Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Mleczarz (fantastyka)

Najlepsze zweryfikowane teksty

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
hektores
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 09:47
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: trójmiasto
Płeć: Mężczyzna

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: hektores » pt 17 lut 2012, 10:31

Próg pierwszej klatki schodowej przestępuję o 3.30 rano. Codziennie od trzech lat. Dwadzieścia minut wcześniej zdejmuję ze Stara sześć skrzynek z mlekiem i stawiam je na stalowym wózku. Chwytam rączkę i ciągnę ku pierwszemu z bloków rozsianych na trudnej do ogarnięcia wzrokiem przestrzeni. Zimą, gdy mróz atakuje z pełną mocą muszę założyć rękawice, by skóra nie przywarła do metalu. Pomimo tego wolę zimno, od wilgotnej wiosny i suchego lata.
Jest grudzień, lód skuł okolicę białym nalotem. Dostrzegam go w blasku reflektorów ciężarówki. Do pierwszego, słonecznego błysku pozostało dobrych kilka godzin. Nie wiem dokładnie ile, już ich nie liczę.
Obejście klatek schodowych pierwszego bloku zajmuje mi około dwóch godzin. Stawiam litrowe butelki w okolicy wycieraczek i zbieram te puste wystawiane pod ścianą. Co jakiś czas muszę się cofnąć, by wymienić skrzynkę na pełną. Stukot brzęczącego szkła odbija się głośnym echem od surowych ścian pustych korytarzy.
Po dwóch godzinach pracy odpoczywam. Mięśnie rąk i nóg odmawiają posłuszeństwa. Przeciążam je, wiem o tym, ale nie potrafię tak po prostu nic nie robić. Powinienem trwać w aktywności. Poruszać się, oddychać, emanować życiem.
Przerwę poświęcam na odpalenie Stara. Należy go rozgrzać. W przeciwnym razie pozostałe na skrzyni załadunkowej butelki zamarzną. Lód rozsadzi szkło i cały mój trud pójdzie na marne. Głośne dudnienie silnika rozlewa się po całym osiedlu. Rozglądam się. Na parkingu stoją zmrożone samochody, w oddali widnieje szereg sklepów, wzdłuż niego ciągnie się ulica. Pomimo ryku silnika, kłuje mnie ta cisza.
Szybko wracam do pracy. Kolejna skrzynka i kolejny blok. Kończę przed dziesiątą. Wypełnione pustymi butelkami pojemniki trafiają na pakę Stara. Zapalam silnik i wtedy to dostrzegam. Ruch.
Niemożliwe. Przecieram zmęczone oczy. To przywidzenie, krzyk rozpaczy zdesperowanego umysłu. Ogarniam wzrokiem okolicę. Pustka, stagnacja, martwica. Oddycham głęboko, naciskam pedał gazu i wyprowadzam pojazd z osiedlowej drogi w kierunku głównej arterii miasta. W tym momencie coś przebiega przed kołami. Hamuję gwałtownie. Za sobą słyszę brzęk tłuczonego szkła, ale nie to teraz jest najważniejsze. Zatrzymuję pojazd. Wysiadam. Coś co przebiegło tak szybko, że nie zdążyłem się temu dokładnie przyjrzeć, pognało w kierunku śmietnika. To zwierzę. Wydaje mi się, że włochate i w sumie niewielkie.
Idę tam. Podczas każdej innej pory roku unoszący się z kontenerów śmietnikowych smród rozłożonych odpadków jest nie do zniesienia. Zimą mróz oplata go szczelnie lodowym kordonem. Między innymi dlatego upodobałem sobie tę porę roku. Mam dość zapachu rozkładu.
Wiata śmietnikowa mieści cztery kontenery. Za ostatnim z nich dostrzegam włochatego stwora. Trzęsie się. Jest przerażony. Wtulony w martwą stal wychyla w moją stronę kawałek czarnego nosa. Potem oczy i uszy. To pies. Wychudzony. wystraszony kundel. Wydaje z siebie jakiś dźwięk, chyba warczenie, jest ono jednak na tyle ciche i żałosne, że wywołuje jedynie politowanie.
- Chodź – próbuję przywołać zwierzę. To jednak trwa skulone. Wyciągam z kieszeni kurtki paczkę herbatników. Rzucam jeden w jego kierunku. Kundel odskakuje. Po chwili wychyla się i pożera ciastko. Podaję mu kolejne. Pochłania je co do okruszka. Trzyma jednak dystans. Nie ufa mi, ale w jego oczach dostrzegam błaganie o jakikolwiek pokarm. Zostawiam mu resztę ciastek. Wracam do samochodu. Szukam niedojedzonej puszki z mielonką. Stoi na półce po stronie pasażera. Chwytam ją i ruszam w stronę śmietników. Pies opuścił wiatę. Podkulony ogon, opuszczone uszy. Patrzy na mnie. Wydłubuję palcami mielonkę z puszki i wyciągam rękę w jego kierunku. Nadal się boi, ale wprowadzony na najwyższe obroty nos nie pozwala mu pozostać obojętnym. Podchodzi i pochłania pożywienie. Stawiam puszkę obok swojej nogi. Niech skojarzy mój zapach z cudownym doznaniem wypełnianego żołądka. Różowy jęzor wprowadza puszkę w ruch. Tańcuje z nią we wszystkich kierunkach. Wydłubuje najmniejszą drobinkę, mikro pozostałość zmielonego mięsa i tłuszczu. Gdy kończy odchodzę. Idę w stronę Stara. Udaję, że nie dostrzegam zwierzaka. Ten szczeka. Otwieram na oścież drzwi samochodu.
- Chodź – mówię.
Pies idzie niepewnie. Staje i wpatruje się w przestrzeń kabiny. Strach go nie opuszcza, jednak zimno i głód zmuszają do podjęcia ryzyka. Jednym susem wskakuje na schodek, a następnie fotel. Zatrzaskuję drzwi. Przechodzę na przeciwległą stronę, otwieram drugie i zasiadam za kierownicą. Odpalam silnik. Pies siedzi i trzęsie się. Nie wiem, czy to ze strachu, czy podekscytowania. Otwieram kolejną paczkę herbatników i kładę kilka na fotelu obok niego. Pożera je zachłannie. Ruszam. Wyjeżdżamy z osiedla. Prowadzę wóz powoli. Nigdy nie szaleję. Jedziemy główną arterią miasta. Co jakiś czas wymijam samochody stojące na środku, lub po bokach drogi. Znam ich rozkład na pamięć. Podróż zajmuje nam dobre pół godziny. Mieszkam po drugiej stronie metropolii, w starej kamienicy. Mój kompan nad wyraz szybko oswaja się z wnętrzem ciężarówki. Spuszczone dotąd uszy podniosły się znacząco, podkulony ogon wibruje w powietrzu. Chyba wie, że jest bezpieczny.

Otwieram drzwi. Mieszkanie wita przyjemnym ciepłem. Emituje je wysoki, kaflowy piec. Rozpalony rano, a właściwie w nocy ogień niedługo zgaśnie. Dorzucam więc trzy szufle węgla. To pozwoli utrzymać temperaturę.
Pies wchodzi niepewnie. Obwąchuje meble, odwiedza wszystkie kąty. Poznaje. Sam dopiero przyzwyczaiłem się do nowej przestrzeni. Sprowadziłem się tu niespełna trzy miesiące temu. W dawnym mieszkaniu nie przetrwałbym kolejnej zimy. Ostatnia wystarczająco dała mi się we znaki.
Zdejmuję kurtkę i rozwieszam ją na lince wzdłuż pieca. Ogrzewam ręce o ciepłe kafle. Ile domów musiałem przemierzyć, by znaleźć mieszkanie z takim piecem? Kilkadziesiąt. Może setkę. Centralne ogrzewanie wyparło stare, dobre wynalazki. Węgiel zabrałem ze składu za miastem. Na Stara zmieściło się dobrych pięć ton. Zbieram codziennie kilka wiaderek z wyrosłej przed wejściem do budynku góry czarnego złota.
- Dalej głodny ? – pytam psa i sam dziwię się jak chrypiący i obcy głos wydobywa się z mego gardła. Pies macha ogonem. Nalewam mu do miski wody, w drugiej ląduje zawartość kolejnej puszki z mielonką. Jej data przydatności minęła dwa lata temu, ale skoro mnie nic nie jest, a jem mielonkę przez cały czas, to tym bardziej pies powinien dać sobie radę. Bóg raczy wiedzieć czym żywił się do tej pory.
- Jesteś podobny do Miszy – mówię oswajając słuch z barwą dawno niesłyszanego głosu – Beatka uwielbiała tego psiaka. Wyglądał tak samo dziwacznie jak ty.
Zwierzak kończy posiłek i wpatruje się we mnie przekręcając na bok głowę. W jego oczach już nie ma strachu. A co? Może wdzięczność.
- Misza miała taką kolorową piłeczkę, za którą latała jak głupia – kontynuuję – Ganiała po podwórku i w parku. Chodziliśmy tam z nią całą rodziną.
Pies nie słucha. Zajmuje miejsce przy piecu. Ma pełen żołądek i jest mu ciepło. Odpoczywa. W jaki sposób zdołał przetrwać? Co przeżył?
- Zostań – nakazuję, choć widzę, że pies nie ma najmniejszej ochoty ruszać się z miejsca. Ubieram kurtkę, przez prawe ramię przewieszam przybornik. Wychodzę z mieszkania. Wspinam się na piąte piętro. Gdy docieram na miejsce przykładam pod ścianę drabinę i wdrapuję się na górę. Podważam klapę i wychodzę na dach. Mróz znów atakuje z potworną brutalnością. Pomaga mu porywisty wiatr. Stoję przy kominie, z którego wydobywa się czarny dym. Mój dym. Z przybornika wyjmuję lornetkę. Lustruję okolicę w poszukiwaniu podobnego obłoku oznaczającego życie. Nic. Może chociaż smuga pary? Zawód. Chociaż nie, nie odczuwam zawodu. Zmuszam się do wchodzenia na dach, by mieć czyste sumienie. Próbuję, choć wiem doskonale, że to nie ma najmniejszego sensu. Po kwadransie kończę codzienny rytuał. Wracam do mieszkania. Pies wita mnie podekscytowany. Czuje się jak u siebie.
Idę do drugiego pokoju. Jest w nim chłodniej. Natychmiast spływa na mnie zmęczenie. Kładę się w łóżku przykrywając puchową kołdrą. Szybko zasypiam. Nie zapamiętuję snów. Wyzwalają zbyt wiele emocji. W mojej sytuacji te są niewskazane.
Gdy się budzę jest już ciemno. Czuję ciężar na nogach. Pies pochrapuje na kołdrze wyginając się w przedziwny sposób. Dostrzega mnie i macha ogonem. Liże po rękach. Wstaję z łóżka. Dorzucam do pieca, zapalam świece i otwieram puszkę mielonki. Jem w ciszy przygryzając herbatnikami. Popijam wodą. Potem pies otrzymuje swoją porcję.
Świeczka pali się na stole. Obok stawiam gorącą herbatę. Przysuwam fotel do okna. Zapalam papierosa i wpatruję się w przestrzeń za szybą. Wiatr gania śmieci po ulicy. To jedyny ruch jaki dostrzegam. Wypalam trzy papierosy. Później idę do łazienki przemyć twarz resztką ciepłej wody podgrzanej w węglowej kuchence. Kładę się spać. Ciche sapanie uświadamia mi, że nie jestem w pokoju sam.

Star rusza spod domu o 2.30. Odpalił z najwyższym trudem. Dochodzę do wniosku, że będę musiał zabierać akumulator na noc do domu. Pies siedzi na fotelu z wywieszonym jęzorem. Przed wejściem do kabiny zdążył oznaczyć teren wokół kamienicy. Przynajmniej jego instynkt ma nadzieję, że to konieczne.
Jedziemy powoli. Te same ulice, skrzyżowania, budynki. Ten sam czas przejazdu. Wprowadzam samochód w osiedlową drogę. Zatrzymuję przy pierwszej klatce. Widzę, że pies jest przygotowany do wyjścia. Sapie i macha ogonem.
- Muszę dać ci jakieś imię – decyduję wpatrując się w brązowy pysk – Może Mleczarz? Co ty na to?
Pies popiskuje. Nie może doczekać się samotnych rajdów po osiedlu. Wypuszczam go.
- Mleczarz ! – krzyczę – Tylko nie oddalaj się zbytnio !
Jest 3.25. Pierwsze skrzynki trafiają na wózek. Ciągnę go w kierunku klatki A. Zza pleców dobiega szczeknięcie.
- No Mleczarz, mamy robotę.
Uchylam drzwi. Pies wbiega na klatkę schodową. Najpierw parter, potem w górę. Idziemy od drzwi do drzwi. Zbieram sprzed wycieraczek butelki z mlekiem i wymieniam je na puste. Wypełnione skrzynki lądują na pace Stara.
1224 dzień po przebudzeniu. Coś się jednak zmieniło. Cichy stukot pazurów w głuchej przestrzeni pustych korytarzy.
Ostatnio zmieniony ndz 26 lut 2012, 13:30 przez hektores, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Vautrin
Pisarz domowy
Posty: 59
Rejestracja: pn 31 paź 2011, 00:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Vautrin » pt 17 lut 2012, 13:19

Cz.

Spodobała mi się narracja. Jej zamierzona monotonność sprawiła, że w gruncie rzeczy nie była monotonna i czytało się świetnie. Wyraźnie czuć było nędzę i to ona tak wciągała, przynajmniej mnie.
Właśnie przed chwilą wykasowałem pytanie, dlaczego fantastyka. Teraz zrozumiałem. Naprawdę świetny pomysł z tym psem (psami?).
Niekiedy interpunkcja woła o pomstę, ale wierzę, że to rezultat pośpiechu przy ostatecznym czytaniu tekstu i zaznaczać nic nie będę, bo nie licząc tych kilku wyjątków nie zauważyłem, żebyś miał z tym problemy. Sam na spokojnie przeczytasz jeszcze raz i poprawisz.

V.



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » sob 18 lut 2012, 14:06

Dwadzieścia minut wcześniej zdejmuję ze Stara sześć skrzynek z mlekiem i stawiam je na stalowym wózku.

Nazwy samochodów piszemy małą literą, więc: ...zdejmuję ze stara...

Zimą, gdy mróz atakuje z pełną mocą(PRZECINEK) muszę założyć rękawice, by skóra nie przywarła do metalu.


Na parkingu stoją zmrożone samochody, w oddali widnieje szereg sklepów, wzdłuż niego ciągnie się ulica.

To sklepy ciągną się wzdłuż ulicy a nie odwrotnie.

Wydaje mi się, że włochate i w sumie niewielkie.

Zwierzęta są włochate.

- Mleczarz ! – krzyczę – Tylko nie oddalaj się zbytnio !

- Mleczarz! - krzyczę. - Tylko nie oddalaj się zbytnio!

Świetnie napisane opowiadanie. Wyraziste. Stopniowo odkrywasz przed czytelnikiem świat, nie podajesz wszystkiego na tacy, zmuszasz do namysłu. Bardzo mi się podobało. Mam tylko jedno pytanie: co ma wspólnego praca silnika z zamarzającymi butelkami na skrzyni ładunkowej?



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3471
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » sob 18 lut 2012, 16:39

Ładne, ale przeszkadzają mi dwie rzeczy:

1. Jakiego koloru jest sierść psa? On jest długowłosy czy krótkowłosy? Uszy ma długie, kłapciaste czy krótkie i sterczące? Oczy jakie? Łatwiej byłoby go sobie wyobrazić, gdybyśmy więcej o nim wiedzieli. Myślę, że spokojnie można trochę zwolnić tempo i pozwolić psu, żeby się bardziej pokazał - na przykład wtedy, kiedy jest w domu - ogląda gospodarstwo, je, śpi.

2. Mamy 1224 dzień po przebudzeniu. Czyli minęły jakieś cztery lata. Wokoło nikogo, pustka kompletna. Czego pies szuka w śmietniku? Skąd tam po czterech latach organiczne odpadki? Smród, którego nie czuć wyłącznie z powodu mrozu? Kto miałby te śmieci tam wyrzucać? Tam może być żelastwo, plastik, szmaty... ale raczej nic do jedzenia. Albo to wszystko dzieje się znacznie wcześniej i śmieci jeszcze tam są, albo nie przy śmietniku, tylko... bo ja wiem... w opuszczonym supermarkecie? Ale i tam chyba już nic nie ma, skoro bohater jest skazany na herbatniki i konserwy. A może pies przetrwał, bo polował, czyli coś jednak przeżyło...?

Pozdrawiam


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Dobrze nam robi nasze pisanie na nasze pisanie. Pięknie. - Godhand

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2310
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pt 24 lut 2012, 15:33

hektores pisze: Pies opuścił wiatę. Podkulony ogon, opuszczone uszy.
Nieładne powtórzenie.
Ale poza tym zupełnie nie chciało mi się niczego wyłapywać. Wciągnęłam się.

Ładnie kreujesz obraz. Twój bohater i świat są całkiem wyraziści, ciekawi.
Też rzuciły mi się wątpliwości, które w drugim punkcie wyłożyła Thana. Czegoś lekko nie dopracowałeś albo po prostu nie dość wyraziście wytłumaczyłeś. To spore niedociągnięcie.
Psa sobie jakoś sama zwizualizowałam bez problemu, więc na brak tego opisu osobiście nie narzekam, chociaż może warto by było, żebyś nieco rozszerzył tę część.

Ogólnie jednak pomysł spodobał mi się. Jako zarysowanie świata. Ciekawi mnie, czy byłbyś w stanie utrzymać tego typu klimat w jakiejś nieco dłuższej formie, bogatszej fabularnie. Bo jeśli tak, to z Twojego pisania mogłoby naprawdę sporo dobrego wyjść.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.

R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1121
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » pt 24 lut 2012, 15:56

Czytałem ten tekst dwa razy - jest dobrze napisany i podobał mi się, tylko... nie łapię o co chodzi. Dziś jest piątek i myślę już o weekendzie, ale to niczego nie tłumaczy. "Jestem legendą" w wersji PRL? Jeżeli popełniam faux pas, to przepraszam.



Awatar użytkownika
Toms007
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: śr 20 cze 2012, 22:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Trójmiasto
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Toms007 » czw 21 cze 2012, 22:15

Fajny klimat. Choć zgłoszone powyżej przez uważnych czytelników wątpliwości co do fetorycznej zawartości śmietników dręczą, to mimo tego tekst w sferze atmosferyczno-klimatycznej bardzo ciekawy.


"Prawda rzadko bywa czysta, a nigdy nie jest prosta."

Awatar użytkownika
Germanik2
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: pt 30 lis 2012, 17:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Germanik2 » wt 04 gru 2012, 19:51

Niezłe. Jest klimat, zdania są w sam raz tzn. nie za długie. Jest bohater i jeden dzień z jego życia. Nie znudziło mnie. Przeczytałem jednym tchem.



Awatar użytkownika
Kelpie
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: śr 11 sty 2017, 13:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Kelpie » śr 11 sty 2017, 22:04

Najfajniejsze, na co się póki co natknęłam.
Ciekawy klimat. Podoba mi się opis zwyczajnych czynności, który nie nudzi - wg mnie jedna z ważnych cech dobrej literatury.
Podziwiam i zazdroszczę ;)



Awatar użytkownika
Kalypsol
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: śr 13 wrz 2017, 23:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Kalypsol » czw 14 wrz 2017, 14:56

No prawdę powiedziawszy ja też nie załapałem o co tutaj chodzi, czemu fantastyka? Czyżby miał być ciąg dalszy tej historii, gdzie dopiero zobaczymy coś FANTASTYCZNEGO? Niech mi ktoś to wytłumaczy. Swoją drogą tekst nudny, jednakże wciągający - przytłacza samotnością, nędzą, brudem, melancholią... Czytając go miałem ochotę usiąść koło okna, poobserwować świat i powspominać dawne lata, tak przygniotło mnie uczucie nostalgii.



Awatar użytkownika
Eldil
Dusza pisarza
Posty: 535
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Eldil » sob 16 wrz 2017, 14:08

Ciekawy pomysł z mlekiem. Czytelnik myśli, że coś wie, a tu zaskoczenie.
Gorzej, że w szczegółach się rozłazi:
  • zamarznięte mleko rozsadziłoby butelki. Próba oskrobania go ze szczątków szkła i rozmrożenia skończyłaby się połknięciem wielu szklanych drzazg, ranami układu pokarmowego i zgonem, skoro chirurga nie znajdzie.
  • przydatność do spożycia. Tamto z lat osiemdziesiątych, rozwożone starem i stawiane pod drzwiami po trzech latach byłoby trujące, nawet w formie mlecznego lodu. Współczesne przetrwałoby pewnie i wiek w temperaturze pokojowej. Ale jego nikt nie rozwozi pod drzwi.
Oczywiście, fantastyka wszystko zniesie, jeśli to sensownie wytłumaczysz. Może to alternatywna rzeczywistość bez komuny, więc nie tak siermiężna, i mleko UHT trafiło do nas sporo wcześniej. Może bohater zmutował i żywi się wyłącznie produktami z salmonellą, E. coli i jadem kiełbasianym. Oraz ostrym szkłem ;)


System crash down. Out of order.

System crash down. Out of order.


Awatar użytkownika
Zwodzisia Trąbisia
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: pn 10 paź 2016, 15:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Zwodzisia Trąbisia » ndz 17 wrz 2017, 23:33

Autor pewnie już zniknął z forum, ale opowieść została i jest świetna. I nie szczegóły są w niej, moim zdaniem istotne, tylko emanujące, wręcz namacalne osamotnienie, bardzo sugestywnie opisane :)



Awatar użytkownika
Eldil
Dusza pisarza
Posty: 535
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Eldil » pn 18 wrz 2017, 00:20

Zwodzisia Trąbisia pisze:Source of the post Autor pewnie już zniknął z forum, ale opowieść została i jest świetna. I nie szczegóły są w niej, moim zdaniem istotne, tylko emanujące, wręcz namacalne osamotnienie, bardzo sugestywnie opisane :)


Ostatnio aktywny:06 kwie 2017. Jest nadzieja, że wróci ;)
A właśnie, miałem i ja poczepiać się szczegółów :) Przeszkadzało mi na początku przerost miar. Czyli nad-miar :D . Cyfry, sztuki, litry, wszystko policzone i zmierzone co kilka słów, jak tekst pisany przez księgowego - pasjonata :)


System crash down. Out of order.

System crash down. Out of order.


Awatar użytkownika
Linandil
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 05 lut 2018, 21:03
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Linandil » wt 20 mar 2018, 20:44

bardzo fajne, można przeczytać to z przyjemnością



Awatar użytkownika
Piro
Zarodek pisarza
Posty: 24
Rejestracja: wt 24 kwie 2018, 16:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Mleczarz (fantastyka)

Postautor: Piro » śr 25 kwie 2018, 14:13

Bardzo spodobał mi się styl narracji i będę próbował wykorzystać pewne rozwiązania u siebie.
Na pewno treść działa bardzo imersyjnie, poczułem się tak, jakbym tam był.


Alkohol nie rozwiąże wszystkich Twoich problemów. Z drugiej strony - mleko też ich nie rozwiąże...


Wróć do „Wyróżnione teksty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość