"Błękitne zwierzę"

Miejsce, w którym walczycie o udział w Warsztatach

Moderatorzy: Thana, Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

"Błękitne zwierzę"

Postautor: Thana » wt 30 sie 2011, 08:04

Wszystkich chętnych proszę o napisanie i wklejenie tutaj krótkiego tekstu. Temat: „Błękitne zwierzę”. Forma i gatunek: dowolne. Limit znaków: 2000. Termin: do 10 września, do północy.
W niedzielę, 11 września, wkleję TUTAJ listę uczestników warsztatów oraz (jeśli zajdzie taka potrzeba) listę rezerwową.
Aha, tekst może być z błędami – w tym przypadku to nie ma znaczenia. Postawcie na oryginalność. Napiszcie coś dziwnego. :)

Wszyscy Kolorowi w uznaniu zasług dla Weryfikatorium otrzymują „dziką kartę” i jeśli chcą, mogą uczestniczyć w warsztatach, nawet jeśli nie wylegitymują się „Błękitnym zwierzęciem”. Pierwsze zadanie pojawi się 12 września.
Ostatnio zmieniony wt 30 sie 2011, 14:03 przez Thana, łącznie zmieniany 1 raz.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
MTszewski
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: ndz 01 maja 2011, 22:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MTszewski » wt 30 sie 2011, 22:08

A co mi tam, spróbuję. Miałem poczekać aż ktoś coś napisze, ale jakoś tak lekko się napisało, że nie miałem serca tego zostawiać. Znaków bez spacji 1986. Oszczędzę liczenia ;)

Tytuł: Chomik

EHHTeatr, dziesiątki rzędów zapełnionych siedzeń, czerwona kurtyna. Konferansjer nisko się ukłonił i przeczytał z kartki:
EHH- Witam państwa. Dzisiaj wysłuchacie wykładu profesora Bielskiego poświęconego jakiemuś niebieskiemu gryzoniowi. Brawa.
EHH Publiczność nie zareagowała. Zaanonsowany mężczyzna jednak się tym nie przejął i energicznie wszedł na scenę.
EHH - Dzień dobry. Przejdę od razu do konkretów. Każdy z nas widział zwierzę szare, bure, czerwone, zielone, mógłbym tak wymieniać bez końca. Ale czy ktokolwiek z was widział zwierzę błękitne? Raczej wątpię. Jednak dzisiejsza genetyka nie zna granic takich jak jak kolory. Oto chciałbym przedstawić swoje dzieło, błękitnego chomika.
EHH Kurtyna uniosła się w górę. Profesor wyciągnął chomika z klatki. Rzeczywiście, był błękitny. Tym razem były oklaski. Bielski z dumą podniósł gryzonia, jak jakieś trofeum.
EHH - Czekajcie – ktoś krzyknął z publiczności.
EHH Brawa ustały. Niski mężczyzna podniósł się z fotela, ukłonił się.
EHH - Toż to żadne odkrycie. To jest dopiero odkrycie, proszę!
EHH I wyciągnął z torby błękitnego kota. Na Sali zapanowała konsternacja. Świeżo zaprezentowane zwierzę miało niewątpliwą przewagę nad chomikiem. Profesor przytulił swojego pupila do siebie.
EHH - Przecież to na odległość widać, że farbą umalowany. U kotów dużo trudniej wyekstrahować gen Loxodontacaelestis. Jest to właściwie niemożliwe.
EHH - A widzi pan, za to co usłyszałem powinno się odbierać tytuł profesorski. Oto, ja, profesor doktor habilitowany oraz inżynier Paweł Czerniejewski dokonałem według tego człowieka niemożliwego. Błękitny kot!
EHH Ogrom braw. Mężczyzna tryumfalnie niosąc kota, wszedł na scenę. Bielski troskliwie przełożył chomika na drugie ramię, dalej od błękitnego drapieżnika. Spróbował jeszcze ratować sytuację. Uciszył publiczność.
EHH - Żądam usunięcia tego pana z terenu teatru. Tutaj nie można wnosić zwierząt.
EHH - Tak? W takim razie, ja postuluję o usunięcie razem ze mną tego pana, który także dopuścił się wpuszczenia zwierzęcia.
EHH Bielski zacisnął zęby. Bez słowa wziął pojemnik z wodą z klatki chomika i oblał kota zawartością. Dotknął zwierzę ręką, była błękitna. Zmoczył chomika, dotknął drugą. Nie zafarbowało.
EHH - To jest prawdziwe odkrycie!
EHH Uniósł dumnie gryzonia. Wszyscy wstali z miejsc. Sala się zatrzęsła. Bielski zaś mrugnął do Czerniejewskiego.
EHH - Trzeba było użyć spray’a.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » wt 30 sie 2011, 23:02

Mam "Dziką kartę", ale chcę się bawić z Wami. :D Oto "Błękitne zwierzę". 1731(bez spacji)2019(ze spacjami). Miłego czytania! :D

wwwKrótki sms. Ulka zakrztusiła się herbatą.
www- Niemożliwe! – krzyknęła, opadając na krzesło i przejeżdżając tyłem, aż do szafki z segregatorami. Dwa kroki, korytarz, pokój dziewczyn z marketingu.
www - Mój mąż oszalał!
wwwPokój wypełnił się dziewczynami. Znalazła się ciepła herbata i kruche ciastka. Ulka opadła bez sił na fotel. Przeciągała dramatyzm udając hiperwentylację.
www- Mów – stanowczy głos księgowej przerwał falę westchnień Ulki. Podała telefon bez słowa, za to co chwila przewracając oczami. Koleżanki oglądały, kiwały głowami i przekazywały dalej.
www- To dlatego, że chciałaś dziecko. Mężczyźni tak reagują.
www - Nie martw się. Jest błękitny. To znaczy rasowy.
wwwTelefon wrócił do Ulki.
www - Będzie wył po nocach i drapał meble.
www Patrzyła się tępo w ekranik.

[center]Mążula: Przygarnąłem błękitnego kota. Nazwałem Błękitek.
[/center]
wwwUlka urwała się z pracy zostawiając przepisywanie formularzy niedouczonej asystentce.
Trzęsącymi się dłońmi szukała kluczy w torebce. Szminka, rachunki, chusteczki. Klucz nie pasował do zamka, ślizgał się, upadał na podłogę. Drzwi do ukochanego mieszkanka stały się obce, ciche i bezwzględne.
wwwBłękitny kot. Niby przypadkiem znajdujesz go na wycieraczce, wychudzonego i grzecznego. Pomagasz mu, a on zmienia zamki i zamienia się w króla świata. Rzuca czar, a wszyscy, którzy chcą walczyć zamieniają się w jego poddanych. Boże!
wwwKlucze upadły ze szczękiem na posadzkę. Gdy klękała drzwi otworzyły się powoli, ukazując wnętrze domu zalane półmrokiem. Zostawiła buty w korytarzyku i bezszelestnie wślizgnęła się do pokoju.
wwwKot. W samym środku jadalni. Na puszystym, białym dywaniku za sześć stów.
www - Miau! – przywitał się lub rzucił czar.

[center] ***[/center]
wwwPatryk zastał żonę bawiącą się z kotem, roześmianą i odprężoną. Na widok męża spoważniała. Patryk zatrzymał się wpół kroku. Zmrużyła oczy.
www- Wiedziałam, męski daltonisto! – pokręciła głową i wzięła kota na kolana. – To turkusowy kot z beżowymi oczami. Zastanów się poważnie i zmień mu imię.
www Uniosła kota na wysokość twarzy.
www- Prawda kiciusiu? Chcesz nazywać się Tutti?
wwwKot zwymiotował na nią tęczą.



Awatar użytkownika
Herman
Pisarz osiedlowy
Posty: 357
Rejestracja: pn 10 maja 2010, 13:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Herman » wt 30 sie 2011, 23:39

wwwJasny księżyc oświetlał srebrzystym blaskiem staroświecki pokój. Na łóżku z baldachimem leżało dwoje ludzi – nagi i gruby, wyglądający na około pięćdziesiątkę, mężczyzna oraz urocze dziewczę ze ściągniętymi do kolan koronkowymi majtkami. Na ich twarzach widniały pełne rozkoszy uśmiechy.
wwwPrzyglądał im się młodzian oparty o drewnianą komodę rodem z czasów wiktoriańskich. Ubrany był nietypowo – na głowie miał cylinder, a peleryna zasłaniała mu garnitur. Choć z początku z uwagą badał rozwieszone obrazy oraz liczne szkatułki z biżuterią, teraz najwyraźniej przeskakiwał wzorkiem, jakby szukając określonego punktu na ciele, przy okazji dłubiąc w zębach paznokciem małego palca.
wwwNajwyraźniej się zdecydował, bo podszedł do mężczyzny. Z odrazą spojrzał na ciało i, z wyraźnym trudem, zbliżył usta do szyi. Uderzył go intensywny zapach tanich perfum. Poczuł łaskotanie w nosie i w ostatniej chwili powstrzymał kichnięcie. Ponowił próbę, tym razem szybciej. Wymierzył i dokładnie wbił kły. Ciepły, błękitny płyn spływał wprost do ust. Myślał, że będzie gorszy w smaku – ostatecznie szlachta zawsze smakowała jako-tako.
wwwPo pierwszym daniu przyszedł czas na główny posiłek. Powoli przechylił twarz dziewczyny, a ta jęknęła przez sen. Minę miała taką słodką, taką niewinną, a szyja… taka delikatna. Bez zastanowienia zatopił się w niej i zaczął ssać z lubością. Po chwili wzdrygnął się jakby go piorun trzasnął – momentalnie stracił nad sobą panowanie i zaczął rozrywać wszystko na strzępy, począwszy od leżących ludzi, a skończywszy na meblach i tapicerce. Wreszcie, gdy głowy turlały się po podłodze, a tapicerka bezradnie zwisała ze ścian, młodzian usiadł na jedynej ocalej poduszce.
wwwChwilę później pojawiła się obok niego kruczowłosa kobieta. Westchnęła cicho i pokiwała z niedowierzaniem głową.
www- Znowu jedzeniem wybrzydzasz? – szepnęła. – Znowu trafiła się nieczysta sztuka? Żaden, powtarzam, żaden z nas tak nie robi. Ale nie, myślisz, że jeśli wypijesz szlachecką krew, to sam też będziesz szlachetny? – Zamilkła na moment. – Wiesz co? Zwierzę z ciebie. Błękitne zwierzę – dodała z sarkazmem. – Chodź, zostawiłam dla ciebie jedną damulkę.
wwwNie powiedział nic, tylko chwycił kobietę za rękę i oboje zniknęli.


http://dnokufra.pl/ - Co się kryje na dnie kufra...

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » śr 31 sie 2011, 00:05

WWWDrzwi zaskrzypiały cichutko i zaobserwowałem ruch.
– Coś weszło na moje terytorium. – pomyślałem.
Coś nie miało pazurów ani kłów, ale wiedziałem, że to dopiero szczenię. Teraz jest niegroźne lecz wystarczy zbyt gwałtowny ruch i wezwie dorosłe osobniki, które z kolei niebezpieczeństwo stanowiły dla mej osoby znaczne. Obiekt, który obserwowałem poruszał się chwiejnie na dwóch tylnych kończynach, podczas gdy przednie starały się łapać wszystko i kierować to do otworu gębowego. Teraz przykładowo padło na moje odchody. Skrzywiłem się na widok otwieranej bezzębnej paszczy, do której przesuwało się ciało batonikopodobne.
- Cholera. Mówiła mamusia, żebym sprzątał po sobie, – westchnąłem – a ja nie słuchałem.
Coś zmieniło nieco tor poruszającej się łapy. Chyba uznało, że pokarm najpierw trzeba obwąchać.
-No to miłego ci życzę, żyję tutaj od dwóch lat na samych konserwach. – powiedziałem, ale o tym, że na głos to powiedziałem dowiedziałem się, gdy szczenię na mnie popatrzyło. Najpierw przeszył mnie strach, przecież wystarczy jeden jęk i zleci się tu cała wataha samic.(samice Cosiów są bowiem bardzo przewrażliwione na punkcie młodych. Zwłaszcza swoich)

WWWPóźniej jednak, gdy popatrzyłem w jego, albo jej, hmm… tego Onego, oczyska napłynęły wspomnienia i taki błogi stan. Zamknąłem powieki i widziałem polankę, po której kiedyś hasałem. Bez zmartwień i obaw. I mamę też widziałem. Niosła mi obiad. Dziś była kura. Eh, co to były za czasy.
Z ciężkim sercem powracałem do szarej teraźniejszości. To co zobaczyłem i poczułem po przebudzeniu nie było miłe, chyba nawet nie próbowało. Kilka centymetrów od mojej twarzy znajdował się ryj szczeniaka z zielonymi gałami, a jego łapska spoczywały na mojej głowie.
- Jestem sir don bon hrabia von Pimpel, - zacząłem - syn Pimpla Małego, szwagier Pimpusia Wielkiego, a jednocześnie siódma woda po kisielu…

WWW- Gdzie on jest?! – Krzyk niósł się po korytarzach schronu – Jak mogłeś go zgubić?
-Spokojnie kochanie, na pewno nic się nie stało. – Mnie, narratora z wieloletnim doświadczeniem, to nie przekonało. Kobiety chyba też, bo dalej fuczała.
- Zna… znalazłem! – Dobiegło od strony magazynu.

WWWI faktycznie znalazł go w magazynie. Znalazł brzdąca trzymającego rączki na legendzie, która kończyła opowiadać o dorastaniu w lesie.
- Kotek – oznajmił malec i pogłaskał prawdopodobnie ostatnie błękitne zwierzę po łbie.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 01 wrz 2011, 00:24

Z uwagi na wulgaryzmy ostrzegam, że zastosowałam je w celach.

Niebieskie zwierzę poezji.

O tamtym portalu literackim, który znalazłam pierwszy, Maciek, kontrolujący moje działania na forach z doświadczeniem "pokolenia starszego w Internecie", wyraził się(patrz ostrzeżenie) i kazał mi zapomnieć. Ale jeszcze tam czasami zaglądam, karmiąc swoją mizantropię.
Tam pisze taka poetka –NiebieskiMotyl10 – codziennie wstawia kilka takich samych wierszy. To znaczy każdy niby był inny, ale niczym się nie różnił od poprzedniego. Gdyby wydała tomik, przypominałby stragan z malarstwem na jarmarku, każdy obraz wabiłby gamą ślicznostek i każdy byłby wszystko jedno o czym. Jej wiersze były swoiście turpistyczne: tak piękne, jak złotożółta kupka mojej trzymiesięcznej Miśki, gdy wreszcie (ta kupka) nie była śluzowata i zielonkawa od gorączki. Pokusiło mnie dać odpór poezji pięknej, jak piękna jest dla matki kupka zdrowego dziecka.

Nasz Inter-Dialog wyglądał tak:

NiebieskiMotyl10 (tworzy):
Wiatr przestrzeni chabrowe niebo Bałtyku przenika – fosforyzuje zieleń skrząca - gdy zamiast płaskodennego mokrego horyzontu - - - - falochron Pogórza.

Chuj wie, o co jej chodziło i stałam w szpagacie od Pogórza do Bałtyku i bolało mnie krocze wyobraźni. Płaskodenny mokry horyzont mnie pokonał, choć wcześniej wytrzymałam błękitu absolut ogólne poruszenie przestrzeni barw wielokrotnością zawziętą. Cytując teraz, nie zachowałam wersyfikacji, bo jest nieważna, choć rzetelnie oparta na zestrojach. Szkoda papieru.
Odpowiedziałam jej zwykłą fraszką w podobnym nastrojowym tonie

Ja:
Sperma siki srać - skatologii smaczek, to jest, kurwa mać, jak gównem w wiatraczek.

Kobieta nie dostrzegła mojego pragnienia przywracania rozumnej równowagi rzeczywistości i wzniosła się pogardą dla mnie i mojego kurwizmu. Słodki kisielizm błękitnomotylny jej nie przeszkadzał i spijała komentarze Lazurowej Biedronki.
Na przykład takie:

LazurowaBiedronka85:
"barw wielkorotność zawzięta" - właściwie skomentowałaś ten utwór a właściwie wszystkie jego części zgrane z sobą w jeden koncert

Walka z kisielem poezji i krytyki nie miała sensu, to sobie prowokowałam Pierwsze Niebieskie Zwierzę i dałam jej „Obwisłą duszę”. Kiedy pisałam, widziałam jej obwisły tyłek. Uważam, że ma obwisły (motyle mają takie obwisłe odwłoki) i dlatego jest tak górnolotnie egzaltowana. Ona buja sobie niebieskoskrzydła i cukrowa w przestworzach głupot z waty metafor, ale z dołu przecież widać zwykły obwisły tyłek. Powiedziałam jej to w komentarzu, choć potem usunął to moderator, jako tekst naruszający godność NiebieskiegoMotyla. Naruszyłam zaledwie jej tyłek, nie trąciłam w wiersze, a powinna mieć dystans do swojego tyłka, skoro nie miała zupełnie do poezji. Czasami przecież trzeba umieć na siebie popatrzeć z pespektywy błazna.

Maciek śmiał się do łez i ostrzegał, że mnie zbanują, a Zuzka, moja synowa, stwierdziła, że też się zaloguje i machnie hafcik-landszafcik, a potem mnie poprze w turpizmie. Może się zalogowała, bo pojawiła się nowa od barw wielkorotności zawziętej. Potem zapytam.
Ale czasami zaglądam i macham rączką do Niebieskiego Zwierzęcia z Obwisłym Tyłkiem



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4308
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » czw 01 wrz 2011, 10:07

No to wrzucam i ja. Niech się zwierzyniec powiększy.

Błękitne zwierzę.

Był błękitny. Niezaprzeczalnie i całkowicie błękitny, od nosa aż po czubek ogona. Kiedy tak siedział bokiem na skale, w porannym słońcu dobrze było widać, że jego sierść, na brzuchu jasna niczym te kwiaty, które wiosną zakwitają na piasku, stopniowo nabiera głębi, żeby na grzbiecie przejść we wstęgę barwy wieczornego nieba. Poza tym wyglądał jak zwykły, duży piesek pustynny. Przysiadł na tylnych łapach, przednie złożył na brzuchu i kręcąc łebkiem rozglądał się wokoło, czujny strażnik swojego plemienia, skrytego gdzieś w skalnych rozpadlinach.
Tyle tylko, że był taki błękitny. I do tego wcale się nie bał.
– Dziadku – Hardy chwycił starca za łokieć. – Dziadku, ty też go widzisz?
Starzec skinął głową. Nie, to nie był majak, utkany z mgły przez demony pustyni. Na skale siedział zwierzak z krwi i kości, to się czuło nawet na odległość. Przeciągnął się, otrząsnął, a potem zaczął drapać tylną łapą za uchem.
– Dziadku – zniecierpliwił się Hardy. – No już, pospiesz się! Na co czekasz?
Starzec nawet nie zdjął strzelby z ramienia.
– Prędzej! Prędzej! On zaraz ucieknie!
Błękitny ich dostrzegł. Znieruchomiał. Przypominał teraz rzeźbę z lapis-lazuli, jedną z tych, co stoją przed wejściem do świętego kręgu. A potem wskoczył jeszcze wyżej, wydał dziwny, świdrujący gwizd i odwrócił się. Niebieska błyskawica przecięła powietrze – i już go nie było.
– Dlaczego mu pozwoliłeś?! – Hardemu ze złości łzy napłynęły do oczu. – U nas jeszcze nikt nigdy nie upolował czegoś takiego! Nikt! Ty wiesz, ile byś w mieście dostał za jego futro?
Starzec milczał.
– Na niego się nie poluje – powiedział wreszcie z nieoczekiwaną surowością w głosie. – Zapamiętaj to sobie. On należy do Pani Jaskiń i nie wolno go tknąć.
Ciągle patrzał w to miejsce, gdzie zniknął niebieski zwierzak.
– Fatalny znak – pokręcił głową. – Musimy powiadomić starszyznę. Nie jest dobrze, kiedy Pani Jaskiń wypuszcza na nas swoje pieski.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 01 wrz 2011, 13:06

Wulgaryzmy

Wklejam tekst poprawiony (pomniejszony), choć szanuję regulamin kwalifikacji i czuję się zdyskwalifikowana. Przebiegłam dystans poza regulaminem, z wdzięczności dla wartości takiego doświadczenia.


__________________________________________________

Niebieskie zwierzę


O tamtym portalu literackim syn Maciek „wyraził się” i kazał mi zapomnieć. Jest z "pokolenia starszego w Internecie" i się zna.

Jedna poetka - NiebieskiMotyl10, codziennie wstawia tam kilka takich samych wierszy. To znaczy, każdy był inny, ale niczym się nie różnił od poprzedniego. Gdyby wydała tomik, wabiłby jak jarmarczny stragan ślicznostkami. Jej wiersze są de facto turpistyczne: cudne, jak złotożółta kupka niemowlęcia. Piękna jest dla matki kupka zdrowego dziecka.

Dialog wyglądał tak:

NiebieskiMotyl10 (tworzy):
Wiatr przestrzeni niebo cyjanu Bałtyku przenika fosforyzuje zieleń skrząca gdy zamiast płaskodennego mokrego horyzontu falochron Pogórza.

Od Pogórza do Bałtyku! Bolało mnie krocze wyobraźni! Wytrzymałam barw wielokrotność zawziętą, ale płaskodenny horyzont mnie pokonał.
Odpowiedziałam jej fraszką w podobnym nastrojowym tonie:
Sperma siki srać - skatologii smaczek, to jest, kurwa mać, jak gównem w wiatraczek.

Kobieta nie dostrzegła pragnienia przywrócenia światu rozumnej równowagi i wzniosła się pogardą dla mnie i mojego kurwizmu. Kisielizm błękitny komentarzy spijała motylą trąbką.
Na przykład taki:
Lazurowa85:
"Barw wielkorotność zawzięta!" - właściwie skomentowałaś ten utwór a właściwie wszystkie jego części zgrane z sobą w jeden koncert.

Walka z kisielem w poezji nie miała sensu. Polubiłam więc Dziesiąte Niebieskie Zwierzę i napisałam dla niej „Obwisłą duszę”. Kiedy pisałam, widziałam jej obwisły odwłok: motyle mają bowiem obwisłe odwłoki. Ona w natchnieniu bujała metaforą od Bałtyku po Pogórze, ale z dołu - obwisły odwłok. Powiedziałam to w komentarzu, choć mój wpis usunął moderator, jako że naruszałam godność NiebieskiegoMotyla. Naruszyłam zaledwie jej odwłok, nie trąciłam w wiersze. Powinna przecież mieć dystans do siebie, skoro nie miała do poezji. Czasami trzeba umieć na siebie popatrzeć oczami błazna.
Maciek śmiał się i ostrzegał, że mnie zbanują. Bywa, że jeszcze tam zaglądam i macham z sympatią do Dziesiątego Niebieskiego Zwierzęcia (z Obwisłym Odwłokiem).


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
taran1123
Pisarz domowy
Posty: 177
Rejestracja: pt 19 sie 2011, 21:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: taran1123 » czw 01 wrz 2011, 13:43

Duży miś

Stał, błękitny niedźwiedź, na dużym placu. Ludzie przechodzili obok, patrzyli na niego, czasem nawet podziwiali. Duży miś się nie ruszał. Był skazany na trwanie w miejscu i czekanie... Ale na co? Sam nie wiedział. Co chwila, pojawiał się ten mężczyzna o mądrym wyrazie twarzy, on odwiedzał go najczęściej. Inni przychodzili i odchodzili.
W pewnym momencie, mała dziewczynka, przystanęła przy dużym misiu i zaczęła płakać.
Czyżby się mnie przestraszyła?
- Gdzie mój tatuś?! To ty zabrałeś mojego tatusia! - krzyczała głośno na niedźwiedzia.
Nie, malutka, ja nie mogę się ruszać - odpowiedział w myślach. Tak bardzo pragnął wyrazić się na głos!
W oddali, błękitne zwierzę, zobaczyło faceta, który co jakiś czas do niego przychodził. Tym razem mężczyzna biegł. Był naprawdę szybki, bo zanim dziewczynka zaczęła wypowiedzieć kolejne zadanie, ten już znalazł się przy nich.
- Karolinko? Wszędzie cię oszukałem! Widzę, że zamiast mnie, spotkałaś moją rzeźbę z lodu. Niedługo przyjdzie komisja.

Niedźwiadek wygrał konkurs. Cieszył się, w środku, że przyniósł radość dziewczynce i mężczyźnie, który go tak często odwiedzał.
Minęły dwa miesiące zanim stopniał do końca i zamienił się w kałużę, która już przez nikogo nie była podziwiana.


"Kto umie czytać,
posiadł klucz do wielkich czynów,
do nieprzeczuwanych możliwości,
do upajająco pięknego,
udanego i sensownego życia."
Aldous Huxley

Awatar użytkownika
LadyStardust
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: wt 30 sie 2011, 13:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: Kobieta

Postautor: LadyStardust » czw 01 wrz 2011, 15:25

Witajcie, skoro i ja mogę się bawić, przedstawiam mojego błękitnego futrzaka. 1814 znaków ze spacjami.

Była strasznie samotna. Nigdy jeszcze się tak nie czuła. Wstała, by się przejść. Raz, dwa, trzy kroki – szyba. To samo w drugą stronę. Przez szkło widziała człowieka z notatnikiem, który wciąż coś notował. Do szału doprowadzało ją ciągłe pikanie maszyn. Było gorsze niż płacz głodnych młodych.
- Dzisiaj też nic nie zjadła? – zapytał drugi człowiek, wchodząc do pomieszczenia. Ten z notatnikiem smętnie pokręcił głową. –Poczekamy. W końcu zgłodnieje i instynkt zwycięży. Pomyśleć, że po tylu latach udało nam się znaleźć błękitnego tygrysa… I jak tu nie wierzyć w ludowe gusła? –entuzjazmował się.

Kira pokręciła łbem. Nie wiedzieli, że ich rozumie. Dała im się złapać, żeby odciągnąć ludzi od młodych. Była przewodniczką stada. Kiedyś dosiadała jej bogini Durga, ale odkąd starzy bogowie odeszli, błękitnym tygrysom pozostało tylko się ukrywać tam, gdzie ludzka noga nie postała. Niestety, młode były głodne… Teraz inna tygrysica zajmie jej miejsce. Westchnęła. Miała blisko sześć tysięcy lat i okazała się strasznie głupia. Myślała, że zedrą z niej futro i tyle, że śmierć przyjdzie szybko. Jakże się myliła. Ludzie byli nie tylko szybsi niż kiedyś, ale i bardziej okrutni.
- Czego wy ode mnie chcecie? – zwróciła się bezpośrednio do swoich oprawców.
- Mruknęła – zauważył ten z notatnikiem. – Pewnie się przyzwyczai. Myślałeś już Rohan ile każde zoo będzie gotowe zapłacić za takie zwierzę? Będziemy bogaci! –zawołał.
- A więc o to chodzi – pomyślała Kira. – Szkoda, że nigdy nie chciało się wam ludziom nauczyć naszego języka. Przecież to my, błękitne tygrysy strzeżemy dostępu do Shangri-La. Spojrzała na dwóch naukowców pogardliwie. – A co byście dostali za odkrycie sekretu nieśmiertelności, panowie? – powiedziała, ale oni jej nie rozumieli. Ten z notatnikiem zapisał tylko kolejny pomruk błękitnego tygrysa.


"Ja gdy czegoś pragnę, nie marzę lecz działam. I zawsze zdobywam to, czego pragnę."

Awatar użytkownika
Loony
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: ndz 21 sie 2011, 08:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Loony » ndz 04 wrz 2011, 04:42

To i ja wkleję... Miłego czytania :)

Niebieskowłosa dziewczyna patrzyła na mnie ze stolika w kawiarni. Wyglądała dość dziko. Chyba nieoswojona. Albo z kosmosu. Bo kto normalny farbuje włosy na tak dziwny kolor? Ale podeszłem i zagadałem.
- Cześć.
Nie odpowiedziała.
- Cześć - powiedziałem głośniej.
Tym razem mruknęła coś, po czym przewróciła wzrok na drugą stronę sali.
Piła kolę.
- Smaczna ta kola? - spytałem, próbując nawiązać rozmowę.
Okazało się jednak, że była to kawa; po prostu źle spojrzałem.
No to rzekłem jej, że też bardzo lubię kawę. Niestety coś spaliłem i rozmowa się nie zakleiła. Wstałem więc i powiedziałem "do zobaczenia" i że może później pogadamy, i że może jakoś się jeszcze stykniemy. I polazłem do lady, zamówiłem piwo, barman mi otworzył, to wziąłem butelkę i wyszedłem na dwór. Panował lekki chłód, ponieważ był to październik; Szedłem, popijając piwo i patrząc na chodnik. Widziałem tam liście, które sunęły dmuchane przez wiatr.

Wtem czyjś głos. "Ahoj!". To pewnie ona, błękitnowłosa dziewczyna. Odwróciłem się.

***

Stała teraz przede mną, tym razem w okularach. Chyba zakładała je, jak wychodziła, żeby ocieplić sobie oczy i nie łzawić od wiatru. Tak wydedukowałem.
Powiedziała, że zostawiłem na stoliku książkę. Podała mi ją do ręki.
I nagle przypomniałem sobie, że ta książka była o seksie.
- Ty zwierzaku - powiedziała z uśmiechem, którego znaczenia nie zdołałem rozszyfrować.
Trochę się zawstydziłem, bo pożyczyłem tę pozycję w ramach nauki na studiach. Bo mieliśmy o seksualności w kulturze współczesnej.
Wziąłem więc tę knigę od niej i schowałem do kieszeni.
- Bądź jutro w Kubku, to pogadamy. - to chyba była propozycja randki z jej strony.
- O której?
- O piętnastej.

***

Byłem. Siedziała tam, gdzie wcześniej. Okazało się, że czytała tę książkę już dwa razy. Zapytałem czemu. Uśmiechnęła się, zawstydzona, ale wiedziałem już wtedy, że był z niej niezły zwierzak. Tak zaczęła się moja bardzo owocna przyjaźń z pewną studentką.



Awatar użytkownika
Jan O.
Kmiotek
Posty: 2
Rejestracja: sob 21 maja 2011, 21:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Jan O. » ndz 04 wrz 2011, 23:09

Witam wszystkich i zapraszam do przeczytania mojego "dzieła" :) (1996 znaków ze spacjami).

WWBłękitna sprawiedliwość

- A ja słyszałem, że ta twoja nowa laska to niebieskie włosy ma i...
- Błękitne.
- Co?
- Nie niebieskie tylko błękitne. Nazywa ten kolor nawet morskim błękitem.
- Serio? A jaka jest różnica między niebieskim a błękitnym?
- No wiesz, bo niebieski to jest taki... A błękitny z drugiej strony, to już w ogóle jest... A - Czerwone.
- Co?
- Nie rude tylko czerwone.
- Naprawdę? Nigdy bym nie powiedział, że to czerwony.
- Ja tam też, ale skoro ona tak twierdzi to ja tam wolę nic nie mówić. Ale wracając, to ludzie na mieście mówią, że niezłą ci awanturę zrobiła, z rzucaniem telewizorami i w ogóle.
- Ta, prawda. Wiesz, ona ma w sobie coś takiego dziwnego, dzikiego. Jakiś taki wyraz twarzy czy coś, nie wiem, że aż się czasem prawie boję.
- No co ty, baby się boisz? Ha ha ha.
- Ta, śmiej się, szkoda, że jej wtedy nie widziałeś, ubzdurała sobie, że ją zdradzam z Aśką. A ja Aśki nigdy nawet palcem nie dotknąłem. Co innego Baśkę, khe khe. No ale o tym to nigdy się nie dowie. Nigdy, khe khe.

WWWWWWWWWWWSpokojną, księżycową noc, przerwał rozrywający krzyk.

WWWKomendant wszedł do mieszkania po czym raptownie z niego wybiegł, zwymiotował i po dziesięciu minutach w przypływie silnej woli, wszedł ponownie.
- Ile ciał? - Zapytał słabym głosem policjanta robiącego zdjęcia.
- Ciężko stwierdzić. Ciągle jeszcze staramy się je poskładać.
- Kto mógłby zrobić coś takiego?
- Wiem, że to zabrzmi głupio ale kształt i głębokość ran, wskazują na to że było to jakieś duże zwierzę.
- Duże zwierzę? W środku miasta? Coś ty głupi i niby jakby na trzecie piętro...
- Panie komendancie?
- Czego chcesz!?
- A tamto co tam leży, to jak pan myśli co to jest?
- Ręka chyba.
- A nie noga?
Zadziwiony swoją ciekawością komendant podszedł bliżej niezidentyfikowanego obiektu, usiłując nie ubrudzić bardziej już i tak mocno umazanych krwią butów.
- Miałeś racje, to noga jest, brawo. A to co? - Komendant podniósł coś z ziemi - Kępka włosów. Niebieskich.
W



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pn 05 wrz 2011, 17:04

Pomysł okiełznania swego umysłu bardzo mi się spodobał, więc wklejam małe co nieco.

Skalniak

Miśka leżała na kocu i opalała się. Z całego serca pragnęła spalić się na brąz, ale nijak nie wychodziło! Była wściekła i upokorzona. Dzisiaj potrzebowała burzy z piorunami a tu od świtu wesołe, cholernie miłe słońce! Otworzyła oczy i osłaniając je dłonią, spojrzała na nudną, niezmierzoną, otwartą przestrzeń wypełnioną błękitem.

Gdzieś nad świerkiem, całkiem jakby w odpowiedzi na jej chęci, zimny błękit drgnął. Zamknęła oczy i w sekundę później je otworzyła. Przestwór gęstniał, jakby ktoś wsunął w niebo kawałek waty, która teraz zasysała kolor i zagęszczała go w sobie. Oczy wyszły jej z orbit, kiedy ten zwarty kawałek wybrzuszył się wyraźnie. Niebo pękło i ze szczeliny wysunęła się trójkątna głowa z wielkimi ognistymi oczami i zakrzywionym ostro dziobem. Zniknęła po sekundzie, ale cienka rysa powiększała się; poleciała błyskawicznie na północ, aż do szczytu domu i tam zawróciła, jakby na wschód. Miśka wstrzymała oddech, kiedy olbrzymia płachta nieba oderwała się od swego zwykłego miejsca i w powstałej dziurze zamigotał długi, podwinięty nerwowo ogon a zaraz za nim umięśniona łapa z niemal granatowymi, opalizującymi pazurami. Szpony rozdarły błękit, pozostawiając na nim kilka białych smug i wyciągnęły się ku ziemi. Wbiły się w nią wściekle nieopodal Miski. Dziewczyna z przerażeniem patrzyła, jak mięśnie łapy prężą się i próbują utrzymać cielsko z połyskującymi łuskami i dwoma skrzydłami w kolorze nieba, jak wypada stamtąd wprost na nią uzębiona paszcza! Wrzasnęła! Bestia cudem rozpostarła skrzydła, wyrywając jednocześnie szpony z wielkim kawałem ziemi, zaszamotała się, złapała poziom i na chwilę zawisła nad domem Miśki, osypując właścicielkę kawałkami ziemi i roślin. Wreszcie spokojnie machnęła skrzydłami rozprostowując je i odleciała.
Miśka zerwała się, pobiegła parę kroków i stanęła nad dołem, jaki wyrwały pazury.

- To już koniec. No, kurwa po prostu koniec – usłyszała za sobą wściekły głos męża. - Ty oszalałaś?! Rozwaliłaś mój skalniak!?! Za co!? Za tamto?! Świra masz, po prostu świra!


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Baczy
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: wt 07 gru 2010, 18:45
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Baczy » pn 05 wrz 2011, 19:02

No cóż, nie mogę nie spróbować, chociaż przyznam, że limit 2k znaków początkowo mnie wystraszył... Poszło jednak znacznie lepiej, niż się spodziewałem. 1985 znaków ze spacjami.



  Gr-Tark prowadził na smyczy swojego niewielkiego, bo zaledwie półtorametrowego pupila, Julię. Ostatnio dużo popłakiwała w kącie, uznał wiec że odrobina świeżego powietrza dobrze jej zrobi. Kiedy wbiegła w krzaki ostrokrzewu załatwić swoje potrzeby, Peanin zauważył swojego kumpla, Try-Otaka. Trzymał na rękach i głaskał coś niebieskiego. Gdy tamten widząc go podszedł bliżej, Gr zobaczył, że jest to jasnoniebieski człowiek.
  - Pozdrowiony, Try. Co tam masz, jakiś niebieski zwierz…
  - Pozdrowiony, Gr. To Eryk, fajny, no nie?
  - No ale co to?
  - No człowiek, nie widzisz? Samiec- na dowód podwinął krótką nogawkę pupila i pokazał jego dorodne przyrodzenie. Julia, która właśnie wyszła z krzaków, zaczerwieniła się.
Właściciel postawił go na ziemi żeby zapoznał się z kobietą przyjaciela.
  - Przybłęda, chyba spadł w jednym z tych drobnych statków, których kilka rozbiło się na bagnach. Poszedłem tam z ojcem i widzieliśmy go, ale nam uciekł. No ale dzień później sam przyszedł do nas, po śladach, do ogrodu, po paru minutach dał się nakarmić i umyć. Jest jeszcze nieco wystraszony, ale ma łagodne usposobienie. Tak przynajmniej mówi tata. Zresztą, inaczej nie pozwoliłby mi go zatrzymać.
  Obaj obserwowali jak samiec nieśmiało nawiązuje kontakt ze skąpo odzianą samicą. Nie rozumieli ich dziwnej mowy, ledwo słyszeli ich cienkie, słabe głosy, jednak po mimice twarzy i gestach widać było, kto tu kogo adoruje- to raczej Julia przejęła inicjatywę, oczarowana męskością i odmiennością błękitnoskórego, Eryk zaś wydawał się być nieco wypłoszony, ale w pełni zainteresowany wdziękami kobiety.
  - Ale nie wiecie, czemu jest niebieski? Widziałem kilka brązowych, żółtych, nawet takiego jakby czerwonego, ale o niebieskich w ogóle nie słyszałem. Ty, a może to jakaś choroba?
  - Weterynarz powiedział, że wszystko w porządku. Ojciec pojechał dzisiaj do lecznicy rządowej, pewnie sprzeda go do badań…
  Niebieski człowiek spojrzał na niego ze strachem, jakby doskonale wiedział, co go czeka.


"... z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle..."

"Krytyka może nas wykończyć; my nie możemy wykończyć krytyki - i dlatego lepiej o niej zapomnieć"

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 530
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Chii » śr 07 wrz 2011, 16:28

Związek z tematem? Zgadnijcie. Znaków 835 ze spacjami.


[center]Głupi[/center]

___Gonią mnie.
___Czuję, jak mnie śledzą, jak tropią moje ślady, jak węszą. Widzę, jak zabijają moich braci. Moją rodzinę. Nienarodzone dzieci. Nienawidzę ich.
___Kiedy przybyli, chcieliśmy ich przywitać. Najpierw się tylko przyglądali, ale kiedy jeden z nas do nich podszedł, zabili go. Potem zjedli. Na drugim końcu wyspy było czuć zapach pieczonego mięsa. Nazywali nas głupimi.
___Na początku byli tamci. Później kolejni. Jedni odpływali, drudzy przypływali. Nigdy nie mieliśmy wrogów. Chcieliśmy żyć z nimi w pokoju. Ale oni byli wygłodniali. Zaczęli nas prześladować.
___Wycinali drzewa, niszczyli rośliny. Coraz rzadziej spotykaliśmy nasiona tambalakoku. Wypuszczali zwierzęta, które na nas polowały. Nie mieliśmy żadnych szans. Za duzi, zbyt niezdarni, żeby uciekać.
___Czuję, że już tu są. Niosą kije. Wołają nas. I tylko szepcą: „dodo, dodo, dodo”.




Wróć do „Kwalifikacje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość