Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

Jak wydać książkę za granicą?

Rynek zagraniczny.

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » ndz 15 mar 2015, 21:07

Ostatni post z poprzedniej strony:

jakbym miał zbędne 20 tyś to bym posadził znajomego - niech tłumaczy "Oko Jelenia" na ukraiński.

wprawdzie perspektywy wydania obecnie są żadne - ale to jak z naszym kryzysem.
wojna się kiedyś skończy.

może warto wówczas być pierwszym u koryta?



Humanozerca
Debiutant
Debiutant
Posty: 831
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » pt 01 maja 2015, 23:42

@Melfka piszesz potoczyście, ale czasem trudno mi zrozumieć sens Twoich wypowiedzi.
Nie zgodzę się. Chyba, że chcesz pisać zaangażowaną powieść traktującą o sprawie niszowej dla Polaków i tematem powieści uczynić dyskurs o rzeczach, o których tylko my dyskutujemy.
A o jakich rzeczach dyskutują tylko Polacy albo tylko Czesi, albo tylko Irlandczycy? Nawet historie o protestach przeciwko opodatkowaniu wody w Dublinie można zuniwersalizować. Kto lubi płacić podatki? ;) Mówiąc poważnie, przekonanie że jakiś temat jest zaściankowy często wynika z niezauważenia tego, że świat w wielkiej mierze składa się z bardzo podobnych zaścianków, a ewentualne problemy wiążą się ze wtajemniczaniem w szczegóły.
Filmy nie są dobrym odniesieniem, bo polska kinematografia (moim zdaniem) cierpi na chorobę rozliczania się z przeszłością i martyrologii,
Zwykle martyrologię przeciwstawia się podejściu rozrachunkowemu i na odwrót.
Z filmami jest u nas niestety tak, jak z próbą sprzedaży Poloneza komuś, kto jeździ Porche. Jak tylko wygrzebiemy się z zacofania, będzie prawdopodobnie lepiej. Testowałam to ze dwa razy na moim osobistym Amerykaninie. Efekt? "Seksmisja" z lat 80-tych bardzo mu się podobała. Odniesień komunistycznych nie wyłapał, ale film opowiadał o tym poprzez odniesienie do bardziej uniwersalnego problemu (wojna płci). Z kolei "Miasto 44" oglądał w polskim kinie, bez jakichkolwiek napisów i ze szczątkową wiedzą na temat powstania i film mu się bardzo podobał. Powiedział, że prawie nie odstaje od kina amerykańskiego. Czyli da się mówić o sprawach niszowych, tylko trzeba opowiadać tak, by przemówić do widzów z Zachodu.
Podobnie ma się sprawa z pisaniem, z tą różnicą, że nasza literatura nie jest tak zacofana jak kinematografia
Domyślam się, że zachodzi jakaś różnica między wynikami w obu próbach. Ale nie bardzo wiadomo jaka. Nie powiedziałaś, co mu się podobało bardziej... Swoją drogą film o powstaniu jest o wiele bardziej o wiadomym wydarzeniu niż "Seksmisja" o komunizmie czy PRL.



Awatar użytkownika
Melfka
Pisarz domowy
Posty: 116
Rejestracja: pn 12 sty 2015, 11:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Virginia
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Melfka » wt 05 maja 2015, 22:13

Humanozerca pisze:@Melfka piszesz potoczyście, ale czasem trudno mi zrozumieć sens Twoich wypowiedzi.

Przepraszać? Nie przepraszać? Hmmm... ;)

Humanozerca pisze:A o jakich rzeczach dyskutują tylko Polacy albo tylko Czesi, albo tylko Irlandczycy? Nawet historie o protestach przeciwko opodatkowaniu wody w Dublinie można zuniwersalizować. Kto lubi płacić podatki? ;) Mówiąc poważnie, przekonanie że jakiś temat jest zaściankowy często wynika z niezauważenia tego, że świat w wielkiej mierze składa się z bardzo podobnych zaścianków, a ewentualne problemy wiążą się ze wtajemniczaniem w szczegóły.

No problem właśnie w tym, że u nas rzadko "uniwersalizują" na tyle, by było to strawne dla widza zza Zachodu.

Humanozerca pisze:Zwykle martyrologię przeciwstawia się podejściu rozrachunkowemu i na odwrót.

Ale oba są objawami "choroby" ;) toczącej naszą kinematografię.

Humanozerca pisze:Domyślam się, że zachodzi jakaś różnica między wynikami w obu próbach. Ale nie bardzo wiadomo jaka. Nie powiedziałaś, co mu się podobało bardziej... Swoją drogą film o powstaniu jest o wiele bardziej o wiadomym wydarzeniu niż "Seksmisja" o komunizmie czy PRL.

Nie, różnicy dużej nie ma. "Seksmisja" jest zawoalowaną satyrą na komunizm, ale też, na bardziej podstawowym poziomie, opowiada o różnicach między płciami - i to właśnie ten poziom złapie Amerykanin, a nie aluzje do opresyjnego ustroju.
Natomiast "Miasto 44" to nie film o "wiadomym wydarzeniu" (bo za miedzą to nikt o powstaniu tak naprawdę nic nie wie), ale film o wojnie, o desperackiej walce przeciw "tym złym", czyli znów coś, co przemówi do Amerykanów (brak tylko happy endu i powiewającego sztandaru w tle...). Do tego efekty i narracja filmowa (pomijając kilka dziwnych momentów) też na poziomie, co zachęca zagranicznych widzów.



Humanozerca
Debiutant
Debiutant
Posty: 831
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » wt 05 maja 2015, 22:36

Nie, różnicy dużej nie ma. "Seksmisja" jest zawoalowaną satyrą na komunizm, ale też, na bardziej podstawowym poziomie, opowiada o różnicach między płciami - i to właśnie ten poziom złapie Amerykanin, a nie aluzje do opresyjnego ustroju.
Natomiast "Miasto 44" to nie film o "wiadomym wydarzeniu" (bo za miedzą to nikt o powstaniu tak naprawdę nic nie wie), ale film o wojnie, o desperackiej walce przeciw "tym złym", czyli znów coś, co przemówi do Amerykanów (brak tylko happy endu i powiewającego sztandaru w tle...). Do tego efekty i narracja filmowa (pomijając kilka dziwnych momentów) też na poziomie, co zachęca zagranicznych widzów.
Wyraziłem się niejasno. Walka z kimś złym ma o wiele więcej wspólnego z powstaniem niż opowieść o (pseudo)feministycznym zamordyzmie z ustrojem komunistycznym. PRL obyczajowo był raczej konserwatywny. Nawet w bolszewickiej Rosji bardzo szybko ukrócono pomysły z obyczajowo wyzwalającym "proletkultem". Pewnie szary Schmitt, Kowalski czy Braun nie wie, ale to żaden problem. Nie wszyscy muszą o wszystkim wiedzieć.

Jako dzieciak oglądałem "Seksmisję", to nie była dla mnie ani opowieść o walce płci, ani satyra na komunizm. :P

Humanozerca napisał/a:
Zwykle martyrologię przeciwstawia się podejściu rozrachunkowemu i na odwrót.

Ale oba są objawami "choroby" ;) toczącej naszą kinematografię.
Ale kategorie te mają skłonność do zagarniania całego spektrum logicznych możliwości. Dopóki używasz jednej kategorii, dopóty nie pozbędziesz się drugiej.
No problem właśnie w tym, że u nas rzadko "uniwersalizują" na tyle, by było to strawne dla widza zza Zachodu.
Ziemia jest okrągła, więc to zza zachodu, wypada na wschodzie. ;) Mówiąc poważnie, nie mam na tyle dużo doświadczeń z ludżmi zza miedzy, by to oceniać. Niemniej, na świecie już zadziwiające rzeczy zdołano zuniwersalizować. Kwestia warsztatu. :)



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » śr 06 maja 2015, 00:23

Humanozerca pisze: A o jakich rzeczach dyskutują tylko Polacy albo tylko Czesi, albo tylko Irlandczycy? Nawet historie o protestach przeciwko opodatkowaniu wody w Dublinie można zuniwersalizować. Kto lubi płacić podatki? ;) Mówiąc poważnie, przekonanie że jakiś temat jest zaściankowy często wynika z niezauważenia tego, że świat w wielkiej mierze składa się z bardzo podobnych zaścianków,


Edward Manc - klown i wieloletni pracownik cyrku wspominał taką historię.
Przedwojenna kalunada była zupełnie inna niż dzisiejsza - teraz to pantonima głownie wtedy operowało się słowem. Klauni mieli masę złośliwych wierszyków i piosenek. Gdy przybywali do miasteczka przeprowadzali wywiad i ddobierali repertuar tak by aluzje celnie godziły w miejscowych notabli.

przed wojna przez jeden sezon jeździł z nimi klaun Włoch - języka nie znał był od pantonimy ale zachwycała go reakcja publiki - zaczął błagac by mu zrobili odpis, on to sobie przełoży na włoski...

wyśmiewali się z niego gdzie Włochy a gdzie Polska. ale robił oczy kotka ze Schreka wiec zmiękli. A potem przysyła im list z jakiegoś Palermo czy innej dziury. Z podziękowaniami. wierszyk wykpiwający notabli z Łowicza czy innego Pułtuska okazał się tak idealnie pasowac do włoskich realiów że publiczność lała ze śmiechu a burmistrz z szefem karabinierów za śmiertelna obrazę wsadzili go na trzy dni do pudła...

Polecam "Bim Bom wspomnienia klauna" - bywa na allegro i to za psie pieniądze... :twisted:



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » ndz 28 cze 2020, 13:03

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post jakbym miał zbędne 20 tyś to bym posadził znajomego - niech tłumaczy "Oko Jelenia" na ukraiński.



wprawdzie perspektywy wydania obecnie są żadne - ale to jak z naszym kryzysem.

wojna się kiedyś skończy.



może warto wówczas być pierwszym u koryta?


Dlaczego autor ma tłumaczyć? Czy wydawnictwom nie powinno zależeć na tym by maksymalizować sobie zyski na wszelkie sposoby?
Za takim wydaniem (chyba) idzie również zysk dla wydawnictwa (może się mylę)?


Pasożyty, wszędzie pasożyty.

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Andrzej Pilipiuk » ndz 28 cze 2020, 22:39

zasadniczo wydawnictwom nie zależy.

Z punktu widzenia wydawców zachodnich - jesteśmy trzecim światem, kolonią z której ciągnie się kasę za prawa autorskie do wydań anglosasów w naszych tubylczych narzeczach. Nasza proza ich generalnie nie obchodzi.

Ewentualnie jak dostaną doby przekład na angielski mogą rzucić jednym okiem i raczej nic z tego nie będzie bo dla ich czytelników Polska czy Kamerun to jedno i to samo. W dodatku swoich autorów mają o rząd wielkości więcej. (pół miliarda ludzi mówi angielskim na co dzień jako językiem ojczystym).

Dla wydawców dajmy na to z Ukrainy - liczą się bestselery - bo jak coś jest za granicą wysoko punktowane to jest szansa że ktoś zechce to przeczytać po ukraińsku. I raczej nie są to hiciory polskie. Dostaną tłumaczenie - może rzucą okiem. Raczej nie wydadzą bo robią bokami finansowo gorzej niż my - szukają "pewniaków". Szansa że sprzeda się fantastyka jakiegoś Polaka jest mizerna. Trochę ugrałem ukraińskim pochodzeniem - to zaciekawiło. sprzedaż... Khm... przejdźmy lepiej do kolejnego punktu.

Dla wydawców z Czech - ciut inaczej ale tu zasługa sp. Pavela Weigla z Pragi - który wiele lat tłumaczył polską fantastykę i wciskał wydawcom. Tylko kraj malutki wiec nakłady skromne a kasa - khm... kwiatek do kożucha - ale miły i kwiatek...

W Rosji publikować obecnie nie chcę. z przyczyn moralnych i etycznych.



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » ndz 28 cze 2020, 23:56

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post zasadniczo wydawnictwom nie zależy.


Polskim czy obcym? Nie załapałam o których chodzi.

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post

Z punktu widzenia wydawców zachodnich - jesteśmy trzecim światem, kolonią z której ciągnie się kasę za prawa autorskie do wydań anglosasów w naszych tubylczych narzeczach. Nasza proza ich generalnie nie obchodzi.

Ewentualnie jak dostaną doby przekład na angielski mogą rzucić jednym okiem i raczej nic z tego nie będzie bo dla ich czytelników Polska czy Kamerun to jedno i to samo. W dodatku swoich autorów mają o rząd wielkości więcej. (pół miliarda ludzi mówi angielskim na co dzień jako językiem ojczystym).


Wyobraź sobie - pół miliarda potencjalnych czytelników :mrgreen:

Myślę, że ONI jednak wiedzą, że My tu gdzieś jesteśmy.
Dlaczego nie obchodzi? Wydawca chce zarobić (odwieczna prawda) i jeśli miałby możliwość zarobienia na danym tekście, to myślę (może się mylę), że gdyby coś im podesłać ciekawego, to by poszło (naiwna
Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post

Dla wydawców dajmy na to z Ukrainy - liczą się bestselery - bo jak coś jest za granicą wysoko punktowane to jest szansa że ktoś zechce to przeczytać po ukraińsku. I raczej nie są to hiciory polskie. Dostaną tłumaczenie - może rzucą okiem. Raczej nie wydadzą bo robią bokami finansowo gorzej niż my - szukają "pewniaków". Szansa że sprzeda się fantastyka jakiegoś Polaka jest mizerna. Trochę ugrałem ukraińskim pochodzeniem - to zaciekawiło. sprzedaż... Khm... przejdźmy lepiej do kolejnego punktu.

Dla wydawców z Czech - ciut inaczej ale tu zasługa sp. Pavela Weigla z Pragi - który wiele lat tłumaczył polską fantastykę i wciskał wydawcom. Tylko kraj malutki wiec nakłady skromne a kasa - khm... kwiatek do kożucha - ale miły i kwiatek...

W Rosji publikować obecnie nie chcę. z przyczyn moralnych i etycznych.


A o tym już czytałam na forum. Przykre, ale co począć. Zostaje zachód.


Dlaczego z USA czy UK można wydać książkę na cały (prawie) świat, a pisarz z polski nie ma do tego możliwości? Nie rozumiem tego zupełnie. Może polskie wydawnictwa powinny się tam wpychać i nawiązywać współpracę. Dlaczego tak się nie dzieje?


Pasożyty, wszędzie pasożyty.

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Andrzej Pilipiuk » pn 29 cze 2020, 00:50

Eviar pisze:
Dlaczego z USA czy UK można wydać książkę na cały (prawie) świat, a pisarz z polski nie ma do tego możliwości? Nie rozumiem tego zupełnie.


Anglo-amerykocentryzm.
Mają w nosie 99% tego co dzieje się poza ich oiekumene.

Literacko są samowystarczalni.
Jak ktoś nakręci fajny film wykupują prawa i kręcą własną wersję.

My nie jesteśmy jakoś szczególnie inni - ilu potrafisz wymienić współczesnych pisarzy z Ukrainy, Węgier, Słowacji, Bułgarii?
Jaki ich książki czytałaś?

No właśnie. Ten sam mechanizm.

choć np Żamboch jest wydawany przez Fabrykę Słów - ale to wyjątek - praktycznie nie znany czeskiej fantastyki.
a oni lubią naszą.

Poza tym mamy polocentryzm... trochę nakryty nalotem dywanowym z produktami made in USA.

Próbowałem. Udało się w Czechach chciałem iść za ciosem i wydawać książki na Ukrainie - wtoooopa.
Chciałem na Słowacji - bez szans. W Bułgarii - gzie np wydaje się sporo Rosjan - nie było z kim gadać.
Na Litwie nas nie lubią.

Myślałem tak - nakłady nawet skromniutkie z 6-7-8 językach.
Nawet niech nie będzie z tego zysków.

Byłby za to może argument - w rozmowach z obcymi "pisarz który był wydany w 9 językach"
Tak kalkulowałem.

Może polskie wydawnictwa powinny się tam wpychać i nawiązywać współpracę. Dlaczego tak się nie dzieje?


jesteśmy za mali.
w Polsce nakład 10 tyś jest przyzwoity. 50 tyś to już ewenement.
dla nich to drobnica.

przebiła się tam trochę literatura iberyjska - ale z tego co słyszałem to były lata lobbingu na poziomie ministerialnym.



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » pn 29 cze 2020, 08:43

Też jesteśmy samowystarczalni. Gdyby przestano wydawać w PL zagranicznych pisarzy, to naszych by "starczyło i jeszcze zostało".

Nie czytałam nikogo ze wschodu (czytałam na forum ten motyw ;p). Trochę masz rację, ale zawsze "kupuję" historię, nie nazwisko.

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post


Myślałem tak - nakłady nawet skromniutkie z 6-7-8 językach.
Nawet niech nie będzie z tego zysków.

Byłby za to może argument - w rozmowach z obcymi "pisarz który był wydany w 9 językach"
Tak kalkulowałem.

jesteśmy za mali.
w Polsce nakład 10 tyś jest przyzwoity. 50 tyś to już ewenement.
dla nich to drobnica.


Nie wiem, czy to dla NICH argument. Dziesięć tys. wydane w USA czy UK, do tego sprawny agent i wydanie w kolejnych 50-60 krajach. Do tego to mechanizm samo-nakręcający sprzedaż, więc z 10 tyś, robi się 20-50 tys. (pewnie więcej (myślę jak biznesmen)). Jest o co walczyć w sensie wydawca zagranicznego.


Pasożyty, wszędzie pasożyty.

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Andrzej Pilipiuk » śr 01 lip 2020, 01:30

Dla nich 10 tyś nakłady to tyle co nic.

Myślą liczbami - widzą jedynkę i cztery zera.

Nie zastanawiają się czy to w Polsce dużo czy mało.
Nawet nie wiedzą ilu nas jest.



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » śr 01 lip 2020, 10:10

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post
Nawet nie wiedzą ilu nas jest.


Wiedzą, wiedzą. To my się nie "pchamy", albo nie mamy z czym (to co dobre na polski rynek nie koniecznie "przejdzie" w innych krajach.


Pasożyty, wszędzie pasożyty.

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Andrzej Pilipiuk » śr 01 lip 2020, 11:53

siem pchałem.

albo inaczej:próbował mnie pchnąć wraz z kilkoma innymi polskimi autorami M.Kandel wieloletni tłumacz i agent St.Lema.

zasadniczo informacja zwrotna była taka że wydawcy którzy na Lemie coś tam zarobili nami kompletnie nie są zainteresowani...

coś bym jeszcze napisał ale zabrzmi antysemicko wiec zmilczę :roll:



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » śr 01 lip 2020, 12:43

Ktoś w końcu przebije <mur> Wierzę w to.

ps. AP nie czytałam <ups> to nie mogę się wypowiedzieć.


Pasożyty, wszędzie pasożyty.

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4842
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Andrzej Pilipiuk » śr 01 lip 2020, 22:38

Powiem tak - może ktoś kiedyś.
może nawet za mojego życia.

nikogo nie będę odwodził od próbowania.



Awatar użytkownika
Eviar
Pisarz domowy
Posty: 74
Rejestracja: pt 26 cze 2020, 15:06
OSTRZEŻENIA: 4
Płeć: Kobieta

Jak wydać książkę za granicą?

Postautor: Eviar » pt 03 lip 2020, 01:10

Andrzej Pilipiuk pisze:Source of the post Powiem tak - może ktoś kiedyś.
może nawet za mojego życia.

nikogo nie będę odwodził od próbowania.


Rozumiem.
Przemyślałam parę kwestii i doszłam do wniosku, że jednak się nie da. Sam pisarz nie da rady (choćby zapora $ dla native), a wydawcy (jak pisałeś) też na NIE.
Szkoda, że inni forumowicze się nie wypowiedzieli w wątku.


Pasożyty, wszędzie pasożyty.


Wróć do „...za granicą?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość