"Błękitne zwierzę"

Miejsce, w którym walczycie o udział w Warsztatach

Moderatorzy: Thana, Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 530
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Chii » śr 07 wrz 2011, 16:28

Ostatni post z poprzedniej strony:

Związek z tematem? Zgadnijcie. Znaków 835 ze spacjami.


[center]Głupi[/center]

___Gonią mnie.
___Czuję, jak mnie śledzą, jak tropią moje ślady, jak węszą. Widzę, jak zabijają moich braci. Moją rodzinę. Nienarodzone dzieci. Nienawidzę ich.
___Kiedy przybyli, chcieliśmy ich przywitać. Najpierw się tylko przyglądali, ale kiedy jeden z nas do nich podszedł, zabili go. Potem zjedli. Na drugim końcu wyspy było czuć zapach pieczonego mięsa. Nazywali nas głupimi.
___Na początku byli tamci. Później kolejni. Jedni odpływali, drudzy przypływali. Nigdy nie mieliśmy wrogów. Chcieliśmy żyć z nimi w pokoju. Ale oni byli wygłodniali. Zaczęli nas prześladować.
___Wycinali drzewa, niszczyli rośliny. Coraz rzadziej spotykaliśmy nasiona tambalakoku. Wypuszczali zwierzęta, które na nas polowały. Nie mieliśmy żadnych szans. Za duzi, zbyt niezdarni, żeby uciekać.
___Czuję, że już tu są. Niosą kije. Wołają nas. I tylko szepcą: „dodo, dodo, dodo”.



Awatar użytkownika
tece
Pisarz osiedlowy
Posty: 312
Rejestracja: śr 29 gru 2010, 13:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pomorze Środkowe
Płeć: Mężczyzna

Postautor: tece » śr 07 wrz 2011, 19:10

To i ja wrzucam. 672 znaki ze spacjami oczywiście.

[center]Błękitne zwierzę[/center]

www- Nie ma. No stary, mówię Ci, nie ma czegoś takiego jak błękitne zwierzę. To mit! Wymyślono je specjalnie, na jednym z tych for internetowych, gdzie pełno grafomanów, tylko po to, aby męczyć przyszłych pisarzy…
www- Ale…
www- Słuchaj, daj mi dokończyć. Naprawdę myślisz, że Bóg byłby aż tak kreatywny, żeby wymyślić błękitne zwierzę, heh? Spójrz, choćby na tego kundla – jest bury, a nie błękitny, albo na te dwa gołębie – też nie są błę-kit-ne. Wszystko jest szare. Stwórca jest daltonistą. Po co mu niebieskie zwierzę?
www- No, ale…
www- Nie dyskutuj. Nie ma czegoś takiego jak błękitne zwierze. Koniec kropka. Jeszcze chcesz coś powiedzieć?
www- No, a płetwal błękitny, to co? Nie zwierzę?



Awatar użytkownika
gabim
Pisarz osiedlowy
Posty: 284
Rejestracja: pt 26 lis 2010, 15:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Bo trupiątko nie kochało

Postautor: gabim » śr 07 wrz 2011, 23:08

Ja również spróbuję. Jednakże zastrzegam, że w tekście pada parę nieładnych wyrazów. Nie są one może i wybitnie wulgarne, ale łatwo je wychwycić.
Objętość: 1854 znaki (licząc spacje).

* * *

Wieczór i lampa. Wieczór, bo grubo po ciemnej porze, a lampa, bo swoim szerokim abażurem dotyka niepomalowanej ściany. Wieczór, lampa, niepomalowana ściana. I to by było na tyle. No, może jeszcze jakieś trupiątko w kącie, chociaż obeszłoby się bez niego.
- Nie obeszło - wtrącasz. Ale co ty możesz wiedzieć? Że ono kochało? Gówno prawda. Ono ruchało, a to i owszem, bzykało na potęgę, chodziło napalone, jasne, o tym można było usłyszeć, tego zaznać, lecz nic ponadto.
A teraz miej więcej odwagi, powiedz, dlaczego miałoby się bez niego nie obejść. Bo co? Bo ty tak chcesz.
- Bo ono?
- Co ono?
- Ono kochało.
(Przytykam głowę do sedesu, czuję, że chcę rzygać)
- Kochany, kogo kochało? O czym ty mówisz? Przecież to była... no... rozumiesz.
Rozumiesz, ale mimo to zaprzeczasz. Robisz to po to, żebym musiał użyć kolejnych pokładów wysiłku.
- Była taką na pieniądze.
- ZA pieniądze.
- NA.
Kłócić się nie chcesz, przynajmniej nie jesteś skurwielem, nie teraz. Przytrzymaj mi głowę, proszę. I zabierz tego pastelowego kotka. Kurwa, skąd on się tu wziął? Ej?... błękitny?
Bierzesz go na ręce, a na twarzy masz uśmiech, i mówisz, że to twój, że go przygarnąłeś, że nakarmiłeś. A ja na to, że nie wierzę, że okłamałeś już nie raz i nie zaufam. A potem znikasz, rozpływasz się, jak wtedy, gdy spłynęło to pudełko, w którym cię zamknięto. I to trupiątko się budzi. Ma błękitny strój; błękitny i jednoczęściowy, z paseczkiem rozdzielającym bikini od majtek. Jest wychudzone, takie tragiczne, że na trzeźwego bym go nie chciał. Podchodzi, cycków prawie nie widać, i coś tam plecie: kwota - to na pewno - ustalona kwota, pieniądz, albo ostatnia działka. Ostatnia działka może być równie dobrze pierwszą, jeżeli się to sobie wmówi.
Bo trupiątko nie kochało. Tak, jak kotek nie istniał, a ciebie już nie było. Bo trupiątko nie kochało. Ale ja, to coś zupełnie innego.

A.D. 2011



Awatar użytkownika
Kai Man
Pisarz osiedlowy
Posty: 313
Rejestracja: czw 07 kwie 2011, 09:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krążek na bagnie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kai Man » czw 08 wrz 2011, 13:56

Żarłacz błękitny?


Niemałe to zwierzę, pięć metry bez mała! A jak wyrośnięty, to i ze trzydzieści trzy cetnary i kamień przeskoczy. A gibki ci on jest i prędki i nie da se w kasze dmuchać byle czemu! Pożywiać się musi ino często okrutnie, bo opory go męczą, a i przemianę ma okrutną, bestyjka. Zęby ma ostre w sobie i tnie aż miło! Ubarwienie ma wiadomo, jakie, przecz to, Azurro niespokojne i łakome, co nie? Dekadę rosło i mężniało pod opieką setek rodziców, kuzynów i nianiek, wylęgło się, jako z ikry i od raz zapiękniało… To arcydzieło natury i wyobraźni, tak mi się marzy by je posiąść i dosiąść…


Tacitisque senescimus annis
Najmądrzejsza rzecz, to wiedzieć co jest nieosiągalne, a nie w głupocie swojej, dążyć ku temu za wszelką cenę
- Zero Tolerancji -

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maciejo » czw 08 wrz 2011, 20:54

Rany boskie, już myślałem, że się nie zmieszczę. :) Po wycięciu sporej ilości tekstu, udało mi się ostatecznie zamknąć shorcik w 1996 znakach. :D Zatem, voila:



WWWMężczyzna w masce Guya Fawkesa patrzył z obrzydzeniem, na przywiązaną do kuchennego krzesełka zakrwawioną kukłę, będącą niegdyś przystojnym brunetem.
- Pij, psie. – podetknął jej szklankę, wypełnioną gęstą, błękitną cieczą. Kiwnął na chłopca, leżącego na podłodze. – Pij, albo wypruję mu flaki.
Mężczyzna krzywiąc się przełknął dwa łyki. Walczył z torsjami.
- Do dna. Jeszcze trzy kufle przed tobą. Pomyśl, że to piwo.
Po trzecim łyku, zakładnik zwymiotował.
- Odrażające – skwitował ze spokojem Fawkes, wyjmując skalpel z kieszeni dżinsów. – Pij dalej.

WWWMagda nudziła się niesamowicie. Spojrzała na wiszący na ścianie zegar. Wpół do dziesiątej. O tej porze, w środku tygodnia, w pracy zazwyczaj panował błogi spokój.
WWWCiekawe co teraz robi Michał. Miał dzisiaj zabrać Kamila do lunaparku. Pierwsza ich wspólna wycieczka. Nie spodziewała się, że ci dwoje tak szybką znajdą wspólny język. Michał stał się perfekcyjnym zastępcą prawdziwego ojca. Kochała go za to.
Dzwoniący telefon wyrwał ją z rozmyślań.
- Komenda rejonowa policji w Świeciu, słucham? – rozpoczęła standardową formułką.
Odpowiedziała jej martwa cisza.
- Halo? – Serce zabiło jej mocniej. Tylko tego brakowało, żeby ktoś robił sobie żarty w środku nocy.
Po drugiej stronie słuchawki ktoś zakasłał. Chwilę potem rozległ się rozpaczliwy płacz dziecka.
Magdę aż zmroziło. Wiedziała, do kogo należał.
- Kamil?! Kamil, mój Boże co się…
- Milcz. – lodowaty głos sprawił, że momentalnie zaschło jej w gardle. - Zabiłem twojego chłoptasia. Chciałem zobaczyć, czy wewnątrz jest równie niebieski, jak na zewnątrz. Skurwiel wyżłopał całą puchę farby. Tylko po to, żebym nie tknął małego. I wiesz co? W środku wciąż był czerwony.
- Mój Boże… Kto mówi?!
- Nazywaj mnie Błękitnym Wilkiem, suko. Przetrzebię całą tę waszą psiarnię, zaczynając od ciebie. Nigdy mnie nie znajdziecie. Nadszedł mój czas.
Połączenie zostało przerwane.
„Boże, błagam. To nie może dziać się naprawdę”, zdążyła pomyśleć, nim osunęła się bezwładnie na podłogę.


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
mdrv
Pisarz domowy
Posty: 131
Rejestracja: śr 27 lip 2011, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mdrv » pt 09 wrz 2011, 17:54

(edit: miało być równo 2k, ale zapomniałem dodać spacje po myślnikach i wyszło 2009 znaków, gdy już je dodałem :( proszę o malutką dyspensę)

Gdy stary Lija dotarł na dziedziniec klasztoru, pozostali mnisi medytowali. Odstawił ciężkie wiadra i otarł pot z czoła. Usiadł, chciał chwilę odsapnąć po długim marszu.
Obserwował, jak mistrz Gozo chodzi pomiędzy klęczącymi uczniami. Jak stroi miny, pogwizduje, krzyczy i wali dębową lagą w plecy co poniektórych nieszczęśników, by wystawić ich koncentrację na próbę. Nagle przerwał te okrutne ćwiczenia - zauważył Liję. Podszedł doń i gwałtownym ruchem wyciągnął zza pazuchy jabłko.
- Co to jest?!- huknął.
- Jabłko- odparł bez zastanowienia Lija. Mistrz ryknął przeraźliwie i razy posypały się na głowę mnicha.
- Nie! Ja sie pytam, co to jest?!
Otępiały z bólu starzec wybuchnął płaczem. Padł na kolana, błagając nauczyciela o łaskę. W końcu Gozo się ulitował:
- To jest turkusowy grzyb!- oświadczył dobitnie.
Lija zdębiał zupełnie. Pozostali uczniowie, którzy przerwali medytację, także. Mistrz zamarł, jakby oczekiwał, że zaraz stanie się coś szczególnego. W końcu, z pewną dozą nieśmiałości spytał:
- Czy doznałeś wreszcie oświecenia, najglupszy z moich uczniów?
- Nie, mistrzu- odparł Lija- Nie doznałem.
Gozo załamał ręce. Obmyślany miesiącami doskonały koan nie zadziałał. Jako przewodnik duchowy poniósł ostateczną klęskę.
Pozostawiwszy swoich uczniów, odszedł w góry, by już pierwszego dnia dowiedzieć się, jak wygląda tygrys maltański. Z żalem informujemy, że również od środka.

Tysiąc lat później na ten sam dziedziniec wkroczyli żołnierze Chińskiej Republiki Ludowej, niosąc nie wiadra, a karabiny. Plutonowy Li nie krył zdziwienia:
- Taki kwiatek nam się uchował w górach Korei Północnej!
Chińczycy zafascynowani oglądali ściany starożytnych budynków. Pokryte były napisami, każdy centymetr zimnego muru.
- ”Biały stawonóg”, „zielony kwiat”, „fioletowy wieloszczet”? Co to za bzdury?!
- Niezłą zabawę sobie znaleźli- parsknął szeregowy Li.
- Chyba rozumiem o co chodzi- roześmiał się sierżant Li- Czyli na przykład „błękitne zwierzę”, tak?
A gdy umilkł jego chrapliwy rechot, słońce zgasło i czas się zatrzymał.


"Wow wow wow est"

Awatar użytkownika
TadekM
Pisarz
Pisarz
Posty: 803
Rejestracja: czw 10 sty 2008, 17:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: TadekM » sob 10 wrz 2011, 21:53

Błękitne zwierzę.

WWWStali nad nim wszyscy, w nierównym kręgu skrzyżowanych ramion i zgarbionych pleców. Patrzyli z zażenowaniem jak ssie nasączoną wodą watkę albo drapie się po genitaliach. Najmłodsi posyłali sobie przy tym porozumiewawcze uśmiechy. Nigdy nie mieli podłączonego cewnika i nie wiedzieli jak to jest. Rodzina.
WWWWokół pachniało odchodami. Wonią żłobków i umieralni. Ktoś krzyczał: „spierdalaj”, zbijając tym zaklęciem argumenty pielęgniarek. Ktoś inny pytał o godzinę; co dwie, trzy minuty. Ktoś nawoływał wnuczki konającego, „No, chodźcie tu laleczki” szeptał.
WWWCórki, każda ponad pięćdziesięcioletnia, trzymały go za ręce, a on to ściskał ich dłonie, to wodził po nich palcami, jakby dopiero odkrywając wszechświat ludzkich mięśni i ścięgien. Miał otwarte, niewidzące oczy. Nie rozumiał, co do niego mówią. Sam milczał. Zgadywały jego życzenia – często błędnie – a on leżał tylko i charczał.
WWWDrugiego dnia zaczęli się przyzwyczajać. Dzieci zaczęły rozmawiać ponad nim, plotkować. Wnuki co chwila znajdowały kolejną wymówkę by uciec na zewnątrz od tego smrodu. Papieros, bilet parkingowy, picie.
WWWCzęść myślała o spadku, część o pogrzebie. Większość o niczym.
WWWWieczorem przyszedł lekarz. Siwy mężczyzna o niezdrowej cerze, który od lat już faszerował się lekami głównie by leczyć kaca. Powiedział, że Dziadek jest słaby, że nie można dać mu nic oprócz kroplówki. Miażdżyca, narośle w pęcherzu i płucach potrzebują leków antyzakrzepowych, powiedział, ale krążenie w nogach jest już zbyt słabe. Podanie tych środków wiązałoby się z koniecznością amputacji.
WWWKiedy to mówił, pielęgniarki przewracały pacjenta na bok, zmieniały mu pieluchy, myły go. Przez cały ten czas spod kołdry wystawały jego stopy. Nienaturalnie opuchnięte, błękitno-fioletowe z braku krwi. Jakby tam na dole już był martwy i zaczął gnić.
WWWWszyscy oni patrzyli na to. Potem długo śniły im się te nogi.
WWWZmarł trzy tygodnie później, w środku nocy. Długo po tym jak im wszystkim pokończyły się zwolnienia i urlopy i podzielili się na dyżury. Kiedy codziennie czekali z nadzieją na sms albo telefon z informacją, że już nie muszą jechać do szpitala.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » ndz 11 wrz 2011, 00:01

Moje zwierzę, które całe składa się z ogona, zamyka kwalifikacje.


Urodziłem się różowy. To znaczy wyklułem się. Gdyby nie to, że byłem zwinny, bez tej nieporadności właściwej robakom czy świeżo urodzonym ssakom, mogliby mnie pomylić z dżdżownicą. Nienawidziłem tej swojej różowości. Wszędzie było mnie widać - na ziemi, na kamieniu, w trawie. Pewnego dnia podpełzłem do pnia drzewa i zacząłem się wspinać. Wyżej i wyżej. Trwało to strasznie długo. Sekwoja była ogromna, a ja taki żenująco mały. Czasem zasypiałem, czasem syczałem ze złości, gdy uciekł mi jakiś owad, którego chciałem zjeść. Przez wiele dni i nocy piąłem się w górę, do nieba. Szło mi coraz lepiej, coraz szybciej. Wylazłem na sam wierzchołek i zobaczyłem, że dorosłem w tej drodze. Już nie jestem różowy. Leżę owinięty wokół najwyższej gałęzi i jestem niewidzialny na tle błękitnego nieba. Czasem od niechcenia łapię ptaki. Chciałbym czegoś jeszcze. Podróży. Przygody. Czekam aż pod drzewo przyjdzie dziewczyna z długimi, rozpuszczonymi włosami. Wtedy skoczę. Muszę tylko dobrze wycelować w jej kark.
Jestem błękitny - będę udawał kokardę.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka


Wróć do „Kwalifikacje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość