­dziej niewiary­god­nej od rzeczywistości.

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2547
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: Bartosh16 » śr 06 wrz 2017, 12:01

A ja pochylę się nieco bardziej, choć nie jestem pewien, co do sensu tego przedsięwzięcia.

Najpierw ogólnie - pierwszy, dłuższy fragment o czarnym kocie polującym na wędlinę jest hmm... ciężki. Już trzecie zdanie musiałem czytać kilka razy, żeby zrozumieć sens. Uważam się za przeciętnego czytelnika, więc jeżeli chcesz tworzyć dla szerszej grupy odbiorców, to nie możesz tak pisać, bo:
a) mało kto zrozumie,
b) jeszcze mniej osób w ogóle podejmie próbę zrozumienia.

P.Yonk pisze:Wydawałoby się, że kontrastując tak bardzo barwą, kształtem ale także esencją swego istnienia: z jednej strony bowiem żywe stworzenie, z drugiej martwy przedmiot; tak odległe od siebie rzeczy nie mogą stać się jednością.


Nawet nie wiem, co mam powiedzieć.
Konstrukcja zdania, użyte słowa, ich szyk oraz interpunkcja zrobiły tatara z tego, co miało być karkówką po bawarsku w sosie kurkowym. Miałeś myśl, natchnienie, które wsadziłeś w maszynkę do mięsa, przemieliłeś, wstawiłeś kropki i właśnie to mogłem przeczytać.

P.Yonk pisze:Ale tak jak dwa końce kija łączą się w przedmiocie kija


Niezależnie od założenia, prawdziwego sensu, intencji autora to zdanie jest po prostu złe.

P.Yonk pisze: ten pierwszy nie zechciał istności swojej przenieść w inne miejsce


Raczej średniakiem byłem ze słowotwórstwa, ale na pierwszy rzut oka mam wrażenie, iż "istność" wywodzi się bardziej od wyrazu "istny" niż "istnienie" lub "istota". Niech mnie ktoś poprawi.

P.Yonk pisze:I nadeszła w końcu ta chwila, że zechciał


Takie zdanie pasuje bardziej do konferansjera, nie do prozy.

P.Yonk pisze:jednocześnie zwijając i rozwijając puszysty ogon


Nie sądzę, by było możliwe jednoczesne zwijanie i rozwijanie ogona, pomijając fakt, że koty tak nie robią.

P.Yonk pisze:jakby zrywał łańcuchy, jakby zrywał się z więzów


Niefajne zdanie.

P.Yonk pisze:Wciągnął nozdrzami powietrze, aby każdy, najsubtelniejszy nawet zapach przeanalizować dokładnie, szczegółowo, żadnego nie pomijając, ale jednocześnie nie poświęcając mu więcej czasu niż na to zasługiwał;


Brzmi z pozoru dystyngowanie, jednakże nie pasuje mi to do kota. Kot jak usłyszy otwierające się drzwi lodówki, jak poczuje wędlinę zrywa się choćby z najgłębszego snu i mknie do kuchni. Przynajmniej wszystkie koty, które znam, tak robią. Nie zauważyłem, żeby któryś z nich cieszył sensory wonią, i analizował bukiet.

P.Yonk pisze:Powoli, leniwie, despacitalnie wręcz


1. Despacito znaczy po hiszpańsku "powolutku", więc masz tautologię.
2. Jeśli trzymać się pewnych zasad językowych, "despacitalnie" wychodzi na niezły łamaniec logiczno-semantyczny.
3. Sama piosenka wywołuje mieszane uczucia u odbiorców, więc osobiście nie poważyłbym się na użycie takiego słowa.

P.Yonk pisze:kuchnia i istoty w niej znajdujące, zdążyły zauważyć jego obecność,


W jakim sensie kuchnia ma zauważyć jego obecność? I po co?

P.Yonk pisze:niby swobodnie i bez celu, ale w rzeczywistości z absolutnym celem, laserowym wręcz skupieniem i stalową wolą


Sporo określników. Nie każdy rzeczownik w zdaniu musi takowy mieć.

P.Yonk pisze:Odczekał też wystarczającą ilość czasu, cierpliwie, wiedząc iż ma do czynienia z niezbyt bystrymi stworzeniami - aż człowiek ukorzy się, i wolę swoją zastąpi jego wolą


A to zdanie, mimo kulawości, nawet mi się podoba :) w punkt.

P.Yonk pisze:przyjął dar z ręki człowieka, skosztował - czym radość zgotował swoim kubkom smakowym, a później przełknął, aby i wnętrze tej radości mogło posmakować


Jeżeli chcemy trzymać się rzeczywistości, to muszę zdementować - koty nie kosztują, nie delektują się, nie rozkoszują, wpieprzają natomiast, a prędkość wpieprzania jest wprost proporcjonalna do głodu, jaki odczuwają. Jeżeli im smakuje, o ile można to tak nazwać, to mruczą w trakcie konsumpcji.
Tak, będziesz miał pretensje, że przysadzam się do takich bzdetów, ale mimo wszystko i bzdety bywają istotne.

P.Yonk pisze:Chwilę trwało przeżuwanie i przełknięcie


Koty nie przeżuwają, a jedynie gryzą i łykają.

Sporo baboli. Chcesz coś napisać, wiesz, co chcesz napisać, ale kiedy przychodzi co do czego, wychodzi to średnio. Jakbyś chciał przygotować kolację i miał przepis, ale wychodzi z tego klops, bynajmniej niesmaczny. Jest dużo pracy.

PS.:

[quote="Strach na wróble]Robi się z tego pogranicze grafomani i, excuse moi, womitorium.[/quote]

Excuse moi, ale womitorium to przejście w starożytnym amfiteatrze, a nie rzygownia, o którą Ci zapewne chodziło.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 765
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: P.Yonk » śr 06 wrz 2017, 19:10

Strach na wróble, Rumcajs, Bartosh16, Dziękuję Wam za poświęcony czas: na przeczytanie i komentarz. Tobie Bartosh16 szczególnie, bo włożyłeś w komentarz większy wysiłek. Dzięki.
Bartosh16 pisze:Source of the post nie jestem pewien, co do sensu tego przedsięwzięcia.
- auć... zabolało :D
Należy Wam się wyjaśnienie na początku:
1. Ten wpis jest formą żartu. Bawię się zdaniami i słowami.
2. Opisuję istniejące stworzenia - mam u siebie dwa koty: dystyngowanego Malina, który co prawda nie jest czarny, tylko czarny w białe łaty, lub odwrotnie...ale jego zachowanie było bazą dla pierwszej części; i Wisienkę z ADHD, której wszędzie pełno, zawsze pierwsza - tyle że szara, pręgowana.
3. Malin prawdopodobnie zachowuje się tak z ostrożności raczej, ale i temperamentu - jednak skojarzenia z jakimś majestatem przychodzą same, i bez wyjątku każdemu, kto go widział. Stąd próba wejścia w metafizykę do opisu jego zachowania, niż zwykłego opisu wrażeń zmysłowych...

A teraz szczegółowo:
Bartosh16 pisze:
P.Yonk pisze:Wydawałoby się, że kontrastując tak bardzo barwą, kształtem ale także esencją swego istnienia: z jednej strony bowiem żywe stworzenie, z drugiej martwy przedmiot; tak odległe od siebie rzeczy nie mogą stać się jednością.
Nawet nie wiem, co mam powiedzieć.
Konstrukcja zdania, użyte słowa, ich szyk oraz interpunkcja zrobiły tatara z tego, co miało być karkówką po bawarsku w sosie kurkowym. Miałeś myśl, natchnienie, które wsadziłeś w maszynkę do mięsa, przemieliłeś, wstawiłeś kropki i właśnie to mogłem przeczytać.
- tu mnie masz, może tak by było lepiej:
Wydawałoby się, że kontrastując tak bardzo barwą i kształtem, ale przede wszystkim esencją, czyli istotą swego istnienia, tak odległe od siebie byty nie mogą stać się jednością. Z jednej strony mamy bowiem żywą istotę, z drugiej przedmiot bez życia.
i dalej z kijem: Ale jak dwa końce kija, analizowane oddzielnie, zdają się być czymś różnym od siebie, to przecież nie są! Są jednością w przedmiocie kija.
Bartosh16 pisze:Source of the post Takie zdanie pasuje bardziej do konferansjera, nie do prozy.
- efekt zamierzony, wziąwszy pod uwagę, że cały świat... co tam, cały Wszechświat fizycznie i metafizycznie kręci się wokół czarnego kota, to jakikolwiek opis jego działań, staje się komentowaniem. :)
Bartosh16 pisze:Source of the post W jakim sensie kuchnia ma zauważyć jego obecność? I po co?
- w sensie metafizycznym oczywiście. Bo on jest w centrum wszystkiego, a wszystko orbituje wokół niego...
Bartosh16 pisze:Source of the post Sporo określników. Nie każdy rzeczownik w zdaniu musi takowy mieć.
- chyba, że chcę podkreślić wagę podmiotu?
Bartosh16 pisze:Source of the post Jeżeli chcemy trzymać się rzeczywistości, to muszę zdementować - koty nie kosztują, nie delektują się, nie rozkoszują, wpieprzają natomiast, a prędkość wpieprzania jest wprost proporcjonalna do głodu, jaki odczuwają. Jeżeli im smakuje, o ile można to tak nazwać, to mruczą w trakcie konsumpcji.
Tak, będziesz miał pretensje, że przysadzam się do takich bzdetów, ale mimo wszystko i bzdety bywają istotne.

to zdanie (które komentujesz) też mi się nie podoba... i masz rację, nie żują. Czasem - podobnie jak ze zwijanym i rozwijanym ogonem - brakuje mi szczegółów w obserwacji, i je sobie dopowiadam... W przypadku tego konkretnego kota, ogon zachowuje się jak oddzielny byt, przepływając z lewej na prawą... :)
Bartosh16 pisze:
P.Yonk pisze:Powoli, leniwie, despacitalnie wręcz

1. Despacito znaczy po hiszpańsku "powolutku", więc masz tautologię.
2. Jeśli trzymać się pewnych zasad językowych, "despacitalnie" wychodzi na niezły łamaniec logiczno-semantyczny.
3. Sama piosenka wywołuje mieszane uczucia u odbiorców, więc osobiście nie poważyłbym się na użycie takiego słowa.
-
ad 1 - efekt zamierzony - jak w krzywym zwierciadle. Zwierzęco tak, wręcz animalnie... ;)
ad. 2 - dokładnie - podobnie jak
P.Yonk pisze:nie-oddzielarny
... choć to drugie mnie się już nie podoba... a miało być tak zabawnie...
ad. 3 - dokładnie o to mi chodziło! Prowokacyjnie :D - choć może niezręcznie...
Bartosh16 pisze:Source of the post Raczej średniakiem byłem ze słowotwórstwa, ale na pierwszy rzut oka mam wrażenie, iż "istność" wywodzi się bardziej od wyrazu "istny" niż "istnienie" lub "istota". Niech mnie ktoś poprawi.
- no to poprawiam: https://synonim.net/synonim/istno%C5%9B%C4%87

No szkoda że nikt nie komentował drugiej części. Dla porównania... :D
Dzięki


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4567
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: ithilhin » śr 06 wrz 2017, 21:39

Leniwa pierwsza część moim zdaniem fajnie oddaje kocią naturę, chociaż patos nie jest aż tak potrzebny. Zdania są do poczyszczenia, bo da się prościej, nie tracąc "kociego ducha". Zdanie z kuchnią i obecnością - pomysł świetny.
Ogólnie wprawka ciekawa i jako ćwiczenie udana, pod warunkiem, że popracujesz nad zdaniami ;)


P.Yonk pisze:Source of the post No szkoda że nikt nie komentował drugiej części. Dla porównania..


W drugiej części imho wyszło mniej kocio. Są źle dobrane słowa typu produkty czy przeżuwanie - połknęłaby i tyle ;) I końcówka do poprawy.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 765
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: P.Yonk » śr 06 wrz 2017, 21:44

Dzięki bardzo
No i to daje jakiś obraz miejsca gdzie jestem... Dzięki


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2547
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: Bartosh16 » czw 07 wrz 2017, 14:27

Co do "istności" - zwracam honor.

Dodam jeszcze, że na plus odwaga - nie boisz się wchodzić w pewne rejony, gdzie ja np. bym nie zapuszczał nawet myśli, ponieważ gdy piszę, jakaś część mnie przygotowuje linię krytyki, jaka na mnie spłynie. Być może wyjdzie z tego coś dobrego, być może wywołasz trzecią wojnę światową - nie wiem, ale jeśli przestaniesz, to się nie dowiemy.

Co do "Despacito" - mały off top. Ludzie najpierw jarają się piosenką, a to działa jak podsycanie ognia. Następnie ów ogień radośnie hula po pasmach lwiej części stacji radiowych z częstotliwością tak intensywną, że nieznośną. Potem ci sami ludzie mają danego utworu dość. Hola, hola - sami jesteście sobie winni, tak?
Jeśli zaś chodzi o poprawność językową słowa "despacitalnie"... tutaj zachodzi coś, co nazwałbym podwójnym przysłówkiem. "despacito" czyli "powolutku" jest samo w sobie przysłówkiem, a Ty dodatkowo po spolszczeniu nadajesz temu ponownie formę przysłówka. Nie mogę z całą pewnością określić poprawności lub niepoprawności, uważam jedynie, iż należałoby się nad tym pochylić.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 765
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: P.Yonk » czw 07 wrz 2017, 22:41

Bartosh16, dzięki
Jeśli chodzi o "despacito" - "despacitalnie" - to użyłem słowa specjalnie, skorzystałem z okazji, że piosenka stała się na tyle popularna, że już każdy wie co znaczy "despacito", i użyłem formy powszechnie wykorzystywanej w języku polskim przy wprowadzaniu obcych słów: animalnie, makabrycznie, infantylnie, patetycznie... ;)


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: Natasza » pt 08 wrz 2017, 12:06

Po przeczytaniu :
rozgrywasz "tempo" w słowach, jakbyś bał się, ze czytelnik nie zauważy (i chyba nie zauważy), a nie masz dynamiki obrazowania - wolno i szybko jest bez rytmu (albo poza rytmem), narrator "nie myśli " rytmem

Added in 2 minutes 1 second:
Najpierw - powoli - jak żółw – ociężale,
Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha,
Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 765
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Czarny i Biała - (miniaturka, wprawka)

Postautor: P.Yonk » ndz 10 wrz 2017, 12:29

Niech to... Jeszcze raz. Wersja druga - drugie podejście. Nie zrezygnowałem ze słów-żartów, ani z odniesień do metafizyki. Starałem się na tyle uprościć zdania, żeby dało się je odczytać na głos nie tracąc oddechu, ani wątku... mam nadzieję.

----------------------

Leżał wyciągnięty na poduszce, odpoczywał. Czarny cień, na białym, puchatym, wełnianym prostokącie. Wydawałoby się, że kontrastując barwą, kształtem, esencją swego istnienia, tak odległe byty nie mogą stać się jednością. Ale jak noc i dzień, mrok i blask, cisza i łoskot, narodziny i śmierć tworzą pary, choć pozornie się różnią - tak nie do oddzielenia był kot i poduszka dopóty, dopóki ten pierwszy nie zechciał istności swojej przenieść w inne miejsce.


Gdy podjął decyzję, że chce, to nie oddzielił się od razu. Na początku otwierając oczy, zezwolił światłu na oczyszczenie umysłu z resztek snu. Następnie powoli rozciągał swoje mięśnie. Najpierw jedną łapę wyciągnął przed siebie - potem drugą - naprężył grzbiet - zaparł się tylnymi łapami i jednocześnie wyprężył puszysty ogon. Zerwał niewidzialne więzy, którymi spętała go poduszka. Skarcił ją swymi pazurami. Podniósł się i usiadł. Rozejrzał uważnie dookoła. Wciągnął nozdrzami powietrze aby każdy, najsubtelniejszy nawet zapach, przeanalizować dokładnie, szczegółowo, żadnego nie pomijając, ale jednocześnie nie poświęcając mu więcej czasu, niż na to zasługiwał. Bo nawet przy tak podstawowych czynnościach nie pozwalał, by cokolwiek innego niż wola własna, kierowała jego uwagą.


Nieśpiesznie - leniwie - despacitalnie wręcz - wybierając raz prawą-przednią i lewą-tylną, potem lewą-przednią i prawą-tylną i tak na zmianę, naprzemiennie, niby swobodnie i bez celu, ale w rzeczywistości z absolutną świadomością celu - ze skupieniem, które mnisi tybetańscy ćwiczą dziesiątkami lat - i żelazną wolą, przemieszczał się w stronę, z której usłyszał znajomy odgłos otwieranej lodówki i skąd dochodził zapach plastrów szynkowej. Przybył do pomieszczenia, gdzie ludzie zazwyczaj szykowali posiłki. Przekraczając próg, uczynił jeszcze kilka kroków i usiadł po to, by kuchnia i znajdujące się w niej istoty zdążyły zauważyć jego obecność, przyzwyczaić się i zaakceptować. Innego wyboru nie miały, prócz pokornej zgody, a on łaskawie im na to pozwolił. Odczekał też cierpliwie wystarczającą ilość czasu, wiedząc iż ma do czynienia z niezbyt bystrymi stworzeniami, aż człowiek ukorzy się i wolę swoją zastąpi jego wolą. Gdy to się stało - człowiek wiedział już, co ma uczynić. Odciął więc plasterek starannie, by był w idealnych proporcjach: wagi, rozmiaru i mięsności. A później pochylił się, by podać go Jemu. On zaś, po dłuższej kontroli organoleptycznej uznał, że wszystkie Jego warunki zostały spełnione. Przyjął więc dar z ręki człowieka. Rozdzierał na kęsy i przełykał. Gdy zjadł ostatni - a widząc, że człowiek, spełniając inną Jego potrzebę (potrzebę ładu i czystości w Jego obecności), składał już przedmioty i żywność ze stołu do lodówki i chlebaka - opuścił kuchnię i udał się w miejsce odosobnienia, gdzie nikt nie śmiał zakłócić spokoju kociej wspaniałości.


***

Biały błysk. Istota światła. Na dźwięk otwieranej lodówki, zerwała się do biegu. Wystarczyła ledwie chwila, a już tam była. Nie ważne co by robiła i gdzie. Jakby czas i przestrzeń nie miały znaczenia. Jeden oddech, lub dwa, nie więcej. Pięć kroków. Błysk w przedpokoju. Śmignęła biała plama między nogami człowieka. Jeden skok i jest na stole. Stanęła na tylnych łapach i sięga do rąk człowieka. Wychyla się, macha łapami, balansuje ogonem. “No podaj, podaj, co tak długo?”. Człowiek jeszcze wyciągał produkty, a ona już zdążyła spaść ze stołu i wskoczyć z powrotem. A potem jeszcze raz. I jeszcze. Nieugaszony ogień, bystra woda. Płynne światło o rozmytych krawędziach. Nie do uchwycenia. Ale czujna. Ręka człowieka dotknęła plasterka. To znak. Uderza swoją łapką w jego dłoń. Raz. Drugi. Piąty. Aż człowiek dał jej czego chce. Tylko błysk i wędlina już jest jej. Wydarła kęs i łyk. Raz i dwa i było po nim. Zanim człowiek sięgnął po drugi, już była przy dłoni. A gdy go otrzymała, uciekła. Bo oto pojawił się On, Jego Magnificencja.



"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"


Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość