Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Finał JSM 2014

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Zwycięzca może być tylko jeden.

Czas głosowania minął czw 15 maja 2014, 14:29

FIX FM
3
10%
Nieskończoność
14
47%
Opowieść na sześć cycków
8
27%
Rudość
5
17%
 
Liczba głosów: 30

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Finał JSM 2014

Postautor: dorapa » czw 08 maja 2014, 13:48

Miło mi przestawić finałową czwórkę. Proponuję alfabetyczna kolejność tekstów.
Ostatnio zmieniony czw 15 maja 2014, 22:52 przez dorapa, łącznie zmieniany 9 razy.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » czw 08 maja 2014, 13:58

[center]FIX FM
Los w dupę kopie? Najwyższy czas też go kopnąć.[/center]

13 IX 2010 r.
<p align="justify">
www- Halo, halo, dzień dobry wszystkim słuchaczom, tu Adam Sosnowski z radia MIX FM. Dziewiąta rano, słońce za oknem, pogoda śliczna, jakby poniedziałek chciał nam wynagrodzić koniec weekendu. Paradoksalnie mam dzisiaj dobry humor na przekór tym, którzy pierwszego dnia tygodnia nienawidzą jak rozliczeń podatkowych. Radości chciałbym użyczyć również innym, jako że mam jej nadmiar, dlatego dzisiaj, trzynastego września, w Dzień Pozytywnego Myślenia, otwieramy linię dla słuchaczy. Akcja nosi kryptonim Jasna Strona Mocy. Tę stronę reprezentuję osobiście, wy zaś dzwonicie do mnie i podajecie mi przypadki, które są bezwzględnie negatywne i nie posiadają absolutnie żadnej pozytywnej cząstki. Stawiam jednak warunek – to muszą być sytuacje, w których sami się znajdujecie, a ja będę wam pomagał odnaleźć pozytywy w pozornie negatywnych sprawach. Dla tych, którzy się dodzwonią, mamy jedyne i niepowtarzalne składanki Don’t worry, be happy, na których umieściliśmy dwadzieścia optymistycznie nastawiających utworów. Dość gadania, teraz wesoły, muzyczny akcent, czyli Daniel Powter i jego Bad day, dla wszystkich hołdujących tradycji koszmarnego poniedziałku.

wwwNa antenie słychać melancholijne, fortepianowe dźwięki i pierwsze słowa pozornie smętnego utworu. Radiowiec zdejmuje słuchawki, targa ciemne, nadgryzione przez zakola włosy i patrzy z uśmiechem w prawo. Za oknem promienie słońca otulają miasto blaskiem radości, drzewa pną się aż pod niebo, koronami zdają się muskać chmury w pyzate, białe policzki, pomiędzy nimi hula wiatr, niczym rozradowane, pełne energii dziecko pomiędzy dorosłymi, i nawet ponure na co dzień bloki mieszkalne zdają się cieszyć tym wszystkim.

wwwMężczyzna wstaje, bierze kubek z parującą kawą i zbliża się do parapetu. Wygląda na zewnątrz, a tam po chodnikach pełzną ludzie przytłoczeni ciężarem codzienności. Inni tkwią w korkach, trąbiąc na siebie bez litości, jak gdyby dźwięk klaksonu miał unieść ich ponad pozostałe pojazdy i przenieść w miejsce docelowe niczym w futurystycznym filmie. Nie słychać śmiechu, radosnego nawoływania, brakuje energii charakterystycznej dla życia. Ci ludzie nie żyją.

wwwAdam wraca na miejsce, gdyż piosenka powoli dobiega końca. Zakłada słuchawki, odbiera pozaantenowy telefon od Moniki. Jej głos przypomina mu dziewczynę o tym samym imieniu, z którą chodził do klasy w technikum. Rutynowo prosi o niektóre dane osobowe, wspomina o wejściu na antenę, potwierdza chęć publicznego wystąpienia słuchaczki, po czym, gdy Bad day dogasa, mówi:

www- Dodzwoniła się do nas Monika z podlaskiego. Nazwa miejscowości, z której pochodzi, jak sama mówi, w wolnym tłumaczeniu na polski oznacza Koniec świata. Moniko, zechciej powiedzieć nam, co twoim zdaniem jest sprawą bezwzględnie negatywną?

wwwChwila ciszy przerwana przez markotny głos dziecka, któremu rodzice nie chcą kupić wymarzonej zabawki:

www- Chłopak mnie rzucił…

wwwMężczyzna wykrzywia twarz, unosi brwi, jednocześnie się ciesząc, że słuchaczka nie widzi sarkastycznego zdziwienia na jego licu.

www- Moniko – radosnym głosem odpowiada prowadzący – to świetna wiadomość!

www- Jak… jak to? – Dziewczyna wydaje się skonsternowana.

www- Tak to. Lepiej w ten sposób, niż miałabyś zastać go z inną w niedwuznacznej sytuacji.

www- Ale… on powiedział, że nikogo nie ma… Że to nie z tego powodu.

www- Nie z nami takie numery. Nie dziś i nie jutro, ale z pewnością niebawem, ujrzysz go, jak paraduje niczym paw z nowym nabytkiem. Powiedział ci tak, żeby nie łamać serca dziewczynie, z którą spędził wspaniałe chwile. Przepraszam, jak długo byliście ze sobą?

www- Dwa… Nie, trzy tygodnie.

www- Trzy tygodnie? – Tym razem to radiowiec wygląda na skonsternowanego. – No cóż. Lepiej, trzy tygodnie, niż trzy lata. Teraz wiesz, ile tak naprawdę był wart. Masz możliwość rozejrzenia się za wartościowym facetem, zamiast tkwić w marazmie z palantem, który miesiąca z kobietą nie potrafi usiedzieć.

www- Ale to ten jedyny. – Słychać wycie nastolatki dręczonej przez Weltschmerz.

www- To nie ten jedyny, skoro cię rzucił. Im prędzej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla ciebie.

www- No… może tak.

www- Moniko, przemyśl sytuację, zastanów się, czy naprawdę jest tak źle, jak uważasz, i zacznij żyć. Dostajesz od nas składankę Don’t worry, be happy na smutne dni. Używaj bez ograniczeń. – Chwila ciszy. – Mamy następnego słuchacza, Albert z Pomorza, imię niemalże rycerskie, nie zdziwiłbym się, gdybym je usłyszał pod Grunwaldem. Albercie z Pomorza, rzeknij nam: cóż cię trapi?

www- Szef mnie wylał po piętnastu latach niewolniczej orki. Teraz muszę mieszkać z matką i wszyscy się ze mnie śmieją…

www- No faktycznie, kicha – odpowiada radiowiec – ale pomyśl, o ludziach, którzy nie mają matki i nie mają gdzie wracać? Ciesz się, że życie pobłogosławiło cię chociaż tym jednym darem, zanuć piosenkę Nie ma jak u mamy, wyznaj jej, jak bardzo ją kochasz i jesteś wdzięczny. Doceń, co dla ciebie zrobiła, zanim umrze, żebyś nie musiał płakać nad grobem i wyrzekać, że o czymś zapomniałeś, albo że nigdy nie okazałeś jej wdzięczności. Poszukaj nowej pracy. Masz żonę?

www- Nie, niestety, ale…

www- Nie tłumacz się, bo nic cię nie tłumaczy. Chcesz być starym kawalerem? Tak się odwdzięczasz matce, która poświęciła dla ciebie kawałek życia? Wstydź się! Wstydź!

www- Noo… masz rację.

www- Pewnie, że mam. Dla ciebie płyta z optymistycznymi utworami, gdzie znajdziesz między innymi kilka nagrań Łony, szczecińskiego rapera, który w zaawansowanym, starokawalerskim rzekłbym wieku nadal mieszkał z matką i nie dość, że nie czuł zażenowania, to jeszcze czuł się wobec niej zobowiązany. Teraz wywołany już Łona w piosence Fruźki wolą optymistów. Panowie, zwłaszcza samotni i pogrążeni w poczuciu beznadziejności, posłuchajcie i weźcie sobie te słowa do serca.

wwwPiosenka płynie, beat delikatnie stuka Adama w błonę bębenkową, słowa przepływają przez jego umysł i wywołują uśmiech. To dzięki niej pozbierał się do kupy, wyszedł na ludzi, poznał żonę. Byłą żonę. Uśmiech znika tak szybko, jak wypełzł na twarz radiowca. Od rozwodu minął prawie rok, a myśl o niegdysiejszej miłości nadal doprowadza go do pełnego goryczy szału. Swoim występkiem potwierdziła teorię, którą uparcie negowała przez trzy lata ich związku. „Każdy ma szansę na miłość”. Dała mu tę szansę, a potem odebrała. „Nie miej mi tego za złe…”. „Bardzo, kurwa, śmieszne” – pomyślał. Może powinien zadzwonić do swojego programu i opowiedzieć tę historię? Co by sam sobie odrzekł? „Byłeś ślepym idiotą, stary. Żony i samochodu się nie pożycza, bo jedno i drugie może się rozkraczyć”. Tyle.

wwwMinuta do zakończenia utworu Łony. Odbiera telefon:

www- Z kim mam przyjemność?

www- Marta z Torunia. – Smutny, przygnębiony głos.

www- Marto, jako że się dodzwoniłaś, otrzymujesz naszą składankę, a żeby ją wysłać, potrzebuję adres.

www- Ach, tak. Rodzynkowa 4, 87-100, Toruń.

www- Dobrze – zapisuje adres – niebawem usłyszysz, że muzyka przestaje grać, i wtedy wejdziemy na antenę. Jesteś gotowa? Tak.

wwwOstatnie słowa rapowanego utworu, beat gaśnie, Adam zaczyna mówić:

www- Witam na antenie Martę z Torunia, pięknego miasta, w którym ziemia zaczyna się kręcić, a Maryja zawsze jest dziewicą. Marto, opowiedz nam o sytuacji, jaka, twoim zdaniem, jest bezwzględnie negatywna.

wwwNa antenie słychać płacz…

www- Marto?

www- Ja…

www- Spokojnie – głos Adama jest kojący, ale już nie radosny. Pasuje bardziej do psychoterapeuty. – Jeżeli to dla ciebie zbyt trudne, możemy zakończyć rozmowę.

www- Nie. – Przez łzy i szloch przebija się stanowczość. – Nie bez powodu zadzwoniłam. Ja… mój mąż ma nowotwór. Złośliwy. Zostało mu… zostało… pół roku życia. Mamy córeczkę, dwuletnią, ja… och…

wwwAntenę znowu wypełnia płacz. Radiowiec milknie. Na co dzień wygadany człowiek w tej sytuacji zapomina języka w gębie. Co powiedzieć kobiecie, której mąż umiera? Gdzie tu pozytywy? Tam mu będzie lepiej? To ma jej powiedzieć? Przecenił swoje zdolności i w obliczu takiej tragedii jego pozytywne nastawienie nie ma znaczenia. Czuje gulę w gardle i dylemat – czy powinien odezwać się w momencie, kiedy wskazane jest milczenie? „Ty debilu” – wyrzuca w myślach. „Wpakowałeś się w szambo, teraz w nim pływaj”.

www- Marto… Wierzę, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem i wszystko ma sens. Każde złe „dzisiaj” prowadzi do lepszego „jutra”. Jestem pewien, że twój mąż to wspaniały człowiek i ojciec, ostatni, który powinien znaleźć się w takiej sytuacji, ale nic już nie zmieni faktu, iż się znalazł. Pozostaje ci cieszyć się każdym dniem w jego towarzystwie i czekać na znak, który ukaże sens tej tragedii. Wybacz, Marto, nie wiem, co więcej mógłbym powiedzieć, nie chcę kadzić żadnymi „będzie dobrze” i „nie przejmuj się”.

wwwChwila ciszy, po czym słychać głos, nadal przygnębiony, ale już nie tak rozedrgany:

www- Dziękuję.

www- Proszę – szeptem odpowiada prowadzący.

wwwTelefon urywa się, w umyśle Adama panuje niewiarygodnie głośna cisza, która w całości wypełnia jego głowę. Ogląda świat dookoła siebie i ma wrażenie, że Bóg w niebiańskim studio wcisnął klawisz „mute all”. Radiowiec niczego nie słyszy, mimo że słucha. Pozytywy we wszystkim? Co sobie myślał?

wwwŚciąga słuchawki, wybiega ze studia, rzuca coś o zastępstwie. Wypada z budynku na parking, wsiada w samochód i jedzie przed siebie.

13 IX 2013 r.

www- Halo, słuchacze. O barbarzyńskiej godzinie, w chwili gdy większość z nas zaczyna pracę lub szkołę, wita was Adam Sosnowski z radia Alternatywa. Wybiła ósma i wszyscy społem zazdrościmy szczęściarzom pozostającym w łóżkach. Dzisiaj trzynasty wrzesień, piątek trzynastego, jedyny dzień, którego nienawidzicie bardziej niż poniedziałku. Obchodzę trzecią rocznicę odejścia z radia MIX FM i poznania mojej żony, Marty. Ponownie, tak, jak tamtego dnia, rzucam wam, drodzy słuchacze wyzwanie. Dzwońcie, opowiadajcie swoje historie, a ja butnie zapewniam, że w każdej z nich znajdę pozytywy. O! Mam informację, że dodzwonił się do nas Krzysztof z Warszawy. Halo, Krzysztofie, jakaż to sytuacje spędza ci sen z powiek?

www- Polski Parlament. Nic nie robią, zarabiają krocie, kradną, oszukują…

wwwDalej Adam nie słucha. „Kurwa mać” – przechodzi przez jego myśl. „Z samego rana tak ciężko”.
</p>
Ostatnio zmieniony czw 15 maja 2014, 22:52 przez ithilhin, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » czw 08 maja 2014, 14:00

[center]wwwNieskończoność[/center]

<p align="justify">
wwwChciałabym, żeby nieskończoność była przewróconą ósemką. Wtedy do poprawkowego egzaminu z analizy matematycznej zostałaby niezliczona ilość dni. A tak - tylko osiem. Zbyt mało, na nauczenie się całości materiału z drugiego semestru.

www „Zostaw, nadrobisz w przyszłym roku” mówiła za każdym razem mama. „Odpocznij” dodawał ojciec, pocierając nos, jakby chciał ukryć wzruszenie drapiące w gardle. Wszyscy - zmęczeni moją determinacją i łzami nad zeszytem - powtarzali, że właściwie nie muszę przystępować do egzaminów, bo przecież tyle miesięcy chorowałam. Nic się nie stanie, jeśli powtórzę rok. Ja chciałam zdać. Jeszcze w szpitalu rzetelnie przepisywałam notatki z wykładów, prosiłam koleżanki o tłumaczenie zadań, pisałam prace. Kiedy miałam siłę utrzymać długopis. Gdy brakowało - liczyłam: prostokąciki płynu w rurce od kroplówki, dziurki w fudze między kafelkami, żabki w karniszu. To pomagało nie myśleć. O bólu, o strachu. A przecież byłam przekonana, że nie choruję tak bardzo. Kobieta z łóżka pod oknem, ta o niebieskich oczach i z odstającymi uszami - ona była bardzo chora. Nie mówiła prawie nic, zabroniła krewnym odwiedzin i nie szukała powodów do uśmiechu. Dziewczyna z drugiego posłania, do której codziennie przychodził chłopak, miała kiedyś loki jak sprężynki i płakała za każdym razem, gdy miedziana czupryna znikała za drzwiami - ona też była chora bardziej niż ja. Obie odeszły. Niebieskooka w nocy - nawet się nie obudziłam - sama do końca, jakby nie chciała nas zajmować namacalnością swojej śmierci. Rudowłosa zgasła dzień po tym, jak jej chłopak przyszedł z ogoloną głową. Potem widziałam go jeszcze raz, na oddziałowym korytarzu. Zielone oczy miał opuchnięte i usta zagryzione do krwi, czaszkę pokrywał rudy meszek. Popatrzył na mnie długo i jakoś tak z żalem. Rozumiałam jego ból. Przecież ja zostałam zamiast niej. W pokoju o niebieskich ścianach, z pykającymi miarowo porcjami kroplówki i trzydziestoma żabkami w plastikowym karniszu. I książkami z pierwszego roku studiów.

wwwNie policzyłam dni, gdy nic nie rozumiałam i bezmyślnie przepisywałam zadania. Być może było ich mniej, bo zdałam wszystkie egzaminy, oprócz tej nieszczęsnej analizy. Już po powrocie do domu, mimo nieprzespanych przez naukę nocy, zawalałam kolejne terminy zaliczeń. Została ostatnia poprawka. Moje być albo nie. Tydzień i jeden dzień.

wwwSiedziałam na ławce w parku, obłożona książkami niczym przekupka towarem. Słońce przyjemnie grzało, czułam je wyraźnie przez krótkie jeszcze włosy. Wszystkie sterczące kosmyki wyciągały się ku promieniom i rosły, radosne jak ja. Tu jesteśmy, żyjemy. W szpitalu w końcu i ja wyłysiałam. W tym czasie do sali przybyły dwie nowe dziewczyny - obie długowłose blondynki. Wstydliwie wiązały końskie ogony, unikając patrzenia na moją nagą głowę.
wwwCzasem późno w nocy siadałam skulona na parapecie, owinięta grubym szlafrokiem i wypatrywałam na niebie białych punkcików gwiazd. Wierząc, że wysyłane przez nie długie i żółte promienie mogą znaleźć drogę do popsutych komórek i porwać zło daleko w kosmos, na odległość tak niewyobrażalną, że zanim zdołałyby powrócić do swoich gwiazd - ginęłyby w pustce. Podczas chemii nie mogłam cieszyć się słońcem, bo raziło mnie ostre światło. Wtedy tak tęskniłam za jasną przestrzenią i powietrzem. Za muśnięciami wiatru pod rzęsami.

wwwTeraz odzyskałam słońce, miałam na wyciągniecie ręki. Gdybym jeszcze zdała! Wydawało się, że jeden egzamin to nic w porównaniu z rakiem. Skoro wygrałam życie, to mogę zacząć od nowa. Wybrać inne studia, podróżować przez rok, wyjść za mąż w Las Vegas, nauczyć się fotografować lustrzanką. Cokolwiek. Ale nie! Nie mogłabym żyć ze świadomością, że ten etap nie jest zakończony. To było dla mnie bardzo ważne. Odejść ze studiów, bo chciałam, a nie dlatego, że oblałam semestr.

wwwOsiem dni. Po raz kolejny przejrzałam spis zagadnień. Otworzyłam podręcznik na pierwszym temacie z listy i wyszukałam odpowiednie notatki. Symbol nieoznaczony... Symbol nieoznaczony... Symbol.... Zamknęłam oczy.

wwwChłód i wilgotna ciemność wieczoru… Pobrzękiwanie butelek, bełkotliwe, męskie głosy gdzieś w głębi parku… Zesztywniałam ze strachu. Wolno nabrałam powietrza, chcąc uspokoić nagłe bicie serca i szum w uszach. Powtarzałam w myślach jak mantrę, że są daleko, bo ich nie widzę, i starałam się jak najszybciej pozbierać papiery. Kiedy wyciągałam plecak spod ławki, czyjeś buty zaszurały po żwirze. Tym razem na pewno blisko. Zacisnęłam powieki, próbując sobie wmówić, że to tylko wyobraźnia. Ale… Nie. Ktoś stał nieopodal.

wwwPochylona w niewygodnej pozycji, widziałam tylko ciężkie glany. W desperacji zakryłam głowę rękami i tak skulona oczekiwałam sama nie wiem czego - chyba ciosu, a może głośnego, drwiącego śmiechu. Na lekkie dotknięcie nie byłam przygotowana. Próbowałam krzyknąć, i jak w koszmarnym śnie, nie mogłam zmusić gardła do wydobycia głosu. Czyjeś palce uścisnęły moją rękę. Ten gest miał mnie uspokoić.
www- Nic ci nie jest? Nie bój się. - Głos nieznajomego brzmiał przyjaźnie. - Zabiorę cię stąd. Oni nas nie zauważą - dodał, jakby rozumiał mój strach.
wwwOdważyłam się spojrzeć. Kucał, więc jego oczy były na wprost moich. Zwykły facet w moim wieku, w dżinsach i swetrze. Włosy mu sterczały na wszystkie strony i miał coś zabawnego w spojrzeniu. Ze zdumieniem stwierdziłam, że strach prawie minął.
www- Idziemy, daj te bambetle. - Wyciągnął rękę, a ja machinalnie podałam plecak.
wwwPobiegliśmy alejką do wyjścia z parku. Potem pociągnął w którąś z bocznych uliczek i lecieliśmy dalej, w stronę centrum. Trochę się dziwiłam, że zupełnie nie odczuwam zmęczenia, byłam tylko lekko zdyszana.
www- Gdzie idziemy? - zapytałam w końcu.
www- Już niedaleko, zobaczysz! - Zaśmiał się.
wwwZatrzymał się przed najwyższym budynkiem w mieście. W świetle latarni mogłam przyjrzeć się nieznajomemu dokładniej. Patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę. On uśmiechnięty, a ja miałam chyba wielkie ze zdziwienia oczy, bo komicznie łypnął, najwyraźniej mnie przedrzeźniając.
www- Zdążyliśmy - oznajmił radośnie.
www- Na co?
www- Zobaczysz. Lubię tajemnice. I niespodzianki. A ta będzie dla ciebie. Żebyś zdała analizę. Teraz idziemy, tylko cicho - przestrzegł, kładąc palec na ustach i mrugając porozumiewawczo.
wwwNim zdążyłam o cokolwiek zapytać, ponownie chwycił mnie za rękę i zerkając na boki, wprowadził do budynku. Hol był pusty, słabo oświetlony, i choć w dyżurce na tyłach recepcji paliło się światło, za kontuarem nikogo nie było. Pokazał na lewo i pomknęliśmy klatką schodową. Tu też było cicho i ciemno, ale prowadził pewnie - widać doskonale znał drogę. I nie zamierzał puścić mojej dłoni, a ja, zafascynowana przygodą, bez obaw podążałam za nim. Bez pytań, bez zdziwień. Zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że to jakiś dziwny sen. Nagle chłopak przystanął gwałtownie i zaryłam nosem w jego sweter.
www- To nie sen, nie możesz tak myśleć. Przecież chcesz, żeby się spełniło? - szepnął z naciskiem, poważniejąc. W czarnych oczach dostrzegłam żółte iskierki. Zupełnie jak moje gwiazdy, zza szpitalnego okna.
wwwNie czekał na odpowiedź, po prostu się odwrócił i poszliśmy dalej, w górę, aż na ostatnie piętro. Metalowe drzwi prowadziły bezpośrednio na taras. I... Rany!
wwwZachwycona patrzyłam na światła zamglonego miasta. Samochody, pędzące główną ulicą, rysowały smugi światła, latarnie wiły świetlne rzeki wzdłuż chodników, a lampy w oknach dodawały do obrazu jasne, statyczne punkciki. Resztki niepokoju prysły, ufnie podeszłam do barierki. On z lekkim uśmiechem obserwował jak chłonę przestrzeń, wysokość, wiatr i wszystkie światła.
www- Kim jesteś? - zapytałam w końcu, ale tylko pokręcił głową.
wwwOdepchnął się od poręczy i stanął za mną, delikatnie obejmując za ramiona.
www- Popatrz teraz - szepnął mi wprost w ucho. - W górę.
wwwPosłusznie uniosłam głowę. Niebo wypadło blado wobec feerii blasku w mieście. Z trudem odróżniłam trzy koła Wielkiego Wozu i kawałek dyszla. Małej Niedźwiedzicy nie byłam w stanie dostrzec.
www- Zamknij oczy - polecił.
wwwZnowu nie zdołałam zadać żadnego pytania, posłusznie zacisnęłam powieki… Usłyszałam kolejny szept, choć miałam wrażenie, że tym razem z daleka. Nie byłam pewna, czy tajemniczy chłopak wciąż tam jest. Kiedy ponownie spojrzałam w niebo, całkowicie zapomniałam o jego obecności. Ach…
wwwMiasto było teraz ciemne i ciche, jakby ktoś przykrył je czarnym kocem. W dole nie świeciła żadna, nawet najmniejsza żarówka, a na wprost mnie kosmos bez ostrzeżenia ukazywał całą swoją wielkość. Mleczna Droga, gęsto usiana gwiazdami, rozciągała się na wyciągnięcie ręki. Bez trudu odnalazłam Małą i Dużą Niedźwiedzicę, Gwiazdę Polarną, a nawet Smoka i wszystkie inne, których nie umiałam nazwać. Jasne konstelacje zwisały mi nad głową, zdawały krążyć wokół, porywając, zagarniając wszystko z szumem. To gdzie jestem, cały czas jaki miałam, nie był w tej chwili istotny. Przypomniałam sobie wakacje w mazurskim lesie, na jednym z harcerskich obozów - chłopcy przynieśli suchy krzak jałowca i w całości cisnęli go w ognisko. Snop pomarańczowych iskier sięgnął wysoko, sycząc, strzelając ognikami w ciemne niebo, a ja zafascynowana całkowicie zapadłam w ulotny spektakl, nie zwracając uwagi, że stoję na wilgotnej ściółce, w jednym bucie i mocno ściskam łokieć drużynowego. Wszystkie gwiazdy wirowały niczym tamte iskry, doskonale trójwymiarowe na nocnym niebie, a ja jak wtedy, tkwiłam bez ruchu, zapatrzona, pochłonięta widokiem do granic nieskończoności.

wwwI byłam tylko pyłkiem na Mlecznej Drodze, drobinką niewiele znaczącą wobec odległości świetlnych. I mogłam wszystko. Już teraz. Właśnie teraz. Odetchnęłam głęboko i roześmiałam się głośno i radośnie.

www- Halo, proszę pani, wszystko w porządku?
wwwOtworzyłam oczy i gwałtownie zamrugałam porażona słońcem. Leżałam na „swojej” ławce w parku, nade mną pochylał się strażnik miejski.
www- Musiałam zasnąć, dziękuję - zdołałam wyjąkać oszołomiona.
www - Ano, pogoda sprzyja - przytaknął. - Książeczka pani upadła - podniósł z ziemi podręcznik. Lepiej nie spać, okraść mogą - dodał z troską. Miał siwe brwi i takie same wąsy.
www- Dziękuję panu - uśmiechnęłam się i zaczęłam zbierać notatki do plecaka.
wwwStrażnik odszedł powoli, po kilku krokach odwrócił się jeszcze, pomachał przyjaźnie. Przerwałam pakowanie i pokiwałam do niego Potem siedziałam przez jakiś czas, próbując poukładać ostatnie zdarzenia w logiczną całość. Nie wychodziło. „Ale sen” - przemknęło mi przez głowę.
wwwDzwonek telefonu wyrwał mnie z zamyślenia. Sięgając po aparat zauważyłam, że całą lewą dłoń mam umazaną żółtym, mieniącym się w słońcu pyłkiem.
www- Halo?
www- Pani Elu - usłyszałam głos asystenta profesora od analizy matematycznej…

wwwCokolwiek się zdarzy…
wwwJa mogłam wszystko.
wwwMoja ósemka była jednak postawioną na baczność nieskończonością.
</p>
Ostatnio zmieniony czw 08 maja 2014, 14:56 przez ithilhin, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » czw 08 maja 2014, 14:04

[center]Opowieść na sześć cycków[/center]

<p align="justify">
wwwPamiętał salę tronową - marmury, złocenia, kryształowe zwierciadła i wielkie gobeliny ze scenami z polowań. Rzeźbione krzesła, na których siedzieli wystrojeni dostojnicy. Zbliżało się południe. Przez wysokie okna wpadały promienie słońca i powietrze gęstniało od upału. Powoli wszystkim zaczynało być gorąco, pocili się i mieli ochotę na szklanicę zimnego piwa oraz krótką drzemkę. Jednak ukrywali ziewanie i cierpliwie wysłuchiwali próśb kolejnych mężczyzn.

wwwOjciec tkwił na swoim miejscu, a raczej próbował znaleźć na nim pozycję na tyle wygodną, by wytrzymać następne godziny. Tron budził szacunek i podziw, ale był najmniej wygodnym meblem w całym zamku. Im dłużej ojciec na nim siedział, tym energiczniej się wiercił i szybciej ferował wyroki. Harold rozumiał go doskonale - dni takie jak ten potrafiły doprowadzić do szału. Były bezdennie nudne.

wwwPamiętał również chwilę, gdy do sali weszły trzy, młode kobiety. Zaskoczyły go, bo nie zauważył, żeby na liście petentów były jakiekolwiek niewiasty. Ojciec momentalnie przestał się wiercić. Usiadł wyprostowany, z dumnie uniesioną głową i ramionami ułożonymi na poręczach tronu tak, by widoczne były upierścienione palce. Wszyscy zgromadzeni w sali mężczyźni obserwowali idące od drzwi kobiety. Były całkiem różne. Inne sylwetki, inne włosy, a kiedy wreszcie stanęły rządkiem przed tronem, by złożyć ukłon należny królowi i jego następcy, mógł ocenić, że ich cycuszki różniły się tak samo jak kolor oczu.

wwwJakie to szczęście, że minęła moda na wysokie zapięcia pod szyją, a szambelan opracował nowy wzór ukłonu, pomyślał wtedy i przemknął wzrokiem po jędrnych jabłuszkach Lessy, dojrzałych melonach Mares i kipiących ze stanika, bo wielkich niczym arbuzy, piersiach Kobo. Po trzech godzinach nudy, otrzeźwił go widok sześciu cycuszków, bezwstydnie wymierzonych w tron.

wwwPotem odezwała się Mares. Wie, że podziwiał jej dar wymowy. Długie, kunsztowne okresy zdaniowe, figury retoryczne upiększone eleganckimi słowami płynęły z karminowych, lśniących ust, niczym woda z akweduktu. Niestety, szybko pojął, że chciała złota z królewskiej szkatuły. Niemal zaśmiał się, kiedy adeptki Akademii Sztuk Magicznych zażądały pieniędzy na poszukiwanie legendarnego miasta, położonego na krańcach kontynentu w Górach Lodowych!

wwwRzucił okiem na twarze zgromadzonych dostojników. Szambelan z cześnikiem wymieniali znaczące spojrzenia, a na ich usta wypływały uśmieszki. Koniuszy wielki i łowczy królewski bez żenady wlepiali oczy w skrojone zgodnie z najnowszą modą, głębokie dekolty i chyba wcale nie wiedzieli, o czym ta panna mówi z tak wielką swadą. Tylko stolnik patrzył znudzony na wielkie, złote sprzączki swoich butów. Tajemnicą poliszynela było, że nie interesowały go młode kobiety i ich biusty. Całkiem inaczej niż króla, którego oczy wpiły się w biust Kobo. Harold był pewien, że przyciągnie on uwagę ojca. Zastanowił się nawet, jak szybko dzierlatka wyląduje w królewskim łożu. Miała przecież wszystko, co lubił u kobiet – wielkie piersi, wąskie biodra i figlarny uśmiech. Do tego chwilowo był samotny. Ostatnią kochankę odprawił kilka tygodni wcześniej. Harold rozmyślał o ojcu i problemach jakich przysporzy królestwu, poddanym i synowi, zabiegając o tę pannę. Nienawidził go za nieustanne uleganie własnym zachciankom. Nienawidził jego sposobów na szczęście.

www- Chcemy znaleźć miasto, które opisał w swojej kronice starożytny podróżnik - Elder z Ness. Nazywał je…

www- Miastem Świetlików – dokończył mimowolnie.

wwwTo zdanie oderwało go od myśli o romansie ojca z Kobo. Słuchał uważniej płomiennej mowy Mares i mimo wszystko żałował, że trzeba będzie powiedzieć pannom, że postradały rozum, jeśli myślą, że kronika Eldera zawiera coś więcej ponad chore urojenia autora! Był pewien, że ojciec nie da złamanego grosza na takie szaleństwo! Trzy, młode magiczki same w dzikich, górskich ostępach! Nie po to utrzymywali Akademię, by jej absolwentki wysyłać na zatracenie.

www- Panie, Królu nasz, nie chcemy wiele. Potrzebna nam Twoja zgoda i trochę pieniędzy na sfinansowanie zakupów. Odłożyłyśmy nieco, ale dobre konie, ekwipunek, wóz, który przetrwa taką długą podróż, kosztują – szepnęła Kobo jakoś tak przejmująco, patrząc ojcu w oczy. - Przez cztery lata pracowałyśmy nad planem tej wyprawy. Miesiące poświęciłyśmy na lekturę starych dokumentów, oglądanie map. Wiele trudu kosztowało nas zdobycie pewnych ksiąg, są zabytkowe, niemal rozsypują się w rękach… Pozwól coś sobie pokazać.

wwwOjciec zawiercił się na tronie i wszyscy wiedzieliśmy, co by najchętniej zobaczył. Harold uniósł dłoń ruchem dyskretnym i umówionym, szambelan chrząknął i już miał zabrać głos, gdy powietrze jakby nabrało gęstości. Następca tronu doskonale znał to wrażenie. Niejeden raz widział przy pracy iluzjonistów, bo ojciec lubił, kiedy zabawiali gości. W zamku zawsze mieszkało kilku co zdolniejszych wiedźmaków, wyspecjalizowanych w obrazach ślicznych i niewiele znaczących. Za ich przyczyną oglądał wielkie trolle, mantikory, stada jednorożców pędzące korytarzami zamku, leśne polany z rusałkami, roje motyli, smoki ziejący ogniem…

wwwJednak wtedy było inaczej. Sala tronowa zniknęła. Stał na blankach zamku i patrzył na wschód. Słońce miał za plecami i dosłownie czuł jego ciepło. Uniósł się i popędził, niesiony na skrzydłach wiatru, niczym ptak, ponad królewskim traktem w stronę Arty, największej rzeki królestwa. Gotów był przysiąc, że poczuł zapach rozlewisk, tataraku i błocka, ale gnał nieustannie przed siebie. W oddali zamajaczyła Twierdza Run i Las Runbardzki, ale on pędził nad rozległą równiną pokrytą morzem falujących traw. Dojrzał olbrzymie stada galopujących koni. Zza horyzontu wyrosły Góry Lodowe, oświetlone promieniami zachodzącego słońca. Pomknął ponad skalistą ścieżką na Przełęcz Eldera i zamarł. W dole, nad górskim jeziorem leżało Miasto Świetlików.

wwwZalała go fala zniecierpliwienia, chciał zapuścić się w uliczki, zobaczyć to od wieków nieistniejące miasto. Tak, to byłaby wspaniała rzecz! Jednak niemal natychmiast zaśmiał się z siebie i swoich rojeń. Stał w sali tronowej, a wszystko co widział, było tylko piękną iluzją. Zrezygnowany przymknął oczy. Przestąpił z nogi na nogę i wstrzymał oddech, gdy pod stopami poczuł nierówności bruku, a wiatr rozwiał mu włosy. Odruchowo przygładził niesforne kosmyki, spojrzał. Przed sobą miał wąski zaułek, kamienne mury i niewielkie, acz masywne drzwi. Otworzył je z niemałym trudem. Prześlizgnął się przez powstałą szparę i zagłębił w zimny mrok. Ruszył przed siebie, a każdy krok odbijał się echem, jakby otaczała go olbrzymia przestrzeń.
wwwNiechby choć trochę światła, pomyślał i zaraz ciemność przecięła smuga blasku, która spływając w dół niczym srebrzysty sztylet. Powietrze zafalowało. Pasmo światła przeciął czarny kształt. Mocne, nagłe uderzenie powaliło go na kolana. Chciał się podnieść, ale pchnięty, upadł na plecy. Z wysoka sfrunęło wielkie ptaszysko, a ostre szpony wymierzone prosto w twarz, wystraszyły Harolda. Zaszamotał się, ale po chwili leżał bez ruchu, wpatrzony w groźnie piękną twarz syreny, w lśniące, karminowe usta.

www- Jesteś królem?

wwwPytanie napłynęło z mroku. Patrzył jak tuż obok powoli materializuje się płowy sfinks z niemal złocistymi skrzydłami. Zwierz ułożył się obok Harolda, wyciągnął przednie łapy i dumnie uniósł głowę. Szmaragdowe oczy zalśniły złocistymi refleksami.

www- Boi się – zabrzmiało za głową. - Nie pojmuję dlaczego…

wwwZ ciemności wyszła kobieta o surowej twarzy, wysoko ufryzowanych włosach i sukni, która całkowicie odsłaniała piersi. Na jednym sutku lśniła kropla mleka. Harold był pewien jego słodyczy. Wyciągnął ramię i po chwili zlizał z palca mleczną kroplę. Była bardzo słodka.

www- Nie jest tchórzliwy, tylko te żabociki…

www- Powinien wyglądać dostojniej. W końcu co król, to król.

www- Ach, to moda…

wwwCisza, jaka zapadła po tym stwierdzeniu, drażniła Harolda. Chciał, by syrena wreszcie z niego zeszła. Zaczynała mu ciążyć. Jakby czytając w jego myślach, ptaszyca mało delikatnie zsunęła się na posadzkę. Rzucił okiem na miejsca, w których wcześniej czuł szpony. Oczekiwał krwi, tymczasem nie było po nich śladu.

www- Nie boję się was – stwierdził.

www- Jasne, że nie.

wwwNie mógł odgadnąć, która mówi. Nie poruszały ustami, a jednak wyraźnie słyszał każde słowo.

www- Was nie ma – powiedział z ulgą.

www- Jak to: nie ma?!

www- To, że dziwnie wyglądamy, to tylko twoja zasługa.

www- Wymyśliłeś nas.

www- Jesteśmy w twoich myślach. Nie rozumiem tylko, dlaczego jesteśmy takie dziwne.

www- On tak chce, a przecież wszystko zaczyna się i kończy właśnie w jego głowie.

wwwZamilkły. A on leżał, wsparty o ciepły bok sfinksa i próbował zrozumieć, o czym mówią.

www- Chcecie mi powiedzieć, że… - zawahał się, całkiem jakby nie umiał nazwać prawdy.- Jestem tu sam?

www- Właśnie – potwierdził sfinks.

www- W takim razie wy to ja.

www- Tak.

www- Nie.

www- W tym miejscu człowiek zawsze jest sam.

www- Zawsze sam… - powtórzył.

www- Będziesz tak powtarzał?

www- Mogę, jeśli rozmawiam sam ze sobą.

wwwZaśmiały się.

www- Będziesz wspaniałym królem.

www- Jesteś pewna?

www- Oczywiście.

www- Na początek ożeń się Aleksandrą.

www- Mam się ożenić z tą…

www- Unikniesz wojny i nawiążesz wieczny sojusz z Wyspami.

www- Król Leon nie ma syna, po jego śmierci, masz szansę zjednoczyć oba królestwa.

wwwZaśmiał się, a one razem z nim.

www- Jestem szalony.

www- Nie do końca.

www- Ktoś wie, że z wami rozmawiam?

www- A niby skąd?

www- Myślisz, że ktoś może zajrzeć do twojej głowy?

wwwKobieta z odkrytymi piersiami pochyliła się do niego.

www- Powinieneś wrócić do sali tronowej. Za chwilę koniec posłuchania. Daj tym dziewczynom sakiewkę, którą masz w kieszeni.

www - Jak mam stąd wyjść?

www- Przecież wiesz…

www- Przypomnij sobie salę tronową.

www- Zamknij oczy. Pamiętasz salę tronową?

wwwWidział ją. Marmury, złocenia, kryształowe zwierciadła i wielkie gobeliny ze scenami z polowań. Rzeźbione krzesła, na których siedzieli wystrojeni dostojnicy. Przez wysokie okna wpadały promienie słońca i powietrze było gęste od upału. Na wprost tronu stały trzy młode kobiety, ubrane w suknie z głębokimi dekoltami.

wwwOtworzył oczy.

wwwSięgnął po sakiewkę i wyszedł zza tronu. Magiczki natychmiast wykonały przepisowy ukłon.

www- Ojcze? Czy mogę… - zapytał.

wwwStanął przed wiedźmami, po przyzwalającym skinieniu króla.

www- Rozpoznaje kunszty Less i Mares, a ty, pani? Jaki jest twój? – zapytał Kobo.

www- Ja, panie, potrafię odczytać ludzkie myśli i pragnienia.

wwwSpojrzał jej prosto w oczy. Były zielone, jak oczy sfinksa.

www- Panie…- szepnęła Less.

wwwDopiero teraz dostrzegł, jaką kunsztowną miała fryzurę.

www- Pragniemy tylko…- zaczęła Mares, ale przerwał jej ruchem dłoni.

wwwZamknął oczy. Chłód mrocznej komnaty i ciepły bok sfinksa. Karminowe usta syreny. Gobeliny ze scenami polowań. Sześć jędrnych cycuszków. Słodycz mleka.

wwwZaśmiał się.

www- Szambelanie, po pierwsze proszę przysłać do mnie krawca. Potrzeba mi zdecydowanie bardziej męskiego ubrania. Po drugie…

wwwSpojrzał na magiczki. Podrzucił sakiewkę w dłoni.

www- Po drugie będę czekał na epicką opowieść z gór.

</p>
Ostatnio zmieniony czw 08 maja 2014, 14:36 przez dorapa, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » czw 08 maja 2014, 14:27

[center]Rudość[/center]

<p align="justify">
wwwCzy ktoś wie, gdzie i kiedy można spotkać anioła? Okazuje się, że przypadkiem.

wwwStałam przed tablicą ogłoszeń w miejscowym pośredniaku i przeglądałam oferty pracy. Z każdym przeczytanym ogłoszeniem, ogarniała mnie coraz większa rozpacz. Brukarz, płytkarz, kierowca CE, mechanik samochodowy, ślusarz narzędziowy, pracownik do kopania rowów z możliwością przyuczenia… A dla mnie, nie ma nic. Zupełnie nic. Człowiek skończył studia, a do pracy nikt go nie chce. Może gdybym była mężczyzną… Ale pech chciał, że jestem kobietą i to w dodatku młodą. Tragedia.

wwwZałamana, oparłam się o pobliską ścianę. Od tygodni nie znalazłam żadnej odpowiedniej oferty. Na rozmowach kwalifikacyjnych, na które od czasu do czasu chodziłam, jasno dawano mi do zrozumienia, że nie zostanę zatrudniona ponieważ… o zgrozo - mogę urodzić dziecko! To przecież niedopuszczalne i nieekonomiczne. Poza tym nie mam żadnej praktyki, a oni potrzebują osobę z doświadczeniem. Tylko jak i gdzie je zdobyć, skoro nikt nie daje mi szansy? Nie miałam przed sobą żadnych perspektyw.

www- Hej, ty młoda jeszcze jesteś, nie poddawaj się – usłyszałam wesoły głos kobiety, która właśnie przechodziła obok.

wwwUniosłam głowę wyrwana z zamyślenia. Czy na pewno mówiła do mnie? Ale stała tuż obok, a na korytarzu nie było nikogo innego.

wwwSpojrzałam na nią. Miała długie do ramion, rude włosy zaczesane na lewą stronę, do tego jasną, piegowatą twarz, oraz niebieskie oczy. Ubrana była w szaroniebieską garsonkę.

wwwRude, jest wredne, przyszedł mi do głowy stary stereotyp. Rudość, to nie kolor włosów, tylko cecha charakteru, głosiła ludowa mądrość. Kiedyś wystarczyło być rudym, by być uznanym za czarownicę. Starożytni Grecy wierzyli, że miedzianowłosi po śmierci zmieniali się w wampiry. Zwyczajowo przypisywano im szereg niezbyt miłych cech.

wwwAle ona chyba nie była wiedźmą. Nie miała kurzajki na nosie, ani złego oka. Nie wyglądała też, jak krwiopijca. Była przyjazna, uśmiechnięta i miała jasne iskierki w oczach. Z plakietki przyczepionej do ubrania dowiedziałam się, że miała na imię Marta. Pracowała w urzędzie.

www- Dostaliśmy dużo środków na staże – powiedziała entuzjastycznie. – To szansa, na zdobycie doświadczenia i być może pracy. Idź zaraz do pokoju trzysta sześć i dowiedz się, czy się kwalifikujesz. Powodzenia!

wwwPosłała mi jeszcze jeden miły uśmiech i odeszła. Patrzyłam za nią, jak zniknęła na klatce schodowej. Na korytarz powrócił chłód, jakby z nią zniknął cały optymizm.

wwwJednak odrobina nadziei we mnie pozostała.

www- Weź się w garść, kobieto – powiedziałam sama do siebie.

wwwPo kilku głębokich wdechach poszłam na trzecie piętro, do pokoju, który wskazała mi pani Marta.

www- Dzień dobry – powiedziałam wchodząc do środka. – Dowiedziałam się, że jest możliwość odbycia stażu. Chciałabym skorzystać z tej formy pomocy.

wwwPulchna brunetka z burzą loków uniosła głowę znad monitora. Jej spojrzenie mówiło jasno, że nie życzy sobie mnie tu widzieć. Pomyślałam, że na pewno przerwałam jej układanie pasjansa. Odruchowo cofnęłam się dwa kroki.

www- A kwalifikujesz się na staż? – zapytała wypranym z entuzjazmu głosem. – Nie mogę skierować pierwszej lepszej osoby, która wejdzie z korytarza. Musisz spełniać warunki określone w ustawie.

wwwNie poprosiła mnie, żebym usiadła, więc stałam tam, przed jej biurkiem, jak ofiara losu. Mój cały optymizm prysnął niczym bańka mydlana.

www- Nie wiem – odpowiedziałam odruchowo kuląc ramiona.

wwwSkoro ona nie wiedziała, to skąd ja miałam wiedzieć? Nie znałam ustawy, o której mówiła. Zrobiło mi się przykro. Widocznie dla niej byłam tylko petentem, do niczego nie potrzebnym pyłkiem na bucie, który należało strzepnąć.

www- Proszę, niech pani podejdzie do mnie – zawołała dziewczyna ze stanowiska obok. Jednym ruchem zgarnęła na krawędź biurka leżące przed nią papiery, robiąc miejsce. Uśmiechnęła się przyjaźnie.

wwwKolejna ruda, zauważyłam.

www- Proszę usiąść. Potrzebny mi jest pani dowód osobisty – zachęciła mnie. – Zaraz sprawdzę, czy się pani kwalifikuje. Mamy obecnie bardzo ciekawe oferty. Grzechem by było nie spróbować.

wwwPosłuchałam. Po jej słowach zrobiło mi się cieplej, nawet zdobyłam się na nieśmiały uśmiech. Może rude wcale nie jest takie złe, przyszło mi do głowy.

wwwDziesięć minut później wyszłam z budynku ze skierowanie na rozmowę w sprawie stażu w Urzędzie Skarbowym. Potrzebowali kilku osób, więc miałam duże szanse. Musiałam pójść koniecznie dzisiaj, bo jak powiedziała pani Asia, jutro kadrowa idzie na urlop.

wwwZ bijącym sercem, na nogach miękkich jak z waty, wróciłam do domu po cefałkę i pojechałam do skarbówki. Omijając windę, wdrapałam się na trzecie piętro, gdzie mieściły się kadry. Przez uchylone drzwi usłyszałam, że w środku ktoś był, więc poczekałam. Nie chciałam podsłuchiwać, ale mimowolnie dobiegł mnie fragment rozmowy.

www- Proszę mnie zrozumieć, ja bardzo chcę, przyjąć panią na ten staż. Nie szkodzi, że nie umie pani obsługiwać komputera. Mamy takie stanowisko, na którym potrzebna jest jedynie podstawowa znajomość edytora tekstów. Napiszę na skierowaniu, że panią przyjmuję od następnego poniedziałku, a pani przez ten czas zapozna się z klawiaturą komputera. Dzieci na pewno pomogą. Proszę się nie bać, na pewno sobie pani poradzi.

wwwChwilę później roztrzęsiona, około czterdziestoletnia kobieta wyszła z biura kadrowej. Zauważyłam, że miała rozmazany tusz do rzęs. Posłała mi pełen nadziei uśmiech, który odwzajemniłam.

wwwWzięłam kilka głębokich wdechów i weszłam do środka.

wwwAle numer, kolejna ruda! Miała na imię Teresa. Jej miedziane włosy opadały falą na ramiona skryte pod gustowną, oliwkową sukienką. Podałam jej skierowanie. Odłożyła je na biurko i przejrzała życiorys.

www- Od jutra jestem na urlopie, ale wpadnę pod koniec dnia, żeby wypełnić dokumenty. Czyli zaczynasz od jutra. Potrzebujemy kogoś w zasadzie od zaraz. Czy masz dzisiaj trochę czasu, by poznać pracowników? Tak z godzinkę?

wwwOczywiście, że miałam czas.

www- Chodź ze mną, od razu cię przedstawię. Tylko zastanawiam się, czy dać cię vatowcom, czy wysłać do egzekucji – mówiła, gdy schodziłyśmy piętro niżej.

wwwNie wiedziałam nic na temat VATu, ale egzekucja kojarzyła mi się jednoznacznie z czarownicami. Znowu te zabobony, pomyślałam.

www- Lepiej będziesz pasowała do egzekucji – zadecydowała z uśmiechem kadrowa.

wwwOtworzyła najbliższe drzwi.

www- Pani Kamilo, macie nową stażystkę. Dzisiaj tylko na godzinkę, bo musi pozałatwiać sprawy z Urzędem Pracy.

wwwKierowniczka działu Egzekucji Administracyjnej układała jakieś dokumenty na swoim biurku. Wstała, by się ze mną przywitać. Była sympatyczna, pulchna i… ruda.

wwwZakręciło mi się w głowie.

www- Chodź, kochanie, zaprowadzę cię do dziewczyn, z którymi będziesz pracować. Jest ich cztery w pokoju, ale Emilki dzisiaj nie ma, Ania wyszła na chwilę z poborcami, a Gosia jest jeszcze tydzień na urlopie. Tak więc teraz jest tylko Krysia. Usiądziesz dzisiaj na miejscu Gosi.

wwwByłam cała roztrzęsiona, kiedy otworzyła kolejne drzwi i niemal wepchnęła mnie do środka. W dużym pokoju stało pięć biurek. Wysokie do sufitu szafy skrywały setki teczek z dokumentami. Gdzieś w pomieszczeniu brzęczała drukarka.

www- Krysiu, tornado przyprowadziło nam nową stażystkę – powiedziała kierowniczka.

www– Dzisiaj sobie tylko chwilę posiedzi i zaczyna od jutra. Siądź tutaj – zwróciła się do mnie pokazując mi biurko pod oknem i wyszła.

wwwNie podnosząc wzroku wymamrotałam, jak mam na imię. Właściwie, tylko coś mruknęłam i poszłam na wskazane mi miejsce. Pech chciał, że obrotowe krzesło, na którym miałam usiąść, odjechało i runęłam na ziemię obijając sobie zadek.

www- O Boże, nic ci nie jest?! – zawołała pani Krysia zrywając się zza biurka.

www- Żyję, wszystko w porządku – powiedziałam podnosząc się z podłogi.

wwwZerknęłam na nią i nie mogłam powstrzymać śmiechu. Śmiałam się wesoło i radośnie. Nie po to, by ukryć zażenowanie, lecz dlatego, że miałam na to ochotę.

wwwKobieta popatrzyła na mnie ciepłym wzrokiem i zaproponowała coś do picia. Usiadłam przy biurku i odruchowo nabazgrałam na leżącej tam czystej kartce papieru uśmiechnięte słoneczko.

wwwMarta, Asia, Teresa, Kamila, a teraz Krysia… Anioły są rude.

</p>
Ostatnio zmieniony czw 08 maja 2014, 14:40 przez ithilhin, łącznie zmieniany 1 raz.




Wróć do „Walki mocy 2014”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość