NAJLEPSZAMINIATURAMARCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY :text-link: TUTAJ :!:

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Miniatury - krótkie teksty, stanowiące zamkniętą całość.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » ndz 26 sty 2020, 12:21

Lekka propozycja czytelnicza, w sam raz na weekend. Zachęcam do lektury i proszę o wyłowienie "baboli", z góry dziękuję! :-)
************************************************************
Już zaczynałem w głowie liczyć baranki: “autyzm a artyzm. A alkoholizm. A atawizmy. A ADHD. A adrenalina. A ambona myśliwska, w której nocuję. A aspołeczne zachowania. A ambicje. A autentyzm. A anarchiczna wolność. A akustyczny cień. A aktywność fizyczna. A AA”.
Jechałem właśnie pociągiem relacji Katowice-Ligota – Zwardoń przez Bielsko-Białą aż do samej Rycerki, ślicznej górskiej miejscowości, kiedy ją zauważyłem. Skromnie ubrana staruszka, z torebeczką, zamiast bagażu podróżnego, z zaczesaną starannie siwizną na głowie, właśnie ładowała się do mojego przedziału. Stosownie do pięknej pogody, była lekko i skromnie, ale też odświętnie wyszykowana i kończyła właśnie konwersację z pewnym zagranicznym turystą, najpewniej Anglikiem, do którego zwróciła się najpierw po polsku, a gdy ten jej nie zrozumiał, przeszła na internacjonalny język min i gestów. Po krótkiej chwili podróżni ukłonili się sobie nawzajem: naprzód – on jej, potem – ona jemu. I wtedy właśnie ów cudzoziemiec gdzieś przepadł, to znaczy zszedł mi z pola widzenia. Starsza pani natomiast zdążyła wsiąść na kilka sekund przed odjazdem, musiałem jej zresztą w tym dopomóc. Następnie usłyszeliśmy przeciągły oraz przeraźliwy buczek i krótki komunikat: „drzwi zamykają się”. I wreszcie skład ruszył przy wtórze nieprzerwanego strumienia zbędnych informacji: „kolejny przystanek: taki to a taki”, „stacja początkowa”, „stacja docelowa” i tak dalej, i tak dalej.
Zaledwie ruszyliśmy i jak tylko zdołałem zmrużyć oczy, spoglądając z utęsknieniem na zalane słońcem pola, a już piskliwy głosik mącił spokój leniwego popołudnia:
– A mój mąż, świętej pamięci pułkownik Zawirski – zaczęła stara – gdyby tu dzisiaj z nami był, toby im wszystkim pokazał, o! No to ku chwale!
– Ano, ku chwale! Ale co by pokazał, babciu, co? – próbowałem dociec. – A w ogóle, to kim jest ów pułkownik Zawirski? Czy to ktoś znany i zasłużony? Hm, pewnie tak. Czyżby jakiś oficer Ludowego Wojska Polskiego? A może Armii Krajowej? – Cóż… w gruncie rzeczy… trzeba powiedzieć, że stawiałem na tę drugą hipotezę.
I w tym momencie wlazł ktoś do toalety i drzwi, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znowu ozwały się nikomu niepotrzebną starą śpiewką:
– Sezam otwiera się. Sezam domyka się, zamyka na amen.
– Ale co by pokazał ten Zawirski, babciu? Co? – powtórzyłem i usłyszałem w odpowiedzi:
– Stacja Pstro.
– No mój mąż był pułkownikiem, wielką szychą był. A ty, złociutki, to kto? – I tu starowinka spojrzała na mnie chyba po raz pierwszy tak naprawdę, dając mi pięć sekund i nie więcej na zastanowienie.
– Ja jestem tylko zwykłym turystą, proszę pani, podróżnikiem. Jestem nikim.
– Stacja Kurniki, Oborniki... – znów poleciała sama radość z głośniczków i aż się zdziwiłem, że tyle tutaj miejscowości o tak przedziwnych nazwach, o których nigdy nie słyszałem.
Jako że od czterech ładnych godzin przebywałem w podróży, normalną rzeczą było, że potwornie zgłodniałem. Wyjąłem więc kanapkę z żółtym serem i zacząłem się posilać, nie zważając więcej na ekscentryczkę. A ponieważ było duszno, zapragnąłem uchylić okno. Okna nie można jednak było za Chiny Ludowe otworzyć, za to pobliski sezam dał o sobie znać, i to jak! 
– Drzwi otwierają się! – Natychmiast od strony toalety buchnęła fala… nie tylko akustyczna, bo i zapachowa, jakże wspaniałe dopełnienie celebrowanego właśnie posiłku.
– Dobry chleb? – zapytała znienacka zaciekawiona życiem Zawirska.
– A dobry, dobry i ostrawy, bo to jest właśnie chleb z Ostrawy. – Zebrało mi się na rymowanki i głupie, bo głupie, ale jednak pogodne żarciki.
Potem ponownie ktoś wlazł do toalety, w której się zaryglował, ale nie na amen, lecz tak tylko… He, skąd niby to wiem? Ano stąd, że panienka, która przyszła pięć sekund później po facecie, który zdążył się już rozgościć w przestronnym „ulu”, nacisnęła guzik i drzwi niefortunnie otworzyły się akurat w momencie, kiedy ów rozgoszczony mężczyzna robił siku. Jak pech, to pech! Skonsternowana panienka wymamrotała przeprosiny i ponownie nacisnęła magiczny guziczek. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich, drzwi dostojnie rozsunęły się, tym razem na całą szerokość. Dalej nie ma sensu nawet opowiadać. Śmierdząca sprawa, ot co. A zresztą ponownie moją uwagę przykuła babunia i jej dziwaczne odzywki:
– Wystarczyłby jeden podpis mojego świętej pamięci mężula pułkownika i ten, co zaprojektował te idiotyczne komunikatory by już dawno nie żył. Kk! – I tutaj pokazała przedwojenna elegantka gest uciętej głowy. – A wiesz, harcerzyku – zwróciła się teraz bezpośrednio do mnie – że mąż zabierał mnie czasem do wód latem i był strasznie, strasznie przystojny oraz oczywiście bogaty.
– O tak, święty nieśmiertelny! Oczywiście, że był bogaty! – jakoś tak mi się wyrwało.
– Całe złoto magazynował w sekrecie na pusss…
– Pustyni? Że co? – Oj tam, oj tam, mogłem przecież niedosłyszeć.
– Sezam otwiera się, rozwiera mordę swą, zamyka na amen.
Komuś w komórce zabrzęczały poczciwe stare „Alibabki”, sugerując… nie powiem, co sugerując; jak to zresztą w bajkach bywa, a konkretnie – w jednej z nich, tej o „Alibabie i czterdziestu rozbójnikach”, tylko że tam nie było telefonów ani żadnych innych urządzeń mobilnych.
I znów zacząłem w głowie liczyć baranki: “autyzm a artyzm. A alkoholizm. A atawizmy. A ADHD. A adrenalina. A ambona myśliwska, w której nocuję. A aspołeczne zachowania. A ambicje. A autentyzm. A anarchiczna wolność. A akustyczny cień. A aktywność fizyczna. A AA”.
I tak powolutku, pomalutku zbliżaliśmy się do Bielska, skąd było naprawdę bardzo blisko do Żywca i Rycerki. Z Rycerki do przejścia czerwonym szlakiem miałem jakieś pięć godzin do docelowej bazy namiotowej, a ponieważ zbliżała się nieubłaganie piętnasta, zależało mi więc na czasie, na każdej jednej minucie. Liczyłem po cichu, że nie będziemy mieli opóźnienia. O święty nieśmiertelny, jakże się myliłem!
W pewnym momencie usłyszałem znajomą formułę, która mnie wyrwała z chwilowej zadumy:
– Bileciki do kontroli!
Konduktor wziął ode mnie świstek, spojrzał od niechcenia i prawie natychmiast zwrócił. Gorzej było z panią pułkownikową. Ta nie miała żadnego atutu w rękawie ani w ręce do okazania, prócz torebki, którą od razu też wręczyła kolejarzowi.
– Masz tu, pan. Sprawdź se sam, bo ja stara i nic na oczy nie widzę, harcerzyku. Ku chwale Pale Ale!
Ten niepewnie zabrał torebkę i zaczął w niej grzebać, niczego jednak nie znajdując. Przy okazji jednak musiał wysłuchać babcinej litanii:
– A wiesz, harcerzyku, że mój mąż to pułkownik, taka figura... znaczna, że ho, ho? Musi pan do niego koniecznie zatelefonować, najlepiej dziś jeszcze, bo czas to skarb. Już on panu wszystko wyjaśni. Szkoda, że nieborak od dwudziestu ładnych wiosen kwiatki wącha od spodu. Taki był z niego dobry i hojny człowiek i dobry ogrodnik. Złoto gromadził, kwiatki podlewał, coby je potem wąchać można było. Następnie biednych tym złotem obsypywał i kwiatkami, stokrotkami. A tu nawet mam taką sekretną mapę schowaną, jak do tego złota dojść, jak na nie trafić… i w ogóle. O, proszę!
– Ale ja tutaj nic nie widzę, a zresztą… – wykrzykiwał poirytowany służbista. – Zresztą co mi też paniusia głowę zawraca pułkownikami, telefonami i jakimiś wierutnymi pierdołami! Biletu szukam, cholera jasna! BILETU! – gadał jak wściekła zmutowana papuga.
– Drzwi otwierają się, trr… Następna stacja, trr… Szubienica. Kratownica. Drzwi zamknięte. Szubienica. Kostuchna. Drzwi. Kostuchna. Drzwi. Złatna. Sratna. Kostucha. Drzwi. TRR. TRR. TRR… – coś zatrzeszczało okropnie w głośnikach i sprzęt na chwilę wysiadł. I dobrze.
„Granatowy” tymczasem wstał, wyprostował się, jakby miał połknąć parasol, i to cały z “korzeniami”, zrobił parę nad wyraz zamaszystych kroków i przepadł gdzieś w niezgłębionych czeluściach wagonu drugiego. Przez kolejnych dziesięć minut się nie wychylał i babcia zdążyła już prawie wysiąść na jakiejś tam podrzędnej Suchej Psinie. Lecz oto nie udało się, jako że nogi jak z waty nie pozwoliły jej na to. Mogłem co prawda dopomóc staruszce uciec przed konduktorem-krwiopijcą, jako że sądziłem, że to jest forma ucieczki. Mogłem wziąć ją pod ramię i wyprowadzić z pociągu, ale za późno się rozeznałem w intencjach gapowiczki. I koniec końców buczek oznaczający zamykanie się drzwi pokrzyżował obojgu nam plany. Słowem: pieskie szczęście w Suchej Psinie (tak mogłaby się nazywać muzyczna kapela).
Po chwili wrócił konduktor, ale inny, nie ten sam. Był jakiś odnowiony, odmłodzony i odchudzony. I wyglądał zdecydowanie lepiej od swego łysego kompana. A co ważniejsze miał telefon. „Oho” – pomyślałem. „Czyżby jednak telefon do pułkownika zza grobu?”. Taka rozmowa podpada zdaje się pod zamiejscową albo międzynarodową i może być stosunkowo kosztowna, bowiem „zza-grobie” nie znajduje się na terenie Unii Europejskiej, krainy miododajnej, demokratycznej do szpiku kości i jednomyślnie wspaniałej. Ale nie! Okazało się, że kanar, bo jak go inaczej nazwać, wzywa policję obywatelską, ą, ą, ą…
Policja obywatelska, ka, ka, ka… wyrosła jak spod ziemi na kolejnej stacji, a tuż przed Bielskiem. Dwóch panów w mundurach, ach, ach, ach… granatowych wzięło babcię pod ramię, a następnie przekazało dwóm innym w niebieskich, ich, ich... którzy tylko czekali przed pociągiem, aby się pokazać i wykazać (dwa byczki łyse, krase, z pałami, kajdanami i pod bronią prowadzi oto flegmatyczną starowinkę – to nie mogło dobrze wyglądać i nie wyglądało). Okazało się przy tym, że notoryczna dezerterka znana jest jednemu z kolejarzy i że nie jest to jej pierwsza ucieczka z domu nie tak znowu pogodnej starości.
W końcu skład ruszył po kolejnych dziesięciu minutach, starając się nadgonić niewielkie, ale jednak znaczące opóźnienie. A ja z braku lepszego zajęcia zainicjowałem powtórne liczenie pustorożców: “autyzm a artyzm. A alkoholizm. A atawizmy. A ADHD. A adrenalina. A ambona myśliwska, w której nocuję. A aspołeczne zachowania. A ambicje. A autentyzm. A anarchiczna wolność. A akustyczny cień. A aktywność fizyczna. A AA”.
Usiadłem na miejscu pułkownikowej i począłem wyobrażać sobie, że może gdzieś faktycznie istnieje jakaś mapa z naniesionym miejscem ukrycia skarbu. O! Jakież było moje zdziwienie, kiedy naprawdę pod siedzeniem znajdowała się takowa – owa myśl wyśniona, a zmaterializowana. Zakreślone krzyżykiem miejsce odsyłało ewentualnego poszukiwacza przygód na czworakach na czerwony szlak wiodący z Rycerki ku stokom Rycerzowej, czyli dokładnie tam, gdzie już za godzinę z hakiem oraz wielkim hukiem miałem nadzieję zdrowo i niezdrowo hasać. 
I kiedy w końcu usłyszałem z głośniczka znajomą frazę: „drzwi otwierają się, stacja Rycerka”, natychmiast powziąłem decyzję, że jeśli coś faktycznie odnajdę i stanę się przez to obrzydliwie, obleśnie, cholernie bogaty, to moje codzienne wizyty na forach literackich – na „Nowej”, „Opowi”, „Wery” i „Niedobrych” – będą miały od teraz charakter wyłącznie kurtuazyjny i relaksacyjny. Słowem: dolce farniente. Ach, te marzenia! Któż ich nie ma?!
A zatem pozdrawiam – kurtuazyjnie i niekurtuazyjnie – Drogich Przyjaciół z forum i Wszystkich Czytelników. I obiecuję, że jeśli się kiedyś spotkamy, to koniecznie, ale koniecznie musimy wypić za zdrowie pułkownika Zawirskiego. Kochani, ja stawiam! Co mi tam?! Stać mnie!



Awatar użytkownika
Kot Garfield
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: pt 24 sty 2020, 00:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: Kot Garfield » ndz 26 sty 2020, 21:17

Opowiadanie jest chaotyczne. Fragmentami nie wiadomo, o co chodzi i czy w ogóle chodzi. Wątki pojawiają się znikąd i znikają bez powodu. Nie ma linii wzdłuż której mogłaby się rozwinąć jakaś akcja albo chociażby zbiór dygresji. Jest zbiór mało spójnych migawek z podróży, czasami ciekawych, najczęściej banalnych. Radziłbym autorowi zapomnieć to, co napisał i zacząć od nowa.


Dlaczego piszę? No bo jak nie pisać? To tak jak nie pić, nie jeść... nie myśleć, nie czuć, nie kochać. Życia poza tekstem nie ma.

God give me chastity - but not yet.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » ndz 26 sty 2020, 22:41

Toż to bagatela: wystarczy powyrzucać całą tę wyliczankę aliteracyjną, a opowiadanie stanie się w miarę spójne, tak przynajmniej myślę. Pozdrawiam i dziękuję.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4586
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: Rubia » pn 27 sty 2020, 00:18

maciekzolnowski pisze:Source of the post “autyzm a artyzm. A alkoholizm. A atawizmy. A ADHD. A adrenalina. A ambona myśliwska, w której nocuję. A aspołeczne zachowania. A ambicje. A autentyzm. A anarchiczna wolność. A akustyczny cień. A aktywność fizyczna. A AA”.

A gdzie ABSURD?

maciekzolnowski, tak ogólnie - podoba mi się Twoje pisanie. Czasem bardziej, czasem mniej, gdyż piszesz nierówno, chociaż konsekwentnie. Nie komentuję, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że opinie komentatorów nie są Ci do niczego potrzebne. Niech sobie tam różni tacy piszą, co chcą, a Ty i tak wiesz swoje. Więc tak tylko przy okazji zaznaczę, że określenie bohaterki tego opowiadania mianem "stara" w formie rzeczownikowej: " - A mój mąż, świętej pamięci pułkownik Zawirski – zaczęła stara " wydało mi się ciut mało eleganckie i niepasujące do atmosfery tekstu.
A poza tym, jestem na "tak".


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » ndz 02 lut 2020, 17:56

Sprawiłaś mi wielką niespodziankę swą wizytą oraz komentarzem, Droga Rubio. "Droga" - piszę szczerze i bez podlizywania się, załączam też podziękowania. A teraz konkrety:
1) a tak, absurd by się przydał,
2) owszem, piszę nierówno i zdaję sobie z tego sprawę, nie wiem, z czego ta niekonsekwencja wynika, z braku czasu może,
3) "stara" właśnie jako taka wypada z gry, dzięki za zwrócenie uwagi na ten szczegół,
4) opinie krytyków są mi potrzebne, ale i tak robię i będę robił swoje.
Pozdrawiam bardzo serdecznie! :-))
M



Awatar użytkownika
tomek3000xxl
Pisarz osiedlowy
Posty: 397
Rejestracja: czw 05 cze 2014, 09:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: tomek3000xxl » ndz 02 lut 2020, 21:33

Maciek, no weż zostaw " starą, ... no weż( klęka i prosi)
Rubia się nie zna, no weż zostaw....
Jak tabletki mi zaczną działać, to napiszę ci prawdziwy komentarz, co i tak olejesz, bo masz swój świat tak jak ja...



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4586
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: Rubia » pn 03 lut 2020, 02:17

tomek3000xxl, może się nie znam na pisaniu, ale się znam na elegancji... Więc Ty Maćkowi nie podpowiadaj :twisted: I nie obiecuj, tylko po prostu napisz komentarz.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » pn 03 lut 2020, 16:27

I co ja mam teraz napisać? :-)



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4586
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: Rubia » pn 03 lut 2020, 17:05

Kolejną miniaturę. :)


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » pn 03 lut 2020, 19:43

A tak, mam już nawet takową gotową (rym nieuzasadniony), ale celowo zwlekam z jej zamieszczeniem tutaj. A wracając do nieszczęsnej staruszki, zwanej niesłusznie oraz oczywiście niegrzecznie "starą [babką]", to chciałem przeprosić za poruszenie, jakie słowa me nieroztropne wzbudziły. Ja już tak mam, że jak czasem palnę z lufy (albo palnę się o lufę), to lepiej nawet nie... A że w dzisiejszych czasach elegancji nigdy oraz nigdzie za wiele, no to akurat wiadomo. Mnie prawo do bycia eleganckim gwarantuje... nie, nie konstytucja, lecz po prostu zwykła kindersztuba.



Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 284
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: RebelMac » śr 05 lut 2020, 16:56

Piszesz - lekka lektura weekendowa. I rzeczywiście. Lekkie i przyjemne. Z humorem,

maciekzolnowski pisze:Source of the post
– Drzwi otwierają się, trr… Następna stacja, trr… Szubienica. Kratownica. Drzwi zamknięte. Szubienica. Kostuchna. Drzwi. Kostuchna. Drzwi. Złatna. Sratna. Kostucha. Drzwi. TRR. TRR. TRR… – coś zatrzeszczało okropnie w głośnikach i sprzęt na chwilę wysiadł.



maciekzolnowski pisze:Okazało się, że kanar, bo jak go inaczej nazwać, wzywa policję obywatelską, ą, ą, ą…
Policja obywatelska, ka, ka, ka…


Te "ą, ą" i "ka, ka", oraz "TRR, TRR" - super. Lubię takie pisanie.

maciekzolnowski pisze:na „Nowej”, „Opowi”, „Wery” i „Niedobrych” –


Opowi bym sobie darował - poziom tekstów, a szczególnie komentarzy, to poziom bruku.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » sob 08 lut 2020, 20:09

Cieszę się i dziękuję za ciepłe słowa!
Co do opowi.pl (spokojnie, nie jestem ich agentem, wtyką ani propagatorem) - zasadniczo się z Tobą, Rebel, zgadzam, ale, ale - i podkreślam to ale - uważam, że są pewne wyjątki. Proponuję zainteresować się twórczości Floriana Konrada, który - mimo, że jest stosunkowo młody - pisze nader ciekawie, a przy tym i ambitnie, łącząc poezję z prozą i prozą poetycką. Ma kapitalne, najczęściej jednowyrazowe tytuły, których z pamięci nie jestem nawet w stanie powtórzyć, jak np. "Normcore", "Comingoutica", "Bladź" czy "Cuckold". Intrygujące drabbelki produkuje na masową wręcz skalę niejaka Justyska. No i są jeszcze: Dekaos i Nerwinka. Okej, starczy tej niezamierzonej agitacji na rzecz obcego forum (forum obcych?). ;-)
Pozdrawiam również. :-)



Awatar użytkownika
Isabel
Dusza pisarza
Posty: 483
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: Isabel » ndz 09 lut 2020, 13:52

Uchichrałam się przy czytaniu - fajne! :D
Cudownie absurdalne, a jednocześnie wyjątkowo przemyślane, spójne i w tym absurdzie logiczne. Fajnie i w sumie życiowo (z poprawką na założenia tekstu) pokazane, jak wyglądają takie przelotne, pociągowe znajomości, podobnie trafna obserwacja i umiejętnie oddane procesy myślowe starszej osoby z ewidentną demencją. Przy czym humor użyty bardzo, powiedziałabym, taktownie - od początku do końca wiadomo, że nie można brać opowiadania na serio, i jednocześnie nie sprawia ono wrażenia jakiegokolwiek wykpiwania czy wyszydzania.
Stylistycznie - jak to u ciebie, plastycznie, soczyście i potoczyście :)
Smakowity kawałek, jeden z twoich najlepszych - o ile nie w ogóle najlepszy do tej pory :)


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Babci sklerotycznej eskapada niedługa

Postautor: maciekzolnowski » wt 11 lut 2020, 19:40

Dzięki, Isabel, za miłe słowa!
Radość ma dziś w związku z tym wielka. WIELKA! Ale żeby nie było aż tak słodko, to uderzę się w pierś i napiszę parę zdań autokrytyki. A zatem obiecuję sobie i nie tylko sobie, że zajmę się już wkrótce poważniejszymi tematami. Banalizacja banalizacją, ale tyle się wkoło nas dzieje: możliwa III woja światowa, kryzys cywilizacji łacińskiej, marksizm kulturowy (ktoś pisał ostatnio o tym na forum), poprawność polityczna, światowe pandemie, brexit, migracje itd. Ach, ta współczesność szalona i niewymarzona. Oczywiście nie bagatelizuję problemu starczej demencji. Tak, wiem, marudny jestem, ale na szczęście kończę już. I pomyśleć, że miałem pracować nad czymś dłuższym, a zająłem się króciakami. Oj, Maciek, Maciek!
Raz jeszcze dziękuję i łączę pozdrowienia serdeczne, najserdeczniejsze,
M.




Wróć do „Miniatura literacka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość