Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Zapach kamienia

Dział zbierający zakończone już pozostałe konkursy wewnątrzforumowe

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Zapach kamienia

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 09:18

Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca, mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (Im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami.)

Błędy - max 20 punktów. (Ortograficzne, gramatyczne, stylistyczne oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów.)

Ogólnie - max 20 punktów. (Wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty.

Sz. P. Czytelnicy!
Ze względu na to, że do bitwy stanęło aż siedmiu autorów zmieniamy zasady oceniania.

Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca, mogą przyznawać opowiadaniom punkty za warsztat pisarski (0-10 p.) i wartości czytelnicze (0-10 p.).
Ocena końcowa - zsumowane punkty.
Ostatnio zmieniony pn 13 paź 2014, 08:57 przez dorapa, łącznie zmieniany 4 razy.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 09:26

[center]Żywot kamienia poczciwego[/center]
<p align="justify">


wwwNapisali o mnie felieton w poczytnym magazynie. "Trafiła kosa na kamień" – przeczytałem. Ale że niby co?! Że jestem hardy i uparty?! Pewnie, że jestem! Kto by nie był na moim miejscu? Przecież od zarania dziejów robicie mi czarny PR. Tak, znam to wyrażenia, nie jestem jakimś tłukiem, nauka nie idzie mi jak z kamienia... Co tam chrząkacie pod nosem?? Że niby kamień spadł wam z serca? Wolne żarty!
wwwNie mamy łatwego życia, oj nie... Taki na przykład kuzyn Stanisław... Był twardy jak kamień, ale co z tego? Skończył jako kamień węgielny! Na początku było miło... wielka feta, przecinanie wstęgi, blichtr i sława, tłum ludzi, kwiaty... A później wszyscy o nim zapomnieli. Zasłonili mu oczy. Biedaczek zamknął się w sobie i stał się zimny jak głaz!
wwwA piękna Felicja? Elegancka niczym kamień szlachetny, a potraktowaliście ją tak brutalnie jak zwykły kamień w czajniku! Ukamienowaliście ją, dranie! Tak, to Ty Stasiu! Nie zaprzeczaj! Była jak wonna pszczółka i skończyła jako egzotyczny składnik zupy z trawy i piachu... Bodaj byś się w kamień zamienił! I kamień by się poruszył, widząc, jak miażdżyłeś ją na drobny, złocisty pył...
wwwJest ci przykro? I co z tego? Będę niewzruszony jak kamień, przecież według ciebie i tak mam serce z kamienia. Jestem niemiły? Ja? Tylko mi nie mów, że jestem ci kamieniem młyńskim u szyi. Coś mi tu śmierdzi. Chcesz się ulotnić, wyczuwam pismo nosem. Zwietrzyłem spisek: chcesz dogadać się z Romkiem i sprawić, bym wkrótce wąchał od spodu kwiatki, ale naprawdę myślicie, że ktoś wam za to zapłaci? To nie Las Vegas! Tu nikt nie śmierdzi groszem!
wwwRomek, dlaczego klniesz w żywe kamienie? Że niby pomyłka? Że to wcale nie ty? Zwęszyłeś interes, ot co! Śmierdzące lenie, takie jak ty, rodzą się na kamieniu i zawsze czują miętę do sobie podobnych...
wwwMam was dosyć, sadyści! Spocznijcie pod kamieniem! Odcinam się od was, bo jeszcze chwila i tu kamień na kamieniu nie zostanie!! Adieu!
wwwOdeszli...
wwwA ja? Nie, nie zamierzam patrzeć jak kamień rośnie. Gdy się zmęczę, będę spać jak kamień. Wykąpię się w porannej rosie, która spłynie z kwiatów bzu. Będę siedzieć kamieniem i będę filozoficzny. A potem? Będę leżeć i pachnieć..


</p>
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 09:29 przez dorapa, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 09:27

[center]Morze[/center]
<p align="justify">


wwwNigdy nie wiem, czy zasłona prysznica jest do połowy uchylona, czy jednak zasłonięta, i zawsze, gdy wchodzę do łazienki, a ona stoi naga, prawie niewidoczna w mgle pary, nieruchoma, jedną dłonią przyciskając gąbkę do piersi (ten obrzydliwy skrzek piany spadający na jej brzuch i uda), a drugą wykonuje nieokreślony ruch, być może odganiający, lub będący zaproszeniem, i rzuca mi gniewne spojrzenie, lub zalotne, nie wiem, i przecinam obłok pary, zapach palonego greipfruta i jej ciała, przecieram dłonią zaparowane lustro, golę się szybko, dokładnie, potem wychodzę, snuje się po pustym domu, zaglądam do córki, czasem siadam w wiklinowym fotelu na balkonie, palę papierosa i myślę intensywnie, lub leniwie, i wciąż czuję jej zapach, i rozpamiętuję czasy gdy było nam dobrze i ciepło, i wilgotnie, i wciąż czuję intensywną woń jej mokrego brzucha, i wracam myślami do czasów, gdy miałem pięć lat, może cztery, a matka wracała po północy do domu, stukając szpilkami na schodach, śmiejąc się, gdy na klatce schodowej przesuwała paznokciami po żeberkach kaloryfera, i wchodziła do mojego pokoju, przynosząc ze sobą obcy zapach, przesycony wonią papierosów, alkoholu, kostek przeciwmolowych leżących na dnie szafy i perfum, kupowanych w sklepie pana Smutniutkiego, i teraz już wiem, mam prawie pewność, że ze wszystkich zapachów kobiet, które poznałem w swoim życiu, lub nie poznałem, bo zaledwie minęły mnie w biegu, rozpędzone, nieświadome, w autobusie, sklepie, gdzie ich smukłe sylwetki przemykały na tle szyb wystawowych, i już wiem, że z tych wszystkich zapachów najbardziej pamiętam woń mojej matki, gdy wracała nad ranem, siadała na brzegu mojego łóżka, potem chaotycznym ruchem odgarniała kołdrę, brała mnie na ręce i niosła ku oknu, gdzie stojąc w księżycowej poświacie kiwała się rytmicznie, i opowiadała o morzu, o jego zapachu i lepkim zimnie, w które miała ochotę się zanurzyć, lub nie, w zależności od nastroju, gdyż było to tylko marzenie, a potem stawiała mnie na podłodze i uderzała w twarz otwartą dłonią, raz, ale mocno, a potem głaskała po policzku i odchodziła, i nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak robiła, a kiedyś, gdy zeszliśmy z pokładu naszego statku w Sewilli, mieście, które przecież nie ma dostępu do morza, zadzwoniłem do niej i, mocując się z kurwą, która wisiała na moim ramieniu i była mi zupełnie obojętna, zapytałem, dlaczego tak właśnie robiła, a mama nie mogła odpowiedzieć, bo już nie żyła od wielu lat, i pachniała zupełnie inaczej, pamiętam jej zimne dłonie i ból, który mnie przeszywał, gdy dotykałem jej lepkiej skóry, gdy już leżała w trumnie, w ciemnym ubraniu i lśniących butach, z twarzą zakrytą woalem, spowita zapachem palonych świec i mokrych, zwiędłych kwiatów, a potem z Anią porządkowaliśmy jej pokój, oglądaliśmy stare zdjęcia, i wtedy coś pękło, Ania wyszła i już nie wróciła, i chociaż wciąż chodzę za nią na palcach, wiedziony nitką jej zapachu od jednej kłótni do drugiej, od nudnej pracy do kleistego popołudnia, gdy nic się nie dzieje, jest tylko cisza między nami, a przecież nie zawsze tak było, gdyż kiedyś pachniała jaśminem, a zapach jej brzucha odbierał mi zmysły, i było dobrze, i lepko, a potem przyszły te gorsze czasy, kiedy było trudno związać koniec z końcem, gdy Łukasz, idąc do pracy, zostawiał kanapki w reklamówce zaczepionej o klamkę naszych drzwi, gdy ten zapach uleciał, związał się z wonią tuszu na niezapłaconych rachunkach, potem drżących rąk i odorem przetrawionego alkoholu, wtedy coś się zmieniło, rozbiło na kawałki, których nie sposób poskładać, tak jak wtedy, gdy za ostatnie pieniądze wynająłem kuter do połowu dorszów, i wypłynęliśmy pod opieką starego kapitana na pełne morze, ja i Ania, i jeszcze wspomnienie mojej matki, już zamazane, ale wciąż widoczne, i obmyła nas słona woda, wdzierając się pod ubrania, zmywając inne zapachy, a potem była długa podróż do domu i jeszcze głębsza, rozdarta cisza, której nie można zszyć słowami, była jeszcze inna kobieta, pachnąca wanilią i świeżo skoszoną trawą, i też weszła między nas jak mama, były słowa drapieżne i złe, był zapach zmiętego prześcieradła o piątej nad ranem, było też kilka miesięcy spokoju i cud narodzin, były trzydzieste urodziny Ani pachnące lukrowanym tortem, a potem, nagle, znaleźliśmy się w Sevilli i oglądaliśmy w lustrze krwawe walki byków, a w całym domu rozchodziła się woń zwierzęcego potu, były darte zdjęcia, były trzaśnięcia drzwiami, były powroty, gdy śnieg spływający z butów brudził płytki w korytarzu, a potem nadeszła starość i zmyła z naszej skóry wszystkie zapachy, z wyjątkiem jednego, którego woń ciągle wisiała w powietrzu, zabierając mi oddech, i wtedy zrozumiałem, że Ania już nigdy nie będzie dla mnie pachnieć inaczej, i zawsze, gdy wyciągnę do niej rękę lub spróbuję wtulić usta w jej włosy, będę czuł zapach kamienia...


</p>
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 09:31 przez dorapa, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 09:28

[center]Risa[/center]
<p align="justify">

wwwWidywałem Risę podczas wakacji spędzanych u dziadków na wsi. Zazwyczaj trzymała się z boku, a wszyscy moi koledzy, kiedy tylko znajdowali ku temu okazję, z upodobaniem wytykali ją palcami, albo przezywali wymyślanymi naprędce zbitkami wyrazów w stylu „rudy strach na wróble”, „zezowata czarownica” czy „chuda miotła”. Spoglądała wtedy spokojnie i, jak mi się zdawało, prosto na mnie, oczami zielonymi, niczym mech porastający stary dom mojej babci. Zastygała w bezruchu, miętosząc w dłoniach miedziany warkocz. I patrzyła. A ja miałem ochotę zniknąć i czułem się jak ostatni frajer, bo nie miałem na tyle odwagi, by krzyknąć chłopakom, żeby odpuścili. Czasem pojawiała się niespostrzeżenie, gdy byliśmy zajęci grą i dopiero kopnięta w jej stronę piłka prowokowała zwyczajową falę drwin. Codziennie miałem nadzieję, że nie przyjdzie, albo – że tym razem zdołam stanąć jej w obronie. Przed zaśnięciem wyobrażałem sobie, że mówię wszystkim dobitnie: ”Dość już tego, ona ma tylko rude włosy. Poza tym jest ładna!”. Nie potrafiłem jednak.
wwwA Risa cierpliwie znosiła zaczepki. Kiedy dzieciakom nudziła się w końcu ta zabawa, ona przysiadała nieopodal boiska i układała w stosiki różnej wielkości kamienie. Obracała je powoli w dłoniach, z uwagą oglądała, przykładała do policzka albo do ucha, śmiesznie mrużąc oczy. Nieraz widziałem, jak wysuwa sam koniec języka, by niektóre ukradkiem polizać. I wszystkie wąchała. To było najdziwniejsze. Próbowałem wymyślić powód, dlaczego tak robi, ale nie szło mi za dobrze. Któregoś dnia, kiedy tuż przed zmrokiem wracałem do domu, sam wyszukałem na drodze kilka okrągłych kamieni. Były zwyczajne. Szare, lekko rozgrzane, niektóre szorstkie. I żaden z nich nie pachniał jakoś szczególnie. Może pyłem. Może ziemią. Nic fajnego. Tym bardziej intrygowała mnie tajemnicza rudowłosa i jej układanka. Teraz głównym tematem moich wieczornych rozmyślań, było szukanie sposobu na spotkanie z nią, bez asysty kolegów. Nie mogłem tak po prostu podejść i usiąść obok. Albo zagadać. Dopiero mieliby używanie, a ja do końca lata snułbym się samotnie po okolicy, do czego rzecz jasna, nie mogłem dopuścić.
wwwAle wypatrywałem okazji i kiedy deszczowym popołudniem siedzieliśmy w domu Grubego przed starym telewizorem, ja wiedziony jakimś nie do końca dla mnie zrozumiałym impulsem, wymknąłem się i pognałem na boisko. Na miejscu nikogo oczywiście nie zastałem. Ciężkie krople deszczu spadały, z charakterystycznym chlupotem, na pokrytą warstewką wody, ubitą, gliniastą ziemię, a ja stałem mokry, zły i zdyszany po szaleńczym pędzie. Już miałem zawrócić na pięcie, by pobiec z powrotem, kiedy Risa pokazała się pod drzewami okalającymi boisko. Znów patrzyła wprost na mnie. Zebrałem całą odwagę i poszedłem w jej kierunku. Z bliska wydawała się inna, doroślejsza. Też zmokła i woda drobnymi strumyczkami spływała z rudych włosów, na pokrytą piegami twarz. Babcia nazywała je pocałunkami słońca. Pomyślałem, że miło by było Risie o tym powiedzieć, ale pod ciężarem zielonego spojrzenia, nie byłem w stanie zacząć.
www- Kamienie nie pachną! – wypaliłem w końcu, oskarżycielsko. - Ruda zmokła kuro! - dołożyłem jeszcze, przestraszony i obrażony równocześnie.
wwwZupełnie nie zrobiło to na niej wrażenia. Nawet dostrzegłem lekki uśmiech i wzruszenie ramion.
www- Oczywiście, że pachną – odparła spokojnie, jakby odpowiadała na zaproszenie na herbatę.
www- Jesteś głupia! – wrzasnąłem.
www- A ty tchórz – znowu ta, zbijająca z tropu cierpliwość w głosie. - Opowiem ci... – dodała, zanim zdążyłem wymyślić kolejną ripostę. - o kamieniach. W każdym z nich zaklęty jest zapach początku świata. Daje on władzę nad żywiołami. Jednak ta potęga nie może być dostępna dla ludzi, dlatego stworki, zaklęte w kamieniu, maskują jego zapach wonią tego, co na zewnątrz. Dlatego zazwyczaj czujesz ciepło, smakujesz pył, albo ziemię, kiedy chcesz sam spróbować.
www- Stworki? Zwariowałaś? – zakpiłem.
www- Wyglądają jak małe, puszyste, srebrne kuleczki. Są piękne – zapewniła. Pokażę – zachęcająco wyciągnęła rękę.
wwwNa dłoni położyła dość duży, czarny, nieco błyszczący i porowaty kawałek skały.
wwwPochyliłem się. Najpierw widziałem jedynie ciemną powierzchnię kamienia, ale stopniowo zacząłem rozróżniać drobne otworki, które w miarę jak im się przyglądałem rosły w kręte tunele. I nagle czarne, połyskujące ściany otoczyły mnie, zakręciły, wciągnęły do środka. Wirowałem wśród rozbłysków światła tak mocno, że przestraszony zacisnąłem powieki i pięści, napiąłem całe ciało w oczekiwaniu na najgorsze. Stopniowo ruch ustał i otworzyłem oczy. Stałem pośród migotliwych ścian długiego korytarza, otoczony przez kuliste, pokryte jasnym futerkiem stworzonka. Te najbliżej mnie popiskiwały przyjaźnie, pozostałe – a było ich tak wiele, że nie widziałem ani początku, ani końca tej masy - pracowicie zbierały dryfujące w powietrzu drobinki czegoś zbudowanego z mieszaniny żwiru, ziemi, czasem liści i traw, byłem też niemal pewien, że dostrzegłem kawałeczki skóry. Obracały je w dłoniach, by potem obłożyć znajdujące się nad nami, piękne pulsujące jądro kamienia. Zachwycony przyglądałem się harmonijnym, opalizującym kolorom. Czułem też woń, jakiej nigdy dotąd nie spotkałem – obezwładniającą tak potężną mocą, że na samą myśl zimny pot ciekł mi po plecach, a równocześnie łagodną i słodką, niczym najcudowniejsza muzyka.
www- Zapach! Znajdź go dla mnie! – dobiegł mnie jeszcze cichy, lekko zachrypnięty z przejęcia głos dziewczyny.
wwwPopatrzyłem na swoje stopy. Ginęły w puchatym futerku. Chwyciłem najbliższą cząsteczkę, potem udało mi się złapać kolejną i jeszcze jedną. Nieporadnie miętoliłem je w dłoniach, a one same formowały się w kształt przypominający plaster miodu, a może koronkową robótkę babci. Zachwycony i przejęty, ostrożnie przyłożyłem materię do tętniącego organizmu nad głową. Wołanie ucichło.

wwwNigdy nie zapomnę Risy, choć widywałem ją tylko podczas wakacji spędzanych u dziadków na wsi.


</p>
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 09:31 przez dorapa, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 09:30

[center]Zapach kamienia[/center]
<p align="justify">


wwwInspektor Buroughs wzdrygnął się i poprawił kołnierz płaszcza. Siódma ofiara. Elegancka młoda dama z wyższej sfery, zamordowana i porzucona w miejscu, w którym za życia nawet nie postawiłaby nogi.
www- Panie inspektorze?
wwwBuroughs oderwał wzrok od zmasakrowanej głowy i ucha ozdobionego perłowym kolczykiem. Spojrzał na konstabla, który znalazł zwłoki.
www- Wezwij Slocuma. – Jego głos brzmiał głucho.
www- Slo…? – Na twarzy konstabla odbiło się zmieszanie.
www- Jazda! – warknął Buroughs. Policjant błyskawicznie odwrócił się i zniknął we mgle. I znów zapadła cisza, przerywana od czasu do czasu turkotem jadącego powozu. Czwarta rano w Whitechapel. Inspektor opuścił wzrok i stał tak razem z dwójką konstabli; wkrótce zacznie świtać. Mgła, zawsze była mgła, kiedy ten szaleniec mordował. Zawsze w godzinach nocnych, blisko świtu. Siódma ofiara. Do diabła, dlaczego każda z nich wyszła z mordercą?
www- Bo mu ufały.
wwwBuroughs drgnął i zdał sobie sprawę, że myślał na głos. Z mgły wyłonił się były inspektor John Slocum, jak zwykle z psem u boku i bez kapelusza; spod grzywy czarnych włosów patrzyły przenikliwie ciemne oczy.
www- Policja zaiste musi być w potrzebie, skoro mnie wzywa. – W głosie Slocuma zabrzmiała drwina. – Oczywiście jest to nieoficjalne wezwanie?
wwwBuroughs odchrząknął.
www- Gdyby to ode mnie zależało, to sam wiesz, że…
www- Przywróciłbyś mnie do pracy z pełnymi honorami. To oczywiste.
wwwI nagle inspektor zrozumiał, że Slocum o wszystkim wie. I wiedział od początku, czyj donos sprawił, że wyleciał z pracy. To dlatego pojawił się na wezwanie. Nie, nie wezwanie - prośbę. Aby pokazać, kto tu jest górą. Rozwiązać sprawę, a potem odejść z pogardliwym uśmiechem na twarzy i wysoko uniesioną głową.
wwwByły inspektor uklęknął przy zwłokach i podniósł duży kamień ze śladami krwi.
www- Ktoś z was go dotykał? – rzucił.
wwwBuroughs zaprzeczył.
www- To teraz patrz.
wwwPodał psu kamień do obwąchania. Buroughs gapił się na niego w osłupieniu i już miał wykrzyknąć, że przecież kamień nie pachnie, gdy dostrzegł, że pies zjeżył nagle sierść i cicho zawarczał.
www- Wyczuł go – rzucił Slocum. – Teraz zobaczymy, czy złapie trop.
wwwKu przerażeniu Buroughsa, pies przez dłuższą chwilę go obwąchiwał. Zaraz potem jednak potruchtał do pozostałych konstabli; ani razu nie warknął, zaczął natomiast gwałtownie wyrywać się na ulicę.
www- Złapał trop! – Slocum podniósł głos. Zanim inspektor zdążył zareagować, pies i jego właściciel pognali w dół ulicy. Buroughs rzucił się za nimi, wołając do konstabli, aby zostali na miejscu. Dopędził Slocuma dopiero na rogu ulicy; pies jak oszalały rwał w przód.
www- Zwolnij! – wrzasnął.
www- Złapiemy mordercę! – odkrzyknął Slocum. Gnali dalej i nagle Buroughs po raz pierwszy od początku śledztwa poczuł przypływ nadziei. Na ulicy stał elegancki powóz, do którego wsiadało dwóch dżentelmenów. Ufały mordercy, powiedział Slocum i tak, miał rację, do diabła, miał rację! To musiał być dżentelmen, godny zaufania – z nikim innym szanująca się młoda dama nie wyszłaby w nocy z domu! Pies ze wściekłym ujadaniem rzucił się na jednego z mężczyzn, chwytając zębami połę jego płaszcza.
www- Co, do diabła…?! – Zaatakowany zamachnął się laską. Slocum wytrącił mu ją z ręki i odciągnął psa, który szczekał jak opętany. Buroughs zamarł. Oczy mężczyzny, którego głos rozpoznał, przyglądały mu się spod maski.
www- Proszę o wybaczenie. – Inspektor skłonił się. – Ścigamy zbiegłego przestępcę. – Mówiąc to, podniósł laskę z ziemi. – Zechcą panowie wybaczyć…
www- Pies go wskazał, Buroughs – powiedział ostro Slocum.
wwwInspektor chwycił go za ramię.
www- Idziemy szukać dalej – warknął.
wwwOdeszli, odprowadzani wzrokiem dwóch zamaskowanych mężczyzn. Gdy skręcili za róg, Buroughs otarł pot z czoła. W oczach Slocuma płonął gniew.
www- Ty tchórzu – rzekł zimno. – Dobrze wiesz, że zabójcą jest dżentelmen z wyższych sfer. Możesz być donosicielem i skurwysynem, któremu nie podam nigdy ręki, ale nie jesteś idiotą. Wiesz, że właśnie wypuściłeś mordercę?
wwwBuroughs patrzył tępo przed siebie.
www- Rozpoznałeś ten głos?
www- Jasne – zadrwił Slocum. –Zdarzało mi się odbierać od burmistrza Londynu gratulacje za zasługi.
www- Slocum… - Buroughs ledwo mówił. – On też nas rozpoznał.
www- Zamierzasz coś z tym zrobić?
www- Wyjedź z miasta. Jak najprędzej.
wwwSlocum prychnął.
www- Więc tego nie ruszysz. Ale ja to zrobię, póki jeszcze żyjemy.
wwwGwizdnął na psa i odszedł. Buroughs długo za nim patrzył, żałując, że nie miał na tyle odwagi, aby spojrzeć mu w oczy i powiedzieć „przepraszam”. Choć co by to dało? „Przepraszam” za zrujnowanie życia? To koniec. Obaj zapewne podpisali na siebie wyrok śmierci. Ale to Slocum umrze z honorem, bo nigdy nie zdradził przyjaciela...


</p>
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 09:38 przez dorapa, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » sob 11 paź 2014, 09:32

[center]Rysa[/center]
<p align="justify">


wwwRysa. Słaby punkt.
wwwBryłka była niemal czarna, wielkości orzecha włoskiego, owalna i – zagadkowa. Przez środek biegła niewielka szrama, jakby morze zbyt mocno rzucało bursztynem, chcąc go przepołowić, zniszczyć, w staccato fal uderzających o brzeg zmielić na okruchy pozbawione tożsamości.
wwwA może to nie był bursztyn? Może zamiast rzadkiego okazu trzymał w ręku zwykły kamyk? Od pierwszej chwili, gdy znalazł go na brzegu w Międzyzdrojach, chciał to sprawdzić – i zawsze brakowało mu odwagi. Albo miał za dużo rozsądku. Bryłka, ukryta za segregatorami w jego gabinecie, pozwalała snuć marzenia, wracać do tamtej chwili, znów poczuć coś, co odchodziło, płowiało nawet we wspomnieniach.
wwwCoraz częściej sięgał po tę czarną grudkę…
wwwMocniej zacisnął ją w ręku i spojrzał w głąb cichej sypialni. Magda też była jego marzeniem, spełnionym, chociaż ostatnio zaczęło się między nimi psuć. Wieczorem mocno się pokłócili. Nie o pierdoły, te umieli odsunąć na bok, o pryncypia. Potem ona poszła spać, a on w gabinecie próbował ochłonąć przy firmowej korespondencji, patrząc na swój kamień. Wąchał go, poszukując zapachu tamtych dni. Zamykał oczy, przywołując obrazy.
www- Popatrz, czarny! – krzyknął wtedy, rozradowany, mokry, oblepiony wodorostami. – Znalazłem czarny bursztyn!
www- Czarne są tylko diabły! – odkrzyknęła z brzegu Magda, walcząc z szalem, który wichura chciała unieść ku horyzontowi jako prezent dla spragnionych modowych nowinek syren. – I węgiel! – Uwielbiała się z nim drażnić, wiedziała, dlaczego z takim zacięciem szuka bursztynów w sztormowy dzień, komiczny w stroju dobrym raczej na upały niż poranek, w który nawet rybacy z niechęcią spoglądali na morze, myśląc „Ryba nie bierze”.
wwwSkojarzenie z węglem rozbawiło go wtedy. W węglu często odciskały się ślady życia, a szukał tego samego, tyle że w bursztynie. Marzył o znalezieniu grudki, w której można by zobaczyć komara, ważkę, muchę czy choćby kawałek liścia.
www- Kupię ci, chcesz? – Kiedy wracali z plaży, on triumfalnie ściskając w ręku swoją zdobycz, rozbawiona, zaróżowiona od wichru Magda pokazała mu jedno ze stoisk z bursztynową konfekcją. Skrzywił się z lekceważącym uśmiechem znalazcy prawdziwego skarbu. Oboje wiedzieli, że tam można znaleźć jedynie wyroby z masy bursztynopodobnej. A w grudkach niby to wykradzionych morzu współczesne muchy, komary i rośliny. Gadżet dla niewybrednego turysty, bez historii, martwy…
wwwNagle Magda westchnęła, przekręciła się na bok, zamruczała pod nosem. Zgrzytnęła zębami. Kłóciła się z nim we śnie, jak on w myślach w gabinecie?
wwwBursztyn był nieprzenikniony, krył w sobie zagadkę. Trzeba by pogłębić rysę, rozłupać czarny orzech, aby zajrzeć do środka. No, może wystarczyłyby promienie UV albo jakiś analizator chemiczny, ale nie miał o tym pojęcia i chyba nie był gotów komukolwiek powierzyć swoją zdobycz. Gdyby musiał, toby kamień prędzej sam rozłupał.
wwwPatrzył na śpiącą Magdę i myślał, że ta kłótnia też pozostawi mocną rysę na ich związku, jak morze na bursztynie. Wiedział o tym. Oboje wiedzieli. Są tematy, których lepiej nie poruszać. Nigdy nie uda się ich ostatecznie zakopać, zawsze będą się czaić w plamach ciemności poza kręgiem światła. A każdy kolejny sztorm, kolejna kłótnia będzie tę rysę pogłębiać, wygrywać swoje uporczywe staccato. Aż do rozpadu.
www- Sprawdź – zaproponowała mu wtedy, gdy wrócili na kwaterę. – Jeśli to bursztyn, podwójnie wygrasz.
www- A jeśli to tylko czarcia smoła? – Ostrożnie odłożył kamyk na stolik. – Zrzut z jakiegoś statku, smoła, która skamieniała pod wpływem morskiej wody?
wwwNie, nie sprawdził wtedy ani nigdy. Przyglądał się rysie, wyobrażał sobie, ile bezpiecznego szlifowania by wytrzymała, ale… nigdy nie sięgnął po dłuto. Albo zapałkę, by sprawdzić, czy – jak radziły podręczniki – kamień się topi, czuć zapach żywicy czy siarki. I tak by wtedy nie wiedział, czy smoła, czy bursztyn, wykluczyłby jedynie kamień. Nie, wolał żyć marzeniem i sięgając spojrzeniem przedłużonym w marzenia, dostrzegać tam drobną mrówkę sprzed milionów lat. Pracusia wciąż nieznanego nauce, wymykającego się klasyfikacjom i opisom.
wwwPo raz ostatni spojrzał na śpiącą Magdę. Pokręcił głową, na jego twarzy zarysował się grymas powściąganego bólu, i ruszył do gabinetu, odłożyć kamień na swoje miejsce.
wwwNie będzie drążyć rysy, choć pokusa była silna. Chciałby znaleźć kawałek historii do opowiedzenia, ślad życia. Ale o wiele bardziej nie chciał, aby okazało się, że w środku siedzi tylko chichoczący złośliwie mały smrodliwy diabełek. A poza tym nic.


</p>



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » sob 11 paź 2014, 09:33

[center]Wieczna Canossa[/center]
<p align="justify">

wwwJeszcze wczoraj w Canossie słoneczny żar odbijał się w nagich biustach, od których większa jest wyłącznie cesarska pycha. Dzisiaj leje się jednak złote wino papieskiej łaski. Kiści dorodnych piersi chowa się pod sukniami, by, podobnie jak ambicja ziemskiego władcy, nie urągały chwale Pana.
wwwDla mnie, kolejny triumf ołtarza oznaczał ponowne zamknięcie sklepu. Nic w tym dziwnego, perfumy zawsze drażniły nozdrza najwyższego. Nie winię go za to, węch to najbardziej polityczny ze zmysłów, a historię kraju, do którego trafiłem opisać może wyłącznie zapach. Mirra sączy jad Gwelfów, byle tylko kadzidło pozostało przy stolicy piotrowej. Szept róży obiecuje lawendzie cielesne rozkosze Gibelinów. Słodki cedr, jak kochanka w szaleństwie orgazmu, wgryza się w ciało jaśminu, upuszcza sztylet, rozbrojona rozkoszą. Wszystko, co kiedykolwiek zdarzyło się pod tym niebem, to za co ludzie gotowi byli zabijać, nie różni się szczególnie od zawartości kilku flakoników przypadkiem rozlanych w damskiej sypialni.
wwwMatylda to rozumiała. Dlatego tej nocy, przyszła do mnie ukryta pod ciężkim płaszczem. Zdjąłem go z niej, tak jak zdejmuje się kościelną klątwę. Natychmiast przycisnąłem czarny materiał do twarzy. Jeżący się aromat kobiety wypełnił moje myśli. Ona stała przede mną, odziana jedynie w zapach własnej cielesności. Wiedziała, kiedy jest najbardziej rozebrana. Dłonie porzuciły kawał szmaty na rzecz piersi, którym już ciążyły lata. Przywarliśmy do siebie. Wszelkie słowa zabił pocałunek. Mogłem chłonąć zapach jej skóry.
wwwKobiety dojrzałe nie smakują tak łagodnie i przyjemnie jak młódki. Oddech Matyldy miał w sobie metaliczny posmak. Nie byłem do tego przyzwyczajony, nigdy wcześniej nie pragnąłem takich doznań. Ona wiedziała jednak jak wzbudzić pożądanie, co tak naprawdę się liczy pod tym niebem, gdzie niepodzielnie rządzą tron węchu z ołtarzem powonienia. Gdy przekroczyła próg mojego domu, rozbroiła mnie obdartą ze wszystkiego nagością.
wwwMężczyzna uczy się fałszywości rzeczy ziemski, kobieta się z tą świadomością rodzi. To dlatego ona, gdy jest rozebrana, wzbudza żądzę, a on, gdy nagi, jedynie uśmiech politowania. Nikt nie rozumiał tego lepiej niż Matylda, księżna Canossy. Rozpoznałem to w niej od razu, kiedy przyszła do mojego sklepu w płaszczu skrywającym królewską godność. Wtedy też kazałem jej przyjść do mnie w nocy. Zgodziła się, ale miała swoje warunki.
www– Gdy już obudzimy się w swoich ramionach – powiedziała. - Zadam ci zagadkę. Jeśli ją rozwiążesz, będziesz miał mnie nagą przez wszystkie noce. Jeśli jednak zawiedziesz, wydam cię inkwizycji.
wwwJej zielone, kocie oczy rozbłysły, kiedy odpowiedziałem prostym “tak”. Tej nocy zanurzyłem się w niej, bez pytania o zgodę, dopóki nie padliśmy wyczerpani i szczęśliwi.


***

wwwJak każdy trunek, i wino papieskiej łaski musiało kiedyś się skończyć. Nazajutrz cesarskie proporce zdobiły mury Canossy, a piersi tutejszych kobiet na nowo kusiły swoim bogactwem. Krople potu spływały po nagiej skórze, zapowiadając kolejne triumfy ziemskich rozkoszy nad zbawieniem wiecznym.
wwwMawiają tutaj, że walka między cesarzem i papieżem, to walka o panowanie nad światem. Nie mogę się z tym zgodzić. Dopóki mężczyzna dzieli intymność z kobietą, żadna władza nie ma prawa nazywać się powszechną i wieczną.
wwwLeżeliśmy razem w mojej komnacie. Ciało Matyldy było ciepłe i miłe w dotyku. Przytuliłem ją mocniej.
www– Chyba pora na moją zagadkę – podjęła.
wwwPrzytaknąłem.
www–Powiedz mi zatem, handlarzu wonnościami, jak pachnie kobieta prawdziwie naga?
wwwUśmiechnąłem się.
www–Daleko ci do sfinksa, kochanie. Kobieta prawdziwie naga, uwolniona od fałszywości zapachów kościoła, targowiska i dworu pachnie jak nieśmiertelność natury. Kobieta prawdziwie naga, to zapach kamienia. Tak samo jest odporna na ulotność ludzkiej głupoty.
wwwMatylda uśmiechnęła się, w jej oczach ujrzałem błysk triumfu, typowy dla drapieżnika, który wie, że ofiara mu już nie ucieknie.


</p>



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Zapach kamienia

Postautor: ithilhin » sob 11 paź 2014, 13:49

Prośba do Odczarodzieja


wwwMotylowy Król nigdy nie przychodził na zawołanie, nawet na bardzo głośne „hoop-hoop”. Misia była dość duża, żeby to rozumieć, ale przecież nie mogła się oprzeć. Najlepiej brzmiało w wielkiej studni w ogrodzie.
www– Hop! Ooop! Oooop!
wwwZaglądanie w cembrowaną studnię zasadniczo było niebezpiecznie i nikt na to nie pozwalał. Misia sądziła, że to przez ce… cerbo… Oczywiście natychmiast pojawił się Cerb, jeden z Michasiowych Nielubców.
wwwBo z Nielubcami była ciężka sprawa! Misia wiedziała, że one niby nie istnieją, tylko wyłażą z trudnych wyrazów, a potem jakimś cudem zjawiają się w jej świecie. Na przykład Wtem z Cienia! Już nie pamiętała, skąd się zjawił, pewnie z jakieś bajki, ale lubił być cieniem na firance. Kiedyś Misia rzuciła w Wtema pluszową kaczuszką, ale zaśmiał się „cha cha cha” i połknął kaczkę. Nie całą – niby tylko jej cień, ale zawsze. Kaczka bez pluszowego cienia to żadna kaczka. Wtem trochę wygrał, pomyślała wtedy dość smętnie.
www– Cienie w nocy są niepotrzebne kaczuszce – powiedział wtedy pocieszająco Motylowy Król. – Rano nikt nie zauważy, bo będzie żółta.
wwwMisia poznała go natychmiast. To był na pewno Motylowy Król, ten sam, którego kiedyś próbowała wymyślić. Dawno, chyba w poniedziałek. A może zimą.
www– Wtorek – poprawił Król, bo taki był, że wszystko pamiętał. Potem poprawił też koronę, tak energicznie, że zafurkotały skrzydełka i zrobiły się srebrzyste. Wtem z Cienia dostrzegł błysk i miał nietęgą minę. To znaczy – gwałtownie chudł.
www– Twój cień jest jasny! – ucieszyła się.
www– Tak. To od pyłku. – Król machnął lewym skrzydełkiem najpierw dla demonstracji, a potem zachichotał i dmuchnął na firankę. Wtem z sykiem rozpłynął w zwykłej ciemności, a Misia aż klasnęła w dłonie, jak oklaskuje się sztuczki czarodzieja.
wwwBo Motylowy Król mógł okazać się czarodziejem, przynajmniej tak się zanosiło po pierwszym spotkaniu, a Misia teraz potrzebowała najlepszego z czarodziejów, może to musiałby być sama Odczarodziej.
wwwTo jest tak: Odczarodzieje są na sprawy dużo gorsze niż Wtem z Cienia, nawet gorsze niż Cerb, który pomieszkiwał z studni. Cembrowanej! Cem–bro–wa–nej, powtarzała słowo jak wyliczankę, choć czasem wyskakiwał jeszcze Cerb. Chyba miał jedno oko – jak cyrkop z książki o Pieczarze-i-takiej. Misia nie miała jednak póki co głowy na cyrkopy z bajek!
wwwZaczęło się od tego, że w sierpniu przyjechała babcia Ania – niby w odwiedziny. Niby to znaczyło chyba, że nie przywozi prezentów i nikt nie jest ciekawy, po co przyjechała. Nawet babcia pytała: „I po co przyjechałam?”, ale machała ręką, że odpowiedź jej nie interesuje. Potem mówiła „ tylko niepotrzebnie się tarabaniłam” i Misia wyobrażała sobie to tarabanienie tak, jak jazdę na taczce. Tak: ter-ter, ter-ter. I Ktoś pcha taczkę. A Ktosie ją niewidzialne i niegrzeczne.
www– Głupoty gadasz! – wołała babcia i stukając obcasami, biegła przez pokój, chyba po to, żeby wygonić psa na taras. Sio! – A matka ci powala tak bajdurzyć!
wwwMisia westchnęła i zniknęła psa, bo Kowboj zrobił smutny pyszczek. Nigdy nie był wypędzany z domu, choćby nawet wskakiwał na kanapy i zostawiał ślady łapek. Raz porządnie wyprała te plamy wodą i mydłem i pod kanapą zrobiła się kałuża. Mama wtedy musiała wyrzucić kanapę na taras, ale ustalono, że Kowboj ma nauczyć się wycierać nóżki i że kanap nie myje się wodą. Rozumiała, że Kowboj jest trochę niby i że Misia było tak się bawi, bo nie ma prawdziwego psa.
wwwAle teraz Mama była zaklęta w kamień. Tak naprawdę Mami była najpierw chora na chorobę, a kiedy poszła do szpitala w Berlinie, złapał ją w pajęczynę przeźroczystych rurek pająk Artz. Od tego Mama zasnęła na sto lat. Lata też nie były prawdziwe, tylko bajkowe, takie jak na filmie albo jak w przestawieniu. Że wiadomo było, że to będzie dobra opowieść.
www– Ile to jest prawdziwe sto? – zapytałaby Misia Motylowego Króla, gdyby przyszedł.
www– Hop! Ooop! Oooop! – wolała szeptem w kamienną studnię, gdy babcia, siedząc na tarasie, ciągle gdzieś telefonowała.
wwwAle za szparki wieka studni wylazł tylko Ninja Żab.
www– Sto to jest sto – wzruszył ramionami. – To jest policzalne.
www– To znaczy?
www– Trzeba policzyć do stu. Po prostu.
wwwŻab było dziś bardzo elegancki i miał uroczystą minę. Może szedł do teatru?
wwwMisia umiała liczyć do stu. Niezupełnie po kolei, ale umiała.
www– Co jest po dwadzieścia trzy? – upewniła się.
www– Czter…dzie…ści. – Żab był zajęty poprawianiem krawata pod brodą i niewyraźnie mówił. W sumie zawsze mówił niewyraźnie, ale teraz już nie dało się zrozumieć.
wwwMisia przez to policzyła do stu bardzo nie po kolei, wiedziała, ale pobiegła do pokoju mamy tylko na wszelki wypadek. Bo może…
wwwW sypialni mamy nie było, ale pachniało i Misia pociągała noskiem jak króliczek, raz za razem. Najbardziej przy toaletce, gdzie były buteleczki i słoiczki, więc wciągała zapach złotych zakrętek.
www– Co robisz!? – Zastukały od drzwi obcasy i Ktoś wtarabanił babcię na taczce.
wwwKowboj na Niby uciekł pod toaletkę, aż cała się zatrzęsła i zachybotała i jeden flakonik się upadł. Misia pospiesznie wytarła plamę rączkami.
www– To pachnie kamieniem – skłamała babci, żeby znowu nie mówiła, że to chore, żeby takie androny pleść o mamie, gdy jest taka chora.
wwwŻeby przyszedł Odczarodziej!, prosiła Misia rozpaczliwie. Żeby przyszedł!


[/size]
</p>
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 14:16 przez ithilhin, łącznie zmieniany 5 razy.



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4611
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » sob 11 paź 2014, 13:50

Uwaga techniczna: ostatni tekst został dosłany dziś z powodów problemów z Internetem. Jeżeli któryś z uczestników jest przeciw proszę napisać do Dorapy, która wykluczy tekst z Bitwy.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1284
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » sob 11 paź 2014, 17:38

W jakiej formie przyznawać?
Czy tak?

Żywot kamienia poczciwego

Pomysł - x punktów.

Styl - x punktów.

Realizacja tematu - x punktów.

Schematyczność - x punktów.

Błędy - x punktów.

Ogólnie - x punktów.

Ocena końcowa - zsumowane punkty.

Morze

Pomysł - x punktów.

Styl - x punktów.

Realizacja tematu - x punktów.

Schematyczność - x punktów.

Błędy - x punktów.

Ogólnie - x punktów.

Ocena końcowa - zsumowane punkty.


I tak siedem razy?

(osobiście realizację tematu i błędy bym usunął; wszyscy pisali na temat i szkolnych błędów nikt tu nie robił, a drobiazgi - przecież nie o to chodzi)



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 11 paź 2014, 20:49

Sz. P. Czytelnicy!
Ze względu na to, że do bitwy stanęło aż siedmiu autorów zmieniamy zasady oceniania.

Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca, mogą przyznawać opowiadaniom punkty za warsztat pisarski (0-10 p.) i wartości czytelnicze (0-10 p.).
Ocena końcowa - zsumowane punkty.
Ostatnio zmieniony pn 20 paź 2014, 07:27 przez dorapa, łącznie zmieniany 1 raz.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » sob 11 paź 2014, 21:54

Morze
Warsztat - 3/10. +1 za odwagę. Ale takie eksperymenty stylistyczne to jest jednak pierwsza połowa XX wieku, a i to tylko u geniuszy liryki, a i wtedy średnio to wychodziło.
Wartości - 5/10 - powiem szczerze - nie przebrnąłem tego. Więc uczciwie daję pół na pół.

Risa
Warsztat - 7/10, bardzo ładnie i poprawnie.
Wartości - 5/10, głównie za rozczarowanie. Bo pierwsza połowa, nawiązująca stylistyką, do prozy inicjacyjnej, która w literaturze polskiej ma długą tradycję od Schulza aż po Tokarczuk, przeszła w drugiej części w tę złą magiczność dziecinno-fantastyczną, która wieki temu przejadła się nawet w literaturze dla dzieci i której nie znoszę jak morowej zarazy. Smutno mi.

Zapach kamienia
Warsztat - 7/10 gładziutko jak po tyłku niemowlaka, ale bez polotu, +1 za dobre dialogi. +1 za nawiązania do klasyki.
Wartości - 4/10, ziew, kryminał, kamień gdzieś z boku, zapach też, dominanta motywacyjna tekstu zupełnie poza tematem. Jakbym to przeczytał w Empiku to nawet sekundę dłużej nie trzymałbym książki w ręku.

Rysa

Warsztat - 6/10, gładko, ale bez fajerwerków, a ja lubię fajerwerki.
Wartości - 5/10, sentymentalnie, delikatnie, aż mam podejrzenia co do autora. :P Ale temat podjęty bylejak i jak łopatą w ryj.

Wieczna Canossa

Warsztat - 6/10, przy pewnej dozie uroku i bliskiej mi estetyki zabrakło powściągliwości i żelaznej konsekwencji, w efekcie chwilami jest to straszliwie przeszarżowane.
Wartości - 8/10, nic a nic nie zgadzam się z zawartą treścią, ale dopiero co pisałem tekst w podobnej stylistyce, która jest w dodatku jedną z moich ulubionych, więc ósemeczka. Ciekawy jestem, kto to napisał.


Prośba do Odczarodzieja

Warsztat - 8/10, bez czepiania się, bardzo konsekwentne stylistycznie, to rzadkość; wyobraźnia autora fruwa jak, hehe, motylek, ale przede wszystkim czuć, ze to właśnie tak ma być napisane, a o to chodzi w stylu i to już według jego definicji.
Wartości czytelnicze - 8/10; fajne jest. Bardzo dziecięce i czuć tę dziecięcość; i uroczość; poza tym urzekł mnie Żab wiążący krawat. <3 A jak wiadomo, u dzieci zawsze wszystko jest bardziej wyraźne. Chociaż można było zamknąć w tym jednak nieco, odrobinkę, jeden punkcik więcej.

Może być ten problem, że większość osób które pisały tę bitwę to osoby najczęściej komentujące bitwy. xD

[ Dodano: Sob 11 Paź, 2014 ]
MASZ CI LOS, zapomniałem o jednym:

Żywot kamienia poczciwego
Warsztat - 5/10 - takie sobie, ani mnie grzeje, ani ziębi.
Wartości - 4/10 - nie lubię zaangażowanej literatury.


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
eksinda
Pisarz
Pisarz
Posty: 153
Rejestracja: ndz 26 maja 2013, 22:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Z lasu nad jeziorem
Płeć: Kobieta

Postautor: eksinda » sob 11 paź 2014, 23:23

ŻYWOT KAMIENIA POCZCIWEGO
warsztat - 5 - zbyt często zgrzyta
wartości - 5 - potok słów, tylko słów.

MORZE
warsztat - 6 - całkiem ciekawy eksperyment.
wartości - 7 - nieco ciężkawe, ale momentami nieźle się czyta.

RISA
warsztat - 8 - całkiem poprawnie
wartości - 6 - dobry początek, ale jakby zabrakło pomysłu na końcówkę.

ZAPACH KAMIENIA
warsztat - 8 - solidnie, zgrabne dialogi.
wartości - 5 - ciągnięte jakby na siłę. Wyszło bardzo średnio.

RYSA
warsztat - 7 - poprawnie, choć miejscami przypomina walenie młotkiem.
wartości - 6 - czegoś zabrakło. Może czasu na przemyślenie całości?

WIECZNA CANOSSA
warsztat - 7 - lekko rozchwiane.
wartości - 9 - żywy, radośnie dowcipny tekst. Podoba mi się.

PROŚBA DO ODCZARODZIEJA
warsztat - 9 - prawie idealny.
wartości - 10 - perełka. Kontynuacja nader wskazana.

Wszystkim uczestnikom dziękuję za dostarczenie wielu fajnych wrażeń.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1284
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » ndz 12 paź 2014, 13:18

Żywot kamienia poczciwego

Warsztat – 5/10 – niby poprawny, choć nazbyt uproszczony i trochę „poszarpany”, fragmentaryczny, niespójny w ujęciu całości. Zdarzają się lekkie potknięcia.

Wartości – 6/10 - odbicie popularnych i obiegowych powiedzonek w humorystycznym zabarwieniu. Czyta się lekko i przyjemnie, ale nie jest to zbyt głębokie, nie zapadnie w pamięć. Kiedy padły słowa, że „kamień rośnie serce zabiło mi mocniej, przez ułamek chwili sądziłem, że będzie mowa o rumuńskich trowantach i one będą sednem tego tekstu. Ale niestety, autor zapewne o nich nie wiedział. Szkoda, stracona szansa opowiedzenia o czymś naprawdę interesującym.

Suma: 11

Morze

Warsztat – 10/10 – pogranicze perfekcji; poziom i styl niektórych z najlepszych fragmentów Cortazara i Fuentesa lekko zabarwionych Marquezem.

Wartości – 10/10 – co bym nie powiedział, będzie i tak zbyt płytkie i banalne. Wspaniałe ujęcie, wspaniały tekst.
(Jestem niezmiernie ciekaw, czyje to dzieło.)

Suma: 20

Risa

Warsztat – 8/10 – klasyczna kompozycja; trafne, choć krótkie opisy wydobywające to, co istotne; realistyczna, przekonująca sceneria.

Wartości – 7/10 – wzbudzenie zainteresowania od początku opowiadania, stopniowe budowanie nastroju i klimatu, ciekawa puenta.

Suma: 15

Zapach kamienia

Warsztat – 6/10 – niby przyczepić się nie ma do czego, ale zbyt sztampowe, trochę szkolnie poprawne, a narzucona objętość tekstu nie pozwoliła ujawnić wszystkich zalet. Fabuła z konieczności nazbyt ściśnięta i przez to pewna nienaturalność całości, czego nie ratują niezłe dialogi. Po prostu źle dobrany temat, zbyt szeroki na taką formę wyrazu.

Wartości – 3/10 - wieję nudą i przebrzmiałym szablonem; przypomina tuzin kryminałów sprzed dobrych kilkudziesięciu lat podawanych na tacy przez Sir Arthura Conan Doyle'a, jako wczorajsze danie.

Suma: 9

Rysa
Warsztat – 9/10 – Bardzo ładny, przejmujący wręcz styl, zamyślony, liryczny, świetnie się czyta. Tylko nie koresponduje z nieco rozmytą treścią.

Wartości - 8/10 – Dobrze się czyta, ale czegoś brak. To taka etiuda, wartościowa sama w sobie, ale niewiele wnosząca, prawie abstrakcyjna, nie utkwi w pamięci, takie ulotne, schubertowskie „moment musicaux”.

Suma: 17

Wieczna Canossa

Warsztat - 7/10 – trochę nierówno, dominuje erudycja, znów daje o sobie znać ograniczona objętość tekstu – gdyby było dłużej, na pewno byłoby lepiej.

Wartości – 6/10 – szablonowa historia, nic odkrywczego, choć czytało się dość dobrze.

Suma: 13

Prośba do Odczarodzieja

Warsztat: - 5/10 - chaos w narracji, brak jakiejkolwiek rytmiki, zbyt dużo imion i postaci jak na tak krótką formę, niepotrzebne dygresje.

Wartości: - 5/10 – czyta się bardzo ciężko, trudno się połapać kto jest kto i jaką gra rolę, niedostrzegalny sens całości. Ciekawe określenia „Odczarodziej” i "Wtem z Cienia".

Suma: 10

Wysoki poziom przedstawionych tekstów. Sądzę, że w wielu konkursach, każde z nich miałoby poważne szanse na zwycięstwo.



Augusta
Pisarz
Pisarz
Posty: 1041
Rejestracja: pn 28 kwie 2014, 01:06
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Augusta » ndz 12 paź 2014, 14:31

Nie żebym się czepiała, ale system oceniania WSZYSTKICH opowiadań jest IMHO z deka bezsensowny, bo co mają począć ci, którzy ocenić muszą również własne opowiadanie? I gdy już poznamy autorów (a pewnie tak będzie) - poznamy również, jak sami siebie oceniają - co z gruntu rzeczy jest głupie :D bo jak siebie ocenić w takiej sytuacji? Jak przyznam sobie 10/10 wyjdę na narcyza, a jeśli 1/10 to na fałszywego skromnisia...
No, ale to tylko taki off...

a teraz do meritum.
Prośba do Odczarodzieja
8/10 i 4/10 (druga niska, bo to nie moje klimaty, całkowicie...)

Wieczna Canossa
8/10 i 7/10 (wyczuwam faceta :D i stawiam na Nava, końcówka mi nie siadła - dziwna ta zagadka i jeszcze dziwniejsza odpowiedź, choć może jestem zbyt tępa żeby ją zrozumieć... też tak może być)

Rysa
8/10 i 4/10 (bez uzasadnienia)

Zapach Kamienia
8/10 i 6/10 (końcówka mnie rozczarowała szczerze mówiąc)

Risa
8/10 i 8/10 (bez uzasadnienia)

Morze
10/10 i 9/10 (wyczuwam faceta, Leszek? to na pewno Ty :) mistrzostwo, bo tak długo, ale 9/10 bo za krótko... )

Żywot kamienia poczciwego
8/10 i 6/10 (kolejny pan, tym razem to chyba Romek :) i tyle mam do powiedzenia w tej materii...)




Wróć do „Konkursy różne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość