Siedziby przodków - niekoniecznie własnych

Czyli inspiracje podróżniczo literackie

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3304
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
Płeć: Kobieta

Siedziby przodków - niekoniecznie własnych

Postautor: Rubia » czw 10 gru 2015, 08:58

Kurna chata, modrzewiowy dworek, malowany dwór, pałac z oficynami na planie podkowy, zamczysko na wzgórzu - rozmaicie się niegdyś mieszkało. Warto odwiedzać takie miejsca, a to, co można obejrzeć obecnie, uzupełnić wyobraźnią: jak mogły wyglądać warunki życia tych, którzy wznosili te budowle? Dalibyśmy radę wytrzymać? Odnaleźlibyśmy się w tych ścianach i czasach?

Na początek - coś z epoki dość odległej, lecz nadal działającej na wyobraźnię: Siedlęcin nad Bobrem, niedaleko Jeleniej Góry. Wieża mieszkalna z XIV wieku, leżąca na terenie dóbr Piastów linii świdnicko-jaworskiej, odsprzedana w 1368 r. rodowi rycerzy von Redern. Dlatego nazywana wieżą rycerską albo książęcą. Cztery kondygnacje, dwie pierwsze gospodarcze, dwie wyższe - mieszkalne. W sali reprezentacyjnej - duży zespół malowideł ściennych z lat 40. XIV wieku. Tematyka różnorodna: pary żywych i zmarłych, święty Krzysztof, a także cykl scen rycerskich z historią Lancelota z jeziora - ciekawy przykład znajomości na Śląsku legend arturiańskich. Odkryte spod warstwy pobiały pod koniec XIX wieku, malowidła zostały źle zrekonstruowane, np. postacie kobiece przerobiono na męskie, co uniemożliwiało przez długi czas prawidłowe odczytanie tematyki scen. Obecnie przywrócono stan pierwotny, na tyle, na ile to jest w ogóle możliwe w takim przypadku.

Wokoło brak jest zabudowań gospodarczych z czasów, kiedy wznoszono wieżę, tak więc obraz codziennego bytowania zamożnego rycerza czy nawet pomniejszego książątka w jego siedzibie musielibyśmy sobie uzupełniać imaginacją, ale i tak warto tam pojechać. Coś dla miłośników Sapkowskiego i jego trylogii husyckiej.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Petro
Pisarz osiedlowy
Posty: 224
Rejestracja: sob 01 lut 2014, 00:30
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Petro » czw 10 gru 2015, 18:27

Muszę spytać: inspiracja "Podróżami z historią" Kotarskiego? :D

Z innej beczki, bardzo fajny pomysł na wątek :)


Obrazek
(...) Dla Historii liczy się tylko wielki cel, przymyka oczy na środki, które doprowadziły do niego. Wywyższa zwycięzców, gardzi pokonanymi. - Zbigniew Nienacki.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3304
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 11 gru 2015, 14:01

Petro pisze:Muszę spytać: inspiracja "Podróżami z historią" Kotarskiego? :D


Nie, nie mam w domu telewizorni i dopiero musiałam wyguglować, kto zacz :D Ja po prostu lubię podróże. Z historią - też mi pasują.

A jeśli jesteśmy na Dolnym Śląsku, to warto zahaczyć o zamek Grodziec niedaleko Złotoryi. Malowniczy, bo na wzniesieniu niespecjalnie nawet wysokim (niecałe 400 m), lecz stromym. Należał najpierw do Piastów linii świdnicko-jaworskiej, a następnie - legnickiej. Właśnie za panowania Fryderyka I i Fryderyka II, książąt legnickich, na przełomie XV i XVI wieku, zamek zyskał swą obecną formę, przynajmniej w ogólnym zarysie. Jak wszystkie właściwie średniowieczne budowle mieszkalne, był wielokrotnie przebudowywany przez kolejnych właścicieli, a do tego został splądrowany w czasie wojny 30-letniej. Lepsze czasy przyszły dla Grodźca, kiedy pod koniec wieku XIX stał się własnością rodziny von Dirksen. Wówczas jego rekonstrukcją zajął się Bodo Ebhardt, niemiecki architekt i konserwator, a przy tym miłośnik zamków (głównie średniowiecznych, i słusznie). Ebhardt jako konserwator był zwolennikiem maksymalnej wierności wobec realiów historycznych, więc i Grodźcowi (pracował tam do roku 1908) nadał kształt możliwie najbardziej późnośredniowieczny - tak zamek mógłby wyglądać około roku 1520. Zwłaszcza elementy architektury obronnej: basteje, kaponiery, ganki zostały odtworzone z wielką pieczołowitością.

Grodziec został splądrowany w roku 1945 przez Armię Czerwoną (był zresztą w czasie wojny składnicą dzieł wywożonych przez Niemców z muzeów Wrocławia i Biblioteki Państwowej w Berlinie), a upływ czasu dokonał reszty. Jednak od kilkunastu lat lepiej się tam dzieje. Turnieje rycerskie, spotkania teatrów historycznych, rozmaite imprezy lokalne - dobrze, że zamczyste zamczysko nie popada w ruinę. Można tam przenocować, w pokojach w wieży zamkowej, coś zjeść w restauracji - ceny nie drenują kieszeni. Trochę irytujące jest wyposażenie wnętrz zamkowych, tych reprezentacyjnych, w jakieś przedziwne, historyzujące meble, które nie tworzą żadnych sensownych zestawów. Skoro jednak wszystko, co się tam niegdyś znajdowało, zostało rozszabrowane, trudno teraz spodziewać się rewelacji...

Natomiast architektura jest rzeczywiście mocną stroną Grodźca. I malowniczość jako bonus.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
brat_ruina
Pisarz pokoleń
Posty: 1305
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Postautor: brat_ruina » pt 11 gru 2015, 18:49

Rubia pisze: Można tam przenocować, w pokojach w wieży zamkowej, coś zjeść w restauracji - ceny nie drenują kieszeni.


Żurek w chlebie daje radę - mniam:) noclegi dużo tańsze jak w Holiday Inn a obudzić się w murach prawdziwej zamkowej sypialni - bezcenne.
Świetna miejscówka jako baza wypadowa do zwiedzenia całego regionu.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
brat_ruina
Pisarz pokoleń
Posty: 1305
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Postautor: brat_ruina » ndz 13 gru 2015, 00:21

Frankenstein – Ząbkowice Śląskie to wyjątkowe miasto o bardzo bogatej i burzliwej historii. Swoją nazwę wywodzi od niemieckich osadników z Frankonii, lub z zespolenia nazw dwóch istniejących miast: Frankenberg i Lowenstein. Nie ma nic wspólnego z legendarnym potworem – bohaterem powieści Marii Shelley, jednakże motyw Frankensteina jest wykorzystywany do promocji miasta.
Miejscowość położona jest w malowniczym zakątku Podgórza Sudeckiego. W przeszłości włodarzyli nim Niemcy, Czesi i Prusy. Przez około osiemset lat kształtował się jego wygląd i do dnia dzisiejszego zostało wiele do zwiedzania i podziwiania. Spośród wielu zabytków najbardziej charakterystyczna i znana jest średniowieczna krzywa wieża, której odchył wynosi ponad dwa metry, więc jest prawdziwie krzywa. W lipcu obchodzi swój festyn, ściągając przy tym do miasta wielu turystów.
Odwiedzając Ząbkowice Śląskie koniecznie trzeba zobaczyć zamek, ratusz, basztę, mury obronne, kościół parafialny św. Anny i dom rycerza Kaufunga (mieści się tam izba pamiątek regionalnych)
W czynszowych kamienicach napotkać można mieszkania, w których starsi ludzie korzystają jeszcze z kuchni z duszą – to wyjątkowo kontrastuje z dobą plazm, indukcji i internetu.
Są też takie miejsca gdzie zatrzymał się czas, nie zmieniają się od setek lat – między budynkami na rozciągniętych sznurach schnie rozwieszone pranie, na ławkach przed bramami od strony podwórek przesiadują seniorzy i słychać śmiechy bawiących się dzieciaków.
Przy ulicy Ziębickiej polecam Bar Miejski, który do niedawna posiadał obrusy z ceraty w kratkę, sól na spodkach do dziubania palcami, a z kuchni zasłyszeć można nawoływania kucharki, że np. skończyła się cebula czy mąka. Z menu polecam prawdziwego polskiego kotleta mielonego z ziemniakami okraszonymi tłuszczem i surówkę z kiszonej kapusty. Perełką do tego jest kompot z czerwonej porzeczki i agrestu podawany w kubku. Koneserzy McDonalda i KFC nie będą zaspokojeni w tym przybytku.
Kolejnym lokalem o renomie lokalnej mordowni jest Bar Pod Bykiem, gdzie jeszcze można kupić setkę wódki i zagryźć śledziem – takich miejsc jest coraz mniej…
Złem koniecznym jest za to droga do Ząbkowic. Droga nr 8 – nie polecam, można alternatywnie i dużo przyjemniej landówkami ominąć tę tranzytówkę.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf


Wróć do „Miejsca rozmaite”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość