NAJLEPSZAMINIATURAMAJA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY :text-link:

Instalacje von Hagensa

Dział zbierający zakończone już pozostałe konkursy wewnątrzforumowe

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 750
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Instalacje von Hagensa

Postautor: Erythrocebus » pn 07 paź 2013, 04:18

Podchodzę na serio (i sztywno):

Konkurs!

15k znaków do północy 31.10.13.

Temat: Instalacje von Hagensa

Uczestnicy:
1.Natasza
2.Bartosh16
3.Humanożerca
4.Baribal
5.Lady Kier
6. Śfjontkofski, znaczy się ja, Sepryot.
7. Błażej tj. Erythrocebus
8. Magic

Autorzy ukryci.

Wyłaniamy najlepszych przez głosowanie (do dogadania).


Dyskusje, propozycje i komentarze: tu.

Nataszo, inicjatywa wyszła od Ciebie, więc jeśli chcesz coś zmienić, wal jak w dym.

EDIT 01.11.13: Dostałem tylko 3 teksty, ale i tak postanowiłem je wrzucić. Dla autorów może nawet lepiej, bo większa siła przebicia...
Ostatnio zmieniony pt 15 lis 2013, 08:55 przez Erythrocebus, łącznie zmieniany 1 raz.


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 750
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » pt 01 lis 2013, 23:33

"Oferta Pana Hagensa"


WWWWeronika ma piękne duże oczy, długą szyję i parę jędrnych piersi. Wie, że wielu ludzi patrzy się w jej dekolt jak zahipnotyzowani. W sklepie, kościele, czy na spacerze. Pablo lubił jej szyję bardziej niż piersi. Uważał, że mogłyby być większe. Weronika miała także smukłą talię i dosyć szerokie biodra. Malarz lubił jej biodra, na których często opierała ręce. Dbała o swój wygląd. Codziennie rano od godziny piątej do ósmej spędzała czas w łazience. Wschód słońca obserwowała z parapetu malując paznokcie perłowym lakierem. Pablo lubił, jak przychodziła do jego pracowni pachnąca szamponem i kremami nawilżającymi. Zawsze wówczas kazał jej się rozebrać. Lubił przez chwilę muskać jej skórę opuszkami swoich dłoni. Za oknem miasto budziło się do życia. Dźwięk aut wpadał do pracowni i odbijał się echem wśród ścian. Weronika lubiła przychodzić do Pabla. Lubiła, jak dotykał ją opuszkami swoich palców. Chłód pomieszczenia powodował gęsią skórkę.
WWWNastępnie Pablo wyciągał z wielkiego kufra ubranie. Za każdym razem była to inna suknia i kazał jej ją włożyć. Następnie przez kolejne godziny Weronika musiała pozować bez ruchu w pozycjach ustalonych przez malarza. Nie za bardzo lubiła to robić. Musiała poradzić sobie z drętwiejącym ciałem, chłodem i swędzącymi plecami. Około szesnastej Pablo odkładał pędzel i wychodził do sklepu kupić coś na podwieczorek. Weronika uwielbiała tą godzinę, kiedy siedzieli przy stoliku, świecach i jedli rogaliki z dżemem, albo makaron na bekonie.
WWWMężczyzna opowiadał, ile już sprzedał obrazów i chwalił się, że ma kilka zamówień na przyszły miesiąc.
WWW- Klient z Holandii zamówił sobie jakieś akty na tapczanie – mówił. – Tak dokładnie powiedział – jakieś akty na tapczanie! Ludzie zadziwiają mnie czasem swoim prostactwem!
WWWObrazy nagiej kobiety stały się rozchwytywane na rynku jak parasolki w deszczowe dni. Dziewczyna coraz częściej mijała je w galeriach i centrach handlowych. Ostatnio nawet na stacji paliw! Nie była w stanie do końca powiedzieć, czy ludzie kupowali obrazy dla kunsztu malarza, czy dla kształtów modelki. Weronika nigdy dotąd o tym nie myślała. Liczyło się dla niej, że ma przyjaciela na obczyźnie, który opłacał jej mieszkanie, rachunki i zabierał do drogich restauracji.
WWWNikt, nawet ona sama, nie znała dokładnej daty swoich urodzin. Pewnego jednak dnia poczuła, że na pewno ma już dwadzieścia lat. Ten dzień skłonił ją do pewnych refleksji. Stojąc przed lustrem jak każdego ranka zaczęła baczniej obserwować swoje ciało. Czy nie przytyła, czy się nie garbi, czy nie ma rozdwojonych końcówek włosów. Poczuła wtedy dziwny niepokój. Zawsze patrząc się z rana w lustro czuła radość i podniecenie. Nie spodobało jej się to nowe, dziwne uczucie.
WWWGdy później tego samego dnia Pablo malował ją, leżącą z rozłożonymi nogami na tapczanie, przyglądała się uważnie jego dłoniom.
WWW- Pablo? – zagaiła nagle. Nie lubił, jak odzywała się w trakcie pozowania.
WWW- Ehe... – mruknął, zdając się być nieobecnym i dalekim.
WWW- Potrafisz pisać wiersze?
WWWMalarz spojrzał przelotnie w jej oczy.
WWW- Wiersze są dla głupców – odparł.
WWW- A piosenki?
WWW- Nie. Nie cierpię rzępolenia. Wogóle nie znoszę hałasu, więc gdybyś mogła...
WWWWeronika przestała się odzywać przez chwilę. Oddychała miarowo, rozkoszując się lekkim powiewem na skórze a uchylonego okna.
WWW- A nie chciałbyś kiedyś napisać książki? O sobie i o mnie?
WWW- Co ty dzisiaj jakaś taka?! Książki są bezwartościowe! Wystarczy, że sprzedam jeden obraz i już będę bogaczem! Książki musza w milionach sztuk gnić na półkach tępaków, którzy ich nawet nigdy nie otworzą!
WWWPosmutniała. Nie wiedziała, co ją napadło.
WWWTe Akty na tapczanie nie sprzedały się. Holenderski kupiec zarzucił malarzowi, że ta naga kobieta to jakaś wynajęta dziwka, a nie poprzednia modelka. Pablo był wściekły. Weronika czuła się nieswojo. Jeszcze nikt nigdy nie nazwał ją w taki okropny sposób.
WWWWieczorem, gdy wracała z łzami w oczach do mieszkania, poczuła, że ktoś ją śledzi. Przyspieszyła kroku, ale nieznajomy był o wiele szybszy. Po chwili zrównał się z nią i przywitał grzenie.
WWW- Dobry wieczór – odpowiedziała Weronika.
WWWMężczyzna miał miły głos i ciepły, dojrzały uśmiech. Było w nim coś, co sprawiło, że dziewczyna zwolniła kroku.
WWW- Czemu pani płacze? – dopytywał się nieznajomy widząc łzy na jej twarzy. – Proszę wybaczyć, jeżeli pytanie wyda się pani zbyt aroganckie.
WWW- Dziś ktoś nazwał mnie tak okropnie, że tak się poczułam – odparła drżącym głosem.
WWW-Rozumiem. A czy nie chciałaby pani udowodnić tym oszczercom, kim pani jest naprawdę w środku?
WWW- W środku?
WWW- Tak – nieznajomy przystanął, a ona, jak zahipnotyzowana zrobiła to samo. Stanęła naprzeciwko i poczuła jego dłonie na swoich łokciach. – Każdy do tej pory widział tylko pani powłokę. Piękną skórę, jędrne kształty. Nie chciałaby im pani pokazać więcej? To, co ma pani w środku? Żeby już nie mówili, że jest pani tylko pozującą dziwką, ale i ma pani serce do tego, co pani robi!
WWW- Tak – odpowiedziała szeptem. Chyba właśnie tego chciała dziś rano od Pabla. Aby pokazał światu coś więcej, niż tylko jej tyłek i plecy.
WWWNieznajomy wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza rulonik.
WWW- Niech pani podpisze, a wszystkim się zajmę!
WWWWeronika obrzuciła nieznajomego uważnym spojrzeniem. Nie wyglądał na kłamcę, ani oszusta. Wydawał się czytać w jej myślach. Dziewczyna chwyciła podsunięty jej długopis i podpisała dokument. W końcu co miała stracić? Reputacji już nie miała.
WWWKolejnego poranka nie przyszła już do Pabla.


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 750
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » pt 01 lis 2013, 23:38

wwwwwwwww
wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwZ czasem
www
www
wwwMoje trupy walczyły z nieśmiertelnością.
wwwNa przykład trup Pawełka. Nienawidzi bezruchu. Nawet w pozie, w której go zostawiono na zawsze, zdaje się trwać niespokojnie niby płochliwa wiewiórka. Ludzie przechodzący mimo, szeleszczą rozmową. Jak liście w parku, myślę i bawię się metaforą: basia-baś… Wiewiórka spoziera koralikowymi oczkami, faluje ogon, stroszy się futerko. Umyka susami przed wyciągniętą dłonią. Ale pozostaje przeszłą obecnością w pejzażu – w rudej smudze, w poruszeniu suchego liścia, w rozkołysie gałązki.
wwwI za oknem jesień, całkiem pogodna, w starym złocie i brunatnych zieleniach. Wieczór jednak już pogasił kolory, pozapalał latarnie. Uświadamiam sobie, że ledowe żarówki zabrały figurom z muzeum naturalne na zmierzchu światłocienie. Bez tego – jakby wraz z cieniem zabrano im czas – postaci zostają odarte z sensu jak wcześniej ze skóry. Na postumentach przywykały bezgłośnie do energooszczędnej wieczności.
wwwZ tkliwą ostrożnością omiatam pędzelkiem trupa Pawełka z patosu moich metafor.
wwwObok dyskutuje półgłosem grupka studentów. Są z medycyny? Dotykają spokojnym wzrokiem znane z nazw mięśnie, porównują, odnajdują właściwe proporcje. Nieprawdopodobnie jednowymiarowy obraz z atlasu ustępuje prawdzie. Rozumiem ich ciekawość perspektywy. Nieobecność wędrującego cienia chyba teraz pomaga.
wwwWyławiam głos o ciepłej, wesołej melodii – to szczupły okularnik objaśnia koleżance własności budowy barku i przedramienia, starannie układając zdania w fakty. Dziewczyna pochyla się ku figurze w ślad za ręką wskazującą odpowiedni mięsień, ale wcale nie patrzy na trupa Pawełka. Jest niewysoka, mieści się dziecinne pod ramieniem studenta i trwa teraz zanurzona w głosie i zapachu tego chłopca. Postanawiam, że będzie miała wiewiórkowe imię Basia i uśmiecham się do niej. Taka ładna.
www– A to prawdziwe? – Wyobrażam sobie, że pyta. Studiuje pedagogikę, na pierwszym roku, tyle co zaczęła. Nieważne. Pewnie poznali się w pociągu do Krakowa.
www– Ludzie dobrowolnie zapisują swoje ciała. – Toczy się dyskusja o procedurach donacji. Nie przyciszają głosów, to sensowna rozmowa o woli, prawie dysponowania ciałem. Cytują. Rozumieją. Uczę się z konieczności pojęcia plastynacja.
wwwDziewczyna nie słucha, przykucnęła, poprawia węzeł sznurowała przy skórzanym kozaczku; gdy traci równowagę, kołysze się i ożywają jej mysie włosy, przesypują się na policzki. Spojrzawszy w przypadkowym przyklęku w twarz Pawełka, wstaje jednak pośpieszne, bardzo dzielnie. Wtedy sznurowało wysnuwała się z pętelki i pozostaje asymetrycznie nieskończone.
www– Prawdziwe. To trup mojego syna – odpowiadam mojej Basi półgłosem. Wiem, że to nieuczciwe, ale dodaję: – Przyszłam go zapytać, czy rozdać jego rzeczy. Nie wiem, czy mogę.
www– Dlaczego pani tak mówi? – Basia zszarzała.
wwwBo ona poddawała swe ciało tak miękko i ufnie – żalę się Pawełkowi, kiedy student objął dziewczynę ramieniem. Przedtem tym chłopięcym głosem opowiadał o mechanice mięśni i teraz dobrze rozumiałam kolejne fazy uniesienia.
Basia-baś… Znieruchomieją wtedy na moment każde osobno, ale wzajemnie do siebie przywarci skórą. Na mgnienie.
wwwChłopak pochyla się w końcu miłośnie i od jego cienia weseleją włosy mojej Basi.
www– Kiedyś wypełniało Pawełka co innego – tłumaczę się pośpiesznie i przepraszająco. – Nie wiem co, ale mówili, że zbyt wiele na jedno ciało, takie wątłe, smukłe niby wrzeciono trzciny.
wwwAle to jest za długa fraza. Tak się nie woła ludzi, którzy odchodzą.
www– Nie wziąłeś kurtki! – trzeba krzyknąć. Albo „Zostań”. „Wróć.” Nawet „Umrzyj już wreszcie”.
wwwPokonując skórę delikatną jak warstwa końcowego werniksu, dotknęłam ruchliwych mięśni twarzy trupa Basi. Napięły się bezradnie w wiewiórczym strachu.
www– Przepraszam. – Powtarza jednak z uporem chłopak, obejmując szczuplutkie ciało dumnym gestem posiadania.

wwwWięc to było ciekawe – ta ich walka o śmiertelność.
wwwUstępuję mu miejsca.

wwwZostaję sama. Zawsze byłam. Tylko z czasem…

www www wwwjeszcze nie umiesz być sam
www www www […]
www www wwwjeszcze nie dajesz spokoju umarłemu
www www wwwchcesz go przyciągnąć z drugiego świata za guzik
wwwwwwwww wwwJan Twardowski Jeszcze nie
Ostatnio zmieniony pt 01 lis 2013, 23:54 przez Erythrocebus, łącznie zmieniany 1 raz.


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 750
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » pt 01 lis 2013, 23:40

WWWLśniące posadzki, dziesiątki wyjątkowych eksponatów, tłumy oglądających, gwar rozmów. Wszechogarniająca aura wystawy. W tej aurze kilkuosobowa grupka spacerowała niespiesznie, zwiedzając wystawę w klubie „Fabryka” w Krakowie.
WWW– Imponujące eksponaty, panie von Hagens – powiedział po angielsku idący obok autora ekspozycji elegancko odziany, starszy pan z laseczką, dzięki której kuśtykał niczym Gregory House. – Pozwolę sobie spytać: jakie jest pochodzenie ekhm... – Zawahał się, chcąc użyć właściwego słowa – materiałów użytych do plastynacji?
WWW– Oh – westchnął teatralnie wynalazca nowatorskiej metody konserwowania zwłok o twarzy przywodzącej na myśl obozowego kapo, poprawiając rondo kapelusza – przecież to tajemnica lekarska, doktorze Świątkowski – rzekł z nutą ironii, po czym roześmiał się. Starszy pan poszedł w jego ślady. – Naturalnie pozyskuję „eksponaty” z dobrowolnych darowizn ludzi gotowych poświęcić się dla nauki. A raczej poświęcić swoje bezwładne, pozbawione życia ciała w imię tejże. Ja jedynie przyjmuję ich dar. Jeszcze żaden darczyńca nie składał zażaleń na moją działalność – powiedział z powagą i spojrzał na towarzysza kamiennym wzrokiem. Chwilę potem ponownie zaniósł się śmiechem. Polski lekarz najwidoczniej lubił czarny humor w wydaniu Niemca, gdyż i tym razem dał się rozbawić.
WWW– Niemniej jednak trzeba zauważyć, że pańskie wystawy wzbudzają nie lada kontrowersje – zauważyła kobieta w średnim wieku ubrana w czarny, dwuczęściowy kostium. Wokół szyi miała owiniętą apaszkę w ptaki, którą się nonszalancko bawiła. Widok plastynowanych zwłok nie robił na niej wrażenia, jakby całe życie przeprowadzała sekcje zwłok. Mocno rosyjski akcent zdradzał jej pochodzenie.
WWW– Ostatnio popularne jest hasło: „Haters gonna hate”, pani Nataszo. Zawsze znajdą się ludzie, których zżerać będzie zawiść i dla których cudzy sukces będzie drzazgą pod paznokciem. Odkryłem nieznaną dotąd metodę wykorzystywania martwych ciał dla celów naukowych, zrewolucjonizowałem sposób wykładania anatomii na niektórych uczelniach, wielu ludzie pieje z zachwytu nad moim pomysłem. I słusznie. Nauka jest jak ocean, wielka, niezbadana, niespokojna, dynamiczna. Co chwilę odkrywamy kolejne jej aspekty, lecz nadal jesteśmy dalecy od poznania jej w całości. Zawsze pozostanie pole do popisu dla innych, którzy mają dość odwagi, by pójść dalej. Ja poszedłem, zrobiłem krok do przodu, wykraczając poza pewne schematy, obalając tabu. Przyszłe pokolenia będą mi za to wdzięczne i to są powody, dla których pojawiają się kontrowersje! Owe kontrowersje to nic innego, jak próba zdyskretydowania dzieła mojego życia, bojkot ciemnej masy, która zwykła tkwić w marazmie codzienności i żyć z dnia na dzień od pierwszego do pierwszego. Coś osiągnąłem. To wystarczy, by znienawidzić człowieka za jego dokonania. Ale ja drwię sobie z ludzi, którzy cokolwiek mi zarzucają. Nie łamię prawa. Nikomu nie wchodzę z moimi eksponatami do domu. Nikogo nie zmuszam, żeby je oglądał.
WWW– Jest pan pewny siebie, panie doktorze – mruknęła niemal zalotnie Natasza.
WWW– Mam do tego pełne prawo – odpowiedział jej podobnym tonem von Hagens.
WWWSzli dalej. W pewnym momencie do doktora zbliżyła się dziennikarka. Zdawałoby się, że przyszła znikąd. Miała na sobie brązowy sweter i powyciągane dżinsy. Na piersi przypięła niedbale identyfikator. Wyglądała na oko na nieco ponad dwadzieścia lat. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, jakby cieszyła się każdą sekundą życia i chciała tę radość przekazać innym.
WWW– Panie doktorze! – zapiszczała, jak uczennica gimnazjum. – Nazywam się Judyta Mijak, pracuję w gazetce studenckiej „SMS – Stylowy Magazyn Studencki”. Czy mogłabym przeprowadzić z panem krótki wywiad?
WWW– Ależ oczywiście. – Rozpromienił się na ten przejaw zainteresowania jego osobą. Zwrócił się do oprowadzanej grupki: – Pozwolą państwo, że was opuszczę na chwilę – powiedział uprzejmie, puszczając delikatnie oko w stronę Rosjanki. W następnej chwili oddalał się pogrążony w rozmowie z młodą dziennikarką.

WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW***

WWWStudentka zabrała się do roboty profesjonalnie. Posiadała wiadomości na temat prezentowanych treści, zapoznała się pobieżnie z biografią autora wystawy, publikacjami naukowymi i opiniami na temat poprzednich ekspozycji. Słuchała bardzo uważnie, szybko notowała i nie marnowała ani chwili, skutkiem czego wywiad trwał raptem dziesięć minut.
WWWPo ich upływie doktor von Hagens z szerokim uśmiechem na twarzy dołączył do oprowadzanej wcześniej grupki zwiedzających, przepraszając za chwilową absencję. W głowie miał jednak tylko odsłonięte przez spódnicę łydki Nataszy i woń jej perfum. Przeczuwał, że ten wieczór będzie należał do nich.

WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW***

WWWOtworzył oczy. Było to dla niego o tyle zaskakujące, o ile bolesne. Nie tego się spodziewał. Wewnątrz czaszki ćmił jakiś nieopisany ból, niby niezbyt mocny, a jednak irytujący, jak kac po trzech drinkach i ciężkim dniu pracy. O tak, tamten dzień z pewnością był męczący, jak każdy inny podczas wystawy. Ale kiedy stracił przytomność? Pamiętał oprowadzaną grupkę, zalotne spojrzenia rosyjskiej piękności, wywiad i spacer do pokoju hotelowego, gdzie z Nataszą miał zamiar napisać nowy tajny aneks do paktu Ribbentrop–Mołotow. Zamiast pieczętowania niemiecko–rosyjskiej przyjaźni czekała nań pustka. Ciemność. Niemoc.
WWWSpróbował wstać, o zgrozo! nie czuł nóg. W ogóle nie czuł ciała. Wydawało mu się, że jedynym odczuciem jest ten cholery ból głowy. Chciał spojrzeć w dół na swoje ciało, ale nie mógł zgiąć szyi. Wyczuwał ucisk jakby metalowych prętów na twarzy. Konstrukcja uniemożliwiała mu kręcenie głową.
WWW– Scheiße – zaklął. – Co się dzieje?
WWWZastanawiał się, czemu nie ma czucia w ciele. Podano mu jakiś środek? A może uraz kręgosłupa? „Jakie to ma znaczenie, kiedy nie mogę się ruszać?” – pomyślał z goryczą.
WWWRozejrzał się po pomieszczeniu na tyle, na ile mu pozwalał ruch gałek ocznych. Było ciemno, mrok rozganiała jedynie dyndająca na kablu żarówka. Pod niepomalowanymi ścianami stało trochę sprzętów, zdawało mu się, że malarskich. Przypominało to ateliér utworzone w bunkrze.
WWWUsłyszał kroki. Buty na obcasie, najprawdopodobniej kobieta, choć też nie wiadomo na pewno. Co tu robiła? To jej pracownia? Całą siłą umysłu chciał się wyrwać z oków bezwładności. Na próżno.
WWW– Phomocy – zdołał wychrypieć.
WWWCisza. Serce łomotało mu w piersi, oddech przyspieszył. „Czemu mnie nie widzi?” – pomyślał.
WWWWtem tajemnicza postać wyskoczyła przed niego. Gdyby nie paraliż, podskoczyłby z zaskoczenia.
WWW– Cześć, doktorku – powiedziała tonem, który można byłoby uznać za zalotny, gdyby nie okoliczności. – Czemu chcesz pomocy? Źle ci tu? – spytała, jakby nie był sparaliżowany.
WWWPrzez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Patrzył w groźną twarz przesłoniętą częściowo maseczką chirurgiczną. Iskrzące oczy zdawały się wyrażać jednocześnie złość i spokój. Ta mieszanka nadawała spojrzeniu znamiona szaleństwa. Walczył sam ze sobą, jakby jego wysiłek miał odblokować sparaliżowane mięśnie. Bezradność wlewała rozpacz do jego jaźni.
WWW– Co... Co... – usiłował sformułować pytanie.
WWW– Co tu się dzieje? Co tu robisz? – spytała z niemalże wiarygodnym zaciekawieniem w głosie, jakby naprawdę przejmowała się jego losem. – Siedzisz. A jak ci się zdawało, doktorku? – Odeszła kawałek, lecz po chwili odwróciła się na pięcie, zamiatając białym kitlem i mówiła dalej: – Masz na myśli głębszy sens twojego położenia? No tak, jak mogłam być tak nieczuła. Wybacz. Wybaczysz mi? – Żal w jego oczach chyba ją usatysfakcjonował. – Otóż tutaj teraz oboje wnosimy coś do nauki. Twój wkład, doktorku, to życie i ciało. Ja wnoszę nieco więcej, bo czeka mnie mnóstwo pracy, ale...
WWW– Nie chszuje nóh – wydukał z trudem, wpadając jej w słowo.
WWW– Ależ to zupełnie naturalne – usłyszał w odpowiedzi – dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że uszkodziłam panu rdzeń kręgowy. Jest pan sparaliżowany od szyi w dół. Drugi powód zmartwi pana nie mniej niż pierwszy. – Uniosła lustro, które chyba było specjalnie na to przygotowane, tak, że mógł się w nim przejrzeć. – Nie ma pan nóg.
WWWChciał krzyknąć. To, co zobaczył, napełniło go grozą, jakiej nie odczułby podczas apokalipsy. W odbiciu nie widział niczego ze swojej dawnej aparycji, a przypominało mu ono bardziej jeden z eksponatów Body Exhibition. Ujrzał, że siedzi na drewnianym stołku w groteskowej pozie. Jego ciało odarto ze skóry i kończyło się w okolicach bioder. Podtrzymywały je dziwne, metalowe konstrukcje podobne do gorsetu Milwaukee.
WWW– Doktorek coś niezbyt zadowolony – bąknęła nieznajoma jakby z urazą. – A taką piękną mowę pan strzelił o poświęceniu dla nauki i gdzie to się wszystko podziało?
WWWZrozumiał, że słyszała, jak mówił o zawistnikach, hejterach, którzy szkalują jego działalność i uznają za zbrodnię. Musiała tam być tego dnia w tym konkretnym momencie. Oprowadzał kilka kobiet. Miał to w zwyczaju, bowiem zawsze po wystawie jedna z nich wyrażała chęć pójścia do łóżka z ambitnym obcokrajowcem. Jak mógł nie skorzystać? „Ale która to?” – pomyślał. „Natasza? To nie jej głos, miała rosyjski akcent. A co jeśli to zmyłka? Zasłona dymna? Dywersja? Mógł ją nasłać każdy i kazać udawać Rosjankę, w razie czego podejrzenia padłyby na Kreml lub tamtejszych terrorystów”.
WWWRozwiązanie wydawało się rozsądne, tylko jakoś nie mógł się do niego przekonać. „Ale czy to nie nazbyt oczywiste?” – myślał dalej. „Kto tam jeszcze był? Jakaś milcząca kwoka, pewnie pani businesswoman, z tych co płodzą piątkę dzieciaków, bo je na to stać, ale w zapracowaniu nie mają czasu, by je wychowywać. Wyglądała na oburzoną? Nie sądzę. Gdyby jej się coś nie podobało, to raczej dałaby mi w pysk, zamiast za mną chodzić. Ale... pozory mylą. Czyżby spokojna biurowa zdzira mnie tak urządziła? Możliwe, choć wątpliwe”.
WWWGubił się w rozważaniach. Czuł coś w rodzaju maligny. Analizował możliwość popełnienia zbrodni przez każdą kobietę, jaką napotkał podczas wystawy. Potem zaczął też podejrzewać mężczyzn, którzy przecież mogli udawać kobiety. Tyleż zboczeń w tych czasach. „A może to kobieta udaje mężczyznę?”. Do głowy przychodziły mu coraz bardziej idiotyczne rozwiązania.
WWWPo chwili roił sobie w umyśle międzynarodowy spisek mocarstw angażujący pracowników największych agencji wywiadowczych mający na celu upodlenie go i zakończenie działalności. „Może Żydzi w odwecie za holocaust? Może Polacy za zabory i wojny światowe? Może ruscy za plan Barbarossa? Albo Francuzi za wojny o Alzację i Lotaryngię”.
WWWPoczuł, że coś go trąca tuż pod prawym uchem. jego głowa mimowolnie zaczęła się kołysać. Do świadomości przebijały się zalążki bólu.
WWW– Doktorku – powiedziała tajemnicza kobieta – czas na zastrzyk. Środki przeciwbólowe pewnie przestają działać, a przecież nie chcemy być dla siebie okrutni, prawda?
WWWUkłucia nawet nie poczuł. Jedynym efektem zastrzyku był odpływający ból.
WWW– Hlaszeho?
WWW– Dlaczego co? To robię?
WWWChciał pokiwać głową, ale nie musiał. Odpowiedź na pytanie nie była potrzebna, bo dziewczyna zaczęła mówić:
WWW– Robię, to bo, jak wielu ludzi, uważam pańskie działania za zbrodnicze. Może gdy pan to zobaczy, że tak powiem, od kuchni, to pan zrozumie. Nauka z powodzeniem obeszłaby się bez bezczeszczenia zwłok. Już mniejsza o ludzi, którzy za życia zgodzili się na takie praktyki, żeby po ich śmierci zrobić z nich, jak niektórzy to zwą, „dzieła sztuki”, ale trupy chińskich więźniów? Na to nie możemy się zgodzić.
WWW– Zabij... mnie...
WWWWzruszyła beztrosko ramionami.
WWW– Już niedługo. – Policzki nieznajomej wykonały ruch, który sugerował, że pod maseczką pojawił się uśmiech. – Szkoda. Mógłby się pan zaplastynować i pokazywać ludziom, jakkolwiek dziwnie to brzmi – roześmiała się, jak z dobrze opowiedzianego żartu. – W służbie nauce – rechotała dalej – „Moje dokonania. Zaplastynowałem się. Bijcie mi pokłony, jam wielki Gunther vn Hagens, co sam z siebie zrobił mumię” – przedrzeźniała go.
WWWCzuł, jak w kąciku oka gromadzi mu się wilgoć, jak łza opuszcza oczodół i mknie po policzku. Gdyby wiedział, jak to wszystko się skończy...

WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW***

WWW– Mamo – zawołał mniej więcej dziesięcioletni chłopiec – a toto rusza oczami! – Wskazał jeden z eksponatów z rozdziawioną buzią.
WWW– Synku – odpowiedziała stateczna kobieta, pochylając się nad dzieckiem – pewien miły pan zrobił je z prawdziwych ludzi, więc są realistyczne.
WWW– Re... alistyczne? – dziecko powtórzyło trudny wyraz.
WWW– Tak. Jak prawdziwe. Chodźmy, jeszcze dużo przed nami.
WWWDo tego samego eksponatu zbliżyła się młoda dziennikarka w brązowym swetrze. Szepnęła:
WWW– I jak ci się podoba służba nauce, doktorku? – i uśmiechnęła się złowrogo.


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 750
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » sob 02 lis 2013, 09:00

W ramach samobiczowania dorzucam swoje wypociny:


Ciekawość

Niektórzy, sądzę, wobec mnie mają
pewne zobowiązania.
Niech spłacają je
godnością swoich ciał.

Nagie mięśnie mają zaspokoić
głód
kultury wyższej
i wiedzy niższej.

Zwykle noszę mnie pod skórą.
i wrażliwość,
tylko dla wygody,
zostawiam czasem w domu.

Nieskrępowane i nieokiełznane
są moje potrzeby.
Niech rosną, zrobiłem im
dużo miejsca.


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!


Wróć do „Konkursy różne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość