Kulinaria

Co jeść przy pisaniu ;)

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Jason
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 826
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 17:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Kulinaria

Postautor: Jason » pt 30 maja 2014, 11:50

Zaczniemy egzotycznie, bo na sb pojawiła się dyskusja o Dalekim Wschodzie.

sb pisze:Chii [i] : Kimbab lepszy od sushi. ;d
Jak jem sushi, to przy kolejnym kawałku myślę: "łojezusicku, jeszcze jeden, zaraz mi się to wróci", a przy kolejnym kawałku kimbabu myślę: "łoboże, jak cudownie, jeszcze jeden, łiii, idzie jak z płatka omnomnom".

Jason [i] : Chii, a co ci w sushi nie pasuje? Główna różnica między kimbap i sushi to trochę inny dobór składników i to, że sushi jest bardziej różnorodne.
No i w Polsce jest ciężej o świeże, surowe ryby.

Chii [i] : Jason, nie powiedziałabym z tą różnorodnością. ;p Chyba mi ta surowa ryba nie pasuje albo ryż albo wielkość albo składniki. W kimbabie jest więcej różnych składników na raz i chyba dlatego mi się łatwiej i smaczniej przełyka. A nie ryba, ryż i ogórek.


Różnorodność jest. Kimbap to wariacja na temat tylko jednego z typów sushi: futomaki (gruba rolka). Rzeczą, którą chyba najbardziej odróżnia go od sushi, jest użycie oleju sezamowego do przyprawiania ryżu i wkładanie do środka mięsa, co Japończykom rzadko się zdarza.
Do wielu kształtów japońskiego sushi dochodzi różnorodność w postaci ryb surowych, marynowanych, a nawet gotowanych, owoce morza, pikle, warzywa surowe i blanszowane, smażone i wiele innych, które sushi wchłonęło, gdy wyruszyło podbijać świat.
Raz nawet zrobiłem rolkę uramaki (inside-out), z pomidorem, chrzanem i kiełbasą. Była niezła ;)

Pytanie też, na jakie sushi trafiłaś. W Polsce mają tendencję do przesładzania ryżu i przygotowywania na zapas rolek, przez co glon jest gumowaty. Ryby też czasem albo leżą za długo w złych warunkach, albo są mrożone i rozmrażane.

Fakt, wiele typów sushi, w tym te najbardziej popularne, mają, oprócz ryżu, tylko jeden-dwa składniki, ale ma to głęboki sens.
Sushi bazuje na surowych, świeżych produktach. Podczas posiłku próbuje się wielu różnych rzeczy, które zostały poddane obróbce jedynie w niewielkim stopniu i zachowały naturalny, specyficzny dla nich smak. Sushi ma go wydobyć, a nie wymieszać z innymi.
Dlatego nie jestem w stanie wybrać swojego ulubionego sushi, bo cenię tą różnorodność wrażeń. Smak poszczególnych sushi bardzo się zmienia i zależy od jakości dobranego składnika. Ja, na przykład lubię tuńczyka, ale nie każdy tuńczyk, który przychodzi do restauracji, mi pasuje. Czasem może to być kwestia świeżości, ale nie tylko. Po prostu każda ryba jest inna. Ba, smak się zmienia też w obrębie jednego fileta, bo są np. części tłustsze, albo bardziej umięśnione.

Ale tutaj leży też problem. Przy złym przechowywaniu ryb, mrożeniu, albo nawet pokrojeniu ogórka tępym nożem i przechowaniu na następny dzień, jakość spada dramatycznie.
Nie staram się wykazać wyższości sushi nad kimbap, bo dobre sushi nie musi każdemu smakować. Ale złe nie podpasuje nikomu ;)

BTW, lubię też koreańska kuchnię. Przynajmniej na tyle, na ile miałem z nią styczność. Kilka razy zdarzyło mi się zrobić kimchi, które nawet nadawało się do zjedzenia :)

sb pisze: uncle.kat [i] : Więc podstawowe pytanie z mojej strony to ryż. Mam zawsze kłopot w przygotowaniu go i zastanawiam się, w jakim stopniu jest to związane z jego gatunkiem - bo używam naszego polszego ryżu, zamiast tych do sushi, które przecież mają horrendalne ceny. Co doradzisz, sensei?

Chii [i] : JasonPolski ryż do sushi... toż to się nie może udać. Ryż musi być kleisty, gruby i pyszny. A ten zwykły w polskich sklepach... błe.
Ja kiedyś nie znosiłam ryżu. Nie rozumiałam, jak można to paskudztwo jeść. Aż pewnego dnia moja babcia otrzymała dziesięciokilowy worek koreańskiego ryżu. Różnica była tak olbrzymia, że ten ryż mi zasmakował. I teraz ryż jest moim przyjacielem. Inwestujcie w dobry ryż!


Zgadzam się z Chii. Dobry ryż to podstawa. Na początek wystarczy krótkoziarnisty, japoński, nazwa "do sushi", ani kraj pochodzenia nie są aż tak ważne. Bary sushi mają zazwyczaj japoński ryż z Włoch, Kalifornii lub Australii. Na allegro można już kupić wcale przyzwoity ryż (daichi) od 6-7złkg + przesyłka.

Druga ważna sprawa, to metoda gotowania ryżu. Ciekawi mnie, jak Chii się tym zajmuje, bo niemal każdy robi to po swojemu :)

Na SB Ithi napisała też świetną rzecz - by ciąć koszta domowego robienia sushi, warto zrobić imprezę ze znajomymi i wspólnie gotować. Zrzutka na składniki + podział pracy.
Jeśli jest dość chętnych osób, to można nawet kupić i samemu pokroić całego łososia. To chyba najpewniejsza metoda dostania świeżej ryby.

Oczywiście temat jest też otwarty do dyskusji na temat wyższości kotleta nad sznyclem, podawania swoich ulubionych przepisów i tym podobne :P


ichigo ichie

Opowieść o sushi - blog kulinarny

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » pt 30 maja 2014, 12:14

Lubię - ba!, uwielbiam - pichcić żarło dla siebie i innych, głównie dla innych. Choć nigdy nikt nie narzekał na to, co podaję, po przeczytaniu tego wpisu czuję się głupi, nieznaczący i niedoświadczony w tej kwestii.

Sushi też lubię i kilka razy próbowałem coś w tej kwestii przygotować, głównie onigiri ponadziewane tuńczykiem i majonezem, z paskiem chwasta. Na początku myślałem - o ja głupi - że należy je ręcznie lepić. A potem zacząłem sobie je formować w filiżance do espresso. Jakoś nagle zaczęły się lepiej prezentować, a odpowiednio upchnięte - nawet się nie rozpadały.

Z tymi materiałami "do czegośtam" to różnie bywa. Czasem można coś swobodnie zastąpić - jakoś nie czułem różnicy między makaronem linguine czy spaghetti, a tym specjalnym do chow mein. Ale może to dlatego, że zwykle wrzucam tam pierdylion innych składników?



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 583
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » pt 30 maja 2014, 13:32

Lubię sushi, ale nie zdecydowałam się dotąd – i raczej nie zdecyduję – zrobić je samodzielnie. Tutaj jednak bardziej wierzę w zdolności kucharzy z japońskich restauracji niż w moje :) A co do pichcenia, lubię przede wszystkim piec i ciasta, i mięsa, i zapiekanki. Zdecydowanie częściej jemy pieczyste niż schabowego, choć ogólnie przeważa kuchnia polska i włoska, która bardzo mi podchodzi. Nie pogardzę też smakami z innych stron świata, chociaż z biegiem czasu utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma nic lepszego od świeżo upieczonego, domowego chleba – ten jedyny w swoim rodzaju zapach, który czuć od progu... Ten, kto upiekł własny chleb, wie o co mi chodzi ;)


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4805
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pt 30 maja 2014, 13:37

Aktegev pisze:Ten, kto upiekł własny chleb, wie o co mi chodzi


.. na zakwasie. kocham. <3

od wczoraj mi dom pachnie. dobrze powrócić do pieczenia.

[ Dodano: Pią 30 Maj, 2014 ]
A samodzielne robienie sushi nie jest takie straszne. Chociaż ja swoje nazywam zawijańcami w glonach ala shushi, żeby duchy oburzonych Japańców mnie po nocy nie straszyły :P


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » pt 30 maja 2014, 14:17

Aktegev pisze:Tutaj jednak bardziej wierzę w zdolności kucharzy z japońskich restauracji niż w moje
Te nasze japońskie restauracje w Polsce, to mają tyle wspólnego, ile chleb dmuchany z Real,-a z chlebem z prawdziwego pieczenia.



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 583
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » pt 30 maja 2014, 14:27

ithilhin pisze:
Aktegev pisze:Ten, kto upiekł własny chleb, wie o co mi chodzi


.. na zakwasie. kocham. <3

Obowiązkowo na zakwasie :) Nasz jest jeszcze młody, ledwie trzylatek, ale już ma moc :)

Te nasze japońskie restauracje w Polsce, to mają tyle wspólnego, ile chleb dmuchany z Real,-a z chlebem z prawdziwego pieczenia.

No nie wiem, IMHO jest różnica między sushi z restauracji, gdzie kucharzem jest Japończyk a innymi knajpami (również w cenie). Ale bić się o to nie będę ;)


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » pt 30 maja 2014, 14:58

Aktegev pisze:No nie wiem, IMHO jest różnica między sushi z restauracji, gdzie kucharzem jest Japończyk a innymi knajpami (również w cenie). Ale bić się o to nie będę
Wiesz, mieszkam w bodaj najmniejszym mieście wojewódzkim, więc tutaj standard wszystkiego jest odrobinę zaniżony. Standard płac, standard knajp, standard kultury. Jedyne, co jest zawyżone, to ceny absolutnie wszystkiego.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pt 30 maja 2014, 17:00

Robiłam sushi: glony w A4, rozgotowany ryż totalnie, marchewka, ogórek i łosoś.
Zwijane na słomianej macie.

Pyszne! Jak się wyrzuci rybę. :D Ryż z glonem i ogórkiem. :twisted:



Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 510
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Re: Kulinaria

Postautor: Chii » pn 02 cze 2014, 22:34

O, temat dla mnie. :P

Jason pisze:Różnorodność jest. Kimbap to wariacja na temat tylko jednego z typów sushi: futomaki (gruba rolka). Rzeczą, którą chyba najbardziej odróżnia go od sushi, jest użycie oleju sezamowego do przyprawiania ryżu i wkładanie do środka mięsa, co Japończykom rzadko się zdarza.

W kimbabach najczęściej jest jajko, szpinak, kiełbasa albo inny rodzaj mięsa (czasami ryba wędzona) i papryka. Z ogórkiem raczej się nie spotkałam, za to w sushi mało kiedy nie ma ogórka.

Pytanie też, na jakie sushi trafiłaś. W Polsce mają tendencję do przesładzania ryżu i przygotowywania na zapas rolek, przez co glon jest gumowaty. Ryby też czasem albo leżą za długo w złych warunkach, albo są mrożone i rozmrażane.

Restauracyjne (z surową rybą) albo domowe (z wędzoną). :P Glon był super w obu wersjach. Ryby i cała reszta też. I jadłam wiele rodzajów sushi. Po prostu mi kimbab bardziej smakuje.

BTW, lubię też koreańska kuchnię. Przynajmniej na tyle, na ile miałem z nią styczność. Kilka razy zdarzyło mi się zrobić kimchi, które nawet nadawało się do zjedzenia :)

Miłośnikom ostrego polecam koreańską kuchnię. Kimchi i wariacje z kimchi np. kimchi jjigae (zupa), kimchijeon (placek). Kimchi to kapusta pekińska kiszona w paście z ostrej papryki. Polskiemu podniebieniu będzie smakować. Kapucha kiszona w ostrej wersji. W Korei dużo robi się kiszonek na ostro np. z rzepy. Kiszonki też są charakterystyczne dla kuchni mongolskiej. Mongołowie mają przecudne cukierki z suszonego mleka. Polecam.

I jeszcze wracając do koreańskiej... z ostrych potraw polecam bibimbap - ryż z ważywami, jajkiem i ostrym sosem. Albo kurczaka w ostrym sosie, posypanego sezamem. Albo zupę z kluskami ryżowymi - tteokpeokgi (czy jakoś tak, z takimi białymi tasiemcami, pycha). Z nieostrych dobre są bulgogi - wieprzowina smażona z warzywami. I ryż. Ryż pycha. I taka mała rada dla odróżnienia dwóch sposobów jedzenia ryżu - japońskiego i koreańskiego, co może być źródłem małego faux pas w towarzystwie Azjatów. Japończycy jedzą ryż pałeczkami, Koreańczycy - łyżką (jedzenie ryżu pałeczkami uważane jest za barbarzyństwo, choć, jak widziałam, nie jest to aż takie strrrrraszne barbarzyństwo, bo Korki też jedzą pałeczkami). Inna różnica - Japończycy podnoszą miskę z ryżem/zupą do ust i siorbią, a Koreańczycy - nie, bo to nieładnie tak jeść. Chińczycy chyba są najbardziej liberalni.

Zgadzam się z Chii. Dobry ryż to podstawa. (...) Druga ważna sprawa, to metoda gotowania ryżu. Ciekawi mnie, jak Chii się tym zajmuje, bo niemal każdy robi to po swojemu :)

Niektórzy mają specjalne maszyny do gotowania ryżu, ja go po prostu wsypuję do garnka, zalewam wodą (wcześniej płuczę), solę i już. :P Jeśli to ryż do sushi, to potem doprawiam octem i zjadam połowę.

Oczywiście temat jest też otwarty do dyskusji na temat wyższości kotleta nad sznyclem, podawania swoich ulubionych przepisów i tym podobne :P

KOTLET GÓRĄ!

I kocham sajgonki. A jeszcze bardziej sos do sajgonek. I zupy Pho. I tofu. I wszystko, co da się zjeść też kocham.

I chleb na zakwasie też. Tylko potem moje jelitka mówią, że to był zły pomysł...


Kotlet.

Awatar użytkownika
whiness
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: pn 09 cze 2014, 11:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Portsmouth
Płeć: Kobieta

Postautor: whiness » śr 11 cze 2014, 11:53

Kulinaria...
Akurat w tej kwestii mam pewne doświadczenie, które swego czasu postanowiłam udokumentować zakładając bloga kulinarnego. Całkiem relaksująca odskocznia od innych zainteresowań. Nie podam adresu, żeby nie szerzyć tu natrętnej reklamy, która mogłaby kogoś urazić, ale z sentymentu musiałam wspomnieć o tej mojej sielskiej przestrzeni. ;) A jeśli ktoś byłby zainteresowany, adres lub konkretne przepisy zamieściłabym/wysłała w wiadomości bez problemu.

Jeśli chodzi o gotowanie, lubię zdrową żywność. Od czternastego roku życia właściwie gotuję sobie sama, głównie ze względu na skomplikowany obraz funkcjonowania w mojej rodzinie. Innymi słowy, po niemal pięcioletniej praktyce kanapkę umiem zrobić, suflet też.

Widzę temat sushi - i bardzo dobrze, bo zdecydowanie je uwielbiam, a jest to jedno z dań, którego jeszcze nie przygotowywałam sama. Najbardziej lubię sushi z łososiem, ogórkiem i serkiem philadelphia; łososiem i awokado; krewetkami i marynowaną dynią oraz imbirem. I oczywiście litrem sosu sojowego, bo ja zawsze wszystko przesalam.

Niemniej, ulubionej kuchni chyba nie mam: biorąc po trochu z każdej, kreuję "swoją" kuchnię - mam słabość do makaronu, pancakes, naleśników, gofrów, owsianki i ciast na bazie warzyw. Uwielbiam czekoladowe ciasto z fasoli, owsiankę dyniową z prażonymi orzechami włoskimi, a czekoladowe pancakes z cukinią są wysoko na liście moich ulubionych wariacji.



Awatar użytkownika
Immo
Dusza pisarza
Posty: 403
Rejestracja: ndz 11 maja 2014, 18:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Immo » śr 11 cze 2014, 13:02

Jeśli chodzi o gotowanie w moim wydaniu, cóż... uwielbiam gotować, a jeszcze bardziej uwielbiam to jeść. :P
Gorzej, że nie mam mentalnych predyspozycji do bycia kucharzem; brakuje mi przede wszystkim cierpliwości, a konkretnie cierpliwości tego rodzaju, który pozwoliłby mi stać obojętnie "nad garami" i mieszać i pilnować i strzec przed przypaleniem. Jeśli chodzi o samo czekanie na gotową potrawę -nie mam z tym kłopotu (chyba, że jestem sakramencko głodny). Ale żeby stać w miejscu i mieszać? Brrr...

W mojej kuchni inspiruję się głównie krajami "brudnej" żywności, czyli takimi, gdzie przyprawami zabija się nieświeżość składników oraz bakterie - Meksyk, Indie, odrobina Tajlandi... Oczywiście sam używam świeżych ingrediencji, ale uwielbiam wszystko dobrze przyprawić; bez gałki muszkatołowej, pieprzu, imbiru, cynamonu, curry, oregano, bazylii czy rozmarynu się nie obędzie. Przybycie mojej mamy do rodziny czy znajomych często witane było radością z rodzaju "o, wreszcie będzie doprawione!" i odziedziczyłem to po niej. Lubię aromatyczne, lekko pikantne jedzenie, z zaskakującymi nutami.
Robię proste (nie bez kozery zwą mnie Królem Mizerii) i skomplikowane rzeczy, nie przejmuję się za bardzo kaloriami - ważne, żeby jedzenie sprawiało przyjemność. Mam kilka swoich specjalności, ale przepisami się nie podzielę póki co :)

Nie lubię podrobów oraz dań, przy jedzeniu których trzeba się babrać i męczyć (np. odrywając coś, wydłubując czy kombinując w inny sposób. Nigdy nie przyrządzę niczego z brukselką czy flakami. Nie lubię też dań zbyt mdłych i zbyt ostrych.


"Nie wszystko co się liczy da się policzyć, zaś nie wszystko co da się policzyć, liczy się."
A. Einstein
-
"Och, jak zawiłą sieć ci tkają, którzy nowe słowo stworzyć się starają!"
J.R.R Tolkien
-
"Gdy stałem się mężczyzną, porzuciłem rzeczy dziecinne, takie jak strach przed dziecinnością i chęć bycia bardzo dorosłym."
C.S. Lewis

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » śr 11 cze 2014, 13:20

Immo pisze:nie bez kozery zwą mnie Królem Mizerii
Genialne!
Immo pisze:Nie lubię podrobów oraz dań, przy jedzeniu których trzeba się babrać i męczyć (np. odrywając coś, wydłubując czy kombinując w inny sposób
Jedyny powód dla którego ryb nie lubię. Jedyny, a jakże istotny.
Immo pisze:Meksyk, Indie, odrobina Tajlandi
W kuchni meksykańskiej odstręcza mnie kukurydza. Nienawidzę kukurydzianej mączności. Tajskie żarcie zawsze spoko, natomiast hindusi moim zdaniem nadużywają kurkumy i czegoś jeszcze, co sprawia że ich jedzenie kojarzy mi się nieodłącznie z wioską kryszny na Brudsztoku. Zaiste "brudne" jedzenie :)

Uwielbiam proste dania. Zadziwiające są te banalne dania typu kasza z cebulą i śmietaną czy parówki w sosie pieczarkowym. Ostatnio regularnie jadam też szpinak w sosie serowym z razowym makaronem - albo z kaszą. Do tej pory karmiłem się królewskimi mieszankami smaków - różnoitości warzyw z mięsami panierowanymi bułką z musztardą. Nagle - odkryłem urok prostoty. Wyrazistości pojedynczych barw.

Immo pisze:Mam kilka swoich specjalności, ale przepisami się nie podzielę póki co
Podziel się! Dzisiaj założyłem ku temu temat.



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 752
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » sob 21 cze 2014, 18:09

Coś ucichło. Pomyślałem, że ożywię dyskusję, atakując temat od innej strony, mianowicie wymienię moje ukochane błędy kucharsko-kulinarne, powszechne, jak chleb nasz codzienny. Skutkujące trującą mamałygą.

1. Mycie pieczarek. Ba, szorowanie na mokro przy pomocy szczotki. Szop - pracz w kuchni. Mięso myte w czterech wodach. Smacznego.

2. Pozostając w tych samych klimatach - obgotowywanie grzybów przed ich uduszeniem. Są tacy - i jest ich niemało - którzy tego rodzaju praktyki stosują do prawdziwków! Matko Boska, niegodni są jeść niczego, poza chińskimi zupkami. O carpaccio ze świeżych borowików nie słyszeli... Najbardziej mnie śmieszy smażenie kurek, jak wiadomo grzybek to złośliwy, im dłużej na patelni, tym twardszy.

3. A propos męczenia zwierza. Pomysł na półgodzinne czy godzinne duszenie mięsa z piersi kurczaka. Jak kto lubi jeść drewno... To samo zresztą dotyczy innych mięs, dobre gatunkowo, lub (w razie potrzeby) odpowiednio przygotowane - wymaga intensywnej, ale KRÓTKIEJ obróbki cieplnej. I przy okazji -

4. Wrzucanie czegokolwiek, zwłaszcza padliny, na zimny tłuszcz. Pychota!

5. Grillowanie na węglu, z którego jeszcze nie wyparowała rozpałka, o przepaleniu się do postaci żaru nie wspominając. Ta praktyka dostarcza wybitnych doznań zapachowych niewinnemu otoczeniu.

6. Obsesyjne obieranie wszystkiego, co się da ze skóry. Na przykład pierwszych, letnich (polskich!) ziemniaków. Nie masz nic lepszego, niż lekko przetarte szczotką niewielkie kartofelki z masłem, posypką ze świeżego kopru i zsiadłym mlekiem. Z pełnego udoju, nie uchatego :-P

To na pewno nie wszystko, jak sobie przypomnę, to dodam.



Augusta
Pisarz
Pisarz
Posty: 1041
Rejestracja: pn 28 kwie 2014, 01:06
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Augusta » sob 21 cze 2014, 18:51

Leszek Pipka pisze:Coś ucichło. Pomyślałem, że ożywię dyskusję, atakując temat od innej strony, mianowicie wymienię moje ukochane błędy kucharsko-kulinarne, powszechne, jak chleb nasz codzienny. Skutkujące trującą mamałygą.

1. Mycie pieczarek. Ba, szorowanie na mokro przy pomocy szczotki. Szop - pracz w kuchni. Mięso myte w czterech wodach. Smacznego.

Pieczarki gdy małe - myję ale nie obieram ze skórki, gdy duże - obieram suche :)
czyli ok :D
mięso myję :P - a jak je ktoś wymacał? albo mucha oblazła?

2. Pozostając w tych samych klimatach - obgotowywanie grzybów przed ich uduszeniem. Są tacy - i jest ich niemało - którzy tego rodzaju praktyki stosują do prawdziwków! Matko Boska, niegodni są jeść niczego, poza chińskimi zupkami. O carpaccio ze świeżych borowików nie słyszeli... Najbardziej mnie śmieszy smażenie kurek, jak wiadomo grzybek to złośliwy, im dłużej na patelni, tym twardszy.

a na to bym nie wpadła, po co obgotować?

3. A propos męczenia zwierza. Pomysł na półgodzinne czy godzinne duszenie mięsa z piersi kurczaka. Jak kto lubi jeść drewno... To samo zresztą dotyczy innych mięs, dobre gatunkowo, lub (w razie potrzeby) odpowiednio przygotowane - wymaga intensywnej, ale KRÓTKIEJ obróbki cieplnej. I przy okazji -

na to też, żeby kurczaka męczyć godzinę :)

4. Wrzucanie czegokolwiek, zwłaszcza padliny, na zimny tłuszcz. Pychota!

Nie, no z kim Ty przestajesz? Kto tak robi? :D
Litości.


5. Grillowanie na węglu, z którego jeszcze nie wyparowała rozpałka, o przepaleniu się do postaci żaru nie wspominając. Ta praktyka dostarcza wybitnych doznań zapachowych niewinnemu otoczeniu.

Tak też?

6. Obsesyjne obieranie wszystkiego, co się da ze skóry. Na przykład pierwszych, letnich (polskich!) ziemniaków. Nie masz nic lepszego, niż lekko przetarte szczotką niewielkie kartofelki z masłem, posypką ze świeżego kopru i zsiadłym mlekiem. Z pełnego udoju, nie uchatego :-P

Hm... Młode ziemniaczki zawsze w mundurkach :)

To na pewno nie wszystko, jak sobie przypomnę, to dodam.


Oj, ze strasznymi ciapami kuchennymi miałeś do czynienia :D

Ja dodam takie:

Wylewanie pierwszej wody z rosołu - moja mamusia tak robi, a ja uważam, że to profanacja. Każdy rosół po takiej akcji smakuje jak popłuczyny.

Podawanie świeżego bigosu, zwłaszcza litewskiego.

Zupa pomidorowa z przecieru :)



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 752
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » ndz 22 cze 2014, 00:49

Augusta pisze:Oj, ze strasznymi ciapami kuchennymi miałeś do czynienia :D


Ano nic właśnie, to są nawyki "starej" szkoły gotowania domowego, powszechnie stosowane, mające zresztą różną genezę, na przykład z uzdatniania olszówek, albo bakteriobójczej obsesji charakterystycznej dla lat sześćdziesiątych. Wylewanie "pierwszej wody" z rosołu ustawia się w tym samym porządku.

Albo kompletnej nieznajomości reguł, zauważ, że nadrabiamy wieloletnie zaległości w edukowaniu kulinarnym narodu, a taki na przykład grill, albo świeże zioła jako zjawiska masowe historię w Polsce mają w ogarnialnej perspektywie czasowej, gdzieś tak - plus minus - trzydzieści lat. Tyle, ile trwa gwałtowna eksplozja kultury masowej, której telewizyjne shows o gotowaniu i pięknie wydane (na ogół to niechlujne tłumaczenia) książki kucharskie są wdzięcznym i mocno eksploatowanym składnikiem.

Mnie zupa pomidorowa z przecieru nie przeszkadza aż tak bardzo, rozumiem pewne kompromisy i przyzwyczajenia do smaków dzieciństwa. Dla mnie poziom rozpaczliwy zaczyna się tam, gdzie ktoś kupuje sos śmietanowy (!) w słoiku i polewa nim beznadziejnie rozgotowane kluski.

Choć dla odmiany sam sobie lubię czasem makaron rozgotować, na złość regułom, bo taki też mi smakuje, każdy, kto ma pojęcie o gotowaniu ma na sumieniu podobne przestępstwa. Świadome.

A pieczarek i innych grzybów nie należy myć, tylko omieść twardym pędzlem lub miękką szczoteczką, w ostateczności wilgotną szmatką. Grzyby chłoną wodę jak gąbka i zmieniają od tego konsystencję (zwaną uczenie teksturą) i właściwości smakowe :-P Tyle, że muszą być młode i ŚWIEŻE.




Wróć do „Kulinaria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość